Prof. Rafał M. Stobiecki, "Witold Kula /1916-1988/. Historyk zaplątany w historię" w:/ Tenże, "Historycy polscy wobec wyzwań XX wieku", Wyd. Nauka I Innowacje, Poznań 2014, s. 273-306 Witold Kula /1916-1988/. Historyk zaplątany w historię



Pobieranie 153,25 Kb.
Strona1/2
Data01.11.2017
Rozmiar153,25 Kb.
  1   2

Prof. Rafał M. Stobiecki, "Witold Kula /1916-1988/. Historyk zaplątany w historię" w:/ Tenże, "Historycy polscy wobec wyzwań XX wieku", Wyd. Nauka i Innowacje, Poznań 2014, s. 273-306
Witold Kula /1916-1988/. Historyk zaplątany w historię

I. W wydanej w 1999 r., pod redakcją Kelly Boyda „Encyklopedia of Historians and Historical Writing” znalazło się miejsce jedynie dla czterech polskich historyków – jednego XIX-wiecznego - Joachima Lelewela i trzech działających w ubiegłym stuleciu – Oskara Haleckiego, Leszka Kołakowskiego i właśnie Witolda Kuli. Autor biogramu Kuli we wspomnianej encyklopedii - Lee Blackwood podkreślił, że dorobek W. Kuli świadczy o wysokim standardach obowiązujących w historiografii PRL, oraz zwrócił uwagę na wpływ koncepcji polskiego historyka na twórczość takich badaczy jak Eric Hobsbawm czy Immanuel Wallerstein1. W. Kula był jednym z najbardziej cenionych polskich historyków zarówno w kraju, jak i poza jego granicami. Międzynarodową sławę zapewniła mu opublikowana w 1962 r. „Teoria ekonomiczna ustroju feudalnego”, mająca swoje wydania angielskie, włoskie, hiszpańskie, portugalskie i węgierskie. Do edycji angielskiej i francuskiej wstęp pisał sam Fernand Braudel, historyk – instytucja, jeden z koryfeuszy historiografii XX wieku, spod znaku Annales. To wszystko stanowi, jak sądzę, wystarczający powód do bliższego zastanowienia się nad postacią i dorobkiem tego badacza. Wbrew widocznej w ostatnich publikacjach na temat W. Kuli tendencji do omawiania jego twórczości, w sposób abstrahujący od biografii chciałbym pójść nieco innym tropem2. Mianowicie, to właśnie intelektualny życiorys historyka uczynić swego rodzaju kluczem do jego dorobku, ze szczególnym uwzględnieniem wizji historiografii, reprezentowanej przez W. Kulę.

W. Kula urodził się w Warszawie 18 maja 1916 r. Studiował historię i socjologię jako przedmiot poboczny na Uniwersytecie Warszawskim oraz ekonomię na Wolnej Wszechnicy Polskiej. Do grona swoich mistrzów, w pisanym ex post tekście z okazji jubileuszu w 1976 r., zaliczył: Stanisława Arnolda, Natalię Gąsiorowską, Stefana Czarnowskiego i Zdzisława Zmidrygiera-Konopkę3. To zestawienie nie wydaje się przypadkowe. Wszyscy oni reprezentowali inną wizję historii niż ta, która dominowała na ówczesnych uniwersytetach. S. Arnold i N. Gąsiorowska specjalizowali się w historii gospodarczej, Z. Zmidrygier-Konopka, badacz starożytności, w studiach nad ustrojem rzymskim próbował ukazywać go na szerszym tle społecznym. Socjolog Stefan Czarnowski powszechnie uznawany jest za jednego z twórców polskich badań na historią mentalności czy wyobrażeń społecznych. Jak wspominał W. Kula wybór historii gospodarczej był w pełni świadomy i był wyborem dokonanym „przeciw”: „przeciwko szkolnej wersji historii, wersji przesłodzonej, ckliwej, solidarystycznej, nacjonalistycznej. Szukałem historii chłopów i robotników, rolnictwa i przemysłu, szukałem historii ludzi skromnych i nieznanych, których zbiorowa praca, ofiary, cierpienia, stworzyły kraj jakim jest”4.

Od 1937 r. Kula pracował jako asystent-wolontariusz w WWP, przy katedrze kierowanej przez N. Gąsiorowską. Ponadto uczestniczył w pracach Sekcji Historii Gospodarczo-Społecznej założonej przez Gąsiorowską i Czarnowskiego w ramach warszawskiego Towarzystwa Miłośników Historii5. Poza wymienionymi działali w nim także Aleksy Bachulski i Żanna Kormanowa. W 1939 r. uzyskał W. Kula doktorat na UW na podstawie pracy „Demografia Królestwa Polskiego w XIX w. / niedrukowana /, napisany pod kierunkiem Stanisława Arnolda.

Już pod koniec lat 30. Kula zbliżył się do środowisk intelektualnych komunizującej lewicy. Odrzucały one rzeczywistość Polski przedwrześniowej, krytycznie odnosiły się do tej wersji tradycji polskiej, która kojarzona była z klerykalizmem, nacjonalizmem i antysemityzmem. Choć po wybuchu wojny związki te zostały osłabione, pozostawiły jednak, jak można przypuszczać trwały ślad w osobowości bohatera niniejszego szkicu. Dowodem na to może być fragment dziennika W. Kuli. Bez wątpienia pod wrażeniem klęski wrześniowej pod datą 5 listopada 1939 r. historyk zapisał:

A teraz co do <
>. Pierwszym z nich jest ustosunkowanie się do komunizmu. Otóż wyrażając się oględnie, bardzo zbliżyłem się do tego, by ustosunkować się do niego całkiem pozytywnie. Kieruję się następującymi względami: 1/ Wynik wojny na Zachodzie jest dla mnie wyraźnie wątpliwy; widzę możliwość powtórzenia się 1871 r. w stosunku do Francji, a wycofanie się Anglii; 2/ Jeśli niepodległość Polski wywalczona nam zostanie na Zachodzie – powstanie Polska całkowicie reakcyjna: rząd endecki / Sikorski-Koc/ /.../; 3/ Zrozumiałem, że nie ma drogi do uniknięcia możliwości wojen innej
niż rezygnacja z idei suwerenności państw /podkr. – W. K./, musimy dojść do związku, wyposażonego w egzekutywę /.../; 4/ Nie ma możliwości wprowadzenia gospodarki planowej w inny sposób, jak przez Wielkie Państwo Związkowe; 5/ Młodzież musi żyć dla ideału. Jak chybiło całkowicie nasze <> - o tym przekonał nas wrzesień. Do czego doprowadza wychowanie w przekonaniu, że się należy do narodu übermenschów – o tym nauczył nas październik. Być może, że za komunistycznych rządów młodzież będzie bałamucona – ale w jej wewnętrznej istocie będzie ona żyła dla ideałów, dla których żyć warto. Krótko mówiąc: Norwid pisze, że, by życie ludzkie nie było dramatem, ludzie muszą mieć możność żyć za co i umierać za co. Nie wierzę, by Polska nam to dać mogła. Chyba będą mogły dać Sowiety”6.

Mimo, że okupacyjna droga jaką wybrał W. Kula, w dużym stopniu zaprzeczyła zacytowanej deklaracji, jej wymowa jest jednak wielce symptomatyczna. W pewnym stopniu tłumaczy ona wybory jakich dokonywał historyk po 1945 r., jest, jak można przypuszczać, świadectwem jego wewnętrznego rozdarcia ideowego. Dylematy towarzyszące W. Kuli, nie były tylko jego udziałem. Przebywająca w czasie wojny w Warszawie, mieszkająca na Żoliborzu, zaprzyjaźniona z nim Krystyna Śreniowska, po wojnie pracująca na Uniwersytetem Łódzkim, w swoich nie publikowanych wspomnieniach zauważyła:

W czasie obu okupacji rozmawialiśmy wiele o przyszłości. Byliśmy niemal zgodni co do tego, że przedwojenna rzeczywistość nie może powrócić. Niemal wszyscy moi rozmówcy, przyjaciele uważali reformy społeczne za niezbędne i konieczne. Wtedy wierzyliśmy, że zachodnie demokracje posłużą nam za wzór ustrojowy. Po Stalingradzie w kołach, w których się obracałam / lewica żoliborska / stało się jasne, że wyzwolenie spod okupacji niemieckiej przyjdzie ze wschodu. Czy miałam jakiś określony stosunek do tej konieczności po doświadczeniach lwowskich 1939-1941 ? W mojej naiwności politycznej jednak wierzyłam w demokrację typu zachodniego, w oswojenie polskiego komunizmu i przystosowanie go do naszych, polskich potrzeb. Nic nie miałam przeciw socjalizmowi z ludzkim obliczem. Wyrównanie krzywd społecznych wydawało mi się koniecznością, operowałam pojęciem sprawiedliwości dziejowej. Przedwojenna Polska jawiła mi się jako kraj na poły kolonialny, z obcym kapitałem wyzyskującym polską, tanią siłę roboczą. Ziemiaństwo nie funkcjonowało w mojej głowie jako sfera jeszcze do czegokolwiek przydatna. Już w dwudziestoleciu międzywojennym odbierałam ziemiańskość jako relikt przeszłości, już niezdolny do przodowania narodowi”7.

Podczas okupacji W. Kula związał się z Biurem Informacji Propagandy Komendy Głównej Armii Krajowej, używał pseudonimów „Żakowski” i „Bułhak”. Do konspiracji wciągnął go przyjaciel, też historyk - Ludwik Widerszal. Kula pracował w Wydziale Informacji BIP, kierowanym przez Jerzego Makowieckiego. W strukturze tej działali także inni historycy m.in.: Aleksander Gieysztor i Stanisław Herbst. Ponadto pod kierunkiem Aleksandra Kamińskiego redagował „Biuletyn Informacyjny”. Na jego łamach, Kula zajmował się początkowo działalnością podziemia, potem przebiegiem wojny i problematyką międzynarodową8. Pisał także eseje historyczne. M. in. przed samym powstaniem warszawskim opublikował silnie antyrosyjski tekst o rzezi Pragi z 1794 r. Cały BIP miał opinię środowiska antysanacyjnego, lewicowego. Sam Makowiecki był przedwojennym działaczem Stronnictwa Demokratycznego, do SD należał także inny członek BIP-u, wybitny historyk – Marceli Handelsman. Wydaje się, że w większości reprezentowali oni poglądy bliskie Kuli. Ponadto bohater niniejszego szkicu brał udział w tajnym nauczaniu w ramach konspiracyjnej Wolnej Wszechnicy Polskiej, kierowanej przez N. Gąsiorowską. Wykładał historię młodym ludziom, którzy związani byli z Batalionami Chłopskimi. Studia te organizowała, późniejsza profesor Uniwersytetu Łódzkiego – Helena Brodowska. Po latach W. Kula tak wspominał te spotkania:

Przyjeżdżali na zajęcia prosto z lasu. Byli radośni i szczęśliwi. Byli już wolni /.../ To przez nich wysunięty został projekt zbiorowego opracowania dziejów walk o społeczne i narodowe wyzwolenie na Podlasiu / każdy rozdział był czyjąś pracą seminaryjną /”9.

W czasie Powstania Warszawskiego bohater niniejszego szkicu przydzielony został najpierw do placówki radiowo-informacyjnej „Rafał”, a następnie po jej rozbiciu do innej o kryptonimie „Anna”. Prowadziły one wielostronną działalność informacyjną, propagandową i wydawniczą. Kula uczestniczył pracach tzw. patroli informacyjnych, które zbierały informacje od ludności i często docierały do pierwszej linii frontu10. Po klęsce dostał się do niemieckiego obozu jenieckiego w Gross-Born II D.

W lutym 1945 r. Niemcy pognali jeńców na zachód. Po długim marszu, angielskie czołgi wyzwoliły W. Kulę w Lubece. Jak można przypuszczać, nie miał dylematów – wracać czy pozostać poza krajem ? Decydowały względy zarówno rodzinne / w kraju pozostał mały syn – Marcin /, jak polityczne. Już po kilka dniach wraz z Aleksandrem Gieysztorem i Janem Dobraczyńskim postanowili uciec i wrócić do Polski. Po długiej wędrówce dotarli do kraju. Jak wspominał w cytowanej tu „Mojej edukacji sentymentalnej”: „Wróciliśmy już po okresie <>”11.

Po wojnie W. Kula związał się początkowo z Uniwersytetem Łódzkim. W latach 1945-1947 pracował jako adiunkt, a następnie jako docent, w Katedrze Historii Społeczno-Gospodarczej kierowanej przez N. Gąsiorowską. Pomagał w gromadzeniu zbiorów późniejszej biblioteki Instytutu Historii UŁ. Publikował na łamach wychodzących w Łodzi pism lewicowych – „Kuźnicy” i „Myśli Współczesnej”. Żywo uczestniczył w dokonującym się wówczas, w pierwszych latach powojennych procesie reorientacji polskiego dziejopisarstwa. Krytykował tradycyjną historiografię i jej kościec – historię polityczną12. Remedium na słabości przedwojennego dziejopisarstwa dostrzegał w otwarciu się historii na inne dziedziny wiedzy, przede wszystkim ekonomię i socjologię. W programowym artykule „Uwagi o historii gospodarczej” drukowanym w „Kuźnicy” W. Kula dostrzegał w tej dyscyplinie zarówno walory naukowe, jak i ideologiczne. W konkluzji pisał:



/.../ poprzez badanie dziejów społeczno-gospodarczych, osiągniemy i rewizję naszej historii politycznej, zrewidujemy całość obrazu naszej przeszłości. Nowa Polska będzie wtedy mogła zobaczyć, poznać, zrozumieć przeszłość nie w oparach legendy szlacheckiej. Możemy być pewni, że będzie umiała z niej również wyciągnąć odpowiednie nauki”13.

W 1947 r. W. Kula habilitował się na podstawie pracy „Wstęp metodyczny do badań nad rozwojem społeczno-gospodarczym Polski w XVI-XVIII wieku”. Miał wtedy 31 lat. W latach 1947-1948 przebywał na stypendium w Paryżu. Od 1949 r. W. Kula przeniósł się do Warszawy. Początkowo pracował jako docent, od 1950 r. profesor nadzwyczajny w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Uczestnik prowadzonego przez niego proseminarium Jan Kancewicz tak po latach wspominał te zajęcia:

Nie tylko podjętą problematyką, wskazaną bazą źródłową, metodologią, ale nawet całym zachowaniem Witold Kula bardzo różnił się od reszty profesury. Była ona z reguły liberalna i życzliwa / .../ jednakże większość dawnych profesorów częściej wracała na utarte szlaki i w nauce i w dydaktyce /.../U Witolda Kuli było inaczej. Przychodziło – a zwłaszcza zostawało – niezbyt wielu. Nie tylko pasjonatów, ale – i przede wszystkim – poszukujących nowych tematów i ujęć, nie tylko źródeł, ale i pytań /.../ I tu prof. Kula nam odpowiadał. Szerokością i nowością spojrzenia, stawianiem pytań, pokazywaniem sprzeczności, <>/.../ Kierował zespołem nie dostojnie prezydując, cierpliwie wysłuchując, jak gdzie indziej bywało, nudnego dukania. Siadał i wstawał, zabierał głos, przerywał czasami referentowi i dyskutantowi. Rzucał myśli jakby odbiegające od zasadniczego tematu, udzielał dodatkowych informacji. Uważał, że pracujemy razem jako zespół”14.

Przełom lat 40. i 50. stał się dla wielu polskich historyków, w tym także dla W. Kuli, rodzajem intelektualnego i etycznego wyzwania. Jako człowiek lewicy bohater niniejszego szkicu znalazł się w sytuacji szczególnej15. Zetknięcie się z coraz bardziej totalitarną komunistyczną rzeczywistością musiało zrodzić rozczarowanie. W życiu naukowym kończył się czas dyskusji, wszechwładnie zaczęły dominować radzieckie wzory instytucjonalne i metodologiczne. W. Kula poddał się wielokrotnie opisywanej zasadzie dwójmyślenia16. Świadectwem jego niezgody na totalitarny eksperyment stały się pisane do szuflady „Gusła”17. Jednocześnie w ówczesnej działalności historyka nie brak przykładów jednoznacznego, deklarowanego oficjalnie, poparcia dla polityki władz. Syn Marcin Kula zastanawiając się nad motywacjami, które wówczas na początku lat 50. kierowały ojcem zauważył:

Czy czuł się po prostu bezradny? Czy, jak w wypadku wielu ludzi jego postawa po prostu nie była koherentna ? Czy szukał sensu w bezsensie, by mimo wszystko ratować poczucie wewnętrznej koherencji ? Czy liczył, że cos dobrego z tego wszystkiego jednak wyniknie – jak ostatecznie wyniknęło z Rewolucji Francuskiej ? Czy może sądził, że trzeba niepowstrzymany proces historyczny zaakceptować, by coś ocalić ?”18

Pytania te można jak sądzę mnożyć. Dotykamy w tym miejscu problemu odpowiedzialności polskich historyków, nie tylko i z pewnością nie przede wszystkim W. Kuli, za stalinowskie zniewolenie polskiej historiografii. M. Kula, komentując zebranie Marksistowskiego Zrzeszenia Historyków z 1950 r. stawia tezę, że ówcześni historycy „/.../ nie zrozumieli, że nawet ewentualne słuszne postulaty metodologiczne w nowej epoce mogły się obrócić w swoje zaprzeczenie /mówiąc prościej w bezsens /”19. Wydaje się, że należałoby raczej napisać – nie chcieli zrozumieć. W ich świecie nie mieściły się inne intencje i inne motywacje, niż te, które kierowały nimi samymi. Kula reprezentował, jak sądzę, ten typ lewicowego intelektualisty o którym po latach Krystyna Kersten pisała, że: ”zamykał oczy i uszy, aby nie odbierać informacji o tym, co się dzieje w kraju, jak też używał całej potęgi swojego umysłu dla zbudowania gmachu racjonalizacji, akceptacji lub przynajmniej uległości wobec stanowionego porządku /.../ Motorem tych operacji nie był konformizm, oportunizm, choć w konsekwencji prowadziły one do takich postaw. Gra toczyła się o coś więcej niż wygoda życia, stawką była przynależność, ceną przegranej – bezdomność”20.

Niewątpliwie akceptacji dla nowej wiary nie da się sprowadzić do interpretacji monokauzalnej. Istotną rolę grały w tym kontekście różne czynniki, zarówno te, które wyrastały z „ducha epoki”, jak i te, które miały wymiar jednostkowy. Zaangażowanie polskich intelektualistów po stronie marksizmu, po stronie nowej władzy, tłumaczy się zwykle fascynacją heglowskim Duchem Dziejów i strachem przed marksistowską Koniecznością Historyczną21. Przypadek W. Kuli jest przypadkiem w pewnym sensie szczególnym, z trzech powodów. Po pierwsze, jego opowiedzenie się po stronie nowej, komunistycznej rzeczywistości nie było koniunkturalne, o czym świadczą choćby jego wypowiedzi z 1956 r. i późniejsze. Po drugie, było w pełni świadome, wyrastało poniekąd z doświadczeń lat 30. oraz wojny i okupacji. Po trzecie, łączyło się zarówno z akceptacją marksistowskiego światopoglądu, jak i metodologicznych dyrektyw materializmu historycznego. To wszystko nie znaczy, że dokonanemu wyborowi nie towarzyszyły dylematy. Korespondencja między Klaudiuszem i Lucjuszem jest tego najlepszym dowodem. Adam Michnik pisał swego czasu o „Gusłach”, że były one bez żadnej wątpliwości jednocześnie aktem oporu umysłu przeciw zniewoleniu, jak i dramatycznym zapisem bezradności tego umysłu22. Jerzy Jedlicki, uczeń Kuli, trafnie jak sądzę zauważył, nieco wbrew interpretacji Michnika, że autor „Guseł” jest i Lucjuszem i Klaudiuszem, „wciąż pyta: czy trzeba płacić wolnością za przekształcenia społeczne ? Przekształcenia, które Kula afirmował”23.

Konsekwencją wyboru dokonanego przez Kulę, mimo towarzyszących mu wątpliwości, było jego aktywne uczestnictwo w działaniach kojarzonych powszechnie ze stalinizacją polskiej historiografii. Mam na myśli zarówno jej wymiar instytucjonalny, jak i metodologiczny. W 1950 r. Kula podjął wykłady, w zorganizowanym na wzór radzieckiego Instytutu Czerwonej Profesury, Instytucie Kształcenia Kadr Naukowych przy KC PZPR – kuźni nowych kadr w służbie systemu. W tym samym roku, aktywnie włączył się w prace Marksistowskiego Zrzeszenia Historyków, mającego w zamierzeniu władzy, stać się na pewnym etapie budowania struktur nowej nauki, przeciwwagą dla Polskiego Towarzystwa Historycznego. Ponadto bohater niniejszego szkicu, uczestniczył w zebraniach Podsekcji Historii i Prehistorii w ramach przygotowań do I Kongresu Nauki Polskiej. Kongres ten w lipcu 1951 r., jak wiadomo, podjął decyzję o likwidacji Polskiej Akademii Umiejętności i Towarzystwa Naukowego Warszawskiego i utworzeniu Polskiej Akademii Nauk. Przewodniczącym Podsekcji został S. Arnold, kluczowe stanowisko referenta objęła Ż. Kormanowa. Warto jednak podkreślić, że niekiedy stanowisko Kuli odróżniało się od pomysłów najbardziej zagorzałych orędowników stalinizacji. W dyskusji nad referatem tej ostatniej, akceptując generalne cele referentki / „taktyka demaskowania oblicza ideologicznego” historiografii /, starał się bronić postaci i dorobku części badaczy przedwojennych, m. in. Marcelego Handelsmana i Franciszka Bujaka. W konkluzji swojego wystąpienia mówił:

Z referatu odnosi się wrażenie, że w piekle potępienia znaleźli się obok siebie historycy o bardzo różnych poglądach i różnym zabarwieniu, obowiązek nasz jest dużo trudniejszy, należy wyszukać pozytywne osiągnięcia w różnych szkołach, łatwiej jest stwierdzić, że ktoś był idealistą niż co było postępowe w jego pracach, tematyce”24.

Warto w tym miejscu wtrącić, jak jego ówczesne stanowisko oceniali historycy radzieccy ? W sprawozdaniu dla KC WKP/b/ z 1950 r., przedstawiano Kulę jako „bezpartyjnego profesora, który jeszcze całkowicie nie zerwał z burżuazyjną zachodnioeuropejską nauką”25. Podobnie radzieccy badacze spoglądali na postawy Tadeusza Manteuffla i Gerarda Labudy. Podkreślano, że gotowi są oni poprzeć następujące przemiany, zwracano uwagę na to, że „pragną iść z narodem”26. Oceny formułowane przez radzieckich historyków, były zapewne inspirowane przez informacje z kręgów polskich / Jakub Berman / i poniekąd odzwierciedlały dylematy polskiego kierownictwa partyjnego. Z jednej strony zatem, zwrócić należy uwagę, na pewną nieufność „radzieckich i polskich towarzyszy” w stosunku do reprezentantów tej części polskiego środowiska, z drugiej trzeba podnieść, że jedni i drudzy traktowali ich jako potencjalnych „poputczików”, których można będzie w przyszłości wykorzystać27.

Na przełomie 1951 i 1952 r. Kula wziął aktywny udział w Pierwszej Konferencji Metodologicznej Historyków Polskich. Trzykrotnie zabierał głos. Za pierwszym razem mówił specyficzności poznania historycznego. Tekst ten będący przede wszystkim rzeczową polemiką z idiografizmem, pozytywnie odróżniał się na tle innych wystąpień o charakterze metodologicznym28. Nie da się tego powiedzieć o dwóch kolejnych wystąpieniach Kuli. W tekście poświęconym kształtowaniu się kapitalizmu na ziemiach polskich, za Oskarem Lange, wychwalał znaczenie prac J. Stalina o językoznawstwie dowodząc, że „fakt, iż doniosłe wskazania naukowe, przejawy twórczego zastosowania i rozwijania marksizmu przychodzą do nauki od strony najwyższych czynników zorganizowanego ruchu robotniczego lub jego przywódców /.../ jest zjawiskiem prawidłowym i pięknym”29. W podobnym duchu utrzymana była wypowiedź na temat imperializmu, w której krytykował „szkodliwe, PPS-owskie, kosmopolityczne ujęcie tego okresu dziejów”30.

Jednocześnie Kula wzywał do kontynuacji metodologicznej przebudowy polskiego dziejopisarstwa. W jego ówczesnych wypowiedziach obok typowej dla tamtych lat retoryki, widoczny jest niepokój o autentyczność zadekretowanej przez władzę marksistowskiej przemiany większości historyków. W tekście podsumowującym obrady otwockie W. Kula zauważał:

Rozpowszechnianie się terminologii marksistowskiej w wypowiedziach historyków polskich stwarza niebezpieczeństwo powierzchownego, a nawet pozornego przyswajania marksizmu; w pewnych wypadkach nie wykluczona jest świadoma mimikra – próba przemycania starej treści zawoalowanej nową formą. Stawia to postulat specjalnie czujnej krytyki naukowej, która dziś nie będzie miała do czynienia z pracami jawnie reakcyjnymi, a więc łatwymi do zdemaskowania, twierdzeniami”31.

Czy autor tych słów nie zdawał sobie sprawy, jakim celom w realiach Polski stalinowskiej mogą służyć tego typu wypowiedzi ?

Jego aktywność w pierwszej połowie lat 50. nie ograniczyła się jedynie do uczestniczenia w oficjalnym życiu naukowym. W polu jego zainteresowań znalazła się także dydaktyka. W. Kula uczestniczył w przygotowaniu podręcznika pod redakcją Ż. Kormanowej - „Historia Polski 1864-1945”. Był on autorem rozdziału I „Rozwój kapitalizmu, okres przejścia do kapitalizmu monopolistycznego”32. Obok Kuli w zespole autorów znaleźli się także: Ż. Kormanowa, Tadeusz Daniszewski, Jan Kancewicz, Walentyna Najdus, Leon Grosfeld i Maria Turlejska. Lektura tego opracowania, w niewielkim stopniu dotyczy do rozdziału autorstwa Kuli, budzi dziś poczucie wstydu i zażenowania. Janusz Rulka nazwał go swego czasu „podręcznikiem hańby”33. Nie podzielając, dużej części ocen zawartych w tym artykule, nie ulega wątpliwości, że obecność W. Kuli w tym gronie autorskim chluby mu nie przyniosła34. Do dzisiaj, wspomniany podręcznik, obok opracowania Janiny Schoenbrenner i Gryzeldy Missalowej, funkcjonują w pamięci środowiska historyków jako modelowe przykłady stalinowskiej wykładni dziejów Polski.

W. Kula był jednym z organizatorów Instytutu Historii PAN. W skomplikowanej grze prowadzonej przez władze w sprawie obsady personalnej dyrekcji IH PAN jego nazwisko pojawiało się kilkakrotnie. Początkowo miał być kierownikiem Sekcji Historii Polski obejmującej lata 1795-1917. Po konferencji otwockiej, która jak wiadomo zakończyła się porażką grupy najbardziej dogmatycznych zwolenników stalinizacji, w dokumentach Wydziału Nauki i Szkolnictwa Wyższego zaproponowano jego osobę na stanowisko sekretarza naukowego IH PAN35. Funkcję tę Kula pełnił w latach 1953-1963. Ponadto od 1955 r. kierował Katedrą Historii Gospodarczej na Wydziale Ekonomicznym UW.

Rok 1956 oznaczał dla W. Kuli, podobnie jak dla większości środowiska historyków, cezurę niezwykle istotną, jedno z najważniejszych doświadczeń pokoleniowych. W „Kwartalniku Historycznym” opublikował tekst „W sprawie naszej polityki naukowej”36. W intencji autora miał on zapoczątkować w środowisku historyków szerszą dyskusję nad zjawiskiem stalinizmu w historiografii polskiej. Jakie były jego główne tezy ? Artykuł zawierał zarówno ocenę polityki naukowej państwa w latach 1945-1956, jak i postaw, które przyjmowała w tym czasie część środowiska historyków. Kula wyróżnił w nim trzy zasadnicze podokresy. Lata 1945-1948 wiązały się z odbudową warsztatów naukowych i pierwszymi, nieśmiałymi próbami ujęć marksistowskich. Drugi okres / 1949-1952 / Kula określił mianem „okresu <>. W jego opinii charakteryzował się on zaniechaniem poważnych dyskusji naukowych, ucieczką historyków w inne dziedziny badań, kryzysem fachowego czasopiśmiennictwa historycznego. Kulminacją tych złych zjawisk w obrębie nauki historycznej stał się I Kongres Nauki Polskiej. Wreszcie ostatni etap to lata 1953-1956. W opinii Kuli, porażka najbardziej dogmatycznych zwolenników stalinizacji, w trakcie obrad konferencji otwockiej, a następnie utworzenie IH PAN stanowiły początek prawdziwego przełomu. Była to jego zdaniem prawdziwa „pomoc Partii”, wyraz jej zaufania dla środowiska historyków37. W swoim referacie Kula opowiedział się wyraźnie za kontynuacją metodologicznej przebudowy polskiej historiografii, ale bez widocznego w minionych latach politycznego nadzoru. Zwracał uwagę na powierzchowność, schematyzm wielu dotychczasowych prac powołujących się na materializm historyczny i pisał: „Trudna metodologia marksistowska okazywała się niezmiernie łatwa. Wystarczało wykazać <> położenie chłopa, wystarczało powiedzieć parę słów o <>, wystarczało powiedzieć coś brzydkiego o stosunku do Polski któregoś z państw zachodnich w którymś tam wieku – aby uchodzić za marksistę”38.

W konkluzji zaś dodawał:

Walka o marksistowską historiografię w Polsce nie jest bynajmniej zakończona, jak to się wielu wydaje. Przeciwnie. Teraz właśnie stworzone zostały warunki podniesienia jej na znacznie wyższy poziom. Dla skuteczności tej walki musimy oczyścić pole ze wszystkiego, co naukę marksistowską dotąd krępowało, paczyło, nieraz kompromitowało”39.

Referat Kuli został poddany dyskusji na specjalnej naradzie w IH PAN, 26 czerwca 1956 r.40. Został on dobrze przyjęty przez środowisko. Poparcia jego tezom udzielili m. in.: Marian Małowist, A. Gieysztor, S. Kieniewicz, Stanisław Śreniowski i co ciekawe Ż. Kormanowa41.

Druga połowa lat 50. i lata 60. to bez wątpienia najbardziej twórczy okres w biografii naukowej W. Kuli. Jeszcze w 1956 r. ukazały się „Szkice o manufakturach w Polsce w XVIII w., t. 1-2. W 1958 r. wyszły drukiem rozrachunkowe „Rozważania o historii”. Ciekawe, że autor do końca wahał się czy dołączyć do nich wspomniane „Gusła”42. Szczęśliwie, W. Kula nie posłuchał rad przyjaciół i dzięki temu otrzymaliśmy kompletną, choć nie pozbawioną ingerencji cenzury, wersję jednego z najciekawszych świadectw dokumentujących kwestię rozliczeń polskiej inteligencji z okresem stalinowskim43. Książka miała kilkanaście, w zdecydowanej większości wielce przychylnych recenzji i do dzisiaj należy do najbardziej cenionych w polskiej literaturze powojennej „traktatów metodologicznych”44.

Praca została zauważono także na emigracji. Ukazały się jej dwie recenzje autorstwa Stefana Mękarskiego i Zbigniewa Jordana. Zwracano w nich uwagę, że książka jest rodzajem dokumentu pokazującego rozmiary zniewolenia historiografii w kraju45.

W latach następnych ujrzały światło dzienne, przez wielu uważane za najbardziej wartościowe w dorobku W. Kuli - „Teoria ekonomiczna ustroju feudalnego”/ 1962/ i „Problemy i metody historii gospodarczej” / 1963/. Szczególnie ta pierwsza, tłumaczona na kilka języków, zapewniła mu trwałe miejsce w literaturze światowej. Jej celem zasadniczym było „zrozumienie wewnętrznych zasad funkcjonowania swoistej historycznej całości jaką stanowił system folwarczno-pańszczyźniany w Polsce”46. Obok tego zagadnienia pojawia się inne, nie mniej istotne – problem przejścia od tego systemu do kapitalizmu. Zdaniem ucznia – Jacka Kochanowicza, zaproponowana przez Kulę koncepcja rozwijała się dwoma równoległymi torami. Pierwszy z nich to prowadzone ponad dwadzieścia lat badania nad polskimi manufakturami, drugi to studia nad historią gospodarczą jako odrębną dyscypliną badawczą i jej związkami z innymi naukami społecznymi. W opinii tego historyka novum podejścia zastosowanego przez Kulę polegało na połączeniu w tym dziele metody „empirycznego badania mikroekonomicznego” z „modelową analizą typu makro”47. Podobnie ujął to jeden z recenzentów, który napisał, że „Kula –ekonomista formułuje trafne pytania, na które odpowiada Kula-historyk”48.

W kolejnych latach W. Kula zapoczątkował i patronował badaniom nad strukturami społecznymi w Polsce, których podsumowaniem była książka „Przemiany społeczne w Królestwie Polskim 1815-1864” wydana w 1979 r. pod redakcją W. Kuli i Jadwigi Leskiewiczowej. Ta ostatnia w następujący sposób charakteryzowała ten pionierski na polskim gruncie program badawczy:

Punktem wyjściowym był dla nas problem rozpadu podziałów stanowych. Szukaliśmy więc odpowiedzi na pytania o wewnętrzne przemiany jakim ulegały feudalne stany, o siłę i trwałość stanowych więzi, o dziedziczenie czy też pokoleniowe zmiany pozycji społecznych”49.

Wcześniej ukazały się dwie inne ważne jego prace „Miary i ludzie” /1970/, studium z antropologicznie pojmowanej metrologii historycznej oraz obszerny wstęp do edycji „Listów emigrantów z Brazylii i Stanów Zjednoczonych 1890-1891” wydanych przez W. Kulę, Ninę Assorodobraj-Kulę i M. Kulę / 1973/. Na zbiór tej korespondencji W. Kula natknął się w archiwum jeszcze w czasie wojny. Kolekcja w większości spłonęła w Powstaniu Warszawskim. Uratowało się ok. 300 listów, które stały się podstawą wspomnianego wydawnictwa.

Od lat 60. Kula cieszył się coraz większym uznaniem poza granicami Polski. Aktywności twórczej towarzyszyły liczne podróże naukowe. W latach 1963-1964 i 1971-1972 Kula był wykładowcą w paryskiej École Pratique des Hautes Etudes, ponadto wykładał także we Włoszech, Szwajcarii i Czechosłowacji. Był współorganizatorem pierwszych kongresów historii gospodarczej, w latach 1968-1970 kierował Międzynarodowym Stowarzyszeniem Historii Gospodarczej, potem został jej honorowym przewodniczącym. Z czasem doceniono go także w kraju i w środowiskach polskich na emigracji – został najpierw członkiem korespondentem /1979/, a następnie członkiem rzeczywistym PAN / 1986 /. W 1974 r. otrzymał nagrodę im. A. Jurzykowskiego.

Lata 60. przynoszą znaczącą ewolucję jego poglądów politycznych. Coraz wyraźniejsze były związki W. Kuli z tzw. warszawską szkołą historyków idei, m. in. z Bronisławem Baczką, L. Kołakowskim. W. Kula uczestniczył w nieformalnym seminarium na którym spotykali się ówcześni „rewizjoniści”50. W 1965 r. wystąpił w obronie Seweryna Blumsztajna, którego zatrzymano w związku z „Listem otwartym” Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego. Jak twierdzą świadkowie, z tego punktu widzenia, przełomową rolę odegrały lata bezpośrednio przed marcem 1968 r. J. Kochanowicz wspominał:

Przez jakiś czas Kula wierzył, że jest szansa ewolucji ustroju, stworzenia <>. Wraz z odwrotem od październikowych swobód przychodziło rozczarowanie. Kiedy poznałem go w 1968 r., zasadniczy przełom miał już za sobą – zwątpił w reformę systemu”51.

Potwierdzają to zapiski w „Rozdziałkach”. W trakcie tzw. wydarzeń marcowych był z wykładami w Turynie. Skrócił pobyt i wrócił do kraju. Jego żona Nina Assorodobraj- Kula była jedną z sygnatariuszek listu partyjnych pracowników / m. in. Stefan Żółkiewski, Jerzy Szacki, Janina Zakrzewska, Bogusław Leśnodorski / do ministra Henryka Jabłońskiego, w którym protestowano przeciwko represjom wobec studentów. W listopadzie 1968 r. N. Assorodobraj-Kulę wyrzucono z partii i pozbawiono kierownictwa Katedry Historii Myśli Społecznej.

W połowie lat 70. postępująca choroba nie pozwoliła historykowi na aktywne uczestniczenie w życiu naukowym i publicznym. W sierpniu 1980 r. podpisał wraz z żoną „Apel 64”, będącym głosem popierającym żądania strajkujących robotników. W 1986 r. przeszedł na emeryturę. Zmarł 12 lutego 1988 r. w Warszawie.

II. Przejdę teraz do interpretacji Kulowskiej wizji historii / historiografii. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że wyrastała ona swoimi korzeniami ze sprzeciwu wobec tych sposobów uprawiania historiografii, które dominowały w Polsce w okresie międzywojennym. Dziejopisarstwa określanego mianem „tradycyjnego”, koncentrującego się wokół historii politycznej, operującej czasem linearnym, w swojej wymowie wyraźnie heroistycznym. Jak zauważył współczesny badacz – Wojciech Wrzosek, w poszukiwaniu „sprawcy” zdarzeń, z reguły stosowało ono perspektywę bezpośredniej antropomorfizacji52. Jego „herosem” był albo władca, polityk lub też „stylizowany na człowieka- antropomorfizowany <
>
: państwo, społeczeństwo czy lud”53. Kula świadomie odrzucał taki sposób rozumienia i uprawiania historii. W najbardziej ogólnym sensie, był on zwolennikiem historii modernistycznej odwołującej się do ducha scjentyzmu. W tym znaczeniu jego wizja historiografii korespondowała z takimi powojennymi nurtami jak: amerykańska nowa historia gospodarcza / R. W. Fogel, D. C. North/, socjologia historyczna / Ch. Tilly /, a przede wszystkim szkoła Annales z jej okresu Braudelowskiego54. Historiografia modernistyczna zaproponowała zupełnie inny ogląd rzeczywistości historycznej. Po pierwsze, według jej zwolenników wszystko jest godne historii: relacje człowiek – przyroda, gospodarka, życie codzienne, zjawiska społeczne, a także ludzkie wyobrażenia o świecie55. Owo nowe podejście do przedmiotu zainteresowania historiografii, w przypadku W. Kuli, znakomicie ilustruje na poły anegdotyczne wspomnienie Bronisława Baczki z czasów ich wspólnego pobytu na stypendium w Paryżu:

Przez sześć miesięcy mieszkaliśmy w tym samym pokoju. Kula pracował nad wagami i miarami, ja nad Rousseau i Oświeceniem, on najczęściej w Archiwach Narodowych, ja w Bibliotece Narodowej lub Arsenale. Spotykaliśmy się wieczorami, by porozmawiać /.../ Już nie pamiętam, który z nas wpadł na pomysł, żeby wspólnie napisać dzieło, które unaoczniłoby wielorakie wymiary elementarnego aktu społecznego. Jako, że jeden z nas /.../ zamierzał kupić buty, postanowiliśmy, że zakup ten stanie się naszym przykładem. <> - taki tytuł zamierzaliśmy nadać naszemu dziełu /.../ Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z prostym faktem społecznym, banalnym, powtarzającym się. Wybraliśmy imię Jan, by uwypuklić banalny charakter omawianego aktu. Gdybyśmy wybrali imię Zygmunt czy Filibert, nas bohater sytuowałby się już w innym kontekście kulturowym. Tym samym jednak staje się zrozumiałe, że nasz <> implikuje historię i hierarchię imion, popularnych bądź elitarnych. Jan kupuje, a więc nie wymienia jednej rzeczy na drugą – to skłoniło nas do pochylenia się nad faktem upieniężnienia wymiany. I wreszcie same buty: skąd ta potrzeba butów ? Przez wieki Janowie obywali się bez butów. Czy nas Jan kupuje pierwszą parę butów w swoim życiu ? Czy poszedł po nie boso ? Czy też funduje sobie nową parę butów, bardziej eleganckich ? Idźmy dalej: buty jako przedmiot ulegający modzie i oznaka prestiżu. Zastanawiałem się, kiedy Rousseau porzucił chodaki i zaczął na co dzień chodzić w butach... Następnie pojawia się kwestia rozmiaru wyrażonego w centymetrach lub calach – tu Kula był w swoim żywiole. Krótko mówiąc, byliśmy w samym sercu mikrohistorii wyobrażeń społecznych”56

Po drugie, historyk-modernista twierdzi, że społeczna aktywność ludzi musi być zrozumiana w jej całościowym wymiarze i w powiązaniu z innymi częściami składowymi. Historia jaką chciał uprawiać i uprawiał W. Kula była z definicji historią społeczną. W jednej z notatek z 1977 r. zebranych w „Rozdziałkach” pisał: "Człowiek rozwija się tylko w kontakcie z innymi ludźmi. Historia społeczeństwa to historia tych kontaktów. Ogromna większość z nich jest zinstytucjonalizowana. Historia społeczna to historia walki pomiędzy respektowaniem i kwestionowaniem tych instytucji"57.

Po trzecie wreszcie, historiografia modernistyczna odchodzi od perspektywy zdarzeniowej, czy też stara się inaczej owe zdarzenia interpretować. W centrum jej zainteresowania pozostają wydarzenia ponadjednostkowe, zjawiska i procesy masowe. Stąd też w twórczości W. Kuli nacisk położony został na badania takich fenomenów jak gospodarka folwarczno-pańszczyźniana, przemysł manufakturowy i zaczątki układu kapitalistycznego czy rola miar i wag w systemie wyobrażeń społecznych.

Kwestią niezwykle istotną przy analizowaniu wizji historii W. Kuli był jego stosunek do marksizmu. Odnosi się wrażenie, że dotychczasowi interpretatorzy dorobku historyka są w tym miejscu podzieleni. Część z nich, nie kwestionując związków Kuli z materializmem historycznym wskazuje na odrębność jego stanowiska na tle historiografii polskiej po 1945 r. Elżbieta Kaczyńska zauważyła:

/... należy plasować Kulę w nurcie historiografii marksistowskiej. Marksizm Witolda Kuli – cóż to jednak za marksizm ! /.../ Biorąc za punkt wyjścia jakieś uogólnienie, czy to o akumulacji, walce klas, wyjaśnianiu historii przy pomocy motywacji interesem klasowym, czy o prawidłowości procesu historycznego, Kula tak analizował takie uogólnienie i poddawał je takiej krytyce, że w końcu zasiewał więcej wątpliwości niż zaufania do klasyków. /.../ Wychodząc od marksistowskich koncepcji ustrojów społeczno-gospodarczych, Witold Kula w końcu udowadniał, jak bardzo gospodarka zależna jest od układów społecznych, od polityki i tradycji”58.

Podobnego zdania jest Janusz Żarnowski, podkreślając, że był to marksizm odrzucający dogmatyczną interpretację z „Krótkiego kursu”, ale przede wszystkim mający wielu wspólnego z brytyjską historiografią marksistowską lat 50. i 60. 59.

W tę stronę zmierzają także opinie Jacka Kochanowicza. W opinii tego badacza, w twórczości Kuli przez cały czas obecne było „<> podejście”60. Świadczą o tym stawiane pytania / charakter wielkich epok, mechanizmy przejścia /, jak i dobór wielu kategorii badawczych. Zdaniem Kochanowicza, wspomniane podejście „jest też widoczne w ostatniej jego wielkiej książce, w <>. Miary traktowane są w niej jako przedmiot walki klasowej”61. Jednocześnie, dodam na marginesie, była to książka mająca w założeniu zburzyć tradycyjne wyobrażenia o naukach pomocniczych historii, jako dyscyplinach koncentrujących się jedynie wokół kwestii warsztatowych.

W ostatnio opublikowanych pracach widać natomiast tendencję do marginalizacji tego problemu62. Np. w pracy Wojciecha Piaska dostrzec można dążenie do swego rodzaju „rozmycia” wpływów marksizmu na twórczość W. Kuli, poprzez umieszczenie ich w szerszej perspektywie antropologicznej. W takim kontekście, materializm historyczny traci niejako swoje cechy dystynktywne, odróżniające go do innych teorii historii, a staje się po prostu jedną z wielu przebrzmiałych i kulturowo skonsumowanych orientacji, w obrębie szeroko rozumianej humanistyki63. Wydaje się jednak, że w odniesieniu do dorobku W. Kuli jest to zabieg nieco ahistoryczny.

Na tym tle wyróżnia się stanowisko Anny Sosnowskiej. W jej opinii, marksizm pozostał najważniejszą inspiracją metodologiczną W. Kuli aż lat 60.64. Jednocześnie dostrzega ona znacząca ewolucję poglądów historyka, czy inaczej, przeplatanie się w jego interpretacji materializmu historycznego elementów „dogmatycznych” i „heretyckich”/ określenie moje – R.S./. Do tych pierwszych można zaliczyć m. in. widoczną w twórczości Kuli opcję na rzecz koncepcji uniwersalnego rozwoju, której symbolem była, dodajmy, tak właśnie rozumiana, teoria formacji społeczno-ekonomicznych. Dopiero w latach 60., zdaniem Sosnowskiej, odszedł od tej tezy na rzecz stwierdzenia o typowych i specyficznych cechach dróg rozwojowych w poszczególnych krajach65. Do elementów „heretyckich”, odróżniających podejście Kuli zarówno od klasycznego marksizmu, jak i jego bolszewickiej interpretacji, Sosnowska zalicza m. in. inne rozumienie przez autora „Problemów i metod historii gospodarczej” kategorii klasy. Kryterium przynależności do niej były jego zdaniem, nie stosunek do środków produkcji, ale poziom konsumpcji66.

Warto podkreślić, że Kula wielokrotnie, przy różnych okazjach deklarował się jako marksista, także po 1956 r., co szczególnie po październiku, nie należało wśród polskich historyków do zjawisk zbyt częstych67. Jednocześnie jego stosunek do materializmu historycznego, jak podkreślono w cytowanej literaturze przedmiotu, nawet w okresie stalinowskim, wyróżniał go na tle innych badaczy. Był to stosunek otwarty, krytyczny w wielu miejscach daleki od wszelkiej ortodoksji, rzec by można na poły „heretycki”. Już w 1947 r. w liście do Krystyny i Stanisława Śreniowskich W. Kula pisał: „To żeśmy nie przeżyli marksizmu nie znaczy, byśmy mogli go przyjmować dziś w formie sprzed lat 80-ciu”68.

Na czym zatem polegało zafascynowanie autora „Rozważań o historii” marksizmem ? Wydaje się, że można w tym kontekście wskazać na kilka kluczowych kwestii. Tym co niewątpliwie pociągało historyka w materialistycznym pojmowaniu dziejów to jego „naukowy kostium”. Marksizm, oferujący całościową, kompletną interpretację dziejów, perspektywę wyjaśniającą, odkrywający prawa i prawidłowości procesu historycznego dawał nadzieję na przezwyciężenie niedostatków dotychczasowego dziejopisarstwa z jego często naiwnym psychologizmem i poprzestawaniem jedynie na opisie historycznych zjawisk.

Innym ważnym atutem marksizmu było jego racjonalne przesłanie. Ślady tych rozterek odnaleźć można w „Rozdziałkach”. W nich to Kula zauważał:

"Historia jaka mnie pociągała, była to historia zmagań wielkich sił społecznych. Wyjaśnienie zjawisk przez <>" czy katar Napoleona po prostu śmieszyło nas. Dlaczego właśnie <<śmieszyło>> ? Wydawało się nam rzeczą oczywistą, że wielkie przemiany dziejowe nie mogą być tak absurdalnie wyjaśnialne. Że historia taka nie miałaby sensu. No, ale czy ona go ma ? Chyba nie..."69.

Kolejna kwestia to rola teorii w badaniu historycznym. Zdaniem Kuli, historia ateoretyczna to historia po prostu anachroniczna. Z tego punktu widzenia materializm historyczny dawał szansę na silniejsze niż do tej pory powiązanie teorii z praktyką dziejopisarską70. Oferował możliwości zastosowania analizy modelowej, przynosił ze sobą nowy aparat pojęciowy i nowe możliwości interpretacyjne. Dobrym potwierdzeniem tej tezy jest inny zapis w „Rozdziałkach”:

W praktyce w Polsce historycy / spod znaku Manteuffla czy Kormanowej / cenią tylko wnoszenie nowych faktów. O metodach, ich możliwej różnorodności, ograniczonej stosowalności etc. – wiedzą niewiele. Socjologowie /spod znaku Ossowskiego / cenią tylko metody, zapominając o tym czemu mają one służyć /.../ Potrzeby wprowadzenie porządku w morzu faktów nie odczuwają / dla każdego badanego faktu tworzą <> oddzielną /. Nowych idei porządkujących nie ceni nikt.”71.

Warto także zwrócić uwagę na wpływ reprezentowanej przez historyka specjalności badawczej na wybór towarzyszącej mu orientacji metodologicznej. Kula był przede wszystkim historykiem dziejów gospodarczych, czy społeczno-gospodarczych. Spoglądanie na przemiany dziejowe z punktu widzenia przeobrażeń w życiu ekonomicznym i ich różnorodnych powiązań z innymi sferami dziejowej rzeczywistości, siłą rzeczy potwierdzało przecież tezę klasyków marksizmu o determinującej, w ostatniej instancji, roli czynnika ekonomicznego. Wreszcie last but not least, Kulowska opcja na rzecz marksizmu wyrastała z przesłanek ideologicznych. Spoglądając, już od lat 30. na życie społeczne z lewicowej perspektywy, Kula, jak można przypuszczać, traktował marksizm jako wielką obietnicę zmiany społecznej, szansę na zbudowanie świata opartego na ideach sprawiedliwości, równości, tolerancji. Uwiodło go zatem, przecież nie jego jednego, humanistyczne przesłanie tej doktryny, zawarte w niej dążenie do wyzwolenia człowieka z towarzyszących mu ograniczeń.

Ma rację M. Kula, pisząc we wstępie do „Rozdziałków”, że jego ojciec był historykiem "sprzeciwiającym się stereotypowi przedstawiciela tego zawodu"72. Dowodzi tego zarówno jego bogaty i wielce różnorodny dorobek, jak i szeroko rozumiana postawa wobec przeszłości. W. Kula rozumiał historię w jej ścisłym związku z teraźniejszością, jako naukę żywo reagującą na wyzwania współczesności. Nieprzypadkowo w zapisie z 1958 r. zanotował: "teraźniejszość: główne źródło historyczne"73. Nie chciał być i nie był nigdy historykiem jednego tematu, jednej epoki, bliska, jak można sądzić była mu opinia, coraz mniej popularna w środowisku, że historykiem albo się jest w rozumieniu całości dziejów albo się nim nie jest. Poza tym, że profesjonalnie zajmował się historią był także wnikliwym obserwatorem otaczającej go rzeczywistości, obserwatorem, dodajmy, starającym się łączyć życzliwość spojrzenia z krytycyzmem. Widoczne jest to najbardziej wyraźnie na kartach „Rozdziałków”74. Znajdujemy tam refleksje stricte historyczne dotyczące np. rozumienia pojęcia feudalizmu i złośliwe komentarze formułowane po kolejnym posiedzeniu Biura Politycznego75.

Kula silnie uwypuklał rolę jaką wiedza historyczna pełni w społeczeństwie. Snując analogię z poezją, jej główne zadanie widział w "walce z zapomnieniem jako jednym z aspektów odmiennej walki przeciw śmierci"76. W zapisie uczynionym w 1961 r. w trakcie pobytu w Paryżu z aprobatą cytował wypowiedź wielkiego francuskiego historyka Fernanda Braudela:



"Człowiek to jest zwierzę, które sobie przypomina... Nie przypominać sobie to nie być, tak dla społeczeństwa, jak dla jednostki. Po cóż zamykać oczy w tych warunkach ? Wspomnienie jest materią niezbędną dla życia i nie zawsze materią bezwładną... A zaletą naszej /podkr. - W. K. / historii jest, że ona, w sposób nie pozbawiony wielkości / jest to jedna z cech cywilizacji europejskiej /, wprowadza element racjonalny w ten mechanizm i kontroluje zbiorową pamięć. Urząd celny i policja - takie są pierwsze i nie jedyne jej usługi... Czy to mało ?"77.

Protestował przeciwko historiografii uprawianej przez jak ich nazywał "zapełniaczy luk", pod jej adresem pisał złośliwie, "że tak dobrze nauczyła się odpowiadać na pytania, że zapomniała sztuki stawiania ich"78. Krytykował charakterystyczny dla części środowiska historycznego kult źródeł, polegający na tym, że w pracy podejmuje się tylko takie tematy, które można opracować na podstawie konkretnego, istniejącego zespołu archiwalnego. Preferował aktywną postawę historyka w stosunku do świadectw źródłowych, w tym kontekście wypowiadał nie aprobowaną bynajmniej powszechnie opinię, że źródła można znaleźć do każdego tematu. Jego zdaniem mitem było /jest ? / przekonanie żywione przez wielu badaczy, że w przypadku nauki historycznej będziemy kiedyś dysponowali skończonym, w pełni adekwatnym zasobem wiedzy, jak to sobie wyobrażali m.in. zwolennicy pozytywistycznej historiografii79. Sądził, że wiedza historyczna z natury rzeczy wymaga ciągłego rewidowania, aby była wiedzą żywą, pomocną w rozwiązywaniu problemów współczesności.

Z kart „Rozdziałków”, ale także poniekąd z innych prac Kuli, wyłania się zaniepokojenie autora ówczesną /dzisiejszą ? / kondycją nauki historycznej. Jego zdaniem historiografia, jak i cała kultura znalazła się w stadium głębokiego kryzysu. W krótkim zapisie z 1960 r. zatytułowanym "Dekadencja ?" W. Kula notował:

"Rozkład wszystkiego. Muzyka, której nie można słuchać, malarstwo, na które nie można patrzeć, literatura, której nie można czytać, poezja, która nikogo nie wzrusza, historia, która nie uczy życia, filozofia, która nie jest nad nim zadumą /.../ jak zaspokoić te potrzeby, które dotąd były zaspakajane przez wymienione dziedziny ? Bo te potrzeby chyba muszą i będą musiały być zaspokojone ? Zaczyna wyglądać na to, że historię zaczyna zastępować powieść historyczna, pamiętnik, względnie opis odkryć /częste zwłaszcza w archeologii/. A co zastąpi inne ?"80.

Obserwacja późniejszych losów nauki historycznej vide gwałtowny w latach 70. i 80. rozwój historiografii określanej mianem postmodernistycznej, rehabilitującej m. in. świat tzw. mikrohistorii, odwołującej się do formy powieści historycznej, w dużym stopniu potwierdził przewidywania W. Kuli.

W jednym z tekstów pisanych w połowie lat 70. w następujący sposób definiował swoją wizję historii:

Nie chcę historii-ucieczki, jakąkolwiek piękną krainą by była /.../ Nie chcę historii, uważającej się za sąd apelacyjny wyższej instancji /.../ nie chcę historii, której celem jest leczenie frustracji narodowej”81. Pisząc te słowa powoływał się na Petrarkę, Schillera, Miłosza, Monteskiusza, Norwida, Montaigne`a i Lévi-Straussa. Zauważmy, nie historyków, ale poetów, wielkich myślicieli, wybitnych świadków swoich czasów.

Spoglądając z takiej perspektywy, po raz kolejny niejako uciekał od historii zamkniętej na wyzwania współczesności, zastygłej w swoim kultywowaniu przeszłości jako wartości samej w sobie. W cytowanej „Mojej edukacji sentymentalnej”, opowiadał się za historią tłumaczącą świat, kwestionującą podziały, łączącą ludzi w ich dążeniu do zrozumienia przeszłości. Pisał o historyku – tłumaczu, „który przekłada wartości innych cywilizacji na nasz język”, świadomie dokonującym procesu imputacji kulturowej. Badaczu zawieszonym między dwoma światami, czyniącym „społeczeństwo świadomym swej własnej indywidualności”, ale także ukazującym ją jako zrozumiałą dla innych82.

III. Przywołane wyżej spostrzeżenia skłaniają do wniosku, że Witold Kula pozostaje zjawiskiem „osobnym” w polskiej historiografii po 1945 r. Reprezentowana przez niego formacja naukowa, nie mieściła się w tradycji historiograficznej Polski międzywojennej, z trudem także znajdowała dla siebie miejsce w rzeczywistości PRL-u. Zapiski pomieszczone w „Rozdziałkach” dają liczne dowody rozgoryczenia i braku zrozumienia jego sposobu uprawiania historii przez dużą część środowiska. Obserwację tę potwierdza także lektura pracy M. Kuli, Mimo wszystko… i cytowanej w niej korespondencji małżeństwa Kulów z gronem najbliższych przyjaciół i współpracowników. Podobnie jak wielu reprezentantom tego pokolenia, dane mu było przeżyć zafascynowanie marksizmem, zarówno jako propozycją teoretyczną, jak i projektem zmiany istniejącego świata. Kula nie miał chyba natury "homo politicusa", polityka interesowała go nie jako walka o władzę, zastanawiał się raczej nad motywami ludzkiego postępowania, próbując je na swój sposób racjonalizować.

Po 1956 r. w jego ocenach stricte politycznych czy ideologicznych, następowała znacząca zmiana. Górę brały nastroje rozczarowania, sceptycyzmu, historyk był coraz bardziej świadomy sztuczności i dekoracyjnego charakteru PRL-owskiej rzeczywistości. Z pasją śledził najprzeróżniejsze, towarzyszące jej paradoksy.



Współczesna lektura tekstów W. Kuli rodzi pytanie o aktualność metodologicznej refleksji autora. Wydaje się, że stan polskiej historiografii na początku nowego stulecia, uprawnia do stwierdzenia, że jego prowokująca środowisko wizja historii / historiografii, w dużym stopniu wciąż pozostaje w sferze nie zrealizowanych postulatów. Uwagę tę, można odnieść, z kilkoma wyjątkami, zarówno do historii gospodarczej, jak i do szeroko rozumianej refleksji teoretycznej nad przeszłością. W przypadku tej pierwszej, w praktyce dziejopisarskiej, w dalszym ciągu dominują postawy świadomie lub nie, separujące od siebie sferę gospodarki i kultury. Zaproponowane przez Kulę podejście antropologiczne, łączące świat materialny ze światem duchowym, wskazujące na rozliczne relacje między nimi, nie znalazło zbyt wielu kontynuatorów83.Podobnie rzecz się ma z zapoczątkowaną przez Kulę, specyficzną formą refleksji metodologicznej. Głęboko osadzonej w codziennej praktyce historyka, będącej zapisem różnych postaw wobec historii. Autor miał wyjątkową łatwość pisania o rzeczach trudnych, językiem precyzyjnym i zrozumiałym. Były to prace, z założenia, adresowane nie do wąskiego grona specjalistów, ale do wszystkich tych, dla których historia nie jest tylko przypadkowym zbiorem dat i nazwisk. Z tego punktu widzenia "Rozważania o historii" pozostają do dzisiaj wzorem takiego stylu tej refleksji, który można śmiało porównywać z wypowiedziami Marca Blocha czy Johanna Huizingi.
Nota bibliograficzna

M. Bajer, Blizny po ukąszeniu, Warszawa 2005; L. Blackwood, Kula Witold 1916-1988 /w:/ Encyclopedia of Historians and Historical Writing, London-Chicago 1999, t. I, s. 670; R. G. Colingwood, The Idea of History, London 1961; A. Czyżewski, Proces destalinizacji polskiej nauki historycznej w drugiej połowie lat 50. XX wieku, Warszawa 2007; Dziedzictwo Witolda Kuli, Warszawa 1990; J. Eisler, Marzec 1968. Geneza. Przebieg. Konsekwencje, Warszawa 1991; L. Gorizontow, „Metodołogiczeskij pierieworot” w polskoj istoriografii na rubieże 1940-1950-ch godow i sowietskije istoriki /w:/ W kręgu historii historiografii i polityki, /red./ A. Barszczewska-Krupa, S. Liszewski, W. Puś i inni, Łódź 1997, s. 103-128; M. Grochowska, Wyrusza okręt do Aleksandrii, „Gazeta Wyborcza” 19-20.II. 2000; M. Herling-Bianco, Jedno i wielokierunkowość rozwoju: przejście od feudalizmu do kapitalizmu Witolda Kuli /w:/ Interdyscyplinarne studia nad genezą kapitalizmu /red. / A. Czarnota i A. Zybertowicz, Toruń 1993, t. II, s. 39-54; M. Hirszowicz, Pułapki zaangażowania. Intelektualiści w służbie komunizmu, Warszawa 2001; E. Kaczyńska, Witold Kula /18 kwietnia 1916 – 12 lutego 1988/, „Kwartalnik Historyczny” 1989, nr 3; J. Kancewicz, Instytut Historyczny Uniwersytetu Warszawskiego w latach 1945-1948/1949 w oczach studenta. Fragmenty wspomnień /w:/ Księga pamiątkowa Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego 1930-2005, Warszawa 2005, s. 515-534; K. Kersten, Bezdomny intelektualista w poszukiwaniu ratunku /w:/ Taż, Pisma rozproszone /red./ T. Szarota i D. Libionka, Warszawa 2006; J. Kochanowicz, Historiografia gospodarcza / mps artykułu wygłoszonego na konferencji w Kazimierzu / 23-24.IX.1994 /; M. Kula, Dobrymi chęciami piekło wybrukowane. Refleksje nad Marksistowskim Zrzeszeniem Historyków /w:/ Społeczeństwo w dobie przemian wiek XIX i XX. Księga Jubileuszowa Profesor Anny Żarnowskiej, Warszawa 2003; Tenże, Mimo wszystko bliżej Paryża niż Moskwy. Książka o Francji, PRL i o nas historykach, Warszawa 2010; W. Kula, Rozdziałki, do druku podali Nina Assorodobraj-Kula i Marcin Kula Warszawa 1996 / tamże obszerna bibliografia dotycząca wspomnień o W. Kuli i omówień jego twórczości zestawiona przez M. Kulę s. 489-493/; Kula Witold /w:/ Sz. Brzeziński i K. Fudalej, Pracownicy naukowo-dydaktyczni Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego 1930-2010.Słownik biograficzny, Warszawa 2012, s. 68-69; G. Mazur, Biuro Informacji i Propagandy SZP-ZWZ-AK 1939-1945, Warszawa 1987; A. Mękarski, Między historiozofią a polityką. Historiografia Polski Ludowej w opiniach i komentarzach historyków i publicystów emigracyjnych 1945-1989, Warszawa 2011; A. Michnik, Z dziejów honoru w Polsce /wypisy więzienne / , Warszawa 1993; Nie marksizm mnie uwiódł. Z profesorem Jerzym Jedlickim z Instytutu Historii PAN rozmawia Magdalena Bajer, „Więź” 2004, nr 1; P. Pleskot, Intelektualni sąsiedzi. Kontakty historyków polskich ze środowiskiem „Annales” 1945-1989, Warszawa 2010; W. Piasek, Antropologizowanie historii. Studium metodologiczne twórczości Witolda Kuli, Poznań 2004; Tenże, Historia jako wiedza lokalna. „Antropologiczne przesunięcie” w badaniach nad historiografią PRL, Toruń 2011; A. Radomski, Kultura- tekst – historiografia, Lublin 1999; Z. Romek, Historycy radzieccy o historykach polskich. Uwagi o Zjeździe Wrocławskim / 1948/ i Konferencji Otwockiej / 1951/1952/, „Polska 1944/1945-1989. Studia i materiały” 1999, t. IV; Tenże, Cenzura a nauka historyczna w Polsce 1944-1970, Warszawa 2010; J. Rulka, Podręcznik hańby, „Wiadomości Historyczne” 1999, nr 5; T. P. Rutkowski, Nauki historyczne w Polsce 1944-1989. Zagadnienia polityczne i organizacyjne, Warszawa 2007; R. Sitek, Warszawska szkoła historii idei. Między historią a teraźniejszością, Warszawa 2000; J. Pomorski, Czy scjentyzm w historiografii końca XX wieku jest całkowicie passé ?, „Historyka” 2000, t. XXX; A. Sosnowska, Zrozumieć zacofanie. Spory historyków o Europę Wschodnią /1947-1994/, Warszawa 2004; R. Stobiecki, Dwugłos o historiograficznych kontaktach polsko-francuskich, „Kwartalnik Historyczny” 2012, R. CXIX, nr 3, s. 583-594; W. Wrzosek, Historia. Kultura. Metafora. Powstanie nieklasycznej historiografii, Wrocław 1995; K. Zamorski, Dziwna rzeczywistość. Wprowadzenie do ontologii historii, Kraków 2008; G. Zawistowski, Koncepcja historii gospodarczej w ujęciu Jerzego Topolskiego i Witolda Kuli. Studium porównawcze /w:/ Światooglądy historiograficzne /red./ J. Pomorski, Lublin 2002, s. 23-40; J. Żarnowski, Historia społeczna /w:/ Metamorfozy społeczne. Badania nad dziejami społeczeństwa polskiego XIX i XX wieku, /red./ Tenże, Warszawa 1997; Tenże, Historia społeczna. Metodologia – ewolucja – perspektywy, Warszawa 2011.



1 L. Blackwood, Kula Witold 1916-1988 /w:/ Encyclopedia of Historians and Historical Writing, London-Chicago 1999, t. I, s. 670.

2 Mam na myśli prace W. Piaska, A. Radomskiego czy G. Zawistowskiego. Zob. nota bibliograficzna na końcu tekstu.

3 W. Kula, Moja edukacja sentymentalna /w:/ Tenże, Wokół historii, Warszawa 1988, s. 455.

4 Tamże.

5 Warszawskie Środowisko Historyczne w XX wieku. Dziewięćdziesięciolecie Towarzystwa Miłośników Historii /red./ M. M. Drozdowski, H. Szwankowska, Warszawa 1997, s. 26.

6 W. Kula, Dziennik czasu okupacji. Do druku podali N. Assorodobraj-Kula i M. Kula, Warszawa 1994, s.10-11. Zob. także przypis autorstwa M. Kuli komentujący ten zapis, tamże, s. 51.

7 K. Śreniowska, Moje życie, s. 62 / mps. udostępniony mi łaskawie przez Autorkę /.

8 G. Mazur, Biuro Informacji i Propagandy SZP-ZWZ-AK 1939-1945, Warszawa 1987, s. 56.

9 W. Kula, Moja edukacja..., s. 459.

10 G. Mazur, Biuro..., s. 363.

11 Tamże, s. 461. Jak podał M. Kula w pierwszej drukowanej wersji / 1976 / słowa te zostały bez wiedzy i zgody autora wykreślone przez cenzurę, W. Kula, Dziennik..., s. 51.

12 Cytowana już K. Śreniowska w następujący sposób charakteryzuje pierwsze powojenne lata: „Po II wojnie znów dokonywano rozrachunku z przeszłością, a to wymaga nowych ujęć syntetycznych. Zaklinano się na marksizm-leninizm, jednakże wydaje mi się, że – w przeważającej liczbie prac historycznych – był to raczej szyld, deklaracja. W istocie chodziło o nadrobienie zaniedbań przedwojennej historiografii tj. zerwanie z <


  1   2


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna