Płk dr inż. Henryk Czyżyk Moje wspomnienia z okresu studiów w wosr, w Kompanii Podchorążych, w Jeleniej Górze, w latach 1971-1975



Pobieranie 6,74 Mb.
Strona1/2
Data15.02.2018
Rozmiar6,74 Mb.
  1   2


płk dr inż. Henryk Czyżyk

Moje wspomnienia z okresu studiów w WOSR, w 1. Kompanii Podchorążych, w Jeleniej Górze, w latach 1971-1975

  1. Prolog

W 1971 roku, przed ukończeniem Technikum Przemysłowo Pedagogicznego we Wrocławiu musiałem podjąć decyzję, co mam dalej robić w swoim życiu, czy studiować, czy iść do pracy. Początkowo jak większość moich Kolegów myślałem o studiach w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Opolu na kierunku elektrycznym. Jednak jeden z moich Kolegów Ryszard Kopala przekonywał mnie do studiów w Wyższej Oficerskiej Szkole Radiotechnicznej (WOSR), w Jeleniej Górze. Ja tej Szkoły nie znałem, ale wracając z domu, z Kociszewa (woj. łódzkie) do Szkoły we Wrocławiu, w pociągu na trasie Łask-Wrocław spotkałem dwóch podchorążych drugiego rocznika WOSR pchor. Jerzego Balcerkowskiego (późniejszego ostatniego komendanta CSR) i pchor. Andrzeja Walczaka, którzy mi dużo opowiedzieli o Szkole i przekonali mnie, że warto tam studiować. We Wrocławiu wraz z Kolegą udałem się do WKU Wrocław- Krzyki, gdzie powiedzieliśmy, że chcemy studiować w WOSR, w Jeleniej Górze. Pani z WKU Wrocław-Krzyki próbowała nas przekonać do studiów w WAT, mówiła, że tam są lepsze, „cieplarniane” warunki, ale my nie chcieliśmy tam iść, woleliśmy do WOSR, bo jak twierdził mój Kolega, tam możemy nauczyć się naprawy odbiorników radiowych i telewizyjnych i po odsłużenie w wojsku obowiązkowych 12 lat, wyjść do cywila i założyć własny zakład naprawy odbiorników radiowych i telewizyjnych. Po maturze przyjechałem z Wrocławia do domu, do Kociszewa, przygotowywałem się do egzaminów i czekałem na informację z WKU o ich terminie.

  1. Egzaminy wstępne do WOSR

Po otrzymaniu wiadomości o terminie egzaminów wstępnych udałem się pociągiem z Łasku do Jeleniej Góry. W tym pociągu jechało też kilku przyszłych podchorążych, których poznałem później, a wśród nich Andrzej Pawelus, Tadeusz Fidler i Tomasz Piekarski, którzy pochodzili z miasta Łodzi. Z dworca w Jeleniej Górze udaliśmy się pieszo do koszar WOSR na ul. Podchorążych 15, gdzie zostaliśmy zakwaterowani w namiotach, na polu namiotowym zbudowanym specjalnie dla zdających egzaminy, w pobliży ośrodka sprawności fizycznej, pomiędzy Dyrekcją Nauk i bramą gospodarczą (boczną). Bilet na przejazd, na egzaminy, zakwaterowanie i wyżywienie były, opłacane przez MON, co było dla nas, niepracujących, bardzo korzystne. Wśród zdających były osoby cywilne, takie jak ja, oraz wielu żołnierzy zasadniczej służby wojskowej, którzy wcześniej obyli w WOSR, miesięczny kurs przygotowawczy. Egzaminy rozpoczęły się 5 lipca 1971 roku i przeprowadzane były w różnych budynkach, ale głównie w hali sportowej przy bramie gospodarczej (bocznej). Zdawaliśmy z matematyki (ustny i pisemny), z fizyki (pisemny), z propedeutyki (ustny), z języka rosyjskiego (pisemny) i rozwiązywanie testów psychologicznych („psychotesty”) oraz egzamin z wychowania fizycznego: podciąganie na drążku i „koperta” w hali sportowej nr 3, przy placu apelowym i komendzie Szkoły, bieg na 1000 m na stadionie szkolnym i pływanie na odkrytym basenie, który znajdował na końcu poligonu szkolnego niedaleko lasu. Ponieważ w czasie egzaminów byliśmy skoszarowani, część z Kolegów, tych, co była z wojska, chciała wyjść w czasie wolnym do miasta, ale w mundurze bez przepustki nie wypadało, więc pożyczali ubrania cywilne od nas cywili. Pamiętam, że przyszedł do mnie marynarz Dybowski, który był podobnego wzrostu, ja mu dałem moje ubranie cywilne i on poszedł na przepustkę do miasta, a ja w mundurze marynarza siedziałem w namiocie. Po zdaniu wszystkich egzaminów czekaliśmy na wyniki. Komisja Egzaminacyjna z Komendantem Szkoły na czele zebrała się w Dyrekcji Nauk i tam wzywano nas dziesiątkami, omawiano rezultaty egzaminów i ogłaszano werdykt, kto został przyjęty, a kto nie. Wręczono nam też zaświadczenie o zdanych egzaminach. Pamiętam jednego z moich Kolegów, z namiotu, który pochodził z gór, że płakał, gdy dowiedział się, że nie został przyjęty do WOSR, było mi Go bardzo żal. Część z Kolegów, którzy słabiej zdali egzaminy zdecydowała się na naukę w Szkole Chorążych WRt. Po egzaminach wróciłem do domu w Kociszewie i czekałem na pisemne powiadomienia o terminie rozpoczęcia studiów.

  1. Okres kandydacki w WOSR, od 15 września do 1 października 1971 roku

Zostałem pisemnie powiadomiony o przyjęciu w poczet podchorążych WOSR i o tym, że 15 września 1971 r. mam stawić się w uczelni. W nakazanym terminie przyjechałem rannym pociągiem na dworzec w Jeleniej Górze i stamtąd wraz z Kolegami, z którymi znałem się już z egzaminów, udaliśmy się piechotą do koszar WOSR im. kpt. pil. Sylwestra Bartosika, na ul. Podchorążych 15. Wszyscy byli bardzo weseli i niektórzy żartowali, że na bramie będzie napis „Witamy Was”, a z drugiej strony „Mamy Was”. Weszliśmy do koszar WOSR przez piękną, owianą legendami, ozdobioną dwoma potężnymi, spiżowymi jeleniami, spoczywającymi majestatycznie na masywnych cokołach, bramę główną. Brama główna zawsze była wizytówką WOSR. Szkoła znajdowała się w obiektach koszarowych, usytuowanych na północnym skraju miasta Jelenia Góra, przy trasie wylotowej w kierunku Bolesławca i Zielonej Góry. Skierowano nas do pododdziału, na pierwsze piętro, do pierwszego koszarowca, znajdującego się, po lewej stronie od torów kolejowych, idąc od Dyrekcji Nauk, w stronę placu apelowego. Po dokonaniu formalności związanych z wpisaniem nas na stan ewidencyjny, zostaliśmy umundurowani i przydzieleni do plutonów według wzrostu. Najwyżsi byli w jedenastym plutonie, a najniżsi w piętnastym. Nasze ubrania cywilne przekazaliśmy w workach do szatni, które później zostały wysłane pocztą, do naszych domów. Trafiliśmy do 1. Kompanii Podchorążych. Początkowo było nas 136 osób (może na początku trochę więcej), później stan ten ciągle się zmniejszał. Wśród przyjętych byli Koledzy z cywila i z wojska, którzy razem ze mną zdawali egzaminy i ci, którzy zostali zwerbowani z WAT oraz innych uczelni. Z wojska przyjęto sporo żołnierzy zasadniczej służby wojskowej byli to: Zdzisław Lasota, Krzysztof Błażejczyk, Roman Parciński, Marek Wasilewski, Władysław Torchała, Stanisław Roman Błażków, Czesław Skraba, Stefan Suchora, Antoni Bracławski, Kapustka, B. Dymitrowicz, Andrzej Mosiołek (chociaż ja zapamiętałem, że nazywał się Musiołek), Andrzej Rosiński, Henryk Kaczorek, Jerzy Kasoń, Jan Howard, Wiesław Łaguniak, Karol Zalewski, Jerzy Zaręba, Dybowski, Ryszard Biały, Wiesław Urbanowski) i oni zostali wyznaczeni na stanowiska dowódców drużyn. Nikt z nowo przyjętych z cywila nie został dowódcą drużyny, zmieniło się to dopiero po pierwszym semestrze i wtedy obowiązkowo każdy z podchorążych, przez pół roku, a niektórzy nawet dłużej, w ramach praktyki, pełnił obowiązki dowódcy drużyny czy pomocnika dowódcy plutonu. 1. Kompanię Podchorążych podzielono na pięć plutonów, w każdym plutonie były trzy drużyny, co zostało zapisane w rozkazie organizacyjnym, który odczytano nam na apelu. Dowódcą 11. Plutonu Podchorążych został por. Zbigniew Mendoń (awansowany w październiku na stopień kapitana), pomocnikiem dowódcy plutonu st. kpr. Roman Leszek, a następnie st. kpr. Graczyk, dowódcami drużyn: kpr. pchor. Andrzej Rosiński, st. szer. pchor. Jerzy Kasoń i szer. pchor. Roman Parciński, był to pluton o profilu wojsk radiotechnicznych z kierunkową stacją „Jawor-M”. Dowódcą 12. Plutonu Podchorążych został ppor. Edward Bartkowiak, pomocnikiem dowódcy plutonu plut. Golec, dowódcami drużyn: kpr. pchor. Krzysztof Błażejczyk, kpr. pchor. Stanisław Roman Błażków i st. szer. pchor. Jerzy Zaręba, był to pluton o profilu rozpoznanie i przeciwdziałanie (zakłócanie) połowa plutonu szkoliła się w zakresie rozpoznania, a połowa w zakresie przeciwdziałania (zakłócania). Dowódcą 13. Plutonu Podchorążych został początkowo ppor. Henryk Sańko, ale w związku z Jego odejściem na studia wyznaczono na to stanowisko por. Stanisława Majkę, pomocnikiem dowódcy plutonu był początkowo, plut. Graczyk, a następnie został st. kpr. Mors, dowódcami drużyn zostali: 1 drużyny kpr. pchor. Zdzisław Lasota, 2. drużyny szer. pchor. Ryszard Biały i 3. drużyny st. szer. pchor. B. Dymitrowicz, który po niecałym roku studiów, odszedł do Wyższej Szkoły Rolniczej w Olsztynie, był to pluton o profilu wojsk radiotechnicznych z kierunkową stacją P-35. Ja zostałem przydzielony do drugiej drużyny 13. Plutonu Podchorążych. Dowódcą 14. Plutonu Podchorążych został chor. Jan Suś, pomocnikiem dowódcy plutonu plut. Kubiak, dowódcami drużyn byli: kpr. pchor. Czesław Skraba, st. szer. pchor. Jan Howard i st. szer. pchor. Stefan Suchora, był to pluton o profilu wojsk radiotechnicznych z kierunkową stacją radiolokacyjną „Jawor-M”. Dowódcą 15. Plutonu Podchorążych został mł. chor. Janusz Górecki, pomocnikiem dowódcy plutonu plut. Marcinek, dowódcami drużyn zostali: kpr. pchor. Antoni Bracławski, kpr. pchor. Andrzej Mosiołek i st. szer. pchor. Marek Wasilewski, był to pluton o profilu Wojska Rakietowe. Dowódcą 1. Kompanii Podchorążych został kpt. Jerzy Turbiński, a szefem kompanii plut. Jerzy Szajman. Pisarzami dowódcy 1. kompanii byli: pchor. Stefan Suchora, a w późniejszym okresie pchor. Andrzej Wielgosiński. Pisarzami szefa 1. Kompanii byli: pchor. Wiktor Korycki, pchor. Wiesław Urbanowski, pchor. Waldemar Jóźwiak, a w późniejszym okresie pchor. Andrzej Pawelus. Wszyscy pomocnicy dowódców plutonów byli żołnierzami zawodowymi, którzy ukończyli Podoficerską Szkołę Zawodową im. Rodziny Nalazków w Elblągu, a dowódców plutonów przeszkalano w WOSWZmech., we Wrocławiu. 1. Kompania Podchorążych weszła w skład batalionu podchorążych, którego dowódcą był ppłk Gerard Kochański, a zastępcą ds. politycznych mjr Stanisław Lewandowski. W skład batalionu podchorążych wchodziły jeszcze dwie kompanie: 2. Kompania Podchorążych, której dowódcą był mjr Ryszard Kot, był to najstarszy rocznik podchorążych WOSR i 4. Kompania Podchorążych, której dowódcą był kpt. Marian Łaguz. Dopiero w 1972 roku utworzona została 3. Kopania Podchorążych, której dowódcą został mjr Jan Puchalski i od 1972 roku, batalion podchorążych składał się z czterech kompanii podchorążych. W związku z powstaniem 1974 roku Szkoły Oficerów Rezerwy i w 1975 roku kursów doskonalenia i przekwalifikowania, pod koniec 1975 roku, zwiększono etat batalionu podchorążych do sześciu kompanii podchorążych, który przetrwał do 1991 roku. Po 1991 roku batalion podchorążych znowu liczył cztery kompanie. Komendantem WOSR był płk dr inż. Wacław Kazimierski, zastępcą ds. liniowych płk dypl. Marian Grzybalski, zastępcą ds. szkolenia płk Józef Skierski, zastępcą ds. technicznych płk Stanisław Pagacz, zastępcą ds. politycznych płk Zbigniew Kazimierczak, szefem Wydziału Ogólnego płk mgr Marian Staszków, kwatermistrzem płk Czesław Jasiński, a komendantem Garnizonu Jelenia Góra - starszym oficerem ds. ogólnowojskowych był płk Edward Rodzik. WOSR w odróżnieniu od WOSL z Dęblina nie miała stanowiska szefa sztabu Szkoły, ale obowiązki te pełnił szef Wydziału Ogólnego Szkoły. Oddział Szkolenia WOSR był wówczas podzielony na cykle przedmiotowe. Były wtedy następujące cykle: cykl przedmiotów społeczno-politycznych, cykl elektro i radiotechniki, cykl taktyki, cykl pracy bojowej, cykl zautomatyzowanych systemów dowodzenia, cykl podstaw radiolokacji, cykl sprzętu i cykl ogólnokształcący. WOSR podlegała wówczas pod Dowództwo Wojsk Lotniczych z Poznania i podchorążowie nosili stalowe mundury oraz czapki tego samego koloru. Pagony munduru były odszyte białym sznurkiem i do pagonów przyczepione były metalowe odznaki WOS (Wyższa Oficerska Szkoła) oraz do klap munduru przyczepione dwie odznaki rodzaju wojsk radiotechnicznych. Na obu rękawach munduru naszyty jeden szeroki biały pasek oznaczał, że jest to podchorąży pierwszego rocznika, jeden szeroki i jeden wąski biały pasek oznaczał, że jest to podchorąży drugiego rocznika, jeden szeroki i dwa wąskie białe paski oznaczały, że jest to podchorąży trzeciego rocznika i jeden szeroki i trzy wąskie paski oznaczały, że jest to podchorąży czwartego rocznika. Na początku powstania Szkoły w Beniaminowie-Białobrzegach koło Warszawy, w 1952 roku podchorążowie nosili mundury koloru khaki, spodnie koloru ciemny granat z czerwonymi lampasami i czapki koloru khaki z czerwonymi otokami. Następnie po przeniesieniu Szkoły, w 1955 roku, do Jeleniej Góry, wydano podchorążym mundury koloru khaki, spodnie koloru ciemny granat z niebieskimi lampasami i czapki koloru khaki z niebieski otokami, pagony były obszyte ozdobnym biało-czerwonym sznurkiem i do pagonów przyczepione metalowe odznaki SO (Szkoła Oficerska) na wzór przedwojenny SP (Szkoła Podchorążych), a dopiero we wrześniu 1959 roku, odbyła się w Szkole pierwsza promocja oficerów w stalowych mundurach, za które oficerowie musieli zapłacić z własnych funduszy. Po przybyciu do pododdziału zostaliśmy umundurowani, w stare mundury typu „deszczyk”, pas, czapki, buty. Mundur „moro”, mundur wyjściowy i płaszcz zimowy też nam wydano, ale one miały być wykorzystane tylko na szczególne okazje. Na czwartym roku studiów otrzymaliśmy także letnie płaszcze, które przysługiwały tylko kadrze zawodowej. Otrzymaliśmy w zasadzie wszystko, co żołnierzowi-słuchaczowi było potrzebne: pełne oporządzenie (broń kbkaK, łopatkę, maskę przeciwgazową i płaszcz OP-1), plecak, niezbędnik, menażkę, maniorkę, rację żywnościową „S”, buty żołnierskie i półbuty wyjściowe, pastę do butów, szczotki do ubrania i do czyszczenia butów, pastę i szczoteczkę do zębów, mydło, krem „Nivea”, maszynkę do golenia, żyletki, pędzelek do golenia, onuce, bo wtedy jeszcze skarpet nam nie wydano, raportówkę parcianą, zeszyty, przybory do pisania itp. Książki mogliśmy wypożyczać w bibliotece. Jedzenie na stołówce też było dobre, w porównaniu z tym, jakie miałem wcześniej w internacie i obsługiwały nas kelnerki. Początkowo korzystaliśmy ze stołówki nr 3 „Pod Zegarem”, tej w pobliżu budynków gospodarczych, później ze stołówki nr 1, przy PKT, która znajdowała się po prawej stronie, idąc od pomnika w stronę bramy głównej. Przemarsze na posiłki odbywały się w szyku zwartym. Przez pierwsze dwa tygodnie od 15 do 30 września 1971 r. nie byliśmy jeszcze podchorążymi tylko kandydatami na podchorążych i każdy musiał się przedstawiać, jako „kandydat”. Tytuł podchorążego wraz ze stopniem wojskowym mogliśmy używać dopiero po uroczystej immatrykulacji, która odbyła się 1 października 1971 roku. W okresie od 15 września do rozpoczęcia roku szkoleniowego 1 października wykonywaliśmy różne rzeczy, uczyliśmy się matematyki i innych przedmiotów w ramach wyrównania poziomu nauczania, uczono nas regulaminów, musztry, strzelania, kapelmistrz-dowódca orkiestry wojskowej WOSR mjr Józef Pasek, wraz z tamburmajorem chor. sztab. Andrzejem Augustyniakiem uczyli nas śpiewać „Gaudeamus” i „Pieśni Rycerskiej”, ale najwięcej czasu poświęcaliśmy na wykonywanie prac porządkowych: sprzątanie rejonów (wewnętrznych i zewnętrznych), grabienie liści, malowanie budynków gospodarczych (świniarni) itp.

  1. Studia w WOSR, w latach 1971-1975

    1. Pierwszy i drugi rok studiów, w WOSR, w latach 1971-1973

W dniu 1 października 1971 r. po powrocie z urlopów podchorążych starszego rocznika, 2. i 4. Kompanii, zebrano nas wszystkich, w mundurach wyjściowych, na salę kinową, w kinie „Śnieżka”, gdzie odbyło się uroczyste rozpoczęcie roku akademickiego, odśpiewaliśmy „Gaudeamus” i „Pieśń Rycerską” przy akompaniamencie Orkiestry WOSR pod dyrekcją mjr Józefa Paska. Był wykład inauguracyjny i symbolicznie wręczono indeksy, dziesięciu podchorążym tym, którzy najlepiej zdali egzaminy wstępne do uczelni. Pozostali podchorążowie otrzymali indeksy w rejonie zakwaterowania pododdziału. Przez okres studiów indeksy do ręki otrzymywaliśmy tylko w okresie sesji, a po jej zakończeniu musieliśmy je zdawać i były przechowywane w kancelarii dowódcy kompanii. Od uroczystej immatrykulacji mogliśmy używać tytułów „szeregowy podchorąży” lub aktualnego stopnia z dodaniem tytułu podchorąży, aż do zakończenia studiów. W okresie unitarnym od 15 września do 1 października nie mogliśmy samodzielnie wychodzić z pododdziału i chodzić po terenie Szkoły, tylko z dowódcą drużyny lub innym podchorążym, który przyszedł na studia z zasadniczej służby wojskowej. Po rozpoczęciu roku szkoleniowego to się zmieniło, ale na przepustki wyszliśmy dopiero po uroczystej przysiędze wojskowej, która odbyła 30 listopada 1971 roku. Na samym początku okresu unitarnego, może po 3 dniach pobytu w WOSR, samodzielnie wyszedłem do kiosku, który znajdował się przy bramie głównej, po zakupy i trafiłem na płk Mariana Grzybalskiego, któremu oddałem honor zwykłym krokiem, a on mnie zatrzymał i zapytał czy jestem z wojska, czy z cywila, żeby nie podpaść powiedziałem, że jestem z wojska i wtedy kazał mi się wrócić i oddać honor krokiem defiladowym (trzy kroki defiladowe przed przełożonym i jeden po minięciu przełożonego). Gdybym powiedział, że jestem z cywila to chyba by mnie nie wracał, tylko miał pretensje do moich przełożonych, że mnie wypuścili samodzielne na teren koszar, gdzie obowiązywały określne zasady żołnierskiego zachowania się. Na początku ci podchorążowie, którzy przyszli z cywila nie znali regulaminowego zachowania się, nie mieli określonych, żołnierskich nawyków i nie wiedzieli jak mają się zachowywać w kontaktach z przełożonymi. Nauczyli nas tego dowódcy drużyn i dowódca plutonu. Nasz dowódca plutonu nauczył nas, że najważniejsze są cztery zasady, które w wojsku wówczas obowiązywały: na pierwszym miejscu była dyscyplina, na drugim - porządek ogólnowojskowy, na trzecim - dbałość o sprzęt i mienie wojskowe i na ostatnim czwartym - wyszkolenie. Pomimo, że wyszkolenie było na ostatnim miejscu, to w naszym odczuciu było ono najważniejsze i poświęcano mu najwięcej czasu i uwagi. W zakresie działalności instruktorsko-metodycznej ze szkolenia z przedmiotów ogólnowojskowych (musztra, regulaminy, szkolenie strzeleckie, szkolenie specjalistyczne itp.) również obowiązywały odpowiednie schematy (zasady) nauczania. Wszystko odbywało się według następujących punktów instruowania (nauczania): co was nauczę (czego was będę uczył), do czego służy, na jaką komendę się wykonuje, wzorowy pokaz, pokaz z opisem i przejście do ćwiczenia praktycznego, które dzieliło się na ćwiczenia na tempa i ćwiczenia bez temp. Instruktaż również został podzielony na trzy części i wyróżniano: instruktaż wstępny, bieżący i końcowy. Od rozpoczęcia roku akademickiego chodziliśmy na zajęcia plutonami. Nasz każdy dzień wyglądał podobnie o godzinie 6.00 pobudka, następnie zaprawa poranna, toaleta poranna, sprzątanie rejonów zewnętrznych i wewnętrznych, śniadanie, apel poranny i o godzinie 8.00 rozpoczynały się zajęcia (wykłady, ćwiczenia), które trwały do obiadu. Po obiedzie obowiązkowa nauka własna, która trwała do kolacji, po kolacji o 19.30 obowiązkowe oglądanie dziennika telewizyjnego, po dzienniku sprzątanie rejonów wewnętrznych, apel wieczorny (odczytanie rozkazu dziennego dowódcy kompanii) i o godzinie 22.00 capstrzyk. Każda drużyna otrzymała swoją salę żołnierską, w sali łóżka były metalowe normalne, a niektóre piętrowe. Każdy dowódca drużyny spał na pierwszym łóżku po prawej stronie od wejścia do sali żołnierskiej, było to potrzebne, ponieważ rano, dowódcy drużyn byli budzeni przez podoficera dyżurnego kompanii 15 minut przed pobudką, który udzielał im instruktażu do zaprawy porannej i przekazywał inne potrzebne informacje. Podoficer dyżurny kompanii otrzymywał wcześniej rano instruktaż od oficera dyżurnego WOSR. W tygodniu zajęcia odbywały się przez pięć dni (6-7 godzin dziennie) i jeden dzień był dyspozycyjny. Matematyki uczył nas ppłk Bartoszczyk i Pani mgr Witczak, która była Żoną ppor. Wiesława Witczaka, a na drugim roku Pani mgr Barbara Kuźniar, przesympatyczna kobieta o gołębim sercu. Ponieważ Pani Witczak urodziła dziecko i poszła na urlop macierzyński nie widziałem jej od 1972 roku. Będąc na weselu, u mojej Rodziny, 10 września 2004 roku w Dobroniu, koło Pabianic, zauważyłem młodą dziewczynę, którą, wydawało mi się, że ją kiedyś gdzieś spotkałem. Zapytałem mojej Rodziny, kto to jest i wtedy dowiedziałem się, że jest to Dorota, córka Państwa Witczaków, którzy już mieszkali w Łasku, którą widziałem pierwszy raz, ale była bardzo podobna do Swojej Matki, mojej nauczycielki matematyki. Języka rosyjskiego uczyła nas Pani mgr Dolores Wysopal, która w przepiękny, bardzo sugestywny sposób opowiadała nam o Leningradzie (obecnie Sankt Petersburg) pięknym mieście, mieście doktorów, z którego pochodziła, o jego historii, zabytkach i zwyczajach tam panujących. Anten uczył nas płk Jan Florkowski, przesympatyczny wykładowca, który dużo opowiadał nam o historii i tradycjach Szkoły w Jelenie Górze, wizytach przełożonych i kontaktach kadry z ludnością cywilną regionu. Fizyki uczył nas bardzo pryncypialny, wymagający, dokładny i precyzyjny kapitan, a później mjr Franciszek Latosiński, a Jego Żona Pani mgr Teresa Latosińska uczyła nas chemii. Kpt. Franciszek Latosiński, oprócz podstawowego podręcznika do nauki fizyki, zalecał nam zakup dodatkowego podręcznika z fizyki autorki Marty Skorko. Nigdzie nie mogłem dostać tej książki, więc napisałem list do mojej starszej Siostry Janiny, do Chorzowa i do młodszej Siostry Marii, do Pabianic, żeby poszukały w tamtejszych księgarniach tej książki. Skutek był taki, że w niedługim czasie otrzymałem aż dwie te książki, jedną z Chorzowa, a drugą z Pabianic. Jedną mam do tej pory, a drugą oddałem, któremuś z kolegów podchorążych. Najciekawszym naszym wykładowcą był kpt. Stanisław Siwa, który bardzo lubił grać w szachy i zawsze musiał wygrywać. Natomiast płk Ryszard Szczęsny bardzo dużo i ciekawie opowiadał nam o Garnizonach Lotniczych, a szczególnie o Goleniowie i Mirosławcu. Najbardziej lubiliśmy przedmioty techniczne i humanistyczne, najmniej ogólnowojskowe. Zapamiętałem również, że najlepiej wyprasowany mundur i spodnie nosił w naszej kompanii pchor. Wiktor Korycki. Ponieważ był mistrzem w tych sprawach, poprosiłem Go o wyprasowanie także mojego munduru i spodni na promocję i mi nie odmówił. W WOSR zawsze bardzo uroczyście obchodzono Dzień Podchorążego. 29 listopada 1971 r. wszyscy podchorążowie WOSR, w ramach Dnia Podchorążego, wyszli wieczorem, na ulice w Jeleniej Górze. Maszerowaliśmy dumnie, w ugrupowaniu zwartym niosąc w ręku zapalone pochodnie. Musiało to pięknie wyglądać, bo mieszkańcy Jeleniej Góry, stawali na ulicy i patrzyli z zaciekawieniem na nas. Nam podchorążym 1. Kompanii też to się bardzo podobało, bo maszerując, mogliśmy podziwiać piękno Jeleniej Góry i wspominać czasy historyczne, kiedy wieczorem 29 listopada 1830 roku podchorążowie Szkoły Podchorążych w Warszawie, pod dowództwem ppor. Piotra Wysockiego rozpoczęli atakiem na Arsenał, Powstanie Listopadowe. W następnych latach, też uroczyście obchodziliśmy Dzień Podchorążego, były organizowane spotkania integracyjne z tańcami, z zaproszonymi dziewczynami, w pięknym schronisku „Perła Zachodu” w Siedlęcinie (pierwsze spotkanie), Klubie Garnizonowym w Jeleniej Górze (w 1974 roku, ostatnie spotkanie na IV roku) i inne chyba w Klubie Podchorążego WOSR. 30 listopada 1971 roku, o godzinie 10.00, na placu alarmowym (apelowym) WOSR w Jeleniej Górze, odbyła się uroczysta przysięga podchorążych 1. Kompanii. Na przysięgę przyjechały rodziny z całej Polski i wtedy po raz pierwszy otrzymaliśmy przepustki i mogliśmy samodzielnie, z rodzinami wyjść do miasta. Do mnie przyjechała moja Mama, Ciocia, Siostra z Chorzowa z Rodziną i Kolega z Wrocławia. Okres do przysięgi był dla nas bardzo trudny i wyczerpujący, poznawaliśmy swoje charaktery, nawiązywaliśmy przyjaźnie, a najważniejsze dla nas były swobodne, szczere, koleżeńskie rozmowy, które prowadziliśmy w palarni. Ja Kolegom z trzynastego plutonu, recytowałem wiersze i czytałem na dobranoc fragmenty z „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza. Myślałem, że to była tylko taka chwilowa potrzeba kontaktu z literaturą i poezją, ale po trzech latach od ukończenia Szkoły, w 1978 roku, spotkałem w Poznaniu mojego kolegę z plutonu por. inż. Jerzego Wójtowskiego, który zaczął mi recytować wiersz „Czaty” Adama Mickiewicza i powiedział, że zapamiętał go z tamtych trudnych czasów. Pamiętam, że kiedyś pełniąc służbę w kompanii, przyszedł do mnie mł. chor. Janusz Górecki i chciał, żebym go natychmiast ostrzygł, bo wezwał go do siebie Komendant Szkoły. Ja powiedziałem, że nie mam czym, więc przyniósł mi nożyczki, które były bardzo tępe. Nie miałem ochoty Go strzyc tymi tępymi nożyczkami, ale otrzymałem rozkaz, który musiałem wykonać. Ja nie bardzo byłem zadowolony, z tego, co zrobiłem, ale gdy mł. chor. Janusz Górecki wrócił od komendanta, był zadowolony i powiedział, że wszystko jest dobrze i mi podziękował. Po przysiędze trwało normalne codzienne szkolenie. Na Święta Bożego Narodzenia otrzymaliśmy 10 dni urlopu, ale tylko ci, którzy mieli wszystkie oceny pozytywne, a ci co mieli oceny niedostateczne już po pięciu dniach musieli wracać na uczelnię. W ciągu roku otrzymywaliśmy 10 dni urlopu na Święta Bożego Narodzenia, 5 dni na Wielkanoc i 20 dni we wrześniu, po zakończeniu roku akademickiego (szkoleniowego). W dzień wyjazdu na Święta Bożego Narodzenia szef kompanii, dokonał przeglądu naszego wyjściowego umundurowania i stwierdził, że niektórzy podchorążowie mają, za krótkie płaszcze i w takich płaszczach na urlop nie pojadą. Mój płaszcz też był za krótki, więc go wymieniłem na dłuższy z pchor. Ryszardem Berczyńskim, z czternastego plutonu. Po Świętach Bożego Narodzenia, na początku Nowego Roku 1972, wróciliśmy do uczelni. Po tak surowym nas traktowaniu i wytężonym, bardzo wyczerpującym psychicznie i fizycznie okresie szkolenia, jaki przeszliśmy od 15 września do Świąt Bożego Narodzenia w czasie urlopu nastąpiło całkowite rozluźnienie. Poczuliśmy wolność i swobodę. Po przyjeździe na uczelnię myśleliśmy, że najgorsze mamy już za sobą, ale było inaczej. Nasi przełożeni wzięli nas na taktykę za budynki gospodarcze, w pobliżu Jeżowa Sudeckiego, i tam w ramach przypomnienia o wojsku, przeprowadzili z nami zajęcia z taktyki, w czasie, których musieliśmy kilka razy zdobywać wzgórze czołganiem przez pełzanie. Wróciliśmy, zdegustowani i oburzeni takim traktowaniem podchorążego, ubrudzeni oraz zmęczeni. Po powrocie do rejonu zakwaterowania, w związku z takim, niewłaściwym i poniżającym potraktowaniem nas, w ramach protestu, kilku, czy może nawet kilkunastu podchorążych napisało raporty o zwolnienie z WOSR, a wśród nich mój Kolega Józef Pytel. W tym okresie już kilku podchorążych odeszło z 1. Kompanii, pierwszy, który nie dostarczył świadectwa maturalnego został przeniesiony do Szkoły Chorążych WRt, innych ze względu na stan zdrowia spisała Wojskowa Komisja Lekarska, pchor. Gustaw Gronowski, na własną prośbę przeniósł się do WOSWŁ, do Zegrza koło Warszawy. Z opóźnieniem do 1. Kompanii przybył pchor. Wojciech Bogut, który przyszedł z cywila i pchor. Zdzisław Nikliborc, który przyszedł z WOSWZmech. z Wrocławia. W styczniu 1972 roku, 13. Pluton 1. Kompanii Podchorążych uczestniczył w wycieczce do Szklarskiej Poręby. Z Jeleniej Góry do Szklarskiej Poręby dojechaliśmy pociągiem. Z 13. Plutonu w wycieczce uczestniczyli podchorążowie: Ryszard Biały, Wojciech Bogut, Henryk Czyżyk, Janusz Durda, B. Dymitrowicz, Gustaw Gronowski, Andrzej Głowacki, Andrzej Góźdź, Waldemar Jóźwiak, Zdzisław Lasota, Kazimierz Mądry, Józef Pytel, Andrzej Sobótka, Emil Szymański, Henryk Studziński, Edward Suchodolski, Marian Truchan, Andrzej Wielgosiński, Jerzy Wójtowski, Jerzy Wierzbowski, Wiesław Urbanowski oraz st. kpr. Mors. Na przełomie lutego i marca wydano mam indeksy i rozpoczęła się wiosenna sesja egzaminacyjna. W trakcie roku akademickiego były dwie sesje egzaminacyjne, wiosenna na przełomie lutego i marca i letnia na przełomie lipca i sierpnia. Po zakończeniu sesji wiosennej w 1972 roku, podchorążowie, którzy zdali terminowo wszystkie egzaminy zostali wyróżnieni awansami na kolejny stopień wojskowy. Ja też zostałem awansowany na stopień starszego szeregowego. Był to pierwszy mój awans w wojsku, z którego bardzo się cieszyłem, kolejne awanse już nie robiły na mnie takiego wielkiego wrażenia może dopiero awans na majora czy pułkownika. Na trzecim roku otrzymałem awans na stopień sierżanta. W 1972 roku na mocy zarządzenia nr 017/Org. z 25 marca 1972 roku, WOSR została przekazana z Wojsk Lotniczych, do Wojsk OPK. Z tej okazji odbyła się uroczysta zbiórka na placu alarmowym (apelowym) WOSR. Pamiętam płomienne wystąpienie gen. dyw. pil Romana Paszkowskiego, ówczesnego dowódcy WOPK, który Szkołę przyjmował i to, że przez okres zbiórki cały czas padał ulewny deszcz. Byliśmy bardzo przemoczeni i defilowaliśmy w strugach deszczu i kałużach rozpryskującej się wody od uderzeń naszych butów. W 1972 roku nastąpiła także zmiana na stanowisku komendanta WOSR, odszedł płk dr inż. Wacław Kazimierski, a nowym komendantem został gen. bryg. pil. Julian Paździor. Pamiętam, że zorganizowano nam marsz na 70 km (może to było ponad 80 km) z pełnym oporządzeniem i maszerowaliśmy cały dzień, od rana (poderwano nas alarmem w nocy) do wieczora, z przerwą na posiłek, po trasie Lubomierz – Wleń - Zapora Pilichowicka - Jeżów Sudecki. Wróciliśmy do rejonu zakwaterowania bardzo zmęczeni, po kolacji szef kompanii zapytał, czy ktoś chce wyjść na przepustkę, zgłosił się tylko jeden pchor. Jan Howard, który w trakcie marszu źle się poczuł i resztę trasy pokonał jadąc w karetce pogotowia. Pozostali podchorążowie wyczerpani i osłabieni poszli spać. Pamiętam, że w ramach szkolenia (zawodów taktyczno-bojowych), cała kompania została wyprowadzona na koniec poligonu szkolnego pod las i tam mieliśmy szkolenie. Spaliśmy w namiotach zbudowanych z naszych płaszczy-peleryn przeciwdeszczowych, a że w nocy padał deszcz musieliśmy do namiotu przynosić gałęzie i na nich spaliśmy, a pod nimi płynęła woda. Na drugi dzień uczestniczyliśmy w szkoleniu, rozwijaliśmy i zwijaliśmy antenę wysokościomierza PRW-11 (mógł to być PRW-9). Musieliśmy pokonać plamę chemiczną, nawiązać łączność, było również w ramach szkolenia sanitarnego opatrywanie bandażami rannych. W okresie studiów, w ramach praktyk, pełniliśmy także służby: dyżurnego kompanii, podoficera dyżurnego kompanii, wartownika, pomocnika dowódcy warty, dowódcy warty, chodziliśmy na patrole i na czwartym roku studiów oficera dyżurnego WOSR pod nadzorem oficera – konsultanta. Moim konsultantem był mjr mgr Józef Mateja. WOSR, co roku organizowała spartakiady. Odbywaliśmy też cykliczne marszobiegi na 10, 20, 30 i 40 km. Były też alarmy przeciwchemiczne (chemiczne) po ogłoszeniu, których nawet w salach wykładowych, w czasie zajęć teoretycznych musieliśmy siedzieć w maskach przeciwgazowych, ale wtedy wykładowcy dyktowali nam swoje wykłady, które obowiązkowo musieliśmy zapisywać. Z okazji Święta Wojska Polskiego, które było obchodzone 12 października 1972 roku, szef kompanii skierował nas do Szkoły Podstawowej na spotkanie z uczniami, gdzie mieliśmy mówić o funkcji (roli) wewnętrznej i zewnętrznej Wojska Polskiego w państwie. Jako nauczyciel z cywila, z przyjemnością poszedłem na to spotkanie. Ja wraz z pchor. Tadeuszem Fidlerem, byłem na spotkaniu w szkole, do której chodziło dużo dzieci kadry WOSR. Spotkanie było bardzo ciekawe i interesujące oraz miałem dużo pytań od dzieci i nauczycieli. Odpowiadałem szczerze o tym jak jest w wojsku i o karach dyscyplinarnych też. Po tym spotkaniu wezwał mnie szef kompanii i powiedział, żebym więcej dzieci nie straszył wojskiem. Z okazji Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku 1973, zorganizowano w Klubie Garnizonowym w Jeleniej Górze, dla dzieci kadry WOSR, choinkę z paczkami żywnościowymi i potrzebny był Mikołaj do ich rozdawania. Szef kompanii wyznaczył mnie i pchor. Edwarda Suchodolskiego i skierował nas do Klubu Garnizonowego. W Klubie Garnizonowym powitały nas sympatyczne Panie z Komitetu Organizacyjnego, dały mi strój Mikołaja, w który się przebrałem i wręczałem paczki, które podawał mi pchor. Edward Suchodolski i Panie z Komitetu. Opowiedziałem dzieciom skąd przybyłem i zapytałem także czy były grzeczne. Wszystkie odpowiedziały, że tak i żadne nie przyznało się do tego, że było niegrzeczne. Oczywiście przed otrzymaniem paczki zadawałem im pytania. Widziałem, kiedy podchodziły do mnie po prezenty autentyczny strach w ich oczach i natychmiastową, autentyczną radość po otrzymaniu paczki. Będąc już oficerem w 9. plm, w Debrznie, na początku 1981 roku, też występowałem w roli Mikołaja, na spotkaniu choinkowym w Klubie Garnizonowy, zorganizowanym dla dzieci kadry przez Wojskowe Przedszkole. Tak byłem przebrany, że mnie nawet moja Córka nie poznała. Z pchor. Edwardem Suchodolskim, chodziłem nieraz do Milicyjnej Izby Dziecka w Jeleniej Górze, gdzie pomagaliśmy dzieciom w nauce. Chodziłem czasem do Teatru im. Cypriana Kamila Norwida w Jeleniej Górze i prawie wszystkie filmy obejrzałem w kinie „Śnieżka”, które znajdowało się na terenie WOSR. Na drugim roku, po trzecim semestrze, wiosną 1973 roku, zostałem wybrany „Żołnierzem Miesiąca”. Ceniłem ten tytuł, bo o nim decydowali, nie tylko dowódcy, ale moi Koledzy podchorążowie z naszej kompanii. Byłem wtedy w stopniu starszego kaprala podchorążego, zrobiono mi zdjęcie, które przez miesiąc wisiało w holu 1. Kompanii Podchorążych z następującą opinią” „st. kpr. pchor. Henryk Czyżyk, znany jest każdemu z nas ze swego pogodnego, wesołego usposobienia. Umiejętności życia w kolektywie, z chętnego angażowania się w pracę społeczną. Jego zawsze właściwe, charakteryzujące się wysoką kulturą i godnością postępowanie zjednuje mu sympatię kolegów, a uznanie i opinię wzorowego podchorążego u przełożonych. Jest jednym z najbardziej wartościowych żołnierzy 13. Plutonu”. Taką opinię w imieniu podchorążych 1. Kompanii napisał o mnie st. kpr. pchor. Jerzy Wójtowski z 13. Plutonu. Na drugim roku mieliśmy już praktyki, ja byłem na praktykach w 27. brt w Witkowie Pyrzyckim koło Stargardu Szczecińskiego. Razem ze mną na praktykach w Witkowie byli podchorążowie: Antoni Paliwoda, Władysław Torchała, Andrzej Ponomarów i Wiesław Jezierski. Dowódcą tego batalionu był ppłk Witold Zbroiński, szefem sztabu-zastępcą dowódcy mjr dypl. Ryszard Blomka, a zastępcą ds. politycznych mjr Zdzisław Synoś. Po powrocie z praktyk mieliśmy letnią sesję egzaminacyjną, awansy, ja wtedy otrzymałem awans na stopień plutonowego i wyjazd na urlop. Sesję zdałem dobrze, cześć egzaminów w terminie zerowym i zostałem oprócz awansu wyróżniony brązową odznaką „Wzorowy Podchorąży”, którą mam do dziś oraz listem pochwalnym do Rodziców. Żeby zdobyć taką odznakę trzeba było mieć średnią za semestr powyżej 4,25. Po ukończeniu drugiego roku studiów w WOSR, w 1973 roku, odeszli od nas, na kurs pilotażu, do WOSL, do Dęblina podchorążowie: Stefan Suchora, Henryk Nowacki, Jan Nogieć, Mieczysław Mytkowicz, Romuald Kędra, Emil Szymański, Tadeusz Mazur, Marian Zielkowski i Jacek Oses. Warunkiem przyjęcia do WOSL było zdanie wszystkich egzaminów, jakie obowiązywały na drugim roku WOSR. 9 września 1973 rok, na Placu Ratuszowym (Rynku) w Jeleniej Górze, odbyła się uroczysta promocja pierwszego wypustu oficerów, którzy ukończyli WOSR, której dokonał Główny Inspektor Techniki WP gen. dyw. Zbigniew Nowak. Po promocji wszyscy podchorążowie wyjechali na statutowe urlopy.


  1   2


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna