Monument relatywny



Pobieranie 0,61 Mb.
Strona5/6
Data22.12.2017
Rozmiar0,61 Mb.
1   2   3   4   5   6

Waltera De Marii (ur.1935) chciałbym przybliżyć przez pryzmat dwóch przedsięwzięć. Oba mieszczą się w profilu komentowanych przykładów sztuki efemerycznej. Szpilka w arbuzie to moja prywatna nazwa Pionowego kilometra11. Praca De Marii polegała na wtłoczeniu, wkręceniu (przy użyciu profesjonalnego sprzętu górniczego) w ziemię, grubych na 5 centymetrów prętów mosiężnych. Każdy z nich mierzył 6 metrów, po połączeniu osiągnęły długość 1 kilometra, wbitego w głąb ziemi. Zabieg ten, w moim przekonaniu, stymuluje i pobudza nasze najgłębsze pokłady warstw wyobraźni. Zdarzenie to, miało miejsce, w centralnym punkcie miasta, na placu przed Muzeum Fridericianum. Na wspomnianym placu znajduje się zaledwie ślad pracy, niejako sygnatura artysty. Pośrodku kamiennej płyty, widoczne jest zakończenie ostatniego z prętów użytych do budowy mosiężnego trzpienia. Nie możemy zobaczyć nic więcej, poza wystającym, a w zasadzie znajdującym się na jednej płaszczyźnie z kamieniem, kawałkiem metalu pięciocentymetrowej średnicy. Jeżeli wyobrazimy sobie arbuz jako symbol naszej planety, a zwykłą szpilkę za użyty przez artystę ”złoty trzpień”, możemy w mikro skali odtworzyć sobie zabieg artysty. W oryginale mamy jednak do czynienia z dużą skalą, chociaż widoczne jest tylko 5 centymetrów średnicy wierzchołka wertykalnego ziemskiego kilometra. Oddziaływanie pracy de Marii jest przejmujące; jej fizyczność i wymiar ukryty pod ziemią. Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z istnienia tej rzeźby, spacerując alejami parku, depcze niczym nie wyróżniający się kawałek metalu, wtopiony w płytę chodnikową. Ten znikomy procent rzeźby, jest przyczynkiem do uruchomienia wyobraźni, możemy śledzić drogę mosiężnego pręta przebijającego kolejne warstwy ziemi. Percepcja tej pracy oznacza ciągły ruch, stąd może też wydaje mi się ona taka bliska w kontekście rzeźby efemerycznej dla której dynamizm jest warunkiem istnienia.



Nie sposób nie wspomnieć jeszcze jednej pracy Waltera De Marii, będącej niejako aneksem do Pionowego kilometra, chodzi o Złamany kilometr12. Praca na stałe wystawiona w jednej z galerii nowojorskiej fundacji DIA Foundation. Wnętrze galerii wypełnia 500 sztuk dwumetrowych prętów mosiężnych, ułożonych jeden za drugim, w pięciu rzędach. W wąskim i bardzo długim pomieszczeniu galerii, nie sposób zidentyfikować kilkunastu ostatnich prętów, ponieważ odblask mosiądzu powoduje, że zlewają się w świetlistą łunę. Pracę można oglądać tylko od frontu, wszystkie odcinki razem stanowią 1 km. Klasyczny wymiar długości, w tym wypadku poddany jest swoistego rodzaju denominacji, traci swoją podstawową funkcję miary odległości miedzy dwoma punktami, nie tracąc swojej fizycznej realności. Przy tej okazji mamy możliwość odczucia odległości nie tylko ”w nogach”, ale zobaczyć go w skompresowanym wymiarze. Dystans 1 kilometra, który przywykliśmy mierzyć liniowo, został przedstawiona w sposób alternatywny. Kilometr nadal pozostaje kilometrem, ale artysta potraktował go niczym stolarską metrówkę. Wspomniana na początku druga praca artysty którą chciałbym opisać, mieści się w kategoriach efemerycznego dzieła, choć aby wyeksponować zjawisko efemeryczne, artysta rozmieścił wysokie słupy aluminiowe na przestrzeni prostokąta o europejskiej długości i amerykańskiej szerokości (1km na milę, przy okazji chciał zaznaczyć wciąż istniejące różnice w systemie miar).

Elektryczne pole13 składa się z kilkudziesięciu słupów różnej wysokości, rozstawionych w równych szeregach, tworzących pewnego rodzaju siatkę - antenę. Jej zadaniem jest wyłapanie energii elektrycznej z wyładowań atmosferycznych. Artysta podejmuje próbę wykorzystania sił natury do stworzenia wspólnego elektrycznego dzieła. Być może do tej pracy będą odwoływać się autorzy pionierskich badań nad alternatywnymi, odnawialnymi źródłami energii.

Lokalizacja Elektrycznego pola została wybrana, po skrupulatnych badaniach prowadzonych w celu określenia miejsca o dużej częstotliwości opadów, którym towarzyszą wyładowania atmosferyczne. Dolina w Nowym Meksyku okazała się najdogodniejszym punktem do realizacji zamierzeń artysty. Jest to pustkowie oddalone o około 200 kilometrów od najbliższego miasta (Albuquerque i Santa Fe), nie mówiąc już o centrach artystycznych. Wszyscy, którzy chcą obejrzeć, a właściwie uczestniczyć w pokazie muszą wykupić bilet14, to znaczy zarezerwować miejsce w małym domku w pobliżu terenu Elektrycznego pola. Spędzają tam wieczór i noc, bez żadnej gwarancji na przeżycie burzy z piorunami. Jednak wielu się udaje i wciąż wielu czeka w kolejce na miejsce. Oglądanie natury w sztuce ziemi (land art) de Maria rozszerzył na sztukę nieba. Nieokiełznana, wydawać by się mogło, naturalna elektryczność, ożywia obojętny metal który wspomaga wizualną stronę naturalnej iluminacji. Bez wątpienia dzieło to jest w posiadaniu nas wszystkich, podobnie też reagujemy na zjawiska tej kategorii. Połączenie nieba z ziemią pędzącymi elektronami jest wydarzeniem całkowicie niezależnym, niosącym w sobie prostotę która nie potrzebuje komentarza.


1   2   3   4   5   6


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna