Przepisywanie 07-09. 02. 2006 R. U



Pobieranie 220,71 Kb.
Strona1/5
Data13.06.2018
Rozmiar220,71 Kb.
  1   2   3   4   5

Rozalia Unger

Szczecin


Poland

Interviewer: Anna Szyba



Date of interview: December 2005
Przepisywanie 07-09. 02.2006

R.U.: … ja miałam chyba ze 17 lat i wówczas byłam członkiem, przed wojną, członkiem związku komunistycznego. komunistycznego wtedy siedziałam w więzieniu rok czasu w śledztwie…

A.S.: I to jest ważne, o to będę pytać, ale chciałabym zacząć od początku, czyli kiedy się pani urodziła?

R.U.: W 1917 roku, 30 lipca

A.S.: I gdzie?

R.U.: w Krakowie urodzona jestem, krakowianka, ale wychowałam się w Rzeszowie.

A.S.: I w jakiej rodzinie przyszła pani na świat, kim byli pani rodzice?

R.U.: W robotniczej rodzinie, z robotniczej…

A.S.: Proszę powiedzieć, jak nazywała się mama?

R.U.: Mama się nazywała Małka Achtman, znaczy… przepraszam, Achtman, to było po mężu, ale z rodzi… znaczy jej nazwisko rodowe, to Szapiro… Szapiro, tak. Miała dwóch braci. Jeden w Zawierciu, a jeden w Londynie.

A.S.: Jak się nazwali bracia mamy?

R.U.: Też Szapiro…

A.S.: Na imię pamięta pani?

R.U.: Ani jedno, ani drugie. Mam tutaj zdjęcie, co po wojnie znaleźliśmy w Anglii, ale naz… imienia nie pamiętam, Oni są już starzy… byli wówczas…

A.S.: To byli starsi bracia mamy, tak?

R.U.: Mama, jak zginęła, to miała 47 lat. Młoda była jeszcze, a oni starsi…

A.S.: Czyli mama była najmłodsza prawdopodobnie?

R.U.: Najprawdopodobniej…

A.S.: Z tego by wchodziło. I mama też jest urodzona w Krakowie?

R.U.: Nie… Mama urodzi… gdzie się urodziła, wiem, że mieszkali w tak zwanych Szczekocinach, gdzieś to było na Śląsku, czy w sosnowskiem, gdzieś tam. Bo ja… jeden brat mieszkał w Zawierciu, i tam ja była po… po wojnie, po aresztowaniu, po wypuszczeniu mnie z więzienia, to mama mnie do niego wysłała na… myśleli, że oni mnie tam jakoś zagospodarują, ale nic z tego nie wyszło.

A.S.: To było przed wojną jeszcze?

R.U.: Przed wojną, to ja wszystko o przedwojniu. No, a dru… a jeśli chodzi o brata drugiego, w Anglii, no o tyle korzyści mieliśmy, że on przesyłał funty na utrzymanie rodziny, funty angielskie. No to to była pomoc, ale ja, jak ukończyłam siedem klas powszechnych, chciałam pójść do handlówki, to kosztowało, jak dziś pamiętam, czy dobrze pamiętam, 45 złotych, to mama mi powiedziała: „Napisz do wujka, to ci przyśle, bo ja to nie mam z czego”, na tym się skończyła moja edukacja. Posłali mnie do krawcowej, uczyć się szyć.

A.S.: A proszę mi powiedzieć, czy pani wie, w którym roku była mama urodzona?

R.U.: Jeżeli miała czte… wiem, jak zginęła, to miała 48 lat…

A.S.: A w którym roku…

R.U.: To było… tak jak my się tu po wojnie dowiedzieli, że to było w czterdziestym, chyba drugim roku, kiedy ich wywieźli, w Rzeszowie, ich gdzieś wywieźli, wiem, a gdzie zginęła, w jaki sposób?

A.S.: Tego pani nie wie… a czy pani, czy pamięta pani rodziców mamy może? Ja tak próbuję troszkę…

R.U.: No to nie… ma… babka była z nami razem. Ona zginęła jeszcze… ona zginęła w Rzeszowie, jak wy… jak transportowali tych Żydów nie wiadomo gdzie, no na zniszczenie, to ona nie mogła chodzić. Ja jeszcze pamiętam, jak ona nie mogła chodzić i ją zastrzelili na ulicy. Niemcy chyba, bo nasi nie strzelali.

A.S.: A babcia była… jak miała na imię?

R.U.: Bajla…

A.S.: Bajla, babcia Bajla

R.U.: Bajla.

A.S.: Jak pani babcie pamięta? Czy to była osoba religijna?

R.U.: Tak. I matka była religijna, ale już była bardziej, bardziej przysposobiona, do ówczesnych czasów, bo było ciężko żyć. Ja siedziałam we więzieniu, to wie pani, ona się zaczęła interesować moim losem, chodziła do ludzi, którzy też byli na tym samym, bo nas było 36, oskarżonych, ja tu mam zdjęcie…

A.S.: Zaraz zobaczmy, a proszę powiedzieć, jak pani babcię pamięta. Nosiła perukę?

R.U.: Babcia? Stale w chustce chodziła! Ona tylko na święta… były te święta Jom Kipur, znaczy to były te święta, jak one się nazywają te święta po polsku…

A.S.: No przebaczenia, tak…

R.U.: Te jedne święto, największe święto, to ona coś ubierała na głowę, tak… taką z perełek zrobione, ja wiem, z perełek? Z… z guzików, z tych no… koralików, no to to było taka ozdoba, czy co… świąteczna, no to żeby upamiętnić te święta, ale tak to…

A.S.: Ona mieszkała z wami w domu w Krakowie?

R.U.: Nie w Krakowie, w Rzeszowie…

A.S.: W Rzeszowie, przepraszam…

R.U.: Tak, wszędzie mieszkała razem.

A.S.: Mieszkała razem, i na przykład, jak pani była jeszcze małą dziewczynką, czy jak pani była dziewczyną, pamięta pani na przykład, że babcia zapalała świece?

R.U.: Nie babcia, tylko matka…

A.S.: Matka zapalała świece…

R.U.: Matka, w sobotę wieczór to się zapalało świece…

A.S.: To było w sobotę wieczór?

R.U.: To było w sobotę wieczór, wieczór piątek wieczór! Na sobotę. Ale… co ja chciała powiedzieć? Jeśli chodzi o ro… o los rodziców, znaczy ma… ojca, ja nie pamiętam, byłam bard… małym dzieckiem… podobno zaginął…

A.S.: Pani ojciec, tak?

R.U.: Tak.

A.S.: Jak się nazywał?

R.U.: Chyba Dawid… Nie! Salomon, Salomon. Salomon, tak, bo ja przypomniałam sobie, ja mam przecież zapisane w dowodzie osobistym. Salomon, a matka Małka.

A.S.: A w którym roku tata się urodził, tego pani nie pamięta?

R.U.: Ja go nie znałam w ogóle…

A.S.: Ja wiem, ale…

R.U.: Nic nie wiem… nic nie wiem. No byłam malutkim dzieckiem. Wiem tylko, że przyjechał kiedyś brat, czy z Anglii, czy z Zawiercia, jeśli chodziło o rozwód… No to to… ale ja byłam dzieckiem… nikt się mnie nie… nikt się mną nie interesował, nie pytał, nie mówił. Wiem, że było coś takiego, było, że przyjechał, żeby to załatwić. Formalności urzędowe. No i tyle, a matka musiała utrzymać całą rodzinę.

A.S.: I w domu mieszkaliście: mama, babcia…

R.U.: … brat mój, o bracie, to ja mogę tylko powiedzieć…

A.S.: To ja będę pytać o brata, a brat był starszy, czy młodszy?

R.U.: Młodszy, półtora roku.

A.S.: Półtora roku, jak się nazywał?

R.U.: Mojżesz

A.S.: Bardzo ładnie. I co pani może o nim powiedzieć?

R.U.: Bibli… biblijne nazwy. Ja też byłam biblijną nazą…

A.S.: A jak pani miała na imię?

R.U.: Nie Rozalia, tylko Rachela

A.S.: Ach, Rachela!

R.U.: Co tu ładnie, ładnie, brzydko… Wszystko jedno, ludźmi byliśmy, dziećmi i tyle. Co myśmy wiedzieli? Nic, w każdym razie ja ukończyłam podstawówkę i naukę krawiectwa…

A.S.: A ja chcę jeszcze zapytać, jeszcze o rodzinę, ja jeszcze będę próbować coś wygrzebać z pani pamięci. Jak pani pamięta babcię, bo już powiedzieliśmy…

R.U.: Staruszkę, ledwo chodziła.

A.S.: I na przykład po jakiemu pani z nią rozmawiała?

R.U.: Po żydowsku się mówiło! Tylko dzisiej nie umiem. Nie ma z kim, zapomniało się. Rozumiem, jeżeli się mówi do mnie, to ja rozumiem, o co chodzi, ale mówić nie… czytać nawet nie potrafię. Uczyła mnie mama czytać, bo tak… było obowiązkiem, żeby… nie było analfabetów, no to… to syn chodził do chederu, to…

A.S.: Brat pani?

R.U.: Tak, syn, brat, chodziło chederu i tam uczyli pierwszych tych kroków, pierwszej… on później nie wiem, gdzie chodził, na pewno gdzieś chodził, do jakiejś szkoły elementarnej w każdym razie. Ale później już poszedł do zawodu, on był kaletnikiem. Kaletnikiem, tak.

A.S.: Dobrze, i babcia, chciałam jeszcze zapytać, babcię w domu… ona gotowała w domu?

R.U.: Tak, tak, no matka musiała szukać zajęcia, żeby było z czego żyć…

A.S.: Jaka była jeszcze ta babka? Śpiewała żydowskie piosenki?

R.U.: Nie… ona już była za stara na to.

A.S.: A chodziła do synagogi?

R.U.: Babka nie, ale mama chodziła, tylko wtedy, no bo kobiety nie bardzo chodziły do synagogi, tylko wtedy, kiedy były te wielkie święta, to był, no tak widocznie nakaz był religijny, tam miejsce było dla kobiet osobne, dla mężczyzn osobne, no więc cho…

A.S.: Czy wie pani, do której synagogi w Rzeszowie mama chodziła?

R.U.: Nie wiem, jak się nazwa, wiem do której, w oczach to mam…

A.S.: A ulicę pani pamięta, gdzie to było?

R.U.: Nie

A.S.: A jak wyglądała, proszę powiedzieć, jak wyglądała?

R.U.: Proszę panią, to tylko było… wewnątrz był zawsze pamiętam, ja nie chodziłam do synagogi, przecież ja byłam komunistką, mnie nie honor było nawet pójść do synagogi…

A.S.: A jako…

R.U.: Byliśmy bezbożni, bez…

A.S.: A jako małe dziecko chodziła pani z mamą? Jeszcze, jak była pani młodsza, czy mama panią brała?
R.U.: Proszę panią, ale to się nie zabierało dzieci chyba, ja nie chodziłam do bóźnicy, ale mniej więcej wiem, jak wyglądało, no już pełno ludzi. Kobiety siedziały wyżej, na takim, jakby na… balkon taki był zrobiony, a mężczyźni na dole i tylko wtedy się modlili, kiedy trzeba było. To nie znam tego.

A.S.: Dziadka pani nie pamięta?

R.U.: A skąd.

A.S.: A rodziny taty, czy kogoś pa … bo pani taty nie znała, ale czy kogoś z rodziny, babcię, dziadka?

R.U.: Nikogo. Absolutnie.

A.S.: I nic pani o ojcu nie wie, znaczy z opowieści?

R.U.: Nie, do dziś dnia nie wiem.

A.S.: Dobrze.

R.U.: Nie wiem, tylko brat, jedyny brat, o utrzymywał z nami kontakt. On był, mówiłam, że był kaletnikiem…

A.S.: Brat ojca, tak?

R.U.: Brat ma… mój…

A.S.: Aha, no tak, tak, tak. Myślałam, że brat ojca.

R.U.: Nie, skąd. Z rodziny męż… ojca, to nic nie…

A.S.: Nikogo pani nie zna…

R.U.: Nie, tylko słyszałam o rodzinie matki. To znaczy dwóch braci. Jeden w Zawierciu i jeden w Londynie. I on tam miał ponoć ośmioro dzieci w Londynie. I do dziś dnia nikt się nie odzywa. Raz go znalazła, bezpośrednio jak wy… przyjechaliśmy tutaj, to on mi przysłał zdjęcia, ze ślubu ostatniego syna i to zdjęcie mam i tam, na tym zdjęciu wszyscy się śmieją. I ja tak pamiętam: „Boże mój drogi”- mówię- „jeszcze się ludzie śmieją?!” Taka byłam zazdrosna, że ludzie mają jakąś radość, że… że się śmieją.

A.S.: I pani tej rodzin z Londynu nigdy nie poznała?

R.U.: Skąd!

A.S.: A ten drugi brat mamy, czy jego pani znała?

R.U.: Tak, on był bardzo pobożny i pamiętam, że jak ja wszyłam z więzienia, mnie mama posłała tam do tego Zawiercia, do niego, to mnie przyjęła ciotka, ale ja chodziłam bez rękawów, a u Żydów nie wolno było mieć gołych rąk, no ona mi dała chustkę, żeby można się przywitać z nim, żebym… ja mam gołe ręce, to on ze mną nie będzie rozmawiał. Taki pobożny, takie to było… takie to było życie, no!

A.S.: A jak oni się nazywali, pani nie wie?

R.U.: Proszę panią, on musi… on się nazwał Szapiro, to to

A.S.: A na imię?

R.U.: Nie pamiętam, nie, skąd?

A.S.: A ile mieli dzieci?

R.U.: Proszę panią, oni dzieci nie mieli. Oni mieli tylko na wy… na wychowaniu obcych, obce dwie dziewczynki, pamiętam, jak ja tam była. Po prostu, wiem, jak to się nazywa, wzięli ich do siebie na wychowanie. No i też tam, wiedziałam, że oni szyją, on był kapeluśnikiem. Ja wiedziałam, że one szyją, że są przystosowane też do… do życia, może w ten sposób utrzymanie mieli, nie wiem, tego bliżej nie znam.

A.S.: Teraz chciałam się zapytać, jak pani pamięta, ja rozumiem, że była pani komunistką, nie była pani religijna, ale jak pani pamięta obchodzenie świąt w domu?

R.U.: A w domu moim mama przejęła wszystkie te możliwe, jak to się mówi, świąteczne obrządki, to tam, proszę panią ten… dziś, to mi się śmiać chce, bo jak sobie przypominam, bo to się nie… po prostu nie przychodzi na myśl, były przecież naczynia mleczne i mięsne!

A.S.: Mieliście kuchnię koszerną?

R.U.: Koszerną, tak, bezwzględnie! No to to było jakoś. Nie może by… nie mogło być inaczej! Bo by…. Wyklęliby ich, gdyby tak zrobili, zresztą, jakby powiedzieć… oni tak byli przy… na… no tak byli przyzwyczajeni, wszyscy tak się zachowywali i oni też. Także, na święta trzeba, na wielkanocne święta, to trzeba było zmienić w ogóle wszystko, naczynia, wszystko. I oni mieli osobno w takiem, w takiej skrzyni świąteczne naczynia nowe, a jak ktoś nie miał, bywało, że…

A.S.: Znaczy oni, czyli u was w domu?

R.U.: U nas w do… o, o sobie mówię. Jak ktoś nie miał naczyń, to musiało się wyparzyć, czy wygotować, nie wygotować, ale w takim rozgrzanym jakimś kamieniem, czy czymś, włożyć, żeby to się tak wygotowało, wtedy to można było na święta wielkanocne używać. No to oni byli przystosowani… żyli po żydowsku, po prostu! Ale, żeby oni byli tacy religijni… matka szczególnie, nie. A szczególnie wtedy, kiedy ja już mogłam zauważyć, po wyjściu moim z więzienia, to ona pamiętam cho… interesowała się, czego ja siedzę, co się dzieje. To chodziła do znajomych, tych którzy też tam mieli swoje dzieci. A nas było oskarżonych 36 w tej sprawie! Także to byli ludzie… i ona się interesowała. Jak wyszłam, to ja pamiętam jedną sytuację, nie wolno było w soboty pieniędzy wziąć do ręki, a widziałam raz, że ona zauważyła u mnie, że ja biorę pieniądze do ręki i milczała. To znaczy, że już się przystosowywała. Wolała nie widzieć, a nie, mówić nie. No więc tak to wyglądało.

A.S.: A czy święta spędzaliście jeszcze z kimś, czy ktoś przychodził na święta?

R.U.: Proszę panią, do nas nie, bo myśmy nie mieli więcej rodziny. Ja tylko znałam to… tych dwoje. Więc jeden był we… w tym Zawierciu, a jeden w Londynie, to było za daleko, żeby przyjechać, a on miał własną rodzinę, jak miał ośmioro dzieci. No to, to tak to wyglądało, żyliśmy sami, ileśmy mogli, tośmy… ale to było już… przed wojną, a wojna zastała matkę i babkę samą, a my, a brat przedtem wyjechał jeszcze, już… był już kaletnikim, już zawodowym, to wyjechał do Bielska, w Bielsku Bia… Bielsko Biała…

A.S.: Brat był młodszy, powiedzieliśmy, półtora roku, proszę powiedzieć, jak go pani pamięta?

R.U.: Pamiętam, jak to nie pamiętam?! Przecież mam, proszę pani, całą historię, jak go wywieźli z… z Bielska, jak przyjechał do mnie do Lwowa, miał kontakt z matką, to się dowiedział, gdzie ja jestem. To wywieźli całą młodzież żydowską.

A.S.: Kiedy to było?

R.U.: No przed wojną, to…

A.S.: W 39, tak? Czy nie?

R.U.: To był 39, na pewno 39, bo przecież wtedy wybuchła wojna, no więc między 39 a 40.

A.S.: To do tego jeszcze wrócimy, a ja bym chciała wiedzieć, jak go pani z dzieciństwa pamięta? Bawiliście się razem…

R.U.: No byliśmy w domu dwoje dzieci, półtora roku, co to była za różnica, co my się bawili… nie było się w co bawić. Dziecko… chłopak, to chłopak był w tym chederze, chederze tej szkółce…

A.S.: On chodził codziennie do chederu, tak?

R.U.: Prawdopodobnie tak

A.S.: Nosił pejsy?

R.U.: Słucham?

A.S.: Czy nosił pejsy?

R.U.: Nie, nie, to nie. On nie był… u nas w ogóle w domu nikt nie nosił, nikt nie był taki przesadnie religijny…

A.S.: Mam nie nosiła peruki?

R.U.: Mama nosiła perukę, właśnie! Perukę nosiła, a na co dzień, to się nie nosiło peruki, to ona w chustce na głowie, nie wolno było włosów swoich mieć. Taka była tradycja.

A.S.: Czyli mama też była religijna?

R.U.: Była, religijna. Ten brat w Zawierciu był z brodą! A ten co zdjęcie, na zdjęciu widzę tego brata, to nie jest z brodą. Ale dwoje staruszków, ona i on

A.S.: A co jeszcze… chciałam zapytać o potrawy żydowskie, były gotowane na święta?

R.U.: Tak, bezwzględnie, to było utrzymane. To było utrzymane, osobne garnki…

A.S.: I co pani najbardziej lubiła?

R.U.: Co ugotowali… nie, nie było co jeść, to najgorsze było to, że… ale proszę panią, to nie było lubienie, tylko to co było, żeby było, przecież…

A.S.: A czym mama się zajmowała?

R.U.: No właśnie, ja mówię, że ona… na matkę spadły przecież, spadło to co… całe utrzymanie czworga osób: babka, matka, i dwoje nas dzieci, to ona… nie wiem, chyba ludzie pomogli, poradzili widocznie. Przede wszystkim, to pamiętam, że mama bardzo dużo rzeczy sprzedała w lombardzie, bo żeby było na utrzymanie i tych rzeczy więcej nie widzę. Pamiętam te rzeczy były… było takie… obrus, wie pani, pluszowy, bordowo- czerwony ze złotym wyszyciem. Nie złoto, ale takie wyszycie było złote. To było to samo na łóżkach, bo były dwa łóżka i było to samo na stole. I pamiętam, że na to wszystko jeszcze była taka siateczka, tam… to to by… to ona sprzedała, to widocznie było cenne i ona to sprze… tego nie było więcej, a w ogóle, czym się zajmowała? Różnie było, ale tak jak ja rozumiem, to łapała się wszystkiego. Ale pamiętam, że ona wynajmywała na wiosnę, czy jesienią, czy na wiosnę, u kogoś, kto miał na przykład sad, owoce, czy to kilka drzew, czy, czy cały sad, to tego, to ja nie wiem, nie pamiętam, ale wynajmowała i jak były owoce, to ona te owoce, przy pomocy, bo sama nie, na pewno… i później sprzedawała to, to znaczy kto sprzedawał detalicznie, to od niej kupował.

A.S.: Jakie to były owoce, jabłka?

R.U.: Jabłka, chyba jeszcze inne… różnego rodzaju owoce. Różnego rodzaju owoce. A pamiętam, co jeszcze robiła? Że z tych owoców, to były tam takie jabłuszka, co nazywały się kogutki, i je tak… dlaczego wiem, bo kisiła, wynajmowała piwnicę u kogoś, były nasze piwnice, ale to nie nadawały się, wynajmywała piwnicę i tam kisiła te kapustę i w tej kapuście te jabłka właśnie, te kogutki, bo one najlepiej się nadawały, one jak, jak one były skwaszone, to one miały taki, taki gaz w sobie, bardzo przyjemny, taka woda sodowa, ale już ze smakiem, że tak powiem i tym ona się zajmowała…

A.S.: Tą kapustę na sprzedaż kisiła?

R.U.: O to wszystko, ludzie przychodzili ci, co detalicznie się zajmowali sprzedażą, bo i tacy byli, no to kupili, to cała beczka była, to musiała być beczka, a… a beczkę, pamiętam raz zrobiła w piwnicy, dała zrobić, to tą beczkę nie można było wyjąć, ona była bardzo duża, tak, i przychodzili do pi… do piwnicy i ile kto chciał, czy na wagę, czy jak. Nie wiem, w jaki sposób rozprowadzała, to. No ale z tego się żyło, ale to były groszowe… nie… zarobki bardzo minimalne.

A.S.: A czy pani wie, czy mama kończyła jakąś szkołę, jaką?

R.U.: Nie, nie. Obawiam się, nie wiem, ale obawiam się, że nie umiała ani czytać ani pisać, ale nie wiem, na pewno nie wiem.

A.S.: A jej bracia na pewno kończyli chedery, prawda? Religijne…

R.U.: Nie tylko, do szkoły też chodził, polską szkołę, ja też…

A.S.: Pani brat, a mamy bracia, ja mówię…

R.U.: Nie, nie, to ja nie wiem. To są starsi ludzie…

A.S.: Czasami coś z opowieści wiadomo…

R.U.: Nie, nie byli… oni nie byli razem przecież byli osobno, ale na pewno nie. Zresztą, jak do mnie ostatnio, jak myśmy go znaleźli i dostaliśmy list, to po polsku adres. Ale czy to on pisał, czy ktoś? Nie wiem. I to takie pismo, wie pani, jak analfabeta pisze, tymi literami takimi koślawymi…

A.S.: Proszę mi powiedzieć, gdzie mieszkaliście w Rzeszowie?

R.U.: W Rzeszowie? Na Lwowskiej 5.

A.S.: Na Lwowskiej 5. To była kamienica, czy…

R.U.: Kamienica, ale w podwórzu, w podwórzu.

A.S.: Jakie to było mieszkanie?

R.U.: Mieszkanie jednopokojowe, duże i myśmy to tak podzielili na pół: dwa łóżka. Brat miał swoje łóżko, bo to musiał osobno spać, a ja chyba, albo z matką, albo z babką spałam. I to tyle było, był piec, piec kuchenny był, stół, co tam jeszcze było…

A.S.: Łazienka była?

R.U.: Skąd! Kto mówił o łazience! O łazience w ogóle mowy nie ma, łazienkę, to mieli ci, co budowali się już, bogatsi, budowali się, nowe domy miały, to oni może mieli łazienkę, pospólstwo nie miało. Nikt nie miał łazienki, a wodę, proszę panią, nawet wodę, normalnie w mieszkaniu przecież wody nie było, tylko, jeśli chodzi o nas, to pamiętam, że była umówiona mama z sąsiadami z następnych domów, oni mieli studnię i z tej studni… jak się chciało ze studni korzystać, trzeba było zapłacić, a mama zdaje się nie płaciła, miała…Po prostu dlatego, że było dwoje dzieci i że była na utrzymaniu babka, no to zezwala brać wodę.

A.S.: A czy to była kamienica żydowska, czy tam mieszkali…

R.U.: Proszę panią… nie kamie… właściciel był Żydem, a dozorca był Polakiem i czy… aha, tam na podwórzu jeszcze był warsztat, też był… Polacy pracowali…

A.S.: Jaki to był warsztat?

R.U.: To były stare żelaza, stare żelaza, ten właściciel był Żydem i miał właśnie sklep ze starym żelazem. I on miał ten warsztat w podwórzu, coś tam robił, mnie to nie interesowało, po prostu.

A.S.: A jak pani tą waszą ulicę pamięta, sklepy…

R.U.: Pamiętam, pamiętam.

A.S.: Proszę opowiedzieć.

R.U.: No pamiętam, to jest Lwowska, no dochodziła do Wisłoka, do rzeki, naprzeciw była szkoła…

A.S.: Naprzeciw waszego domu, tak?

R.U.: Domu, była szkoła…

A.S.: Jaka to była szkoła?

R.U.: Podstawowa, parterowa, no i co tam jeszcze…

A.S.: A czy to była dzielnica, ulica żydowska, dzielnica żydowska?

R.U.: Nie, nie, nie, wszyscy mieszali, normalnie, normalnie.

A.S.: I jak pani pamięta Rzeszów przed wojną, jako miasto?

R.U.: To była mała mieścina, było bardzo dużo bez pracy ludzi, bardzo dużo biedy było. Byli… były jednostki co… nowobogaccy, jak to się mówi, to mieli… domów bardzo mało pamiętam nowych. Sklepy, pamiętam jednego, który miał chyba na Pańskiej ulicy, to był sklep z wannami, łazie… takie, ubikacjami, tymi no, sedesami, wie pani, widocznie dla tych, co się budowali. No może ktoś jeszcze był taki, który se pozwalał przebudowywać, przerabiać, ale to były stare bardzo domy i wątpię, czy ktoś coś… to były chałupy, prawie można powiedzieć. No… piętrowe domki. Co jeszcze było? Nic poza tym. A życie… życie ciężkie było, bardzo ciężkie, biedne, po prostu biedne życie. No a co tam jeszcze można o tym powiedzieć…

A.S.: Ja zapytam, pani chodziła do przedszkola, nie, do szkoły pani poszła…

R.U.: Nie, do szkoły…

A.S.: W którym roku?

R.U.: Ja ukończyłam siedem klas…

A.S.: A szkoła się zaczynała, siedem lat mieliście, tak?


  1   2   3   4   5


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna