Odpowiedź Andrzejowi Biłatowi



Pobieranie 125,68 Kb.
Strona1/2
Data20.05.2018
Rozmiar125,68 Kb.
  1   2

Mieszko Tałasiewicz
Apologia sytuacjonisty.

Odpowiedź Andrzejowi Biłatowi

Wszelkie uzasadnianie dokonuje się za pomocą i na tle dostępnych w danym momencie koncepcji i teorii, a te są wynikiem rozwoju historycznego. Rozwój ten determinowany jest czynnikami merytorycznymi, ale nie tylko merytorycznymi – także niejednokrotnie zwykłym przypadkiem. Niezależnie jednak od tego, na ile przypadkowo dany stan wiedzy powstał, jest on rzeczywistością, z którą musimy się liczyć - czy tego chcemy, czy nie. W żadnym razie nie uważam, by umieszczenie źródła jakiejś trudności w kontekście historycznym automatycznie usuwało tę trudność. Dlatego też nie ma żadnej niekonsekwencji w tym, że po swojej „historycznej” deklaracji staram się jednak podać argumenty na rzecz teorii sytuacji. To raczej moja deklaracja, że skoro jakiś argument jest historyczny, to wystarczą przeciwne intuicje, żeby go odwrócić, jest zbyt pochopna. Powinienem był wyrażać się ostrożniej.

Ale główną myśl tego fragmentu swojego tekstu – nie jest to bynajmniej główna myśl w ogóle - chciałbym podtrzymać. Niezależnie od czysto merytorycznych relacji między semantyką Fregowską a semantyką sytuacyjną, ta pierwsza ma pozamerytoryczną przewagę pierwszeństwa. Jedna i druga ma trudności, ale nad trudnościami semantyki Fregowskiej łatwiej przechodzi się do porządku dziennego. Jesteśmy jakoś przyzwyczajeni do nich. Weźmy na przykład pytanie, do czego odnoszą się rozmaite kategorie wyrażeń. Dana nazwa odnosi się do takiego a takiego przedmiotu. Dany predykat – do pewnej funkcji. A zdanie? No cóż, takie a takie zdanie odnosi się do prawdy, jeżeli to a to, lub do fałszu, jeżeli tamto a tamto. Dlaczego nazwa czy predykat może odnosić się bez „jeżeli”, a zdanie tylko z „jeżeli”? To jakieś dziwactwo (od którego wolna jest semantyka sytuacyjna). Tolerujemy to dziwactwo, albo go zgoła nie zauważamy, bośmy się do niego przyzwyczaili od pierwszego roku studiów.

Chyba jednak zbyt wiele uwagi poświęciliśmy – i ja, i mój Polemista – sprawie historycznego pierwszeństwa. Zadanie zmierzenia się z meritum jednej i drugiej semantyki jest przecież o wiele ważniejsze. Przejdę teraz do tego zadania, kierując się uwagami prof. Biłata.


* * *
1. Brzytwa Ockhama i zasada prostoty: semantyka Fregowska w ogóle nie musi wprowadzać odrębnej kategorii korelatów zdaniowych, a sytuacyjna musi, co komplikuje ontologię ponad potrzebę.
Cóż, w moich oczach te modalności: musi – nie musi, są niepotrzebne. Sytuacje po prostu są, a co najwyżej semantyka może ich użyć, albo może je zignorować. Prostotę semantyki Fregowskiej mam raczej za (zbyt daleko idące) uproszczenie, za zamykanie oczu na to, jaki naprawdę jest świat. Nie wyobrażam sobie ogromnych połaci wiedzy bez odwołania się do sytuacji: od fizyki (zdarzenie punktowe!), do psychologii poznawczej. W językach tych nauk musimy mieć co najmniej nazwy sytuacji. Nie rozumiem, w jakim sensie „prostoty” proste miałoby być powstrzymanie się od wykorzystania tych sytuacji w charakterze korelatów zdań.
2. Warunki tożsamości sytuacji i slingshot
Trzeba tu zwrócić uwagę na pewną komplikację. Polemista mówi o warunkach tożsamości „na poziomie” sytuacji jako takich i „na poziomie” zdań (sytuacyjna równoważność zdań). Otóż w ważnym sensie warto tu mówić nie o „poziomach” a o „stronach” czy „kierunkach”. Uważam, że stanowczo zbyt mały nacisk w literaturze położony jest na rozpatrywanie własności relacji semantycznych w zależności od kierunku zachodzenia stosunku korespondencji między językiem i światem. Pisałem o tym w zakończeniu swojego artykułu (przed dodatkami), teraz dodam, że różnica ta oczywiście ma wpływ na warunki tożsamości sytuacji (a nawet na samo pojęcie sytuacji – pewną próbę zdania sprawy z tej różnicy, daleką od wyczerpania tematu, podjęli Barwise i Perry, odróżniając sytuacje faktualne od aktualnych).

Pytanie o warunki tożsamości korelatów semantycznych wyrażeń jest bowiem zwodnicze. Często formułuje się to pytanie – przyjmijmy, że jest to pytanie właśnie o sytuacje - tak oto: „Kiedy dwie sytuacje są identyczne?” Otóż literalnie rzecz biorąc nigdy dwie sytuacje nie będą identyczne, co najwyżej mogą być bardo podobne. Takie pytanie, jeśli mamy je brać poważnie, musi być rozumiane jako skrót jakiegoś innego pytania. Na przykład takiego: „Kiedy zdanie p odnosi się do tej samej sytuacji, co zdanie q?” Otóż odpowiedzi na takie pytanie mogą wypaść zupełnie odmiennie, w zależności od tego, czy dane zdania są reakcją na postrzegane sytuacje, czy też sytuację mamy dopiero „obliczyć” ze zdań.

W tym pierwszym wypadku nieporozumieniem jest poszukiwanie odpowiedzi w zachodzeniu jakichś relacji pomiędzy samymi zdaniami (powiedzmy: synonimiczności, albo izomorficzności strukturalnej, albo równoważności). To jest odwrócenie kwestii. Zachodzenie takich relacji zależy wtedy od tego, do czego odnoszą się wyrażenia; to zaś jest dane. Dwa wyrażenia odnoszą się do tego samego, kiedy odnoszą się do tego samego.1

W kierunku „od języka do świata” rzeczywiście trzeba podać jakieś warunki, pod którymi gotowi będziemy uznać, że dwa zdania odnoszą się do tej samej sytuacji (ponieważ tej sytuacji nie mamy przed oczami). W mojej koncepcji naturalnym rozwiązaniem jest odwołanie się do semantycznej strony gramatyki kategorialnej, w szczególności do funkcji, które nazwałem funkcjami Ajdukiewicza: są to funkcje denotowane przez funktory (w tym wypadku zdaniotwórcze). Otóż mogę powiedzieć, że jeżeli złożenie wszystkich funkcji denotowanych przez funktory w dwu zdaniach (funkcje te opisane są w standardowej semantyce stowarzyszonej z gramatyką kategorialną) wraz z ich odpowiednimi argumentami daje ostatecznie tę samą wartość funktora głównego, to zdania te odnoszą się do tej samej sytuacji. W skrócie można powiedzieć – patrząc od języka do świata - że sytuacje są to wartości funkcji Ajdukiewicza denotowanych przez funktory zdaniotwórcze.

Być może zresztą jakieś inne kryterium byłoby tutaj na miejscu. Na pewno jednak – to „na pewno” zrelatywizowane jest oczywiście do zarysowanej tu perspektywy – takim kryterium nie będzie równoważność logiczna. Powiedzenie, że dwa zdania odnoszą się do tej samej sytuacji ztw gdy są równoważne (scil. mają tę samą wartość logiczną) po prostu niczego nie wyjaśnia w perspektywie, w której odróżnia się to, o czym jest zdanie, od tego, czy jest ono prawdziwe. Nawet gdybym nie miał nic w zamian (a przecież mam), nie chciałbym takiego rzekomo „prostego i naturalnego kryterium tożsamości sytuacji”. Przeciw strzałom z procy jestem opancerzony.2

3. Totalność funkcji reprezentowania.


Nie przyjmuję takiego założenia. Pisałem w artykule:

„Reguły ...interpretacji semantycznej określone są dla:



    • ... prostych zdań ze stałymi nazwowymi ... – wyznaczają jako korelat semantyczny tych zdań sytuacje elementarne ...

    • prostych funkcji zdaniowych ... – wtedy wyznaczają sytuacje nieelementarne ...

    • Nie obowiązuje truthmaker principle. Nie można powiedzieć, że zdanie jest prawdziwe zawsze i tylko wtedy, gdy odpowiadająca mu sytuacja jest faktem. Konkretne warunki prawdziwości bywają różne: wyznaczają je działania boolowskie (negacja, alternatywa etc.) – dla zdań złożonych – oraz kwantyfikacja ...

      • Zdanie Ala nie głaszcze Mruczka odnosi się do tej samej sytuacji, do której odnosi się zdanie Ala głaszcze Mruczka ... podczas jednak, gdy to drugie jest prawdziwe ztw, gdy ta sytuacja jest faktem, to pierwsze jest prawdziwe ztw, gdy ta sytuacja właśnie faktem nie jest ...”

Być może nieprzyjęcie tego założenia naraża mnie na jakiś kataklizm, ale nic, jak dotąd – w szczególności żaden punkt w polemice – nie uświadomiło mi skali zagrożenia (owszem, Polemista nader plastycznie i przekonująco odmalował okropieństwa, jakie spotkałyby mnie w wypadku, gdybym ową „totalność funkcji reprezentowania” założył).
4. Teoria sytuacji jako denotacji zdań nie jest wystarczającą podstawą analizy intensjonalności ani dobrą teorią deskrypcji.
W tym momencie chciałbym uniknąć definitywnej deklaracji na temat stosunku denotowania do reprezentowania. Być może są jakieś powody, dla których odpowiednie odróżnienie warto robić i być może w toku dalszej dyskusji – kiedy te powody zostaną wysłowione – zgodzę się na to bez bicia. Ale tymczasem nie widzę konieczności dokonywania takiej dystynkcji i sądzę, że mogę pozostać przy swoim niezbyt może precyzyjnym użyciu „denotowania” jako synonimu „odnoszenia się”.

W szczególności wskazane przez prof. Biłata trudności z intensjonalnością nie wydają mi się dobrym powodem. Otóż, po pierwsze, nie widzę, dlaczego należałoby oczekiwać, że wprowadzenie sytuacji jako denotacji zdań będzie wystarczającą podstawą analizy intensjonalności. Wprowadzenie wartości logicznych w tej roli też, zdaje się, nie jest taką podstawą (w przeciwnym wypadku dawno zapomnielibyśmy o tym problemie). Wydaje mi się wprawdzie, że dostrzegam, na czym polega odnośna obawa Polemisty, ale nie podzielam tej obawy. Otóż do należytego ujęcia kwestii intensjonalności potrzebne są – jak sama nazwa wskazuje – intensje, czyli znaczenia wyrażeń (przy czym dodać trzeba, że daleka jest jeszcze droga od tego, że mamy jakieś intensje, do tego, by problem intensjonalności poprawnie rozwiązać3). Prof. Biłat jednak najwyraźniej uważa, że jeżeli za denotację zdania weźmiemy wartość logiczną, to wolno nam postulować dodatkowo owe intensje (powiedzmy: sądy logiczne); natomiast jeśli w tej funkcji ma wystąpić sytuacja, to nie wolno. A tego z kolei nie wolno, bo „gdyby udało nam się [zbudować stosowną teorię sądów], pojawiłaby się [...] wątpliwość, czy warto jeszcze dodatkowo angażować się w ontologię sytuacji”.

A dlaczegóżby nie? Równie dobrze można zapytać, dlaczego Frege, skoro zbudował teorię sądów, angażował się jeszcze w semantykę wartości logicznych. To są po prostu różne rzeczy.

Kiedy zastanawiamy się nad możliwymi funkcjami semantycznymi języka na intuicyjnym, bardzo elementarnym poziomie, bez trudności możemy odróżnić kwestię tego, po pierwsze, co (vel o czym) mówimy, po drugie, jak to mówimy, i po trzecie, czy to jest prawdą, co mówimy. Odniesienie przedmiotowe zdań odróżniamy tym samym od ich znaczenia (rozumianego standardowo jako „sposób dania odniesienia”), a jedno i drugie - od ich wartości logicznej. Semantyka Fregowska uwzględnia to pierwsze rozróżnienie, a gubi - bezpowrotnie i bez słowa wyjaśnienia – to drugie. To zagubienie bardzo intuicyjnej różnicy przedmiotu zdania i jego wartości logicznej jest wielkim mankamentem tej semantyki (jednym z tych, do których już się przyzwyczailiśmy, i o którym na co dzień nie pamiętamy). Natomiast odróżnienie odniesienia i znaczenia jest słusznie uważane za wielką i trwałą zdobycz Fregego. Nie rozumiem, dlaczego semantyka sytuacyjna nie miałaby z tej zdobyczy skorzystać. Ma ona tę przewagę nad semantyką Fregowską, że restytuuje odróżnienie odniesienia i wartości logicznej. Dlaczego miałaby od razu tracić punkty gubiąc to pierwsze odróżnienie?

Sytuacje w semantyce sytuacyjnej to mają być odniesienia zdań, a nie ich znaczenia czy sądy. Owszem, sądy mogą być zbudowane z pewnych wybranych sytuacji (podobnie jak np. znaczenia ostensywne nazw są zbudowane z wybranych desygnatów) umieszczonych w odpowiedniej strukturze (np. wyznaczonej przez składnię danego zdania), ale nie są tożsame z sytuacjami (w sprawie szczegółów zob. Dodatek A). A skoro tak, to mam co najmniej równie dobre narzędzia do rozwiązywania zagadnienia intensjonalności i formułowania teorii deskrypcji, jak semantycy Fregowscy.

5. Teoria sytuacji nie znalazła przekonującej reprezentacji w logice ze spójnikiem identyczności.


Myślę, Polemista że ma rację, choć nie wiem tego na pewno, bo nie śledzę perypetii tzw. logiki niefregowskiej. Anna Wójtowicz z pewnością lepiej skomentowałaby ten punkt. Zarazem uważam jednak, że racja Polemisty w tym punkcie nie podważa w istotny sposób mojego stanowiska i nie jest wystarczającym powodem, by semantyka sytuacyjna mi obrzydła.

Mnie bowiem wystarcza, że semantyka sytuacyjna, podobnie jak Fregowska, znajduje dobrą reprezentację w zwykłej logice KRP. Pewnie miło by było zaksjomatyzować pojęcie równości sytuacji – tak jak zapewne miło by było zaksjomatyzować pojęcie synonimiczności bodźcowej czy zawartości informacyjnej zdań – ale nie wydaje mi się, żeby było to koniecznym warunkiem przyjęcia semantyki sytuacyjnej. Logika jest teorią zachowania wartości logicznych (w szczególności prawdy) – w dowolnej semantyce. W semantyce Fregowskiej akurat trafiło się tak, że przy okazji jest to też teoria korelatów semantycznych zdań, bo wartości logiczne - przypadkiem z logicznego punktu widzenia – są takimi korelatami. W semantyce sytuacyjnej ten przypadkowy związek nie zachodzi, ale przecież logika ani na jotę nie przestaje od tego pełnić swojej funkcji teorii wartości logicznych. Można w niej mówić o warunkach prawdziwości i o związkach wynikania logicznego. Owszem, w mojej koncepcji te warunki i związki wypadają dość skomplikowanie (z racji odrzucenia totalności funkcji reprezentowania), ale to tylko komplikacja rachunkowa, nie wymagająca, jak sądzę, żadnej nowej logiki.

Nie zamierzam zatem umierać za SCI ani za żadne jego rozszerzenie, więcej nawet, chętnie przyłączę się do Polemisty w ataku na ten rachunek – tylko z innych powodów. Otóż chętnie przyznam, że właśnie wskutek owych komplikacji w stosunkach między korelatem semantycznym zdania a jego wartością logiczną, domaganie się jakichś aksjomatów systematyzujących relację pomiędzy równoważnością zdań a ich koekstensjonalnością, jest żądaniem przesadnie wygórowanym. U mnie nawet nie da się powiedzieć, że dwa zdania o tym samym korelacie mają tę samą wartość logiczną, bo na przykład wzajemne negacje mają ten sam korelat, tylko że jedno ze zdań takiej pary jest prawdziwe ztw. gdy ten korelat jest faktem, a drugie - właśnie gdy nie jest. O wynikaniu w drugą stronę w ogóle nie ma co marzyć.

Reasumując, nawet gdyby logika niefregowska odparła wszystkie ataki i okazała się bez zarzutu, i tak nie przyjąłbym jej jako tej właściwej. Ja chcę KRP. Chcę bronić autonomii semantyki względem logiki – podobnie jak bronię autonomii tego, o czym mówimy, względem pytania, czy to jest prawda, co mówimy. (W sprawie hipotezy na temat możliwych źródeł przeciwnej intuicji zob. Dodatek C.)

6. Mój argument, że znając dokładnie denotację części, powinniśmy znać denotację całości, jest słabo przemyślany.
Rzeczywiście, to prawda. Muszę się z niego wycofać. Nie znaczy to, że wycofuję się z tezy, którą miał on uzasadniać. Nadal widzę coś dziwacznego w semantyce Fregowskiej. Trudno mi po prostu zdiagnozować, co to jest. W niniejszej polemice próbuję innego ujęcia, które sformułowałem na wstępie: coś dziwacznego jest mianowicie w tym (to kolejna próba – może i z niej będę się wycofywał), że w semantyce Fregowskiej wszystkie inne kategorie semantyczne mają swoje korelaty po prostu, tak jak stoją, a zdania mają dany korelat (są prawdziwe resp. fałszywe) jeżeli to a tamto. W semantyce sytuacyjnej tego nie ma. Zdanie ma taki a taki korelat – bez żadnego „jeżeli”. A czy ten korelat jest faktem, czy nie jest – to inna sprawa.
To poczucie dziwaczności czy oczywistości nie jest jednak decydujące. Decydujące jest to, że semantyka sytuacyjna umożliwia zdanie sprawy z ostensywnej akwizycji złożonych zdań; do czego semantyka Fregowska – na ile mi wiadomo – nie jest zdolna. A to z kolei – w myśl rezultatów osiągniętych przeze mnie w Filozofii składni – jest warunkiem koniecznym zbudowania realistycznej teorii składni.

DODATEK A
O znaczeniu zdań i tzw. wynikaniu semantycznym
Spróbuję przybliżyć, jak sobie znaczenia-sądy wyobrażam. Kłopotliwe będzie to, że nie obejdzie się bez przyjęcia pewnych założeń syntaktycznych (wyznaczających strukturę sądu). Tłumaczę się z tych założeń obszernie w Filozofii składni; tutaj nie mogę tego uczynić. Powiem tylko, że przyjmuję pewną formę gramatyki kategorialnej i posługuję się pojęciem „funkcji Ajdukiewicza” na oznaczenie denotacji funktorów. Jest to funkcja, która denotacjom argumentów funktora przyporządkowuje denotację wyrażenia złożonego, utworzonego za pomocą tego funktora. W wypadku predykatów na przykład funkcją Ajdukiewicza jest funkcja od n-tek obiektów do sytuacji.
Zacznijmy od przyjrzenia się, w jaki sposób ustalamy strukturę zdania ostensywnego:

Chłopiec, który stoi w tamtym kącie, patrzy na Alę.

Zdanie to odnosi się do postrzegalnej sytuacji elementarnej (sic!):

(patrzy na, chłopiec który stoi w tamtym kącie, Ala)

Nazwa ‘chłopiec, który stoi w tamtym kącie’ desygnuje dokładnie jednego, konkretnego chłopca; ale jest to nazwa syntaktycznie złożona. Jest ona mianowicie złożona ze zdania ‘chłopiec stoi w tamtym kącie’ i z funktora ‘który’ (tzw. funktor deskrypcji określonej, rodzaj reifikatora)4. Temu zdaniu odpowiada z kolei nieelementarna sytuacja {{(stoi w, chłopiec A, tamten kąt)}, {(stoi w, chłopiec B, tamten kąt)}...}. Działanie funktora deskrypcji polega na wybraniu do roli desygnatu tworzonej nazwy tego konkretnego chłopca, który występuje w tej składowej sytuacji elementarnej, która jest faktem. Otóż informację o działaniu tego funktora można wydobyć z obserwacji dwóch sytuacji elementarnych: (a) tego, że pewien chłopiec patrzy na pewną (zidentyfikowaną) dziewczynkę, i (b) tego, że ten sam chłopiec stoi (jako jedyny) w takim a takim kącie – pod warunkiem, że znamy już działanie funktora ‘patrzy na’ (które można z kolei wyprowadzić z obserwowania sytuacji elementarnych odpowiadających zdaniom typu: ‘ta dziewczynka patrzy na tę dziewczynkę’; ‘tamta patrzy na tamtą’, ‘ten chłopiec patrzy na tego kotka’; ‘Mamusia patrzy na Olę’ itp.). Sytuacja (a) pozwala się zorientować, że wyrażenie ‘chłopiec, który stoi w tamtym kącie’ jest nazwą określonego obiektu. Sytuacja (b) jest natomiast jedynym faktycznym członem nieelementarnej sytuacji, która odpowiada zdaniu zawartemu w analizowanej nazwie; pozostałe (kontrfaktyczne) człony tej sytuacji różnią się od faktycznej jedynie pierwszym argumentem relacji ‘stoi w’, czyli tym, kto stoi w kącie. Można więc wnosić, że ta część tajemniczej z początku nazwy owego chłopca, która nie jest zdaniem (czyli słowo ‘który’), wskazuje pewien obiekt, a zaobserwowana tożsamość obiektu w (a) i (b) pozwala zauważyć, że chodzi właśnie o ten obiekt, który występuje w faktycznym członie sytuacji nieelementarnej skorelowanej ze zdaniem ‘chłopiec stoi w kącie’.

W ten sposób udało nam się przeprowadzić akwizycję skomplikowanego funktora na podstawie obserwacji sytuacji elementarnych – i rozszyfrować składnię dość złożonego zdania. Wygląda ona mniej więcej tak – w kolejności rozszyfrowywania:

Chłopiec, który stoi w tamtym kącie, patrzy na Alę.

|………………………s (zdanie denotujące widzialną sytuację elementarną)………………..|

|....………n (nazwa konkretnego argumentu tego zdania)……………|– – – s/nn – – – |...n…|

|…………………|– – n/s – – |.. s (zdanie denotujące sytuację nieel…|

przepiszmy to zdanie (ze względu na jego graficzne rozdzielenie powyżej):

Chłopiec stoi w tamtym kącie

|…n…..| |– s/nn –| |…..n………|


Znaczenie tego zdania można utożsamić zatem ze strukturą następującą:

<patrzy na, {chłopieci: (FAKT, (stoi w, chłopieci , tamten kąt))}5, Ala>
Nie jest to sytuacja. Ale jest to struktura zawierająca pewne sytuacje i co więcej relację, która jest abstraktem z innych sytuacji. W bardziej skomplikowanych sytuacjach struktura ta zawiera jeszcze kwantyfikatory i operacje boolowskie potrzebne do określenia warunków prawdziwości danego zdania.6 Ale nie byłoby tej struktury bez sytuacji. Powiedzenie, że skoro mamy sądy (znaczenia), to sytuacje są już niepotrzebne, jest nieporozumieniem.
Oczywiście, same sytuacje, bez sądów, podobnie nie wystarczą. Jednym z powodów są wskazane przez Polemistę konteksty intensjonalne czy analiza deskrypcji. Ale nie tylko takie. To właśnie relacje między sądami są odpowiedzialne w wielu wypadkach za intuicje tzw. wynikania semantycznego.

Same sytuacje może by wystarczyły dla zdań nieelementarnych, na przykład gdybyśmy chcieli ze zdania ‘ktoś zasztyletował kogoś’ wywnioskować zdanie ‘ktoś zabił kogoś’. W tym wypadku rzeczywiście sytuacja zasztyletowania jest w jakimś sensie częścią sytuacji zabicia. Zakładamy tutaj, że zasztyletowanie jest z definicji jakąś formą zabijania: jest to mianowicie zabijanie sztyletem/nożem. A zatem zależności semantyczne między odpowiednimi zdaniami są tu szczególnym przypadkiem zależności, z jakimi mamy do czynienia przy porównywaniu pewnego zdania zawierającego złożony predykat, uzupełniony okolicznikiem sposobu, ze zdaniem bez takiego okolicznika.

Odpowiednie zależności sytuacyjne we wszystkich kontekstach okolicznikowych polegają – w myśl naszego ujęcia – na tym, że zbiór sytuacji elementarnych, w których pewien x zabija jakoś/czymś pewnego y–ka zawiera się w zbiorze sytuacji elementarnych w których x zabija y–ka po prostu; tzn. że niektóre (lecz nie wszystkie) sytuacje elementarne zabijania są (tożsame z) sytuacjami zabijania nożem. Skąd jednak to wiemy? Jak możemy się dowiedzieć o tym, jak działają okoliczniki (i – dodajmy – przysłówki: wszelkie funktory predykatotwórcze od argumentów predykatowych)?

Możemy się tego dowiedzieć – na początku akwizycji języka – tylko dzięki porównaniu odpowiednich procedur ostensywnych. Załóżmy najpierw, że w czyimś języku prywatnym7 zarówno predykat ‘zabił’ jak i okolicznik ‘nożem’ są pierwotne (przyswajane ostensywnie). Chciałbym mieć nadzieję, że dla większości ludzi samo złożenie ‘zabił nożem’ nie jest przyswajane ostensywnie; że predykat ‘zabił’ ludzie przyswajają sobie na komarach i muchach, a okolicznik ‘nożem’ – na krojeniu chleba czy przecinaniu sznurków. Dlatego akwizycja tego złożenia musi być poprzedzona ostensywnym przyswojeniem znaczenia wielu zdań o postaci ‘x zabił y–ka’ i ‘x zrobił z nożem’.

Oto w miarę rozbudowywania definicji ostensywnych takich zdań spostrzegamy, że zazwyczaj sytuacje elementarne wskazywane jako wzorce definicyjne zdań o postaci ‘x zrobił z nożem’ stanowią podzbiór właściwy sytuacji wskazywanych jako wzorce odpowiadających im zdań o postaci ‘x zrobił z’ i wyraźnie należą do węższej klasy podobieństwa. Innymi słowy zauważamy, że funkcja Ajdukiewicza denotowana przez złożenie okolicznika z predykatem, na przykład przez złożenie ‘przeciął nożem’ – nożem(przeciął)Ajd – przyporządkowuje parom obiektów sytuację (nieelementarną) 1, a funkcja Ajdukiewicza denotowana przez sam ten predykat, np. przez predykat ‘przeciął’ – przeciąłAjd – przyporządkowuje sytuację 2, takie że każda faktyczna sytuacja elementarna należąca do 1 należy też do 2, lecz nie na odwrót.8 W ten sposób przyswajamy sobie działanie okolicznika ‘nożem’ w stosunku do używanych w opisywanej procedurze predykatów (np. predykatu ‘przeciął’). Działanie to polega mianowicie na przyporządkowaniu funkcji Ajdukiewicza denotowanej przez dany predykat (powiedzmy: przeciąłAjd), innej funkcji (powiedzmy: przeciął nożemAjd), która przyporządkowuje parom obiektów sytuacje stanowiące pewien podzbiór zbioru sytuacji przyporządkowanych przez pierwszą z tych funkcji – podzbiór lepiej określony i bardziej jednorodny pod pewnym względem (tu: pod względem sposobu przecinania). Tę określoność i jednorodność po prostu widać – tak jak widać pewną jednorodność i określoność jamników wśród psów.

Wiedza, którą osiągnęliśmy na tym etapie procedury ostensywnej, dotyczy tylko konkretnego okolicznika, a nawet tylko konkretnego złożenia okolicznik–predykat, którego właśnie się nauczyliśmy.9 Na następnym etapie (na następnym etapie logicznej rekonstrukcji lub w następnym okresie ontogenezy mowy) dokonujemy hipotetycznej ekstrapolacji (hipoteza oczywiście nie musi mieć charakteru świadomego; chodzi o próbny i odwoływalny charakter tego uogólnienia) i zaczynamy stosować okolicznik, którego znaczenie (denotowaną przezeń funkcję Ajdukiewicza) ustaliliśmy dzięki opisywanej procedurze, do innych predykatów, jeżeli tylko jakieś szczególne względy nas przed tym nie powstrzymują. Powstrzymywać nas może – i skłaniać nas do przyjęcia ograniczeń naszej ekstrapolacji – np. poczucie oczywistości, że niektóre złożenia dają funkcję Ajdukiewicza przyporządkowującą dowolnym obiektom zbiór pusty (pewnych rzeczy np. nie można zrobić nożem: podlewać, wykrzykiwać, biegać itp.).

Reasumując. Dzięki procedurze ostensywnej widzimy, że:

1 < 2;

natomiast ze względu na sposób konstrukcji sytuacji nieelementarnych wiemy, że:

1 = [nożemAjd (przecinaAjd)][x, y]

2 = przecinaAjd[x, y].

Możemy z tego wyprowadzić informację na temat okolicznika „nożem”; mianowicie:

[nożemAjd (przecinaAjd)][x, y] < przecinaAjd[x, y];

a następnie uogólnić ją – najpierw do postaci:

[nożemAjd (fAjd)][x, y] < fAjd[x, y]

– a potem do postaci:

[gAjd (fAjd)][x, y] < fAjd[x, y],

gdzie za f możemy podstawiać rozmaite funkcje predykatowe; a za g – okolicznikowe. Rozmaite, choć nie dowolne. Musimy cały czas pamiętać, że jest to tylko próbne (często podświadome) uogólnienie ze wzorców ostensywnych; można na nim polegać tylko pod warunkiem, że okolicznik ‘nożem’ nie działa akurat w sposób niestandardowy (są bowiem takie okoliczniki czy takie zestawienia, jak np. ‘na niby’ ‘śpieszy się powoli’, ‘śpi świadomie’ czy ‘pieści gilotyną’ – o których wiemy, że denotują funkcję Ajdukiewicza przyporządkowującą desygnatom argumentów nie podzbiór sytuacji wyjściowych, lecz jakiś zbiór przesunięty: krzyżujący się lub zgoła rozłączny). A jednak to właśnie dzięki temu uogólnieniu możemy uchwycić zależności wynikania semantycznego dla zdań ‘x zabił y–ka nożem’ i ‘x zabił y–ka’. Możemy mianowicie wiedzieć, że:

(zabija nożem, x, y) < (zabija, x, y)10

– skoro nie mamy pod ręką odpowiednich wzorów ostensywnych a ich domaganie się byłoby w tym wypadku przestępstwem kryminalnym – dzięki i tylko dzięki wiedzy, że:

[nożemAjd (zabijaAjd)][x, y] < zabijaAjd[x, y].
Wiedza na temat działania relewantnych funkcji Ajdukiewicza – a zatem wiedza o znaczeniu, a nie denotacji stosownego zdania, okaże się niezbędna wtedy, gdy zapytamy o stosunki wynikania między zdaniami denotującymi sytuacje elementarne. Przypuśćmy na przykład, że chcemy teraz dowiedzieć się dla odmiany, jak zdanie „Brutus zabił nożem Cezara” ma się do zdania „Brutus zabił Cezara”. Jeżeli istotnie Brutus zasztyletował, czyli zabił nożem Cezara (jak twierdzą historycy, powołując się na relacje świadków spisane przez innych historyków), to sytuacja elementarna zabicia Cezara przez Brutusa jest tą samą sytuacją elementarną, co sytuacja zabicia nożem Cezara przez Brutusa. Gdybyśmy chcieli ufundować relację wynikania semantycznego pomiędzy zdaniami na stosunkach pomiędzy korelatami semantycznymi tych zdań byłby to dość zbijający z tropu fakt, bowiem chociaż zazwyczaj nie mamy nic przeciwko temu, by uznać, że ze zdania ‘Brutus zabił nożem Cezara’ wynika zdanie ‘Brutus zabił Cezara’, to wyraźnie czujemy intuicyjny opór przed przyznaniem, że mogłoby być też na odwrót.

. Konstatacja ta budzi nasz sprzeciw dlatego, że intuicje dotyczące wynikania nie idą w parze z denotacyjnym ujęciem wynikania i w tym wypadku zależą nie od stosunków zakresowych pomiędzy zdaniami, lecz od stosunków znaczeniowych pomiędzy nimi. Analizowane zdania, chociaż odnoszą się do (tej samej) sytuacji elementarnej (a więc są w pewnym sensie „jednostkowe”), nie mają (w językach prywatnych indywidualnych użytkowników) znaczenia ostensywnego;11 ich interpretacja przebiega zatem jako uszczegółowienie zdania („ogólnego” – odnoszącego się do sytuacji nieelementarnej12) ‘ktoś zabił (nożem) kogoś’, którego znaczenie ustalane jest metodą opisaną powyżej z rzeczywistych przykładów zabójstw (najczęściej much, komarów i os) i z rzeczywistych przykładów posługiwania się nożem (najczęściej wyjadania dżemu, dokręcania śrubek i otwierania puszek). Znaczenie tego ogólnego zdania przewiduje pewną zmienność pod względem relacji sytuacji elementarnych, które pod nie podpadają; składnia predykatu ‘zabił nożem’ sugeruje, że zakres tej zmienności jest mniejszy niż w wypadku predykatu ‘zabił’. Zakresy tej zmienności – i ich wzajemny stosunek, tj. zawieranie się jednego w drugim – pozostają w grze także wtedy, kiedy z ogólnego zdania robimy szczegółowe w drodze wybrania konkretnej pary argumentów; uszczegółowienie to nie odnosi się bowiem wcale do relacji, a jedynie do argumentów.

Zdanie typu ‘Brutus zabił Cezara’ odnosi się zatem do tej samej sytuacji, co ‘Brutus zabił nożem Cezara’; tyle tylko, że znaczenie tego drugiego nieco szczegółowiej tę sytuację charakteryzuje. W wypadku zdań, wyznaczanie denotacji przez znaczenie polega na tym, że dla danego predykatu P na podstawie ostensji wyrabiamy sobie najpierw (idealizacyjną i hipotetyczną) znajomość denotacji zdania typu P(x1,…, xn)13 a potem przyjmujemy, że konkretne zdanie (np. ‘Brutus zabił Cezara’) odnosi się do tej sytuacji elementarnej – spośród wszystkich tworzących denotację zdania ‘zabił(x, y)’ – w której występują Brutus i Cezar. Na tym koniec – widać więc jasno, że takie wyznaczanie nie gwarantuje nam pełnej wiedzy o wyznaczonej sytuacji. My wiemy, że chodzi o tę sytuację zabijania, gdzie Brutus zabija Cezara, i moglibyśmy ją zidentyfikować, gdybyśmy (przenosząc się w czasie) ją zobaczyli, ale nie znaczy to przecież, że wiemy o tej sytuacji tyle, co jakbyśmy ją już widzieli. Wiemy tylko tyle, co zawiera się w znanym nam uprzednio znaczeniu predykatu ‘zabił’. No, a jeżeli powiedziano nam, że Brutus zabił Cezara nożem – to wiemy więcej, bo znaczenie predykatu złożonego ‘zabił nożem’ jest dokładniejsze niż samego ‘nożem’ (zbiór sytuacji zabijania nożem zawiera się w zbiorze sytuacji zabijania).

Różnica ta jest bez znaczenia z punktu widzenia kogoś, kto tę sytuację zna z autopsji – on i tak wie o niej o wiele więcej, niż mówi nawet najbardziej szczegółowe zdanie; natomiast ktoś, kto tę sytuację ma odtworzyć ze zdania, ma tylko określoną, mniejszą lub większą, ilość informacji. Wynikanie nabiera tu zatem charakteru epistemologicznego: to, że wiemy, że Brutus zabił Cezara, nie gwarantuje nam wiedzy, że Brutus zasztyletował Cezara. Natomiast gdyby ktoś np. widział, jak Brutus zabija Cezara, to zarazem oczywiście widziałby on, jak Brutus zasztyletowuje Cezara.

Wobec tego mówienie, że sytuacja zabijania nożem Cezara przez Brutusa jest częścią właściwą sytuacji zabijania Cezara przez Brutusa – jak niektórzy byliby skłonni utrzymywać14 – nie ma większego sensu niż mówienie, że bury kot, którego ma Ala, jest częścią właściwą lub podzbiorem kota simpliciter, którego ma Ala. Czyli w ogóle nie ma sensu – bo kot, to kot. Tylko że w jednym zdaniu nazywamy ten pojedynczy obiekt ‘kotem’ po prostu ze względu na jego podobieństwo do pewnej zewnętrznej klasy obiektów; w drugim zdaniu nazywamy ten sam obiekt ‘burym kotem’ ze względu na jego podobieństwo do innej, węższej klasy obiektów. Podobnie tę samą sytuację elementarną możemy opisywać w jednym zdaniu ze względu na jej podobieństwo do jednej klasy sytuacji; a w innym – ze względu na podobieństwo do innej klasy; jeżeli jedna z tych klas zawiera się w drugiej – mamy wynikanie.

* * *
Wyjaśnienia, które sformułowaliśmy powyżej, przypominają nieco teorię sytuacji w kształcie, jaki proponuje Parsons (1990) rozwijając klasyczną koncepcję Donalda Davidsona (1980). Parsons uważa mianowicie, że predykaty denotują rodzaje działań, stanów i relacji i że szczegółowe zdania w rodzaju ‘Mary uderzyła Freda’ zawierają egzystencjalną kwantyfikację po tych działaniach, stanach czy relacjach (Parsons 1990, s. 5). Reprezentacja semantyczna przytoczonego zdania wyglądałaby mniej więcej tak: e (UDERZENIE(e) & AGENT(e, Mary) & OBIEKT(e, Fred)). Pozwala to na eleganckie ujęcie modyfikacji przysłówkowej. Reprezentacja zdania ‘Mary uderzyła mocno Freda’ wyglądałaby bowiem następująco: e (UDERZENIE(e) & AGENT(e, Mary) & OBIEKT(e, Fred) & MOCNE(e)). Wynikanie semantyczne jest tutaj sprowadzone po prostu do wynikania logicznego członu koniunkcji z koniunkcji.

W niniejszej pracy nie chcę angażować się w tę – skądinąd elegancką – teorię, z analogicznych powodów, z jakich nie chcę polegać bez reszty na semantyce światów możliwych. Teoria ta nie jest neutralna merytorycznie – jej elegancja okupiona jest przyjęciem dość silnej deformacji naturalnych, preteoretycznych intuicji, z których zdawaliśmy sprawę powyżej. Zastanówmy się mianowicie, do czego w teorii Parsonsa odnosi się zdanie ‘Mary uderzyła Freda’. Czy do sytuacji reprezentowanej jako e (UDERZENIE(e) & AGENT(e, Mary) & OBIEKT(e, Fred)) – czy do samego ‘e’? Jeżeli do ‘e’, to status Parsonsowskiej reprezentacji jest niezrozumiały: nie wiadomo, co ona reprezentuje, i jakim „prawem”, by tak rzec. Jeżeli do całej reprezentacji – to czym jest ‘e’?

Pomóc w rozwikłaniu tego zagadnienia może refleksja nad tym, w jakim sensie korelaty zdań są rodzajami sytuacji elementarnych. Otóż można się na to zgodzić dla zdania typu P(x, y), np. ‘Dziewczynka uderzyła chłopca’, ale nie dla zdania typu P(a, b), jakim jest Parsonsowski przykład ‘Mary uderzyła Freda’. Pierwsze z tych zdań denotuje sytuację nieelementarną, która zawiera wiele sytuacji elementarnych podobnych do siebie, ale nieidentycznych ze względu na relację uderzania. W tej nieelementarnej sytuacji można wyróżniać podzbiory sytuacji, w których ktoś uderza kogoś mocno lub słabo, ze złością, lub przypadkiem itd. Można w szczególności kwantyfikować po sytuacjach elementarnych i tu reprezentacja podobna do Parsonsowskiej miałaby w miarę dobrze uchwytny sens: korelatem zdania ‘Dziewczynka uderzyła chłopca’ byłaby sytuacja nieelementarna o strukturze: e [UDERZENIE(e) & AGENT(e)  DZIEWCZYNKA & OBIEKT (e)  CHŁOPIEC], gdzie ‘e’ byłoby jakąś sytuacją elementarną.15 Kwantyfikacja taka nie ma jednak sensu dla zdań szczegółowych. Zdaniu ‘Mary uderzyła Freda’ odpowiada tylko jedna, konkretna sytuacja elementarna. To, co w takiej sytuacji jest ogólnego i do czego można dostawić kwantyfikator – to ewentualnie sama relacja między obiektami, relacja, która w naszym ujęciu jest dopiero wtórnie abstrahowana z sytuacji. Myślenie w duchu Parsonsa/Davidsona może być zatem czasami wygodnym skrótem czy schematem interpretacyjnym tego etapu posługiwania się językiem, na którym osiągnięte jest już odpowiednie zaawansowanie abstrakcji – pod warunkiem, że uświadamiamy sobie i respektujemy powyższe zastrzeżenia co do tego, czym jest ‘e’, i co w jakich okolicznościach jest ogólne.


DODATEK B
Przykład analizy kategorialno-semantycznej zdania kwantyfikatorowego.16
Człowiek, który zawsze zgadza się z każdym rozmówcą, nigdy nie mówi tylko prawdy17
Zdanie to zawiera cztery kwantyfikatory jawne i dwa domyślne i zbliża się zapewne do pułapu, jaki może osiągnąć w języku naturalnym złożoność tego rodzaju (scil. kwantyfikacyjna złożoność zdania prostego tj. niezawierającego spójników logicznych).

Zgodnie naszymi założeniami, zaczynamy od wyodrębnienia kwantyfikatorów (człony wytłuszczone). Kwantyfikatory – jak napisałem w tekście wyjściowym (Dlaczego jestem...) – nie mają w ogóle żadnej kategorii semantycznej (nie zmieniają korelatu odniesienia sytuacyjnego zdania – zmieniają tylko jego warunki prawdziwości). Zauważmy, że „zawsze” i „każdym” są tu kwantyfikatorami wewnątrz pewnego subczłonu i nie mają wpływu na kwantyfikację po tym członie. Mamy więc:18





  1   2


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna