Nrestblog archiwum: luty 2002



Pobieranie 216,54 Kb.
Strona1/7
Data31.10.2017
Rozmiar216,54 Kb.
  1   2   3   4   5   6   7

::strona główna::

Trrrrrrrrr... pop!
Nie wiem, skad mi przyszedl do glowy na poczatek cytat z tej wlasnie piosenki :PPP

Wlasciwie nie mam nic do powiedzenia, oprocz tego, ze te slowa oto pisze w celu zobaczenia, jak to wyglada na stronce.

Z ciekawosci, ekshibicjonizm zaspokoje kiedy indziej (jezeli w ogole).

Zreszta blogi uwazam za cos ryzykownego, Opisze dzisiaj Hanie, a jutro bede ja przepraszal, ze nie to mialem na mysli. A ludzie jakos dziwnie ostatnio posadzaja mnie o rzeczy popelnione NIESWIADOMIE. WIem, ze nie mniej boli, ale skoro przeprosilem i obiecalem, ze nie bede juz, to o co chodzi? :PPP

OK dosc. Zobacze jak to wyglada na stronce ;)
nrest 2002-02-20 12:48:29
Zgnile zaproszenie
Jezeli uwazasz, ze dookola jest zbyt pieknie, slonecznie, niebiesko, kfiatkowo, recznikowo, wzorzyscie, zapraszam na stronke mojego bloga :P Jest ona utrzymana w rozkosznie zgnilej tonacji zielonej. Niestety jest to jedyny szablon, ktory przypadl mi do gustu. I tak w zasadzie jestem zadowolony, poniewaz udalo mi sie cokolwiek wybrac.

Od 2 miesiecy czuje sie jak kula wewnatrz flippera. Jak pobiec, zeby nie dotknac drazliwego miejsca? To tylko sesja... Zrecznie wiec omijam ten temat w myslach, pozwalajac potem sobie na strach, ktory dlawi ( <- zaleglosci).

A poza tym calkiem milo spedzony ostatni miesiac - soczyste i emocjonalne nurkowanie w gejowski sfiat, zagmatwanie imprezowo - osobiste, krzywdy i seks, proby zdefiniowania uczucia.

Dzisiaj naszla mnie mysl, a moze milosc nie jest tragicznie polamanym, nieszczesliwym uczuciem? Moze jest cieplem, zapachem szyi, normalnoscia? Ciezko gejowi nie marzyc i zajac sie np. nauka :PP A moze milosc to wlasnie nie to rozpamietywane rozerwanie po zerwaniu tylko spokojny przyplyw? Czy dlatego, ze nie slysze bicia dzwonow - moge powiedziec "nie, nie kocham?".

Przepraszam Cie misiu slodki. Za to, ze gdy sie przytulam do Ciebie, kurcze sie w sobie i roztapiam sie w Twym cieple. Owijam sie wokol Ciebie jak bluszcz. Nie wytrzymam dlugo tego, a moze zbyt mi dobrze, zeby sie buntowac?

Koncze juz, za chwile musze doturlac sie do blyszczacego elementu flippera.




nrest 2002-02-20 13:18:21


queer & quiet
Podoba mi sie bardzo kombinacja slow z naglowka. Jest to haslo reklamowe jednej z branzowych knajp. Queer & quiet - dziwacznie i cicho, a moze jednak nie o to chodzi ...? ;)

Pchnalem jeden egzamin. Jeszcze (caly koszyk minus jeden) egzaminuff do zdania.

Probowalem bawic sie HTMLem, zeby ustawic kolorki jakie sie mi by podobaly. Nurtuje mnie pytanie gdzie ustawia sie kolor tla??? Podejrzewam, ze pewnie gdzies w stylach jest to ukryte....

Moj misiek-nie-misiek z profilu wyglada jak tolkienowski bohater. Ma lekko spiczaste uszka. I takie ciemne oczy. Nie umiem jeszcze dlugo w te oczy patrzec. Wstydze sie przed miskiem, ze nie kocham go od razu, tylko powoli... po troszku... niepewnie... z wahaniem...

Bo wystarczy ze ex zwany dalej Mordka rozblysnie na chwile gdzies w tle, pojawi sie widzialny katem oka, a ja znow musze sie otrzasac. Mordka, ktory mnie porzucil. Mordka, ktory teskni, ale nie na tyle. A moze to nie przez niego?

Ale czy dobrze jest byc mezczyzna, a czuc sie jak szczeniaczek?

Oj, Misiek naprawde wyglada jak... halfling? hobbit? :))) Podoba mi sie to.

Ide rzucic sie w reszte dnia.



nrest 2002-02-20 16:54:43


Nie wypuszcze z lozka....
Sam juz nie wiem, czy podeszly wiek (hyhy) jest wystarczajacym powodem do tego, zeby buntowac sie przeciwko temu, ze jest ktos kto:
- akceptuje Cie takim jakim jestes
- rozczula sie Toba, Twoimi tekstami, minkami
- z kazdym dotykiem przelewa w Ciebie cieplo
- zachwycony patrzy, jak wiercisz sie jak szczeniak, ktory przed zasnieciem wytupuje sobie miejsce
- zamyka Cie w ramionach i nie krzywi sie, zeby jego zamykac
- mozesz wprost przyznawac sie do swoich niedociagniec, usterek, wad, niewiedzy - jemu i tak to nie przeszkadza
- naturalnie przyjmuje Twoje (czasem wg Ciebie wyuzdane) zachowania

Przy ostatnim punkcie chcialbym sie zatrzymac na chwile. Chodzi mi o wyuzdane zachowanie. Skad posiada sie ta umiejetnosc? Z poprzednich wcielen? Przeciez nie z praktyki... Wczoraj pytalem Miska, czy nie ma o mnie gorszego zdania przez to, ze (...) (10 w skali 0 - 10 za miaUkniecie :PPPP) Misiek nie ma. Wlasnie taki on jest.

Dobrze mi, roztapiam sie jak kostka masla...

Ale tak naprawde nie o to chodzi... Ocierajac sie o zagadnienie milosci od pierwszego wejrzenia - milosc maksymalna osiaga sie wtedy, gdy:


1. w sytuacjach intymnych otwierasz sie i pozbawiasz hamulcow, ufasz komus na tyle, zeby isc do lozka i nie zalowac.
2. jestes dumny z niego na ulicy, w parku, w pubie, w tramwaju
3. chcesz go pokazywac swiatu, przyjaciolom, sasiadom
4. imponuje Ci we wszystkim, co robi, co mowi, podziwiasz go
5. kazda slabosc natychmiast akceptujesz i ... zakochujesz sie w niej
6. kiedy wpadasz w jego orbite, rzeczywistosc wymyka sie wszelkim prawom, nastepuje zalamanie czasoprzestrzenne, wpadasz w gesty syrop jego obecnosci...

Dzisiaj moj cieply misiek musial porzucic mnie dla swojej pracy, ciastek i kawy. Stwierdzilem wiec natychmiast, ze ja po studiach nie mam zamiaru isc do zadnej pracy :) "Dlaczego idziesz do pracy, skoro tu Ci lepiej? Przeciez to nielogiczne!". A oto jak probowalem odwiesc Miska od opuszczenia mojego pokoju:


- Daj mi telefon, zadzwonie i powiem, ze nie mozesz przyjsc...
- Zadzwon i powiedz, ze nastapil jeden z tych naglych wypadkow (w domysle: co to nie pozwalaja przyjsc do pracy)
- Powiedz im, ze zabladziles w mojej poscieli...
- Nie mozesz isc, nad miastem padaja kwasne deszcze...
- Dzisiaj i tak nie ma zadnej roboty, poradza sobie bez Ciebie...
- Powiedz im, ze szedles sobie przez park i Ci jeden dzien uciekl...

Misiek nie dal sie przekonac nawet w obliczu tak niesamowitych rzeczowych argumentow... Byl tak bardzo przekonany co do slusznosci koniecznosci chodzenia do pracy, ze wstal z lozka, dzwigajac mnie uczepionego - i ciekawe czy zabral by mnie do pracy, gdybym sie nie odczepil...?

W koncu sobie poszedl, a mi przez moment wydawalo sie, ze poduszka to nagle za malo, zeby czuc sie dobrze samemu. I zrobilem to, co kazdy rozsadny czlowiek zrobilby na moim miejscu - zapadlem w sen. Tym bardziej zdrowy i spokojny - ze nie musze sie martwic o niego, o nas, o to, ze wroci, o to, ze zdradzi, ze oklamie. (Misiek kiedys zapytal przy okazji Przykrych Chwil Ktore Nas Zlaczyly, czy moim sposobem na zycie, jest bycie nieszczesliwym...? Zastanawialem sie nad tym. Stwierdzilem, ze wyglada na to, ze tak... Chcialbym to zmienic...)

nrest 2002-02-21 13:52:07


A HU!
Obawiam sie, ze znalazlem nowy nalog zwany BLOGIEM. Jeszcze nie moge oderwac sie od MUDA, pale, mysle, a tu nowa rzecz. Odkrylem, ze da sie wpisywac nowe notki rowniez i z pozycji konta shellowego (lynx), wiec pewnie bede tu wchodzil i pisal namietnie. Niestety mimo szczatkowej wiedzy z zakresu HTMLa niestety nie jestem w stanie zmienic szaty graf., ktora prawie ze mi nie odpowiada. YUCK!

Z niedajaca sie opisac satysfakcja zauwazylem swoj Pierwszy Wpis Do Ksiegi Gosci. Wymagal on co prawda pewnego zagrania marketingowego ale nie o to chodzi wszak. :) Mile polechtany postanowilem odwiedzic strone Szanownego Pierwszego Goscia i (oprocz tego, ze zrozumialem mechanizm marketingowy, ktory Kolezanke tu przywiodl), to jeszcze wpadlo mi w oko to, co zauwazylem sam wczesniej, a na co Kolezanka zwrocila uwage. TU SA SAMI NIESZCZESLIWI LUDZIE.

Moze wydaje mi sie tez tak dlatego, ze biegalem po blogach gejowskich i w zasadzie mimo ze (jako pierwszy) ujal mnie blog GEJa (wchodze na jego stronke na zasadzie wlaczania TV na kolejny odcinek ;), kazdy nastepny zdawal sie ocierac o ten sam scenariusz (tu znowu mysl potwierdzona na blogu GAYOKa).

Nie wiem, czy jest w ogole potrzeba, zebym to tlumaczyl, ale (nie wiem jak inni) mi rozmyslanie nad moim gejostwem, tym co sie w zwiazku z tym wydarzylo, wlasna moralnoscia, marzeniami, wspominaniem zajmuje cholernie duzo czasu w ciagu dnia (statystycznie). Mimo ze uwazam sie za czlowieka raczej pogodzonego ze soba. Moze wiec to podobienstwo scenariuszy i to nieszczescie (gejow przynajmniej) wynika wlasnie z tego. Kazdy gej jako istota wrazliwa lub wrazliwa byc chcaca roztkliwia sie nad soba i jeczy ze mu zle. Dlatego, ze jest mu zle (bo tyle o tym mysli, ze albo dojdzie do tego wniosku, albo sobie wmowi), a nie dlatego, ze hm... np. wypada :P

Tu mi sie przypomina moj 'kryzys gejostwa' sprzed paru dni. Zagadal do mnie na IRCu pewien 30-latek. W pewnym momencie (a byl to jeden z kulminacyjnych punktow kryzysu (ha! ja tez uzywam gornolotnych wyrazen ;)) ) ) mialem ochote wrzasnac na niego: "FACET, KUZWA, MASZ 30 LAT, CO TY KUFA ROBISZ NA IRCU??? POWINIENES OD KILKU LAT MIEC KOGOS I BYC Z NIM SZCZESLIWY!!!". Gej wiec generalnie (pomijajac dla ulatwienia opetanych seksem mysliwych) moze byc 1) w zwiazku 2) nie w zwiazku. I te 2 kategorie sa dla geja milion razy wazniejsze niz wesoly - smutny, zdrowy - chory, zajety - nie zajety, pracujacy - niepracujacy, student - nie student. (stwierdzam to jako gej z praktyka krociutka).

Dlatego pamietajmy, ze gej, ktory nie moze 'zarejestrowac' swojego zwiazku, nie jest tez w stanie go dlugo utrzymac. I zrozumienia troszke dla geja, chocby nie wiem jak sie przeginal, szalal, knul, imprezowal, moze czasem czuc sie zle.


Co U MNIE POZA TYM? Dzieki, ze pytasz ;P Jakies 20 minut temu rozmawialem z Miskiem na ircu. Moje zabiegi o zatrzymanie go w lozku odniosly jeden skutek - szefowa go opierdzielila za to, ze sie spoznil :PP Pytalem, czy powiedzial jej, ze np. zabladzil w mojej poscieli - ale nie powiedzial ;) Poza tym umowilismy sie na jutro. (Dzis mis zaproponowal "wolne". Hyhy smiac mi sie chce, ze powinienem - jako gej - obrazic sie na niego, albo napisac 2 strony bloga nt. przyczyn tego, ze chce dzisiaj wolne, ale ... przeciez wiem, ze spotkamy sie jak nie dzis, to jutro...W kazdym razie SMSniemy sie jutro. (Stwierdzilem, ze nie jestem pelnoprawnym gejem, gdyz nie posiadam komorki, na ktora otrzymywalbym tysiace smsuf, sam slal i mial wpisane setki nr gejow ) ;)

Aha, A HU! to cytat z ulubionej mojej piosenki Heya z ostatniej plyty :)


nrest 2002-02-21 16:49:15


Nudna notka
Doszedlem do wniosku, bo kilkugodzinnym blogowaniu, czytaniu blogow, zarzadzaniu blogami (:P) ze gdy widze tyle tekstu naraz, to... NIE CHCE MI SIE TEGO CZYTAC. :PP

Niestety nigdy nie nalezalem do osob NIE MOWIACYCH ZA WIELE. ;)

Ostatnio zauwazylem u siebie niesamowita chec pomagania innym bez wzgledu na to jak idiotycznie to brzmi :P) Oczywiscie nie polega to na konkretnych rzeczowych dzialaniach ;) Najogolniej mowiac, chodzi o przekonanie potencjalnego nieszczesliwca, ze nie jest AZ tak zle. (Mowie o tym, poniewaz wlasnie pocieszam na ircu tego, do ktorego kochany nie przyjedzie jednak w sobote :/ W ekstremalnych warunkach polega to na przylozeniu ust do glowy pocieszanego i wdmuchnieciu mu ciepla i spokoju do skolatanej glowy (jak dotad stosowane 2 razy, w tym 1 raz do czlowieka, ktory - hmmm mamy z Miskiem rozne opinie troche, no ale - wcale tego nie potrzebowal)

No ale nie oszukujmy sie, chec pomagania tez wynika z egoizmu ;)

Ide do tej czytelni, niech ja szlag!

nrest 2002-02-21 18:11:51


Blog i maUpka
Zdradzilem pewnej maUpce swa tozsamosc... A raczej na odwrot - adres tej stronki :) MaUpka niech zaluje, poniewaz ze wzgledu na moj wrodzony takt :P nie wspomne o nim nic. Chyba ze tak, ze sie nie domysli. (Nazwalem Cie MaUpka bez wyraznego powodu, dobrej nocy i glowa do gory...)

Jesc!! Od poludnia nic nie jadlem. Tak wyglada dieta studencka w moim wydaniu :P Chociaz nie mge narzekac, ostatnio z Miskiem bywamy tu i tam. Jedzenie jest rozkosza, kto wie, czy nie porownywalna z niczym innym :) (Pragne tylko nadmienic, ze naleze do osob delikatnie mowiac - szczuplych).

Wczoraj po wizycie w "queer & quiet" przemierzalismy Planty z Miskiem, gdy nagle w okolicach ul. Szewskiej pojawil sie koncept zjedzenia kebaba.... Po naprawde dlugim wahaniu - skusilismy sie (a wszystko przeze mnie, misiek wszak glodny nie byl). Podejrzewam, ze gdyby w okolicach Starego Rynku nie bylo knajp z alkoholem, budki z kebabami by splajtowaly :P A kazdy kto raz sprobuje wie, ze polaczenie wiekszej ilosci alkoholu z kebabem bywa nieciekawe... (zwlaszcza na drugi dzien patrzac po poziomie zatrepienia w gebie :)

Wracajac do wspomnianego wyzej baru. Doszlismy wczoraj w nim do wniosku, ze barman nr 2 (nie mylic z wlascicielem, tudziez barmanem nr 1 - w okularach) nie jest (przepraszam) AZ TAK atrakcyjny. Najbardziej atrakcyjne w nim jest to, ze nie wiadomo, jest gejem czy nie? ;) (No i to przeciagle spojrzenie przy skladaniu zamowien, ktore powoduje westchnienia w duchu u wiekszosci ciotek). Zreszta wydaje mi sie, (skoro mowa o powiedzmy heterykach), ze heteryk w miejscu nieheteryckim wydziela cos na ksztalt wyladowan elektrycznych powodujac zainteresowanie swoja osoba. Na zasadzie: co niedostepne przyciaga. (no ale nie tylko).

Troche za pozno (musze umykac) na spostrzezenia nt. gejow, ale czy nie macie wrazenia, ze kady gej jest jakos "nadgryziony"? Nie kazcie mi tego wyjasniac. :P

OK mysle, ze to starczy na dzisiaj. Jak to stwierdzilismy z maUpka - blogowanie to i tak na razie kusi jako nowa zabawka... No ale jutro pewnie tez tu zajrze.

Uciekam w noc. Pa
nrest 2002-02-21 19:16:49


Herbaciany Frankenstein
Za oknami mojego akademika rosnie Herbaciane Wzgorze. Dawno nie wygladalem przez okno, ale podejrzewam, ze sterta zuzytych torebek (zwanych poetycko 'szczurami') siega juz 4 pietra. Przyszlo mi to na mysl zaraz po tym, gdy kolejny szczur polecial na spotkanie gleby, a ja zasiadlem do herbatki posniadaniowej.

I zaraz przypomniala mi sie rozkoszna bajeczka animowana z czasow zamierzchlego dziecinstwa. Historia ta byla o kaprysnym dzieciaczku, ktore - gdy mamusia nie patrzyla - wywalalo przez okno obiad, kolacje i inne takie z talerzy. A pod oknem mieszkal sobie Owad (nie pamietam, czy to byla mucha, pajak, czy co). Dziecko nieswiadomie wiec dokarmialo muche, ktora rosla coraz silniejsza i wieksza, az pewnego dnia wlazla przez okno - narzedzie marnotrawstwa i dokonala rytualnego mordu na nieswiadomym dokarmiaczu... Hyhy no moze niezupelnie... Pamietam tylko, ze dziecko zostalo przywiazane do krzeselka i zapewne dokarmiane na sile przez wstretna muche, az sie porzygalo albo zdechlo.

Jadac autobusem (kiedy tak rozmyslalem o tych torebkach, muchach i torturach) wpadlo mi glowy, ze bajeczka ta jest jakby wersja Frankensteina dla dzieci :))) Mamy wiec: dziecko, ktore nieswiadomie tworzy potwora oraz dr F. ktory tworzy potwora nieswiadom rezultatow eksperymentu. Mamy potwora, ktory powolowany do zycia (F.) albo obdarzony nieludzka (nieowadzia) sila ktoregos dnia wspina sie ponad swoja nieswiadomosc, i - podaza za swym stworca kierowany wpisem do pamietnika (F.) albo sladem zarcia zaschnietym pod oknem (dz.). Mamy wreszcie motyw ZEMSTY - smierc bliskich (F.) albo wmuszanie jedzenia (dz.) - monster nie potrafil cieszyc sie zyciem (F.) lub cieszyc sie obdarzona sila (dz.)).

Szkoda, ze nie pamietam zakonczenia owej bajki... Podejrzewam, ze dziecko nigdy juz nie grymasilo przy jedzeniu, a mucha? Moze zostala zestrzelona przez sily zbrojne USA... A mogla zamiast marnowac energie na straszliwa zemste, zostac przywodca owadziego podziemia i przejac panowanie nad swiatem :PP

Biorac pod uwage te dwie historie zaczynam obawiac sie powrotu do akademika... Podejrzewam, ze pierwsze co zrobie po dotarciu, to wyjrze przez okno na Herbaciane Wzgorze.... A moze pojde tam (poki widno) i posprzatam? :)

Za chwile c.d.




nrest 2002-02-22 13:01:06


Niewtajemniczone
Nie posadzalem moich kolezanek-przyjaciolek-sasiadek o zdolnosc do szatanskich zagran :))

W zwiazku z wizytami Miska u mnie (wspollokator wyjechal do domu na dluzej, niech mu Rodzina lekka bedzie), przy czym nie mam serca wyganiac go w zimna noc i biedaczek zmuszony jest zostac - zauwazylem u kolezanki Wielkookiej pewne figlarne przeblyski (juz po pierwszej wizycie i po pierwszym przeblysku zamarlem w trosce o cienkosc scian dzielacych pokoje... No ale uznalem owo spojrzenie za efekt przewrazliwienia i koniec.


Tymczasem wczoraj pod kabina prysznica nastapilo spotkanie - moje i w/w kolezanki... Ona swe okragle ksztalty skrywala pod kremowym reczniczkiem, ja nie mniej skromnie odziany - prosze sobie wyobrazic, niczym w Matrixie - 2 osoby stojace naprzeciw siebie, obserwujace sie badawaczym wzrokiem, z nerwowym drganiem miesni w kierunku wolnej kabiny... Moment ten trwal tylko tyle, by kamera zdazyla nas okrazyc, po czym na moje usta wpelzl przemily usmieszek i jako rasowy gentleman mily do obrzygania, przepuscilem kolezanke ... Myjac zeby czekalem na zwolnienie kabiny, przy czym, gdy nagle ustal szum lejacej sie wody, rozegral sie dialog:
ja - Ho! ho! ale Ci szybko poszlo!
Aguillera (bedaca swiadkiem sceny, wspollokatorka Wielkookiej) - Chyba ze teraz bedziesz smarowac sie balsamem...
ja - albo golic nogi :PP
Wielkooka - Przeciez Ty lubisz owlosione nogi...
ja - ??? >chwila ciszy< jak to lubie???

Tu nie pamietam dokladnie, natomiast wytlumaczeniem dlaczego lubie owlosione nogi okazala sie ta oto historia:

"Siedzialysmy sobie okolo 1.30 i ogladalysmy film ..." - ja znow zamarlem - no tak cienkie sciany.... - "kiedy zadzwonil telefon...." - uffff!- "Wtedy ja (Aguillera) zaczelam wzdychac glosno. Chlopak Wielkookiej zapytal: "Kto tam jest z Toba??? "Aguillera sapie glosniej. Wielkooka - "Zgadnij...!" . Chlopak - "... nrest?" (?!)

Jednego nie rozumiem, jaki zwiazek ma zamilowanie do owlosionych nog z ta historia? :/

W kazdym razie kolezanki stwierdzily, ze przyjda do mnie przed snem jeszcze. Na co ja, ze chetnie - zapraszam. Przyszly. Przez opary mojej gejowskiej swiadomosci przebila sie rozkosznosc sytuacji, w ktorej dwie atrakcyjne kobiety osaczaja mnie w moim lozku... Rozmowa toczyla sie na tematy wyjadania wycinkow mozgu (Hannibal - podobno bol czuje sie tylko przy zrywaniu miesni i skory, a potem juz nie - twierdzi prawie doktorant z biologii mozgu), oraz zdechlych kanarkow, wiewiorek zagryzionych przez zazdrosne psy... Natomiast najbardziej zaintrygowal mnie taki oto fragment rozmowy:
A. (do mnie) - Czy Ty jestes zakochany?
W. (o mnie) - pewnie ze jest!
A. - A jak ma ON (??!!) na imie?
ja -... Zbigniew! (prychnalem zabawnie; zabawnie - poniewaz tylko winny sie tlumaczy/oburza, prychnalem - na znak glebokiej dezaprobaty)
A. - Aha, zbychu....! (prawde mowiac, zawsze podejrzewalem A. o zlosliwosc, ale to co wczoraj...?)

Potem nastapil dalszy ciag rozmowy, w ktorym kolezanki (a zwlaszcza A. nie daly sie zbic z tropu), ja czulem sie coraz blizej sciany, nie wiem dokladnie o co chodzilo, mniej wiecej o to, ze ktos do kogos przychodzi, jak kogos nie ma, czy ja do W., czy A. do mnie czy Zbychu (:P) do kogos :/

Ciekawe....

nrest 2002-02-22 14:59:44


Idzie burza...
Idziemy z kolezanka przez miasto, Jest pozny wieczor.

Zaczyna padac deszcz. Wyczarowujemy kule dookola nas, ktora chroni przed deszczem. Z powodu lekkiego niedowierzania, kula troche przecieka.

Chwytam za myszke i koslawo wypisuje na niebie: "Idzie burza"...

Piorun wytacza sie z nieba i leci ku ziemii jak iskra pozostawiajac po sobie blyszczacy slad. Cicho trafia w przechodzaca zakonnice powodujac widowiskowy rozpizg jej ubran.

Zbiegam w panice z chodnika i rzucam sie na trawe. Trawa jest mokra. To niedobrze? Nie potrafie sobie przypomniec, czy powinienem polozyc sie calkiem plasko czy skulic jak najbardziej, kiedy bede lepiej uziemiony?

Czekam... "Boze, badz milosciw mnie grzesznemu, wybacz mi...prosze..."

Czuje lekka nadzieje, moze uda sie przezyc... Nie boje sie smierci, boje sie tego straszliwego bolu. Staram sie myslec o obserwowanym u umierajacych poczuciu euforii... juz niedlugo... bol potrwa tylko chwilke...

Wiem, ze ladunek juz przeskoczyl... CZEKAM... BOJE SIE...

... Budze sie. Przytulam sie do Miska.

Rozkochaj mnie w sobie.



nrest 2002-02-23 12:23:20


Blog onanisty
To tak ladnie brzmi, ale jestem wstrzasniety przezyciami onanisty (nie doczytalem do konca, przynajmniej tymi pierwszymi).

Niby go lubie nawet, czasem mowi o uczuciach, fajnie spostrzega to czy tamto, ale...

Przeraza mnie taka wizja gejostwa. Ja myslalem, ze to ja jestem opetany gejostwem, bo duzo o tym mysle, o zwiazkach, uczuciach, przeszlosci!

A zalozmy, ze poszedlbym z nim na seks. Co pojawilo sie by na drugi dzien? "Ma takiego a takiego, z glowka taka a taka, chcial to, zrobilem mu to, poslinilem i tyle :P" Straszne. A moze ja bym sie zaangazowal naiwnie, chcial go zobaczyc znowu, chocby z przekory czy nici sympatii? ("Dzwonil do mnie nrest. Chcial sie ze mna spotkac. Nie chcial mi dac dupy, wiec chyba sie z nim nie spotkam, zreszta jestem juz umowiony. I ZBRYNDZLOWANY :PPP)

Mi sie nie zdarzylo pojsc do lozka z kims instrumentalnie. Najmilsze jest to, ze mozna popatrzec na siebie, pousmiechac, poprzerazac tym, co robimy (zwlaszcza jezeli miejsce nieprzecietne). Ktos wejdzie, a my zamieramy i usmiechamy sie do siebie szelmowsko. Troche sie wstydzimy, troche swiadomie otwieramy, zastanawiamy, czy przekroczylo sie ta granice, czy nie?

Bylem wczoraj w branzowym "Srutututu". Nie moglem tam wysiedziec, patrzac na tych pieknych, fajnych chopakow, ktorzy sa ... gejami :P A moze ten wlasnie robil to w kiblu KFC, a ten lubi, zeby go wylizac :PPP

A najgorsze jest to, ze chcialbym poznac onaniste, z czystej ciekawosci. Moze sprawdzic, czy skladalby jakies propozycje? Ocenic, jak sie zachowa? Nie doczytalem blogu do konca wiec nie wiem, co sie u niego zmienilo...

Nie mam zamiaru go krytykowac wcale... Ale czy nie lepiej znac czlowieka i lubic za to, kim jest, jaki jest, a nie traktowac wszystko przez pryzmat SEKSU? Co lubi i co zrobil?

Wiem, ze naiwne. Zawsze tez mozna zalozyc. ze to fikcja :P

... Tesknie moze nie tyle za Mordka, co za nieswiadomoscia...



nrest 2002-02-23 12:53:26


Dlubanie w nosie
Matematyka jest krolowa nauk, a ekonomia krolowa .... pustoslowia. (nnno, niech bedzie, rachunkowosc, finanse - jako bardziej praktyczne nie do konca...)

Przyszlo mi to do glowy przy okazji szukania materialow do pracy zaliczeniowej (jeszcze nie napisana :P). Temat pracy to "Rozkosze dlubania w nosie a wzrost deficytu budzetowego". Uwazam 'lekka' ingerencje w temat pracy na potrzeby bloga za niezwykle trafna. Poniewaz zarowno tu jak i w orginale, tak naprawde cala prace mozna by zamknac jednym zdaniem: "W czasie dyskusji nad deficytem budzetowym rozkosznie jest podlubac sobie w nosie. :PPPPPP Kazde dodadtkowe zdanie bedzie naduzyciem, ktorego i tak musze dokonac, zeby otrzymac , i tak juz w drugim terminie, zaliczenie.

Zeby nie byc goloslownym w rzucaniu tak powaznych zarzutow mateczce ekonomii, ponizej mala symulacja. (Uwierzcie mi, moje POPRAWKI sa naprawde NIEWIELKIE :P)

"Nazywam sie Jozef Sernik i jestem pracownikiem katedry Wtykania Jednych Czesci Ciala W Drugie W Obrebie Jednego Organizmu. Moja specjalnoscia, a i przyznam - konikiem, jest problematyka pojmowanego szeroko, jak i w waskim zakresie Dlubania W Nosie.

Dzisiaj pragnalbym podzielic sie z panstwem osiagnieciem mojej katedry, jakim jest wskazanie cech dlubania w nosie (oczywiscie pojmowanego zarowno w szerokim, jak i waskim zakresie) (:PPPP)

1. Dlubanie w nosie tylko w wyjatkowych przypadkach zalezy wylacznie od umiejetnosci technicznych czy know-how.


Istotnym elementem jest tzw. inna wiedza, nabyte specyficzne doswiadczenie, ogolny poziom kultury osobistej, kontakty rozmaitych czesci ciala.

2. Dlubanie w nosie jest interakcyjne i multidyscyplinarne.


DLUBANIE W NOSIE TO WIELOSEKWENCYJNY PROCES FAZ FUNKCJONALNIE ODREBNYCH LECZ SPRZEZONYCH I WSPOLZALEZNYCH. (:PPP)
Cecha charakterystyczna takiego rozumienia d. w n. jest potrzeba budowania relacji nosa z innymi czesciami ciala, dlonmi, palcami, paznokciami, jak i osrodkami mozgowymi o zroznicowanym profilu decyzyjnym.

3. D. w n. jest zlokalizowane, co oznacza, ze przenikanie palca do nosa odbywa sie w konkretnej przestrzeni.

4. Jest procesem integracji - autonomiczne czesci ciala przechodza na specyficzna foprme wzajemnej organizacji i integracji.

5. Jest procesem uczenia sie, zwiekszania akumulacji powietrza przez nos, uzytecznym dla funkcjonowania organizmu.


Czlowiek, ktory dlubie w nosie charakteryzuje sie zwiekszona zdolnoscia do przyjmowania tlenu, a z drugiej strony musi charakteryzowac sie efektywnoscia i sprawnoscia manualna.

6. D. w n. jest zjawiskiem spolecznym, tzn. narusza ustalone wzorce zachowan, zatem nalezy przedstawiac je tak, aby nie bylo odrzucane.

7. Jest procesem kreatywnej destrukcji, tzn. aby cos osiagnac, nalezy cos w pewnym sensie zniszczyc. (w nosie :PPP)

8. Ma zrodla kulturowe, odnosi sie d otradycji i kultury danego kraju, narodu.

Starczy. :))) Mam nadzieje, ze nie wylece ze studiow za podwazenie doktryny :P



  1   2   3   4   5   6   7


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna