Polscy stygmatyk Stefan Gwiazda Gadomskie to kilkanaście chałup wśród łąk. Stefan Gwiazda



Pobieranie 129 Kb.
Strona1/2
Data06.01.2018
Rozmiar129 Kb.
  1   2

Polscy stygmatycy

Stygmatyk Stefan Gwiazda

Gadomskie to kilkanaście chałup wśród łąk. Stefan Gwiazda jeszcze przed wojną skończył trzy klasy, potem pracował w polu. W 1990 r. grabił siano, gdy starsza pani poprosiła o kawałek chleba po chwili jej nie było. Nie był przesadnie religijny, ale pomyślał: Matka Boża.



Dariusz Gwiazda, syn: „Ciężko było zrozumieć, sąsiedzi też nie chcieli wierzyć. Zresztą tata sam sobie nie wierzył”. Były jednak kolejne widzenia. Z Polski zaczęli przyjeżdżać ludzie, nawet po trzydzieści autokarów, choć czasem wyzywano ich od Jehowych.

Ksiądz Zdzisław Mikołajczyk, proboszcz: „Powiedziano mi, że coś tam jest, więc spotkałem się z Gwiazdą. «Chyba u ciebie troszeczkę nie w porządku z głową. Daj spokój, rodzinę masz, ośmieszysz się». „Zawsze był posłuszny księdzu, ale nie wtedy. Sześć lat więc tam nie jeździłem. Biskup też sugerował, żeby dać spokój. Przeszkadzałem w budowie kościoła, który Gwiazda stawiał”. Dlatego w papierach stało, że to budynek prywatny.

Powstał dzięki księdzu Romanowi Hoppe z Kanady, który przyjechał na wieść o objawieniach i został na stałe: „Czasem mur jakby sam rósł, chyba aniołowie budowali”. Konsekrował go nowy biskup, który uważał, że „gdzie są ludzie, tam powinien być ksiądz”. Do klasztoru, jak chciała Matka Boża, sprowadziły się siostry kapucynki. Gwiazda często skarżył się na ból w dłoniach. W 1995 r. pojawiły się rany.



Syn: „Zobaczyłem strugę cieknącą z ręki. «Skaleczyłeś się?». «W nocy tak się stało»”. Niebawem krew pojawiała się też na stopach i boku. Robił okłady ale sączyła się cały czas. W piątki obficie, tracił wówczas przytomność. Potem zastygała w strupy. Bolało, lecz nie próbował leczyć: Zakładał tylko rękawiczki bez palców, a do butów o dwa numery za dużych kładł gazę. Proboszcz nie był ciekaw ran („nie chciałem wnikać, nie chciałem wierzyć”), choć stygmaty oglądali wikariusze z parafii.

Ksiądz Hoppe: „Jednej studentce, która sobie kpiła, krew buchnęła na twarz jak z fontanny woda”.

Świadkowie: „Gdy pojechał do Rzymu, krew strasznie ciekła. Pachniało, jakby róż było nie wiadomo ile. Podczas objawień mówił obcymi językami, komunikant sam pojawiał się na języku. Całą mszę świętą czytał, nawet słowa nie zmienił, a przecież nie umiał czytać. Krzyżyk dawał całować, ale jak ktoś był niegodny to Jezus odwracał się od niego. Kolano miał strzaskane, jednak klękał na oba. Pieniądze w sposób cudowny znajdował. Był pokorny: pozwolił zrobić tylko jedno zdjęcie „ran”.

Syn: „Miał wrzody na żołądku, zrosty na płucach, kamienie nerkowe, zawroty głowy, duszności w nocy po podwórku chodził, by powietrza złapać. Dwa lata temu przeszedł w Ostrołęce operację żołądka. Widział, że rany znikają, więc chciał do domu. Zmarł dwa dni później. Zostało troszeczkę strupka na jednej ręce na znak i czerwona plamka”.





Kościół filialny pw. Miłosierdzia Bożego w GADOMSKICH - Wykrot, (Siostry Kapucynki)

Na terenie parafii w miejscowości Gadomskie (Wykrot) w roku 1993 staraniem ks. Zdzisława Mikołajczyka przy pomocy finansowej ks. Romana Hoppe z Kanady wybudowano klasztor i kościół pw. Miłosierdzia Bożego. Kościół konsekrowany 11.07.1999 r. przez Biskupa łomżyńskiego S. Stefanka.


Inicjatorem tej budowli był stygmatyk Stefan Gwiazda.

Stygmatyczka Wanda Boniszewska


ŚWIADEK MILCZĄCY. Wanda Boniszewska (1907-2003)
Siostra Wanda Boniszewska obdarzona została przez Boga wieloma szczególnymi darami, a ten rys jej osobowości jest wyraźnie czytelny. Szanowała każdego człowieka bez względu na to kim on był, bo Bóg go szanuje i kocha. Chyba szczególnie rozumiała słowa Chrystusa: "Coście uczynili jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili". Na swoich, jakże słabych fizycznie ramionach, w swoim mizernym fizycznie ciele, nosiła przez całe długie, bardzo długie życie, cierpienie Chrystusa, (stygmaty) by braciom najmniejszym ulżyć, by pomóc im do zbawienia (...)

Henryk Kardynał Gulbinowicz Acybiskup Metropoluita Wrocławski



Życiorys Wandy Boniszewskiej - Stygmatyczki

Trzy siostry Boniszewskiej wstąpiły do zgromadzenia ona też chciała. Wybrała siostry od aniołów. W 1934 r. , w Pryciunach pod Wilnem usłyszała, że jej „życie będzie na krzyżu” tak pojawiły się stygmaty. Jedna z sióstr, Rozalia, przykładała do ran płótna sześć razy złożone, jednak i tak przesiąkały: „Widziałam, jak w czasie przeżyć z rąk i nóg krew żywo tryskała. Płynęła z oczu i często z głowy”. Otwierała się też rana na prawym boku, prawe ramię miała starte do krwi, a tułów, pokryty szramami. Mówią, że brała na siebie choroby innych (po uratowaniu kapłana przed powieszeniem miała, na szyi powróz), lewitowała podczas modlitwy, znała przyszłość, miesiącami nie jadała...

Zgromadzenie nie, traktowało tego poważnie, i Siostry odnosiły się z rezerwą, matka przełożona radziła modlić się o cofnięcie ran. Nie posłuchała.

Sykstus Gajdel, dolorysta: „W 1942 r. , w obawie przed aresztowaniami Wandzia zabrała mnie saniami do Pryciun. Wieczorami siadywaliśmy na oszklonej werandzie. Sama chciała rozmawiać na temat cierpienia. Bez przerwy zaciągała sweter: rękaw trzymała w zaciśniętej dłoni, ale kilka razy sam zjechał. Widziałem blizny czerwone, zbolałe. Pamiętam, że w Wielki Piątek był popłoch, bo prawie umierała, a w Wielką Sobotę pierwsza biegła do jadalni”.

W 1948 r. proboszczem w niedalekich Bujwidzach został ksiądz Jan Pryszmont, emerytowany profesor Akademii Teologii Katolickiej: przyjeżdżał odprawiać msze dla sióstr, które nie wyjechały do Polski. Ma szafkę wypełnioną dokumentami, w tym wykaligrafowany dzienniczek siostry Wandy i zapiski jej spowiednika, choć wiele zakopano w słoju pod drewutnią dziś nie do znalezienia. Zachowało się zdjęcie postaci w kitlu badającej siostrę z bandażami na rękach. Do Wilna wysyłano także jej krew, ale lekarze niewiele rozumieli znaleźli gruźlicę (dlatego komunię świętą przyjmowała ostatnia, nie jadała w refektarzu) i proponowali odmę. Podejrzewano też żylaki, nerwicę, psychozę na krzyż, nieznaną chorobę.

W 1944 r. trafiła do przytułku dla nieuleczalnie chorych. W latach 1950 1956 (stygmaty pojawiały się już nieregularnie) siedziała w więzieniu w Wierchnij Uralu, gdzie kopano ją, bito, rażono prądem i drwiono: „Ot i święta, kuglarka”, „Wyleczyć was nie potrafi żadna medycyna”. W 1958 r., po repatriacji, skierowano ja do szpitala psychiatrycznego, a do akt dołączono fotografię rąk z podpisem: „Przejaw szarlatanerii”.



W 1980 r. sama pisała: „Sześć lat nie było oznak, tylko rana boku i głowy pozostały ból także”. W 1988 r. zamieszkała w domu zgromadzenia w Konstancinie: o przeszłości milczano, ale siostry zauważyły na dłoniach małe ślady.

   Rok wydania 2004
Wiosną 2003 roku, w 25-lecie Pontyfikatu Ojca Świętego, po 95 latach odeszła od nas Siostra Wanda Boniszewska, stygmatyczka ze Zgromadzenia Sióstr od Aniołów. Była to niewiasta wybrana, która została obdarzona niezwykłymi darami Bożymi a o których dowiadujemy się dopiero po jej śmierci. Ta niezwykła charyzmatyczka, żyła w ukryciu. O jej stygmatach wiedzieli tylko nieliczni. W książce zebrano i opisano wiele faktów i zdarzeń jakie miały miejsce za życia s. Wandy. Źródłem tej pracy był dziennik siostry w którym odnotowywała także kierowane do niej słowa Chrystusa.
Książkę wydano za zgodą Władz Kościelnych Kurii Metropolitarnej Warszawskiej pod koniec roku 2003.

Katarzyna Szymon - Stygmatyczka

Za to Katarzyna Szymon stygmaty pokazywała chętnie. Otrzymała je w Wielki Post 1946 r. Pracowała jako sprzątaczka, w latach 80, osiadła w Kostuchnie pod Katowicami: trzeba wejść po stromych schodach, w pokoiku święte obrazy i figurki, stary tapczan. Przyjmowała tu tysiące osób: wiele się nawracało, dlatego wzywał ją UB. Wszyscy nazywali ją Katarzynką.

Ojciec Tymoteusz Hułas, paulin z Jasnej Góry: „Ktoś poprosił, żeby pokazała nogi, bo jest niewiernym Tomaszem. Nie mogła zdjąć pończoch, bo przyschły do strupów. Rana była, mięso czerwone. Aż przykro patrzeć". Do tego grube strupy na rękach, z których krew wychodziła kroplami. Czasem wytryskiwała na kilka centymetrów, co widział sekretarz prymasa Wyszyńskiego. Z oczu szły krwawe łzy (proszono, żeby ich nie zmywała dlatego zdjęcia tak poruszają). Ludzie całowali rany i dostawali bandaże, które potem w tramwajach pachniały "piękniej niż róże". Zmarła w 1986 r.

Anna Cybulska z Konstancina trzyma chustę z głowy z czerwonymi plamkami: "moja relikwia, chociaż wycięłam z niej już dwa fragmenty". Kierowca, który woził Katarzynkę, zostawił na pamiątkę zakrwawiony samochód.

Dla Stefana Budzyńskiego, który o Katarzynce napisał książkę, o niechęci Kościoła zaważyły właśnie błędy teologiczne, prymitywizm śląskiej gwary przedsoborowy model religijności. Mimo setek świadectw, proces beatyfikacyjny nie rusza. Ale biskup interesował się tym przypadkiem: powołana przez niego komisja uznała, że rany to wynik histerii na tle rozbudzonej wyobraźni religijnej. Nawet profesorowi Franciszkowi Kokotowi, nefrologowi ze Śląskiej Akademii Medycznej, który wtedy utrzymywał, że cud, dziś wygląda na to, iż Katarzynka rany zadawała sobie sama. Ale jeszcze w dniu pogrzebu krwawiły, więc wzywano zdumionych lekarzy.



 

 Zapach miłości

Tylko wobec ran św. Franciszka z Asyżu nikt nie miał wątpliwości, choć co mogła rzec średniowieczna medycyna? Później wielu stygmatyków podejrzewano o ataki histerii, katalepsji, konwulsji, chociaż w przeciwieństwie do chorych w ekstazach zawsze zachowują świadomość. Badały ich liczne komisje. Ojcu Pio wkładano palce w rany i plombowano opatrunkami z pieczęciami, aby mieć pewność, że ich nie rozdrapuje.

Wraca pytanie o cel: czy człowiek chce zdobyć uznanie, czy przeżyć treść związaną z ranami stąd różnica między siostrą Wandą i Katarzynką. W San Giovani Rotondo powstał ogromny szpital na pustkowiu. Może właśnie dlatego Ojciec Pio miał stygmaty?.




  1   2


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna