Październik 2001



Pobieranie 1,06 Mb.
Strona1/20
Data06.11.2017
Rozmiar1,06 Mb.
  1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   20

październik - 2001

23 października
Jan Truszczyński zastapił na stanowisku głównego negocjatora Jana Kułakowskiego. Nowy główny negocjator zapowiedział, że jego funkcja będzie teraz bardziej techniczna, a mniej autonomiczna i medialna.
Truszczyński zapewnił, że Zespoł Negocjacjyjny pozostanie choć w składzie zmiejszonym do 6-8 osób. Dodał, że Zespół będzie pracował w strukturach MSZ, a on sam - kierując jego pracami - będzie jednym z wiceministrów spraw zagranicznych "z bezpośrednią odpowiedzialnością" za negocjacje.

listopad - 2001

2 listopada

<> "RZECZPOSPOLITA"/ BRUKSELA PODEJRZEWA SKANDAL
2.11.2001 Warszawa (PAP) - Polskie władze chciały oddać prywatnej firmie Agro-Comp kontrolę nad systemem IACS. Od jego działania będzie zależeć dystrybucja unijnych środków pomocowych dla rolnictwa, które za kilka lat będą wynosić miliardy euro rocznie- pisze "Rz".

Według dziennika, Komisja Europejska podejrzewa, że doszło do jednego z największych skandali od czasu nawiązania przez nasz kraj stosunków z Unią Europejską.

Sprawa dotyczy budowy w naszym kraju zintegrowanego systemu zarządzania i kontroli (IACS) nad całością upraw, hodowli i produkcji żywności. Niezwykle skomplikowany system, nad którym polskie władze pracują od kilku lat, określi, którym rolnikom jaka pomoc będzie przysługiwała z budżetu Unii.

W przyszłości będzie rozdzielał darowizny warte nawet 4 mld euro rocznie miedzy kilkaset tysięcy gospodarstw. Dla Brukseli gwarancją prawidłowego wydania pieniędzy jest utrzymanie kontroli nad IACS przez reprezentującą władzę państwa Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR).

Tymczasem, jak twierdzą informatorzy "Rz" w Warszawie i w Komisji Europejskiej, system przejęła prywatna firma Agro-Comp. Podejrzewają korupcję, bo wielu pracowników Agro-Comp. było niedawno zatrudnionych przez ARiMR. Co więcej, sprzęt komputerowy, oprogramowanie i szkolenia dla pracowników spółki zostały sfinansowane z unijnego programu pomocowego Phare oraz z funduszy rządu (łącznie 67 mln euro).

Według źródeł w Brukseli, w przyszłym tygodniu komisarz ds. poszerzenia Unii Guenter Verheugen prześle polskiemu ministrowi rolnictwa Jarosławowi Kalinowskiemu list, w którym będzie domagać się zwrotu 30 mln euro dotacji, jaką Unia przekazała na budowę IACS. Zdaniem urzędników Komisji, jeszcze poważniejszym skutkiem skandalu są opóźnienia w budowie tego programu. Powodują one, że zakończenie przez Polskę jesienią przyszłego roku negocjacji członkowskich o rolnictwie będzie niezwykle trudne - podkreśla "Rz".



2 listopada

<> UE-POLSKA/ VERHEUGEN PISZE LIST W SPRAWIE POMOCY W DOSTOSOWANIU
2.11.2001 Bruksela (PAP) - Komisarz Unii Europejskiej ds. poszerzenia Guenter Verheugen wyśle list do polskiego rządu w sprawie sposobu wykorzystania środków pomocowych UE na przygotowanie Polski do zarządzania przyszłymi dotacjami rolnymi z Unii.

Informację podaną przez "Rzeczpospolitą" potwierdził w czwartek w rozmowie z PAP dyżurny rzecznik organu wykonawczego UE Thorsten Muench (Komisja jest od 1 do 4 listopada na urlopie) po uprzednim sprawdzeniu u kompetentnych urzędników.

Nie znał szczegółów sprawy, ale wypowiadał się mniej kategorycznie niż anonimowe źródła polskiej gazety. "Jeżeli pieniądze zostały nieprawidłowo wydane, muszą być zwrócone" - powiedział dając do zrozumienia, że sprawa nie jest do końca przesądzona.

Nie potwierdził, że chodzi o 30 mln euro z funduszu PHARE, ale obiecał, że spróbuje dowiedzieć się czegoś więcej po południu.

Nie potrafił powiedzieć, czy unijne prywatna firma ("Rzeczpospolita" pisze o spółce Agro-Comp, podwykonawcy amerykańskiego koncernu Hewlett-Packard) może wykorzystywać do wykonania kontraktu z publiczną instytucją (Agencją Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa) komputery sfinansowane z pieniędzy pomocowych oraz ludzi przeszkolonych za te środki.

Nie wiedział też, czy w obecnych państwach członkowskich UE w zarządzaniu dotacjami rolnymi mogą brać udział firmy prywatne.

Rzecznik zastrzegł, że "cała sprawa dotyczy przeszłości i nie ma nic wspólnego z nowym polskim rządem", czego zresztą wcale nie sugerowała "Rzeczpospolita".

Podkreślił też, że list Guentera Verheugena zostanie "przekazany normalnymi kanałami", najprawdopodobniej przez delegację Komisji w Warszawie. "Komisarz nie przywiezie go ze sobą do Warszawy, gdy będzie składał wizytę 8 listopada. Nie ma takiego zwyczaju, żeby wręczać osobiście tego typu listy" - dodał rzecznik.

Nie potrafił powiedzieć, czy sprawa jest na tyle poważna, że trzeba będzie budować od początku Zintegrowany System Zarządzania i Kontroli (IACS), który posłuży do rozdziału unijnych dotacji rolnych po wejściu Polski do Unii.

Nie zgodził się z opinią polskiej gazety, że jeśli zajdzie taka konieczność, to - jak napisała "Rzeczpospolita" - "może to zagrozić przystąpieniu Polski do Unii już za dwa lata, jak chce tego nasz rząd".

"To naprawdę niemożliwe, żeby z powodu 30 milionów, jeżeli w ogóle okaże się, że akurat tyle zostało wydane nieprawidłowo, Polska miała nie wejść do Unii" - powiedział się Muench.

Inny urzędnik Komisji przyznał jednak, zastrzegając anonimowość, że brak dobrze działającego IACS pozbawiłby Polskę szansy na unijne dotacje w pierwszych latach członkostwa.

Z niedawnych wyliczeń grupy ekspertów rządu holenderskiego wynika, że Polsce przysługiwałby teoretycznie ponad 4,5 mld euro rocznie dotacji rolnych i środków na wsparcie rozwoju obszarów wiejskich.

Na razie jednak Unia odmawia rolnikom z nowych państw członkowskich prawa do tzw. dopłat bezpośrednich do dochodów rolniczych (według Holendrów byłoby to 2,5 mld euro rocznie dla samych rolników polskich). Brak wiarygodnego systemu IACS osłabiałby szanse Polski na wywalczenie pełnych dotacji - przyznają urzędnicy Komisji.


 
Jeśli potwierdzi się, że doszło do nieprawidłowości i trzeba zwracać 30 mln euro, będzie to rzeczywiście największy tego typu skandal w historii funduszy pomocowych UE dla Polski.

Pod koniec lat 90. unijna Izba Audytorów podejrzewała nieprawidłowości w wydawaniu środków pomocowych z PHARE na rozwój turystyki w Polsce, ale chodziło o mniejsze sumy i "afera rozeszła się po kościach", jak powiedział jeden z polskich ekspertów.

W maju 1998 roku Komisja Europejska obcięła o 34 mln euro sumę środków przyznanych Polsce na ów rok w ramach PHARE, ale przyczyną nie były nieprawidłowości w wydatkach, lecz opieszałość w przedkładaniu przez ówczesny polski rząd projektów wykorzystania pomocy.


2 listopada

<> KE/ POTWIERDZA NIEPRAWIDŁOWOŚCI, ALE NA SUMĘ "DO 3 MLN EURO"
2.11.2001 Bruksela (PAP) - Polska będzie musiała zwrócić nieprawidłowo wydane pieniądze z Unii Europejskiej, mające pomóc w przygotowaniu kraju do wykorzystywania przyszłych dotacji rolnych UE, ale chodzi o nie więcej niż 3 mln euro.

Poinformowała o tym w czwartek PAP Petra Erler, członek gabinetu politycznego komisarza UE ds. poszerzenia Guentera Verheugena, poproszona o skomentowanie doniesień "Rzeczpospolitej". 

Gazeta napisała, że Verheugen domaga się zwrotu "przynajmniej 30 mln euro", przyznanych przez Unię na wsparcie tworzenia w Polsce przez spółkę Agro-Comp Zintegrowanego Systemu Zarządzania i Kontroli (IACS). Kontrakt przyznała spółce w wyniku przetargu Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. System jest niezbędny, żeby Polska jako członek UE mogła korzystać z jej dotacji rolnych.

"Artykuł w +Rzeczpospolitej+ jest mocno przesadzony. Nasze zastrzeżenia dotyczą procedury przyznania w 1998 roku kontraktu na sumę 3 mln euro. Ile dokładnie musi zwrócić Polska, okaże się po zbadaniu, w jakim stopniu ten kontrakt był sfinansowany z pieniędzy unijnych" - powiedziała Erler.

Podkreśliła też, że Verheugen nie wysyłał w tej sprawie żadnych listów do polskiego rządu, ani nie zamierza tego robić. Nie wręczy też takiego listu osobiście w czasie wizyty 8 listopada w Warszawie. 

"Była wymiana pism w tej sprawie między szefem delegacji Komisji w Warszawie, ambasadorem Bruno Dethomas, a poprzednim ministrem rolnictwa Arturem Balazsem" - powiedziała Erler. Po stwierdzeniu nieprawidłowości podlegający Verheugenowi szef Dyrekcji Generalnej ds. Poszerzenia Eneko Landaburu "przesłał ambasadorowi instrukcje, żeby odzyskał pieniądze".

"Celem wizyty komisarza w Warszawie nie jest rozmowa na ten temat, lecz udział w forum organizowanym w Pałacu Prezydenckim. Komisarz chciał wykorzystać tę okazję, żeby po raz pierwszy spotkać się z nowym premierem i ministrem spraw zagranicznych, porozmawiać z nimi o ogólnej sytuacji międzynarodowej oraz o stanie polskich przygotowań do członkostwa" - wyjaśniła Erler.

Podkreśliła, że wcześniejsze potwierdzenie przez dyżurnego rzecznika Komisji doniesień "Rzeczpospolitej" o liście Verheugena wynikało z nieporozumienia. Po pierwszych telefonach od polskich dziennikarzy rzecznik, który początkowo nic nie wiedział o tej sprawie, zadzwonił do pani Erler i nie zrozumiał jej wyjaśnień na temat tego, kto z kim prowadził korespondencję.

Pani Erler nie chciała podać szczegółów. Według wtajemniczonych w Brukseli, rzeczywiście chodzi o kontrakt publicznej Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa z amerykańską firmą Hewlett-Packard, a ściślej z jej polskim podwykonawcą, spółką Agro-Comp, na komputeryzację systemu zarządzania przyszłymi dotacjami rolnymi z Unii Europejskiej.

Podejrzenie korupcji wzięło się stąd, że w komisji przetargowej zasiadał człowiek "powiązany z Agro-Comp". Wyszło to na jaw w czasie sprawdzania ARMA w sierpniu br. przez unijnych audytorów i oznacza jawne pogwałcenie podstawowych zasad tego typu przetargów. To wystarczy, żeby Unia żądała zwrotu pieniędzy.

Afera jest ostrzeżeniem dla Polski, nawet jeśli suma wydaje się niewielka - twierdzą unijni dyplomaci. Na podstawie tego audytu Komisja Europejska ma bowiem przyznać ARMA upoważnienie do rozdziału w Polsce środków pomocowych, a przyszłości - dotacji dla polskiego rolnictwa. Według niedawnych szacunków ekspertów rządu holenderskiego, mogą one sięgać docelowo nawet 4,5 mld euro rocznie.

"3 mln euro to nie koniec świata. Jeszcze daleko do zagrożenia polskich planów przystąpienia do Unii, ale polski rząd musi teraz zrobić wszystko, żeby dokładnie wyjaśnić sprawę i sprawdzić, czy jest to odosobniony przypadek. Unia nie żartuje, gdy w grę wchodzą pieniądze jej podatników" - podkreślił jeden z dyplomatów.

Jego zdaniem, jeśli Polska szybko nie udowodni, że było to odosobnione "potknięcie", afera osłabi pozycję przetargową rządu w negocjacjach dotyczących warunków objęcia kraju wspólną polityką rolną UE, w tym jej dotacjami rolnymi. Byłoby je trudno wywalczyć, nie mając sprawnego systemu IACS i nie budzącej podejrzeń agencji płatniczej, upoważnionej do podziału unijnych pieniędzy.

Według unijnych dyplomatów i urzędników, nie chodzi też absolutnie o to, że jakąś część polskich przygotowań do członkostwa powierzono firmie prywatnej. "Zastrzeżenia są do procedury, a nie do tego, czy jest to firma prywatna" - podkreśla się w Brukseli. Przy innych okazjach dawano natomiast do zrozumienia, że Unia "nie lubi, gdy kontrakty wygrywają firmy amerykańskie".



2 listopada

<> KALINOWSKI/ NIE BĘDĘ KOMENTOWAŁ SYTUACJI W ARMIR PRZED AUDYTEM
2.11.2001 Warszawa (PAP) - Wicepremier, minister rolnictwa Jarosław Kalinowski nie chce komentować sytuacji w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa przed zakończeniem audytu prowadzonego przez Komisję Europejską oraz kontroli NIK.

"Nie będę komentował sytuacji, którą opisuje gazeta (piątkowa +Rzeczpospolita+ - PAP), przed zakończeniem audytu prowadzonego przez przedstawicieli Komisji Europejskiej. Wiem, że przedstawiciele Komisji przedstawili byłemu ministrowi Arturowi Balazsowi wątpliwości związane z pilotażowym wprowadzaniem systemu IACS w dwóch województwach w Polsce z funduszy Phare" - powiedział PAP szef resortu rolnictwa.

Jarosław Kalinowski podał, że obecnie na zlecenie Komisji Europejskiej, w Agencji prowadzony jest audyt tych projektów, a NIK prowadzi odrębną kontrolę. "Odnieść się do sprawy i podać szczegóły będę mógł dopiero po zakończeniu audytu i kontroli" -dodał wicepremier.

"Rzeczpospolita" doniosła w piątek, że polskie władze (chodzi o czas za kadencji poprzedniego rządu) chciały oddać prywatnej firmie Agro-Comp kontrolę nad systemem IACS, od którego działalności będzie zależała dystrybucja unijnych środków pomocowych dla rolnictwa.

Gazeta podała, że komisarz Unii Europejskiej ds. poszerzenia Guenter Verheugen skieruje w przyszłym tygodniu list do polskiego ministra rolnictwa, w którym "będzie się domagał zwrotu przynajmniej 30 mln euro, jakie z funduszy Phare Unia przeznaczyła na budowę w Polsce zintegrowanego systemu zarządzania i kontroli (IACS)".

Tymczasem Petra Erler, członek gabinetu politycznego komisarza UE ds. poszerzenia Guentera Verheugena poinformowała w czwartek PAP, że Polska będzie musiała zwrócić nieprawidłowo wydane pieniądze z Unii Europejskiej, mające pomóc w przygotowaniu kraju do wykorzystywania przyszłych dotacji rolnych UE, ale chodzi o nie więcej niż 3 mln euro.

Podkreśliła też, że Verheugen nie wysyłał w tej sprawie żadnych listów do polskiego rządu, ani nie zamierza tego robić. Nie wręczy też takiego listu osobiście w czasie wizyty 8 listopada w Warszawie.

"Celem wizyty komisarza w Warszawie nie jest rozmowa na ten temat, lecz udział w forum organizowanym w Pałacu Prezydenckim. Komisarz chciał wykorzystać tę okazję, żeby po raz pierwszy spotkać się z nowym premierem i ministrem spraw zagranicznych, porozmawiać z nimi o ogólnej sytuacji międzynarodowej oraz o stanie polskich przygotowań do członkostwa" - wyjaśniła Erler.

Zdaniem "Rzeczpospolitej" Unia ma zastrzeżenia do tego, że systemem IACS zarządza prywatna firma, a nie instytucja publiczna upoważniona do dysponowania pieniędzmi wspólnotowymi, czyli w tym przypadku Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR). Uważa też, że sposób przygotowania systemu sprawia, że może on być niewiarygodny.

Z niedawnych wyliczeń grupy ekspertów rządu holenderskiego wynika, że Polsce przysługiwałby teoretycznie ponad 4,5 mld euro rocznie dotacji rolnych i środków na wsparcie rozwoju obszarów wiejskich.

Na razie jednak Unia odmawia rolnikom z nowych państw członkowskich prawa do tzw. dopłat bezpośrednich do dochodów rolniczych (według Holendrów byłoby to 2,5 mld euro rocznie dla samych rolników polskich). Brak wiarygodnego systemu IACS osłabiałby szanse Polski na wywalczenie pełnych dotacji - mówią urzędnicy Komisji.


2 listopada

> MILLER/ ROZSZERZENIE UE BEZ POLSKI NIE WCHODZI W RACHUBĘ


2.11.2001 Londyn (PAP) - Rozszerzenie Unii Europejskiej bez Polski nie wchodzi w rachubę - takie zapewnienie otrzymał przebywający w piątek w Londynie premier Leszek Miller od szefa brytyjskiego rządu Tony Blaira.

"Upewniłem się w czasie naszego spotkania, że rozszerzenie wspólnoty europejskiej z pominięciem Polski nie byłoby żadnym rozszerzeniem i nie wchodzi w rachubę" - powiedział Leszek Miller.

Jak dodał, dla Polski nie ma alternatywy: albo staniemy się członkiem Unii, albo będziemy się błąkać po peryferiach europejskiego postępu cywilizacyjnego i technologicznego. Premier podkreślił, że Polska pragnie zakończyć negocjacje z UE do końca przyszłego roku, tak by w 2004 roku przystąpić do europejskiej wspólnoty.

Tony Blair deklarował zdecydowane poparcie dla polskiego członkostwa w Unii. "Bardzo silnie wspieramy polskie wysiłki zmierzające do przyłączenia się do UE w pierwszej fali w oparciu o warunki, które zostaną wynegocjowane" - mówił.

"Gdy Polska stanie się już członkiem UE, będzie to stanowić olbrzymie zwiększenie dobrobytu w Polsce, podwyższenie standardu życia, zwiększenie liczby miejsc pracy, a także generalną poprawę warunków w waszym kraju" - dodał brytyjski premier.

Jego zdaniem, bez względu na to, jak trudna może być sytuacja gospodarcza w Polsce i jak trudne mogą być wysiłki związane z koniecznością przeprowadzenia reform, tak naprawdę nie będzie to miało znaczenia w obliczu korzyści płynących z przyłączenia się Polski do Unii.

Tony Blair zapowiedział wydanie polsko-brytyjskiego oświadczenia o debacie dotyczącej przyszłości Europy. "Rozumiemy dokładnie, jakie korzyści wynikają z przyłączenia się do Europy, chcemy być częścią wspólnej Europy, jesteśmy dumni również z naszego narodowego państwa. Chcemy, aby Europa była wspólnotą naszych narodów, która nie zatraci tożsamości narodowej poszczególnych członków" - dodał.

Piątkowe rozmowy premierów Polski i Wielkiej Brytanii Leszka Millera i Tony'ego Blaira w Londynie dotyczyły także współpracy w zwalczaniu międzynarodowego terroryzmu, dwustronnej współpracy gospodarczej i politycznego współdziałania między SLD a Partią Pracy.

Premier Blair podziękował polskiemu rządowi za utrzymywanie silnych więzów z Londynem: "Chciałbym wyrazić uznanie więziom (łączącym) oba kraje, które dziś są silne, ale oczywiście wyrastają ze wspólnej historii, której ważnym elementem był ogromny wkład Polskich Sił Zbrojnych w II Wojnie Światowej" - powiedział Blair przed drzwiami swojej rezydencji.

"Silne więzy partnerskie (między obu krajami) znalazły swój wyraz w poparciu udzielonym przez Polskę po 11 września" - dodał.

Leszek Miller powiedział, że w rozmowach z Blairem zwrócił się o pomoc "w rozwiązaniu najtrudniejszych i najbardziej kontrowersyjnych problemów", których jednak bliżej nie określił.

Po ok. 45-minutowym spotkaniu w szerszym gronie odbył się roboczy lunch, który był ostatnim punktem wizyty.

Wizyta nowego polskiego premiera w Londynie odbywa się w  trudnym okresie, kiedy Tony Blair jest niemal "zawieszony" pomiędzy Bliskim Wschodem a USA.

Szef rządu brytyjskiego właśnie wrócił z podróży określanej jako niezwykle wymagająca, która nie spełniła pokładanych nadziei do Syrii, Izraela i Arabii Saudyjskiej, a już przygotowuje się do wylotu do Waszyngtonu.

Blair wziął na siebie ciężar mobilizowania dyplomatycznego poparcia dla amerykańskiej akcji w Afganistanie, ale zdaniem brytyjskich komentatorów, jego ostatnia wizyta na Bliskim Wschodzie dowodzi, że raczej przeliczył się w ocenie swoich szans.

Obecna wizyta Leszka Millera jest jego drugą zagraniczną podróżą po objęciu urzędu. Jako czynny polityk Miller jest w W. Brytanii po raz trzeci - poprzednio przebywał tu jako szef MSW i przewodniczący SLD.



2 listopada

> EUROPEJSKI BANK CENTRALNY/ NOTOWANIA EURO


2.11.2001 Frankfurt (PAP) - Notowania euro podane przez Europejski Bank Centralny

Kraj Waluta

             
USA (USD) 0,9056

Japonia (JPY) 110,05


W.Brytania (GBP) 0,6183

 
Dania (DKK) 7,4483

 
Szwecja (SEK) 9,5336

 
Norwegia (NOK) 7,9690

Czechy (CZK) 33,530

 
Polska (PLN) 3,7200

 
Węgry (HUF) 254,90

 
Szwajcaria (CHF) 1,4741

Kanada (CAD) 1,4464

 
Australia (AUD) 1,7864

 
Nowa Zelandia (NZD) 2,1861



2 listopada

<> MIELNICZUK/ UNIA NIE KWESTIONOWAŁA KONCEPCJI SYSTEMU IACS
2.11.2001 Warszawa (PAP) - UE była na bieżąco informowana o rozwiązaniach dotyczących budowy systemu ewidencji i kontroli gospodarstw (IACS) i nie zgłaszała żadnych uwag - twierdzi prezes Agencji Rozwoju i Modernizacji Rolnictwa Mirosław Mielniczuk.

Piątkowa "Rzeczpospolita" napisała, że komisarz ds. poszerzenia Unii Guenter Verheugen zwróci się do ministra rolnictwa Jarosława Kalinowskiego o zwrot 30 mln euro dotacji na budowę w Polsce zintegrowanego systemu IACS. Unia zarzuca polskim władzom (chodzi o poprzedni rząd), że chciały przekazać dystrybucję unijnych środków na dotacje bezpośrednie dla rolnictwa prywatnej firmie.

IACS ma kontrolować całość upraw, hodowli i produkcji żywności i określać wysokość pomocy z budżetu Unii dla poszczególnych gospodarstw rolnych.

Petra Erler, członek gabinetu politycznego komisarza UE ds. poszerzenia Guentera Verheugena, poproszona o skomentowanie doniesień "Rzeczpospolitej" powiedziała w piątek, że artykuł gazety jest "mocno przesadzony". "Nasze zastrzeżenia dotyczą procedury przyznania w 1998 roku kontraktu na sumę 3 mln euro. Ile dokładnie musi zwrócić Polska, okaże się po zbadaniu, w jakim stopniu ten kontrakt był sfinansowany z pieniędzy unijnych" - powiedziała Erler.

Mielniczuk odnosząc się do rzekomych zarzutów UE cytowanych w artykule powiedział PAP, że w przygotowanym sprostowaniu do gazety napisze przede wszystkim, iż UE była na bieżąco informowana o przyjmowanych w Polsce rozwiązaniach dotyczących budowy IACS i w każdej chwili Komisja lub jej przedstawicielstwo w Warszawie mogli wnieść swoje uwagi. Jednak nie zrobili tego.

"System ten był budowany we współpracy z doradcami wyznaczonymi przez Komisję Europejską. Byli oni w Polsce także podczas prac nad pilotażami w województwach: warmińsko-mazurskim i podkarpackim" - dodał Mielniczuk.

Według prezesa, przyjęte założenia systemu zakładały, że część zadań specjalistycznych można będzie przekazać firmom specjalistycznym na zasadzie outsourcingu. "To metoda praktykowana we wszystkich państwach unijnych" - zaznaczył.

"Co do zarzutów, że sprzęt Agencji stał się własnością AgroCompu, to kontrola audytorów unijnych nie potwierdziła tego" - powiedział Mielniczuk. Faktem jest, że użyczyliśmy sprzętu i zatrudniono ludzi, którzy wcześniej byli pracownikami Agencji, ale dotyczyło to programów pilotażowych, które kończą się 31 grudnia tego roku - tłumaczy Mielniczuk.

Według niego, przed nowymi władzami Agencji już niedługo stanie jednak pytanie: czy Agencja ma zatrudnić tych ludzi i ich utrzymywać chociaż nie mają jeszcze co robić, czy też - tak jak to jest przyjęte w krajach UE - część zadań zlecić firmom zewnętrznym.

Jego zdaniem, nie ma niebezpieczeństwa związanego z zatrudnieniem firmy prywatnej do dystrybucji środków unijnych, bo to "agencja płatnicza, jak w całej Unii, odpowiada za dystrybucję środków - kontroluje sposób dystrybucji i wykonanie zadań".

Jeśli chodzi o trwającą od połowy października kontrolę NIK, to - według Mielniczuka - minister rolnictwa Artur Balazs zlecił Izbie kontrolę wydawania środków unijnych przez Agencję, by rozwiać wątpliwości, które wokół tej sprawy zaczęły się pojawiać. W jego przekonaniu NIK "absolutnie nie kwestionuje prawidłowości przetargu".

"Państwa, które chcą aby ich rolnicy mieli dostęp do dopłat bezpośrednich (w przypadku Polski to kwota ponad 4 mld euro rocznie), muszą mieć gotowy system IACS - to warunek Unii" - przypomina Mielniczuk. Dlatego w interesie Polski i polskich rolników jest to, żeby ten system powstał jak najszybciej - podkreśla szef ARiMR.

"Zamieszanie wokół AICS, jeśli nie zostanie szybko wyjaśnione, i to zgodnie z niekwestionowaną dotąd przez Unię koncepcją ARiMR, na pewno opóźni budowę systemu w Polsce" - twierdzi Mielniczuk. "Grozi to utratą nie 30 mln euro, ale ponad 4 mld euro dotacji dla rolników rocznie" - podkreśla.

Jego zdaniem, Unia mogłaby odebrać Polsce wydane dotąd na szkolenia 4 mln euro lub nie przekazać pozostałej kwoty, jeśli np. uzna, że polski system IACS jest niedobry, ale musiałaby to uzasadnić. Nie będzie to jednak takie oczywiste, bo obecna koncepcja powstawała "na podstawie doświadczeń z programów pilotażowych i przy współudziale doradców unijnych".

Według informacji prezesa ARiMR, przetarg na wykonawcę kontraktu rozstrzygnięto w kwietniu 2001. Spośród pięciu oferentów wygrała amerykańska firma Hewlett Packard, z ofertą 67 mln euro. Najdroższa oferta opiewała na ponad 100 mln euro. Agencja podpisała umowę z HP pod koniec czerwca. Zgodnie z umową, firma ma oddać do dyspozycji Agencji cały gotowy system IACS 31 grudnia 2002 r. Program w jednej trzeciej finansuje UE, w dwóch trzecich - Polska.

 



  1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   20


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna