Myśl polityczna wobec Zagłady Żydów



Pobieranie 124,12 Kb.
Strona1/3
Data13.06.2018
Rozmiar124,12 Kb.
  1   2   3

Prof. Paweł Śpiewak

Tekst na Seminarium Instytutu Socjologii UW

17 czerwca 2009, Willa Biała (Dobra 72), godz. 18:00

[Uwaga: Seminarium odbywa sie wyjątkowo we środę]


Jak możliwa jest myśl polityczna po Szoa
Keep watch over absent meaning

Maurice Blanchot



Uwagi o pamięci i historii
Proces Norymberski stosunkowo niewiele uwagi poświęcił zbrodniom na Żydach i nie uczynił z niej kwestii wyjątkowej i wymagającej specjalnych orzeczeń. Kategorie zbrodni przeciw ludzkości i ludobójstwa były w ówczesnym przekonaniu wystarczająco pojemne, by zmieścić w sobie zbrodnie przeciw wszystkim narodom, w tym objąć ofiary Zagłady. 1

Żydowska tożsamość ofiar komór gazowych w Auschwitz i w innych obozach była wówczas rzadko przywoływana. Ofiary miały narodowość francuską, polską, grecką, rosyjską. Rzadko po prostu żydowską. Przez kolejne kilkanaście lat niewielu badaczy, nieliczne środowiska naukowe podjęły studia nad zbrodnią na Żydach. W komisji historycznej Centralnego Komitetu Żydów w Polsce, a potem w Żydowskim Instytucie Historycznym zebrano pokaźną ilość świadectw wojennych. Nieliczne wydane zostały w nikłych nakładach – jak na przykląd broszury Szymona Datnera o powstaniu w getcie białostockim czy Marka Edelmana o getcie warszawskim lub antologia literatury gettowej Michała Borwicza. Tak samo działo się poza Polską. Najważniejsze z czasem dzieła, jak opublikowane w 1946 roku w trzech tysiącach egzemplarzy wspomnienia z Auschwitz Primo Levi, Czy to jest człowiek utonęły w powodzi (do obiegu literackiego wróciły niemal dwadzieścia lat później), a dokumentalna proza Elie Wiesela Noc w pierwotnej kilkusetstronicowej wersji w języku jidisz I świat milczał nie została w ogóle przyjęta do druku przez wydawców. W miejscach wyjątkowo ważnych, acz nielicznych, jak Auschwitz, Majdanek, dawne getto warszawskie, ustawiono monumenty. Tablice w Auschwitz podawały przez dziesiątki lat mylne informacje pomniejszając liczbę ofiar żydowskich i ich tożsamość. Powstawały po wojnie dzieła literackie i filmowe, jednak pierwsze studia historyczne dostępne szerszej publiczności na ten temat zaczęły się pojawiać dopiero w końcu latach sześćdziesiątych.

Nie tylko bardzo mało w szerszych kręgach mówiono o zagładze Żydów, ale niewiele też uwagi zajmowała ta kwestia w środowisku samych Żydów. Mało kto – zarówno pośród Izraelczyków jak i w diasporze - chciał słuchać ocalonych. Zostali otoczeni milczeniem. Izraelczycy odwracali się od ocaleńców czcząc bojowników wojen o niepodległość swojego kraju zarzucając wprost i niewprost ofiarom Szoah bierność, poddanie, słabość; mówiono „szli jak barany na rzeź“. Można mówić o odmiennej pamięci milionów ofiar i pamięci nielicznych bojowników powstań żydowskich. W narracjach tworzonych przez polityków izraelskich (np. Ben Gurion) powstawała ciągłość między żołnierzami z warszawskiego getta i żołnierzami Hagany z roku 1948 tak, jakby odrodzenie narodu żydowskiego zaczęło się w Warszawie w 1943 roku, a spełniło w wojnie niepodległościowej.2 Uczono i wpajano wizję przeszłości, w której na plan pierwszy wychodziło jedno przykazanie: „synowie i córki Izraela nie zgódźcie się więcej być biernymi ofiarami“. Holocaust miał dowodzić słusności syjonistycznego przekonania, że bez swojego państwa i wystarczającej armii Żydzi nie będą zdolni do samoobrony, a w diasporze zawsze staną się ofiarami innych narodów. 3
Sytuacja zaczęła się stopniowo zmieniać po procesie Eichmanna oraz po słynnych procesach oświęcimskich w Niemczech z połowy lat sześćdziesiątych. Szczególnie ważną rolę odegrał proces w Jerozolimie, który, jak pisał wielkie niemiecki historyk Norbert Elias, począł nabierać w mikroskali charakteru cezury, „podobnie jak obie niemieckie wojny światowe powiększał rosnącą masę doświadczeń kwestionujących nasze wyobrażenie o sobie jako społeczeństwie cywilizowanym.“4 Przywrócił też pamięć Zagłady wbrew „zadziwiającej umiejętności zapominania rzeczy bolesnych, zwłaszcza takich, które dotknęły innych, stosunkowo bezsilnych ludzi“.5 Podobną opinię wyrażał wielokrotnie izraelski historyk Saul Friedlander, który pisał, że milczenie wokół Szoa trwało przez dwie dekady po wojnie. „Obowiązywały niepamięć i stłumienie“.6 Raul Hillberg – autor pierwszej monumentalnej monografii Zagłady - wspominał, że pisząc w 1968 roku hasła do Encyclopedia Americana na temat obozów koncentracyjnych nikt go nie poprosił o to, by napisał hasła: Auschwitz, Terblinka, Bełżec.7 Nowe spojrzenie na przeszłość w zbiorowej pamięci wykrystalizowało się na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, czego pierwszym sygnałem był serial zrealizowany przez stację NBC Holocaust. Kolejnymi projekt budowy muzeum Holocastu w Waszyngtonie. Drugie pokolenie – dzieci ocalonych, bo przede wszystkim dzięki nim pamięć istnieje i nie zamienia jeszcze w historię- stworzyło przestrzeń pamiętania i przekazywania doświadczeń starszego pokolenia w środowisku żydowskim, jak i w amerykańskiej oraz globalnej kulturze.

Musimy pytać o mechanizmy zbiorowej pamięci, zastanawiając się zarazem nad mechanizmami zapominania, wykluczania, represjonowania i przypominania tym bardziej dzisiaj, gdy powstały niezliczone ilości opracowań wszystkich aspektów historii i prahistorii Zagłady, gdy mamy do czynienia z dziesiątkami muzeów, ośrodków badawczych, gdy kwestia Zagłady znalazła się w centrum zbiorowej świadomości Europejczyków czy generalnie Zachodu.8 Czy o niepamięci decydowały brak języka wyrażania niewyrażonego? Wszak dopiero w latach sześćdziesiątych zaczęto posługiwać się nieco osobliwym określeniem wyjątkowej zbrodni niemieckiej na Żydach zwanej Holocaustem. Osobliwym, bo wykorzystującym greckie pojęcie spalenia ofiary (dokładniej „całopalny“) pojęcie, niegdyś używanego polemicznie przez Ojców Kościoła przeciw Żydom potępiając ich praktyki składnia krwawych ofiar.9 Brakowało nam i brakuje języka i metod przedstawienia zbrodni. Dawne symbole i metafory nie były i nie są w stanie oswoić zdarzeń wojennych, nowe i niewiarygodne wydarzenia nie dają się zamknąć w znanych kategoriach estetycznych i narracyjnych. Nasza wyobraźnia nie znajduje spoczynku nie znajdując właściwego języka. Lawrance Langer, wybitny literaturoznawca, badacz pamięci, pisał z kolei o potrzebie poszukiwania medium dla wyrażenia jednostkowego głosu ofiar w sferze zdominowanej przez polityczne decyzje i administracyjne rozporządzenia, co neutralizuje konkretność rozpaczy i śmierci.10

A może było tak, że poszczególne narody były przez dziesięciolecia skupione na swoich narodowych historiach, przeżywały własną żałobę, pozostawiając na boku i poza swoim zainteresowaniem los tak zwanych innych czy obcych. Trauma śmierci w Polsce czy w Jugosławii były niezwykle głębokie. Tym większa, że komunistyczne władze nie pozwalały pochować własnych zmarłych, gdy pamięć o ofiarach wojny, jak w przypadku Powstania Warszawskiego czy żołnierzy z podziemnych armii niekomunistycznych w Polsce, w Rumunii, na Ukrainie, w Jugosławii, zabroniono obchodzić i czcić. Saul Friedlander dodaje: skala zbrodni wojennych, w tym czy przede wszystkim zbrodni na Żydach, była tak straszna, że wszyscy przeżywamy rodzaj traumy wiedząc czy tylko przeczuwając, że normalne myślenie o ludzkiej i cywilizowanej naturze, o dobru, o ludzkiej racjonalności jest już niemożliwe.

A może rację ma John Gray stawiając tezę w książe Słomiane psy, że Europejczycy nie byli i nie są w stanie wybaczyć Żydom, że dali się wymordować. Nie mogą im wybaczyć, jak my często nie potrafimy w naszym życiu codziennym wybaczyć innym niegodziwości, które im Europejczycy uczyniliśmy. Nie mogą wybaczyć i nie mogą też do tego się przyznać, można dodać, bo musieliby ujawnić własne skryte pragnienia. Pozostajemy z poczuciem winy, które skrywamy przed sobą samymi.

Bez względu na to, jak będziemy tłumaczyć mechanizm zapominania Zagłady, a potem przywrócenia jej pamięci, pewne zdaje się być jedno: im bardziej oddalamy się od przeszłości, im więcej mija dekad, tym intensywniej ta przeszłość jest obecna i niepokojąca. Coraz bardziej przeszłość odmawia zapomnienia. Co niekiedy oznacza, że pamięć bywa nader spłycona, strywializowana czy zrytualizowana. Prezydent stowarzyszenia niemieckich historyków profesor Christian Meier, mówił, że nie możemy z  okresu 1933-1945 uczynić po prostu historię. „Przeszłość nie blednie, ale przeciwnie, staje się coraz istotniejsza i globalna w swej istocie; zaćmiewa nasze życie z niesłabnącą intensywnością“.11 Okazuje się, że związek między pamięcią a historią staje się z czasem coraz silniejszy; współzależność sposobów pamiętania i sposobów uprawiania historii, wydaje się być zastanawiająca. Pisać o tym będę dalej.

Oczywiście czas trwania i wychodzenia z amnezji w poszczególnych krajach wyznaczały lokalne czynniki. Wybuch zainteresowań Zagładą we Francji przyszedł razem z książkami Roberta Paxtona poświęconymi polityce Vichy.12 Z prac Paxtona wynikało, że nie tylko władze Vichy wypełniały rozkazy niemieckie, w tym miały wybitny udział w deportacji Żydów, ale również „nowy porządek“ nazistowski włączyły do swojego projektu rewolucji narodowej. W Polsce, w której wiele na temat Zagłady pisano w niskonakładowych pismach czy w mało czytanych powieściach, rozkwit zainteresowania kulturą żydowską i historią Zagłady wiązałbym z przełomową końcówką lat osiemdziesiątych i instytucjonalizacją wolności badań i słowa po roku 1989. Wielkie i nie do przecenienia znaczenia miała książka Jana Grossa, Sąsiedzi i następująca później dyskusja, jak i podjęte wówczas badania historyczne. Jeden motyw polskiej pamięci zdaje się być ważny: sprzeciw wobec tradycji, starszych pokoleń, które albo coś ukrywało albo potwierdzało swoje stereotypy albo też odmawiało rozmowy o Żydach, antysemityzmie, polskich postawach. Nie tylko polityczne czynniki wyznaczały pojawienie się na tak dużą skalę nowych obszarów badań i refleksji nad kulturą i historią żydowską, jak czasami wojny i okresem po roku 1945. W Niemczech zapewne kluczowe znaczenie miała debata historyków z lat osiemdziesiątych, w której, co ciekawe, brali udział naukowcy, którzy pod koniec wojny byli zapewne nastoletnimi członkami Hitlerjugend. Debatę, w której brali udział Ernst Nolte, Jurgen Habermas, Martin Broszat, Joachim Fest szeroko w Niemczech i w niemieckich mediach opisywano.13 W badaniach historycznych z mijającymi od wojny latami coraz więcej uwagi poświęcano historii zabójstwa Żydów i wskazywano na wyjątkowość tego wydarzenia. Porównywanie ofiar Szoa z ofiarami terroru stalinowskiego, ba wręcz z innymi ofiarami niemieckiego terroru w czasie wojny, było coraz bardziej problematyczne. Tym samym kończył się pewien sposób myślenia o reżimach stalinowskim i hitlerowskim, a które kojarzy się z kluczowym dla myśli politycznej i dla badań naukowych pojęciem totalitaryzmu silnie obecnym od końca lat trzydziestych.



14

Wskazuję tylko na cztery „podejścia“ teoretyczne do problematyki Zagłady obecne w centrum i na marginesach szeroko rozumianej myśli i praktyki politycznej. Pierwsze jest związane z odkrytą w latach międzywojennych pojęciem totalitaryzmu. Drugie, z dociekaniem nad radykalizmem nazizmu i jego zerwaniem z tradycją europejską. Punktem odniesienia jest tu miasto-symbol Jerozolima. Rozważania zmierzają w stronę teologii. Trzecie wiąże się z pojęciem wybaczania, skruchy, pojednania ważnym w ostatnich dekadach w praktyce politycznej. Czwarte, dotyczy pytania o sens zła, czyli teodycei. Tych podejść jest więcej. Niewiele piszę o problemie nowoczesności kluczowym zarówno dla myśli Zygmunta Baumana, jak i Jeffreya Herfa, autora wzorcowego studium o reakcyjnym modernizmie. Stosunkowo mało uwagi poświęcam ideologiom antysemickim i rasistowskim. Świadomie dokonanych opuszczeń jest z konieczności wiele. Olbrzymi to temat.



Totalitaryzm i zbrodnia na Żydach
Kilka cech tych reżimów i polityki totalitarnej miały tłumaczyć mordercze czy wręcz ludobójcze skłonności w nim obecne, jak i wskazywać na podobne, co nie znaczy tożsame, sposoby tworzenia, nazywania wroga, eliminowania i pozbawiania przeciwników cech ludzkich, zbliżoną wizję panowania, mobilizacji politycznej. Lista charakterystycznych cech tych reżimów była niezwykle skrupulatnie przywoływana i analizowana.15 Niezależnie od tego, jak definiowano totalitaryzm, wskazuje się na radykalną nowość ustrojów nazistowskiego czy komunistycznych i wyjątkowość oraz ogrom zbrodni, jakie w tych krajach popełniano. Za tym oczywiście musiały iść analizy dotyczące terroru jako zasadniczego składnika panowania oraz ideologii, jako czynnika rozstrzygającego o celach systemów, sposobach indoktrynacji i mobilizacji społecznej, kreowaniu czegoś, co nazywane było swoistego rodzaju nad- czy nie-rzeczywistością.

Problemy i pytania same się nasuwały i wywoływały kolejne rozważania, nowe spory, dyskusje badawcze. Teorie totalitaryzmu, choć już szeroko obecne przed wybuchem wojny światowej, najszerzej dyskutowane były w początkach lat piędziesiątych. Ton i język dyskusji nadały dwie fundamentalne książki poświęcone tej problematyce. Chodzi najpierw o trylogię Hannah Arendt, Korzenie totalitaryzmu napisaną w roku 1949 oraz dzieło niemieckiego konstytucjonalisty Carla J.Friedricha (1954) The Unique Character in Totalitarian Society.16 Pojęcie totalitaryzmu zyskało olbrzymi oddźwięk. Powstało setki dzieł tej problematyce poświęconej. Wszelako od mniej więcej trzydziestu lat (czyli od momentu załamania stalinowskiego socjalizmu oraz jego ideologicznej legitymizacji) jest coraz mocniej krytykowane i coraz rzadziej stosowane.

Opis i krytyka totalitaryzmu dawała wsparcie moralne ideom demokratyczno-liberalnym w ich, bym powiedział, podstawowej, (bazowej) postaci. One legitymizowały zachodnie systemy polityczne, jak i ruchy antytotalitarne. Demokracja liberalna z jej instytucjami, praktyką, kulturą polityczną oraz wizją państwa prawa były traktowane jako podstawowe i w istocie jedyne antidotum na zło epoki, na całościowe ideologię, prześladowania i masowy terror. Dawała podstawowe miarę dobrego ustroju.

Myśl powojenna istniała przez odniesienie do zła największego, które reprezentowały reżimy Stalina i Hitlera, Mao i Pol Pota. Wszelkie więc odejście od wiary liberalnej, kokietowanie ustrojów despotycznych czy miękki antysemityzm, ba nawet pewien autorytaryzm władzy były postrzegane jako wstęp i zaproszenie do władzy nieludzkiej. Krytyków ustrojów zachodnich, postawy w teorii i w praktyce negujące czy kwestionujące święte zasady kultury zachodniej (kompromis, tolerancję, negatywny stosunek do nacjonalizmu itd) niezależnie od intencji, w ten sposób zaliczano do krypto-faszystów czy krypto-komunistów.

Z czasem, w miarę jak redefeniowano tzw. język zimnowojenny, jak szczególnie lewica próbowała wyjść poza dwubiegunową interpretację konfliktów politycznych oraz w miarę wzrostu ilości badań nad zbrodniami wojennymi, teoria totalitaryzmu zyskiwała coraz więcej krytyków. Na plan pierwszy należałoby, moim zdaniem, przywołać trzy podstawowe rodzaje krytyk teorii totalitaryzmu.17 Pierwsza ma charakter polityczno-ideologiczny, dwie, nazwijmy to, są merytoryczne.
Pierwsze, kategoria totalitaryzmu ma wymiar polityczny i była oraz jest podstawą, twierdzono, tak zwanej zimnowojennej ideologii. Bardziej służyła moblizacji politycznej, budowaniu ostrych podziałów o silnym emocjonalnym charakterze niż opisowi rzeczywistości. Uszlachetniała sprzeciw i bunt przeciw reżimom komunistycznym i nazistowskim, a zarazem dodatkowo, bo moralnie, a nie tylko politycznie, uprawomacnia ustroje nie-totalitarne. Krytycy teorii totalitarnych (jak choćby Herbert Marcuse) poddawali właśnie w wątpliwość jakość demokracji zachodniej wskazując na te jej właściwości, które uopobniały ją do systemów zniewolonych. Demokracje zachodnie, w tym Ameryka, miały w pośredni sposób kontrolować swoich obywateli ograniczając radykalnie ich możliwości wyboru czyniąc proces wyborczy fikcją, reklamową grą, ukrywała realny układ dominacji. Tego rodzaju krytyczne opinie, głównie lewicowych intelektualistów, miały skłonić czytelników i opinię publiczną, a przede wszystkim badaczy, po pierwsze, do krytycznego przeanalizowania fundamentalnych kategorii politycznych, choćby wizji społeczeństwo otwartego i zamkniętego, (wedle definicji Poppera), demokracji liberalnej versus demokracji totalitarnej itd, po drugie, do uważnego i demaskacyjnego odczytania praktyki politycznej demokracji zachodnich..

Demokracja liberalna uzyskała właściwości swoistego rodzaju wszech ustroju, który wydawał się być jedyną możliwą i jedynie uzasadnioną ustrojową i kulturową odpowiedzią na roszczenia i pokusy totalitarne. Mniej już zastanowiano się nad tym, (co myśl klasyczna czyniła swoim pilnym przedmiotem analiz), jak demokracje ulegają zepsuciu i w sposób niemal płynny przeistaczają się w nic innego jak tylko tyranie. Kult demokracji zrodzony w cieniu totalizmu sprawiał, co ciekawe, że w filozofii politycznej zapanował swoistego rodzaju monizm w pluralistycznym przebraniu. Ów monizm odnosi się nie tylko do kwestii właściwych ustrojów politycznych, ale również właściwego porządku duchowego.18

Po drugie, teorie totalitarne wskazują jedynie na dość ogólne cechy wspólne systemów nazistowskiego oraz komunistycznych jednak zarówno treści oficjalnych ideologii, co jest bardzo ważne, organizacja państwa i partii, miejsce dla instytucji autonomicznych (np. kościołów), cele obu ruchów, systemy gospodarcze, sposób wypełniania swoich ról przez wodzów, dziedzictwo historyczne poszczególnych narodów są na tyle odmienne, że wskazane i niezbędne jest jednak stosowane odmiennych kategorii pojęciowych. Albo dokładnej, wartość heurystyczna pojęcia totalitaryzm wydaje się, szczególnie historykom piszącym o faszyzmie mniej więcej od końca lat siedemdziesiątych w sumie ograniczona i mało istotna. Tym bardziej, że lepiej rozumiemy – twierdzi część historyków – fenomen nazizmu w obrębie kategorii, jaką jest faszyzm niż totalizmu. Być może w ogóle takie ogólne pojęcia są w ogóle w badanich historycznych niepotrzebne kierując uwagę na w sumie powierzchowne podobieństwa systemowe, za mało uwagi, skupiając na tym, co swoiste i przeto odmienne.

Szczególnie istotne i oczywiste są różnice między faszyzmami, nazizmem i komunizmem w wymiarze socjo-ekonomicznym. Nie sposób znaczenia tej różnicy nie docenić. Bo zmienia to obraz kontroli obywatela nad jednostkami, koncepcję prawa, znaczenie rynku gospodarczego itd.

Różnica między obu systemami rządów uwidacznia się, jest to ostatnio stale przez historyków jest podkreślane, przez zjawisko Holocaustu. Nawet jeśli w praktyce obu systemów stosowano masowy terror, mimo, że w ZSRR w okresie pokojowym zginęło niepomiernie więcej osób niż w analogicznym okresie w Niemczech, nawet jeśli w obu systemach wrogów redukowano do nie-ludzi, a ich wina miała charakter jako mówiono „obiektywny“ i nie była związana z  ich czynami, ba nawet buntownuczymi intencjami, niewłąściwymi poglądami, to jednak – na co zwracają wszyscy badacze – mord na Żydach zachowuje swoją osobność. Argumentów za tym, by uznać niepowtarzalność zbrodni Szoa jest wiele: od argumentów o szczególnym charakterze antysemityzmu hitlerowskiego po tezę, iż do ludobójstwa doszło w znanych i opisywanych przez historyków dziejach raz tylko i że właśnie dotyczyło morderstwa na Żydach.19
Można więc powiedzieć, teorie totalitaryzmu zwracają uwagę bardziej na wspólnych środkach reżimów nazistowskiego i stalinowskiego niż na odmienne ideologiczne cele, do jakich te państwa zdążały. Idea totalitaryzmu mogła zdobyć uznanie tylko wtedy, gdy nie brało się pod uwagę hitlerowskiej ideologii (rasizmu) i tym samym stawiało na boku wydarzenie, jakie z tego wyrosło czyli Holocaust. A większość historyków uważa, że głównym motywem Holocaustu była ideologia, co przy tym nie neguje wagi biurokracji i modernizmu przy realizacji celów ludobójczych. 20

Szczególnie ważna i zarazem trudna jest obrona stanowiska o wyjątkowości aktu Zagłady mając w pamięci wyliczenia amerykańskiego socjologa Rudolpha J.Rummela, z których wynika, że między 1900 a 1987 rokiem rządy i rządom podobne organizacje wymordowały 169 miliony cywilów. Nie bierze się przy tym pod uwagę 34 miliony poległych w tym czasie żołnierzy.

W tym miejscu chciałbym tylko przywołać ważną, moim zdaniem, opinię przedstawioną przez Saula Friedlandera. Zwraca on szczególną uwagę na sposoby uzsadniania zbrodni w obu systemach twierdząc, że Niemcy ukrywali swoją zbrodnię, zdając sobie sprawę, że nie tylko jej nie sposób publicznie uzasadnić, ale że, byli sprawcami zła, a mając świadomość absolutnej amoralności, przekroczali wszelkie kategorie zła traktując ludzkie istoty już nawet nie jako instrumenty, ale jako nie – ludzi. „Istnieje jeden aspekt różnicujący Nazistowski „projekt“ od stalinowskiego. Jak by nie były straszne zbrodnie popełniane przez Stalina, były popełniane, przynajmniej patrząc na to powierzchownie, w imię uniwersalnych ideałów; lub rzecz nazywając precyzyjnie, ideał uniwersalny był zachowywany jako wyjaśnienie, najpewniej w oczach samych morderców. Eksterminacja Żydów dokonana przez Nazistów, jeśli na poważnie wziąć przyrzecznie tajemnicy, jakie wymagał Himmler (chodzi o jego przemówienie z Poznania z 4 X 1943 roku poświęcone w całości Zagładzie Żydów – dopisek mój), wskazuje na cel, którego nie sposób wyjaśnić poprzez „wyższe, powszechnie zrozumiałe“ cele. Niezwykłość projektu nazistowskiego zawiera się nie tylko w samym czynie, ale również w języku i samowiedzy sprawców“.21

Historycy twierdzą, że w tej zbrodni było coś wyjątkowego i czego nie sposób sprowadzić do ludzkiej żądzy zabijania, totalitarnej potrzeby wykluczania obcych, do pokusy panowania, czy „zwykłej“ pacyfikacji ludności. Racji dla uzasadnienia takiej tezy było i jest wiele, a dają się one zsumować w sposób następujący.

Po pierwsze, osoby mające szczególnego rodzaju prarodziców należących do żydowskiej gminy wyznaniowej byli skazani na śmierć z faktu tylko urodzenia. Same narodziny były karane śmiercią. Po drugie, dążenie do mordu Żydów nie miało tylko charakteru lokalnego, dotyczyło wszystkich Żydów gdziekolwiek przebywali na świecie; znane czystki i ludobójstwa (np. Ormian w Turcji czy Chińczyków w Indonezji) ograniczały się do pewnego, nawet rozległego, terytorium, a nie całego świata. Po trzecie, towarzyszyła tej zbrodni szczególna ideologia antysemicka, a nie względy utylitarne, pragmatyczne czy nawet nacjonalistyczne. Na podstawie przypisania Żydom określonych cech naziści decydowali się na ich zabijanie. Jak pisał Bauer, po raz pierwszy w historii ideologia stojąca za zbrodnią była czystą fantazją.22 Powód czwarty, wyjątkowym zjawiskiem były obozy koncentracyjne i obozy śmierci, do którego trafiało miliony ludzi, a na dnie tego piekła byli Żydzi. Po piąte, nigdy przedtem państwo, za którymi stał autorytet władzy o międzynarodowym uznaniu nie podjęło decyzji wymordowania pewnej grupy ludzi, włącznie ze starcami, kobietami, dziećmi i nie wprowadziło tego planu w życie za pomocą wszelkich państwu dostępnych środków. 23

Chodzi krytykom totalitaryzmu o to, by nie tylko nie porównywać zjawisk nieporównywalnych, zbrodni niepodobnych do siebie, by nowe nie redukować do dawnych pojęć, ale by przede wszystkim dostrzec, opisać unikalność zbrodni na Żydach, unikalność ideologii antysemickich i tym samym nie dopuścić do dejudaizacji ofiar Auschwitz, Bergen-Belsen, Majdanka czy Treblinki.


Po trzecie, obraz totalizmu jaki tworzą zarówno Arendt, jak i Friedrich mają w sobie coś statycznego i radykalnego zarazem. Tak twierdzą krytycy i znawcy.24 W teoriach totalizmu zwraca się przede wszystkim uwagę na te fenomeny, które czynią wszelką zmianę ku pewnym choćby formom praworządności, niezależności jednostek, prywatności niemożliwą lub niedostrzegalną. “Zwolennicy tego pojęcia byli skłonni przelicytowywać się wzajemnie w próbach skoncentrowania swej uwagi na najbardziej radykalnych charakterystykach tej władzy, co doprowadziło do tego, jak w przypadku Hannah Arendt, że pojęcie stało się niemożliwe do zastosowania wobec nazizmu i komunizmu, za wyjątkiem najbardziej radykalnych przejawów, związanych z terrorem i morderstwem. Licytacja ta spowodowała, że większość politologów w ogóle zrezygnowała z używania tego pojęcia lub osłabiła jego znaczenie, do tego stopnia, że stało się ono niezrozumiałe i bezużyteczne.“, pisał Manent.25

Erozja systemu wydaje się w perspektywie tych teorii wysoce nieprawdopodobna chyba, że dzieje się tak, jak z Niemcami, które wojną światową i radykalizacją swoich posunięć same na siebie sprowadziły klęskę. Można rzec totalizm w tej perspektywie pożerając kolejne ofiary, rozbudowując Gułag, system obozów koncentracyjnych, jest w stanie pochłaniać coraz więcej ofiar, niszcząc całkowicie dawną tkankę społeczną i tworząc nowe społeczne hierarchie. Również zmieniać się musi ideologia, która staje się coraz bardziej radykalna (uzasadnienie czystek w końcu lat trzydziestych w ZSRR czy ludobójstwa przez nazistów), coraz bardziej oddalona od wszelkich zahamowań i dawnych norm etycznych. Rewolucja permanentna czy nieubłagany dynamizm, ruch zdają się, wedle teoretyków, tkwić w „naturze“ ustrojów totalnych. Przeczy to zresztą tezie, że totalitaryzm zawiera w sobie i zdąża do jakiegoś ostatecznego, utopijnego, a przeto statycznego modelu społecznego i ustrojowego.

„Ruchy totalitarne mogą przypisywać sobie, a nawet rzeczywiście wykazywać dążenie do totalnej kontroli i totalnej transformacji, historia jednak dowodzi, że w praktyce zadawalają się czymś zdecydowanie skromniejszym“.26
Im więcej powstaje książek o rządach Hitlera i Stalina (tych akurat wcale nie jest aż tak bardzo dużo), im więcej prowadzi się badań nad zachowaniami obywateli niemieckich w czasie wojny, im więcej wiemy o hitlerowskiej polityce zagranicznej, im głębsza jest nasza wiedza o mechanizmach podejmowania decyzji dotyczących wymordowania Żydów, tym trudniej jest zdobyć się na jakieś uogólnienia. Mówimy o różnych podejściach do badania hitleryzmu, wodzowskiej struktury władzy, ideologii, mechanizmów podejmowania decyzji.27 W każdym razie trudno jest o jakąkolwiek poważną refleksję nad sensem pojęć totalitaryzm, nazizm, liberalizm, ksenofobia, rasizm tam, gdzie niemal cały obszar dyskursu publicznego na ten temat został przejęty przez historyków i ewentualnie, choć w mniejszym stopniu politologów, dysponujących właściwymi swojej dyscyplinie metodami. Pojęcie wyrosłe i stosowane w filozofii politycznej (Arendt, Voegelin) po przeniesieniu do nauk politycznych stawało się coraz mniej jasne i z czasem mało potrzebne.

Rzecz nazywając możliwie zwięźle: weryfikacja wartości pojęcia totalitaryzm dokonuje się wyłącznie na drodze empirycznej, poprzez ustalenia naukowców dysponujących właściwymi sobie metodami zbierania i krytycznej oceny danych. Wartość tego pojęcia określa się przez odniesienie do empirycznie uchwytnej praktyki rządzenia i sankcjonujących ją idei. Nie bez znaczenia jest przestrzeganie pewnych logicznych zasad, jak na przykład dobrze uzasadnionego, zakazu wnioskowania o faktycznym stanie rzeczy na podstawie przyszłości, intencji polityków (niemożliwej do zweryfikowania lub sfalsyfikowania). Wiemy zarazem, że niektóre z  teorii czy po prostu mądrych obserwacji nie może obyć się bez przekonania intencjonalistycznego, że istotę totalitaryzmu można opisać poprzez cel, jaki w nim się spełnia, a tym celem jest (być może) radykalna zmiana sposobów istnienia znanych historycznie społeczeństw, co pociąga za sobą przekształcenie ludzkiej kondycji.28 (Za tą supozycją nie musiała stać religijna wizja świata, ale ogląd praktyki i idei przede wszystkim w stalinizmie.) 29

Wedle empirycznie zorientowanych badaczy nie sposób mówić o czymś takim jak natura ludzka, samotność i osamotnienie, co stanowi wyjątkowo ważny element rozważań Hannah Arendt. Tak więc nie sposób zdaniem historyków orzec czy że celem ustroju totalitarnego jest stworzenie de facto nowej rasy ludzkiej, bo to zakładałoby posiadanie nieodstępnej wiedzy o przyszłości oraz ukrytych intencjach wodza i jego drużyny, nie wspominając o wystarczającej wiedzy o ludzkiej kondycji. Akurat pojęcie ludzkiej natury czy nawet ludzkiej kondycji pośród naukowców szczególnym wzięciem się nie cieszy. Historycy nie wdają się na ogół w spory uznane przez nich za metafizyczne o status pojęcia wartości, o cnoty, religijne podstawy naszych tradycji, jak nie dyskutują nad złożonym pojęciem władzy. Niewiele, jak sądzę, ich obchodziło to, czy i do jakiego stopnia totalitarny model panowania mieści się lub nie w klasycznych (Arystoteles, Monteskiusz) typologiach władzy.30 Nieliczni tylko pokazywali zupełnie nowy rodzaj rządów Stalina.31 Choć, dodać warto, bez tych dawnych kategorii, bez typologii Platona i Arystotelesa, bez teorii Monteskiusza, które przetrwały w europejskiej myśli tak wiele wieków, nie sposób opisać wyjątkowości i przerażającej charakterystyki nowego ustroju. 32

Nierozumienie zadań filozofii politycznej we współczesnej akademii czy jej faktyczne słabe społeczne istnienie, jak i jawna teoretyczne słabość, pozwoliły za to silnej zaistnieć powieściom, dziennikom, wspomnieniom czy esejom na poły literackim, na poły filozoficznym, które mogły przedstawić obraz totalitaryzmu poprzez wymiar ludzkich cierpień w sposób finezyjny i twórczy uciekając od ograniczeń akademii narzuconych przez metodologię post-weberowską. Powieści i eseje George’a Orwella, proza Aleksandra Sołżenicyna, wspomnienia Aleksandra Weissberga-Cybulskiego, Nadzieżdy Mandelsztamowej, wiersze Achmatowej, rozprawy Aleksandra Wata, eseje Primo Levi i Jean Amery, opowiadania Tadeusza Borowskiego i Warłama Szałamowa mówią moim zdaniem więcej i odważniej o przemocy i znieprawieniu naszych czasów niż większość akademickich rozpraw z zakresu filozofii politycznej nie wspominając już o roztrząsaniach nauk politycznych. Trudno nie zgodzić się z dość stanowczą tezą Pierre Manenta, że filozofia polityczna nie sprostała wyzwaniu totalitarnemu.33 Zapewne również dlatego, że uległa sile i bogactwu warsztatu historyków, jak i pozytywistycznej orientacji w nauce.



  1   2   3


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna