Opis wydarzeń w obozie internowanych wzk kwidzyn w dn



Pobieranie 55,18 Kb.
Data01.03.2018
Rozmiar55,18 Kb.

OPIS WYDARZEŃ W OBOZIE INTERNOWANYCH WZK KWIDZYN w dn. 14 SIERPNIA 1982 r.


1. PRZED CZARNĄ SOBOTĄ
W dn. 03.08.82 zakończono zwożenie do ZK w Kwidzynie internowanych z Iławy, Gębarzewa, Łowicza, Lublina i Mielęcina (stan na 03.08 - 148 osób). Przedtem przywieziono internowanych z obozów w Suwałkach, Krasnym Stawie i Włodawie. W Kwidzynie powstaje więc obóz internowanych z większości regionów kraju ( miejscowości: Toruń, Lublin, Ciechanów, Siedlce, Suwałki, Gdańsk, Elbląg, Zamość, Olsztyn, Zielona Góra, Radom, Poznań, Piła, Kalisz, Jelenia Góra, Gorzów, Konin, Włocławek, Płock, Kutno, Sieradz, Łódź, Pabianice, Opoczno, Piotrków, Kraśnik, Bełchatów, Puławy, Świdnik, Biłgoraj, Ostrołęka, Iława, Kętrzyn, Wałcz, Zduńska Wola, Pisz, Ełk, Kwidzyń i in.). Najpilniejszą sprawą do załatwienia stała się sprawa widzeń z rodzinami, które po kilkunastogodzinnej podróży z bagażami i bardzo często z małymi dziećmi na ręku, musiały godzinami oczekiwać godzinami pod bramą ZK nawet bez możliwości skorzystania z WC.

Dlatego w dn. 06.08.82, trzech przedstawicieli internowanych udało się na rozmowę z mjr Mikołajczykiem - komendantem, załatwiając kwestię widzeń. Zgodnie z ustaleniami, rodziny miały być wpuszczane bez oczekiwania. W dniach o zwiększonej ilości odwiedzin - wykorzystany miał być teren w okolicy fontanny (na świeżym powietrzu). W zamian za to internowani (w soboty i niedziele) mieli nie korzystać ze spacernika w pobliżu odbywających się widzeń. 07.08.82 (sobota) rano, oficer próbował tłumaczyć, że wczorajsze ustalenia muszą być jeszcze przez kogoś zatwierdzone.

Do zatargów nie doszło, gdyż wkrótce okazało się, że komendant jest władny i widzenia odbyły się na świeżym powietrzu, po kilka godzin każde i bez zakłóceń.

Na apelu wieczornym ok. 2400 okazało się, że uciekł Mirosław Andrzejewski z Siedlec. Nie wrócił z widzenia.

W konsekwencji dnia następnego, w niedzielę 08.08.82. komendant cofnął decyzję nie podając tego faktu do wiadomości i opuścił teren obozu. Rodziny stały tymczasem za bramą z perspektywą wielogodzinnego oczekiwania na widzenie. Zdecydowaliśmy o podjęciu akcji protestacyjnej. Protest trwał ok. 1 godziny (1000 do 1100 ) i polegał na tym, że internowani usiedli przed bramą stukając w talerze i śpiewając piosenki.

Protest zakończył się sukcesem internowanych. Sprowadzono komendanta, który po krótkiej rozmowie z naszymi wysłannikami cofnął decyzję i ok. godz. 1200 powrócono do widzeń w formie z dnia poprzedniego.

Tydzień upłynął bez zakłóceń

Szczególnie uroczyście internowani obchodzili dzień 13.08.82. - rozpoczęcie IX miesiąca wojny i internowania. Apele w południe, o 2000 i 2400; biało czerwone flagi na słupach oświetleniowych, emblematy Solidarności, wykład pt. „Prawne uwarunkowania stanu wojennego, wieczór piosenki zakazanej. Wszystko przebiegało w spokoju, powadze, przy masowym udziale internowanych, bez jakichkolwiek przeszkód ze strony funkcjonariuszy ( obsługa w tym dniu była wzmocniona). W godzinach wieczornych otrzymaliśmy nieoficjalną informację, że nastąpiła zmiana na stanowisku komendanta ośrodka. Podobno funkcję tę objął kapitan z ZK Sztum.



13 sierpnia w obozie było 148 internowanych.

2. 14 SIERPNIA - CZARNA SOBOTA W KWIDZYNIE
Rano (ok. godz. 900) dowiadujemy się, że komendant nie respektuje ustaleń w sprawie widzeń i nie chce rozmawiać na ten temat z nami. Ok. godz. 1000 internowani siadają przed bramą i powtarza się sytuacja sprzed tygodnia - uderzanie w metalowe talerze i śpiew. Pogoda tym razem gorsza. Zaczyna padać deszcz, a rodziny stoją pod bramą. Obok na ławce siedzą dwaj funkcjonariusze (Makowski i Karaś) i zachowują się jakby nic się nie działo. Wśród internowanych daje się słyszeć głosy coraz większego zniecierpliwienia spowodowane lekceważeniem nas i naszych rodzin przez komendanta. Część ludzi zaczyna mieć wątpliwości czy w tej sytuacji jest sens podejmowania rozmów. Padają głosy, ze należy przejść na drugą stronę siatki (na teren administracyjny). Narasta zdenerwowanie. Zwróciliśmy się do funkcjonariuszy aby zgłosili, że chcemy rozmawiać z komendantem. Jeden z nich udaje się do „ambasady” (budynek administracyjny). Po chwili zjawia się „wychowawca” - por. Edmund Młotkowski i woła trzy osoby na rozmowy. Zgłaszają się na ochotnika (za zgodą zgromadzonych): Andrzej Bober, Włodzimierz Przybyłko i Roman Jarmuszkiewicz. Na czas rozmów przerywamy demonstrację. Po trzydziestu minutach zniecierpliwieni internowani zaczynają śpiewać. Wychodzi A. Bober, prosi w imieniu komendanta o 10 minut cierpliwości.

Wśród internowanych narasta napięcie. Większość jest całkowicie spokojna. Jesteśmy zmęczeni. Zza bramy otrzymujemy informację, że widzeń nie będzie. Pomimo napiętej sytuacji czekamy na zakończenie rozmów. Trójka naszych przedstawicieli wraca z rozmów ok. godz. 1200 , oświadczając, że osiągnięcie porozumienia z nowym komendantem jest niemożliwe. Na wszelkie argumenty dotyczące poprzednich ustaleń z mjr Mikołajczykiem, nowy komendant (kpt. Juliusz Pobłocki) odpowiadał „nie!”. Zasłaniając się regulaminem. Zakończenie rozmów wyglądało następująco: komendant spytał obecnego por. E. Młotkowskiego - „Dajemy widzenia?” Por. Młotkowski odpowiedział: „Dzisiaj nie!” Komendant - „No to nie!”. Później okazało się, że komendant prosił o dodatkowe 10 minut rozmów oczekując na przyjazd wezwanych oddziałów ZOMO. Podczas rozmów fotografowano nas, m.in. por. Jurkiewicz, który określił nas jako małpy w klatce.

Teraz jest kilkanaście minut zamieszania podczas których staramy się ustalić co robić dalej. Padają różne propozycje: 1 Kontynuowanie dotychczasowej formy protestu choćby do rana. 2 . Przejść na drugą stronę siatki w celu wywarcia większej presji. Były również głosy o wycofaniu się z demonstracji i udaniu się do cel. Większość poparła pierwszą propozycję. Usiedliśmy aby kontynuować protest. Śpiewaliśmy, w przerwach uderzaliśmy w miski i skandowaliśmy „wpuścić rodziny”. Zza bramy dobiegły nas głosy, że przybyły oddziały ZOMO. Kilka osób (7) wskoczyło na dach by zorientować się w sytuacji za bramą. Na dachu zostały dwie osoby, a reszta przeskoczyła na drugą stronę siatki (5 osób). Przez dziurę między bramą a jezdnią kontaktują się z rodzinami. Na widzenie czeka ok. 40 rodzin (średnio po dwie osoby z każdej rodziny). Zdawaliśmy sobie sprawę, że te pięć osób za siatką jest bezpośrednio zagrożone. Pierwszy atak ZOMO skupi się właśnie na nich. Internowani przechodzą przez dziury w siatce na stronę administracyjną. Za siatką znajduje się ok. 100 internowanych. Przenosimy taborety. Manifestacja trwa. W pewnym momencie naprzeciw pojawia się grupa szturmowa w sile ok. 40 ludzi, uzbrojona w tarcze, pałki, w maskach i kaskach. Oddajemy stołki i taboret z powrotem za siatkę - do tyłu. Zachowujemy się spokojnie, chociaż trudno utrzymać nerwy na wodzy, kiedy w pewnym momencie klawisz bije po rączkach dzieci, które w ten sposób próbują się skontaktować pod bramą ze swoimi ojcami. Rodziny spod bramy przechodzą na górkę obok więzienia ( w lewo od strony bramy) aby obserwować co się dzieje w środku. Uzbrojeni funkcjonariusze wyprowadzają rodziny z sali widzeń (7 rodzin). Śpiewamy „Boże coś Polskę”, „Rotę” i „ Nigdy z królami..” . W tym czasie do rodzin, które znajdują się na górce podjeżdża milicyjny radiowóz. Funkcjonariusze usuwają rodziny. Pada nawet polecenie strzelania w razie potrzeby z „koguta” (wieża strażnicza). W tym czasie dwukrotnie otwierano i zamykano bramę wjazdową. Mieliśmy wrażenie, ze prowokowano nas do ucieczki (później dowiedzieliśmy się, że próbowano namówić strażaków do wjechania wozem strażackim z działkiem wodnym na teren więzienia. Oficer służby pożarnej - Gołuch - odmówił. Obecnie jest bez pracy)

Funkcjonariusze podciągają motopompę i rozwijają węże. Niewygodni świadkowie zostali usunięci. Grupa szturmowa rozwinęła się w tyralierę. Nagle, bez ostrzeżenia, bez wezwania do rozejścia się - włączono motopompę. Strumienie brudnej wody leją się nam na głowy. Zachłystując się śpiewamy Hymn Narodowy. Grupa szturmowa przystępuje do ataku. Wycofujemy się za siatkę. Widać jednak, że oni nie zamierzają poprzestać na tym. Idą w ruch pały. Próbujemy zabarykadować dziury w płocie. Nie można długo wytrzymywać pod strumieniem wody, która leje się z odległości kilkudziesięciu centymetrów prosto w twarz. Przy furtce wejściowej trwa jeszcze ostatnia próba porozumienia się z oficerem. Bezskuteczni. Wycofujemy się. Oni wpadają na dziedziniec. Nie stawiamy żadnego oporu. Osłaniamy się tylko przed ciosami pałek. Władek Kałuziński zostaje na dachu. Próbują nas okrążać na spacerniaku. Wycofujemy się w stronę I i II bloku. Część, która wraca na III blok atakowana jest przez dużą grupę pałkarzy. Biją ich już przed blokiem i na korytarzu. Używają do tego pałek i drewnianych kastetów. Internowani są brutalnie kopani. Grupa pałkarzy wracająca z III bloku trafia na Władka Kałuzińskiego schodzącego z dachu. Bezlitośnie go katują. Znęcają się nad nim nawet wtedy, gdy już leży na ziemi. Biją pałkami i kopią. Następnie używają gazu. Gdy się nie rusza polewają go wodą. Jest zmasakrowany. Nie odzyskał przytomności. Jest ok. godz. 1300. Wycofujemy się nadal. Jesteśmy już między blokiem I i II. Tu już oprawcy dostali rozkaz bezpardonowego bicia. W tym czasie ktoś za blokiem podpala materac (prowokacja?). Funkcjonariusze robią zdjęcia. Jesteśmy już w budynku. Ci którzy wycofują się na końcu, osłaniając jednocześnie pozostałych, otrzymują już przed blokiem zdrowe cięgi. Z dwóch węży strażackich płyną bez przerwy strumienie wody. Leją również po oknach i po dachu (później dowiadujemy się, że bloki miały się palić. Ta prowokacja nie wyszła!). Większość udaje się do cel. Nieliczna grupa internowanych próbuje jeszcze powstrzymać rozjuszonych oprawców. Przy wejściu powstaje prowizoryczna barykada. Nie utrzymuje się długo. Wycofujemy się do cel. Przed godz. 1330 cele zostają zamknięte. Zaczyna się zasadnicza część zaplanowana i wykonywana z całą premedytacją. Oprawcy wchodzą na blok II



3. BLOK II
Zaczyna się pacyfikacja cel i katowanie bezbronnych internowanych. Najbardziej ucierpiały w tym bloku cele 14, 23, 25.

W kilkanaście minut po zamknięciu cel, do celi nr.14, w której mieszkają: Andrzej Busse (Zielona Góra), Zenon Szachowicz (Krosno Odrzańskie), Jerzy Pogłodziński (Gubin) Henryk Piwowarczyk (Kalisz), Jerzy Gaj (Poznań) - wchodzi kilku funkcjonariuszy w pełnym rynsztunku bojowym. Nakazują w ciągu 10 min. zdrapać ze ściany napis ”Solidarność”, oraz pozrywać plakaty z drzwi i okien. Przeprowadzają rewizję a właściwie demolują pomieszczenie. Zrywają instalacje elektryczną, wyrzucają rzeczy z szafek itp. Mija kilkanaście minut. Drzwi otwierają się ponownie. Wychodzić! Każą iść w stronę świetlicy przez całą długość korytarza. Po obu stronach korytarza stoją funkcjonariusze (30-40). Słynna „ścieżka zdrowia”. Biją idących pałami; po karku, po plecach, po głowie i szyi. Każdy dostaje min. 20 pał. Do świetlicy dociera czterech skatowanych mieszkańców czternastki. Jurek Gaj nie wytrzymał. Był boso, w krótkich spodenkach. Przewracał się (na korytarzu leżała rozbita butelka z pastą - szkło i ślizgawka) i to jeszcze bardziej rozjuszało oprawców. Skatowanego wrzucają do świetlicy. Zenek, który również był boso, pokaleczył poważnie stopy. Na korytarzu słychać jęki bitych, krzyki oraz wyzwiska oprawców. W następnej kolejności przystępują do pacyfikacji celi nr.23. Do celi wchodzi kilku funkcjonariuszy SW z pałami w rękach. Jeden z nich, porucznik krzyczy: „Wychodzić na świetlicę”. Uderzył pałką Jerzego Woronia i Włodzimierza Pagacza. Mieszkańcy celi wychodzą na korytarz - „ścieżka”. Pod gradem pał przechodzą na świetlicę: Stanisław Romański, Mirosław Duszak, Leszek Koszytkowski, Michał Lubomirski, Włodzimierz Pagacz, Jerzy Woroń, Jerzy Chmielewski i Kazimierz Lubieniecki. Wszyscy są bici bezlitośnie na korytarzu. Na świetlicy znajdują się mieszkańcy cel 14 i 23. Po kilku minutach na świetlicę wchodzi sierżant z pałką. Każe wyjść kol. Mirkowi Duszakowi (Elbląg). Mirek pod pałami został przegoniony do końca korytarza. Biegł za nim klawisz, który bez przerwy bił go po plecach i po głowie. Następnie przegoniono go z powrotem w drugi koniec korytarza. Dopiero wtedy kazano mu iść do celi (nr 23) oczywiście cały czas pod pałami i „na kopach”. Następnie, ten sam funkcjonariusz wybrał sobie ze świetlicy Leszka Koszytkowskiego. Bity bezlitośnie wczołgał się do celi. Następnie ten sam gorliwy funkcjonariusz wyciągnął ze świetlicy Staszka Romańskiego (Elbląg). Oto relacja: „Wychodzą, jeszcze w świetlicy otrzymałem od sierżanta wywołującego ze świetlicy uderzenie pałką w dolną cześć klatki piersiowej; wyszedłem ze świetlicy i ujrzałem stojących po obu stronach korytarza, funkcjonariuszy z pałkami w rękach. Szedłem wzdłuż korytarza i otrzymywałem uderzenia pałek w plecy, biodra, ramiona. Dopadłem drzwi mojej celi, chwyciłem za uchwyt przy zamku i próbowałem otworzyć drzwi celi. Były zamknięte. Cały czas otrzymywałem uderzenia pałkami, wobec tego biegłem w kierunku końca korytarza. Za mną biegł cały czas jeden funkcjonariusz i uderzał mnie pałką w plecy i ramiona. Biegnąc i zasłaniając się ramionami przed uderzeniami krzyczałem: „dlaczego mnie bijecie, nic wam nie zrobiłem”. Przy końcu korytarza będąc cały czas uderzany pałką - zawróciłem. Na wysokości mojej celi doskoczył do mnie funkcjonariusz znany jako sierżant Chinc i zaczął z przodu uderzać mnie pałką. Po chwili doskoczył też do mnie z prawej strony sierżant Popławski (znany ogólnie pod przezwiskiem „Bardota”) i zaczął uderzać mnie pałką. Zasłaniając się ramionami krzyczałem: „dlaczego mnie bijecie, nic wam nie zrobiłem” (...). Po chwili zobaczyłem funkcjonariusza w stopniu kapitana, więc krzyknąłem: „panie kapitanie, dlaczego oni mnie biją?”. Kapitan zrobił gest ramionami jakby chciał powstrzymać bijących mnie sierż. Chinca i Popławskiego. Dopadłem znowu drzwi mojej celi. (...) Wszedłem do celi i zobaczyłem leżącego na brzuchu na łóżku Mirka (...). Zaczęliśmy oglądać nawzajem swoje pobite ciała (...). Nasłuchiwałem co dzieje się na korytarzu, z którego jeszcze przez 20 min. dochodziły odgłosy pałek, jęki i okrzyki bitych.”

W tym czasie ze świetlicy wygoniono pozostałych i przez „ścieżkę zdrowia” przegoniono ich do celi 14 i 23.

Oprawcy przeszli do pacyfikacji celi nr.25. Mieszkańcy zostali wypędzeni na korytarz. Pod ścianami ok. 20 funkcjonariuszy z pałami. Internowani przeganiani są pojedynczo przez korytarz i bici pałkami. Ciosy wyraźnie kierowane w głowę i kark. Na korytarzu widziano trzech leżących, którzy byli kopani przez funkcjonariuszy. Jeden z leżących Andrzej Tomaszewicz (Sieradz) został podniesiony prze kolegów, ale upadł na końcu korytarza ponownie. Nie podniósł się - zapaść serca. Został odwieziony do szpitala. Dotkliwie został pobity Roman Jarmuszkiewicz (Łódź), który cierpi na chorobę kręgosłupa (dyskopatia). Na korytarzu było ślisko, gdyż rozbito butelki z pastą. Oczywiście cela 25 została dokładnie zdemolowana. Następne cele już nie były tak metodycznie pacyfikowane. Prawdopodobnie padł rozkaz zakazujący bicia (obawiali się chyba, żeby nie było wypadku śmiertelnego). Sporadycznie bito w innych celach. Pewien wpływ na taki rozwój sytuacji miało również to, ze w celi nr.15 doznał ataku serca Andrzej Priebe i wkrótce przewieziono go do szpitala. Dotkliwie został również pobity Włodzimierz Przybyłko (Zielona Góra) - mieszkaniec celi nr.16, który podczas akcji znalazł się w celi nr.25. Przeszedł dwukrotnie ścieżkę zdrowia, był bity i kopany kiedy leżał na korytarzu. Znany jest przypadek, że funkcjonariusze poszukiwali internowanego, który akurat przebywał na przepustce. Wywoływano go po nazwisku ze świetlicy. Pewnie zasłużył się i przeznaczony był do dokładnej operacji.

Po godz. 1800 , po pierwszych wizytach u lekarza kolega Julian Zydorek (Poznań), mieszkaniec celi nr.18 został przed wejściem do celi uderzony w głowę. Upadł, por. Młotkowski pomógł mu „kopami” wczołgać się do celi stwierdzając przy tym, że przecież jest zdrowy bo był u lekarza.

Po załatwieniu pawilonu II „grupa bojowa” przeniosła się na blok I. Była godz. ok. 1330 - 1400
4. Blok I
Grupa szturmująca podzieliła się na mniejsze oddziały, każdy pod dowództwem oficera, które sprawiały wrażenie, że współzawodniczą ze sobą w brutalnym biciu. Jęki bitych i wyzwiska funkcjonariuszy trwały nieprzerwanie do g.1600 . Chociaż w indywidualnych przypadkach bito jeszcze po godz. 1800 . Większośc bijących pochodziła z ZK w Sztumie. Byli także funkcjonariusz Z Iławy. Szczególną brutalnością odznaczyli się miejscowi a wśród nich: Kegel, Makowksi i Puławski. Wśród oficerów dowodzących poszczególnymi grupami okrucieństwem wyróżniali się: por. E. Młotkowski, por. Jurkiewicz i kpt Świątkowski. Oficerowie nie ograniczali się do wskazywania osób, które pobite zostały szczególnie okrutnie. Osobiście bili ppor. Urbanowicz, oraz kapitan (nazwisko nie znane - z ZK Sztum). Przebieg wydarzeń był następujący:

Kilkunastoosobowe grupy funkcjonariuszy pod dowództwem oficerów wchodziły kolejno kilkakrotnie do każdej celi bijąc i ubliżając internowanych. Odnosi się wrażenie, że akcja miała na celu zastraszenie internowanych i wpojenie im do świadomości, że nie są ludźmi, a przynajmniej, że prawo i jego interpretacja należy do bijących. Słyszano tego dnia takie słowa: „Całuj buty funkcjonariuszowi...”, „tym sk..synem możecie sobie dupę podetrzeć” (pod adresem plakatu z Wałęsą), „Zerwać tego bandytę...”, „Chcieliście demokracji - to ją macie”. Wyzwiskom i epitetom towarzyszyły głuche uderzenia pałek i jęki katowanych. Jakkolwiek bicie w celach miało charakter masowy, to najcięższe obrażenia odnosili ludzie, których wyciągano z cel. Na korytarzu urządzano ścieżki zdrowia, bito do utraty przytomności, po głowie i w okolicy nerek, leżących kopano. W stosunku do wielu osób czynności powtarzano kilkakrotnie. Przez cały czas nikt nie mógł być pewny, że nie zostanie wyciągnięty na korytarz. Zdawaliśmy sobie sprawę, że stamtąd nie wraca się o własnych siłach. Największe dowody bestialstwa oprawcy zostawili w celi nr.8. Banda wracała tam czterokrotnie. Wyciągano nieprzytomnych internowanych, bito w celi, bito i kopano na korytarzu. Funkcjonariusz MO (drogówka) osobiście tłukł leżącego A. Goławskiego na łóżku (raz po razie od stóp do głowy). Kiedy stwierdził, że się nie rusza z korytarza padła uwaga, że „zatruł się konserwami Reagana”. Osiemnastoletni Radosław Sarnicki - uczeń szkoły średniej (LO Zamość) został na odlew uderzony w głowę tak, że 70 centymetrowa pałka owinęła mu się wkoło głowy. Padł nieprzytomny na ziemię. Zmuszano internowanych do zdzierania napisów ze ścian paznokciami. W wyniku tego bestialstwa, wszyscy mieszkańcy celi nr.8 w końcu znaleźli się w szpitalu.

1. Andrzej Goławski - Siedlce -14.08

2. Zygmunt Goławski (brat) - Siedlce - po interwencji MCK 17.08

3. Ryszard Piekart - Siedlce - 17.08

4. Radosław Sarnicki - Zamość - w stanie agonalnym dopiero 18.08 po trzech dobach dopominania się o pomoc lekarza. Przed przyjazdem karetki, reanimowany był przez internowanego lekarza. K. Zadrąga z Suwałk.

Cela, o której mowa w nocy 16/17.08 na prośbę o lekarza, odwiedzona została przez kilkunastu funkcjonariuszy, którzy świecąc latarkami i uderzając pałkami w drzwi pytali „Kto jeszcze potrzebuje lekarza?”. Grupą dowodził kpt. Świątkowski. Wzywający lekarza często z powodu odniesionych obrażeń tracili przytomność.

Z celi nr.5 kilkakrotnie wyciągano na korytarz Andrzeja Bobera i Piotra Bączyka bijąc i kopiąc leżących (również po głowie). Szczególnie ciężkie obrażenia odniósł A.Bober, którego dn. 15.08 o godz. 2330 nieprzytomnego na noszach zabrano do szpitala. Wcześniejsze prośby nie pomogły i dopiero skandowanie przez wszystkie bloki „Lekarza! Lekarza!” spowodowało przyjazd pogotowia ratunkowego. Byliśmy pozamykani w celach i nie wiedzieliśmy, ze do pozostałych potrzebujących, lekarza nie dopuszczono.

Z celi nr.9 dwukrotnie wyciągnięto na korytarz Wojciecha Wasilewskiego z Suwałk i Andrzeja Bereśniewicza z Olecka. Pierwszy z nich dopiero 20.08 dostał się do szpitala. Drugi oczekuje w dalszym ciągu.

W celi nr.4 Adam Kozaczyński z Tomaszowa Lubelskiego znaleziony został jako ten, który w trakcie wycofywania się internowanych uspokajał ich aby nie dali ponieść się emocjom. W konsekwencji wziął na siebie potężną ilość ciosów nie czyniąc najmniejszego gestu obronnego w obawie, że na robionych zdjęciach mogłoby to wyglądać na atak. Potężnie pobity dotarł przy pomocy kolegów do celi. Zapamiętał go jednak Kegel. Obolałego znalazł w celi i wyciągnął na korytarz. A. Kozaczyński podczas nie stracił przytomności, ciało jego wyglądało jak jedna wielka ciemna plama. Nie spodziewał się takich widoków lekarz MCK, który w dniach 17-18.08 odwiedził wszystkich pobitych internowanych. Pomimo interwencji lekarza MCK dopiero 20.08. zabrano na noszach do szpitala A. Kozaczyńskiego. Wcześniej nie było miejsc. Bezpośrednio po biciu, półprzytomnemu wyrwano cześć brody rozkazując ogolić pozostałość. Nie sposób przytoczyć wszystkich przypadków znęcania się nad bezbronnymi, pozamykanymi w celach internowanymi.

W jednej celi pobito odmawiających różaniec, w innej osobę, która ze względu na nogę w gipsie zbyt wolno (zdaniem bijących) się poruszała.

Wszystkie opisane przypadki miały miejsce na pawilonie I i nie wyczerpują listy przestępstw popełnionych w majestacie prawa w dn. 14.08. Nie można również inaczej określić jak przestępstwa, odmawianie pomocy lekarskiej. Ok godz. 1800-1900 odbyła się parodia badań lekarskich w wykonaniu dyspozycyjnego chirurga o nazwisku Oramus, który przyjechał po pogromie pogotowiem. W ciągu godziny - półtorej obejrzał kilkudziesięciu ciężko pobitych, nikogo nie kwalifikując do szpitala. Do trzech zabranych bezpośrednio w trakcie akcji: Kałuziński - Olsztyn (zmasakrowany po zejściu z dachu), A. Tomaszewicz - Sieradz (atak serca w trakcie bicia), A. Priebc - Piła (atak serca), dołączył jedynie A. Goławski - Siedlce chociaż stan wielu innych był bardzo ciężki. Bijący najwyraźniej starali się nie zostawiać śladów, gdyż nie ma przypadków obrażeń twarzy (widocznych)


4 PODSUMOWANIE
W dn. 14.08.1982 r. na ogólną liczbę 148 internowanych pobitych zostało 79 osób: Bl. I-28 Bl. II -31 Bl. III -20, z czego 40 osób ciężko, a 13 bardzo ciężko.

Bardzo ciężkie obrażenia odnieśli:

1 Sarnicki Radosław (Zamość), 2. Kaczyński Władysław (Olsztyn), 3. Goławski Andrzej (Siedlce), 4. Goławski Zygmunt (Siedlce), 5. Piekart Ryszard (Siedlce), 6. Cieślukowski Witold (Pobiedziska), 7. Kozaczyński Adam (Tomaszów Lub.), 8. Bober Andrzej (Olsztyn), 9. Tomaszewicz Andrzej (Sieradz), 10 Wasilewski Wojciech ( Suwałki), 11. Stachowiak Ryszard (Konin), 12. Bereśniewicz Andrzej (Olecko), 13. Priebe Andrzej (Piła).

Obrażenia ciężkie na poszczególnych blokach odnieśli:

Bl. I

1. Kałuziński wł. (Olsztyn), 2. Goławski A. (Siedlce), 3. Goławski Z. (Siedlce) 4. Bober A. (Olsztyn), 5. Piekart R. (Siedlce), 6. Sarnicki R. (Zamość), 7. Kozaczyński Adam ( Tomaszów Lub.) 8. Wasilewski Wojciech (Suwałki), 9. Bereśniewicz Andrzej (Olecko), 10. Bączyk Piotr (Olsztyn), 11 Płonka Andrzej (Kętrzyn), 12. Unykowski Mieczysław (Barciany), 13. Zadrąg Krzystzof (Suwałki), 14. Szmit Jerzy (Olsztyn)


Bl. II

1. Tomaszewicz Andrzej (Sieradz), 2. Priebe Andrzej (Piła), 3. Cieślukowski Witold (Pobiedziska) (poz 1-3 szpital), 4. Jarmuszkiewicz Roman ( Zd. Wola), 5. Przybytko Włodzimierz (Zielona Góra), 6. Gaj Jerzy (Poznań), 7. Pogłodziński Jerzy (Gubin), 8. Duszak Mirosław (Elbląg), 10. Romański Stanisław (Elbląg). 11. Chwalewski Marek (Elbląg), 12. Kacperski Jerzy ( Łódź), 13. Nowacki Stanisław (Sieradz), 14. Zydorek Julian (Poznań). 15. Chrościcki Edmund (Poznań), 16. Woźniak Krzysztof (Łódź), 17. Piwowarczyk Henryk ( Kalisz)

Bl. III

1. Stachowiak Ryszard ( Konin- szpital), 2. Musiej Sławomir ( Siedlce), 3. Kutkowski Arkadiusz (Radom), 4. Łodyga Janusz (Puławy), 5. Zawadzki Włodzimierz (Bielany), 6. Chmielewski Jakub ( Płock), 7. Wiśniewski Wojciech (Płock), 8. Cieluch Adam (Konin), 9. Pacałowski Andrzej ( Płock)



Podana ilość 40 osób pobitych ciężko jest wielkością przybliżoną i prawdopodobnie nie ujmuje wszystkich gdy ze względu na obrażenia głowy i nerek spodziewać się należy zaburzeń zdrowotnych u większej ilości internowanych (spośród 79 pobitych). Niewątpliwie do ofiar zaliczyć należy również te wszystkie przypadki rozstrojów nerwowych i zaburzeń psychicznych, które ujawniły się i jeszcze się ujawnią.
6 REWIZJE W CELACH - SOBOTA WIECZÓR
Ok. godz. 2100 , na miejsce bandy oprawców ze Sztumu wkracza nowa ekipa ( w większości z Iławy). Widać że są pijani. Rozpoczyna się rewizja - grabieże we wszystkich celach. Internowani muszą opuścić cele (zostaje tylko jeden internowany, który i tak nic nie może). Funkcjonariusze zachowują się prowokacyjnie i wyzywająco. Grasują zupełnie bezkarnie i zabierają co im się żywnie podoba. Internowani zebrani na stołówce są w poniżający rewidowani (rozbieranie do naga). Po powrocie do cel zastają pobojowisko. Proszki do prania zmieszane z cukrem porwane zdjęcia najbliższych, pożywienie powyrzucane z opakowań na podłogę. W to wszystko wrzucona odzież, książki, gazety. Poginęły różne cenne rzeczy: biblie, naczynia szklane, sztućce, grzałki, medaliki itp. Rewizja trwała do godz. 2400. Przeprowadzało ją 40-50 funkcjonariuszy.
7. ZAKOŃCZENIE
Od niedzieli, spontanicznie ponad 100 internowanych podejmuje głodówkę protestacyjną. 17.08 po przyjeździe MCK odstępuje od głodówki kilkanaście osób z bl. I. W dn. 19.08.82 głodówkę prowadzi 81 osób. Większość kończy głodówkę 26 sierpnia. 35 osób głoduje do 29 sierpnia. Po 29 sierpnia głoduje 7 osób. 31 sierpnia kończą głodówkę 3 osoby. Do dnia dzisiejszego prowadzą głodówkę jeszcze cztery osoby (03.09)

Po akcji, od dn. 15.08 komendant wprowadził bardzo zaostrzony regulamin. Przez trzy dni (do 16.08 wt.) zamknięci byliśmy w celach. Do dnia dzisiejszego jesteśmy odizolowani między blokami (cele są otwarte od godz. 730 do 2200). Ze względu na zaostrzenie regulaminu internowani z bloków II i III (ok.80 osób) od dn. 14.08 do dn. 31.08(wt) nie wychodzili na spacer. Obecnie spacer trwa 2 godziny. Jednorazowo wypuszczają na spacer grupę maks 20 osobową.

Oto nazwiska oprawców, które udało się ustalić:

Por Edmund Młotkowski ZK Kwidzyń

Kpt. Juliusz Pobłocki komendant ZK Kwidzyń

Kpt. Świątkowski szef ochrony ZK Kwidzyń

Kpt. Jaboński (zdjęcia) ZK Kwidzyń

Plut Kegel (najb. Gorliwy) ZK Kwidzyń

Sierż. Popławski (Bardota) ZK Kwidzyń

Sierż. Mozłowski ZK Kwidzyń

Sierż. Lipski ZK Kwidzyń

Plut. Makowski ZK Kwidzyń

St.kap Karaś ZK Kwidzyń

Sierż. Chinz oddel. Z Elbląga

Kpt. Roman Podolski szef oddz. ze Sztumu

Por. Maciej Podolak ZK Sztum


Por. Piotrowski ZK Iława


Opis sporządzono na podstawie relacji naocznych świadków i uczestników wydarzeń, które miały miejsce w Obozie dla Internowanych w Kwidzynie w dn. 14 sierpnia 1982 r.



Bezpośredni świadek i uczestnik wydarzeń

Internowany

Andrzej Piesiak

Kwidzyn 03.09.1982 r.








©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna