Patriotyczny ruch polski” nr 00, wrzesień 2008 R. Jeszcze polska nie zginęŁA!!!



Pobieranie 260,88 Kb.
Strona5/5
Data15.02.2018
Rozmiar260,88 Kb.
1   2   3   4   5
Polska pieśń. Od szeregu lat w całym naszym biednym kraju rozbrzmiewają tony „foxów”, „tang”, które pod względem treści słów jak i melodii, są odbiciem duszy żydowskiej. Gdy jankiel mickiewiczowski grał na cymbałach, to miłe rodaki tylko słuchały. Teraz, gdy Żydy grają, to już „cymbały” skaczą w takt żydowskiej muzyki i śpiewają najmodniejsze tanga. Jakaś zaraza tych melodii i tych śpiewań padła na kraj cały i ciąży nad nim, jak straszliwa melodia chochoła grającego w „Weselu” Wyspiańskiego”: „Miałeś chamie złoty róg”.

Spis „pieśniarzy”, ulubieńców bezmyślnego tłumu „gojów” i „gojek”: Gold, Kataszek, Petersburski, Górzyński, Gordon, Hemar, Włast, Kagan, Skrzypkowski, Szerszeń-Orliński. A nazwy tych „pieśni”, takich „rodzimych, takich rzeczywiście „naszich”: „Pod samowarem”, „Pod abażurem”, „Rafałek”, „Rebeka”, „Gazu! Gazu!”, „Limba”, „Rumba” „Jo-Jo” - są one jednak już przebrzmiałe. Natomiast modne, najmodniejsze, sam „cymes” są melodie nowego „majufestu” „Lambeth-walk”, która w karnawale roku pańskiego 1939 tańczyli we wszystkich tancbudach tubylcy obywatele „Acum”, „Nochrim”, „Edom”, „Goim” - czyli jednym słowem bracia rodacy!!! Orkiestra Polskiego Radia pod dyrekcją p. „Zdzisia” Grynberga-Górzyńskiego gra na płytach gramofonowych z firmy „Weksler”. Dyrygent Filharmonii, p. Fitelberg, od „naszich” wdzięcznie dyryguje, a nieśmiertelny, też od „naszych”, złotym krzyżem zasługi udekorowany, profesor Ludwik Urstein przy fortepianie.

Stanisław Tworkowski („Polska bez Żydów”)

-------------------------------------------------------------------------------------------------



Fragment z książki „Szpiedzy Gideona”, autorstwa Gordona Thomasa - Rozdział dziewiąty.
BRUDNE PIENIĄDZE, SEKS I KŁAMSTWA - CZĘŚĆ IV
Robert Maxwell uważał, że jest niezwyciężony z jednego prostego powodu: był złodziejem na usługach Mossadu. Im więcej dla niego ukradł, tym bardziej był przekonany, że jest niezastąpiony. Jak powiedział kiedyś Ben Menasze, Maxwell lubił powtarzać podczas swych wizyt w Izraelu, że też wie, gdzie jest pies pogrzebany. Takie twierdzenie nie mogło zostać niezauważone przez Mossad.

[...] Po tych wydarzeniach, podczas ostatnich wizyt w Izraelu magnat prasowy, Robert Maxwell, zaczął zachowywać się niepokojąco. Powiedział Admoniemu, że powinien zatrudnić spirytystów do czytania w myślach wrogów Mossadu. Zaczął sugerować cele do likwidacji. Chciał spotykać się z kidonami, dokonywać inspekcji ich obozów szkoleniowych. Szef Mossadu stanowczo, lecz uprzejmie odmawiał spełnienia tych próśb. Jednak w Mossadzie zaczęto zadawać sobie pytania na temat Maxwella. Czy jego zachowanie to jedynie przejaw zwykłej megalomanii? A może jest to zwiastun czego innego? Czyżby nastał w końcu czas, gdy Robert Maxwell, mimo wszystkich zasług dla Izraela, stał się na tyle niezrównoważony umysłowo i nieprzewidywalny, aby stanowić problem?

Nie było jednak wątpliwości, że świetnie szło mu reklamowanie Promisu - czy też, jeśli chodziło o Mossad, efektywności systemu. Mossad pierwszy otrzymał program, który okazał się użytecznym narzędziem w kampanii przeciw intifadzie. Wielu jej przywódców opuściło Jordanię i schroniło się w bezpieczniejszych miejscach w Europie po tym, jak kidoni zamordowali kilku z nich na terenie królestwa.

Program odniósł spektakularny sukces, gdy przywódca intifady, który przeniósł się do Rzymu, zadzwonił pod numer w Bejrucie, który komputery Mossadu zarejestrowały jako numer telefonu domowego znanego konstruktora ładunków wybuchowych. Rozmówca z Rzymu koniecznie chciał spotkać się z konstruktorem w Atenach. Mossad użył Promisu, aby sprawdzić w biurach podróży w Rzymie i Bejrucie plany podróży obu mężczyzn. Poszukiwania w Bejrucie ujawniły, że konstruktor bomb, polecił miejscowym firmom użyteczności publicznej wstrzymać dostawy do jego domu. Dalszy wywiad dokonany przez Promis w lokalnych komputerach OWP ujawnił, że konstruktor w ostatniej chwili zmienił samolot. Nie uratowało go to. Został zabity przez ładunek podłożony w samochodzie w drodze na lotnisko w Bejrucie. Nieco później przywódca intifady zginął w Rzymie w wypadku samochodowym. Winny kierowca zbiegł z miejsca wypadku. (Skąd my to znamy? - Jacek Misztal).

Tymczasem Mossad wykorzystywał Promis do odczytywania tajnych danych innych służb wywiadowczych.

W Afryce Południowej katsa w ambasadzie Izraela użył systemu do wyśledzenia zakazanej w kraju organizacji rewolucyjnej a także jej kontaktów z grupami bliskowschodnimi. Specjaliści Mossadu w ambasadzie izraelskiej w Waszyngtonie wykorzystali Promis - do penetracji systemów łączności innych misji dyplomatycznych i departamentów rządowych USA. To samo miało miejsce w Londynie i innych stolicach europejskich. System przez cały czas przynosił Mossadowi wartościowe informacje. Do 1989 r. sprzedano programy Promis o wartości ponad pięćset milionów dolarów do Wielkiej Brytanii, Australii, Korei Południowej i Kanady. Kwota ta byłaby większa, gdyby nie to, że CIA reklamowała i sprzedawała własną wersję innym agencjom wywiadowczym. W Wielkiej Brytanii Promis był używany przez M15 w Irlandii Północnej do śledzenia terrorystów i przywódców politycznych takich jak Gerry Adams.



Maxwellowi udało się też sprzedać system polskim służbom wywiadowczym, SB. W zamian za to Polacy, według Ben Menaszego, pozwolili Mossadowi wykraść rosyjskiego MiG-a-29. Operacja przypominała kradzież wcześniejszej wersji miga z Iraku. Polski... generał, kierujący filią SB w Gdańsku - w zamian za 1 mln dolarów wpłaconych na konto w Citibank w Nowym Jorku - spisał samolot na straty jako bezużyteczny, pomimo że niedawno przywieziono go z rosyjskiej fabryki sprzętu lotniczego. Myśliwiec rozłożono na części, umieszczono w skrzyniach z napisem „sprzęt rolniczy" i wysłano do Tel Awiwu. Tam został na powrót złożony i przetestowany przez izraelskie lotnictwo, co umożliwiło pilotom walkę z migami armii syryjskiej. Minęły tygodnie, zanim Moskwa odkryła kradzież podczas rutynowej inwentaryzacji sprzętu lotniczego dostarczanego do krajów Układu Warszawskiego. Tymczasem general SB zdążył już dołączyć w Nowym Jorku do swojej dolarowej fortuny. Waszyngton zgodził się zapewnić mu nową tożsamość w zamian za umożliwienie amerykańskim wojskom lotniczym przeprowadzenia własnej inspekcji miga. Niedługo potem, Robert Maxwell poleciał do Moskwy. Oficjalnym celem wizyty było przeprowadzenie wywiadu z Michaiłem Gorbaczowem. W rzeczywistości Maxwell przyjechał, aby sprzedać Promis KGB i... Dzięki tajnej furtce dał on Izraelowi znakomity dostęp do tajemnic radzieckiego wywiadu wojskowego, przez co Mossad stał się jedną ze służb najlepiej poinformowanych o rosyjskich planach.

Z Moskwy Maxwell poleciał do Tel Awiwu. Jak zwykle został przyjęty jako potentat, ominęły go wszelkie formalności na lotnisku, gdzie powitał go przedstawiciel Ministerstwa Spraw Zagranicznych Izraela. Maxwell potraktował go jak członków swojej obsługi każąc mu nieść swój bagaż i usiąść obok kierowcy. Zażądał wyjaśnień, co stało się z jego motocyklową eskortą. Gdy dowiedział się, że jej nie przewidziano, zagroził, że zadzwoni do biura premiera i każe zwolnić urzędnika, który go witał. W czasie każdego postoju na światłach i przez całą drogę do apartamentu hotelowego Maxwell grzmiał na niefortunnego reprezentanta MSZ. W hotelu czekała na wydawcę jego ulubiona prostytutka. Odesłał ją: miał na głowie sprawy ważniejsze niż zaspokajanie potrzeb seksualnych.

Prasowe imperium Maxwella w Londynie przeżywało poważne kłopoty finansowe. Jeśli w najbliższym czasie Maxwell nie dostałby zastrzyku kapitałowego, musiałby zawiesić działalność. Jednak w londyńskim City, gdzie zawsze wcześniej znajdował fundusze, tym razem wahano się z pożyczką. Realistyczni finansiści, którzy poznali Maxwella, zrozumieli, że za przechwałkami i metodami bezwzględnego zbira krył się człowiek, który zaczynał tracić orientację w finansach. W przeszłości to dzięki niej wiele mu wybaczali. Teraz Maxwell wpadał we wściekłość i rzucał groźbami w obliczu najmniejszego sprzeciwu. Bankierzy do tej pory tłumili gniew i ulegali jego żądaniom. Nie mieli jednak zamiaru robić tego dłużej. W Bank of England i innych finansowych instytucjach City rozeszła się pogłoska, że Maxwell przestał być pewniakiem.

Ich informacje były częściowo oparte na tajnych raportach z Izraela, według których na Maxwella naciskali miejscowi izraelscy inwestorzy. Domagali się spłaty pieniędzy, które pomogły mu zakupić Mirror Group. Termin spłaty dawno już minął i żądania Izraelczyków stały się coraz bardziej natarczywe. Próbując się ich pozbyć, Maxwell obiecał im zapłacić więcej, jeśli poczekają. Izraelczycy nie byli usatysfakcjonowani: chcieli pieniędzy natychmiast. Dlatego właśnie Maxwell przybył do Tel Awiwu: liczył, że używając całego swego uroku, nakłoni ich do ponownego przedłużenia terminu. Pierwsze sygnały, nie wróżyły nic dobrego. Podczas lotu, odebrał wiele gniewnych telefonów, grożących przedstawieniem sprawy organowi nadzorczemu w londyńskim City.

Maxwell miał jeszcze jeden problem. Zdefraudował wcześniej znaczne zyski z ORA i ukrył w bankach bloku wschodniego. I wykorzystał te pieniądze, na wzmocnienie Mirror Group. Maxwell już wcześniej ukradł, co się dało, z funduszu emerytalnego pracowników a pieniądze ORA nie mogły wystarczyć na długo. Co więcej - inaczej niż w przypadku izraelskich inwestorów - gdyby ta kradzież została odkryta, stanąłby oko w oko z naprawdę twardymi facetami, wśród nich z Rafim Eitanem. Maxwell wiedział wystarczająco dużo o byłym pracowniku operacyjnym Mossadu, by zdawać sobie sprawę, że nie byłoby to przyjemne.



Wprowadziwszy się do swojego apartamentu hotelowego, Maxwell rozpoczął działania strategiczne. Jego udziały w zyskach z marketingu Promisu nie wystarczyłyby do zażegnania kryzysu. Podobnie byłe z zyskami z „Maariv", izraelskiego brukowca wzorowanego na jego wizytówce, „Daily Mirror". Istniała jednak jeszcze jedna szansa: posiadająca siedzibę w Tel Awiwie Cytex Corporation, której był właścicielem, a która produkowała wysokiej jakości sprzęt drukarski. Jeśli udałoby się szybko sprzedać Cytex, pieniądze pomogłyby w jakimś stopniu w rozwiązaniu problemów. Maxwell wezwał dyrektora wykonawczego Cytexu, syna premiera Icchaka Szamira, do swojego apartamentu. Miał on złe wieści: prędka sprzedaż była mało prawdopodobna. Cytex, choć dzielnie się bronił, walczył z rosnącą konkurencją. Nie była to dobra pora dla takiej transakcji. Sprzedaż firmy spowodowałaby też zwolnienie wielu fachowców w czasie, gdy bezrobocie było poważnym problemem w Izraelu. Maxwell zareagował na to wybuchem wściekłości, pryskała bowiem ostatnia nadzieja ratunku. Z taktycznego punktu widzenia popełnił błąd, atakując syna premiera. Młody Szamir powiedział zaraz ojcu, że Maxwell ma poważne kłopoty finansowe. Premier, świadom powiązań potentata z Mossadem, poinformował Nahuma Admoniego. Ten zaś, zwołał spotkanie wysokich rangą pracowników, aby zastanowić się nad sposobami rozwiązania tego problemu. Później okazało się, że omawiano kilka wariantów.

Mossad mógł poprosić premiera, aby ten wykorzystał swoje znaczne wpływy i przekonał izraelskich inwestorów, aby jeszcze poczekali na pieniądze, a nawet użyli swoich środków i znajomości w celu zdobycia pieniędzy dla uratowania Maxwella. Pomysł ten odrzucono, gdyż Maxwell zdołał zdenerwować Szamira swoją wyniosłą postawą. Wszyscy wiedzieli, że Szamir ma silny instynkt samozachowawczy i będzie się chciał teraz zdystansować od Maxwella. Kolejnym pomysłem, było zwrócenie się przez Mossad do sajanów zajmujących wysokie stanowiska w londyńskim City i przekonanie ich, aby wsparli pakiet ratunkowy dla Maxwella. W tym samym czasie przyjaźni Mossadowi dziennikarze brytyjscy mogliby zostać zachęceni do napisania artykułów popierających zagrożonego potentata.

-------------------------------------------------------------------------------------------------



PRP nr 200- dostępny na: www.wlasnoscikapital.pl



1   2   3   4   5


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna