Poniżej tygodniowy serwis informacyjny. Przygotowujemy omówienia, natomiast sposób dotarcia do pełnych tekstów wskazujemy poprzez systemem przypisów i aktywnych odsyłaczy



Pobieranie 4,28 Mb.
Strona8/10
Data24.02.2019
Rozmiar4,28 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   10

Z 4 pasażerów i 4 promilami - W Nowy Rok koszalińscy policjanci zatrzymali nietrzeźwego kierowcę, który miał w organizmie prawie 4 promile alkoholu. Mężczyzna wiózł 4 pasażerów. Policjanci zatrzymali wieczorem jadący ulicami Koszalina samochód osobowy marki Mercedes. Kierowca ewidentnie nie panował nad pojazdem. Auto poruszało się po drodze ”zygzakiem”. Policjanci sprawdzili stan trzeźwości kierującego. Z takim brakiem wyobraźni i odpowiedzialności dawno się nie spotkali. Wynik badania wskazał u mężczyzny prawie 4 promile alkoholu. Na dodatek chłopak wiózł czterech pasażerów, a żaden z nich nie widział w jego zachowaniu nic złego. Dwudziestoletni kierowca został zatrzymany. Za swój czyn odpowie przed sądem. Zgodnie z przepisami prawa za kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości grozi kara do 2 lat pozbawienia wolności.


Link do źródła: Komenda Główna Policji – „Pijana matka za kierownicą” - http://www.policja.pl/portal/pol/1/34390/Pijana_matka_za_kierownica.html oraz Komenda Główna Policji – „Pijany kierowca zasnął za kierownicą” - http://www.policja.pl/portal/pol/1/34366/Pijany_kierowca_zasnal_za_kierownica.html oraz „Gazeta Stołeczna” - „Tak pijany, że zasnął za kierownicą w czasie jazdy” - http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,95190,6111686,Tak_pijany__ze_zasnal_za_kierownica_w_czasie_jazdy.html oraz Komenda Główna Policji – „Z 4 pasażerów i 4 promilami” - http://www.policja.pl/portal/pol/1/34400/Z_4_pasazerow_i_4_promilami.html

PYTANIA I ODPOWIEDZI:
Odpowiadając na przesyłane do nas pytania, publikujemy odpowiedzi ekspertów, zespołów redakcyjnych, egzaminatorów, instruktorów, wykładowców itd. Opublikujemy także Państwa wypowiedzi.
Czekamy na pytania, komentarze i wypowiedzi

j.michasiewicz@grupaimage.com.pl lub news@grupaimage.com.pl

Kategorie:  » komunikacja miejska  » korki  
Kapitalny pomysł na korki

Pytanie Mariusz Lodziński: Twórca projektu napowietrznej kolejki weźmie udział w finale telewizyjnego show TVN-u "Kapitalny pomysł". I jak sam twierdzi, jest już blisko, by projekt swojego życia zrealizować. Olgierd Mikosza, inżynier i informatyk, który wiele lat spędził, pracując za Oceanem, chce w Opolu zbudować sieć napowietrznej kolei, która ma być alternatywa dla zakorkowanych ulic miasta. Blisko dwa lata temu przedstawił projekt prezydentowi Opola. Radni poparli pomysł, deklarując, że są za zbudowaniem takiej kolejki w Opolu. Jednak do tej pory nie udało się Mikoszy zgromadzić wystarczającej liczby inwestorów, by budowę rozpocząć. Projektowi poświęcił wszystko - sprzedał dom i przeprowadził się do Opola, gdzie znalazł największe zrozumienie. Teraz o pieniądze na swój projekt walczyć będzie 18 stycznia w telewizyjnym show w TVN-ie. Wierzy, że w tym roku przynajmniej pierwszy odcinek kolejki w Opolu powstanie. Mariusz Lodziński: Ze swoim projektem napowietrznej kolejki gondolowej trafił Pan do finału telewizyjnego show "Kapitalny pomysł". Jest Pan usatysfakcjonowany, czy liczy na jeszcze więcej?
(281-4)
Odpowiedź Olgierd Mikosza: Moim zdaniem to plan minimum. Oczywiście, ważne było samo pokazanie się w tym programie. Bardzo mnie ucieszyło także dobre przyjęcie przez jury, bo to przecież znane i uznane osoby w kraju, z dużym doświadczeniem i wiedzą. I na dobrą sprawę można by się tym zadowolić. Moim celem jest jednak wygranie tego programu i sądzę, że mamy na to duże szanse. Będziemy walczyć.
Pytanie Mariusz Lodziński: Podczas Pana prezentacji w TVN-ie wyłączyła się z rozmowy tylko jedna osoba z jury - Solange Olszewska. Ale już podczas dyskusji o zwycięzcy o Pana projekcie mówiła dobrze. Pozostali członkowie jury żartowali, że widzi w Pana gondolach konkurencję dla autobusów, które produkuje.
Odpowiedź Olgierd Mikosza: Sądzę, że pani Olszewska wyłączyła się bardziej przez przypadek, zanim zdążyłem przedstawić pomysł. Później, gdy przysłuchiwała się rozmowie, przekonała się do niego i rzeczywiście jej końcowa opinia była niezwykle pochlebna. Powiedziałbym nawet, że trudno o lepszą. Cieszę się, że do ekspertów przemówiły merytoryczne argumenty, bo na początku właściwie wszyscy podchodzili do tego sceptycznie. Ale przyzwyczaiłem się już do tego podczas rozmów o MISTERZE. Na początku zawsze ludzie podchodzą z niedowierzaniem, ale gdy posłuchają argumentów, zmieniają zdanie.

Pytanie Mariusz Lodziński: W podsumowaniu Pana prezentacji Zbigniew Niemczycki trafił w sedno, twierdząc, że największy problem dotyczący Pana projektu leży w ludzkiej mentalności.
Odpowiedź Olgierd Mikosza: Bo rzeczywiście, problem leży nie w możliwościach technicznych kolejki, ale właśnie w mentalności. I myślę, że te opinie powinny być teraz dużo bardziej przekonujące dla potencjalnych inwestorów niż wszystkie moje spotkania, które w tej sprawie odbyłem w ciągu ostatnich czterech lat. W jury programu znaleźli się przecież specjaliści od biznesu, którzy nie mogliby sobie pozwolić na mówienie bzdur, bo to uderzałoby w ich reputację. A wspólnie przyznali, że taki rodzaj transportu jak MISTER to przyszłość, której nie da się uniknąć.
Pytanie Mariusz Lodziński: Występ w tym programie był dla Pana trudny?
Odpowiedź Olgierd Mikosza: To było trudne i bynajmniej tego nie lekceważyłem. Podobnie jak nie lekceważyłem żadnych uczestników programu. Powiem szczerze, że do tej prezentacji przygotowywałem się prawie do pierwszej w nocy jeszcze w dniu nagrania. Analizowałem to jeszcze przez dwie godziny rano, a i tak wszystko diabli wzięli, bo przecież pytaniami przerywano mi wypowiedź i musiałem improwizować. Absolutnie też nie byłem pewny, że dotrę do finału. Więc cieszę się, że udało mi się przekonać do siebie jury.
Pytanie Mariusz Lodziński: Prowadzący program Marcin Meller podsumowując stwierdził, że nikt tak długo nie rozmawiał z ekspertami jak Pan. Ale w telewizji to było zaledwie kilka minut, podobnie jak w przypadku pozostałych uczestników programu.
Odpowiedź Olgierd Mikosza: To, co można było zobaczyć w telewizji, zostało mocno okrojone. W praktyce każdy z uczestników programu ma około 15 minut, ja rozmawiałem z jury 25 minut. Z mojego wystąpienia wycięto kilka ważnych stwierdzeń, jak przypuszczam zostawiono je zapewne na finał. Tłumaczyłem między innymi, że 50 km sieci MISTERA kosztuje około 800 mln zł, czyli tyle, ile kosztuje kilometr warszawskiego metra, a kolejka jest znacznie bardziej efektywna, jeżeli chodzi o liczbę przewiezionych pasażerów.
Pytanie Mariusz Lodziński: Finał programu za dwa tygodnie. Będzie się Pan jakoś szczególny przygotowywał?
Odpowiedź Olgierd Mikosza: Zrobię wszystko, by ten program wygrać, więc już się oczywiście do tego przygotowuję. Mam scenariusz, strategię i dokładnie wiem, co powiedzieć. Chcę jak najbardziej konkretnie przedstawić tak mocne argumenty, żebyśmy wygrali.
Pytanie Mariusz Lodziński: Ale bez względu na wynik finału może Pan mówić o sukcesie swojej kolejki.
Odpowiedź Olgierd Mikosza: Oceniając argumenty jury, twierdzę, że szanse na wygranie finału mamy bardzo duże. Znamy przecież projekty konkurentów finałowych i niezależnie od tego, jak one są twórcze i fajne, to jednak nie mają tego ekonomicznego, ekologicznego i społecznego wymiaru, jaki ma nasz projekt. Bo przecież fajne są nalepki na ściany dziecięcego pokoju, jakie proponuje jedna z finalistek, ale w skali światowej to błaha sprawa. A nasz projekt jest zupełnie inny. Przecież ponad miliard ludzi codziennie jeździ komunikacją miejską. Pod względem ekonomii i ekologii nic z naszym projektem nie może się równać. Ja nigdy nie ukrywałem, że celem nie jest zrobienie systemu w Opolu, chcę go budować na całym świecie. Opole natomiast będzie miało tę okazję, że będzie zawsze wymieniane jako to pierwsze miasto, które się na projekcie poznało i go zrealizowało.

Pytanie Mariusz Lodziński: Nie boi się Pan jednak, że 300 tys. zł, które może Pan otrzymać za wygranie programu, to kropla w morzu potrzeb kolejki gondolowej? Jury może więc zdecydować się przekazać je komuś, kto proponuje skromniejsze przedsięwzięcie, ale za te pieniądze zrealizuje je w stu procentach.
Odpowiedź Olgierd Mikosza: Patrząc w ten sposób, najlepiej będzie rozdać tysiącu ludzi po 100 zł, wtedy pomoże się jeszcze większej liczbie osób. Ale to nie rozwiąże żadnego problemu. I powiem szczerze, że już nawet nie te 300 tys. zł, ale sam fakt wygrania tego programu bardzo kolejce pomoże. To zamknie usta tym ustawicznym krytykom, tym niedowiarkom czy tym profesorom, którzy do tej pory MISTERA traktowali z pogardą. Bo to już nie będą tylko moje słowa, ale ludzi, którzy znają się na biznesie. A te 300 tys. zł wystarczyłoby nam, żeby zacząć budować testowy odcinek, tak by zaprezentować coś więcej niż tylko to, co pokazaliśmy na rynku w Opolu. Trzeba też pamiętać, że jest już szansa na dofinansowanie budowy odcinka z dotacji unijnych i pomocy finansowej Opola i Rzeszowa. Wygranie programu to przyśpieszy i cały proces uczyni nieodwracalnym.
Pytanie Mariusz Lodziński: Ma Pan wrażenie, że robi właśnie milowy krok w swojej kilkuletniej walce o zbudowanie napowietrznej kolei?
Odpowiedź Olgierd Mikosza: Sądzę, że wkrótce nastąpi przypieczętowanie tego, co po cichu w ostatnich tygodniach się działo. Myślę tu głównie o pomocy prezydenta Zembaczyńskiego. Dzięki niemu doszło w Opolu do spotkania z wiceministrem rozwoju regionalnego Januszem Mikułą, który przyznał, że mamy szanse na unijne dofinansowanie. Program będzie tylko dodatkowym impulsem i potwierdzeniem słuszności naszej drogi. Także dla prezydenta, który - jak wiem - wciąż jest mocno krytykowany za przychylność dla tego przedsięwzięcia. Podobne problemy ma prezydent Rzeszowa, który także chciałby u siebie taką kolejkę. Ten sukces jest także ich sukcesem. Bo ja występuję w programie, ale nie pojawiłbym się tam, gdyby nie grupa osób, które mnie od dawna wspierały. Prezydent Zembaczyński jest jedną z ważniejszych osób w tym gronie. Nie ukrywam, że wspaniałe jest to wrażenie, że wreszcie docieramy do celu.

Odpowiedzi udzielił: Olgierd Mikosza, inżynier i informatyk

Link do źródła: „Gazeta Wyborcza Opole” – Mariusz Lodziński: „Kolejka gondolowa kapitalnym pomysłem” - http://miasta.gazeta.pl/opole/1,35086,6113471,Kolejka_gondolowa_kapitalnym_pomyslem.html oraz „Gazeta Wyborcza Opole” – „Program „Kapitalny pomysł” - http://miasta.gazeta.pl/opole/1,35086,6113465,Program__Kapitalny_pomysl_.html oraz „Gazeta Wyborcza Opole” – „Kolejka gondolowa” - http://miasta.gazeta.pl/opole/1,35086,6113470,Kolejka_gondolowa.html oraz „Gazeta Wyborcza Opole” – Maciej Lodziński: „Kolejka gondolowa jednak powstanie?” - http://miasta.gazeta.pl/opole/1,35114,6092693,Kolejka_gondolowa_jednak_powstanie_.html


Kategorie:  » skrzyżowania  » rondo » organizacja ruchu drogowego  
O minirondach

Pytanie: Ważny element ruchu drogowego, który może ułatwić nam życie. Chodzi o małe, zgrabne rondo, z niewielką wyspą centralną, która przypomina bardziej leżącego policjanta. Bez żadnych klombów w środku i bez wysokich krawężników po bokach. Od biedy można na taką wyspę najechać, ale tylko wolno (dzięki czemu zagubiona ciężarówka czy autobus też bez problemu pokona takie skrzyżowanie). Rozwiązanie to nadaje się do zastosowania na wielu ruchliwych skrzyżowaniach, gdzie nie codziennie są ciężarówki i autobusy MZK. Wadą takich rond jest to, że dla początkującego kierowcy nie są łatwe do pokonania, ponieważ wymagają zdecydowanej jazdy. Zaleta? Wymuszają dynamiczne zachowanie kierowców, przyspieszając tym samym przepływ aut i rozładowując ruch. Bez większych nakładów i robót drogowych można by je zainstalować od zaraz w kilku punktach miasta. Moja propozycja – czytamy „Gazecie Wyborczej Toruń” wypowiedź Wiesława Lutowskiego - to na początek zmodernizować w ten sposób skrzyżowanie Grudziądzkiej z PCK, przy pl. ToMiTo. Nie potrzeba żadnych poważniejszych robót drogowych, poza przymocowaniem niewielkiej wysepki centralnej oraz przemalowaniem znaków poziomych. Razem ze zmianą oznakowania pionowego, całą operację można przeprowadzić w ciągu zaledwie kilku godzin (np. przez jeden wieczór), kosztem kilku tysięcy złotych, czyli - jak na tego typu inwestycję - prawie za darmo. Jeżeli rozwiązanie tam się sprawdzi, podobne minironda można zbudować w wielu punktach miasta, gdzie tworzą się lokalne zatory albo są problemy z włączaniem się do ruchu i gdzie jest na nie dość miejsca (np. przy zjeździe z mostu, na skrzyżowaniu Ślimaka Getyńskiego i Bulwaru Filadelfijskiego). Niezbyt duże ronda przydałyby się również m.in. na skrzyżowaniu Chełmińskiej z Długą oraz z Podgórną-Bema, czy też Grudziądzkiej z Legionów. Minironda bez sensu?
Odpowiedź: Po przeczytaniu artykułu Wiesława Lutowskiego stwierdzam, że koncepcja "minirondek" jest bezsensowna. Mają może uzasadnienie na skrzyżowaniach ulic osiedlowych, gdzie występuje jedynie ruch samochodów osobowych. Jednak kiedy muszą te minirondo przejechać samochody ciężarowe lub autobusy, to robi się problem. Bo jak ma przejechać takie minirondo 12-metrowy autobus, skoro ledwo mieści się tam auto osobowe? Żeby przejechać, musi "zaliczyć" po drodze kilka krawężników. Po kilku latach takie rondo nadaje się do kapitalnego remontu, nie wspominając już o uszkodzonych samochodach. Szczytem głupoty jest (wbrew temu co Pan pisze o MZD) przebudowa ulicy Mickiewicza, gdzie takie mikroskopijne rondko się pojawiło. Przed przebudową na remontowanym odcinku była ulica dwujezdniowa, a teraz kosztem jednej nitki jezdni zrobiono większe parkingi. Rozumiem, że potrzebujemy więcej miejsc parkingowych w centrum miasta, ale nie kosztem ruchu ulicznego! Teraz nie dosyć, że będzie tylko jedna jezdnia, to jeszcze superwąska. I tam mają wjeżdżać autobusy PKS, a potem przejeżdżać tym minirondem?! "Gratulacje" dla projektantów! Po przebudowie ta ulica będzie się nadawała prędzej na ścieżkę rowerową, niż na jezdnię dla samochodów. Tylko patrzeć, jak autobusy w kilka miesięcy to minirondko rozjadą!

Odpowiedzi udzielił: czytelnik „Gazety Wyborczej Toruń”

Link do źródła: „Gazeta Wyborcza Toruń” – „Teraz ruch należy do naszych czytelników” - http://miasta.gazeta.pl/torun/1,35576,6109473,Teraz_ruch_nalezy_do_naszych_czytelnikow.html oraz „Gazeta Wyborcza Toruń” – Wiesław Lutowski: „Wysłać drogowców za granicę. Niech się uczą” - http://miasta.gazeta.pl/torun/1,35576,6104120,Wyslac_drogowcow_za_granice__Niech_sie_ucza.html


Kategorie:  » wypadki drogowe  » warunki atmosferyczne » ofiary wypadków drogowych  
Kto odpowiada za wypadki na ulicach

Pytanie: Mamy zimę, „Gazeta Prawna” podjęła próbę odpowiedzi na pytanie: Kto odpowiada za nieszczęśliwe wypadki:

Odpowiedź: Właściciel musi usunąć śnieg i lód z chodnika wzdłuż swojej nieruchomości. Za pozbycie się śniegu i lodu z przystanków odpowiadają przedsiębiorcy je użytkujący. Poszkodowany przechodzień musi udowodnić winę odpowiedzialnego za odśnieżanie. Obowiązek uprzątnięcia i pozbycia się śniegu oraz lodu z dróg publicznych należy do zarządu drogi, czyli do tego, kto jest jej właścicielem. Na przykład właścicielem dróg krajowych (autostrad, dróg ekspresowych oraz międzynarodowych) jest Skarb Państwa. Natomiast drogi wojewódzkie, powiatowe i gminne należą do właściwego samorządu województwa lub gminy. Z kolei odśnieżaniem i usuwaniem lodu z dróg wewnętrznych muszą zajmować się zarządcy terenu, na którym są one położone. Chodzi tutaj o drogi na terenie osiedli mieszkaniowych, dojazdowych do obiektów, które użytkują podmioty gospodarcze, a także placów przed dworcami kolejowymi i autobusowymi. Natomiast ulice położone w ciągu tych dróg należą do tej samej kategorii co drogi. Obowiązek odśnieżania ich i odladzania ma ten sam podmiot, który zajmuje się utrzymaniem drogi. Ustawa z 21 marca 1985 r. o drogach publicznych (Dz. U. z 2007 r. nr 19, poz. 115 z późn. zm.) stanowi, że utrzymanie drogi oznacza także odśnieżanie jej i zwalczanie śliskości zimowej.

(281-7)
Link do źródła: „Gazeta Prawna” – Małgorzata Piasecka-Sobkiewicz, Paweł Jakubczak, Artur Radwan:„Zima: kto odpowiada za wypadki na ulicach” - http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/103990,zima_kto_odpowiada_za_wypadki_na_ulicach.html


Kategorie:  » pojazd  » bagażnik » bagaż  
Jak kupić boks dachowy

Pytanie: Jak kupić „trumnę”?

Odpowiedź: Na stronie INTERII.pl poznajemy kilka istotnych uwag niezbędnych nam przy zakupie boksu dachowego:

Przed zakupem: Boksy mają zróżnicowaną pojemność, jednak nie zawsze zakup największego z dostępnych jest dobrym rozwiązaniem. Do mniejszego boksu da się włożyć mniej pakunków, ale pozostanie możliwość zamontowania obok dodatkowego uchwytu np. na rower. Z kolei duże boksy pomieszczą przedmioty o większych gabarytach, np. namiot. Ważna jest jakość wykonania. Chodzi głównie o zawiasy unoszące pokrywę. W najtańszych bagażnikach podnośniki bywają marnej jakości i łatwo je uszkodzić podczas pakowania. Warto się również zastanowić, czy lepszy będzie boks uchylany jedno-, czy dwustronnie. Zaletą tego drugiego jest ułatwiony dostęp do bagażu z obu stron samochodu. Zanim kupimy boks, trzeba przymierzyć go do auta. Zwłaszcza, gdy mamy model pięciodrzwiowy. Zamontowanie zbyt długiego boksu może znacznie utrudnić dostęp do przedziału bagażowego w pojeździe (kłopoty z unoszeniem klapy). Co więcej, zdarza się, że boksy zasłaniają odbiornik sygnału GPS, na którym opiera się działanie nawigacji. Może też zajść konieczność odkręcenia anteny do radia.

Plusy i minusy: Jazda z boksem oprócz zalet ma i wady. Często okazuje się, że auto nie może wjechać na parking podziemny bądź do garażu. Samochód jest cięższy i mniej aerodynamiczny, co powoduje zwiększone zużycie paliwa. Zmienia się też środek ciężkości, co skutkuje innym zachowaniem auta na zakrętach. Z drugiej strony, ze względu na opływową konstrukcję boksów lepiej przewozić narty właśnie w nich. Same narty w uchwytach powodują większe zawirowania powietrza. Przed załadunkiem sprzętu umieśćmy go w pokrowcu. Ułatwi to pakowanie i rozpakowywanie nart oraz ochroni je przed porysowaniem.

Waga i sposób pakowania: Przed wypełnieniem bagażnika dachowego po brzegi trzeba zwrócić uwagę na kwestię jego ładowności oraz nośności dachu naszego samochodu. Nośność dachu auta jest zapisana w instrukcji obsługi. Trudno jest uśrednić tę wartości, ponieważ każdy model pojazdu różni się pod tym względem. Wielu właścicieli aut nie ma pewności co do wagi sprzętu, jaki może zapakować na dach auta. Tymczasem za bezpieczną dla samochodów osobowych przyjęło się określać wartość ok. 70 kg (ok. 90 kg dla minivanów i aut terenowych). Oczywiście musimy pamiętać, że do masy bagażu należy doliczyć masę samego bagażnika. Małej wielkości boksy ważą przeważnie około 11 kg, te większe - 17-26 kg. W firmach zajmujących się sprzedażą boksów przyjmuje się, że sprzęt narciarski dla jednej osoby ma masę ok. 15 kg. My zważyliśmy dwa zestawy nart i butów oraz deskę snowboardową. Dodatkowo uwzględniliśmy wagę ubrań. Narty ważyły 6,7 oraz 9,4 kg, buty narciarskie - 4,5 i 5 kg, deska snowboardowa - 5,7 kg, kask - 1 kg, ubranie snowboardowe 3 kg, narciarskie 3 i 4,5 kg. W sumie zestaw dla trzech osób ważył niecałe 43 kg. Producenci boksów dachowych zalecają, by najcięższe przedmioty układać pośrodku bagażnika. Z przodu i z tyłu te lżejsze. Dobrze jest dokupić dodatkowe pasy mocujące (od 20 zł), które zapobiegną przesuwaniu się ładunku.

Montaż - belki i boks: Długość belek do montażu boksu powinna być dopasowana do szerokości auta, by stawiały powietrzu jak najmniejszy opór. Systemów mocowań belek i boksów jest wiele (najwygodniejsze są te działające na zasadzie zatrzasków). Boks otwierany z jednej strony trzeba zamontować bliżej prawej krawędzi dachu, otwierany dwustronnie - pośrodku

Wypożyczanie i przechowywanie: Wypożyczalnie boksów dachowych działają przeważnie przy firmach handlujących podobnym sprzętem. Ceny zaczynają się od 10 zł za dobę, przy czym w wielu przypadkach okres wynajmu to minimum cztery dni. Konieczne jest również wpłacenie kaucji od 500 zł w górę. Wypożyczymy niestety tylko sam bagażnik, belki montażowe trzeba mieć własne. Przechowywanie boksu jest kłopotliwe ze względu na jego gabaryty. Najlepsze rozwiązanie to umieszczenie go pod sufitem w garażu, na specjalnych taśmach. Taki uchwyt można wykonać samodzielnie lub kupić gotowy za ok. 70 zł.

Link do źródła: INTERIA.pl – „Jak kupować „trumnę” - http://motoryzacja.interia.pl/hity_dnia/news/6-zasad-zakupu-boksu,1236252,415


Kategorie:  » działalność gospodarcza  » pojazd służbowy » podatki  
Wydatki na pojazd we własnej firmie

Pytanie: Jako przedsiębiorca wykorzystuję do działalności samochód osobowy na podstawie tzw. kilometrówki. Czy mogę go wpisać do ewidencji środków trwałych, by wliczać w koszty wydatki w pełnej wysokości? Czy powinienem jako datę nabycia wpisać datę zakupu?

Odpowiedź: Tak. Od strony formalnej nie ma przeszkód dla wykonania takiej operacji. Wystarczy, że wpisze pan ten samochód do ewidencji środków trwałych i rozpocznie jego amortyzację. Trzeba przy tym tylko pamiętać, że nie ma podstaw do skrócenia amortyzacji z tytułu zaliczenia do środków trwałych używanego samochodu, jeśli kupił go pan (wówczas prywatnie) jako samochód nowy, gdyż kryterium używalności spełnione być musi przed zakupem. Oznacza to, że choć jako wartość początkową przyjmie pan aktualną wartość samochodu, amortyzacja powinna być rozłożona na 60 rat miesięcznych. Poza amortyzacją będzie pan mógł wliczać w koszty wszelkie wydatki na samochód. Podatnik prowadzący ewidencję środków trwałych jest zobowiązany podać w niej datę nabycia środka trwałego lub wartości niematerialnych albo prawnych. Niekoniecznie musi to być data równoznaczna z wpisem do ewidencji, czy tym bardziej z datą przyjęcia do używania. Datą nabycia jest zazwyczaj data figurująca na fakturze, rachunku albo umowie cywilnej, przenoszącej prawo do środka trwałego na podatnika, który zamierza prowadzić amortyzację. Szczególnie istotne znaczenie ma data nabycia w przypadku, gdy podatnik decyduje się na zakwalifikowanie do składników majątku firmy rzeczy nabyte dużo wcześniej, zwłaszcza gdy samo nabycie nie było jeszcze bezpośrednio związane z działalnością. Dzięki temu bowiem można ustalić, czy podatnik dokonał w sposób właściwy określenia wartości początkowej środka trwałego.

Pytanie: Wykorzystuję do działalności gospodarczej samochód moich rodziców. Czy mogę wliczać w koszty jego amortyzację?

Odpowiedź: Nie. Amortyzować w koszty można tylko taki środek trwały, który stanowi własność podatnika (ujęty jest w jego ewidencji środków trwałych). W opisywanym przypadku taki użyczony samochód można rozliczać w koszty tylko za pośrednictwem tzw. kilometrówki, prowadząc przy tym ewidencję przebiegu pojazdu. I to nawet wówczas, gdy pojazd ten jest na wyłączność przekazany w użytkowanie. By ten stan rzeczy zmienić, rodzice musieliby panu podarować lub sprzedać samochód. Wówczas mógłby pan wpisać go do ewidencji środków trwałych i amortyzować, jak każdy inny środek trwały.

Link do źródła: „Gazeta Prawna” – Edyta Dobrowolska: „Jak we własnej firmie wliczyć w koszty wydatki na samochód” - http://mojafirma.infor.pl/podatki/porady/92512,Jak%20we%20własnej%20firmie%20wliczać%20w%20koszty%20wydatki%20na%20samochód.html

OGŁOSZENIA/OFETY/PARTNERZY





1   2   3   4   5   6   7   8   9   10


©operacji.org 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna