Patriotyczny ruch polski” nr 00, wrzesień 2008 R. Jeszcze polska nie zginęŁA!!!



Pobieranie 260,88 Kb.
Strona3/5
Data15.02.2018
Rozmiar260,88 Kb.
1   2   3   4   5

4. Szkole brak jednak typowej dla rodziny wrażliwości i emocjonalnej więzi oraz zaufania w relacji rodzicdziecko. Sprawy seksualne wymagają ogromnego zaufania, delikatności oraz znajomości dziecka, jakiej nauczyciel nigdy nie osiągnie w takim stopniu jak matka czy ojciec. Nauczyciel nie znając dobrze wrażliwości dziecka, może łatwo zranić delikatną sferę niewinności, obciążyć wiedzą, która w konkretnym okresie życia dziecka może być ponad jego siły moralne i psychiczne. Oddając nieznanym ludziom nasze dzieci wcale nie mamy pewności, czy zamiast wychowania, nie zostaną one okaleczone psychicznie i nieodwracalnie zdemoralizowane. (Szeroko w mediach opisywane były przypadki uczenia w przedszkolach (!) w Wielkiej Brytanii o równości orientacji seksualnych, oraz uczenia 10-latków w Anglii jak zakładać prezerwatywy!).

5. W wychowaniu [w przeciwieństwie do samego uczenia] najważniejszy jest nie fachowiec w danej dziedzinie, lecz autorytet osobisty wychowawcy. Tymczasem skąd możemy mieć pewność, że pan (czy pani) „od seksu” jest autorytetem w życiu rodzinnym, osobistym, wzorem w małżeństwie i w rodzicielstwie. Że ma normalną rodzinę, że ma własne dzieci, które są dobrze wychowane, że kieruje się tym samym co my systemem wartości itd. Czy rodzice, którzy dziś „nie mają czasu”, i z lenistwa zaniedbują jeden z najważniejszych swoich obowiązków - wychowanie seksualne dzieci - będą mieli czas, by dokładnie poznać, zaprzyjaźnić się i systematycznie rozmawiać z panem (panią) „od seksu”?

6. Więcej. Skąd mamy pewność, że pan (pani) „od seksu” to nie osoba mocno doświadczona przez życie, głęboko poraniona duchowo, samotna, z kompleksami, a - nie daj Boże - ze skłonnościami pedofilskimi. Wszak tacy ludzie z natury garną się do pracy z dziećmi. I o ile tego typu człowiek uczący przedmiotów takich jak matematyka jest stosunkowo mniej groźny, bo ma mniejsze pole do popisu, tak w edukacji seksualnej może spowodować niepowetowane straty, a nawet dotkliwie skrzywdzić dzieci. Dziwi ta niefrasobliwość naiwnych i nieodpowiedzialnych rodziców, którzy myślą, że anonimowy człowiek za nich i w ich imieniu bezpiecznie wykona najbardziej odpowiedzialny obowiązek rodzicielski, przy tym nie powodując skutków ubocznych w psychice dziecka.

7. Mitem jest skuteczność edukacji seksualnej w dziedzinie zapobiegania „niechcianym” ciążom, czy zmniejszenia liczby aborcji w krajach, które taką edukację wprowadziły. Jest dokładnie odwrotnie. Zbyt wczesne zainteresowanie dzieci seksem, przedstawianie go jako czegoś neutralnego (jak sport), koniecznego w życiu, przyjemnego i powszechnego wśród ich rówieśników (edukacja seksualna operuje głównie na statystykach, fałszywie je interpretując) - prowadzi do coraz wcześniejszej inicjacji seksualnej, a tym samym do zwiększonej aktywności seksualnej od najmłodszych lat. Statystyka jest tu nieubłagalna. Na sto przypadkowych prób podjęcia aktywności płciowej, statystycznie 3-10 muszą kończyć się ciążą - przy stosowaniu środków antykoncepcyjnych. I wówczas, pojawia się problem „niechcianej” ciąży ze zdwojoną siłą. I jedynym wyjściem w takiej sytuacji, w duchu tej „edukacji”, jest aborcja. Antykoncepcja i aborcja (paradoksalnie!) wzajemnie się uzupełniają i warunkują: „są jak dwie strony tego samego medalu”.

8. Pamiętajmy o celach potężnego seksprzemysłu. Zyski ze sprzedaży środków antykoncepcyjnych [idące w miliardy!], materiałów pornograficznych [to jeden z najpotężniejszych biznesów na świecie!], zyski z masowych zabiegów aborcyjnych [na zachodzie Europy zabiegów takich dokonuje się po kilkanaście milionów rocznie!] - to główny motor napędzający wszechpotężne kampanie propagandowe na rzecz wczesnej inicjacji seksualnej wśród młodzieży, używania środków antykoncepcyjnych itd. Tu idzie gra o duże miliardy dolarów rocznie. Stąd napór lobby jest tak powszechny, brutalny, wszechstronny i różnopłaszczyznowy. Idą kampanie we wszystkich mediach po kolei (dziennikarze opłacani za artykuły sponsorowane), idą ulotki, plakaty, bilbordy, idą zamówienia na statystyki i zamówienia na ich jednomyślne interpretowanie, idzie nacisk na urzędy edukacyjne, na ministerstwo edukacji i kuratoria, idzie fala „uświadamiająca” przez poszczególne szkoły, idzie kampania internetowa, promowani są „fachowcy” i „eksperci”, nawet utytułowani naukowo, którzy dają ideologiczne uzasadnienia i pochwały takim kampaniom… Naprzeciw tego potężnego frontu staje rodzina, osamotniona, bezsilna, a wręcz zaszczuta ze wszech stron, do tego zaniedbująca swe podstawowe obowiązki wychowawcze. Skuteczność zatem tych kampanii jest niemal z góry przesądzona…

9. Kampania seksprzemysłu, stojąca finansowo za edukacją seksualną, organizowaną ze środków publicznych przez państwo jest wspierana ideologicznie przez „potężny, choć cichy sojusz polityczny libertyństwa z etatyzmem zmierzający do zniszczenia rodziny i ulepszenia społeczeństwa na nowo według swoich fantazji i interesów...”. Lewica od ponad dwóch wieków [wcześniej rewolucyjna, dziś, po przejęciu władzy, etatystyczna] głosi utopijne wizje nowego człowieka. I stara się je metodami administracyjno-urzędniczymi wcielić w życie. Wizje te opierają się na ideach: utylitaryzmu [wartościowe tylko to, co użyteczne], hedonizmu [najważniejsza w życiu jest przyjemność], materializmu (istnieje tylko świat przyrody, duch to fikcja), indywidualizmu (dobro jednostki, czyli moje, moim zdaniem jest dla mnie najwyższą normą moralną), liberalizmu (wolność jednostki w dążeniu do przyjemności nie jest niczym skrępowana) i panseksualizmu (najwyżej pośród dostępnych przyjemności stoi seks i wszystkie dziedziny życia można nim wyjaśnić). Nie muszę dodawać, że wizje te są fałszywe, uderzające w ład moralny, podważające życie rodzinne i prostą drogą prowadzące do nieszczęścia.

10. Najprostszy argument: zaufaj dobrej, wartościowej lekturze, mądrości wieków, zdrowej, sprawdzonej nauce, jeśli brak ci jeszcze odwagi w wychowywaniu seksualnym własnych dzieci (choć tego nie unikniesz!). Nie ufaj zaś obcym ludziom i stojącym za nimi sponsorom. Rady tej nigdy nie pożałujesz. Unikniesz natomiast krzywdy własnego dziecka. Wojciech Wierzejski (wierzejski.blog.onet.pl)

-------------------------------------------------------------------------------------------------



PATRIOCI WYKLĘCI? - CZĘŚĆ II (ostatnia)
Ale to były małe akcje, choć mi bliskie. "Zapora" prowadził na zachodniej Zamojszczyźnie przede wszystkim akcje wielkie: rozbijanie więzień, ataki na posterunki, na urzędy sporządzające listy "reakcjonistów" na konwoje. Atakował zawsze udanie na Zamojszczyźnie siły okupacyjne: NKWD, UB, MO, wojska wewnętrzne, agentów, instytucje ucisku itp. Był bezwzględny dla zdrajców Polski, choć sam potem od nich zginie. 27 kwietnia zajął Janów Lubelski, uwolnił więźniów, rozbroił posterunek MO i zdobył trochę pieniędzy na działalność. Oddział sowiecki schronił się błyskawicznie w koszarach. Za parę dni "Zapora" zajął Urzędów, znowu za kilka dni - Zaklików. Wszędzie niósł wyzwolenie, tchnął ducha oporu przeciw komunie i krzewił nadzieję, że nie jest jeszcze wszystko stracone. Ludzie wówczas liczyli na szybką wojnę między Sowietami a aliantami. Był szczególnym postrachem dla zdradzieckich ubeków. Podobnie działał potem w okręgu lubelskim.

Wielu ludzi mówiło o owych czasach, że były to walki bratobójcze. Raczej jednak była to rycerska walka ze śmiertelnymi wrogami Polski - z Sowietami i ze zdegenerowanymi elementami wewnętrznymi. Przede wszystkim chciano powszechnie nie dopuścić do nowej utraty wolności Polski. Nikt wówczas nie przypuszczał, że za 60 lat politycy polscy, władze i większość inteligencji nie poprzestanie na wspólnocie i współpracy z Zachodem, lecz odda się w nową niewolę państwu europejskiemu. Jest to chyba deprawacja po bolszewizmie.


Kiedy zmysł wolności państwa zanika. Trudno wytłumaczyć, dlaczego w dziedzinie patriotyzmu tak liczne ugrupowania, jak SLD, UW, LiD, PO, niektóre kluby w Sejmie i Senacie, katolewica, KAI, niektóre Kluby Inteligencji Katolickiej i ośrodki wokół niektórych pism, jak "Gazeta Wyborcza", "Dziennik", "Newsweek", "Wprost" i inne, odziedziczyły tyle z dawnej komuny prosowieckiej. Co się dzieje? Może oni myślą, że już przyszedł czas, kiedy nie będzie odrębnych państw, narodów i kultur? Toż to czysta utopia. Pan premier konsekwentnie i z demonicznym uporem realizuje ideologię liberalistyczną i globalistyczną zgodnie ze swoją wypowiedzią w "Znaku" w 1988 r., że dla niego "polskość to nienormalność". Wprawdzie dziś już posługuje się słowami "Polska" i "naród", ale to raczej tylko dla zmyłki i nie rozumie głębszych procesów gospodarczych, politycznych, historycznych i społecznych. Ministrowie i inne czynniki sprzeciwiają się na różne sposoby "Patriotyzmowi Jutra", kulturze kresowiaków, Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej, Radiu Maryja, wielu pismom katolickim, a minister Radosław Sikorski angażuje do swego ministerstwa znowu postkomunistów, występuje otwarcie przeciwko patriotycznej Polonii w USA i w Kanadzie, chce też usunąć ambasadora z Chile, tylko za to, że nie jest liberałem, a zdecydowanym patriotą i katolikiem.

W mediach ciągle prawie nie ma programów patriotycznych, o Wschodzie, o walce z komunistami, o bohaterstwie ruchu oporu przeciwko Sowietom, o historii Polski w ogóle, o naszych wielkich politycznych ideach i osiągnięciach itd. Natomiast są ciągle programy poniżające polskość, ośmieszające ją lub osłabiające. I nie zanosi się na zmianę, tym bardziej po objęciu TV przez PO. Ciągle mamy jakieś echa programów Stefana Martyki z 1952 roku, którymi atakował zajadle AK, WiN i całe polskie podziemie niepodległościowe. Tutaj panuje jakaś stęchlizna bezpatriotyczna. Ma też jasną wymowę bardzo znaczne obniżenie budżetu IPN, który mimo wszystko obnaża złoczyńców wobec Polski, rozjaśnia wizję godnej Polski i piętnuje różne męty antypolskie, zewnętrzne i wewnętrzne, choć i tak robi to dosyć delikatnie.

Niektóre czynniki anty patriotyczne zdradziły się choćby w sprawie nominacji na Gdańsk ks. abp. Sławoja Leszka Głódzia. Próbowano zastopować nominację dlatego, że ksiądz arcybiskup jest patriotą, że związał wojsko z Kościołem i że nie zniszczył patriotycznego i niezależnego od niemieckiego kapitału Radia Maryja. A właśnie nas niepokoi bardzo, że pewne grupy notabli gdańskich zmierzają nie tylko w kierunku kosmopolityzmu, ale i w jakiejś mierze regermanizacji Gdańska. W dodatku są wyraźne dążenia, by taki Gdańsk był ponad Warszawą i Krakowem, tworząc, łącznie z Kościołem, gniazdo liberałów. Tymczasem ogół społeczeństwa gdańskiego jest bardzo patriotyczny, co się okazało m.in. w czasie ingresu i 3 maja. Rząd osłabia - mimo innych deklaracji - pozycję państwa, poddając je pod wpływy różnych podejrzanych grup i ciągle forsuje ideologię liberalną, anarchiczną, wrogą katolicyzmowi, naszej tradycji i historii (Włodzimierz Barłowski). Jednocześnie liberalny minister sprawiedliwości zmierza wyraźnie ku łagodzeniu systemu karnego, podzielając widocznie tezę nierozumnych teoretyków liberalnych że surowe kary nikogo nie odstraszają, a raczej jeszcze bardziej deprawują zbrodniarzy i przestępców. Niezłą bombę zdetonował też Sąd Najwyższy, który 20 grudnia 2007 r. orzekł, że zbrodnie sądowe i inne z czasów stanu wojennego, a nawet i dawniejsze nie mogą być karane, jeśli były zgodne z ówczesnym prawem państwowym [rzecznik Janusz Kochanowski, P. Jakucki, "Nasza Polska", 22.04.08 r.]. Z tego wynika wprost, że i zbrodnie stalinowców nie mogą być karane, bo były dokładnie zgodne z ówczesnymi prawami państwowymi. Nie powinni byli być też karani i mordercy Żydów. Tak, u podstaw tych błędów leży oderwanie prawa państwowego od prawa moralnego. Rząd wyraźnie dąży do tego, by media elektroniczne nie emitowały programów misyjnych, oświatowych, naukowych, wychowawczych, patriotycznych i religijnych. Społeczeństwo polskie ma być jedynie społeczeństwem biologicznym, pozbawionym ducha, idei i wyższych wartości. Mało, społeczeństwo polskie jako całość ma być ubogie i gospodarczo uzależnione od obcych biznesmenów. Premier Donald Tusk zapowiada sprzedaż 740 firm, w tym nawet firm strategicznych, jak energetyka. Ma się uzyskać ok. 30 mld zł które pójdą m.in. na emerytury. To na jeden rok, a co potem? Pan premier mówi, że uzyskamy nowe miejsca pracy. Będzie akurat odwrotnie bo nastąpią zwolnienia, albo nawet umyślne likwidacje niektórych firm przez kupca, by pozbyć się konkurencji w stosunku do analogicznych przedsiębiorstw poza Polską. Zyski zaś będą wyprowadzone za granicę, jak robią to supermarkety. Sprawa firm państwowych wymaga bardziej kompleksowego opracowania. PO dąży z demonicznym uporem do ściślejszego poddania Polski państwu europejskiemu i niemoralnej ideologii zachodniej. Premier i prezydent zgodzili się na ustawę kompetencyjną tzn. że każda zmiana na gorsze w ustawie ratyfikacyjnej musi być przyjęta przez Sejm, Senat, rząd i prezydenta. Niestety, większość PiS poparła też ratyfikację. Jednak PO jeszcze raz oszukuje. Teraz mówi, że owa ugoda na Helu jest niekonstytucyjna, czyli pomniejszenie znaczenia Polski i zagrożenie moralne znowu są sprawą otwartą. Wszystko to robi wrażenie, że PO działa pod czyimiś naciskami, może niemieckimi.

Rząd, wierny UE, prawie całkowicie nie dba o interesy obywateli na granicy wschodniej. Ponadto konfliktuje z nami Białoruś, zakładając medium anty białoruskie i podzielając dążenia oligarchów zachodnich, by z Białorusi uczynić kolonię albo przynajmniej, żeby ją wepchnąć całkowicie w ramiona Rosji. Jest to niegodne polityki polskiej. Nowy rząd, rozbiwszy reformę Romana Giertycha, powraca do dawnej anarchii i demoralizacji w szkolnictwie. Kierując trochę, choć mało fachowo, wykształceniem, zaniedbuje całkowicie wychowanie. Dość wspomnieć że w roku 2007 sześć tysięcy uczennic zaszło w ciążę. Jest to efekt ideologii oraz zalecania środków antykoncepcyjnych, choć te są zachętą do demoralizacji młodzieży. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że nie tylko przestępcze, ale i z gruntu antypolskie są wszelkie działania czy zaniechania w kierunku aborcji, dotyczące właściwie wszystkich partii, z jednostkowymi wyjątkami i z wyjątkiem PSL. Jednocześnie słucha się Rady Europy, nakazującej wprowadzać aborcję powszechną, głosząc kłamliwie, że nie tracimy suwerenności. Nie słucha się też głosu Papieża Benedykta XVI o moratorium aborcyjnym. Jak to może być, że my, katolicy, we własnym kraju musimy ulegać różnym bandyckim zakusom szalonych jednostek u góry! I wreszcie pozwoliliśmy sobie, od czasu okupacji komunistycznej, żeby różne mniejszości w Polsce, nieraz pasożytnicze, wszędzie i ustawicznie nas poniżały, lżyły i opluwały. Kiedyś było to potrzebne Sowietom, żebyśmy byli potulni i znękani wobec "światłego" okupanta. Ale już dziś władze polskie i patrioci winni tę siatkę wiążącą zrzucić z Polski. Nie można ścierpieć perfidii, że Polak jest ksenofobem, jeśli nie da się poniżać i deptać. Podobnie i w religii niektórzy uważają, że są tym bardziej dobrzy, obiektywni i postępowi, im bardziej poniżają Matkę Kościół. Jest to zwyczajna perwersja.

Toteż jakże słusznie liczni profesorowie: Jerzy Robert Nowak, Andrzej Nowak, Ryszard Bender, Piotr Jaroszyński, Mieczysław Albert Krąpiec, i ogromna liczba innych starają się wyzwolić Polskę z tej agresji propagandowej i ukazywać wielkość Polski, jej godność i chwałę.



Ojczyzno moja, Ojczyzno nasza. Matko moja, Matko nasza, Polsko! Zrekapituluj nam wieki, zbilansuj łaskawie w sobie prawdę i nieprawdę, dobro i niedobro, triumfy i klęski, chwałę i niesławę, rozum i nie rozum, zmarłych i żyjących, sławnych i nikomu nieznanych, wielkich i maluczkich, dzieci dobre i dzieci niedobre! Zwiąż we wspaniałą pieśń naszą przeszłość, naszą teraźniejszość, by nieść je w świetlaną przyszłość. Zgromadź nas wszystkich, dzieci swoje w jedno serce, w jednego ducha, w Naród wielki, mądry, godny, szlachetny, kierujący się ideą, ale wprowadzaną w czyn owocny i twórczy. Panie historii daj nam rozpiętość duchową od Wschodu do Zachodu, daj nam historię świętą. Daj nam jedność, zgodę, życzliwość wzajemną, wolność wewnętrzną i zewnętrzną. Oddalaj nas daleko od nienawiści, zła, grzechu, zbrodni i głupoty! Daj nam Polskę "przewiecznioną". Tchnij w nas wielką duszę, myśl, miłość, rozumność i całą słodycz wspólnoty. Daj, abyśmy byli Twoim natchnieniem dla następnych pokoleń, dla innych narodów Europy i świata, jak to dawniej bywało.

Dawaj nam zawsze światło wiary i bohaterstwo nadziei oraz odwagę i moc dobra. Daj, by żaden Polak nie czuł się wykluczony, niepotrzebny, poniżony i samotny; by żaden nie cierpiał ponad miarę od ludzi i świata, by nikt nie ginął w walkach nadaremno i bez sensu, i by nikt nie karlał w swym świecie osobowym i w swym posłannictwie życiowym. Daj nam to wszystko, Panie, Królu mojej i naszej, polskiej historii!



Wydaje się, że im bliżej roku 2009 tym bardziej budzi się z jednej strony patriotyzm u ogółu, jak w okresie rozbiorów, a z drugiej strony niepokój u euroentuzjastów i decydentów, którzy chcą teraz zatykać dziurę historyczną czapkami buńczucznych słów. Niektórzy, jak minister R. Sikorski, dodają sobie animuszu, że możemy do UE wnieść wielkie inicjatywy. Ale wobec pychy panów zachodnich nasi ludzie będą mogli tam być jedynie sekretarkami czy sekretarzami lub asystentami, a nasi reprezentanci będą mogli zgłaszać tylko inicjatywę - jak to się mówiło dawniej - żeby otworzyć okno w dusznej sali nic nieznaczących obrad. Większe szanse będą mieli, jak widać, jedynie masoni, postkomuniści czy też Polacy niepolskiego pochodzenia. Zresztą i najwyższe stanowiska w instytucjach UE nic nie znaczą, bo główne decyzje zapadają poza sceną oficjalną, jak np. w sprawie rurociągu bałtyckiego, przymusu aborcji w krajach katolickich czy też w programach ateizacji społeczeństw. Jeszcze raz zatem: wspólnota państw europejskich - tak, ale jedność państwa europejskiego - nie. Taka jedność, to musi być długi proces organiczny, nie administracyjny, tym bardziej nie podstępny. Ks prof. Czesław Bartnik

-----------------------------------------------------------------------------



HEZBOLLAH PRZEJMUJE LIBAN

Za wzór państwa upadłego wskazuje się najczęściej Somalię, w której już prawie dwie dekady nie ma rządu centralnego, czy Afganistan, gdzie władza rządu nie sięga dalej niż rogatki stolicy. Państwa upadłe uznaje się za przystań dla wszelkiej maści radykałów, którzy - nie niepokojeni przez władze - mogą prowadzić niczym nieskrępowaną działalność. Coraz więcej wskazuje na to, że państwem upadłym jest także Liban. Swego czasu uznawany za Szwajcarię Bliskiego Wschodu, Liban to państwo pełne wewnętrznych sporów i sprzeczności. Religijno-etniczna mozaika z trudem daje się sklecić do kupy. Kiedy chaos w kraju był największy, ościenne potęgi bez pardonu interweniowały zajmując część terytorium państwa - Izrael, albo narzucając coś na kształt protektoratu - Syria. Można powiedzieć, że Liban już prawie od trzech dekad nie jest państwem suwerennym. Pomijając trwające półtora roku przedstawienie pod tytułem „wybór nowego prezydenta”, ciężko stwierdzić, kto tak naprawdę rządzi Libanem. Teoretycznie rządzi, posiadający parlamentarną większość, gabinet Fouada Siniory, popierany przez prozachodnią koalicję „sunnitów”, druzów oraz części „chrześcijan”. W opozycji są szyici oraz pozostała część chrześcijan. Choć rząd ma większość w parlamencie, nie może przeforsować swojej woli z dwóch powodów. Po pierwsze, przewodniczącym legislatywy – w myśl konstytucji - musi być szyita. Po drugie, monopol u szyitów ma Hezbollah, który ani myśli ułatwić prozachodniej koalicji rządzenie. Jeśli dodamy do tego zniszczenia infrastruktury kraju po letniej wojnie z Izraelem z 2006 roku, otrzymamy obraz państwa na krawędzi upadku, które może załamać się pod własnym ciężarem. To jednak jeszcze nic. Państwo libańskie ma silną konkurencję w postaci Hezbollahu (Partii Boga), który stworzył swoiste państwo w państwie. Partia Boga, finansowana i utrzymywana przez Islamską Republikę Iranu, to instytucja z prawdziwego zdarzenia. Hezbollah to organizacja, której celem jest walka z Izraelem oraz obrona Libanu, ale także partia polityczna która posiada swoją reprezentację w parlamencie oraz ministrów w rządzie. Hezbollah prowadzi szpitale, kliniki, szkoły; posiada własne radio oraz telewizję; utrzymuje świetnie zorganizowaną siatkę wywiadowczą i kontrwywiadowczą, armię bojowników; posiada wreszcie ogromny arsenał broni, w tym tysiące rakiet oraz własną infrastrukturę komunikacyjną (o którą toczyła się niedawno bitwa w Bejrucie). Gdyby nie armia libańska, składająca się z żołnierzy różnych wyznań i grup etnicznych, w Libanie nie istniałaby żadna instytucja spajająca państwo. Armia nie angażuje się w bieżące spory polityczne i stroni od afiliacji z którąkolwiek ze stron sporu. Zresztą, nie jest ona wiele warta i w starciu ze świetnie wyszkolonymi i zdeterminowanymi bojownikami Hezbollahu nie miałaby raczej szans. W końcu Hezbollah potrafił już przechytrzyć i „pokonać” Izrael (w 2006 r.). Hezbollah mógłby samodzielnie rządzić Libanem, zrywając z fikcją państwa w państwie. Nie da się ukryć, że konfrontacja z obecnie rządzącymi siłami prozachodnimi oraz przejęcie władzy w kraju to tylko kwestia czasu. Partia Boga nie da się rozbroić i nikt jej do rozbrojenia nie zmusi. Protektorzy ugrupowania w Teheranie i Damaszku zadbają, aby Hezbollah otrzymywał dostawy broni oraz pieniądze. Trzeba tu przyznać, że Partia Boga to wspaniałe dziecko Teheranu - powstało na początku lat 80 ubiegłego wieku, a zaczątkiem organizacji było ponad tysiąc instruktorów irańskich wywodzących się z Pasdaran, Korpusu Strażników Rewolucji. Partia Boga stanowi świetne narzędzie do walki z wpływami „małego” i „dużego szatana”, jak irańscy mułłowie oraz członkowie Hezbollahu i palestyńskiego Hamasu nazywają odpowiednio Izrael i Stany Zjednoczone. Dzięki takim ugrupowaniom Iran może prowadzić skuteczną walkę ze swoimi wrogami z dala od własnych granic - tzw. proxy wars. Okazuje się, że taktyka wojny partyzanckiej pozwala efektywnie walczyć z najsilniejszą armią regionu (izraelską) oraz największym światowym supermocarstwem (USA). Notowania Hezbollahu w Libanie oraz przywódcy organizacji, Hassana Nasrallaha, w regionie nieustannie rosną. Jeśli użyć słów Nasrallaha, „pasmo zwycięstw” Hezbollahu trwa i będzie trwać w przyszłości. Początkiem sukcesów jest oczywiście porażka izraelskiej ofensywy w Libanie z lata 2006 r., która zakończyła się ogromnymi stratami w infrastrukturze Libanu, śmiercią setek cywilów i kilkudziesięciu żołnierzy a także rozmieszczeniem na granicy izraelsko-libańskiej żołnierzy ONZ. Hezbollah zaś, nie tylko zasypał Izrael gradem rakiet ale zniszczył niemalże cały arsenał najnowocześniejszych izraelskich czołgów. Co więcej, Hezbollah po wojnie otrzymał dodatkowe uzbrojenie z Iranu, uzupełniając zapasy. Hezbollah pokazał swą siłę oraz skuteczność także później, kiedy rozprawił się z rządem Siniory i podległymi mu siłami [maj br.], a teraz przeprowadził bardzo korzystną wymianę - ciała dwóch izraelskich żołnierzy (od porwania których rozpoczęła się wojna z 2006 r.) wymieniono na kilku więźniów oraz ciała poległych bojowników Hezbollahu.

Jednym z uwolnionych jest Samir Kantar, skazany na pięciokrotne dożywocie przez izraelski sąd, za zamordowanie kilku Żydów. Kantar siedział w więzieniu od 1979 r. Powitanie go w Bejrucie przez prezydenta Michela Suleimana, byłego szefa armii libańskiej, oraz wielka feta w stolicy wzbudziły oburzenie w Izraelu i wprawiły w osłupienie „światową” opinię publiczną. Kantar zapewniał na ogromnym wiecu poparcie dla Hezbollahu, że wraca do walki z Izraelem. Na wiecu w stolicy pojawił się także lider Hezbollahu Hassan Nasrallah, który jednak zniknął po kilku chwilach i przemawiał z ukrycia. Nasrallah obawia się izraelskiego nalotu, który mógłby pozbawić go życia. Swoją drogą jeśli Izraelowi naprawdę zależy na śmierci Nasrallaha, łatwo było domyślić się że pojawi się na fecie z okazji kolejnego zwycięstwa nad Izraelem. (A jeśli nie wykorzystał tej okazji i nie podjął próby zamachu na przywódcę Hezbollahu, to może oznaczać, że obawia się konfrontacji z tą organizacją - St. Fiut). Wielka feta i obecność Suleimana każą postawić pytanie, czy Hezbollah już teraz nie pociąga za sznurki w Libanie? Jeśli nawet nie wydaje poleceń organom państwa, politycy wywodzący się z przeciwnych opcji obawiają się wyłamać i poddają się naciskom Partii Boga. Suleiman był uważany za postać niezależną i niezaangażowaną. A powitanie Kantara, chwały Suleimanowi nie przynosi. W obawie przed przejęciem władzy przez Hezbollah i represjami wobec sunnitów lider koalicji Saad Hariri udał się do Nadżafu na spotkanie z ajatollahem Alim Sistanim, postacią niezwykle wpływową wśród szyitów, by prosić o wsparcie i obronę sunnitów przed represjami ze strony szyitów z Hezbollahu. O tym spotkaniu donosi portal DEBKAfile uznawany za powiązany z izraelskim wywiadem. Piotr Wołejko

-------------------------------------------------------------------------------------------------



Izrael Szamir

1   2   3   4   5


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna