Patriotyczny ruch polski” nr 00, wrzesień 2008 R. Jeszcze polska nie zginęŁA!!!



Pobieranie 260,88 Kb.
Strona2/5
Data15.02.2018
Rozmiar260,88 Kb.
1   2   3   4   5

SZTANDAR WOJSKA POLSKIEGO WYPROWADZIĆ

Czuję się w obowiązku wobec czytającego zacząć od przeprosin za dość długi wywód. Nie miałem takiego zamiaru, lecz tematu nie warto poruszać, „ślizgając się po łebkach”, żonglując sloganami i fałszywymi hasłami. Dojście do ostatecznych w miarę racjonalnych konkluzji, wymaga sięgnięcia w trzewia problemu i stąd taka objętość. Od kilku już lat, ekipy polityczne rządzące Polską, zapowiadały likwidację Wojska Polskiego, jako formacji narodowej i sformowania na jego gruzach, armii zawodowej. Armia ta, której liczebność ostatnio przewidziana jest na 120 tysięcy, tworzona ma być prawdopodobnie z obywateli polskich, zatrudnionych jako żołnierze na podstawie umowy o pracę. Trudno ocenić ile w tej decyzji, ogłoszonej znienacka przez Premiera D. Tuska 4 sierpnia w Krakowie, jest małpowania wzorców zachodnich, ile niechęci do tradycyjnej formuły sił zbrojnych Polski, a ile kalkulacji wynikających z założeń obronnych kraju, a ile złych intencji. Decyzja aczkolwiek podjęta dość pochopnie, jest jednak ilustracją wyznawanej doktryny polityczno-obronnej i na jej podstawie można o owej doktrynie wnioskować, co do jej treści.



Jest ona konsekwencją bezkrytycznego podlizywania się „Zachodowi”, zresztą bez wzajemności, przekazując ośrodek decyzyjny w sprawach naszej strategii obronnej do Waszyngtonu lub Brukseli. Stąd decyzja o sformowaniu 120 tysięcznej armii zawodowej, wskazuje iż siły te, nie są przeznaczone do obrony terytorium Polski, jako że nie obroniłyby nawet jednego województwa, lecz będą znajdować się w dyspozycji obcych ośrodków. Użycie tych sił jako korpusu ekspedycyjnego odbywałoby się wg wytycznych z zewnątrz choć formalnie, decyzją marionetkowych miejscowych organów władzy. No, ale załóżmy że to co wyżej, jest przedwczesnym „krakaniem” nad padliną, która dopiero dogorywa. Te 120 tysięcy świetnie wyszkolonych żołnierzy zaciężnych (jak pieją fachowcy od nowoczesnej armii”), wystarcza na powiedzmy 2-3 dni wojny. A potem? Potem „jakoś to będzie”. Mówi się co prawda o szkoleniu rezerw w systemie ochotniczym (!), tylko ilu i do czego tych żołnierzy rezerwy byłoby szkolonych? Bo jeśli tylko do strzelania z „kałacha”1) i władania kosą „na sztorc”, to nie ma co mydlić oczu Polakom, że „guzika od munduru nie oddamy”. Ale niech będzie nawet takie przeszkolenie rezerwistów, byleby liczebność żołnierzy rezerwy i rozwiązania mobilizacyjne, zadośćuczyniły potrzebom obronności kraju. Wiadomo, bowiem nie od dziś, że armia zawodowa służy tylko do zainicjowania konfliktu zbrojnego, wygrywają natomiast wojnę strony, która ma lepiej przygotowanych i zorganizowanych żołnierzy rezerwy.

Z powyższego domniemania, wynikają dwie konkluzje. Obrona terytorium Polski scedowana została na Pakt Północno-Atlantycki i USA. Historycznie jest to całkowicie nieuzasadnione. Na paktach z zachodnimi sojusznikami, wychodziliśmy „jak Zabłocki na mydle2)”. Nikt nie chciał „umierać za Gdańsk” dawniej, to i nie ma przesłanek, aby ktoś chciał umierać teraz. Zresztą można się spierać, kto wyrządził nam większą krzywdę, ZSRR czy „zachodni sojusznicy”. „Parasol obronny” NATO czy tylko USA, rozpięty nad Polską to fikcja polityczna. Zresztą gwiazda USA jako supermocarstwa przygasa, NATO poszukuje gwałtownie racji swego bytu i nie jest pewne uniknięcia marginalizacji. Nikt z sojuszników nie ruszy palcem w bucie, aby bronić Polski. Doskonałą ilustracją sojuszniczej lojalności USA, jest konflikt gruzińsko-osetyński (czyli gruzińsko-rosyjski). USA najpierw „podpuszczały” Gruzję [zbrojąc ją] na „ruskiego niedźwiedzia”, desygnując nawet swego agenta na prezydenta a teraz, kiedy już samoloty rosyjskie bombardują Tbilisi, Departament Stanu apeluje o pokój. Historia podpowiada nam, że skończy się to „wyzwoleniem” Osetii Południowej wraz z Tbilisi, przez wojska OMON [z poboru, nie żadni zawodowcy] i występami prezydenta Saakaszwilego w moskiewskim teatrze „Na Tagance”3) w roli niedźwiadka kaukaskiego, prowadzonego na łańcuchu. A co zrobią sojusznicy? Zobaczycie - wyrażą ubolewanie. Druga konkluzja jest oczywista. Zawodowa armia polska, organizowana jest z zamiarem użycia jej - poza terytorium Polski, gdzie nie będziemy mieli żadnych interesów, lecz gdzie będą zagrożone interesy naszych bogatych sojuszników. Wskazuje to na oczywistą nieprzydatność zawodowego WP do zwycięskich działań bojowych na terytorium kraju, za to idealnie pasującego do koncepcji sił ekspedycyjnych. W czym żołnierz zawodowy jest lepszy od żołnierza z poboru? Postawmy więc na szale ich cechy i oceńmy ich przydatność w różnych aspektach, zakładając oczywistą konieczność wyszkolenia rezerw osobowych i ich gotowości mobilizacyjnej.



1. Koszt utrzymania żołnierza zawodowego (miesięcznie) to podobno ok. 3000 zł, natomiast żołnierza z poboru - ok. połowę tej sumy. Z tego wniosek oczywisty że wartość bojowa żołnierza zawodowego jest dwukrotnie wyższa od wartości - żołnierza poborowego. Biorąc pod uwagę trzon przyszłego „WP”, czyli korpus szeregowych zawodowych, doświadczenie mej wieloletniej służby wojskowej (choć w „niesłusznym” WP), pozwala mi wątpić w tą tezę, która dla dyletanta jedynie, wygląda atrakcyjnie i przekonująco. Wynik 0:1 dla armii poborowej.

2. Koszt wyszkolenia rezerwisty (obywatela przeszkolonego do posługiwania się sprzętem wojskowym dla obrony suwerenności kraju) jest stymulatorem siły militarnej. W przypadku armii z poboru, koszty wyszkolenia wystarczającej liczby rezerwistów, wchodzą w koszty funkcjonowania armii czynnej, jako że każdy, kto odbył służbę wojskową w WP, jest żołnierzem rezerwy. Jego przeznaczeniem jest powołanie w czasie mobilizacji do służby w mobilizowanych lub rozwijanych jednostkach wojskowych. Wystarczy jedynie dla podtrzymania ich kondycji wojskowej organizować krótkotrwałe szkolenia, dla zapoznania z nową techniką i nowymi sposobami prowadzenia walki. Koszty tego typu przedsięwzięć byłyby nieporównywalnie niższe, niż szkolenie rezerwistów od podstaw.

W przypadku armii zawodowej, szkolenie rezerw należy zaczynać „od zera” a i tak będzie to tylko pozorowanie szkolenia, dające produkt zdecydowanie niższej wartości. Wynik 0:1 dla armii poborowej.

3. Dyspozycyjność. Atrybut nie bez znaczenia dla armii w czasie pokoju. W przypadku armii narodowej (z poboru), żołnierze szeregowi, będąc skoszarowani, znajdują się w stałej gotowości do wykonywania rozkazów. W przypadku żołnierzy zawodowych, mających status zbliżony do pracownika np. fabryki, mieszkających poza koszarami, mających zobowiązania rodzinne a niekiedy i inne, gotowość do wykonywania rozkazów przełożonych, musi być wynikiem negocjacji. W czasie działań bojowych, problem dyspozycyjności wojsk zaciężnych, pozornie nie istnieje. Najemnik [bo o takichwimy], będzie kalkulował czy opłaca się być dyspozycyjnym. Żołd w „brzęczącej monecie” ma znaczenie dla najemnika tylko wówczas, jeśli będzie miał szanse z niego korzystać. Martwi jak wiadomo potrzebują tylko jednego obola4). Osobiście w bój poszedłbym z żołnierzem z poboru bez wahania, mając jednak za plecami zawodowców obawiałbym się tak samo ich jak i nieprzyjaciela. Wynik 0:1 dla żołnierza z poboru.

4. Motywacja do pełnienia obowiązku służby. Dotychczas znamy dwa typy takowej motywacji, tj. chęć zarobkowania oraz obowiązek wynikający z obowiązku obrony kraju. Moim zdaniem nie są one aż tak ważnym czynnikiem w toku prozaicznych czynności żołnierskich, jak można sądzić. W warunkach szkolenia troska o uposażenie jest swoistym dodatkowym elementem mobilizującym żołnierzy zaciężnych, natomiast w warunkach bojowych, motywacja patriotyczna (jeśli cel wojny to umożliwia) przewyższa zdecydowanie w użyteczności, motywację zarobkową. W warunkach niebezpieczeństwa, żołnierz zaciężny po prostu kalkuluje, jakie działanie jest dla niego korzystniejsze. Duch walki Legii Cudzoziemskiej, nie jest tu najlepszym przykładem. Dla żołnierza Legii (z reguły „po przejściach”), powrót „do cywila”, może być bardziej niebezpieczny niż szturm na kryjówkę terrorystów. Natomiast uwolnienie obywateli z obowiązku obrony kraju, jest w praktyce unicestwieniem fundamentalnego atrybutu bytu państwowego, obowiązku, na którym bazowała państwowość polska od swego zarania. Nie ma obowiązku obrony kraju, nie ma siły zbrojnej do tego celu powoływanej, nie ma państwa. Wynik 0:1 dla żołnierza z poboru.

5. Zaangażowanie w wykonywanie zadań. To jeden z fundamentalnych wyróżników wartości żołnierza. Przez ponad 30 lat doświadczałem obowiązkowości i zaangażowania w służbę żołnierzy zawodowych i służby zasadniczej [poborowych]. Z tych doświadczeń wyniosłem odczucie, że status żołnierza, nie ma decydującego znaczenia dla staranności wykonania nałożonych obowiązków. Mało tego, wydaje mi się, że generalnie większą obowiązkowość wykazywali żołnierze służby zasadniczej, szczególnie, w odniesieniu do niższej stopniem grupy żołnierzy zawodowych. Zdarzało mi się darzyć większym zaufaniem żołnierza z poboru niż „zawodowca”.

Jednak decydującym stymulatorem sumienności w wykonywaniu obowiązków żołnierskich jest stan zagrożenia. Zagrożenie „wiszące” nad oddziałem czy pododdziałem czyni cuda, z chojraków czyni zające, z niezdyscyplinowanych - podpory zwartości, niemrawych - aktywistami, a z mazgajów - bohaterów. I to od stopnia zagrożenia a nie od stosunku do obowiązku, zależy wartość żołnierza. Wynik 0:0.

6. Umiejętności bojowe zawodowców i rezerwistów. Reformatorzy WP (w tym o dziwo generałowie, bo różnym psychiatrom czy historykom nie dziwię się) opowiadają bzdety na temat możliwości lepszego wyszkolenia żołnierza zawodowego niż poborowego do posługiwania się nowoczesnym sprzętem bojowym. Pierwsza uwaga dotyczy nowoczesnego sprzętu bojowego. Istotą unowocześniania sprzętu bojowego, jest zwiększenie jego skuteczności bojowej między innymi przez uproszczenie jego obsługi. Standardem zaczyna być broń w systemie „wystrzel i zapomnij”, zaś obsługa broni i innego sprzętu, redukowana jest do najprostszych czynności, które mogą być opanowane nawet przez debila. Doświadczenie z lat służby podpowiada mi, że żołnierze z poboru wykonywali poprawnie najbardziej skomplikowane operacje, nie gorzej od zawodowców. Rachmistrz w WR, określający kilkanaście poprawek do startu rakiety (geofizycznych, balistycznych, atmosferycznych i technicznych) posługujący się biegle znanymi narzędziami matematycznymi i fizycznymi, przy pomocy ołówka w ciągu ok. 10 minut, nie był niczym nadzwyczajnym. Dziś, gdy ktoś ważny oświeca obywateli, że żołnierz zawodowy jest lepiej wyszkolony od żołnierza z poboru, to także mówi, że ładowniczy wozu bojowego albo amunicyjny moździerza, zawodowy jest lepiej wyszkolony niż taki sam funkcyjny z poboru. Jest to naigrawanie się z rozsądku obywateli. Zakładając, że w każdej prawdziwej armii, dowódcami wyszkolonymi w dowodzeniu muszą być żołnierze zawodowi, to nie ma przeciwwskazań, aby korpus szeregowych był z poboru. Ba! Uważam, iż ten typ szeregowych, ma nawet pewne przewagi nad szeregowymi zaciężnymi. Wynik 0:0 ze wskazaniem na żołnierza z poboru.

7. Zagrożenia dla elit rządzących. Ten aspekt może wydawać się nieuzasadniony, bo jak to obrońcy (armia poborowa oraz rezerwiści) mogą stanowić zagrożenie? Jeśli popatrzymy na problem szerzej i zechcemy dostrzec, że żołnierz z bronią w ręku nie zawsze zechce być przedmiotem a zażąda podmiotowości. Decyzje o celach ewentualnej wojny, bądź o partycypacji w tzw. wojnie „sojuszniczej”, zapadają w kołach rządzących, ale często bywają kontestowane przez społeczeństwo. Dzieje się to na naszych oczach, WP okupuje Irak i Afganistan wbrew woli większości Polaków. Jest to na dzisiejszym etapie zwyrodnienia demokracji zjawisko normalne, elity polityczne wykorzystując swoją szczególną pozycję, uniezależniły się od obywateli. Armia poborowa będąca emanacją społeczeństwa z jego poglądami i emocjami może nie zaakceptować szaleństw polityków.

Poza tym wyszkolona potężna armia rezerwistów stanowi realne zagrożenie dla awanturników politycznych. Rewolucje i przewroty polityczne, realizowane były głównie rękami rezerwistów. Interes narodu polskiego wymaga działań politycznych i zbrojnych przez naród akceptowanych, wówczas i armia poborowa i rezerwiści będą po naszej stronie. Wynik 0:2 dla armii poborowej.

8. Wykorzystanie żołnierzy. Żołnierz zawodowy, czyli zaciężny ma jedną jedyną cechę tak atrakcyjną dla rządzących. Można go wysłać przeciw własnemu bratu - a jemu wszystko jedno, do kogo strzela. Polsce i Polakom taki kondotier nie jest potrzebny, żołnierz Polski od tysiąca lat przelewał krew w interesie nie tylko własnej Ojczyzny oraz innych narodów i nie godzi się teraz dla wątpliwych racji podejmować działań dezawuujących tą tradycję (chociaż już to zrobiono). Nasza armia ma bronić integralności i bezpieczeństwa Polski a nie interesów zagranicznych mafii politycznych. Wynik 0:1 dla armii poborowej.

9. Symbolika. Polacy są dumni chwalebnej tradycji oręża polskiego, zżyci z myślą że Wojsko Polskie jest widocznym symbolem bytu narodowego, gwarancją suwerenności i bezpieczeństwa. Dziś, kiedy w miejsce WP będącego częścią narodu, ma pojawić się coś w rodzaju agencji ochrony, trudno nam będzie identyfikować się z tym tworem. WP [bo taką mylącą nazwę zapewne otrzyma] nie będzie naszym wojskiem, będzie produktem eksportowym, na który będziemy łożyć nie otrzymując nic w zamian. Wynik 0:1 armii z poboru.

10. Dowódcy. Mała liczebnie armia nie daje szans na wykreowanie wybitnych dowódców, co w warunkach ewentualnej wojny ma kapitalne znaczenie. Historia wojen a szczególnie ostatniej światowej uczy nas, że zapewne trwałaby ona o połowę krócej, gdyby nie arogancja i dyletantyzm alianckich dowódców najwyższego szczebla, którzy z dnia na dzień stawali się generałami. Klasycznym przykładem tego, że mała armia generuje małych dowódców, jest brytyjski marszałek Mongomery o profesjonalizmie, którego lepiej nie dyskutować (El Alamain5) - to potknięcie fm Erwina Rommla a nie geniusz Monty’ego). Bez punktów.

11. Ostateczne zliczenie punktów pozostawiam czytającemu. Modne ostatnio uroczystości w rocznice chwalebnych wydarzeń zbrojnych naszej historii, okazują się li tylko zasłoną dymną dla czynów wiodących wprost do definitywnego zakończenia tradycji chwały oręża polskiego. Bo któż ma te tradycje kontynuować? Kondotierzy spod Nangar Khel? A może gen. Polko, pod sztandarem USA?

Osobiście jestem przekonany że przytaczane publicznie argumenty, za koniecznością gwałtownej likwidacji polskiej narodowej siły zbrojnej i przekształceniem jej w coś na kształt korpusu ekspedycyjnego są mało przekonujące. Natomiast prawdziwe powody są skrzętnie skrywane przed opinią publiczną w obawie przed ich zakwestionowaniem przez naród. I jeszcze słowo o strategach typu gen. Koziej czy gen. Polko, którzy zagrożenie dla Polski postrzegają przez amerykańskie okulary i widzą wyłączne zagrożenie w terroryzmie. A przecież terroryzm jest dzieckiem tych, którzy swoje terrorystyczne metody, nazywają wojną z terroryzmem. Zamiast uzawodowiać WP, może należałoby zapytać terrorystów, dlaczego wybrali tak nieefektywną metodę dochodzenia swoich praw. Aktualny konflikt gruzińsko-rosyjski, wymaga redefinicji zagrożeń Polski (nie NATO, nie UE) i weryfikacji planów. Chociaż wątpię czy naszych rządzących, zaślepionych klapkami jak dorożkarskie konie, będzie na to stać.

Cezary Rozwadowski 9.08.2008

1. „Kałach” - w żargonie wojskowym, karabin automatyczny AK 47 (konstrukcji Kałasznikowa) i jego kolejne wersje. Prosta konstrukcja, niezawodny, ergonomiczny, celny, szybkostrzelny i skuteczny. Uważany za najlepszą konstrukcję broni strzeleckiej od czasów II wojny światowej, na wyposażeniu wielu armii świata.

2. Cyprian Zabłocki (1792-1868) - szlachcic z wsi Rybno k/Sochaczewa, zainwestował w produkcję mydła. Spławiając je do Gdańska Wisłą i chcąc ominąć pruską kontrolę celną, polecił skrzynie z mydłem wyrzucić za burtę i ciągnąć na linach. W Gdańsku okazało się, że w skrzyniach nie było mydła.

3. Teatr „Na Tagance” powstał w 1964 roku. Występował w nim Wł. Wysockij - poeta i bard rosyjski. Taganka - plac w Moskwie gdzie za cara był budynek więzienia.

4. Obol - drobna moneta w starożytnej Grecji, wkładana do ust zmarłego by mógł nią zapłacić Charonowi, przewożącego dusze do świata zmarłych przez rzekę Styks.

5. Bitwa pod El Alamein - zwycięskie dla brytyjczyków starcie, punkt zwrotny w kampanii pustynnej w Północnej Afryce w czasie II wojny światowej (1942 r.).

-------------------------------------------------------------------------------------------------



DZIESIĘĆ POWODÓW, DLACZEGO W SZKOLE NIE POWINNO BYĆ EDUKACJI SEKSUALNEJ
Rozróżniam: „edukację seksualną”, czyli narzucaną przez szkołę wiedzę o seksie, od „wychowania seksualnego” czyli integralnego wychowania w rodzinie.

1. Szkoła nie jest od uczenia wszystkiego. Szkoła ma nauczyć języka ojczystego, matematyki z informatyką, jednego przynajmniej języka obcego, historii, przyrody żywej i przyrody martwej, i może jeszcze jakichś dodatkowych przedmiotów. Szkoła nie musi uczyć np. gotowania, majsterkowania, hodowli zwierząt, uprawy roślin, psychologii, czy baletu. (Mówimy tu o szkole ogólnej, nie zawodowej.). Nie jest też od uczenia o seksualności (poza wiedzą o funkcjonowaniu ciała ludzkiego przekazywaną na lekcjach biologii).

2. Szkoła ma w pierwszej kolejności uczyć, czyli przekazywać wiedzę, oraz wychowywać - ale w duchu i w wartościach przyjętych w rodzinie. Nie zaś - przeciw rodzinie (czyli w wartościach innych niż uznawane przez matkę i ojca). Wychowywanie w duchu i wartościach innych niż w rodzinie jest niedopuszczalne i łamie podstawowe prawa obywatelskie. Tymczasem edukacja seksualna lansowana przez środowiska lewicowe ma założenia przeciwwartościowe:

a) - Przedstawia środki antykoncepcyjne jako neutralne etycznie; gdy tymczasem znaczna część rodzin uznaje je za niedopuszczalne moralnie (i w istocie są niegodziwe moralnie);

b) - Przedstawia środki antykoncepcyjne jako bezwzględnie skuteczne w ochronie przed chorobami przenoszonymi drogą płciową; gdy tymczasem są one jedynie względnie chroniące (wartości statystycznie określone w skali procentowej);

c) - Przedstawia środki antykoncepcyjne, jako równorzędne etycznie naturalnym metodom planowania rodziny (NPR), jako równie neutralne etycznie, ale z kolei bardziej skuteczne, niż NPR. Przy tym przedstawia NPR jako niezwykle trudne, wręcz heroiczne. Stawia zatem pozorną alternatywę: przy dwóch systemach równych etycznie (antykoncepcja i NPR) - jedne metody są skuteczniejsze i łatwiejsze, drugie wątpliwe i heroicznie trudne. Tymczasem NPR są jedynymi metodami moralnie godziwymi, a przy odpowiedzialnym stosowaniu bardziej skutecznymi, i choć wymagające samodyscypliny (jak każda rzecz ważna i cenna w życiu), odpowiadają godności człowieczeństwa.

d) - Przedstawia seks na podobieństwo sportu [nawet w sformułowaniach lansowanych: „uprawiać”, „zaliczać”, „zdobywać” itd.], czyli czegoś etycznie neutralnego, a nawet pożytecznego, zamiast ukazywać go jako integralny składnik miłości wyłącznej, wiernej i dozgonnej (czyli małżeńskiej) - poza małżeństwem nie wytłumaczalny i niemoralny.

e) - Przedstawia seks jako coś koniecznego w życiu, bez którego - normalny człowiek obejść się nie może, a wstrzemięźliwość i samodyscyplinę jako chore wymysły opresyjnej moralności. Tymczasem seks nie jest ani konieczny w życiu jednostkowym (aby przetrwał gatunek ludzki konieczna jest prokreacja w ramach gatunku, nie zaś logicznie konieczna wszystkich jednostek), zaś wstrzemięźliwość to samowychowanie do życia bardziej wartościowego, pełniejszego o szerszych aspiracjach, ambicjach, bardziej ludzkiego.

3. Edukacja seksualna powinna się odbywać w rodzinie i poprzez rodzinę, a towarzyszyć jej musi przekazywanie jednoczesne systemu wartości. Ten system wartości, czyli zespół norm, jak odnosić się do drugiego człowieka (drugiej płci), co jest ważniejsze w życiu, czemu życie ma służyć, na czym polega ofiarność, miłość prawdziwa (wierna i wyłączna) itd. - jest to nawet ważniejsze od samych informacji „fizjologicznych, czy „biologicznych”. Szkoła nie ma prawa zastępować w tym rodziny, bo wówczas fałszuje obraz ludzkiej seksualności, wyłączając ją z kontekstu miłości i sprowadzając na poziom fizjologii. A przecież nie fizjologia jest w seksie najważniejsza, lecz miłość. To że rodzice w większości dzisiaj te obowiązki wychowania seksualnego zaniedbują, nie oznacza, że ktoś ma ich w tym zastąpić. Oznacza tylko tyle, że mają obowiązek je na poważnie podjąć. A nie zrzucać na kogoś innego.


1   2   3   4   5


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna