Opis akcji represyjnej podjętej wobec pracowników Z



Pobieranie 234,99 Kb.
Strona1/6
Data11.05.2018
Rozmiar234,99 Kb.
  1   2   3   4   5   6

Dokumenty niezależnych organizacji politycznych i społecznych ze zbiorów Stowarzyszenia „Archiwum Solidarności” oraz Ośrodka KARTA, oprac. Grzegorz Majchrzak

Poniżej prezentujemy dwadzieścia dokumentów niezależnych organizacji politycznych i społecznych działających w PRL w latach 1976–1989 (5 dokumentów Komitetu Samoobrony Społecznej „KOR”, 5 dokumentów Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, 3 dokumenty Konfederacji Polski Niepodległej, 3 dokumenty Komitetu Helsińskiego w Polsce oraz 4 dokumenty Niezależnego Zrzeszenia Studentów). Obejmują one okres od czerwca 1976 r. do końca lat osiemdziesiątych. Ukazują one kilka ważnych aspektów dziejów naszego kraju: od wydarzeń czerwcowych 1976 r., poprzez walka władz z opozycją polityczną, narodziny Niezależnego Zrzeszenia Studentów w „karnawale Solidarności”, stan wojenny, aż po zawarcia kompromisu miedzy władzą, a częścią opozycji.


[1976, przed 1 października, Warszawa] – Opis akcji represyjnej wobec pracowników Zakładów Mechanicznych „Ursus”

Opis akcji represyjnej podjętej wobec pracowników Z[akładów] M[echanicznych] „Ursus” i innych zakładów (na podstawie relacji wielu świadków).
W dniu 25 VI 1976 r. strajkowała od rana prawie cała załoga ZM „Ursus”. Robotnicy oczekiwali początkowo na terenie fabryki na przybycie przedstawicieli dyrekcji, a około 9.00 udali się poza teren zakładu pod budynek biurowy. Robotnicy żądali przyjazdu na konsultacje z załogą przedstawicieli władz najwyższych. Żądanie to nie zostało przyjęte przez dyrekcję, wobec czego robotnicy wyszli na znajdujące się obok tory i zatrzymali ruch pociągów na trasie Warszawa-Kutno i Warszawa-Skierniewice. Celem tej akcji było poinformowanie możliwie dużej liczby ludzi o strajku ZM „Ursus”.

Akcja protestacyjna przebiegała przez cały czas dość spokojnie. Władze porządkowe nie interweniowały. Zmobilizowano jedynie duże oddziały MO i prowadzono obserwację (m.in. z helikoptera). Z ważniejszych incydentów należy wymienić: uderzenie w twarz przez robotnicę I sekretarza Zakładowej O[rganizacji] P[artyjnej] oraz dyrektora ZM „Ursus” w czasie ich wystąpień, w których krytykowali [oni] strajkujących robotników, zatrzymanie szeregu pociągów, w tym międzynarodowego, rozkręcenie szyn oraz próbę1 (zresztą nieudaną2) przecięcia palnikiem acetylenowym szyn, przetoczenie lokomotywy do przerwy w szynach, zatrzymanie samochodu z jajkami i rozdanie jajek strajkującym i przypadkowym przechodniom, zatrzymanie samochodu z cukrem i rozdanie części cukru.

Około godziny 20.00 robotnicy wysłuchali przemówienia telewizyjnego premiera odwołującego podwyżkę i po przemówieniu zaczęli rozchodzić się do domów. Wtedy właśnie oddziały milicji zaatakowały rozchodzących się używając petard, gazów łzawiących, bijąc pałkami, kopiąc leżących. W czasie akcji milicji zapalił się (prawdopodobnie od petardy lub innego ładunku) wagon restauracyjny. Pożar został ugaszony przez straż zakładową, ale ze względu na utrudnione działanie (szarże kolejnych oddziałów MO) spłonął wagon restauracyjny i część wagonu sąsiedniego.

Oddziały MO rozpoczęły następnie w całym Ursusie łapanki połączone z brutalnym biciem ludzi znajdujących się na ulicy, głównie młodzieży. Umundurowane i nie umundurowane oddziały MO wyłapywały ludzi w pobliżu terenu fabryki, na głównych ulicach miasta, a także na peryferiach Ursusa – często przypadkowych przechodniów. Zatrzymanych bito pałkami, kluczami od samochodów, sprzączkami od pasów, kopiąc – często do utraty przytomności. Akcja trwała do rana.

Oto kilka przypadków obrazujących sposób działania władz porządkowych:

– robotnik idący na III zmianę zatrzymany i brutalnie pobity,

– robotnik wracający z II zmiany zatrzymany i pobity; znęcano się nad nim jeszcze w samochodzie milicyjnym,

– robotnik, który wyszedł po żonę wracająca na piechotę z Włoch (po II zmianie), zatrzymany na oczach żony i pobity, wleczono go za nogi do samochodu,

– robotnik wracający z żoną w zaawansowanej ciąży do domu, po odepchnięciu kobiety wepchnięty przemocą do samochodu,

– robotnik wracający wieczorem do hotelu robotniczego, zatrzymany w pobliżu hotelu przez ludzi jadących prywatnym samochodem (zarekwirowanym na czas akcji), ubranych po cywilnemu, bity do krwi w samochodzie,

– kilku młodych, idących ulicą Bohaterów Warszawy w pobliżu komendy MO zostało napadniętych przez milicjantów i pobitych. Jeden z nich stracił przytomność, wówczas pastwiono się nad leżącym, później zabrało go pogotowie ratu[nkowe],

– młody robotnik został w trakcie interwencji MO tak uderzony pałką, że pękła mu szczęka w dwóch miejscach.

Po przewiezieniu na komendę MO w Ursusie zatrzymani musieli przejść przez szpaler milicjantów bijących pałkami. Niektórych przepędzano przez szpaler dwukrotnie. Wewnątrz budynku znajdował się wydzielony pokój, do którego wpychano pojedynczo zatrzymanych. Tam kilku milicjantów biło delikwenta pałkami i kopało, a jeśli ktoś upadł kopano również leżącego. Znane są przypadki łamania żeber zatrzymanym. Na tyłach komendy urządzono tzw. „ścieżkę zdrowia” i zatrzymanym kazano biegać dookoła pod gradem uderzeń pałkami.

Jak się wydaje, wszyscy zatrzymani byli bici; nieznane są wyjątki do tej reguły. Ogółem zatrzymano tej nocy 200–300 osób. Zatrzymani byli następnie przewożeni do Pałacu Mostowskich. Ci, którzy osłabli w trakcie bicia byli ciągnięci za nogi i wrzucani do samochodów. W Pałacu Mostowskich robiono im zdjęcia i zdejmowano odciski palców. Następnie sprawdzano pod lampami ultrafioletowymi czy nie są naznaczeni specjalnym proszkiem rozsiewanym z ładunków wystrzeliwanych przez MO w celu ułatwienia identyfikacji. Tu też przeprowadzono pierwsze przesłuchania. Później przewożono ich na Rakowiecką. Niektórzy przed przewiezieniem do Pałacu Mostowskich przechodzili przez etap pośredni – komenda MO na Walicowie – gdzie również byli bici.

W niedzielę 27 VI rozpoczęły prace kolegia orzekające, które pracowały do późna w nocy. Zatrzymanych oskarżano o atakowanie milicjantów, nie usłuchanie rozkazu do rozejścia się, demolowanie sklepów, wagonów. Większość oskarżeń była fałszywa. Świadczyli milicjanci, przeważnie zresztą nie ci, którzy zatrzymali oskarżonych, a rozprawy odbywały się w oparciu o pisemne zeznania nieobecnego świadka oskarżenia.

Prawie wszyscy oskarżeni zostali skazani. Wymierzano kary grzywny (1500-5000 zł), karę odpracowania kilkudziesięciu godzin „społecznie” lub kary aresztu z zawieszeniem. Po 48 godzinach większość skazanych wypuszczono do domów.

W poniedziałek (28 VI) zwolnieni robotnicy podjęli pracę, niektórzy jednak musieli pozostać w domu z powodu urazów powstałych w wyniku pobicia. Po kilku dniach ze wszystkimi uprzednio zatrzymanymi robotnikami zakład rozwiązał umowę o pracę bez wypowiedzenia, podając jako podstawę prawną art. 52 par.1 K[odeksu] P[racy]. Ci spośród nich, którzy mieszkali w hotelu robotniczym następnego dnia po rozwiązaniu umowy o prace zostali usunięci z mieszkań.

Z pracy wyrzucono przede wszystkim zatrzymanych. Akcja zwolnień objęła jednak szerszą grupę. Za podstawę usunięcia służyły zdjęcia wykonane przez milicję, zeznania niektórych kierowników i donosicieli. Naruszono przy tym w sposób rażący uprawnienia robotników. Oto niektóre przykłady:

– rozwiązanie umowy o pracę bez wypowiedzenia z robotnikiem, który od dłuższego czasu schorował i miał zwolnienie lekarskie. W dniu 25 VI robotnik ten z powodu choroby w ogóle nie był w zakładzie,

– rozwiązano umowę o pracę (w tym samym trybie) z robotnikiem, który w tym czasie miał urlop wypoczynkowy i również podczas zajść nie był w zakładzie.

Ponieważ 25 VI w Ursusie strajkowali prawie wszyscy, każdego można było wyrzucić, jeśli tylko nie podobał się kierownictwu lub komuś z bezpośredniego nadzoru. Całkowita liczba osób zwolnionych z ZM „Ursus” nie jest znana. Podawane są różne liczby. Dość często powtarza się liczba 250 pracowników i druga liczba około 1500. Rozbieżność ta nie została dotychczas wyjaśniona, spodziewać się należy potwierdzenia raczej tej drugiej liczby.

W dniach 4-6 VII robotnicy skazani uprzednio na karę grzywny otrzymali wezwanie stawienia się w ursusowskiej komendzie MO. Szli tam sądząc, że chodzi jedynie o jakieś formalności. Tymczasem aresztowano ich i przewieziono do Warszawy na ul. Rakowiecką (objęło to także tych, którzy karę grzywny już zapłacili). Okazało się, iż K[omenda] S[tołeczna] MO założyła rewizję od, jej zdaniem, zbyt łagodnych wyroków. Kolegia otrzymały nakaz ponownego rozpatrzenia wszystkich spraw i zakończenia ich wyrokami skazującymi na kary bezwzględnego aresztu. Tak też się stało, prawie wszystkie wyroki opiewały teraz na 3 miesiące aresztu. Niektóre rozprawy przeprowadzone zostały z całkowitym lekceważeniem zasad określonych w K[odeksie] P[ostępowania] K[arnego]. I tak np. przytaczano podczas rozprawy zeznania nieobecnego świadka oskarżenia (św[iadek] Dynda), który stwierdzał, że oskarżony atakował milicjantów. Sąd nie dawał wiary zaprzeczeniom oskarżonego i opierał wyroki jedynie na pisemnych zeznaniach nieobecnego na rozprawie świadka oskarżenia. Często posługiwano się także pośrednim świadkiem oskarżenia (św[iadek] Dąbek), który tylko spisywał na komendzie MO personalia doprowadzonych i przyczyny zatrzymania wg relacji doprowadzającego funkcjonariusza. Ponieważ zaś św[iadek] Dąbek nie spisywał personaliów doprowadzających, nie ma sposobu sprawdzenia wiarygodności informacji. Zdarzało się też, że świadkowie oskarżenia mylili oskarżonych i nie bardzo wiedzieli, w jakim miejscu ich zatrzymali.

Po wyrokach skazujących robotników osadzono w więzieniu w Białołęce. Wielu z nich odwoływało się, z reguły bezskutecznie, gdyż rozprawy rewizyjne zatwierdzały wyroki. Sąd nie reagował również na oświadczenia robotników, że byli bici przez milicjantów.

Po upływie miesiąca niektórym skazanym (około 40) zaproponowano zawieszenie pozostałych dwu miesięcy kary na okres pół roku. Tak więc w początkach sierpnia około 40 osób opuściło więzienie. Warto zaznaczyć, że osobom, które zapłaciły karę grzywny, a później zostały ponownie skazane ([na] 3 miesiące aresztu) nie zwrócono dotychczas zapłaconych pieniędzy. Tak więc byli oni karani dwukrotnie za ten sam czyn.

Wszyscy represjonowani robotnicy (a więc zarówno ci, którzy zostali jedynie usunięci z zakładu, jak i ci, których skazały kolegia) nie mogą nigdzie znaleźć pracy. Jest zakaz przyjmowania ich do zakładów państwowych, spółdzielczych, a nawet prywatnych (właścicielom grozi się odebraniem licencji). Warszawskie biuro zatrudnienia w ogóle nie podejmuje rozmów z robotnikami zwolnionymi z pracy po 25 VI. Zdarzały się wypadki wyrzucenia przyjętych uprzednio (mimo zakazu) robotników. Terenowa Komisja Odwoławcza w Pruszkowie jak dotąd ustosunkowuje się negatywnie do wniosków o rewizję decyzji zakładu pracy. Wśród robotników panuje przekonanie, że będą przyjmowani do pracy dopiero po upływie trzymiesięcznego okresu przerwy, ponieważ wówczas stracą ciągłość pracy i wynikające stąd uprawnienia.

16 i 17 lipca 1976 [r.] odbywał się w Sądzie Wojewódzkim w Warszawie proces 7 robotników oskarżonych o wykolejenie lokomotywy. Pięciu robotników pracowało w ZM „Ursus”, jeden w Pruszkowie w fabryce obrabiarek, jeden był kierowcą oraz prowadził kiosk „Ruchu”. Żaden z nich nie był wcześniej karany. Najmłodszy miał niepełne 21 lat, najstarszy 42 lata. Bronili adwokaci z urzędu. Jedynym materiałem dowodowym były zdjęcia. Zapadły następujące wyroki: 5 lat, 4 i pół, 4 lata, 3 lata, 3 lata, 4 lata. Najwyższy wyrok otrzymał najmłodszy z oskarżonych.

Rodziny skazanych znajdują się często w bardzo ciężkiej sytuacji materialnej:

– Grzegorz Zielonka (lat 42) zostawił żonę z dwojgiem adoptowanych dzieci w wieku 7 i 8 lat. Żona opiekuje się chorą i niedołężną matką, nie może więc podjąć pracy. Rodzina została bez środków do życia.

– Czesław Milczarek (lat 27) zostawił żonę z dwojgiem dzieci (1 rok i 3 lata). Żona opiekuje się matką poważnie chorą na astmę, mimo to zdecydowała się nie przerywać (?) pracy.

– Wojciech Czarnecki zostawił matkę, która niedawno przeszła operację wycięcia części żołądka. Matka pobiera 900 zł renty.

W sierpniu odbyły się w sądzie pruszkowskim dwa procesy oskarżonych o rozdawanie jaj i cukru z rozbitych samochodów dostawczych. Łącznie skazano 12 osób na kary więzienia od 1 roku z zawieszeniem do 3 i pół roku pozbawienia wolności. Również rodziny skazanych w tych procesach znajdują się w bardzo ciężkiej sytuacji materialnej.

Nieznana jest liczb robotników nadal pozostających w areszcie. Przypuszcza się, że sięga ona liczby 50 osób. Wobec części z nich (10 osób) toczy się śledztwo w sprawie o wykolejenie lokomotywy. Niektóre rodziny aresztowanych są w bardzo ciężkiej sytuacji materialnej:

– rodzina wielodzietna (dzieci od 4 do 15 lat). Żona nie może podjąć pracy ze względów zdrowotnych. Nie mają własnych środków utrzymania, korzystają z niewystarczającej pomocy rodziny.

– starsi rodzice, oboje ciężko chorzy (matka niewidoma, ojciec ma dwustronną przepuklinę). Starszy syn wyszedł z więzienia po 6 tygodniach aresztu, ale nadal toczy się przeciwko niemu postępowanie. Jest ciężko chory: ma skrzywienie kręgosłupa, cukrzycę, a w tym roku przebył 3 zawały serca (w maju, w czerwcu i w początkach lipca podczas bicia na komendzie MO w Ursusie). Młodszy syn ma sankcję prokuratora do 1 X 1976 [r.], przebywa w więzieniu na Mokotowie. W wyniku pobicia przez milicję ma złamaną szczękę w dwóch3 miejscach.

– Dotychczas przetrzymywany jest w areszcie śledczym (od początku lipca) młody chłopak ociężały umysłowo, będący od dziecka pod stałą opieką lekarską.

Pomoc zakładu pracy i agend opieki społecznej jest nikła. Zasiłki, które zakład jest obowiązany udzielać, zatwierdzane przez niższe instancje (oddziałowe), odrzucane są przez instancje nadrzędne. Również terenowi opiekunowie społeczni, do których zwracano się o pomoc, odmawiają swego poparcia. Ponieważ przeważnie rodziny były na utrzymaniu represjonowanych, obecnie pozbawione są również opieki lekarskiej.


Relacja zawiera jedynie nazwiska osób skazanych sądownie w procesie, o którym informowała prasa. Nazwiska pozostałych osób są znane autorom relacji. Nie podajemy ich w obawie przed dodatkowymi represjami, które mogłyby te osoby spotkać.
Źródło: Stowarzyszenie Archiwum „Solidarności”, Komitet Obrony Robotników 9, kopia, mps.

1976 październik 23, Radom – List Janiny Nazimek do Amnesty International z prośbą o interwencję w sprawie syna

Nazimek Janina Radom, 23 X 1976 r.

26–600 Radom

[ul.] Żeromskiego 76/82 m. 15
Do

Amnesty International

W Londynie
Proszę o interwencję w sprawie mojego syna Nazimka Krzysztofa ur. 30 I 1956 r. (syna Piotra i Janiny), aresztowanego w dniu 25 VI 1976 r. w związku z wydarzeniami. Syn mój jest niewinny, a aresztowano go w związku z akcją terroru, jaką rozpętano po demonstracji. Skazany został z art. 275 K[odeksu] K[arnego] par. 1 i 2 w związku z art. 59 na dwa lata i sześć miesięcy w dniu 2 września przez Sąd Rejonowy w Radomiu. Skazano go powtórnie pod tym samym zarzutem. Bowiem już 27 VI 1976 r. w Sądzie Rejonowym w Radomiu otrzymał 3 miesiące aresztu z art. 275 K[odeksu] K[arnego] par. 1 i 2 w związku z art. 59.

Świadek, milicjant z Kielc, Padlica Lech, który syna zatrzymał, twierdził, że syn rzucał kamieniami i wznosił różne okrzyki, lecz przyznał, że zatrzymał go znacznie później, idącego spokojnie. Syn szedł przez Park Kościuszki główną aleją do domu, z którego przed paroma minutami wyszedł, żeby odprężyć się od nauki. Milicjant rzucił się na syna z tyłu. Syn usiłował się bronić, po prostu wyrwać, lecz kiedy zorientował się że to milicjant, dał się spokojnie aresztować. Mimo to był bity, widziałam ślady jeszcze po miesiącu, w czasie widzenia w Radomiu. Przez aresztowanie mego syna uniemożliwiono mu dostanie się na studia, na które był dopuszczony do egzaminów.

Syn nadal przebywa w więzieniu w Radomiu przy ul. Malczewskiego i nie zanosi się na jego zwolnienie. W czasie sprawy w ogóle nie brano pod uwagę oświadczenia mego syna, że jest niewinny, ani całokształtu wydarzeń, związanych z demonstracjami 25 czerwca 19764 r. Skazano go bez dania racji na wyrok, którego odbycie postawi trwały ślad na jego psychice i kondycji fizycznej.

Tracę resztki nadziei na uwolnienie syna, o które starałam się wielokrotnie u władz polskich. Pisałam do Rady Państwa, Generalnej Prokuratury, prokuratury rejonowej, I sekretarza K[omitetu] C[entralnego] PZPR. O zwolnienie starał się także mój syn. Jestem jedną matek, których synowie cierpią nadal w Polsce.


Proszę bardzo, pomóżcie mi
Janina Nazimek
Źródło: Stowarzyszenie Archiwum „Solidarności”, Komitet Obrony Robotników, 10, kopia, mps.

1976 listopad 26, Radom – List Janiny Brożyny do Sejmowej Komisji Wymiaru Sprawiedliwości z prośbą o przejęcie śledztwa w sprawie śmierci męża

Janina Brożyna Radom, 26 XI 1976

Radom


ul. Wróblewskiego 21
Do Sejmowej Komisji Wymiaru Sprawiedliwości



  1   2   3   4   5   6


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna