Podejmujemy katechezy, które dotyczą liturgii, wprowadzają w lepsze przeżywanie I ąowocniejsze korzystanie z liturgii



Pobieranie 17,31 Kb.
Data18.06.2018
Rozmiar17,31 Kb.



Bp Zbigniew Kiernikowski

Liturgia – dziełem Boga w nas
Katecheza liturgiczna wygłoszona 26 września 2004 r. w katedrze siedleckiej


Liturgia sprawowana jest na chwałę Boga. Ale dokonuje się to na tyle, na ile pozwalamy Bogu przemieniać swoje życie. Dlatego istotne jest, aby korzystać z liturgii - ze słów, gestów, znaków, postaw - aby Bogu dawać więcej miejsca, przyznać Mu więcej racji, a nie po to, by się spełniły moje oczekiwania.

Tak więc choć w liturgii uczestniczymy w sposób aktywny: działamy, mówimy, śpiewamy, to jest ona przede wszystkim dziełem Boga w nas. Oczywiście pod warunkiem, że Mu na to pozwolimy - jeśli zechcemy, aby On miał coraz więcej racji, aby mógł coraz bardziej realizować to, co uzna dla nas za dobre.

Zwycięstwo Boga w człowieku


Dla „starego” człowieka, a więc tego, który chce żyć dla siebie, liturgia jest poniekąd niebezpieczna. Następuje tu bowiem zderzenie, konfrontacja tego wszystkiego, co Bóg chce dla mnie i ze mną uczynić, z tym, czego ja chcę dla siebie, co mnie wydaje się dobre. Dlatego dla człowieka świadomego, czym jest liturgia i co w niej się staje, jej celebrowanie łączy się z wielkim trudem. Można też powiedzieć, że jeszcze większym wysiłkiem jest liturgia dla Pana Boga – Tego, który w Jezusie Chrystusie tak dalece się zmęczył, że spoczął, oddał ducha i dał się złożyć do grobu. Jednak musiało się to dokonać, by okazała się nowa moc.

Podobny proces musi dokonać się w nas - konfrontację starego człowieka z nowym musimy przeżywać tak długo, aż zobaczymy, że stary człowiek umiera i jest składany do grobu. Z tego zmagania wychodzi więc pokonanym w swoim starym myśleniu, ale też w tym momencie dokonuje tryumf Boga we mnie - Bóg we mnie zwycięża, ja zwyciężam w Bogu. Właśnie to zwycięstwo jest owocem liturgii.


Zrób Mu miejsce


Przygotowanie do, by swojego starego człowieka składać do grobu, dokonuje się w Liturgii Słowa. Jak słyszeliśmy w dzisiejszej Jutrzni: Pan Bóg tchnie swojego ducha, daje nowe serce - zabiera serce kamienne, a daje serce z ciała. Właśnie to wymaga przyzwolenia na to, by On mógł tego dokonać. Bóg jest mocen dokonać zmiany sposobu myślenia ale tylko w tym, kto jest gotów zaryzykować i pozwolić Mu na to, by mógł coś zabrał. Pan Bóg nie może ci nic dać, dopóki nie odbierze ci czegoś, co jest tylko twoje, bo w twoim życiu, w twoim sercu, w twoim myśleniu nie ma miejsca na Jego nowy dar! Podstawowy błąd w naszych modlitwach i w podchodzeniu do liturgii polega na tym, że w swym życiu mamy już mniej więcej wszystko poukładane według własnych schematów, albo już wiemy, jak to życie powinno wyglądać. Czegoś brakuje i chcemy tylko, by Pan Bóg niejako uzupełnił ów brak. Domagamy się by Pan Bóg - obrazowo mówiąc - położył na nasz tort większą, czy mniejszą wisienkę… To błąd. To cały tort naszego życia jest zepsuty. I żeby nie wiem, ile dekoracji na nim położyć, i tak jako całość nie da się zjeść, bo jest kwaśny, gorzki czy zgniły. Myślisz, że gdy Pan Bóg da ci coś, czego od Niego się domagasz, to wszystko będzie dobrze? W niczym ci to nie pomoże, bo twoje serce jest zepsute…

Bóg, który leczy


Liturgia Słowa jest tym przedziwnym dialogiem Boga z człowiekiem, w którym Bóg przychodzi do człowieka, by go uleczyć. Mówi mu: stary Adamie, stara Ewo – ty, który masz w sobie grzech, odwieczny błąd, bo sięgnąłeś po owoc poznania dobra i zła - z tego powodu cierpisz i innych przyprawiasz o cierpienie – przychodzę do ciebie, by w tobie dokonać procesu, który sam najpierw dla ciebie przeżyłem i by ciebie wprowadzić w to samo doświadczenie.

W Jezusie Chrystusie Bóg stał się człowiekiem – jednym z nas, żeby w naszym ziemskim życiu przeżyć to, że Bóg Ojciec ma rację wtedy, gdy Syn umiera, by się okazało w zmartwychwstaniu, że Ojciec daje mu życie. Wszystko inne, co zrobił Jezus, nie miałoby znaczenia, gdyby nie umarł i nie zmartwychwstał. On tego nie potrzebował dla siebie, ale przeżył przed nami, byśmy mieli odwagę pójść za Nim. Umierania i powstawania z martwych.

Często zdarza się, że dziecko nie chce połknąć lekarstwa, bojąc się, że jest gorzkie. Wtedy matka połyka tabletkę czy syrop przed dzieckiem, by przekonać je, że to nic strasznego. Można też sobie wyobrazić, że gdy ktoś się boi poważnej operacji i nie ma zaufania do lekarza, znajduje się przyjaciel, który mówi: ja się najpierw poddam operacji, byś ty, mój przyjacielu, uwierzył, że ta operacja jest dobra i że doprowadzi cię do zdrowia.

Jezus jest Tym, który poddał się „operacji wymiany serca”. Nie potrzebował, ale poddał się temu na naszych oczach, został publicznie ukrzyżowany jak złoczyńca, aby objawić, że Bóg się nad Nim. To jest bardzo istotne: jeśli tego nie zaakceptujemy, to przychodzenie do kościoła z intencją, która często sprowadza się do tego, by prosić jedynie o utwierdzenie się w swoich racjach, będzie wymuszaniem na Nim, by umocnił we mnie starego człowieka.

Co się zatem dzieje w Liturgii Słowa? Ma ona charakter dialogu: Bóg mówi do człowieka, człowiek odpowiada. Liturgia Słowa nie polega zatem na tym, że to my przychodzimy do kościoła, by Panu Bogu coś powiedzieć, ale jest słuchaniem tego, co Bóg mówi do nas. Ta liturgia spełnia się wówczas, gdy człowiek jest gotów słuchać słowa Boga. A Słowo Boga ma moc: staje się to, co Bóg mówi. Tak jest od początku: tak stało się wszelkie stworzenie, tak się stała cała historia zbawienia – Bóg powoływał ludzi i przez nich dokonywał różnych wydarzeń, które przygotowywały to największe wydarzenie, jakim jest Jezus Chrystus.

Maryja – Matką Liturgii


Liturgię najlepiej rozumie Maryja, Matka Kościoła. To bowiem, co w Niej się stało, jest szczytem i dopełnieniem Liturgii. Gdy stanął przez Nią anioł Gabriel i obwieścił jej, co Bóg chce z Nią i przez Nią uczynić, Ona opowiedziała: „Niech mi się stanie według Twego słowa”. Scena Zwiastowania stanowi najkrótszy i najpełniejszy schemat liturgii. Maryja nie stawiała warunków – ona słuchała...

Niektórzy niepokoją się, że biskup siedlecki mało mówi o Matce Bożej. Może mówię mało o sprawach zewnętrznych, o różnego rodzaju formach kultu czy pobożności maryjnej, bo to jest dość mocno obecne w życiu naszej diecezji. Pokazuję natomiast – i to bardzo często – kim jest Maryja jako Matka Jezusa, Matka Kościoła i Matka Liturgii. Nie chodzi bowiem o jakiś kult czy pobożność, które byłyby paralelne, czy zastępcze w stosunku do Misterium Jezusa Chrystusa, lecz o to, by z Jej postawy uczyć się aktywnie przyjmować Obecność Bożą. To w Niej spełniła się cała Liturgia, gdy powiedziała: Ja nie znam męża, nie mam mocy. Oto jest Niepokalane Poczęcie: „Ja jestem niczym, ale skoro Ty mówisz, że ma się to stać, niech się stanie; jestem Twoją Służebnicą.”

W Liturgii Słowa pod wpływem słowa Bożego poczyna się we mnie coś nowego: już nie ja wiem, co dla mnie dobre, i chcę, by Pan Bóg to spełnił, ale słucham, czego chce ode mnie Pan Bóg i pozwalam, by On we mnie wszystkiego dokonywał. Maryja była pierwszą, która potrafiła tak jemu odpowiedzieć.

Zostało to wspaniale zilustrowane w głównym witrażu katedry siedleckiej: Maryja stoi z uniesionymi rękoma, z otwartymi dłońmi – poddana Bogu, mówiąca tym gestem: „Nie mam niczego dla siebie, nie mam nic do stracenia, bo wszystko oddałam”. Tymczasem my niejednokrotnie traktujemy liturgię jako swoisty przetarg, w którym jak najmniejszym kosztem chcemy zyskać jak najwięcej dla siebie z tego, co uważamy za dobre dla nas . To my mamy obraz swojej doskonałości itp. Wówczas uczestnicząc w liturgii, chcemy wiele zarobić, nie tracąc nic ze swego. Przychodzimy do kościoła z naszymi planami, listą życzeń wobec Pana Boga, bo dobrze wiemy, co Pan Bóg powinien dla nas zrobić i czego nie chcemy stracić. Wtedy niemożliwe jest uczynienie gestu Maryi, która „poddaje się” Bogu.

Bardzo mocno podkreślam ten moment. Jeśli pod wpływem liturgii w naszym życiu, w naszym sercu nie zacznie się coś dziać, nie będzie miało sensu nasze uczestniczenie nawet w najwspanialszych ceremoniach. Mogą śpiewać trzy chóry, prezbiterium może wypełniać asysta, możemy tonąć w dymie kadzideł – na nic się to nie zda, jeśli w nas nie będzie tej postawy: - Oto jestem - ja, który nie wiem, co jest dobre, a co złe. -Mów, Panie, bo Cię słucha Twój sługa, Twoja służebnica i niech się stanie wszystko, czego Ty chcesz.

Maryja mogła stać w poddaniu, z otwartymi dłońmi. Nasze ręce są zbrudzone, zaciśnięte, uzbrojone różnymi narzędziami służącymi nam do obrony siebie, bo jesteśmy ludźmi podległymi grzechowi. Ale jeśli przychodzimy na liturgię, to patrząc na Maryję i Jezusa Chrystusa uczymy się otwierać i mówić: Panie Boże, niech się dzieje w moim życiu wola Twoja.

Maryja, Służebnica Tajemnic Bożych, Matka Liturgii pierwowzorem i wezwaniem, abyśmy słuchając słowa Bożego byli poddani Bogu i godzili się na to, by umierał w nas stary człowiek, a mógł zmartwychwstać nowy.

Opr.AW






©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna