Pretekstem do naszej rozmowy są wchodzący do kin „Bogowie. Oparta na faktach, filmowa opowieść o życiu prof



Pobieranie 24,94 Kb.
Data29.12.2017
Rozmiar24,94 Kb.

Kilka dni po premierze filmu „Bogowie” fabularyzowanego dokumentu, jak z uznaniem mówią o nim członkowie zespołu profesora Zbigniewa Religi, który w 1985 roku dokonał pierwszego w Polsce udanego przeszczepu serca – rozmawiamy z prof. Marianem Zembalą, dyrektorem Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu i bliskim współpracownikiem ikony polskiej kardiochirurgii.


Pretekstem do naszej rozmowy są wchodzący do kin „Bogowie”. Oparta na faktach, filmowa opowieść o życiu prof. Zbigniewa Religi, który blisko 30 lat temu dokonał pierwszego w Polsce udanego przeszczepu serca, została uznana najlepszym filmem tegorocznej edycji Festiwalu Filmowego w Gdyni, zdobywając najważniejsze wyróżnienie festiwalu – Złote Lwy. Zapytam najprościej jak się da: czy film się Panu podoba?

Tak ten film nie tylko wzrusza, ale - co ważniejsze - zmusza do głębszych przemyśleń i bardziej wnikliwych ocen tego wszystkiego, co się przed 30 latami działo w Zabrzu, na Śląsku, w naszym kraju. Co jeszcze ważniejsze: przypomina nieprzemijające wartości służenia Bliźnim. Myślę wiec, że jego przesłanie uporu i determinacji w dążeniu do celu, niepoddawania się trudnościom które były, są i będą chociaż inne, ma wartość dodatkową, aktualną także dzisiaj, daleko wykraczającą ponad medycynę.
Podczas pokazu przedpremierowego z Zabrzu powiedział Pan, że „Bogowie” to nie jest film, który powstał na faktach, ale fabularyzowany dokument. Czy oglądając film po raz pierwszy miał Pan wrażenie, że wydarzenia sprzed lat wracają? Czy takie dzieło, które zbiera tylko pochlebne opinie zarówno krytyków, jak i widzów, może stanowić dodatkowy motor napędowy do działania? A może jest jedynie dokumentem upamiętniającym postać prof. Religi i jego walkę najpierw o możliwość wykonania pierwszego w Polsce przeszczepu serca, a potem o to, by transplantacja została zwieńczony sukcesem?

Myślę, że wszystko razem wymaga odpowiedzi TAK, ponieważ jedno drugiego nie tylko nie wyklucza, ale wzajemnie uzupełnia. Pokazując postać przewodnika i mentora, Profesora Zbigniewa Religę, na kanwie ówczesnych zdarzeń i faktów, które miały miejsce przed 29 laty w Zabrzu i nieco wcześniej w Warszawie, Autorzy filmu zachowali od zapomnienia te zdarzenia i przypomnieli ich genezę i skutki.


Czy biorąc udział w takim przedsięwzięciu jak pierwszy w Polsce przeszczep serca, ma się w ogóle świadomość uczestniczenia w czymś niezwykle istotnym, wielkim, w czymś nie do przecenienia dla kardiochirurgii, transplantologii, wreszcie dla całej medycyny? Czy może taka refleksja pojawia się z czasem, a może w ogóle nie ma na nią miejsca?

Codzienność pracy lekarza wymaga dbałości o solidności w każdym dniu pracy - przecież sukces to nie udany jeden dzień w roku, tylko udany dzień, udany tydzień, udany miesiąc, udany rok; dopiero suma udanych dni, tygodni, miesięcy stanowi o prawdziwym sukcesie roku czy lat. Tak tez było w Zabrzu, kiedy od 15 sierpnia 1985 w nowym adaptowanym trochę z naszym bezpośrednim udziałem budynku rozpoczęliśmy nowoczesną kardiochirurgię w Zabrzu, na Śląsku, kardiochirurgię, której przedtem tak naprawdę nie było - w rozumieniu jej nowoczesności, jakości i skuteczności. Ten dobry standard ówczesnej zabrzańskiej kardiochirurgii to operacje wad wrodzonych u dzieci, które wówczas, w latach 1985-1987, wykonywał Profesor Religa i ja, operacje wad nabytych, które były specjalnością Religii, Bochenka i moją, choroby wieńcowe - Bochenka i głównie mój oraz bardzo wymagające operacje tętniaków aorty, w których to zabiegach Profesor Zbigniew Religa miał największe doświadczenie, wyniesione z USA, to on nas najbardziej wspierał w tamtym trudnym czasie.

Transplantacje serca były naszym marzeniem, ale bardzo konkretnym, bardzo zdeterminowanym w działaniu, dlatego byliśmy oporni na wszelkie przeciwności i utrudnienia i dlatego, w roku 1985, zaledwie w 3 miesiące od rozpoczęcia pracy Kliniki Kardiochirurgii w Zabrzu, rozpoczęliśmy ten ambitny, chociaż trudny program. Oczywiście, powodem marzeń był fakt, że nikt przed nami w Polsce transplantacji serca, płuc z powodzeniem nie przeprowadził - polscy chorzy nie mieli takiej możliwości leczenia. Trudno o większy o bardziej obiektywny a zarazem szlachetny sprawdzian samego siebie, zespołu, ośrodka i jego wiarygodności, nie medialnej, tylko medycznej ,organizacyjnej ale i etycznej.

Kiedy przeszczep serca można uznać za udany? Wówczas, kiedy pacjent, który ma nieodwracalnie uszkodzony narząd i stoi, a raczej leży, pod życiową ścianą w bliskości śmierci, opuszcza szpital, bedąc wydolny, na własnych nogach i powraca do rodziny, do aktywnego życia. Dziś, po prawie 30 latach zabrzańskiego doświadczenia, w tym 14 latach pracy w Klinice z Profesorem Zbigniewem Religą (1985-1999), prawie czterech z obecnymi profesorami: Andrzejem Bochenkiem czy Romualdem Cichoniem (1985-1988), w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu, w latach 1985-2014 wykonaliśmy łącznie około 1060 transplantacji serca u dorosłych i dzieci (najmłodszy pacjent miał zaledwie 6 miesięcy, najstarszy 73 lata), 110 transplantacji płuc, kilka jednoczasowych transplantacji serca i płuc. Mogę z satysfakcją powiedzieć, że zdecydowana większość z tych trudnych chorych żyje do dzisiaj, tak jak pan Marek Breguła, któremu jednoczasowo przeszczepiłem serce i płuca (był to pierwszy taki udany przeszczep serca w Polsce), który nie tylko dobrze się czuje, ale jest bardzo aktywny, pracuje zawodowo do dzisiaj. Te prawie trzydzieści lat to sukces moich współpracowników, takich znakomitych fachowców, jak koledzy kardiochirurdzy, anestezjolodzy, kardiolodzy: Roman Przybylski, Jerzy Pacholewicz, Szymon Pawlak, Krzysztof Filipiak, Jacek Wojarski, Tomasz Hrapkowicz, Bogdan Ryfinski, Piotr Knapik, Paweł Nadziakiewicz, Michał Zakliczynski, Zbigniew Kalarus, Lech Poloński, Jacek Białkowski, Mariusz Gąsior, Marek Gierlotka, Tomasz Kukulski .



Dlaczego wybrał Pan akurat kardiochirurgię? Czy był to świadomy, przemyślany wybór czy raczej impuls, który z czasem przeistoczył się w pasję, a może nawet misję?

Tak, byłem zafascynowany sukcesem doktora Christiana Barnarda z Kapszatadu (RPA), którego później osobiście poznałem, będąc już lekarzem. Miałem mocne rodzime wzory do naśladowania, wśród nich wybitne osobowości, takie jak prof. Wiktor Bross z Wrocławia i prof. Franciszek Kokot z Katowic. Wzorem dla mnie był także prof. Francis Hitchcock z Utrechtu (Holandia), uczeń i bliski współpracownik Christiana Barnarda z zespołu transplantacji serca, z którym pracowałem w Klinice Uniwersyteckiej w Utrechcie w Holandii (1980-1985) czy dr Steve Large z Uniwersytetu w Cambridge, mój bliski przyjaciel, kardiochirurg, transplantolog, który widział we mnie bardzo dobrego kardiochirurga, praktyka i naukowca, zakochanego w transplantologii i kardiochirurgii zarazem. Wreszcie, od roku 1985 najważniejszy w moim życiu zawodowym prof. Zbigniewa Religa.


To dla niego, odpowiadając na jego skromny list, zostawiłem Utrecht, wysoką i dobrze płatną pozycję specjalisty tamże. Nie mogłem po zaproszeniu takiej osoby nie spróbować sił w Zabrzu. Teraz ja otwieram drogę moim następcom w przekonaniu, że będą, muszą być lepszymi ode mnie transplantologami, kardiochirurgami, lepsi w nauce klinice; inaczej nie byłoby postępu. To taki najważniejszy, bo życiowy sprawdzian dla każdego z nas, nauczycieli akademickich. Działała także magia Zabrza, ówczesnego Wojewódzkiego Ośrodka Kardiologii, kierowanego przez wybitnego naukowca i klinicystę profesora Stanisława Pasyka. To on zaprosil do Zabrza prof. Religę, aby stworzył nowoczesną kardiochirurgię. Nie wszyscy wiedzą, że to właśnie Prof. S. Pasyk w Zabrzu, jako drugim ośrodku w Europie, po francuskiej Tuluzie, w roku 1985 rozpoczął nowoczesny i najbardziej skuteczny program leczenia zawału serca metodą angioplastyki wieńcowej, a nie jak dotąd słabo skutecznej trombolizy. Model ten w kolejnych latach został zastosowany w Opolu, dopiero po 10 latach w Katowicach, a dzisiaj jest standardem w całej Polsce. W rezultacie śmiertelność w zawale serca w naszym kraju jest na takim poziomie jak w Danii. To wielki i niezaprzeczalny sukces polskich kardiologów, powstały od początku właśnie w Zabrzu. Trzeci filar zabrzańskiej kardiologii to dr Lilly Goldstein, ówcześnie najwybitniejsza polska kardiolog, ekspert w zakresie wrodzonych wad serca u dzieci. W tej dziedzinie na Śląsku była „pustynia”, wyjątkowe, wieloletnie zaniedbania To właśnie ona pozostawiła prace na Uniwersytecie w Lewiden, Holandii; mieszkała z nami w szpitalu i stworzyła jedną z najnowocześniejszych kardiologii dzieci w kraju. Jej wybitnym uczniem jest dzisiaj Prof. jacek Bialkowski i Prof. Małgorzata Szkutnik, którzy kierują obecnie zabrzańską kardiologią dzieci z wrodzonymi wadami serca.

Takie były początki Zabrza, dzięki wielkim pionierom - trudno się było nie oprzeć szansie, jaką dawali nam, młodym i naszym jeszcze młodszym koleżankom i kolegom.



Czy od początku między Panem a prof. Religą była tzw. chemia? Czy w ogóle można o takowej mówić w zespole kardiochirurgicznym?

Mam nadzieję, ze prawdziwi chemicy się nie obrażą, jeżeli słowu chemia przydamy dodatkowe znacznie: zgodność celów i intencji. Tak, była zgodność celów i intencji w naszym działaniu, w całym naszym Zespole, tak silna, jak tylko można sobie wyobrazić. Może dzisiaj powiedzielibyśmy za silna, ponieważ byliśmy w naszych domach gośćmi, cale nasze życie w rytmie mierzonym dobą podporządkowane było szpitalowi i chorym. Myślę, że gdyby było wówczas inaczej, nie zdołalibyśmy pokonać tylu przeszkód One by nas pokonały i rozmiękczały, tak po ludzku, systematycznie i skutecznie zniechęcając do działania. Dzisiaj ta pasja jest także potrzebna, dzisiaj także jest i zawsze pozostanie chory jako najważniejszy - to pokłosie takiego myślenia; ale cała praca musi być zorganizowana, w całym obszarze, jak najlepiej, aby skupić się na jakości, wynikach wczesnych i odległych oraz dbaniu o rozwój.


Czy postać prof. Religi była/jest dla Pana w jakiś sposób inspirująca? Czy pracując razem wzajemnie się pozytywnie „nakręcaliście” czy może w zespole kardiochirurgicznym obowiązuje inny podział zadań?

Mentor, Przewodnik - takim był dla nas przez kilkanaście wspólnych lat i właściwe do śmierci takim dla nas pozostał prof. Zbigniew Religa. To nie truizm, to świadomy wybór „przewodnika stada”. Inspirował, wyznaczał zadania, ale też bardzo nas słuchał, był otwarty na lepsze rozwiązania. Staram się naśladować go w pracy z moim Zespołem, mam świadomość, że nie jest to proste. Jednak stale nad sobą pracuję, staram się, jest to doświadczenie tych prawie 30 lat i kompilacja moich zawodowych doświadczeń z wielu ośrodków zagranicznych i także wpływ oddziaływania samego Zespołu i Współpracowników, znakomitych zresztą. Fakt ze staliśmy się i jesteśmy jednym z najbardziej rozpoznawalnych i mających największe zaufanie ośrodków kardiologiczno-kardiochirurgicznych w kraju daje satysfakcję, ale i bardzo zobowiązuje - ale to już inny temat na inną rozmowę.


Jest Pan nie tylko dyrektorem Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, ale również konsultantem krajowym w dziedzinie kardiochirurgii i przewodniczącym Rady Naukowej przy Ministrze Zdrowia. Oprócz tego systematycznie Pan operuje i prowadzi zajęcia ze studentami. Do tego dochodzi mnóstwo zajęć niezwiązanych z piastowanymi oficjalnie stanowiskami. Jak udaje się Panu pogodzić wszystkie te obowiązki? Nie ma Pan wrażenia, że doba jest za krótka, tym bardziej, że jest jeszcze tyle do zrobienia?

Z rodzinnego domu, szkół wyniosłem poczucie, że tylko systematyczna i dobrze zorganizowana praca daje rezultaty; nawet chodząc na lekcje muzyki wiedziałem, że obok muzyki, która zawsze mi była i jest bliska, że chodzi o cos więcej - o umiejętność gospodarowania czasem. Potem Holendrzy i doświadczenie lat spędzonych w Holandii - nie spotkałem się z lepszą organizacją dnia pracy niż tam, podziwiam ich za to, zarówno w pracy klinicznej, jak i badawczej, mimo, iż pracowałem naukowo i klinicznie w Wielkiej Brytanii (Cambridge, Londyn), Niemczech (Aachen, Berlin), Francji (Paryż) Belgii (Leuven) czy USA (Nowy Jork, Boston). Najważniejsze, że dobrej organizacji pracy możemy się uczyć już dzisiaj u nas w kraju, tylko trzeba chcieć i to mocno. W medycynie klinicznej jest trochę trudniej, ale też trzeba, ponieważ do dobrze poukładanego dnia i wcześniej zaplanowanej dobry wkrada się niespodziewanie i wypiera wszystko inne pilny chory i nasz wcześniejszy plan się kończy - trzeba to akceptować i pamiętać, że za niewykonanie pozostałych spraw nikt nas nie rozgrzeszy ani ich nie wykona za nas. Dlatego każdy weekend, każdy urlop musi być pracowity i nie ma rady. Co pomaga? Wstawanie o godzinie przed 5 rano, wówczas chociaż przez godzinę dodatkowo mamy świeżą głowę i wiele możemy zrobić. Trudniej w nocy, po ciężkim pracowitym dniu, czasami kładąc się spać z niepokojem o losy trudnych chorych a przecież mamy w Zabrzu każdego dnia 10-11 operacji serca, rocznie prawie 2400 -to gigantyczny wysiłek całego Zespołu lekarskiego i pielęgniarskiego.


Jednym z celów Fundacji Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu jest popularyzacja idei transplantacji. Jakie zostały podjęte kroki, by zwiększyć świadomość – a co za tym idzie również liczbę – potencjalnych, przyszłych dawców organów? Czy ilość składanych oświadczeń woli rośnie? Czy prowadzone są statystki osób podpisujących oświadczenia? Czy dokonuje się więcej przeszczepów w porównaniu np. z rokiem 2008, kiedy powołano do życia ogólnopolski program Fundacji Śląskiego Centrum Chorób Serca „Tak dla transplantacji”?

Tak to bardzo potrzebne działanie wielokierunkowe, w ścisłej współpracy ze środowiskiem chorych po transplantacji. Dobrym przykładem jest animowany film edukacyjny, wymyślony i przygotowany przez dwie zdolne osoby z Zabrza, mgr B Król i Mgr Joanna Zembala-John, jakże potrzebny - cieszymy się i gratulujemy pomysłu i realizacji.


Dyrektorem Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu został Pan Profesor ponad 20 lat temu. Jakie najistotniejsze zmiany – Pana zdaniem – zaszły w tym czasie w ŚCCS? Czy osiągnął Pan cele, jakie sobie założył rozpoczynając kierowanie szpitalem.

Po ponad 20 latach dyrektorowania Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu (1993-obecnie) mam dodatkową satysfakcję ze z niewielkiego, kochanego, ale bardzo ciasnego szpitalika, jakim był obecny budynek A - zresztą nawet ten obiekt jest poddany gruntownej modernizacji i wygląda inaczej, nowocześniej. Dzisiaj Śląskie Centrum Chorób Serca to referencyjny w kraju, akademicki ośrodek, czyli miejsce, gdzie dzięki pracy i zaangażowaniu spełniają się marzenia moje, ale i bardzo wielu z nas. Misja szpitala „Ratować, nowocześnie leczyć, dawać nadzieję” jest realizowana z powodzeniem, a rozwój kadr klinicznych i badawczych przebiega bardzo intensywnie i cieszy. Dość powiedzieć, że to właśnie my stanowimy dzisiaj podporę naukową Wydziału Lekarsko-Dentystycznego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Zabrzu. Współpracujemy blisko z Fundacją Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, bardzo owocnie i w wielu projektach z Fundacją Rozwoju Kardiochirurgii, zwłaszcza w zakresie mechanicznego wspomagania niewydolnego serca. Współpracujemy także z Politechniką Śląską, cieszymy się bardzo, że jej ambitne władze z panem Rektorem Prof. Karbownikiem na czele tworzą nowe potrzebne i cenne obszary współpracy w zakresie informatyki, bioinżynierii, biostatystyki, nanomedycyny, telemedycyny i innych.


Obecnie zarządza Pan gigantyczną organizacją. W Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu, które poza działalnością kliniczną i naukową, realizuje również cele dydaktyczne, pracują tysiące ludzi. Gdzie tkwi tajemnica sukcesu zarządzania tak licznym zespołem i tak znakomitym szpitalem kardiologiczno-kardiochirurgicznym, który cieszy się uznaniem innych ośrodków nie tylko w kraju, ale i za granicą?

Udany rok to nic innego niż suma udanych dni, tygodni, miesięcy. Problem w tym, aby każdy dzień można było zaliczyć, włącznie z weekendem, nie tylko do pracowitych, ale i pożytecznych i udanych.


Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała: red. Agnieszka Moszczynska, Biuletyn Politechniki Śląskiej



©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna