Rozdział XI epoka Burgos (1938-1939) Powrót do Katarzynek



Pobieranie 0,69 Mb.
Strona5/9
Data15.02.2018
Rozmiar0,69 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9

* * *

Po sporządzeniu notatki z datą 6 czerwca (dotyczącej mistycznego zanurzenia się w Ranie w prawej ręce Jezusa), napisanej w tym samym czasie, co list do Juana Jiméneza Vargasa, następuje w Zapiskach niezwykła dwumiesięczna przerwa, zakłócona przez jedną tylko Katarzynkę, która rozpoczyna się od następującej uwagi: Wtorek, 2 sierpnia. Uważam, że powinienem zanotować lekcję, której wczoraj udzielił nam Pan, na temat Miłości213.

Wydarzenie, które zostaje opisane obszernie, choć nie w całości, jest z całą pewnością tragiczne. Był o jeden z tych przypadków, które wstrząsały w ponury sposób duszą Pedra Casciaro, do tego stopnia, że – jak sam pisze – „porażały go”. Ojciec właśnie wrócił z Santiago 20 lipca wieczorem, gdy Pedro zawiadomił go, że podczas jego nieobecności w Burgos pytali o niego ludzie z Kancelarii Wicepremiera (Vicepresidencia del Gobierno). Dowiedział się też, że w kilka dni później w hotelu zjawiła się policja, przysłana przez komendanta Gallo z Wiceprezydencji, z prośbą, by ksiądz udał się do Casa del Cordón*, gdzie znajdowało się jego biuro. Następnego dnia don Josemaría stawił się u niego i don Primitivo Vicente Gallo, komendant Sekretarz, poprosił go o informacje na temat Pedra Casciaro i jego ojca. Udzieliłem wyczerpujących informacji dotyczących chłopca – opowiada don Josemaría – i powiedziałem mu to, co wiem o dobrym postępowaniu jego ojca, chociaż jest on w Albacete przywódcą lewicy republikańskiej...214.

Okazało się, że do komendanta Gallo trafiło poważne oskarżenie przeciwko Pedrowi Casciaro. Dowiedział się, że ojciec jego był masonem i komunistą; że odpowiadał (o ile sam w tym nie uczestniczył) o zamordowaniu w Albacete wielu ludzi o sympatiach prawicowych. Według informacji komendanta Casciaro syn, także aktywny komunista, przedostał się do strefy narodowej, aby prowadzić działalność szpiegowską w Kwaterze Głównej generała Orgaza215. (Komendant uprzednio rozmawiał już z generałem Orgazem i wiedział od niego, że wymagającą pełnego zaufania pracę, jaką Pedro wykonywał w komórce szyfrów Kwatery Głównej, skąd wysyłane były tajne rozkazy, zawdzięczał rekomendacji don Josemaríi, wyjaśnił więc księdzu, czego dotyczyło oskarżenie).

Te bardzo poważne oskarżenia okazały się bardzo trudne do odparcia przed sądem wojskowym działającym w trybie doraźnym. Rzeczywiście, nikt z Dzieła nie był w Albacete w czasie wspomnianych wydarzeń, poza tym istniało pewne ziarno prawdy, jeśli się trzymać faktów, gdyż pan Casciaro sprawował nadal swą funkcję polityczną. Doniesienie zostało złożone już po raz trzeci i należało wyjaśnić sytuację jak najszybciej. Oskarżycielami było małżeństwo Bermúdez. Komendant Gallo doradził w tej sytuacji don Josemaríi, by odwiedził oboje małżonków i poszukał sposobu na wyciszenie sprawy216.

Bermúdezowie pochodzili z klasy średniej z Albacete: ze środowiska posiadaczy ziemskich, przemysłowców i urzędników państwowych. Wkrótce po ogłoszeniu Republiki don Jorge Bermúdez, sympatyk prawicy, pracował jako urzędnik w Wydziale Finansów w Albacete; w tym czasie pan Casciaro, profesor Instytutu, był działaczem lewicowym. Nie spotykali się, ani nie istniała między nimi żadna osobista nienawiść. Bermúdezowie byli dobrze sytuowani społecznie i materialnie, mieszkali niemal naprzeciwko rodziny Casciaro. Jednak na skutek odmiany losu przed 1934 rokiem musieli sprzedać swój majątek na publicznej licytacji i przenieść się do innego miasta. W 1936 roku zamieszkali w Burgos. Składając donos, don Jorge był Administratorem Własności i Podatków Ziemskich w Wydziale Finansów, czyli pełnił funkcję o pewnym prestiżu i wpływach. Przypadkowo kilka dni wcześniej na jednej z ulic Burgos Pedro spotkał się twarzą w twarz z żoną Bermúdeza, donią Teresą Gallego. Spotkanie wywołało zaskoczenie i sprawiło obu stronom przykrość. Nie widzieli się od czasu prywatnej licytacji, na której Barmudezowie wystawiali kilka sprzętów domowych przed wyjazdem z Albacete. Pedro pamiętał, że kupił wtedy żyrandol, zbroję i miecze filipińskie, targując się o cenę z panią Bermúdez217.

Ojciec i jego synowie uzgodnili, że w poniedziałek 1 sierpnia, podzieliwszy się na dwójki, o tej samej godzinie pójdą odwiedzić osobno męża i żonę. O dziesiątej rano Ojciec w towarzystwie José Maríi Albaredy udał się do biura pana Bermúdeza, podczas gdy Pedro i Miguel Fisac (który akurat tego dnia przebywał w Burgos na przepustce) poszli się zobaczyć z jego żoną. Jeszcze na ulicy przed wejściem do budynku Wydziału Finansów Ojciec pomodlił się do Świętego Anioł Stróża Pana, które miałem odwiedzić, do [Anioła] José Maríi oraz do Zegarmistrzunia, aby spotkanie przebiegło jak najlepiej218.

Pan Bermúdez przyjął ich w swoim gabinecie. Od razu się zirytował, kiedy ksiądz musiał mu przypomnieć, że przyszli by porozmawiać o tej drażliwej sprawie jak dżentelmeni i chrześcijanie. Pierwsze pytanie Ojca dotyczyło fałszywych zapewnień pani Bermúdez, twierdzącej, że widziała, jak Pedro prowadził propagandę na rzecz Frontu Ludowego w Albacete w czasie wyborów w 1936 roku. Nie było to możliwe, skoro Pedro przebywał wtedy w Madrycie w akademiku przy Ferraz.

Nie myślę, by Pan obdarzył go zdolnością bilokacji po to, by zwalczał pańską sprawę – zauważył don Josemaría.

Przez moment przed oczyma urzędnika stanął przelotny obraz dwu chłopców, Rafaela, jego młodszego syna, oraz Pedrita, gdy w 1929 roku wracali razem do domu z jednej z wycieczek Badaczy Hiszpanii (Exploradores de España):

— To prawda, że „Pedrito” był dobrym dzieckiem..., ale teraz jest już mężczyzną i możliwe, że przyjechał, by zdradzić w porozumieniu ze swoim ojcem... który jest czerwony!

Kapłan ponownie wystąpił w jego obronie:

Spotykam się z „Pedritem” codziennie, od kiedy jest już „mężczyzną” i ręczę za niego; to, co twierdzi Pańska żona jest nieprawdą, z całym szacunkiem dla niej.

Pan Bermúdez nie dał się przekonać. Uparł się. Powtarzał swe oskarżenia przeciw panu Casciaro. Odrzucał z uporem wszelkie świadectwa przemawiające na korzyść Pedra:

– Powinni ich rozstrzelać, zamiast wsadzać do więzienia, gdy Albacete znalazło się w naszych rękach!

W pełnym poczuciu obecności Bożej, z ogromną delikatnością, nie podnosząc głosu, kapłan zapewniał go, że dałby sobie uciąć rękę dla Pedra.

– To ksiądz straci te rękę odpowiedział mu urzędnik – oby tylko obcięli ją za jednym zamachem – dodał z ironią.

Ksiądz zapytał go wprost, jak śmie mówić mu, który tak dobrze poznał Pedra, że chłopiec nie jest dobrym chrześcijaninem, dobrym studentem i dobrym Hiszpanem.

– Jeśli tak jest, to Bogu niech będą dzięki i ja się cieszę odpowiedział złośliwie pan Bermúdez, który bynajmniej nie miał wesołej winy i zaczął przejawiać coraz bardziej zapiekłą nietolerancję.

– Ale Pan by zostawił może trzech Hiszpanów na stu! – zaprotestował ksiądz.

– Tak trzeba będzie zrobić – odpowiedział niezrażony pan Bermúdez – inaczej nic nie uda nam się osiągnąć.

Ksiądz potępił niegodziwość takiego postępowania i postawił mu przed oczyma, z jak wielu zobowiązań będziemy musieli zdać sprawę w dniu sądu, który przecież może być bliski. Zapytał go, co zrobi, jeśli Pan jeszcze tego samego dnia każe mu się z tego rozliczyć. Jednak nawet w ten sposób don Josemaría nie był w stanie zmiękczyć serca tego człowieka, który powtarzał zawzięcie:

– I ojciec i syn muszą zapłacić.

Ale to nie po chrześcijańsku, pan by posłał do piekła nawet świętego Augustyna.

– I ojciec i syn muszą zapłacić – upierał się pan Bermúdez219.

(Rozmowa nie przekroczyła ram grzeczności. Podaliśmy sobie ręce i wyszliśmy na ulicę – czytamy w jednej z Katarzynek).

Ojciec wyszedł z gabinetu pana Bermúdeza posmutniały i milczący. Twardy, nieznający sprzeciwu ton, jaki urzędnik zachował do ostatniej chwili, zrobił na nim przykre wrażenie. „U stóp schodów budynku, bardzo zmyślony, niemal z zamkniętymi oczyma, powiedział, jakby w zamyśleniu: jutro albo pojutrze pogrzeb”220. Potem udał się do komendanta Gallo, by opowiedzieć o odbytej właśnie rozmowie.

W tym samym czasie Pedro i Miguel rozmawiali z panią Bermúdez w jej domu na placu Primo de Rivery. Rozmowa nie mogła już przybrać bardziej gwałtownego charakteru. Pani Bermúdez zmierzyła wzrokiem Pedra. Miała dwu synów w wojsku, jednego z nich na froncie. Czy było sprawiedliwe, że gdy oni byli gotowi poświęcić życie, on sam tak spokojnie zaszył się na tyłach, prowadząc szpiegostwo na rzecz czerwonych? Przerwał jej Miguel, by bronić Pedra. Zaczęli się bardzo gwałtownie kłócić. Padły obelgi, kobieta wreszcie przyrzekła im, że nie wycofa ani jednego słowa z oskarżenia, złożonego przez jej męża. Pedro, bardzo przygnębiony, wrócił do swojego biura w koszarach Los Pisones.

(Rozmowa chłopców z tą panią – czytamy w Zapiskach była straszna: doszło do tego, że powiedziała Pedrowi, że „zrobi wszystko, co w jej mocy, by zaszkodzić jego ojcu”)221.

W towarzystwie Miguela, zamknięty w sobie, Ojciec w ciszy zjadł obiad. Obaj potem weszli na górę do pokoju hotelowego. Cały czas ksiądz milczał, jego umysł był całkowicie zaprzątnięty jakąś myślą. Po południu wiele razy przyszło mi na myśl, – pisał dalej – że tę rodzinę spotka jakieś nieszczęście. Pomyślałem o ich synu, tym, który jest na froncie. Na werandzie, siedząc na jednym z tych wiklinowych fotelików, z niewidzącym wzrokiem, cały zatopiony w modlitwie, poczuł wewnętrzny przymus, by powiedzieć Miguelowi: jutro lub w niedalekiej przeszłości ta pani będzie miała pogrzeb; trzeba jej będzie złożyć kondolencje222.

Wczesnym wieczorem – kontynuuje opowieść don Josemaría – wyszliśmy z Miguelem na mały spacer. Jak to jest w zwyczaju w Burgos, na rogu zawieszony był nekrolog: był to nekrolog tego pana, którego rano odwiedziliśmy z José Maríą. Wyrwało mi się: „Myślałem, że chodziło o syna”. Miguelito całkiem zbladł: Ksiądz to powiedział, kiedy ten człowiek umierał”.

Zmówiliśmy za niego Różaniec Święty, a dziś odprawiłem za jego duszę Mszę. Nie przesądzam sprawy. Ale myślę, że ten niezaprzeczalny fakt został nam zesłany tylko po to, by stać się dla nas lekcją miłości.

Nigdy nie czułem się takim nędznikiem, jak ostatnio223.

Późnym wieczorem Pedro wrócił z koszar Los Pisones. W hotelu, starając się, by Pedro nie przejął się tym zbytnio, Ojciec opowiedział mu o porannej wizycie u pana Bermúdeza i o jego nagłej śmierci wkrótce potem. Powiedział mu, że widzieli jego nekrolog przechodząc z Miguelem koło kościoła Merced. Gdy Pedro usłyszał tę wiadomość, poczuł, że robi mu się niedobrze. Nie mógł ustać na nogach i musiał położyć się w głębi pokoju na łóżku Ojca, który przyciszonym głosem uspokajał go. Po śmierci pana Bermúdeza on sam «był wewnętrznie przekonany, że Bóg Nasz Pan zlitował się nad jego duszą i udzielił mu ostatecznego usprawiedliwienia”. Dodał, że „odkąd wyszedł z jego gabinetu, nie przestawał się modlić za niego, jak i za jego synów »224.

Kiedy doszedł do siebie, Ojciec kazał mu wrócić do koszar i prosić kapitana Martosa z komórki szyfrowej o trzy lub cztery dni przepustki, aby mógł pojechać do Bilbao wraz z wujem z powodu fizycznego wyczerpania. Po drodze, przechodząc koło kościoła Merced, Pedro mógł sam zobaczyć wiszący tam nekrolog don Jorge Bermúdeza. Kapitan Martos musiał już wiedzieć o całej sprawie. Był człowiekiem trochę przesądnym. Nie miał nic przeciwko wydaniu przepustki: „Oczywiście, Casciarito, jedź odpocząć; dobrze wesz, że zawsze cię ceniłem, nie masz nic przeciwko mnie, prawda?”.

«Jeszcze tego samego wieczoru pojechałem do Bilbao» – wspomina Casciaro. – «W Bilbao uspokajałem się przez kilka dni, chociaż wrażenie pozostało mi na całe życie»225. (Te słowa napisał w roku 1979).



* * *

Zamknięty w sobie, skoncentrowany na modlitwie Ojciec był od chwili, gdy opuścili gabinet pana Bermúdeza. Działo się to także przy innych okazjach: Takie sny na jawie ukazują mi czasami sprawy przyszłe lub odległe – opowiadał don Josemaría226. Bliskość z Panem, nadzwyczajne zjawiska nadprzyrodzone – wizje, przeczucia wewnętrzne, dar łez, rozpoznanie duchów, pomoc ze strony Matki Bożej lub Aniołów Stróżów – były to sprawy powszednie w jego życiu. Don Josemaría był tak przyzwyczajony do interwencji Bożych, że zachował całkowity spokój, nic nie przesądzał, uważał siebie za nędznika i nie wyciągnął z całej sytuacji innych wniosków, ponad ten, że była to lekcja miłości 227.

Jednak, gdy się przeczyta i dokładnie zastanowi nad Katarzynką, opisującą zdarzenia 1 sierpnia, zaskakująca się wydaje spokojna reakcja don Josemaríi. Działo się tak dzięki jego głębokiemu i częstemu doświadczeniu tego, jak Bóg postępuje z ludźmi. W kontraście do spokojnego zachowania się Ojca, wszyscy w jego otoczeniu odczuli, w ten czy w inny sposób, straszliwy niepokój w obliczu przypadku pana Bermúdeza. Natomiast założyciel Opus Dei przyjął to w sposób naturalny i zachował niezakłócony bieg życia kontemplacyjnego pośród świata, pracy i codziennych zajęć nawet wobec tego niepokojącego wydarzenia.

Zdarzenie to (jeszcze jedno z wielu nadzwyczajnych zdarzeń w jego życiu), widziane z bliska jawi się w dwu aspektach. Jeden z nich jest wstrząsający i dramatyczny. Drugi natomiast to zbawienne oczyszczenie. Niepokojące jest zapuszczanie się umysłem w niewytłumaczalne wypełnienie się straszliwej przepowiedni. Natomiast zbawienne jest poczucie, że opiekuje się nami wszechmocna siła naszego Boga Ojca. W pierwszym przypadku zwracamy uwagę na dar prorokowania, w drugim na miłość.

Nagłe dotknięcie Bożego palca z pewnością ostro karci, ale jednocześnie uzdrawia. Dlatego ingerencje Boże, często bolesne, Założyciel traktował jako pieszczoty i serdeczności Ojca, chociaż wiele razy zupełnie nie można ich było zrozumieć ludzkimi środkami. Zawsze jednak mają one zbawcze znaczenie. Przyzwyczajony już do tego rodzaju nadprzyrodzonych interwencji, don Josemaría uznał epizod z Burgos za lekcję miłości: Bóg wystąpił w obronie swoich bliskich. Założyciel powstrzymuje się w swych Zapiskach od osądzania kogokolwiek. Ale mając to wydarzenie jeszcze świeżo w pamięci, don Josemaría w liście napisanym w następnym tygodniu, 11 sierpnia, uczynił uwagę na temat tego pocieszającego doświadczenia: Bóg wie więcej i działa, zawsze!, z miłością228.

17 sierpnia, po powrocie z Bilbao, Pedro Casciaro spotkał się na ulicy z jednym z synów pana Bermúdeza, porucznikiem piechoty w rezerwie. «Kiedy miałem zamiar się pożegnać – pisze do Ojca 18 sierpnia – zapytałem go, czy to prawda, że spotkało ich to nieszczęście. Powiedział mi, że owszem, stało się to w biurze, kiedy jego ojciec rozmawiał z kolegą. Wydaje się, że miał angina pectoris. Złożyłem mu kondolencje». Odpisując z Vitorii, Ojciec wysłał do swoich synów w Burgos (Pedra, Paco i José Maríi) list, opatrzony tajemniczym dopiskiem i prostym komentarzem: Nie dziwi mnie wiadomość o synu tego pana, ponieważ Bóg wie jak urządzić wszystko dobrze. Jakiż wspaniały z niego Ojciec!229.

Do poprzednich informacji Pedro Casciaro dodaje jeszcze kilka drobnych, ale ostatecznych detali. Mimo że epizod ten był tak bardzo niepokojący, kronikarz nie może zataić tych niuansów. W kilka zaledwie tygodni od śmierci don Jorge zabił się jego syn Rafael, lotnik. Kiedy Ojciec dowiedział się od Pedra o tym smutnym fakcie, skomentował z bólem: Do pewnego stopnia można było to przewidzieć... módl się za niego; ja też to zrobię.

«W kilka dni później – opowiada Casciaro – spotkałem wdowę po don Jorge w kościele jezuitów. Gdy zdałem sobie sprawę, że to ona, wyszedłem w sposób tak dyskretny jak tylko mogłem, ale mnie zobaczyła. I wydało mi się, że spojrzała na mnie z czułością»230.


6. Z piórem w ręku

Tego samego dnia, 2 sierpnia 1938 roku, kiedy don Josemaría pisał swą długą Katarzynkę na temat miłosnego żaru Boga w stosunku do swoich synów, wyjechał do Vitorii, aby wyjaśnić pewne sprawy związane z pracą doktorską, a także ze swoim stanowiskiem rektora Świętej Izabeli. Biskup, w którego domu gościł, poprosił, aby poprowadził dwie tury rekolekcji, jedne dla kleru diecezjalnego i drugie dla wspólnoty zakonnic zajmujących się prowadzeniem domu biskupiego. Nie mógł odmówić i przyjął propozycję, licząc na domniemaną zgodę don Leopolda Eijo y Garaya, który był jego zwierzchnikiem.

Biskup Avili również zaprosił księdza Josemaríę, by ten spędził z nim kilka dni, zanim poprowadzi rekolekcje w Vitorii. 8 sierpnia napisał z Avili do swoich synów, opowiadając o perypetiach podróży i nie mogąc znaleźć słów uznania dla cnót biskupa: Tego ranka odprawiłem mszę, zaraz po tym, jak skończył swoją Ksiądz Biskup. Przy każdej okazji dostrzegam coraz więcej szczegółów świadczących o doskonałości życia tego błogosławionego Biskupa. Pan wskaże mi, jak korzystać z tych przykładów, pełnych prostoty i naturalności231.

Don Santos bardzo chętnie zgodził się przechować w Avili książki i wszystkie przedmioty, które zbierali na potrzeby przyszłej kaplicy: tabernakulum, naczynia liturgiczne, świeczniki, stroje liturgiczne... A don Josemaría, mając kilka dni spokoju, co mu się bardzo rzadko zdarzało, zajął się przygotowywaniem rekolekcji, które miał prowadzić w Vitorii. W taki oto sposób oznajmił to pozostałym w Burgos:



Jak dobry – święty! – jest tutejszy Ksiądz Biskup! Jest to szkoła wszelkich cnót, wspartych na fundamencie pokory, która je wszystkie wzmacnia. Aż przyjemnie popatrzeć, jak bardzo nas kocha. Jest mi tutaj jak we własnym domu: tylko Was mi brakuje, ale nawet nie wyobrażacie sobie, jak często towarzyszę każdemu z Was, za dnia i nocą. Na tym polega moja misja: żebyście potem byli szczęśliwi z Nim, i teraz na ziemi, oddając Mu chwałę232.

Trzymając już raz pióro w ręku, napisawszy już do tych z Burgos, musiał też napisać do innych: do José Ramóna, który chorował, do Ricarda, którego ojciec zmarł niedawno, a który otrzymał też z kilkotygodniowym opóźnieniem wiadomość o śmierci swojej siostry i babki:



Po co mam Ci mówić – pisał do niego – że dzielę z Tobą twój ból, skoro wszystkie Twoje cierpienia są moimi cierpieniami?

Wiedzieliśmy o śmierci Twego ojca (niech odpoczywa w pokoju), która nastąpiła niemal w tym samym czasie, gdy zostałeś ranny. Kto mógłby informować Cię o tym w takiej chwili? Ograniczyłem się do tego, że złożyłem za niego tyle ofiar, ile tylko potrafiłem i napisałem (dwa razy) z prośbą, aby twoja rodzina została ekonomicznie zabezpieczona. Niczego więcej nie można było zrobić.

O śmierci innych osób nie wiedziałem: wesprę je także [...].

Jakże żałuję, że nie mogę Cię objąć! Myślami staję u Twego boku, żeby powiedzieć razem z Tobą Panu: Fiat*...

Biedny Josemaría chciałby ci powiedzieć, lecz już nie płacząc, że jest teraz bardziej Twoim ojcem, jeśli jest to w ogóle możliwe.

Ściskam cię bardzo mocno i błogosławię Ci

Mariano233.

Gdy już zaczął pisać, nie mógł też pominąć tych, którzy znajdowali się w strefie republikańskiej, wiedząc, że Álvaro z kimś jeszcze przygotowują się do opuszczenia Madrytu. Ojciec stale przywoływał na myśl ich osoby i wspominał o nich w modlitwach:

Chłopcy! Gdzie mogą teraz być moi malcy, którzy mają zamiar przejść przez front? Czy nadal są w Madrycie? Dominus sit in itinere eorum!** ...234.

Potem, spędziwszy trzy dni w Hotelu Sabadell, wyjechał 17 sierpnia do Vitorii. Pod datą 20 sierpnia 1938 roku znajduje się w jego Zapiskach osamotniona Katarzynka, zapisana w samym środku rekolekcji prowadzonych w pałacu biskupim dla wspólnoty Tercjarek Kapucynek. Brzmi ona następująco:



Czuję się takim nędznikiem, że wielokrotnie zaglądam do kaplicy, aby powiedzieć Jezusowi: „Nie ufaj mi... Ale ja, tak, ja ufam Ci, Jezu... Oddaję się w Twoje ramiona, oddając Tobie to, co posiadam – moje nędze!” Gdybym tak nie zrobił wobec natłoku rzeczy, które noszę w moim wnętrzu, chyba bym zwariował. Całkowicie oddać się Jezusowi Chrystusowi, wraz ze wszystkimi moimi nędzami. A to, co On zechce, w każdej chwili: fiat!**

Monstra te esse matrem*** .

Siostrzyczki, jak myślę, bardzo dobrze odbywają swoje rekolekcje235.

Pracy w pałacu biskupim, z powodu liczby księży, którzy przybywali ze strefy republikańskiej szukać schronienia w diecezji, nie brakowało. Siostrzyczki mimo to zmieniały się i starały się nie opuścić żadnej z nauk, prowadzonych przez księdza Josemaríę: «Z jakąż niecierpliwością oczekiwałyśmy jego medytacji» – mówi jedna z nich. – «Napełniały nas pragnieniem, by zakochiwać się coraz bardziej w Jezusie Chrystusie. Nigdy nie miałam podobnych ćwiczeń duchowych: rekolekcji, których nie zapomnę, póki żyję, i które na zawsze zachowały dla mnie znaczenie»236.

Po upływie wielu lat nie wszystkie pamiętały, o czym były jego medytacje, jednak bardzo często wskazywały na zawartą w nich niewątpliwą potrzebę szukania świętości: «Nie pamiętam konkretnej tematyki nauk, ale na zawsze zapamiętałam, że nie mam innego wyjścia, jak być świętą» – opowiada siostra Ascensión. Uczestniczki rekolekcji bardzo dobrze zapamiętały wręcz namacalną wiarę don Josemaríi w rzeczywistą obecność Jezusa w tabernakulum. Poruszające było dla nich patrzeć, jak kapłan «zwracał się w kierunku Najświętszego Sakramentu i rozmawiał z Bogiem, jakby go widział: „Jezu, oszalałem z miłości, spraw, by także i one oszalały z powodu Twojej Miłości” »237 - słyszały, jak mówił podniesionym głosem.

Cnoty kapłańskie księdza Josemaríi siostry dostrzegały same. Siostra Elvira wraz z siostrą Juaną zajmowały się utrzymaniem porządku w jego pokoju. Rano znajdowały zasłane łóżko, ale w taki sposób, że domyślały się, że ksiądz spędził noc na podłodze. Siostra Elvira wspomina także, że jego jedyne śniadanie składało się z niewielkiej ilości kawy z mlekiem i niczego więcej.

Najświętsza Panienko! Zakonnice załamały ręce na widok łat i szwów, które zdobiły jego sutannę na plecach. Don Josemaría jest świętym - mawiały. (To była prawdziwe ubóstwo, gdyby ktoś miał wątpliwości. Ale poza biedą ciążyło na nim pewne przykre zdarzenie, które już można przypisać nie jemu samemu, lecz Pedrowi Casciaro i Paco Botelli, wspólników w pewnym przestępstwie). Lecz zanim przejdziemy do nieszczęsnego incydentu rozdarcia sutanny, przypomnijmy pełne uczucia świadectwo siostry Maríi Loyoli: «Żył w najzupełniejszym ubóstwie: miał tylko jedną sutannę i przy pewnej okazji poprosił nas, żebyśmy ją zszyły. Był cała w strzępach: starałyśmy się naprawić ją jak najlepiej się da w takim pośpiechu, ponieważ został w swoim pokoju, dopóki nie skończymy. Bielizna była tak znoszona, że nie sposób było wbić igłę w kawałek materiału, który nie byłby już przetarty. W końcu matka Juana zdecydowała kupić dla niego dwie zmiany bielizny»238.

Starania Pedra i Paco, aby zmusić Ojca do kupienia w Burgos nowego kapelusza zostały uwieńczone sukcesem. Kapelusz, który Ojciec dostał od don Marcelina, słońce i deszcz zniszczyły tak bardzo, że jego stan był już opłakany. Wykorzystując więc kilka chwil nieobecności don Josemaríi, Pedro i Paco wpadli na pomysł, by wyciąć nożyczkami kilka kawałeczków kapelusza i wysłać je na front w kopertach z przygotowanymi do rozesłania egzemplarzami Noticias. Myśleli, że wszyscy będą wdzięczni za tego rodzaju relikwie od Ojca. Ale don Josemaría, który nie podzielił ich entuzjazmu, lecz udzielił im ostrej reprymendy i kupił sobie nowy kapelusz.

Natomiast operacja „sutanna” skończyła się niepowodzeniem. Ten ubiór nie był stary, lecz bardzo znoszony, a przy tym zrobiony z kiepskiego materiału. Pedro i Paco umówili się i przy pierwszej okazji, gdy Ojciec zaciągnął zasłonkę i schował się w swojej alkowie, zostawiając sutannę w pokoju, pośpiesznie rozdarli ją na plecach. Nie było to trudne, gdyż materiał był zużyty. A potem natychmiast w pośpiechu wyszli do koszar Los Pisones, mając nadzieję, że Ojciec będzie zmuszony natychmiast kupić inną. Po powrocie zastali księdza zaszywającego rozdarcie w całkowitym skupieniu239. Nic im nie powiedział. Był to najgorętszy okres lata. Wiele osób widząc go, zadawało sobie pytanie, dlaczego ten ksiądz wychodzi na ulicę w pelerynie narzuconej na sutannę.



1   2   3   4   5   6   7   8   9


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna