Rozdział XX



Pobieranie 431,19 Kb.
Strona3/7
Data05.12.2017
Rozmiar431,19 Kb.
1   2   3   4   5   6   7

3. Nowe kraje (1952-1962)

Pierwszy etap ekspansji apostolskiej Dzieła miał miejsce pomiędzy 1948 a 1952 rokiem. Drugi impuls dokonał się w dekadzie 1952-1962. 2 października 1962 roku, gdy Ojciec i jego synowie zgromadzili się na rodzinnym spotkaniu, don Josemaría w następujący sposób uśiadamiał im, jak wielki wysiłek, który pociągnęła za sobą cudowna przygoda przenosin:

Ojciec lepiej niż ktokolwiek inny zna początki Dzieła w jakimkolwiek kraju: trudności, nadzieje... Dlatego mogę was zapewnić, że wszystkie regiony, po ludzku mówiąc, mają lepsze warunki i więcej środków, niż kiedy ja musiałem zaczynać tego 2 października 1928 roku. Nie możecie sobie wyobrazić, ile kosztowało ciągnięcie Dzieła do przodu. Ale cóż to za wspaniała przygoda! Przypomina uprawę terenu porośniętego dżunglą: najpierw trzeba ściąć drzewa, wykarczować korzenie, wyrwać krzaki, usunąć kamienie..., aby następnie zaorać grunt, użyźnić nawozem [...].

Gdy ziemia już zostanie zaorana, trzeba ją zostawić w spokoju, aby odpoczęła. Następnie ma miejsce siew oraz tysięczne zabiegi, których wymagają rośliny: zapobieganie zarazom, obawa przed rozpętaniem burzy... Trzeba długo czekać, dużo pracować, zanim zboże napełni spichrze103.

Ileż Ojciec by dał, by oszczędzić cierpień swoim dzieciom! Pragnął, aby wszyscy byli szczęśliwi, by nie musieli dzielić z nim jego bólu. Ale rozpoczynanie w nowych państwach kosztowało wiele. Za przykładem założyciela Opus Dei jego synowie nauczyli się prowadzić apostolstwo uśmiechu, połykać łzy i przezwyciężać trudności. Wspominając początki pracy w Niemczech, Alfonso Par opowiada, że gdy wracali z Ojcem samochodem ulicami Kolonii w 1957 roku, po wizycie w pierwszym żeńskim akademiku Dzieła w Niemczech, Ojciec mówił mu szczegółowo, jaką pracę jak najszybciej powinni rozpocząć w tym kraju. Wyłożywszy Alfonsowi swoje plany, zapytał co o nich sądzi, ten zaś, pod ciężarem wielu przewidywanych trudności, nie omieszkał wskazać na przeszkody, które będą musieli pokonać. Ojciec nie pozwolił mu dokończyć. Przerwał mu z energią, mówiąc: To ja już wiem. Ale po to tu jesteś; aby przezwyciężać trudności104.

Trudno ocenić, jak wielkich poświęceń wymagało rozwijanie Dzieła w krajach świeżo objetych jego apostolską ekspansją. Opowiadaniu o wydarzeniach — o codziennych sprawach — zawsze towarzyszą wstydliwe przemilczenia i często miłosierne pominięcia. Można sądzić, że powtarzały się, na mniejszą skalę, niektóre z trudności, z którymi borykał się założyciel Opus Dei u początków Dzieła. Dlatego też, hojnie i bezinteresownie przyznał swym dzieciom – chcąc poniekąd przydać im zachęty – tytuł współzałożycieli. Z całą nie można przecenić spraw takich, jak samotność, upokorzenia, a nawet rzeczy znacznie bardziej zaskakujące, jak ta wspomniana w liście do konsyliariusza w Meksyku, Pedro Casciaro:

Rzym, 9 lipca 1953.

Drogi Perico, niech Jezus mi Cię zachowa. Przeczytałem Twój list i sprawił mi radość ten duch, który jest tożsamy z moim [...]. Gdyby było inaczej, nie bylibyśmy Dobrym Pasterzem. Ale w żadnym wypadku nie pozwalam Ci, żebyś uczynił ofiarę tę ofiarę ponieważ Pan zadowoli się Twoim pragnieniem i... ponieważ dla nas bardzo wygodnie by było podążyć tą drogą. Trzeba umrzeć starym, spracowanym i w dobrym humorze.

Czy to jasne?

Uściski. Błogosławieństwo od Twego



Ojca105.

Wyrażona przez Pedra gotowość, aby złożyć ofiarę ze swojego życia, aby apostolskie przesadzenie do Meksyku obyło się bez strat, przypomina jego prośbę z Burgos, z 1938 roku, aby Pan zesłał na niego chorobę, na którą cierpiał Ojciec. Ale założyciel Dzieła jasno mu wytłumaczył, że byłoby to zbyt wygodne. Właściwe dla ducha Opus Dei było więcej pracować i cierpieć106. Przeciwności wszelkiego typu były w znacznej mierze przyczyną rozprzestrzenienia się Dzieła po całym świecie:



Wiecie, dlaczego Opus Dei rozwinęło się tak bardzo?

Ponieważ z Dziełem postępowano tak, jak z workiem zboża: bito, maltretowano, ale ziarna są tak maleńkie, że nie ucierpiały; wręcz przeciwnie rzucone na cztery wiatry, padły na wszystkie ludzkie drogi, gdzie znajdują się serca wygłodniałe Prawdy, dobrze przygotowane...

Zdarzyło się to, co się dzieje, gdy Boża praca natrafia na trudności. Ptaki niebieskie i owady, pośród spustoszenia, jakie czynią poprzez swą żarłoczność, niosą ziarno daleko, przylepione do swoich bnóg. Pan sprawił, że dotarliśmy tam, gdzie nie trafilibyśmybyć może tak prędko, właśnie w ten sposób - cierpiąc zniesławienie. Ziarna się nie traci107.

Ekspansja miała charakter stały, utrzymywała stały, postępujący rytm w wielu różnych krajach. W 1959 roku założyciel Opus Dei, składając dzięki Bogu, mógł oświadczyć biskupowi Madrytu, don Leopoldo, że:

Pan i Jego Najświętsza Matka szczodrze błogosławią swoje Opus Dei, które faktycznie pracuje na całym świecie, który nie został zdominowany przez komunizm. Szczególny wysiłek Dzieło wkłada w zadania powierzone przez Stolicę Świętą [...]; chociaż moje córki i moi synowie nie zapominają, że są w jednakowym stopniu misjonarzami na asfalcie Londynu, Madrytu czy Paryża, Waszyngtonu czy Rzymu108.

Rzeczywiście, po rozpoczęciu w 1951 roku pracy w Kolumbii i Wenezueli oraz w roku następnym w Niemczech, przyszła kolej na Peru i Gwatemalę w 1953 roku; Ekwador w 1954; Szwajcarię i Urugwaj w 1956; Austrię, Brazylię i Kanadę w 1957; Salwador, Kenię i Japonię w 1958; Kostarykę w 1959, a kilka miesięcy później Holandię...109. Ze wszystkich stron świata napływały do założyciela Opus Dei prośby o rozpoczęcie pracy apostolskiej w nowych państwach. W liście z 1960 roku, w którym znalazło się porównanie do przesadzania drzew, don Josemaría na wstępie oświadcza: wzywają nas stale i nieustannie, nawet z najbardziej odległych miejsc 110. Niektóre z próśb pochodziły od Stolicy Świętej, większość od biskupów, a także od nuncjuszy i delegatów apostolskich111. Nie można było zadośćuczynić wszystkim prośbom. Ale założyciel Opus Dei nigdy nie udzielał odpowiedzi odmownych na tego rodzaju prośby112. Podtrzymywał nadzieję tych, którzy pragnęli zobaczyć ustanowiony ośrodek Opus Dei na dalekiej ziemi. Pozostawiał otwarte drzwi rozwiązaniu, które miało nastąpić w najbliższym czasie. Trzeba było czekać, ale niezbyt długo.

Założyciel pragnął jak najszybciej zadośćuczynić tym apostolskim prośbom. Jego wysiłki, aby jak najprędzej wykończyć budynki Siedziby Centralnej oraz walka o to, by Kolegium Rzymskie Świętego Krzyża zaczęło od początku działać pełną parą, miały charakter heroiczny i rozważny zarazem. Bez tego nie udałoby się dokonać ekspansji apostolskiej, przynajmniej nie w rytmie zakładanym przez don Josemaríę. Wydaje się, że w 1960 roku powtarzane przezeń twierdzenie, że zatrzymanie prac w Villa Tevere oznaczałoby pół wieku opóźnienia dla pracy apostolskiej Dzieła nie było przesadzone. Bez wątpienia, ten bezwzględny rozkaz Pana: idźcie i nauczajcie wszystkie narody113... brzmiał nieustannie w jego duszy. Ponieważ są tacy — mawiał don Josemaría — którzy widzą dzieło zbawienia ludzkości jakby we mgle sceptycyzmu: Upatrują go jednak w odległych wiekach, wielu wiekach... i w istocie spełniłoby się ono dopiero w wieczności, gdyby to zależało od stopnia ich poświęcenia114. Natomiast ta absolutna gotowość do oddania się, jaka istniała w duszy założyciela Opus Dei, prowadziła do działań pełnych dynamizmu. Jego wielkoduszność nie pozwalała mu na próżne wątpliwości, a jego zapał apostolski – na jakąkolwiek zwłokę.

Oczywiście w przypadku Azji, Afryki czy Ameryki nie był w stanie tworzyć prehistorii Dzieła w ten sam sposób, jak to czynił w Europie, jednak nie wyrzekał się głębokiego zaangażowania w te przedsięwzięcia. Z odległych krajów nadchodziły wiadomości od jego córek i synów. Miał ich zawsze w sercu — consummati in unum!* — pisał do nich i pomagał swoją radą. Pomimo, że przebywał w czterech ścianach Villa Tevere, Ojciec, poprzez swoją modlitwę i umartwienia, walczył ascetycznie na wszystkich frontach tej apostolskiej ekspansji115.



* * *

Biskup Osaki, Paul Yoshigoro Taguchi, mąż prawdziwie apostolski, troszczył się bardzo o ewangelizację Japonii oraz o sytuację w jakiej znajdowali się studenci z jego diecezji. Skupisko miast wokół Osaki, zamieszkane przez ponad 7 milionów dusz, miało liczne i spore uniwersytety, w tym pięć protestanckich, oraz bardzo liczne szkoły średnie. Niestety młodzi ludzie, którzy opuszczali katolickie szkoły średnie, wkraczali następnie na laickie uniwersytety, pozostające często pod wpływem marksizmu i z tego powodu ich wiara była zagrożona116.

Gdy w 1957 roku biskup Taguchi znalazł się w Rzymie, starał się dowiedzieć, w jaki sposób można zaradzić temu problemowi. Kardynał Ottaviani z wielkim entuzjazmem mówił mu o Opus Dei i radził mu, by spotkał się z prałatem Escrivą de Balaguerem. Biskup przedstawił don Álvarowi swój zamiar ustanowienia w swojej diecezji instytucji prowadzącej wyższe studia, po czym został przyjęty przez założyciela Opus Dei, który obiecał zająć się jego prośbą117.

Wkrótce potem ksiądz José Luis Múzquiz, ówczesny konsyliariusz regionalny Opus Dei w Stanach Zjednoczonych, na prośbę Ojca odwiedził biskupa Taguchi w Rzymie. Biskup, mając nadzieję, że gorące przyjęcie i przyjemna, kwitnąca wiśniami wiosna wpłyną na pozytywną odpowiedź konsyliariusza, zaprosił go do siebie na połowę kwietnia. Kiedy José Luis Múzquiz opowiedział w Villa Tevere o uprzejmości ze strony biskupa, Ojciec, wiedząc, że na José Luisie większe wrażenie robiły dane techniczne z dziedziny mechaniki niż deszcz płatków kwiatów, odpowiedział z uśmiechem: Mnie się wydaje, że ciebie nie bardzo obchodzą wiśnie, ale jedź do Japonii, skoro tego chce biskup118. Podczas przygotowań do podróży do Japonii Ojciec powierzył całe przedsięwzięcie opiece Najświętszej Maryi Panny. Pisał do swego syna: Niech ci błogosławi Pan i jego Najświętsza Matka, Stella maris*, w tej niedalekiej podróży do Japonii119.

Gdy tylko ksiądz Múzquiz dotarł do Tokio, wysłał do Ojca list, na którego kopercie don Josemaría z wielką radością napisał: Pierwszy list z Japonii. Sancta Maria, Stella Maris**120. Zawsze, gdy otrzymywał listy z Japonii, uciekał się do Maryi, Stella maris,121.

Po powrocie do Rzymu don José Luis dokładnie poinformował Ojca o swojej wizycie i odbytych rozmowach z biskupami na Honsiu i Kiusiu, podczas gdy biskup Paul Yoshigoro Taguchi nadal uparcie obstawał przy utworzeniu Uniwersytetu Katolickiego w Osace, jak wyjaśniał prałatowi Escrivie de Balaguerowi w liście z 7 maja 1958 roku:

«Chciałbym podziękować Waszej Ekscelencji za przysłanie Przewielebnego José L. Múzquiza do Japonii w celu zbadania możliwości rozpoczęcia działalności przez Uniwersytet Katolicki w Osace [...]. Dobrze wiem, że utworzenie uniwersytetu nie jest łatwym zadaniem, ale wiem także, że wszelkie wysiłki na rzecz jego uruchomienia będą bardzo wartościową posługą dla Kościoła w Japonii. Modlę się z nadzieją, że już wkrótce będziemy mieli uniwersytet znajdujący się pod opieką Opus Dei w regionie Osaka»122.

8 listopada 1958 roku przybył do Japonii, aby pozostać tam na stałe, José Ramón Madurga123. W jego ślady poszli inni. Ojciec udzielił im instrukcji, jeśli chodzi o szukanie domu oraz przygotowanie pobytu dla kobiet z Dzieła. Od pierwszej chwili prosił Pana, aby wezwał wiele osób z tego kraju do Opus Dei124 i czuł się ściśle z nimi zjednoczony:

Niech Jezus mi zachowa tych moich synów w Japonii — pisał do nich w październiku 1959 roku. — Kochani, jesteśmy zawsze bardzo blisko was, zwłaszcza w dniach tajfunu.

Mam nadzieję, że już wkrótce przybędą wasi bracia ze Stanów Zjednoczonych, już czas125.

Mijały miesiące, lecz już późną wiosną 1960 roku Ojciec spotkał się w Rzymie ze sporą grupą swoich córek, aby je zmobilizować i dodać im ducha. Jedne z nich przygotowywały się do wyjazdu do Kenii, inne do Japonii. Założyciel nie mówił, że wysyła je do tych odległych krajów, ale że jednoczy się z nimi duchowo w tej przygodzie na Dalekim Wschodzie i w Kenii. Jedziemy do Kenii! Jedziemy do Japonii! Aby szukać dusz dla Chrystusa!126. Polecał dużo się modlić i ofiarowywać umartwienia w tej intencji, tak, by całe Dzieło aktywnie uczestniczyło w tym przedsięwzięciu. Pragnął, aby każdy członek mógł sobie powtórzyć słowa Ojca: Nie jedziecie same, ponieważ jedziecie z Chrystusem, a z Chrystusem jesteśmy wszyscy127.

Kiedy José Luis Múzquiz wrócił do Rzymu ze swojej drugiej podróży do Japonii w 1959 roku, Ojciec, bardzo ożywiony, zasypywał go pytaniami o swoich synów: jak się czują?, co jedzą?, jak mieszkają? Język nie był łatwy, niełatwo było dostosować się do miejscowych zwyczajów, ale mogli stopniowo przyzwyczaić się do japońskich potraw, jedząc je na przemian z europejskimi128. Jeśli chodzi o projekty edukacyjne, Ojciec zasugerował swoim synom jeszcze przed ich wyjazdem do Japonii, aby pomyśleli o utworzeniu instytutu na poziomie uniwersyteckim, ponieważ nie byliby w stanie utworzyć uniwersytetu. Takie przedsięwzięcie pozwoliłoby im dotrzeć z chrześcijańskim przesłaniem do studentów i prowadzić pracę apostolską ad fidem*129.

W Japonii, z powodu niewielkiej liczby katolików oraz wysokiego odsetka pogan, trzeba było szukać większej liczby ludzi, aby móc już od samego początku prowadzić skuteczne apostolstwo. Założyciel zmobilizował swoje dzieci w Brazylii i Peru, aby apostołowały wśród nissei (potomków Japończyków urodzonych poza Japonią), aby ci, będąc już katolikami, mogli jutro poprowadzić intensywne apostolstwo w kraju swego pochodzenia130.

Sadzonka została zakorzeniona zawodowo poprzez uruchomienie Seido Language Institute w mieście Ashiya, który miał nauczać języków i zapoznać Japończyków z kulturą zachodnią i doktryną katolicką131. W tym samym czasie (w 1960 roku) kobiety z Dzieła wyjechały z Rzymu do Japonii. Ojciec z całą pewnością towarzyszył im z daleka, ponieważ tym samym on także rozpoczynał kolejną przygodę. Wkrótce po przyjeździe do Ashiya dostały wiadomości od Ojca: Serdeczne życzenia z okazji rozpoczęcia waszej pracy w tym kraju oraz błogosławieństwo dla moich Japonek132.

Bp Javier Echevarría, który latach tej ekspansji apostolskiej znajdował się u boku Ojca i miał okazję wysłuchać opinii różnych wikariuszy regionalnych, wspomina, że: «wszyscy oni byli zgodni, że ogromną pracę, jaka dokonała się na tych ziemiach, zawdzięczać można stałym staraniom założyciela, ponieważ odczuwali jego stałą obecność dzięki korespondecji, z czego wyciągali wniosek, że stale ufnie czuwa i interesuje się ich problemami. Twierdzą, że dzięki ich wskazówkom z wyprzedzeniem przewidywał stosowne rozwiązania i potwierdzają, że nawet dla tych członków Dzieła, którzy go nie znali, widoczna była jego nadprzyrodzona i ludzka miłość do każdego kraju»133.

* * *

W całej historii stosunków między założycielem Opus Dei a hierarchami Kościoła w niezliczonych diecezjach, gdzie prowadzona była praca Opus Dei, był jeden epizod, który ukazał jego umiejętność rządzenia. Wypadek ten był wyjątkowy, podwójnie wart zainteresowania. Z jednej strony, wpływał on na zachowanie założyciela Opus Dei, ukazując godną podziwu rozwagę w zarządzaniu oraz cierpliwość i spokój wobec konfliktów międzyludzkich. Przypadek ten jest także pouczający, ponieważ ukazuje jego miłość i szacunek wobec ordynariuszy diecezji, w których działały ośrodki Opus Dei. To wierne poddanie się władzy diecezjalnej miało miejsce od chwili założenia Dzieła.

Don Josemaría po raz pierwszy odwiedził kardynała patriarchę Lizbony, Manuela Gonçalvesa Cerejeirę, w lutym 1945 roku, podczas podróży mającej na celu spotkanie z siostrą Łucją, świadkiem objawień w Fatimie134. Po raz drugi rozmawiał z kardynałem we wrześniu tego samego roku. Rozmawiali wówczas długo na temat Opus Dei. Pierwszy ośrodek w Portugalii został otwarty w Coimbrze, w 1946 roku. Kardynał jednak oczekiwał na otwarcie ośrodka także w swojej diecezji135. Został jednak erygowany dopiero 23 stycznia 1951 roku w następstwie rozmów, jakie odbyli kardynał i założyciel Dzieła – jednej w Rzymie (28 października 1950) i drugiej w Lizbonie (8 stycznia 1951).

Podczas wszystkich tych spotkań don Josemaría zauważył, że pomimo wielkiej serdeczności, jaką wobec niego okazywał kardynał, gdy tylko mówił o działalności apostolskiej na terenie jego diecezji, sprawiał wrażenie, że zamyka się w sobie, jakby był zazdrosny o apostolstwo pośród swych wiernych136. Za radą założyciela Dzieła konsyliariusz regionalny, Javier de Ayala, regularnie i obszernie informował kardynała o działaniach podejmowanych przez członków Opus Dei tak, by nie mylił ich z działalnością zakonników. Jednak kardynał musiał mu okazać jakąś oschłość w rozmowie o działalności apostolskiej, skoro konsyliariusz natychmiast napisał o tym do założyciela, który w odpowiedzi go uspokajał:

Co do Twoich kontaktów z Kard[ynałem] Patriarchą... [...]. W miarę kontaktów i przy naszych sposobach, straci wszelkie uprzedzenia137.

Stosując się dosłownie do zaleceń założyciela, konsyliariusz z Portugalii regularnie spotykał się z kardynałem i prosił ustnie o zezwolenie na erygowanie ośrodka apostolskiego dla kobiet z Opus Dei. Zezwolenie zostało wydane 1 sierpnia 1952 roku, a ośrodek został erygowany 2 marca 1953 roku. W międzyczasie don Josemaría musiał stanąć w obronie charyzmatu założycielskiego Opus Dei przed pewnymi przesadnymi interwencjami kardynała.

Minęło kilka lat. Apostolstwo kobiet i mężczyzn z Opus Dei w Portugalii rozwinęło się zadowalająco. Nie było żadnej skargi ze strony władz diecezjalnych. Aż pewnego dnia, tydzień przed Bożym Narodzeniem 1954 roku, do konsyliariusza dotarł list od kardynała. Gdy tylko przeczytał pierwsze zdania, już wiedział, że nie będą to życzenia świąteczne. Bez żadnego owijania w bawełnę kardynał przystępował do rzeczy: «Dowiedziałem się — pisał — że Opus Dei ma zamiar uczynić istotny krok, aby ostatecznie usadowić się w Lizbonie i czuję się zmuszony, by zwrocić uwagę na następujące trzy sprawy». Była to prawdziwa bomba z opóźnionym zapłonem, która wybuchła po czterech latach od chwili, gdy Opus Dei znalazło się na terenie diecezji, za zezwoleniem kardynała. Treść listu kardynała, zawartą we wspomnianych trzech punktach, można streścić w ten sposób, że nie byli kanonicznie zakorzenieni w Lizbonie, ponieważ ani w przypadku kobiet, ani mężczyzn nie otrzymali od niego ostatecznej autoryzacji. Wyjaśniał, że zezwolenia dla założonych tu ośrodków miały charakter tymczasowy i zostały udzielone «tytułem próby»138.

6 stycznia 1955 roku założyciel Opus Dei pisał do konsyliariusza w Portugalii, zalecając mu zachowanie spokoju, ponieważ takie historie nie mają zbyt wielkiej wagi: są przejściowe139.

Założyciel wskazywał także, w jaki sposób od tej chwili mają zachowywać się wobec kardynała wszystkie jego dzieci:

Miejcie cierpliwość, znoście z radością i w ciszy tę drobną przeciwność, kontynuujcie pracę bez hałasu tak, jak dotychczas i powtarzam miejcie jak największy szacunek i cześć dla tego świętego człowieka, stosownie do naszej praktyki i naszego ducha140.

Zachowali cierpliwość, ale czas mijał, a problemy pozostały nierozwiązane141. Wreszcie, gdy zorientował się, że do uszu kardynała docierają pomówienia, że Opus Dei zamierza postawić się poza jego jurysdykcją, założyciel postanowił jechać do Lizbony i odwiedzić kardynała Cerejeirę, aby sprawdzić, w jaki sposób można wyjaśnić te sprawy. Nie mogąc jednak w tym czasie opuścić Rzymu, wysłał don Álvaro del Portillo, wpierw powierzywszy Bogu, aby kardynał pozbył się niesprawiedliwych uprzedzeń142. Don Álvaro odbył z patriarchą Lizbony dwie długie rozmowy, 17 i 18 maja 1956 roku. Kardynał puścił wodze swoim skargom.

Twierdził, że konsyliariusz ukrywał przed nim wiele spraw, które poza wszystkim były tajemnicą poliszynela, ponieważ powtarzano je sobie pokątnie, jak na przykład tę, że Opus Dei weszło w posiadanie banku. Don Álvaro wyjaśnił, że konsyliariusz nie mógł go poinformować o czymś, co nie miało miejsca, ponieważ Opus Dei nie weszło w posiadanie żadnego banku. I zaczął wyjaśniać, że członkowie Opus Dei swobodnie wykonują swoją działalność zawodową, publiczną czy prywatną, nie musząc o tym informować dyrektorów ani władz kościelnych, ani zdawać sprawy przed biskupem, podobnie jak inni katolicy w którejkolwiek z diecezji. W tej sytuacji natychmiast spadł z serca ciężar kardynałowi, a widząc, że jego stosunek do Dzieła znów jest pozytywny, don Álvaro poprosił go o zezwolenie na erygowanie trzeciego ośrodka Opus Dei w Lizbonie. O erygowaniu ośrodka zawiadomiono patriarchę 30 lipca 1956 roku143. Wzajemne relacje zaś były znowu bardzo serdeczne.

Ale po upływie roku, w czasie którego działalność apostolska nie napotykała na żadne trudności, założyciel Opus Dei otrzymał długie posłanie od patriarchy Lizbony, datowane na 16 września 1957 roku. W kluczowym miejscu mówiło ono: «W zeszłym roku przybył do Portugalii Prokurator Generalny, wielebny Álvaro del Portillo z zadaniem, jak mi się wydaje, wyjaśnienia sytuacji. Rozmawialiśmy obaj ze szczerością i zaufaniem [...]. Minął rok, nadszedł więc czas, by to zakomunikować. W tym czasie modliłem się, myślałem i zasięgałem porad. Decyzja jest następująca: zgodnie z sumieniem uważam, że na razie nie jest stosowne przyjęcie Opus Dei w patriarchacie Lizbony, oraz że powinno ono zaprzestać swej działalności na terenie Lizbony»144. Dalej przywołane zostały podstawy prawne145.

Odpowiedź don Josemaríi skierowana do kardynała pochodzi z 30 września. Zawiadamiał w niej patriarchę Lizbony, że po uważnym przeczytaniu i przemyśleniu tego, co Wasza Najwielebniejsza Eminencja mi napisał, przedstawiłem całą kwestię Radzie Generalnej146. Następnie zawiadamiał, że Rada Generalna, ze względu na poważne wątpliwości natury prawnej uznała się za niekompetentną w tej kwestii, przekazała więc całą sprawę Stolicy Świętej147.

Także kardynał Cerejeira, w liście do założyciela, datowanym 6 października, natychmiast zadeklarował swe posłuszeństwo wobec decyzji Stolicy Świętej. Na ten list założyciel Dzieła odpowiedział w tonie koncyliacyjnym 21 paździenika, przypominając patriarsze, że uczucie i cześć, jakie do niego czuł, nie zmieniło się, ponieważ obecny wypadek nie jest sprawą osobistą, lecz prawną, którą obie strony poddały ocenie Stolicy Świętej148.

Problem prawny nie był trudny do rozwiązania. 13 listopada nuncjusz w Portugalii, Fernando Cento, odebrał decyzję od Stolicy Świętej. Było to potwierdzenie prawa Opus Dei do spokojnego posiadania trzech ośrodków, erygowanych zgodnie z prawem w Lizbonie149.

Kardynał i założyciel nie spotkali się potem przez całe lata. Aż pewnego dnia osiemdziesięcioletni już kardynał dowiedział się, że don Josemaría spędzi kilka dni w Lizbonie. Chciał się zobaczyć z założycielem Dzieła i porozmawiać z nim spokojnie. Kiedy Ojciec, don Álvaro i don Javier Echevarría, sekretarz założyciela, przybyli do domu rekolekcyjnego, w którym mieszkał kardynał, ten niecierpliwie oczekiwał już na spotkanie. Było to 6 grudnia 1972 roku.

«Gdy tylko zaczęła się rozmowa — opowiada ówczesny sekretarz założyciela Opus Dei. — Cerejeira pospieszył powiedzieć Ojcu, że chciałby go prosić o wybaczenie za cierpienia i poważne trudności, jakie spowodował podczas swych rządów w diecezji. Ojciec natychmiast mu przerwał z ogromną serdecznością, aby go zapewnić, że nie ma mu czego wybaczać i poza wszystkim nigdy nie czuł się urażony. Ojciec dodał też, że on także on prosi go o przebaczenie, jeśli kiedykolwiek sprawiliśmy mu choćby najmniejszą przykrość.

Kardynała nie uspokoiły słowa Ojca, chociaż zdawał sobie sprawę, że Ojciec mówi to szczerze, ale chcąc go przekonać powiedział, że nie miał żadnego powodu do skarg na pracę apostolską Dzieła w swej dawnej diecezji. Dlatego, po wysłuchaniu tych wyrazów serdeczności ze strony Ojca, Cerejeira podkreślał, że uważa za swój obowiązek prosić o wybaczenie, ponieważ dał się zwieść jakiejś niezrozumiałej ślepocie i swymi pretensjami mógł dopuścić się nadużycia swej władzy. Mówił, że powoli przemyślał wszystko i utwierdził się w przekonaniu, że jego postępowanie było niedopuszczalne i sprzeczne z wszelkim prawem. W końcu kardynał — wyraźnie zadowolony, jakby mu spadł kamień z serca — stwierdził: “Teraz mogę spokojnie umrzeć”»150. Kardynał zmarł tuż przed dziewiędziesiątką.



1   2   3   4   5   6   7


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna