Parę słów na temat filmu Frida



Pobieranie 55,95 Kb.
Data12.01.2018
Rozmiar55,95 Kb.

Frida, opinia z dnia 20.07.2012 r nadesłana przez Panią Edytę G-G.
Frida" to mocny i ciekawy film o mocnej i ciekawej kobiecie. Tak mogłaby brzmieć najkrótsza recenzja filmu, który obejrzałam ponownie dzięki IKFON. Pozwolę sobie jednak na nieco dłuższą wypowiedź.

Przyznaję, że miałam obawy przed projekcją, ponieważ film jest trudny, bardzo malarski i szalenie ciekawy od strony wizualnej. I tu jednak audiodyskrypcja okazała się przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. Opisy są bardzo trafne i wyczerpujące, znakomicie ułatwiają wyobrażenie sobie tego, co widać. A przecież nie jest to łatwe, bowiem obrazy Fridy przenikają się z obrazem filmowym, animacjami, zatrzymaniem kadru i zmianami kolorystyki. I film i audiodyskrypcja są tu naprawdę fantastyczne!

Niestety, głos lektorki bardzo mnie zmęczył. Czytała dialogi zbyt głośno, nie zawsze wyraźnie i z niepotrzebną afektacją.

Wracam jednak do samego filmu.

Najmocniejszą stroną tego dzieła jest niewątpliwie scenariusz i gra pary głównych aktorów. Jest w filmie kilka bardzo poruszających scen. Jedną z nich są powtórne oświadczyny Diego Rivery. Jakże różnią się od tych pierwszych, dziejących się w łóżku podczas intymnych figli. Te drugie, poważne i dramatyczne mają miejsce w zupełnie innych okolicznościach. Frida cierpi, ma długi, życie ją zmęczyło, ale ona i Diego nadal są sobie bliscy, a może nawet są bliżej siebie niż kiedykolwiek?

Druga scena, która porusza do głębi to wernisaż długo oczekiwanej przez bohaterkę wystawy w ojczyźnie. Słowa, jakie o jej obrazach wypowiada mąż, są kwintesencją jej życia. A to życie było pasmem cierpień i przeciwności losu, ciągiem trudów i krótkich radości przenikających się wzajemnie.

Przy tej scenie zadumałam się nad rolą przypadku w życiu każdego człowieka. Kim bowiem byłaby Frida, gdyby nie dogoniła autobusu? Jak potoczyłyby się jej dzieje, gdyby rodzice nie podsunęli unieruchomionej przez gips bohaterce przyborów malarskich? I wreszcie kim byłaby, gdyby nie pokazała swoich prac Riverze?

I na zakończenie jeszcze kilka słów na temat pytań zawartych we wprowadzeniu. O mocnych stronach już pisałam, zatem teraz o tych słabszych. Wydaje mi się, że zbyt mało wyraziste jest tło historyczne. Rivera jest komunistą, ale żyje w luksusie i przyjaźni się z elitami. A Frida? Dlaczego w jednej ze scen maszeruje w pochodzie? Dlaczego to ona i Diego goszczą Trockiego? O co w tym czasie walczą Meksykanie? Te pytania pozostałyby bez odpowiedzi, gdyby nie obszerne wprowadzenie, dzięki któremu zrozumiałam zawirowania historyczne tamtych czasów.

Słabą stroną filmu jest także muzyka. Po takim dziele oczekiwałabym czegoś bardziej oryginalnego.

Natomiast bardzo podobała mi się strona plastyczna filmu i ciekawe pomysły autora zdjęć. Scena, w której Frida maluje motyle na gipsie jest ogromnie wymowna. To dzięki takim ujęciom bardziej rozumiemy to, co bohaterka czuje, przeżywa. Słowa stają się zbędne, bo obrazy mówią dobitniej niż wszystkie słowa. Porażających scen jest więcej. Myślę tu na przykład o dwóch Fridach mających połączone serca, o Fridzie stojącej na dachu wieżowca albo o portrecie bohaterki z obciętymi krótko włosami. To naprawdę genialne sceny mające niezwykle sugestywną wymowę.

Myślę, że "Frida" to film, do którego warto co jakiś czas wrócić. Taki powrót pozwala bowiem nie tylko na chwilę głębokiej zadumy nad losem i wolą życia, ale także przenosi nas w piękny świat trudnej, bo naznaczonej cierpieniem sztuki.

Frida, opinia z dnia 20.07.2012 r nadesłana przez Panią Agnieszka S.


Witam serdecznie!

Muszę przyznać, że po obejrzeniu filmu "Frida jestem pozytywnie zaskoczona. Na ogół nie lubię biografii, ale film ten stanowił wyjątek. Jak zostało napisane

we wprowadzeniu główna bohaterka jest postacią nietuzinkową. Moim zdaniem Frida była silna, a jednocześnie krucha i bardzo kobieca. Jej siła przejawiała

się w zachowaniu Fridy po wypadku. Będąc tak chora, do ostatnich dni nie poddawała się. Malowała obrazy i żyła pełną piersią. To prawda, że w jej obrazach

motywem przewodnim było cierpienie, ale po tym co przeżyła, trudno się temu dziwić.

Na pewno związek z Diego Rivera, aczkolwiek bardzo burzliwy pomógł

Fridzie przejść przez to wszystko.

Audiodeskrypcja w tym filmie była moim zdaniem bardzo dobra, i może dzięki temu film ten naprawdę mi się podobał. Audiodeskryptor znakomicie opisał obrazy

Fridy i może dzięki temu były one dla mnie bardzo sugestywne. Opisy nie wchodziły w interakcję z dialogami, więc film ten oglądało się bardzo dobrze. Muzyka

również świetnie oddaje nastrój filmu.

Film ten na pewno wart jest tych wszystkich nagród, zarówno ze względu na tło historyczne, jak i grę aktorów wcielających się w główne postaci. Moim zdaniem na pewno lepszej Fridy niż Salma Hajek nie można byłoby sobie wymarzyć.

Podsumowując film ten jest naprawdę wart obejrzenia, a ze względu na znakomitą

audiodeskrypcję, która jak dotąd moim zdaniem była najlepsza, mogę go śmiało polecić innym osobom niewidomym, które miałyby okazję gdzieś ten film obejrzeć.
Frida, opinia z dnia 19.07.2012 r nadesłana przez Panią Justynę M.
Moje pierwsze skojarzenie z pracami artystki z filmu, to była twórczość rzeźbiarki, Aliny Szapocznikow. Obie panie, łączyło to, że pokazywały swoje odczucia, napiętnowane chorobą. I obie te panie, choć niesamowicie kreatywne, po części przerażają. W sumie prace Szapoczników, bardziej. Dlaczego, to już zostawiam osobom, które chcą sprawdzić. Chociaż, nie ukrywam, że temat bardzo dobry na film.

Frida, zdaje się prowokować do wielu pytań i w sumie przykro, że przez całe życie była w cieniu męża. Zaraz ... męża?

Jest co, co mnie we Fridzie urzekło, że mimo tylu cierpień umiała się śmiać i korzystać z życia. Z drugiej strony, czy ci Meksykanie, są tacy chętni na amory? Miejscami miałam wrażenie, że oglądam film pornograficzny! Sztuka nie musi być ładna, już fakt, że odbija choroby portrecistki, sprawia, że coś ma do przekazania.
Fantastycznie są ukazane dzieła malarki. Jak ożywają na ekranie. Audiodyskrypcja próbuje opisać to, co widać. Jednak, obraz jest tak ulotny, że nie nadąża. Mimo tego, obrazy opisywane są prosto i podają ich przekaz, miejscami język jest poetycki, więc odbija sens obrazu. Jeśli chodzi o tempo to oczywiście w przypadku relacji ludzi ze sobą, audio deskrypcja radzi sobie bardzo dobrze ... Chylę czoła przed autorem i lektorami. To bardzo ciekawe, że dialogi czyta kobieta, swoim miłym głosem. Fakt, że trzeba się przyzwyczaić do tego, bo nie codziennie ojciec rodzinki mówi jak pani!

Jeszcze raz powrócę do twórczości Fridy. Jeden poeta z Anglii, Wordsworth wspominał kiedy, że artysta po to pisze, aby inni mogli pozna jego duszę. To świetnie pasuje do Fridy. Tylko gdzie jej dusza? Zwracam uwagę, że w tradycji Meksyku, a nie w USA, o jakie szydercze są jej obrazy pod tym kątem!. Pozostaje pytanie, czy Frida właśnie dlatego chciała być zapamiętana jako komunistka? Czy w tym systemie widziała ratunek, dla tego, co meksykańskie? Fakt, że z powodu choroby, wkładała na siebie te meksykańskie, długie suknie. Czy ona była femme fatale Meksyku? Uosobieniem cierpiącego kraju? Poglądów się nie zmienia, nawet gdy widzi się ich niedoskonałość, a wręcz ich karykaturalność. Frida może irytować, o chciała się stać legendą. Jednak, czy każdy z nas, nie chciałby pozostawić po sobie jakiego śladu, wierząc w głos swoich czasów?

Tragedia Fridy nie koniecznie wynika z choroby i cierpienia malarki, choć przez nie, jej życie było okropne (zdrady, brak potomstwa, bieda), ale sądząc po jej ostatnich zapiskach, ona nie chce wracać tam, gdzie jej ideały zostały spalone, razem z nią na tym łożu.

Walorem filmu jest pokazanie lekarzy jako kościotrupów metaforycznie. I zderzanie piękna z trupimi czaszkami. Kościotrup leczy kościotrupy! Dance macabre, jednym słowem. Ciekawym zabiegiem jest klamra, paw na początku i końcu. Na początku dama w łożu jeszcze żyje, na końcu już nie. Film jest zapisem wspomnień i ciekawym albumem. Dobry ze względu na scenariusz. Bo trudno zrobić film o obrazie malarstwa, mimo, że tu i tu, mamy do czynienia z obrazem. Ogólnie rzecz biorąc, bardzo dobra pozycja na film dla IKFON "Pociąg".

Słabe strony to ten seks... Choć i tak w miarę kulturalnie pokazany. Mnie to drażniło. Reszta dobrze pokazana od problemów do radości. W sumie Frida mogła opowiadać o symbolice kaktusów, małpy, używanych barw. Choć, nóż w płótnie z meksykańską roślinką, trafnie pokazuje czym dla Diego była tradycja kraju. I pomysłem trafnym było pokazanie go, jako King Konga!

Muzyka, miła dla ucha, jednak bardziej przyciąga obraz i audiodyskrypcja.

Jeśli chodzi o ocenę gry, jest bardzo wiarygodna. Podoba mi się kreacja Fridy i jej przyjaciółki, byłej żony Diego. Oj widok walki między paniami, a potem ich rozmowy, pokazują to, co łączy i dzieli te dwie ranione kobiety. Dobrze zagrana jest postać Diego i ojca Fridy. Ten pierwszy pan, strasznie grał mi na nerwy bo, co te Meksykanki w nim widziały? "Brzuchacz jeden!"

Jeszcze ten Trocki, staruszek myśliciel.. To był wypadek, czy Frida skazała go celowo, omamiając go? W tym punkcie, mam wątpliwości co do artystki. Chociaż to mogła by jaka ironia losu, ale sama już nie wiem. Czy śmierć Trockiego, była efektem, dania nauczki dla Diego, a może była kolejnym ciosem wymierzonym przeciw Fridzie? Ogólnie rzec biorąc, dobrze, że film powstał, bo ukazuje życie artystki, o której warto pamiętać. A czasy w których żyła, powinny być ostrzeżeniem dla wszelkich rewolucji, nie tylko dla tego kraju z Ameryki Łacińskiej.

Oto moja opinia o Fridzie, jednym słowem strzał w dziesiątkę. Czy kolejnym filmem będzie Pan Tadeusz? Jako mam wątpliwości, co do ekranizacji lektur, mimo, że uwielbiam romantyzm. Jeśli tak, to szykuję ostrą krytykę dla filmu, ostrzegam, po przypomnieniu sobie filmu.

I jeszcze jedno, czy forum będzie aktywne? Bo mam kłopot z zalogowaniem się.

Frida, opinia z dnia 19.07.2012 r nadesłana przez Pana Piotra K.
Z dużym zainteresowaniem obejrzałem film Frida i na wstępie musze powiedzieć, że gdyby nie wprowadzenie do filmu to osoba niewidoma bardzo niewiele by z niego zrozumiała, mówię to oczywiście w swoim imieniu.

Nie mam najmniejszych wątpliwości, że cierpienie artystki miało duży wpływ na jej twórczość. Oglądając film można to zauważyć jak zmienia się treść obrazów. Gdyby nie audiodyskrypcja, która była znakomicie zrobiona i dobrze czytana to film byłby w ogóle nie do zrozumienia dla osoby niewidomej zaś co do klimatu to chyba jednak nie, klimat oddała muzyka.

Tak naprawdę w moim odczuciu więcej o historii Meksyku dowiedziałem się z wprowadzenia niż z filmu i z wiedzy ogólnej wyniesionych z książek.

Nie jestem w stanie ocenić gry aktorów ponieważ jestem niewidomy. Głosy są wyciszone. Muzyka to ona pozwoliła mi czuć klimat Meksyku.


Frida, opinia z dnia 18.07.2012 r nadesłana przez Pana Radosława M.
Przede wszystkim jest to film typowo biograficzny, a przyznam, że nie jest to mój ulubiony typ filmów i jeżeli chodzi o biografie znanych osób to wolę je w postaci książek, które zdecydowanie bardziej wyczerpują temat i znacznie dokładniej pokazują życie danej osoby. Jest to jednak bardzo ciekawa historia pokazująca w filmowym skrócie zarówno chwile cierpienia głównej bohaterki jak i chwile jej szczęścia, gdy jest zakochana i mimo wszelkich przeciwności losu dąży do wyznaczonych sobie celów.

Tu chciałbym się odnieść do pierwszej zaproponowanej tezy do dyskusji czyli niezwykle silnej osobowości Fridy, która z tak wielkim uporem zmaga się ze skutkami wypadku i odnajduje w sobie pasję do malowania i życia na własnych warunkach, a nie tych narzucanych przez otoczenie. Myślę, że postawa Fridy może być przykładem dla wielu niepełnosprawnych, w tym również nas niewidomych, że należy szukać w sobie pasji i poświęcać się jej nawet jeżeli wszystko wydaje się beznadziejne, a nigdy nie wiadomo jaki będzie obrót spraw.

Oczywiście życie Fridy to nie tylko malarstwo i jej niedoceniany początkowo wielki talent, lecz przede wszystkim burzliwy związek, który jest chyba odzwierciedleniem ogromnych temperamentów artystów i bardzo przypomina współczesne perypetie znanych aktorów, muzyków i innych wielkich osobowości.

Jeżeli chodzi o audiodeskrypcję w filmie to niewątpliwie była ona bardzo pomocna, gdyż oprócz przekazania nam tak oczywistych rzeczy jak gesty flirtującej ze sobą pary czy opis otoczenia pomagała zrozumieć artystyczny zamysł głównej bohaterki przekazując nam treść malowanych przez Fridę i pokazywanych na ekranie obrazów, co z pewnością nie było proste do opisania. Mi osobiście natomiast nie podobał się oryginalny lektor w filmie, gdyż kobiecy głos brzmiał jak narracja z Animal Planet, ale zapewne jest to kwestią przyzwyczajenia, choć w większości filmów jednak lektor to mężczyzna. Jest to chyba najsłabszy element tego filmu, bo ogólnie cała niestety bardzo smutna historia Fridy jest bardzo interesująco opowiedziana i świetnie pokazuje towarzyszące głównej bohaterce emocje, jej artystyczne oblicze oraz nietuzinkową osobowość. Niestety malarstwo to również jedna ze sztuk, którą by móc docenić trzeba dobrze widzieć, więc film o niej dał nam również pogląd na twórczość bardzo intrygującej malarki, której obrazy dziś ogląda cały świat.

Chcąc napisać o edukacyjnych walorach filmu nie sposób nie wspomnieć o wątku politycznym i bardzo radykalnie przedstawianych poglądach na komunizm i to co się działo w europie w tamtym czasie. Myślę jednak, że film zapisał się w historii kinematografii głównie za sprawą doskonałego pokazania trudnej relacji damsko męskiej pełnej negatywnych emocji, ale trwającej mimo wszystko, co zdarza się bardzo często również i w dzisiejszych czasach.

Gra aktorów świetnie pokazuje osobowości bohaterów, ich artystyczne podejście do życia i nieustannie towarzyszące wielkie emocje. Zwłaszcza uwielbiam piękną Salmę Hayek, którą pamiętam jeszcze co nieco z czasów gdy lepiej widziałem z filmu "Desperado".

Ścieżka dźwiękowa w filmie, ani jakoś szczególnie nie zachwyca, ani nie przeszkadza podkreślając po prostu czas i miejsce akcji filmu czyli wszechobecne gitary i harfa tradycyjnie po meksykańsku przygrywające niemal na każdym kroku.

Frida, opinia z dnia 18.07.2012 r, nadesłana przez Panią Alicję N.


Historia Fridy Kahlo sprawiła, że moje myśli powędrowały w przeszłość. Ponownie zadumałam się nad fenomenalną niedoskonałością, jaką jest człowiek. Zdaję sobie sprawę, że moje słowa brzmią nieco paradoksalnie, ale przecież tak właśnie jest. Jedni w obliczu ciosu, który niszczy ich całe dotychczasowe życie „upadają” i nigdy nie odzyskują siły, aby wstać, a inni tak jak Frida odnajdują w sobie moc. Moc która staje się ogromną siłą napędową ich dalszego życia. Po obejrzeniu filmu zastanawiałam się jaki wpływ na jej twórczość miał towarzyszący jej nieustannie ból?

Nie jestem koneserem sztuki, więc nie będę nawet próbowała oceniać jej malarstwa. Odniosłam jednak wrażenie, że jej obrazy nacechowane są cierpieniem, a może tęsknotą za wolnością. Takie skojarzenie wywołały malowane przez nią na gipsowym kokonie motyle. A może odczucie, że w pewien sposób została dobrowolnym „więźniem” Diega Rivery. Wyrazem tej dominacji, a nawet całkowitej zależności była animacja, w której King Kong zamienia się w Diego i porywa Fridę. Paradoksalnie od samego początku ich znajomości Diego mówił, że jej obrazy są piękne. Może więc, to Frida nie wierzyła w siebie?

Jednak obserwując związek tych dwojga artystów stwierdziłam, że jest w nich wiele sprzeczności, ale i podobieństw. Chyba inny partner/partnerka nie wytrzymałby tak długo, w tak niestabilnym związku. Może oni potrzebowali właśnie takiej wybuchowej mieszanki, w której buzujące namiętności równoważone są atakami złości. A w przypadku Fridy dodatkowo świadomością, że w życiu Diega zawsze będą inne kobiety.

Choć w ostatecznym rozrachunku dokonała niemożliwego!

Na pewno duże znaczenie miał czas i miejsce akcji. Meksyk był akurat w okresie politycznych zmagań, a wtedy zazwyczaj pojawia się terror oraz rozluźnienie zasad moralnych. Jednak bohaterka od samego początku jest przedstawiona jako kobieta pełna ognia i …

Hm, jak wiadomo o gustach się nie dyskutuje, podobnie ma się sprawa z temperamentem i seksualnością danego człowieka. Dlatego refleksje dotyczące erotycznych potrzeb i upodobań Fridy zachowam dla siebie.

Choć gdy pochłonęła ją artystyczna cyganeria, do głosu doszły zupełnie inne pragnienia. Warto jednak pamiętać, że artystyczny świat tak kiedyś, jak i dzisiaj lubi szokować!

Czyż nie?

Film „Frida” w reżyserii Julie Taymor, to obraz ukazujący siłę i wrażliwość kobiety, która cały czas szuka właściwej drogi. Czerpie z życia pełnymi garściami, nie stroniąc od namiętności, które widzowi mogą wydać się kontrowersyjne. Poruszająca jest postać ojca, który wspiera córkę niezależnie od tego, co robi. Na jej prośbę podejmuje ryzyko i gości w swoim domu Trockiego z żoną. W tym krótkim romansowym epizodzie znamienne są słowa Fridy wypowiedziane do męża: „… o kimś, kto chętnie poświęci odrobinę własnej przyjemności zamiast ranić kobietę, która go kocha”. Oczywiste jest dlaczego Troccy wyprowadzają się. Ten fragment ukazuje smutny los kobiety/żony/towarzyszki politycznego uciekiniera, który w imię wyższych ideologii godzi się poświęcić własne dzieci. A potem korzysta z uroków życia w przygodnych ramionach innej.

W filmie zaskakujące były krótkie animacje,. Ich sugestywność i plastyczność mówiła więcej, niż słowa. Szczególnie utkwiła mi w pamięci ta w momencie wypadku, która była niczym balansowanie na granicy życia i śmierci. Fabuła filmu jest wartka, sceny zmieniają się szybko. Ta dynamika sprawia, że dla osoby niewidomej film bez audiodeskrypcji byłby niedostępny. Dzięki audiodeskrypcji otrzymałam także możliwość zapoznania się z twórczością Fridy Kahlo-Rivery. W przypadku filmu „Frida” audiodeskrypcja oraz ścieżka dialogowa były znacznie głośniejsze, niż ścieżka dźwiękowa produkcji. Przyznaję, że zwłaszcza początkowo ta różnica natężenia dźwięku mocno mi przeszkadzała. Dysonans był tak duży, że miałam problem, aby usłyszeć barwę głosu bohaterów filmu. Pojawił się jeszcze jeden aspekt, otóż w początkowej fazie trwania filmu otrzymujemy informację jak ubiera się malarka, potem tej informacji brakuje. Ponieważ oglądałam film z osobą widzącą, to ona zwróciła mi uwagę, że w przypadku Fridy kolory odgrywały ważną rolę nie tylko podczas tworzenia, ale także w jej codziennym życiu. W zależności od sytuacji lub nastroju ubierała rzeczy w odpowiednich kolorach. Jednak dominowały kolory intensywne, mocno nasycone, bo przecież była silną i żywiołową osobowością

Frida, opinia z dnia 17.07.2012 r, nadesłana przez Pana Zbigniewa M.

Witam. Obejrzałem film p. t. "Frida z ciekawością i zainteresowaniem, zwłaszcza po zapoznaniu się z wprowadzeniem moderatora. Moim zdaniem ten film daje dużo do myślenia. Jest to film biograficzny o życiu meksykańskiej kobiety. Akurat autobus którym jechała, uległ wypadkowi, doznała ciężkich obrażeń, które zmieniły jej resztę życia. Moim zdaniem to materiał na kilka odcinków filmu, ponieważ zbyt mało pokazano rehabilitacji głównej bohaterki. Podczas rekonwalescencji zaczęła malować to co ją bolało i odzwierciedlała to w nowy sposób , czyli naturalistycznie. Powstał w ten sposób nowy kierunek w malarstwie, doceniony dopiero po latach. Rozwiązły tryb życia, moim zdaniem cechuje ludzi południa, zwłaszcza , środowiska artystyczne. Rozwiązły tryb życia prowadzili, van Gogh, Poul Gugain i inni.

W niektórych momentach nie byłem pewny czy audiodeskryptor opisuje obraz ,czy rzeczywistość. Żwawa akcja i muzyka oddają moim zdaniem klimat meksyku. Natomiast nie mogę ocenić gry aktorów ponieważ ich głosy były w dalszym tle.

Ten film skłonił mnie do ponownego przemyślenia problemów bohaterki i uświadomienia sobie tego o czym wiem czyli tego ,że miliony ludzi jest chorych, niepełnosprawnych nie tylko mnie to dotknęło.


Frida, opinia z dnia 17.07.2012 r nadesłana przez Panią Teresę J.
Z wielką przyjemnością obejrzałam film w reżyserii Julie Taymor pt. „Frida”. Jestem pod ogromnym wrażeniem tej pełnej pasji opowieści o burzliwym życiu latynoskiej malarki Fridy Kahlo z jej mentorem i kochankiem Diego Rivierą. Główny wątek tej opowieści stanowi miłość Fridy do męża, najbardziej znanego meksykańskiego artysty. Starszy od niej o 21 lat, nieuznający wierności i kompromisów, egoista Diego był nie tyle obiektem jej uczuć, co w równej mierze źródłem ogromnego cierpienia. Życie z nim było udręką, do tego stopnia, że pewnego dnia Frida przyznała: „Padłam w życiu ofiarą dwóch straszliwych wypadków. Pierwszy raz wtedy, gdy przejechał po mnie tramwaj, drugi to Diego”. Kochała go jednak bezwarunkowo, cierpliwie, wyrozumiale. Obsesyjne uczucie do męża uwidaczniało się w jej obrazach. Film ukazuje tę niezwykłą, prawie niewiarygodną historię małżeństwa, w którym dzięki prawdziwie głębokiej miłości dwoje ludzi potrafiło przezwyciężyć łamane obietnice, niezliczone niewierności, burzliwe starcia i rozstania, nawet rozwód. Ileż ta drobna kobieta musiała wycierpieć w życiu. Oglądając ten film cierpiałam razem z Fridą, gdy przechodziła kolejne operacje, traciła upragnioną ciążę, czy przeżywała kolejne zdrady męża. Podziwiałam ją i fascynowałam się jej talentem. Być może jest to zasługą Salmy Hayek, która stworzyła tu prawdziwą kreację. Udało jej się prawie całkowicie zdominować film. W jednym momencie delikatna i wrażliwa, w drugim przeistaczała się w silną i niezależną kobietę. Chwilami nie można się oprzeć wrażeniu, że aktorka nie tylko gra Fridę, ale że jest nią naprawdę. Być może ta autentyczność wynika z faktu, że to właśnie Hayek była osobą, która w dużej mierze przyczyniła się do powstania filmu. Zafascynowana osobą malarki, odwiedzała jej wystawy, sama zbierała o niej materiały. Film opowiada historię Kahlo, począwszy od lat młodości i okropnego wypadku, który zaważył na całym jej życiu, aż po moment jej śmierci.

Latynoska malarka zachwyciła i krytyków i zwyczajnych ludzi brutalną szczerością swoich obrazów i ich niezwykłą kolorystyką. Bardzo byłam ciekawa audiodeskrypcji do tego filmu, gdyż sztuka jest trudna w odbiorze. Najwięcej trudności sprawia bez wątpienia malarstwo. Bardzo ciężko jest oddać je w opisie narracyjnym. Doceniam, zatem ogrom pracy, który wykonał audiodeskryptor, gdyż dodatkowo musiał posiadać dużą wiedzę z zakresu samego malarstwa, jego stylów i historii sztuki.

Moim podsumowaniem tego filmu, niech będą słowa Diego z ostatniej sceny, gdy przedstawia malarstwo Fridy ze łzami w oczach: „Jej prace są żrące i czułe, twarde jak stal i delikatne jak skrzydło motyla, urocze jak uśmiech i okrutne jak gorycz istnienia. Nie wierzę, by dotąd jakakolwiek kobieta przelała na płótno poezję tak pełną cierpienia.”

Frida, opinia z dnia 17.07.2012 nadesłana przez Panią Aneta Ś.


Film "Frida" obejrzałam z ogromną radością. Niezwykle wzruszająca i niewątpliwie prowadząca do głębokich refleksji historia malarki meksykańskiej wzbudziła moje zainteresowanie już wcześniej.

Pierwszy raz z postacią Fridy Kahlo zetknęłam się, podczas mojego pobytu w Meksyku. Wówczas to odwiedziłam słynne Coyoacan (dziś dzielnicę la Ciudad de Mexico). Zdałam sobie wtedy sprawę z popularności malarki i jej ogromnego wpływu na kulturę tego kraju i choć uznanie to było pośmiertne, Frida na zawsze wpisała się w pamięć mieszkańców Meksyku.

Kolejne spotkanie z twórczością Fridy miałam okazję przeżyć już rok później. W maju roku 2011, gościem Instytutu Cervantes był meksykański pisarz i wykładowca, Miguel Angel Flores, który to podczas zorganizowanej w Warszawie konferencji, przybliżył nam detale związane z biografią i malarstwem Fridy Kahlo.

Te dwa niezapomniane przeżycia sprawiły, iż odbiór filmu stał się dla mnie dużo bardziej pozytywny, a chcąc porównać wrażenia, odniosłam się do niego niezwykle entuzjastycznie. Nie pomyliłam się, gdyż tym, co od razu przyciąga uwagę, jest gra aktorów. Świetna obsada przyczynia się do międzynarodowego sukcesu tej produkcji.

Salma Hayek (Frida Kahlo) wykazała się ogromnym talentem, wcielając w postać malarki. Zwykle widzowie chcą zobaczyć w rolach pierwszoplanowych znane gwiazdy, tak stało się i w tym przypadku, choć dla mnie Salma Hayek nie jest może wymarzoną aktorką na tę rolę, przyznaję jednak, iż nie mam jej wiele do zarzucenia.

Salma, jako córka Diany Jimenez - cenionej zarówno w USA, jak i w Meksyku śpiewaczki operowej - odziedziczyła po swojej matce wiele wrażliwości, która niewątpliwie pomogła jej w interpretacji kontrowersyjnej malarki meksykańskiej.

Na szczególną uwagę zasługuje scena z Trockim na piramidzie. Tutaj Frida (Salma) ukazuje dużo wdzięku, a zarazem niekwestionowany temperament. Myślę, że aktorka w pełni oddała rozmaitość cech charakteru malarki: delikatność, a zarazem charyzmę, idealizm i kapryśną naturę.

Na mój szczególny podziw zasługuje Alfred Molina (Diego Rivera). Absolutnie trafiony wybór aktora. Kiedy obserwujemy przyjęcia, na które zapraszany był Diego i widzimy w tej roli Alfreda, może nasunąć się impresja, iż to sam malarz, grający siebie (tak, jak w przypadku filmu "Yo pecador" (1959), gdzie Jose Mojica, znany i ceniony piosenkarz operowy, zagrał w swojej własnej biografii).

Szczególnie podobała mi się scena pierwszej wystawy Fridy w Meksyku, kiedy Diego (Alfred) przybliża zwiedzającym postać malarki. Zwraca uwagę poczucie humoru, tak charakterystyczne dla samego Rivery. Cciałabym na chwilę zatrzymać się przy drugoplanowej roli Patricii Reyes Spindoli (Matilde Calderón de Kahlo). Pojawienie się jej w filmie ogromnie mnie ucieszyło. Mam szczęście znać Patricię. Jest dyrektorką Centro de Educación Artistica, w Meksyku i kierowniczką działu kasting w Televisie. Często możemy się spotkać z prowadzonymi przez nią warsztatami aktorskimi (taller de actuación).

Ta miła niespodzianka przyczyniła się do jeszcze bardziej pozytywnych wrażeń w odbiorze filmu. Jak zawsze, świetna gra tej znakomitej aktorki; z sukcesem wcieliła się w konserwatywną Meksykankę, jedną z tych, tak często spotykanych w tamtej epoce (przełom XIX i XX wieku).

Jest jeszcze wielu aktorów, o których można by mówić godzinami, jednak ja jeszcze tylko na chwilę zatrzymam się przy Valerii Golino (Lupe Marin). Nie podobała mi się jej gra. Uważam, iż była zbyt przesadzona, widzę tu zbyt wiele elementów sztuczności, szczególnie w sposobie wyrażania swoich myśli. Ekspresję również trzeba umieć wyważyć i moim zdaniem, właśnie tego zabrakło...

Film uważam jednakże za bardzo dobry, a dobór obsady ogólnie udany. Sądzę, iż historia Fridy należy do tych, które powinno się zachować w pamięci.


„Frida” opinia z dnia 16.07.2012r. nadesłana przez Panią Teresę L.
Parę słów na temat filmu Frida. 1. Nie ulega wątpliwości, że Frida cierpiała fizycznie. Każdy cierpiący artysta chce swoje cierpienia opisać i ukazać przez rodzaj sztuki którą wykonuje. Powstają nawet z tego powodu niepowtarzalne arcydzieła. Frida została doświadczona przez życie w sposób okrutny, bo oprócz cierpień fizycznych doznała wiele tragedii duchowych jak zdrady męża, brak potomstwa. Po przeczytaniu wprowadzenia pomyślałam, że artyści sami są sobie winni. Alkohol, zdrady skandale, przecież maja to czego chcą. Po obejrzeniu filmu zmieniłam zdanie, poczułam do Fridy współczucie. Oceniając drugiego człowieka najlepiej jest postawić się na jego miejscu. Można zadać sobie kilka pytań np: czy ja chciałabym mieć takie życie? czy zniosłabym ból, brak dzieci? czy jest coś co wynagrodzi cierpienie?. Szalenie trudne pytania, na które nie zawsze znajdzie sie odpowiedź.

2. Audiodeskrypcja świetna, w niektórych filmach czasami przeszkadza w tym nie.

3. Mocna stroną filmu jest dla mnie jego egzotyka. Wszystko co się w nim znajduje jest egzotyczne, nawet uroda aktorów.

4. Filmy biograficzne były ważne w dorobku kultury filmowej. Takich postaci jak Frida zapomnieć nie można.

5. Aktorom stawiam najwyższą ocenę, ale i nazwiska ich przecież z najwyższej półki.

„Frida” opinia z dnia 16.07.2012r. nadesłana przez Pana Piotra Sz.


Po pierwsze to ten film jest na płycie za cicho nagrany. na moim laptopie dźwięki z tej płyty są zbyt ciche. a teraz będę odpowiadał na poszczególne zagadnienia. dodam, że jestem w trakcie pierwszego słuchania - oglądania tego filmu.

1.Osobowość artystki, wpływ zmagania z fizycznym pogłębiającym się cierpieniem na klimat jej sztuki.

Do tej pory tego nie dostrzegłem.

2. Czy audiodeskrypcja w filmie spełniła oczekiwania osób niewidomych: czy oddaje nastrój filmu? W jakim stopniu oddaje klimat Meksyku? Czy opisy są trafiają do wyobraźni osób niewidomych? Czy potrafią ją poruszyć i umożliwiają wyobrażenie dzieł malarstwa?

- Audiodeskrypcja jest bardzo dobra. opisy dokładne i mogę wyobrazić sobie obrazy na jej podstawie. odnoszę czasem wrażenie, że nawet zbyt dużo dzieje się jednocześnie i mam uczucie jakbym tam był.

3. Jakie elementy filmu są jego mocną stroną a jakie słabą?

4. Dlaczego ten film jest ważny w dorobku kultury filmowej, jakie niesie wartości poznawcze i edukacyjne?

5. Ocena gry aktorów, szczególnie grających główne postaci oraz ocena muzyki filmu.



- postać Fridy jest wyraźna, i tego Diego też. A co do muzyki to wprowadza w klimat meksyku. i niestety jest to druga płyta która w mniej więcej połowie odtwarzania przerywa i nie mogę dokończyć odsłuchiwania tego filmu.



©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna