Referat na konferencji w aon: „irak 2003 2008. Misja dla pokoju, Warszawa, 26 27. 11. 2008 r



Pobieranie 15,42 Kb.
Data05.11.2017
Rozmiar15,42 Kb.
RodzajReferat

Warszawa, 26.11.2008 r.

Stanisław Koziej


POLITYCZNO-MILITARNA OCENA

UDZIAŁU POLSKI W OPERACJI STABILIZACYJNEJ W IRAKU
(Referat na konferencji w AON: „IRAK 2003 – 2008. MISJA DLA POKOJU”, Warszawa, 26 – 27.11.2008 r.)
Polski bilans operacji irackiej jest zróżnicowany. Najkrócej można go zrekapitulować następująco: co najmniej remis polityczny, sukces wojskowy i porażka gospodarcza.

Mówiąc o wymiarze polityczno-strategicznym warto zauważyć, że w 2003 roku po raz pierwszy od czasu wyrwania się z ubezwłasnowolnienia strategicznego, w jakim znajdowaliśmy się przez dekady członkostwa w Układzie Warszawskim, w sposób tak wyraźnie jednoznaczny zaistnieliśmy jako samodzielny podmiot strategiczny.

Było to o tyle ważne, że akurat w tym czasie, na samym progu XXI wieku, pojawiało się sporo niepewności co do wystarczającej operatywności i skuteczności organizacji międzynarodowych, w tym także NATO. To wówczas m.in. z uwagi na rozbieżności wewnątrzpolityczne sojusz nie był w stanie dojść do konsensusu co do wyjścia naprzeciw prośbom Turcji i zaplanowania dodatkowej osłony w razie możliwych retorsji irackich po ewentualnej interwencji międzynarodowej w tym kraju. Pojawiły się niejasności co do zachowania się NATO w sytuacjach tzw. trudnokonsensusowych, czyli w obliczu kryzysów trudnych do jednoznacznej oceny politycznej.

To było ponadto niedługo po tym, jak NATO użyło w 2001 roku swej najsilniejszej broni w postaci zastosowania artykułu 5. o kolektywnej obronie w odpowiedzi na atak terrorystyczny na USA. Ten najważniejszy w historii sojuszu ruch strategiczny nie zapisał się żadnym istotniejszym praktycznym efektem. Ta najsilniejsza broń NATO okazała się zupełnie bezużyteczna wobec nowych zagrożeń XXI wieku. NATO nie było zatem takie pewne, a więc rozglądanie się dodatkowo za silnym partnerem, jakim są USA, miało wówczas w 2003 roku swój głęboki strategiczny sens.

Dlatego uważam, iż dobrze się stało, że Polska zdecydowała się być w grupie tych państw, które miały wolę podjąć nowe wyzwania i aktywnie im się przeciwstawiać. Dobrze, że myśleliśmy w kategoriach własnego interesu narodowego. Straciliśmy nieco na stosunkach z naszymi ważnymi partnerami europejskimi. Ale to raczej na krótką metę. Nie sądzę, aby lepszą postawą było „siedzenie cicho”, jak nam radził wówczas prezydent Francji.

W sensie wojskowym niewątpliwie odnieśliśmy wiele korzyści będąc w Iraku. Uważam, że najbardziej spektakularnym następstwem naszego zaangażowania irackiego jest ostatnia decyzja o przejściu na armię zawodową. Żołnierze, którzy przeszli przez Irak i zdobyli tam praktyczne doświadczenia operacyjne, stali się siłą napędową jakościowych przekształceń w wojsku, wytworzyli swego rodzaju masę krytyczną, która ostatecznie przeważyła szalę decyzyjną na rzecz armii zawodowej. Decydenci, którzy byli sceptyczni wobec idei armii zawodowej, wreszcie musieli ulec ciśnieniu irackich doświadczeń.

Drugim ważnym dorobkiem wojskowym z Iraku jest zdobycie dużego praktycznego doświadczenia w dowodzeniu wielkimi wielonarodowymi zgrupowaniami operacyjnymi i to w bardzo wymagających warunkach kryzysu i wojny. Takie doświadczenie – poza wielkimi mocarstwami światowymi – ma dziś niewiele innych krajów. Znaleźliśmy się w pierwszej lidze światowej państw o takim właśnie doświadczeniu praktycznym, a nie tylko ćwiczebnym. Irak także wzmocnił nasze relacje z niezmiernie ważnym dla bezpieczeństwa Polski sojusznikiem, jakim są Stany Zjednoczone Ameryki. Wykazaliśmy praktycznie, że możemy być realnym sojusznikiem, na którym można polegać nawet w najbardziej wymagających sytuacjach.

Ale Irak – to wielka polska porażka pozawojskowa. Dlaczego? Jak do tego doszło?

Zacznijmy od generalnej refleksji teoretycznej. Otóż we współczesnych warunkach strategia bezpieczeństwa to już nie tylko tradycyjne kwestie przeciwstawiania się zagrożeniom. To także sztuka wykorzystywania szans. Niestety, w odniesieniu do Iraku kompletnie zapomnieliśmy o tej ważnej dziedzinie strategii. Nie potrafiliśmy od samego początku do końca naszej obecności w Iraku dostrzec, zidentyfikować i wykorzystać szans na pozawojskowe skonsumowanie poważnego wojskowego zaangażowania w tym kraju.

Co najmniej trzykrotnie szanse te przechodziły koło nas albo nie zauważone, albo zignorowane.

Po raz pierwszy, gdy w 2003 roku podejmowaliśmy decyzję o udziale w operacji irackiej. Dołączyliśmy do koalicji amerykańskiej bez głębszej refleksji racjonalnej i praktycznej, emocjonalnie, na zasadzie bezinteresownego, w dawnym romantycznym stylu, wkładu w bezpieczeństwo międzynarodowe i altruistycznego wsparcia naszego ważnego sojusznika amerykańskiego. Tymczasem wtedy właśnie była szansa na umówienie się co do konkretnych zasad współdziałania z USA, nie tylko wojskowego, ale także pozawojskowego. Tej szansy w ogóle nie dostrzegliśmy.

Druga szansa pojawiła się w momencie, gdy sytuacja bezpieczeństwa w Iraku zaczęła się na tyle poprawiać, że można było realnie rozpoczynać kontakty gospodarcze z sukcesywnie odbudowującą się administracją i gospodarką tego kraju. Próby wchodzenia naszych firm na rynek iracki kończyły się jednak niepowodzeniem. Głównym powodem był brak doświadczenia i konkretnych zdolności utrzymania się i skutecznego konkurowania w trudnych, niebezpiecznych warunkach kryzysowych i pokonfliktowych. Same te firmy nie były w stanie rywalizować ze światowymi konkurentami, bardziej doświadczonymi w działaniu w pokonfliktowych obszarach, gdzie trzeba nie tylko zawiązywać kontakty gospodarcze, ale zapewniać sobie najzwyklejsze bezpieczeństwo fizyczne. Nasze firmy nie miały wystarczających swoich sił ochrony (prywatne armie – to już dzisiaj niemal codzienność w strefach pokonfliktowych), a państwo nie robiło nic, aby im w tym pomóc.

I wreszcie trzecie zgubienie szansy wiąże się z kalendarzową decyzją o wyjściu z Iraku. Decyzją podjętą wyłącznie na podstawie przesłanek politycznych, motywowanych głównie potrzebami ostatniej kampanii wyborczej, a nie w rezultacie poważnych kalkulacji strategicznych. Wycofaliśmy się więc akurat w momencie strategicznym, kiedy pojawia się bardziej realna niż dotąd możliwość stabilizowania sytuacji w Iraku i tym samym dodatkowa szansa na wzmożone zawiązywanie relacji gospodarczych z nowym państwem irackim. Dla nas szansa ta byłaby o tyle większa, że pełniliśmy tam ważne funkcje dowódcze i organizatorskie, które ułatwiały kontakty z miejscowymi strukturami władzy i podmiotami gospodarczymi. Szkoda tym bardziej traconej szansy, że mieliśmy do niedawna w Iraku ambasadora, gen. Edwarda Pietrzyka, który miał pomysł i determinację, aby nasze zaangażowanie wojskowe przekuwać w związki pozawojskowe.

Dlaczego nie potrafiliśmy wykorzystywać szans w Iraku?

Należy na początku jednoznacznie stwierdzić, ze to nie wina wojska i Ministerstwa Obrony Narodowej. Wojsko robiło to, co do niego należało i robiło to dobrze. Główny powód strategicznych niepowodzeń z irackimi szansami tkwi w braku ogólnopaństwowej, ponadresortowej strategii wobec zaangażowania w Iraku. Przez cały czas rząd i Prezydent patrzyli na Irak wyłącznie z perspektywy wojskowej, niejako przez okulary ministra obrony narodowej, co najwyżej sporadycznie odwołując się do optyki ministra spraw zagranicznych. To oczywiście za mało, aby praktycznie myśleć i postępować w kategoriach szerszych, ponadresortowych interesów państwowych.

To doświadczenie irackie jeszcze raz udowadnia, jak konieczne i pilne jest ustanowienie ponadresortowego, zintegrowanego podejścia do spraw współczesnego bezpieczeństwa. Dopóki rząd w kierowaniu bezpieczeństwem będzie się ograniczał wyłącznie do perspektywy resortowej, dotąd ogólnonarodowe efekty będą takie, jak w przypadku Iraku. Czyli marne.

Dlatego ponawiam swoje wielokrotnie składane propozycje przyspieszenia budowy zintegrowanego systemu zarządzania bezpieczeństwem narodowym w skali państwa, a w szczególności w skali rządu. Jednym z pierwszych praktycznych kroków w tym kierunku może być znowelizowanie ustawy o zarządzaniu kryzysowym tak, aby stosownie skorygować pod tym właśnie kątem kompetencje Rządowego Centrum Bezpieczeństwa oraz skonsolidować różne specjalistyczne kolegialne organy rządowe w jeden Rządowy Komitet Bezpieczeństwa Narodowego pod kierownictwem Premiera.

====================================







©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna