Pod obcą L WŁasną przemocą andrzej paczkowski sowieckie represje wobec polakóW



Pobieranie 177,44 Kb.
Strona1/3
Data31.10.2017
Rozmiar177,44 Kb.
  1   2   3

polacy POD OBCĄ l WŁASNĄ PRZEMOCĄ ANDRZEJ PACZKOWSKI

SOWIECKIE REPRESJE WOBEC POLAKÓW

Polacy byli prześladowani jak wszystkie inne narody, chociaż twórcą sowieckiego aparatu terroru był Polak, Feliks Dzierżyński, a w organach represji (WCzk, OGPU, NKWD) pracowało na wszystkich szczeblach wielu polskich komuni­stów. Represje wobec Polaków - pomijając okres wojny domowej i wojny polsko-bol-szewickiej (1919-1920) - należy podzielić na trzy odrębne fazy: l. represje wobec Pola­ków mieszkających w ZSRR, 2. represje wobec mieszkańców ziem wcielonych do ZSRR (1939-1941) oraz wobec polskich jeńców, 3. represje po wkroczeniu Armii Czerwonej na ziemie polskie (1944-1945). Z pewnymi wyjątkami (rozstrzelanie'ponad 21 tysięcy Polaków wiosną 1940 czy aresztowania w Polsce w latach 1944-1945) każda z tych faz stanowiła część ogólnej polityki represji stalinowskich opisanych przez Nico-lasa Wertha. Toteż pomijam tu ów ogólny kontekst.

«SPRAWA POW» I «OPERACJA POLSKA» NKWD (1933-1938)

Po zakończeniu w roku 1924 repatriacji, która odbyła się na podstawie traktatu ry­skiego (1921), w ZSRR pozostało 1,1 do 1,2 miliona Polaków. Ogromna większość (900-950 tysięcy) mieszkała na Ukrainie i Białorusi, gdzie zdecydowanie przeważali chiopi (80%) osiedleni tam jeszcze w XVII i XVIII stuleciu. Polskie skupiska istniały też w dużych miastach, takich jak Kijów czy Mińsk. W samej Rosji, na Zakaukaziu i Sy­berii Polacy (łącznie około 200 tysięcy) mieszkali głównie w miastach, zwłaszcza w Le­ningradzie i Moskwie. Było wśród nich kilka tysięcy komunistów-emigrantów oraz mniej więcej tyle samo uczestników rewolucji i wojny domowej po stronie „czerwo­nych", którzy nie wrócili do Polski. Pozostali to głównie emigranci ekonomiczni z prze­łomu XIX i XX wieku.

Mimo zawarcia traktatu pokojowego i powołania wzajemnych przedstawicielstw dy­plomatycznych stosunki między obu państwami były bardzo złe. Jeżeli dodać do tego reminiscencje wojny polsko-bolszewickiej oraz teorię „fortecy proletariackiej" otoczo-nej przez imperialistów, nie powinno dziwić, iż wśród ofiar coraz bardziej rozpo­wszechnionej „szpiegomanii" znaleźli się liczni Polacy. Nie zbadano jeszcze tego pro­blemu, ale można szacować, iż w latach 1924-1929 co najmniej kilkuset zostało roz­strzelanych jako „polscy szpiedzy" (nieliczni byli nimi rzeczywiście). W ramach walki



342 • europa POD RZĄDAMI KOMUNIZMU

z religią represjonowano też kilkuset polskich duchownych katolickich, w tym na pew­no kilkunastu zostało rozstrzelanych lub „zaginęło". W porównaniu z hekatombą Cer­kwi prawosławnej było to kroplą w morzu, ale oznaczało faktyczną likwidację Kościoła, do którego należały setki tysięcy polskich chłopów.

Polscy chłopi znaleźli się też - jakżeby inaczej - wśród ofiar kolektywizacji. Wedle klasyfikacji przyjętej przez władze do „kułaków" zaliczono około 20% polskich chło­pów, a nieco więcej uznano za „podkułaczników". Podobnie jak w skali ogólnosowiec-kiej, również na Ukrainie Polacy stawiali najsilniejszy opór, ale złamano go siłą. Wedle niezbyt dokładnych statystyk ludność rejonów zamieszkanych przez Polaków tylko w roku 1933 zmniejszyła się - w wyniku deportacji - o blisko jedną czwartą. Łagodniej przebiegła kolektywizacja polskich gospodarstw na Białorusi.

Z wyjątkiem represji wobec „polskich szpiegów" we wszystkich akcjach decydował „czynnik klasowy" (walka z religią, kolektywizacja). W trakcie kolektywizacji pojawił się jednak nowy element: między 15 sierpnia a 15 września 1933 roku aresztowano około 20 polskich komunistów, w większości emigrantów, w tym jednego członka Biura Politycznego KC Komunistycznej Partii Polski (KPP), a w następstwie śledztwa aresz­towano kolejnych. Wszyscy zostali oskarżeni o przynależność do „szpiegowsko-dywer-syjnej organizacji POW".

Polska Organizacja Wojskowa nie była fikcją. Założona przez Józefa Piłsudskiego w 1915 roku jako organizacja tajna skierowana przeciwko Niemcom i Austro-Wę-grom, w latach 1918-1920 zajmowała się też wywiadem na terenach objętych rosyjską wojną domową (głównie na Ukrainie). W roku 1921 została ostatecznie zlikwidowana. Znaczną część członków POW stanowili ludzie o lewicowych poglądach, wielu należa­ło do Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS), choć niektórzy zerwali z PPS i przeszli do partii komunistycznej. W roku 1933 POW już nie istniała, wszystkie oskarżenia były całkowicie fałszywe, niemniej kilku aresztowanych Polaków zostało skazanych na karę śmierci i rozstrzelanych (m.in. znany poeta awangardowy Witold Wandurski), a kilku zmarło w więzieniach. Ci, -którzy trafili do obozów, zostali rozstrzelani w czasie Wiel­kiej Czystki.

Przez parę lat „sprawa POW" służyła jako argument w walkach wewnętrznych w KPP, a zarzut „peowiackiej prowokacji" był równie ciężki, jak oskarżenie o „troc-kizm". Ważniejsze jednak, iż OGPU (później GUGB NKWD) przez cały czas prowa­dziło ewidencję Polaków, którzy pracowali w instytucjach państwowych, Kominternie czy samym aparacie bezpieczeństwa. Jeszcze ważniejsze, iż ewidencją objęto również tysiące osób w zamieszkanych przez Polaków regionach Ukrainy i Białorusi, gdzie ist­niały dwa polskie rejony autonomiczne - od roku 1925 na Ukrainie (imienia Juliana Marchlewskiego) i od 1932 na Białorusi (imienia Feliksa Dzierżyńskiego). Lokalne władze składały się z Polaków, były polskie szkoły, gazety, teatry, wydawnictwa książko­we. Słowem, były to enklawy „sowieckiej Polski".

We wrześniu 1935 roku w Kijowie, Mińsku i Moskwie zaczęła się nowa fala aresztowań pod hasłem rozbicia „siatki POW". Jednocześnie władze przystąpiły do likwidacji polskich rejonów autonomicznych. Ale dopiero na przełomie lat 1936 i 1937 - zgodnie z ogólnym rytmem, w jakim rozwijała się Wielka Czystka - aresztowanie polskich funkcjonariuszy NKWD sprawiło, że przekroczony został punkt krytyczny. Śledztwo „wspinało" się coraz wyżej w hierarchii i coraz szerzej rozchodziło się „w dół". Na plenum KC WKP(b) w czerwcu 1937 roku Jeżów stwierdził, iż POW „przeżarła organy sowieckiego wywiadu

polacy POD OBCĄ l WŁASNĄ PRZEMOCĄ • 343

i kontrwywiadu", oraz zameldował, że NKWD „wykryło i likwiduje najpotężniejszą" sieć wywiadu polskiego'. W więzieniach siedziały już setki Polaków - w tym znaczna część elity komunistycznej - a brutalne metody śledztwa tworzyły wciąż nowe „fakty".



Rozkaz operacyjny NKWD ZSRR nr 00485

Rozkazuję:

1. Od 20 sierpnia 1937 rozpocząć szeroką operację w celu pełnej likwidacji lo­kalnych organizacji POW, a przede wszystkim jej kadry dywersyjno-szpiegowskiej i powstańczej, w przemyśle, komunikacji, w sowchozach i kołchozach. Cała opera­cja powinna zostać zakończona w ciągu 3 miesięcy, tj. do 20 listopada 1937;

2. Aresztowaniu podlegają: a. ujawnieni w trakcie śledztwa i dotychczas nie odszukani najaktywniejsi członkowie POW, według załączonej listy; b. wszyscy pozostali w ZSRR jeńcy wojenni wojska polskiego; c. uciekinierzy z Polski, nie­zależnie od czasu przejścia do ZSRR; d. emigranci polityczni i wymienieni z Pol­ską więźniowie polityczni; e. byli członkowie PPS i innych polskich antyradziec­kich partii politycznych; f. najaktywniejsza część miejscowych antyradzieckich nacjonalistycznych elementów z polskich rejonów;

3. Operację aresztowań przeprowadzić w dwóch turach: a. w pierwszej kolejno­ści aresztowaniu podlegają wymienione wyżej kontyngenty pracujących w organach NKWD, w Armii Czerwonej, w zakładach zbrojeniowych, na wydziałach zbrojenio­wych wszystkich innych zakładów, w komunikacji kolejowej, śródlądowej, morskiej i lotniczej, w gospodarce energetycznej wszystkich przedsiębiorstw przemysłowych, w zakładach rafineryjnych i gazowniczych; b. w drugiej kolejności aresztowaniu podlegają wszyscy pozostali, pracujący w przedsiębiorstwach przemysłowych nie mających znaczenia dla obronności kraju, w sowchozach, kołchozach i urzędach;

4. Równocześnie z aresztowaniami rozpocząć pracę śledczą. Podstawowy na­cisk w śledztwie kłaść na całkowite zdemaskowanie organizatorów i kierownic­twa grup dywersyjnych w celu wykrycia sieci dywersyjnej. Wszystkich ujawnio­nych w zeznaniach osób aresztowanych szpiegów, szkodników i dywersantów -natychmiast aresztować. Do prowadzenia śledztwa wydzielić grupę specjalną pracowników operacyjnych;

5. Wszystkich aresztowanych, w miarę ujawniania ich winy w trakcie śledztwa, dzielić na dwie kategorie: a. pierwsza kategoria, do której należy cała szpiegow­ska, dywersyjna, szkodnicza i powstańcza kadra polskiego wywiadu, podlega roz­strzelaniu; b. druga kategoria - mniej aktywni z nich - podlegają karze więzienia lub obozu na okres od 5 do 10 lat. [...]

Ludowy Komisarz Spraw Wewnętrznych ZSRR Generalny Komisarz Bezpieczeństwa Państwowego JEŻÓW

(„Karta" 1993, nr 11, s. 27-29, tłum. z ros. Wojciech Widłak; źródło:

Archiwum Ministerstwa Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej).

• Cyt. za: Nikita Pietrow, „Polska operacja NKWD", „Karta" 1993, nr 11, s. 27.



344 • europa POD RZĄDAMI KOMUNIZMU

Latem 1937 roku NKWD przystąpiło - zaczynając od Niemców - do generalnej fali represji wobec mniejszości narodowych. Wkrótce przyszła kolej na Polaków. 11 sierp­nia Jeżów podpisał rozkaz operacyjny nr 00485 (zob. tekst w ramce), który przewidy­wał między innymi „całkowitą likwidację [...] podstawowych zasobów ludzkich polskie­go wywiadu w ZSRR".

„Operację polską" zakończyła decyzja NKWD i Rady Komisarzy Ludowych z 15 li­stopada 1938 roku, ale jeszcze przez parę miesięcy trwało „czyszczenie" wśród tych enkawudzistów, którzy brali w niej udział. Represje wobec Polaków objęły zarówno czołówkę działaczy komunistycznych (m.in. stracono 46 członków i 24 zastępców członków KC), jak i „zwykłych obywateli": robotników, a przede wszystkim chłopów. Wedle danych NKWD w okresie od 15 sierpnia 1937 do 15 listopada 1938 roku w ramach „operacji polskiej" zostało skazanych 139 835 osób, w tym 111 091 na ka­rę śmierci2. Nie wszyscy byli Polakami etnicznymi, a nawet polskimi obywatelami. Operacja ta objęta także inne osoby, niezależnie od ich narodowości czy obywatel­stwa. Wystarczyło, że miały „związek" (swiazi) z aresztowanymi. Polacy z kolei byli ofiarami w innych „operacjach narodowych" (niemieckiej, łotewskiej, litewskiej itd.). Tak więc Polacy stanowili zapewne nie mniej niż 10% ofiar Wielkiej Czystki (październik 1936-listopad 1938) i około 40% „kontyngentu" w ramach operacji skierowanej przeciwko mniejszościom narodowym. Są to dane minimalne, gdyż ty­siące Polaków deportowano z Ukrainy i Białorusi poza „operacją polską". Tak czy inaczej opustoszały nie tylko zamieszkane przez polskich komunistów pokoje w ho­telu „Lux" i ich miejsca za biurkami w różnych sowieckich urzędach, ale także pol­skie (kołchozowe) wsie.

KATYŃ, WIĘZIENIA I DEPORTACJE (1939-1941)

Zawarty 23 sierpnia 1939 roku między ZSRR a Trzecią Rzeszą pakt o nieagresji przewidywał (w tajnym protokole) „granicę sfery interesów" na terytorium Polski. 14 września wydane zostały dyrektywy „o rozpoczęciu ofensywy przeciwko Polsce", a trzy dni później Armia Czerwona dokonała inwazji. Założeniem politycznym było „wyzwolenie" spod „okupacji faszystowskiej Polski" ziem nazwanych „Zachodnią Bia­łorusią" i „Zachodnią Ukrainą" i przyłączenie ich do ZSRR. Proces inkorporacji prze­biegał szybko, w atmosferze nacisku psychologicznego i represji. 29 listopada Prezy­dium Rady Najwyższej ZSRR nadało wszystkim stałym mieszkańcom wcielonych ziem obywatelstwo sowieckie. Pewną część polskiego terytorium (Wilno i okolice) przekaza­no niepodległej jeszcze Republice Litewskiej.

Jest oczywiste, iż ziemie te musiały być objęte systemem represji, który panował w ZSRR, tym bardziej że istniała - całkowicie uzasadniona - obawa, iż powstaną kon­spiracyjne organizacje niepodległościowe. Kilka oddziałów Wojska Polskiego, które uniknęły niewoli, podjęło już jesienią działalność partyzancką. Na inkorporowane tery­toria zostali więc delegowani liczni enkawudyści, którzy natychmiast zaczęli organizo­wać strukturę „czekistowską". Skoncentrowano tu także znaczne jednostki Wojsk We-



2 Nikita Pietrow, Arsienij Roginskij, „Polskąja opieracya NKWD. 1937-1938", w: „Riepriesii protiw Polaków i polskich grażdan", Moskwa 1997, s. 33.

polacy POD OBCĄ l WŁASNĄ PRZEMOCĄ • 345

wnętrznych (i Pogranicznych) NKWD. Jeżeli chodzi o kontrolę i represje, nowa władza miała, generalnie rzecz biorąc, dwa problemy: jeńców wojennych oraz społeczeństwo cywilne.

Silą rzeczy najpierw musiano zająć się wojskowymi. W niewoli sowieckiej znalazło się 240-250 tysięcy jeńców, w tym około 10 tysięcy oficerów. W dzień po rozpoczęciu agresji wydane zostały pierwsze decyzje dotyczące jeńców, a 19 września Berta powołał (rozkaz nr 0308) Zarząd do spraw Jeńców Wojennych NKWD oraz nakazał utworzenie sieci obozów. Od początku października zaczęto zwalniać część jeńców-szeregowców, z tym że około 25 tysięcy skierowano do budowy szos, a około 12 tysięcy przekazano Ludowemu Komisariatowi Metalurgii Żelaza jako robotników przymusowych. Nie wia­domo do tej pory, ilu ich trafiło do obozów pracy i w małych grupach zaludniło bez­kresny Archipelag GUŁag. Jednocześnie podjęto decyzję o utworzeniu dwóch „obo­zów oficerskich" (Starobielsk, Kozielsk) oraz osobnego obozu dla funkcjonariuszy poli­cji, więziennictwa i straży granicznej (Ostaszków). Niebawem Beria utworzył specjalną grupę do prowadzenia w tych obozach pracy operacyjnej i śledczej. W końcu lutego 1940 roku więziono w nich 6192 policjantów i funkcjonariuszy wymienionych wyżej stużb oraz 8376 oficerów.

Przez dłuższy czas Moskwa nie miała, jak się wydaje, pomysłu, co zrobić z jeńcami. Przygotowywano się przede wszystkim do skazania przynajmniej części z nich. Zaczęto od obozu w Ostaszkowie - stosowano tam „typowy" zarzut z artykułu 58-13 kodeksu karnego RFSRR dotyczący osób, które „zwalczały międzynarodowy ruch robotniczy". Przy niewielkim wysiłku interpretacyjnym każdy policjant czy strażnik więzienny mógł być z tego powodu osądzony. Przewidywano kary od 5 do 8 lat obozu pracy, planowano wysyłkę na Daleki Wschód (w tym na Kamczatkę).

W drugiej połowie lutego 1940 roku - być może w związku z obrotem wydarzeń w wojnie z Finlandią - nadszedł czas decyzji. Jak można sądzić na podstawie dotych­czas ujawnionych dokumentów, ta, którą podjęto, była raczej nie spodziewana: 5 marca na wniosek Berii Biuro Polityczne postanowiło „zastosować najwyższy wymiar kary" wobec wszystkich jeńców, a także wobec 11 tysięcy Polaków przetrzymywanych w wię­zieniach zachodnich obwodów Białorusi i Ukrainy (zob. ramka w części N. Wertha, s. 202-203). Wszyscy oni, jak stwierdzał - raczej zgodnie z prawdą - Beria: „są zatwar­działymi i nieprzejednanymi wrogami władzy sowieckiej".

Formalnie wyroki miało wydawać Kolegium Specjalne, „trojka" NKWD - Iwan L. Basztakow, Bachczo (Bogdan) Z. Kobułow i Wsiewołod N. Mierkułow. Na wniosku Berii osobistym podpisem potwierdzili aprobatę Stalin, Woroszyłow, Mołotow i Mi-kojan, a protokolant dopisał, iż „za" byli też nieobecni na posiedzeniu Kalinin i Kaga-nowicz.



Droga do Katynia

Znowu usłyszałem za ścianą warkot motoru i jakiś ruch. Strażnik, który stał na korytarzu przed drzwiami mego przedziału, odwrócił się i patrzył przez okno wychodzące na inną stronę niż ta, gdzie był intrygujący mnie ruch. Pod sufitem zauważyłem otwór, przez który można było zobaczyć, co się dzieje na zewnątrz. [...]



346 • europa POD RZĄDAMI KOMUNIZMU

Przed nami był plac częściowo porośnięty trawą, [...] gęsto obstawiony kordo­nem wojsk NKWD z bagnetem na broń. Była to nowość w stosunku do naszego dotychczasowego doświadczenia. Nawet na froncie, bezpośrednio po wzięciu nas do niewoli, eskorta nie nakładała bagnetów na broń. [...]

Z drogi wjechał na plac zwykły pasażerski autobus, raczej małych rozmiarów w porównaniu do tych, do których jesteśmy przyzwyczajeni w miastach zachod­nich. Okna były zasmarowane wapnem. Pojemność autobusu była około 30 osób, wejście dla pasażerów od tylu. Powstawało pytanie, jaki byt cel zasmarowania okien. Autobus podjechał tyłem do sąsiedniego wagonu, tak że jeńcy mogli wchodzić bezpośrednio ze stopni wagonu, nie stąpając na ziemię. Z obydwóch stron wejścia do autobusu stali żołnierze wojsk NKWD z bagnetem na broń. [...] Po półgodzinie autobus wracał, aby zabrać następną partię. Wynikało stąd, że miejsce, dokąd wieziono jeńców, nie było daleko. [...]

Pośrodku placu z rękami w kieszeni dużego płaszcza stał ów wysoki pułkow­nik NKWD, który mnie wydzielił z transportu i którego w okresie likwidacji Ko­zielska widywałem czasami na terenie obozu. Było jasne, że on miał nadzór nad całą operacją. Lecz na czym owa operacja polegała? Przyznam się, że w owym momencie, w blasku tego uroczego, wiosennego dnia myśl o egzekucji nie przy­szła mi do głowy. [...]

(Stanisław Swianiewicz, „W cieniu Katynia", Biblioteka Kultury, Paryż 1976, s. 110-111).

Około miesiąca trwały przygotowania techniczne i w ciągu następnych blisko 6 tygo­dni (3 kwietnia-13 maja) jeńców wywożono z obozów grupami. Z Kozielska (4404 oso­by) przewożono ich do miejscowości Katyń, gdzie byli uśmiercani strzałami w tył głowy nad zbiorowymi grobami, jeńców ze Starobielska (3896) zabijano w pomieszczeniach UNKWD w Charkowie i ciała grzebano na przedmieściu miasta (Piatichatki), tych zaś z Ostaszkowa (6287 osób) rozstrzeliwano w gmachu UNKWD w Kalininie (obec­nie Twer), a chowano w miejscowości Miednoje. Łącznie zamordowano 14 587 osób. 9 czerwca zastępca szefa NKWD, Wasilij W. Czemyszow, zameldował, iż obozy są go­towe na przyjęcie nowych jeńców.

Wymieniona we wniosku Berii liczba uwięzionych Polaków - 11 tysięcy - stanowiła małą część tych, którzy znaleźli się w więzieniach. Wśród aresztowanych można wyróż­nić kilka kategorii. Najliczniejsi, choć przeważnie więzieni stosunkowo krótko, byli bie-żency, to znaczy osoby zatrzymane podczas prób przedostania się z terenów pod okupa­cją niemiecką. Przez więzienia i areszty przeszło ich około 145 tysięcy, pewna część zo­stała skazana i wysłana do obozów pracy, większość zwolniono. Druga grupa (około 35 tysięcy) to pieriebieżcziki, czyli ci, którym nie udała się ucieczka na Litwę, do Rumunii lub na Węgry. Wielu z nich po kilku tygodniach zwolniono, ale około 10 tysięcy - z wy­rokami od 3 do 8 lat wydanymi przez OSO - trafiło do obozów (głównie do Dałłagu, w tym także na Kołymę), a część rozstrzelano na mocy decyzji z 5 marca 1940 roku. Trzecią kategorię stanowili aresztowani działacze organizacji konspiracyjnych, oficero­wie nie zmobilizowani we wrześniu 1939 roku, urzędnicy państwowi i samorządowi, różnego rodzaju pomieszcziki - słowem, „element społecznie niebezpieczny" (socyalno-opasnyj). To właśnie z tej kategorii pochodziła większość wśród 7305 osób, które -

polacy POD OBCĄ l WŁASNĄ PRZEMOCĄ • 347

zgodnie z planem Berii - zostały rozstrzelane na mocy decyzji z 5 marca. Miejsca ich pochówku są do tej pory nie znane, wiadomo tylko, że na Ukrainie rozstrzelano 3405 osób, a na Białorusi 3880.

Nie dokonano jeszcze obliczeń obejmujących całą „populację więzienną" na ziemiach Swcielonych do ZSRR (łącznie z Litwą przyłączoną latem 1940), ale pewne fakty są zna-ne. Na przykład według stanu na 10 czerwca 1941 roku w więzieniach obwodów zachod-nich Ukrainy i Białorusi przebywało około 39,6 tysiąca więźniów (w tym około 12,3 tysią­ca z wyrokami), czyli w porównaniu z marcem 1940 roku liczba więźniów się podwoiła. Nie wiadomo jednak, jaką część stanowili więźniowie kryminalni, a jaką - w taki czy inny sposób - polityczni, ale po rozpoczęciu ataku Niemiec na ZSRR los ich wszystkich był niejednokrotnie okrutny. Tylko w więzieniach na zachodzie Ukrainy rozstrzelano przed ewakuacją około 6 tysięcy osób, choć mało prawdopodobne, aby aż tyle miało wyroki śmierci. W raportach NKWD rozstrzelanych określano jako osoby „ubyłe według pierw­szej kategorii"3. Co najmniej kilkaset osób zastrzelono podczas prób ucieczki z konwo­jów, a w jednym wypadku dowódca konwoju „na własną rękę" kazał rozstrzelać 714 więź­niów (w tym 500 przed wyrokami). Niektórych z nich zastrzelił osobiście4.

Od akcji „rozkułaczania" -jeśli nie wcześniej -jednym z instrumentów represji sta­ły się masowe deportacje. Na ziemiach wcielonych do ZSRR system zsyłek zastosowa­no na wielką skalę. Mówiąc o tych deportacjach, ma się zazwyczaj na myśli cztery wiel­kie akcje, ale zsyłki pojedynczych rodzin czy mniejszych grup trwały co najmniej od li­stopada 1939 roku i do dziś nie wiadomo, ile osób objęty - podobnie jak przymusowe przesiedlenia do Besarabii i wschodnich rejonów Białorusi i Ukrainy w drugiej połowie 1940 roku. Historycy nie są w pełni zgodni co do szczegółów liczbowych. Do niedawna opierano się na szacunkach, których dokonywały polskie organizacje konspiracyjne, lub na obliczeniach ambasady polskiej z 1941 roku. Po dotarciu do dokumentów NKWD większość badaczy uznaje, iż zawarte w nich dane należy uznać za pewne, ale jednocześnie za minimalne (korekty będą raczej in plus niż in minus).

Pierwsza akcja odbyła się 10 lutego 1940 roku na podstawie wydanej dwa miesiące wcześniej, 5 grudnia 1939, decyzji Rady Komisarzy Ludowych (Sowiet Narodnych Ko-missarow - SNK). Tyle bowiem czasu zajęły przygotowania, w tym głównie „rozeznanie terenu" i sporządzenie list. Organizatorzy wywózki mieli do pokonania także wiele trudności technicznych, między innymi to, że tylko małą część linii kolejowych zdołano dostosować do sowieckich norm (szeroki tor). O znaczeniu tej akcji może świadczyć fakt, że nadzorował ją na miejscu Mierkułow, zastępca Berii. Deportacja lutowa objęła przede wszystkim chłopów, mieszkańców małych miasteczek, osadników rolnych oraz służbę leśną. Według danych NKWD deportowano około 140 tysięcy osób, w tym Pola­cy stanowili mniej więcej 82%. Zsyłano też Ukraińców i Białorusinów - pracowników leśnych. Miejscem zsyłki były północne obwody Rosji i zachodnia Syberia.

W tym samym czasie, gdy na Kremlu zapadała decyzja o rozstrzelaniu jeńców, Rada Komisarzy Ludowych podjęła postanowienie (2 marca 1940) o deportacjach następ-nych kategorii ludności. Kolejna masowa zsyłka rozpoczęła się w nocy z 12 na 13 kwiet-



3Krzysztof Popiński, Aleksandr Kokurin, Aleksandr Gurjanow, „Drogi śmierci. Ewakuacja więzień sowieckich z Kresów Wschodnich II Rzeczypospolitej w czerwcu i lipcu 1941 r.". Warszawa 1995, s. 96, 97, 9iin.

4Tamże, s. 119.

348 • europa POD RZĄDAMI KOMUNIZMU

nią. Tym razem jej ofiarą padły rodziny rozstrzeliwanych właśnie jeńców i więźniów oraz - jak zwykle - element społecznie niebezpieczny. Według danych NKWD zesłano około 61 tysięcy osób, nieomal wszystkie do Kazachstanu.



W Kazachstanie

Lucyna Dziurzyńska-Suchoń:

Zapamiętałam również jeden z najbardziej dramatycznych dni w naszym ży­ciu. Przez kilka dni nie jedliśmy zupełnie nic. Była zima. Lepianka była całkowi­cie zasypana śniegiem. Jedynie tunel wykopany przez kogoś z zewnątrz umożli­wiał wydostanie się z niej. Ktoś nam to zrobił i mama mogła pójść do pracy. Była równie głodna jak my. Leżeliśmy na pryczy przytuleni do siebie, aby było cieplej. W oczach migotały światełka. Nie mieliśmy siły, aby zejść z pryczy. W lepiance, mimo otuliny ze śniegu, było bardzo zimno. Spaliśmy, wciąż spaliśmy. Brat od czasu do czasu budził się i wołał „jeść" - już więcej nic nie mógł mówić - albo „Mammmo, umieram". Mama płakała. Poszła do sąsiednich lepianek do znajo­mych z prośbą o pomoc. Bezskutecznie. Zaczęliśmy się modlić: „Ojcze nasz, któ­ryś jest w niebie"... I chyba stał się cud. Z sąsiedniej lepianki przyszła znajoma z garsteczką zboża. To był dla nas ratunek. Pamiętam zapach prażonego na bla­sze kuchennej zboża, które następnie mama rozgniotła butelką (służyła jako wa­łek) i wrzuciła do gotującej się wody z roztopionego śniegu. Tak ugotowana zu­pa, bez soli (bo nie mieliśmy) i tłuszczu (też nie mieliśmy), chociaż było jej nie­wiele, tylko po parę łyżek, tchnęła w nas na nowo życie.

(„Tryptyk kazachstański. Wspomnienia z zesłania", wybór i oprać. Wiktoria Śliwowska, Małgorzata Giżejewska, Janusz Ankudowicz, Instytut Studiów Politycznych, Warszawa 1992,s. 239).

Trzecia akcja, na podstawie tej samej decyzji SNK, odbyła się w nocy z 28 na 29 czerw­ca 1940 roku. Objęła ona osoby, które przed wrześniem roku 1939 nie mieszkały na ziemiach inkorporowanych i nie wróciły do swoich domów w strefie okupacji Trzeciej Rzeszy po zawarciu odpowiedniej umowy sowiecko-niemieckiej. Skorzystało z niej po­nad 60 tysięcy osób, w tym około 1,5 tysiąca Żydów. Cechą charakterystyczną tej akcji był fakt, że 84% deportowanych (łącznie było ich około 80 tysięcy) stanowili Żydzi, którzy dzięki temu uniknęli holocaustu.

Czwartą i ostatnią akcję rozpoczęto 22 maja 1941 roku na mocy postanowienia KC WKP(b) i SNK z 14 tegoż miesiąca. Celem jej było „oczyszczenie" pasa granicznego i republik nadbałtyckich z „elementów niepożądanych". Osoby deportowane zaliczono do kategorii tak zwanych zsyłposielencew, czyli tych, dla których zesłanie oznaczało dwu­dziestoletni przymusowy pobyt w wyznaczonych rejonach (głównie w Kazachstanie). Fa­la ta - nie licząc Łotwy, Estonii i środkowej Litwy - objęła około 86 tysięcy osób.

Łącznie więc wedle danych NKWD deportowano w tych akcjach 330-340 tysięcy osób. Razem z innymi wysiedleniami liczba deportowanych wynosiła zapewne nie mniej niż 400-450 tysięcy. Były jeszcze inne grupy, które wbrew swojej woli znalazły się w głębi ZSRR: około 150 tysięcy młodych mężczyzn wcielonych do Armii Czerwonej,



polacy POD OBCĄ l WŁASNĄ PRZEMOCĄ • 349

odbywających służbę głównie w tak zwanych batalionach roboczych (strojbatalion), po­nad 100 tysięcy osób, które podjęły - w rzeczywistości tylko częściowo z własnego wy­boru - pracę w przemyśle (przede wszystkim w Zagłębiu Donieckim, na Uralu i na za­chodniej Syberii).

Uważa się, że w ciągu niespełna dwóch lat władzy sowieckiej na ziemiach zabranych Polsce represjonowano w różnych formach - od rozstrzelania, poprzez więzienia, obo­zy i zsyłki, po pracę na wpół przymusową - ponad l milion osób, a więc co dziesiątego obywatela Rzeczypospolitej, który mieszkał lub znalazł się na tym terytorium. Nie mniej niż 30 tysięcy osób zostało rozstrzelanych, a śmiertelność wśród łagierników i de­portowanych szacuje się na 8-10%, czyli zmarło zapewne 90-100 tysięcy osób.

NKWD PRZECIW ARMII KRAJOWEJ

W nocy z 4 na 5 stycznia 1944 roku czołówki pancerne Armii Czerwonej przekro­czyły granicę polsko-sowiecką ustanowioną traktatem ryskim, granicy tej jednak nie uznawała ani Moskwa (która po odkryciu zbrodni w Katyniu zerwała stosunki dyplo­matyczne z Polską), ani - de facto - mocarstwa zachodnie. Niemniej polskie władze za­decydowały, iż w chwili zbliżenia się frontu podziemna Armia Krajowa ogłasza mobili­zację, podejmuje walki z Niemcami, a po nadejściu Armii Czerwonej ujawnia się wo­bec niej jako gospodarz terenu. Operacja ta nosiła kryptonim „Burza". Do pierwszego kontaktu doszło w końcu marca, na Wołyniu, gdzie dowódca dywizji partyzanckiej AK przez blisko dwa miesiące walczył wspólnie z jednostkami sowieckimi. 27 maja niektó­re oddziały AK zostały rozbrojone, a główne siły dywizji, nie przerywając walk z Niem­cami, wycofały się na zachód.

Ten sposób działania - najpierw lokalna współpraca, później rozbrajanie AK - oka­zał się ogólną zasadą. Najbardziej spektakularne wydarzenia miały miejsce w rejonie Wilna. Silne zgrupowanie AK uderzyło 9 lipca na miasto jednocześnie z wojskami so­wieckimi. W kilka dni po zakończeniu walk o Wilno nadciągnęły oddziały Wojsk We­wnętrznych NKWD i zgodnie z dyrektywą nr 220145 Kwatery Głównej przeprowadziły dwudniową operację rozbrajania żołnierzy AK. Jak zameldowano (20 lipca) Stalinowi, rozbrojono ponad 6 tysięcy partyzantów, a około tysiąca wymknęło się z okrążenia. Aresztowano cale dowództwo zgrupowania; oficerowie zostali internowani w obozach NKWD, żołnierzom zaś dano wybór: obóz lub służba w prosowieckiej armii polskiej dowodzonej wówczas przez generała Zygmunta Berlinga. Podobną taktykę zastosowa­no wobec zgrupowania AK, które brało udział w walkach o Lwów.

Wszystko to rozgrywało się na ziemiach uznawanych przez Moskwę za należące do ZSRR, ale na terenach na zachód od linii Curzona - gdzie AK zmobilizowała 30-40 ty­sięcy żołnierzy i wyzwoliła wiele małych miast - idące za frontem jednostki zaporowe (wojska NKWD i SMIERSZ) postępowały podobnie. Działo się to zgodnie z rozkazem (nr 220169) Naczelnego Dowództwa z l sierpnia. Wedle raportu z października, pod­sumowującego wykonanie rozkazu, zatrzymano i rozbrojono około 25 tysięcy żołnierzy AK, w tym ponad 300 oficerów, których internowano.

Oddziały NKWD i grupy operacyjne SMIERSZ miały własne więzienia i obozy, w których przetrzymywano zarówno polskich partyzantów, jak volksdeutschów i jeńców niemieckich. Oficerów, a potem także żołnierzy, którzy odmawiali służby w „wojsku Berlinga", wysyłano - w ślad za ich kolegami z Wilna czy Lwowa - do obozów w głębi



polacy POD OBCĄ l WŁASNĄ PRZEMOCĄ • 351

Choć zwane oddziały AK ani razu nie wszczęły walki z jednostkami Armii Czerwonej, traktowane były jak wróg, a ich żołnierze wywożeni do obozów jenieckich lub do łagrów.

Trudno twierdzić z całą pewnością, ale wydaje się raczej prawdopodobne, iż Polacy byli jedną z tych narodowości, które najbardziej odczuły represyjność systemu sowieckiego. Wynikało to, jak sądzę, zarówno z „normalnych" mechanizmów funkcjonowania apara­tu przemocy, jak i z istniejącej wrogości między obu państwami oraz nieufności przy­wódców sowieckich - a szczególnie Stalina - do Polaków i Polski. Zarówno Polacy -obywatele sowieccy, jak i Polacy - obywatele polscy, padli ofiarą właściwie wszystkich faz, etapów i form terroru: szpiegomanii, „rozkułaczania", walki z religią i mniejszo­ściami narodowymi, Wielkiej Czystki, zapełniania obozów niewolniczą siłą roboczą, mordów na jeńcach, masowych deportacji „elementu społecznie niepożądanego", „oczyszczania" regionów przygranicznych i tyłów Armii Czerwonej, pacyfikacji mają­cych na celu dopomożenie rodzimym komunistom w zdobyciu władzy... Przeraźliwie smutny paradoks polega na tym, iż wszystko to było wykonywane rękami ludzi, którzy za swego patrona mieli właśnie Polaka.




  1   2   3


©operacji.org 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna