[Mon Jun 23 12: 42: 28 2003, Archiwumgw win] [wkładka] prawa akcjonariuszy dodatek do [gazeta] Gazety Wyborczej (GW) nr 90, wyda



Pobieranie 23,61 Kb.
Data22.04.2018
Rozmiar23,61 Kb.

2003/04/16

PRAWA AKCJONARIUSZY dodatek do Gazety Wyborczej nr 90

Tomasz Prusek
PRAWA KORPORACYJNE właścicieli spółek publicznych

Jedna akcja, wiele możliwości
Po co kupujesz akcje? Oczywiście, aby zarobić. Ale obok szczerej chęci zysku ze zwyżki kursu warto pamiętać, że akcje dają wiele praw: głosu na walnym zgromadzeniu, udziału w zysku czy możliwość zaskarżania uchwał walnego w sądzie. Świadomi tego akcjonariusze strzegą własnych interesów lepiej niż ci tylko zapatrzeni w kurs na giełdzie.

Kilka lat temu, gdy akcje drożały w zawrotnym tempie, a stopa dywidendy była tak mała, że trzeba było ją oglądać przez szkło powiększające, indywidualni inwestorzy byli całkowicie pochłonięci przeliczaniem zysków. Gdy mieli pełne portfele, to z natury rzeczy mniej interesowało ich to, co się działo w spółkach – grunt, że rósł kurs na giełdzie na fali hossy. Spowolnienie gospodarcze i bessa na giełdzie obnażyły złe funkcjonowanie i braki w nadzorze właścicielskim nad wieloma firmami publicznymi. Akcjonariusze, widząc coraz trudniejszy zarobek na różnicach kursowych, z większym zainteresowaniem spojrzeli na zyski spółek i ich zdolność do wypłaty dywidend. Po serii skandali księgowych w Stanach Zjednoczonych i Eurolandzie wzrosła świadomość posiadaczy akcji, że powinni skrupulatnie korzystać z przysługujących im praw, które spisane są w kodeksie spółek handlowych i prawie o publicznym obrocie. Gdyby z katalogu wybrać te najistotniejsze, to byłoby to prawo głosu na walnym zgromadzeniu prawo do dywidendy prawo do zaskarżania uchwał walnego. Jak z nich korzystać?


Rejestruj się na walne

W walnym zgromadzeniu ma prawo uczestniczyć każdy akcjonariusz. Dziewięć lat temu władze Banku Śląskiego tak wzięły sobie to do serca, że gdy w ofercie publicznej zapisało się ok. 800 tys. inwestorów, to na potrzeby walnego zgromadzenia akcjonariuszy (WZA) postanowiły wynająć halę katowickiego Spodka. Jednak akcjonariusze nie dopisali tak bardzo, jak przewidywał zarząd, i Spodek świecił pustkami – przybyło zaledwie 200 osób. Dla porównania – w walnych bawarskiego HypoVereinsbanku (inwestor strategiczny BPH PBK) pod koniec lat 90. brało udział średnio po sześć tysięcy akcjonariuszy. Ale jeśli nawet już nigdy w historii żadna spółka giełdowa nie wynajmie Spodka lub podobnej hali i walne będą odbywać się w kameralnym gronie, to warto na nie przybyć, aby poznać firmę od środka i współdecydować przy podejmowaniu uchwał. Samo zarejestrowanie się na walne jest czasochłonne. Wymaga wizyty w biurze maklerskim, gdzie makler wystawia (czasem odpłatnie) imienne świadectwo depozytowe. Powoduje to automatyczne zablokowanie akcji do daty walnego – w tym czasie nie można nimi obracać. Ale uwaga! Gdyby doszło do uchwalenia przerwy w obradach walnego (np. dwutygodniowej), to akcjonariusz może w tym czasie wyrejestrować się i sprzedać akcje (nie może za to ich dokupić i dorejestrować). Mając już świadectwo w ręku, należy zgłosić swój udział w WZA. Tu trzeba ściśle przestrzegać terminów z kodeksu spółek handlowych – jeden dzień spóźnienia i o udziale nie ma mowy. Skąd się można dowiedzieć o terminie? Walne zwołuje się przez ogłoszenie opublikowane co najmniej na trzy tygodnie przed terminem. Świadectwo należy złożyć w spółce co najmniej na tydzień przed terminem zgromadzenia – czasem firmy dopuszczają to w swoich oddziałach lub filiach. Co ma zrobić mieszkaniec np. Szczecina, który chce wziąć udział w walnym spółki z Krakowa? Jazda przez całą Polskę pierwszy raz, aby złożyć świadectwo w spółce, a drugi w celu udziału w walnym to mało zachęcająca perspektywa. Warto się upewnić, czy istnieje możliwość przesyłania świadectw pocztą lub faksem. W tym ostatnim wypadku nie wolno zapomnieć zabrać oryginału świadectwa, bo wówczas mimo zarejestrowania nie zostanie wydana karta do głosowania. Posiadacze akcji imiennych mogą uczestniczyć w walnym, jeśli byli wpisani do księgi akcyjnej co najmniej na tydzień przed WZA Gdy już akcjonariusz złoży dokument w spółce, na trzy dni powszednie przed datą walnego może w jej siedzibie sprawdzić listę akcjonariuszy uprawnionych do uczestnictwa (i zażyczyć sobie odpisu). To bardzo ważny moment, bowiem dopiero wówczas wiadomo, jaki będzie układ sił na WZA. Jest to szczególnie ważne na walnych, gdzie konflikt dwóch grup akcjonariuszy jest „pewny jak w banku”. Ostatnio taka sytuacja miała miejsce w krakowskiej Vistuli, gdzie jeszcze przed walnym – na podstawie listy – można było z wielkim prawdopodobieństwem założyć, że holenderskie spółki HIP Holding i Bosta BV przegrają wszystkie głosowania z mającą więcej głosów koalicją polskich instytucji finansowych z grupą PZU na czele. W walnym nie trzeba uczestniczyć osobiście, lecz można ustanowić pełnomocnika. Nie wystarczy jednak szepnąć mu o tym do ucha, wręczyć świadectwo depozytowe i wysłać na walne, ale konieczne jest pełnomocnictwo na piśmie, dołączane obowiązkowo do protokołu walnego (najlepiej wystawić je u notariusza za niewielką opłatą, aby nikt nie podważał jego wiarygodności). Brak pełnomocnictwa na piśmie oznacza, że pełnomocnik nie może uczestniczyć w obradach.
Karty idą w ruch

Przebieg walnego zgromadzenia zależy od bogactwa projektów uchwał oraz stopnia podziałów wśród akcjonariuszy. Walne może trwać równie dobrze kilkadziesiąt minut, jak i kilkanaście godzin (jak słynne 17-godzinne NWZA BIG BG w 2000 r., gdy władzę nad bankiem chciał przejąć Deutsche Bank). Jeśli akcjonariusze nie będą potrafili dojść do porozumienia, to mogą zarządzić przerwę, ale nie na dłużej niż 30 dni. Pierwszym istotnym głosowaniem jest wybór przewodniczącego walnego zgromadzenia. Ma on ogromną władzę, bo jego postanowienia są niezaskarżalne w sądzie, w przeciwieństwie do uchwał podejmowanych przez akcjonariuszy. Jeśli uczestnicy walnego są skonfliktowani, to przeforsowanie własnego kandydata na przewodniczącego jest sygnałem, po czyjej stronie leży przewaga na WZA. Miarą braku zaufania ze strony niektórych współwłaścicieli jest wniosek o sprawdzenie listy obecności przez specjalnie do tego powołaną komisję. Wnioskodawcy reprezentujący minimum 10 proc. kapitału na walnym mają prawo do wyboru jednego członka takiej komisji. Sprawdzenie listy obecności, szczególnie w byłych spółkach pracowniczych (gdzie rejestruje się często po minimum kilkaset osób), jest niezwykle czasochłonne. Na początku obrad często pada wniosek o utajnienie głosowania. Chodzi o to, że nie wszyscy akcjonariusze chcą ujawniać, w jaki sposób głosowali. Przewodniczący walnego zarządza utajnienie, nawet gdy zażyczy sobie tego pojedynczy akcjonariusz. Dzielimy zyski, pokrywamy straty To, co interesuje akcjonariuszy najbardziej na walnym podsumowującym poprzedni rok, to podział zysku lub ustalenie sposobu pokrycia straty. Ta druga dość przykra ewentualność najczęściej sprowadza się do zdecydowania o przeznaczeniu na ten cel zysków z kolejnych lat lub pieniędzy zgromadzonych w kapitale zapasowym. Uchwała o podziale zysku zawiera dwa kluczowe elementy – termin ustalenia prawa do dywidendy oraz termin wypłaty. Chodzi o to, że aby otrzymać dywidendę za poprzedni rok obrachunkowy, nie trzeba trzymać papierów przez cały rok, jedynie w dniu ustalenia do niej prawa (należy przy tym pamiętać o cyklu rozliczeniowym transakcji giełdowych D+3). Następnego dnia można już się akcji pozbyć, zostawiając sobie dywidendę. Ale trzeba pamiętać, że kolejnego dnia po ustaleniu prawa do dywidendy inwestorzy zapewne wezmą pod uwagę to, że ich wartość jest pomniejszona o dywidendę. Oznacza to, że kurs na giełdzie powinien teoretycznie obniżyć się o wartość dywidendy, ale nie ma tu mowy o administracyjnej decyzji, ale działaniu zasad wolnego rynku. Korekta kursu nastąpi o tyle, o ile będą chcieli tego inwestorzy. Nie można wykluczyć sytuacji, gdy... cena pójdzie w górę, bo akurat cały rynek znajdzie się na fali wzrostowej i akcjonariusze zweryfikują swoją wycenę posiadanych papierów. Prawo do określonej kwotowo dywidendy wcale nie oznacza, że akcjonariusz dostanie ją natychmiast lub w wybranym przez siebie momencie. Na walnym ustalany bowiem też dzień wypłaty, czyli kiedy pieniądze ze spółki popłyną na konta inwestorów. Chodzi o to, aby spółka mogła zgromadzić na tyle żywej gotówki, aby zrobić jednego dnia przelewy idące czasami nawet w dziesiątki milionów złotych. Tak wielki wypływ gotówki ze spółki to skomplikowana operacja, bo równocześnie musi ona mieć wystarczająco dużo pieniędzy na utrzymanie bieżącego funkcjonowania. Rzadko zdarza się, że dywidenda jest dzielona na raty. W historii giełdy zdarzył się przypadek (Exbud), że spółka – zresztą bezskutecznie – chciała wycofać się z wypłaty uchwalonej już dywidendy, bo pogorszyła się jej kondycja. Dywidenda, w przeciwieństwie do dochodów z giełdy, była opodatkowana „od zawsze” zryczałtowanym podatkiem. Na walnym akcjonariusze ustalają dywidendę brutto (przed opodatkowaniem), ale spółka przekazuje pieniądze netto (po oddaniu części fiskusowi). Podatek wynoszący obecnie 15 proc. (dawniej 20 proc.) jest zryczałtowany i spółka nie zawraca nim głowy akcjonariuszowi. Nie musi on wykazywać dochodu z dywidendy w PIT, bo taki dochód nie jest opodatkowany na zasadach ogólnych. Uprzywilejowanie akcji może dotyczyć nie tylko liczby przysługujących głosów na WZA, ale także prawa do wyższej dywidendy. Takie papiery (np. krakowskiej Korporacji Gospodarczej „Efekt”) posiadają z reguły akcjonariusze-założyciele, którzy w taki sposób przyznali sobie niejako premię za powołanie firmy. Wówczas uchwała walnego o podziale zysku różnicuje wysokość dywidendy na akcje zwykłe na okaziciela, jakie można kupić na giełdzie, oraz imienne uprzywilejowane (nie są dopuszczone do obrotu giełdowego).
Skarż się, ale zasadnie

Fundamentalnym prawem akcjonariusza jest zaskarżanie uchwał podejmowanych na WZA. Może to uczynić nawet indywidualny inwestor posiadający pojedynczą akcję. Wystarczy, że uzna, iż uchwała jest sprzeczna ze statutem, dobrymi obyczajami, godzi w interes spółki lub ma na celu pokrzywdzenie akcjonariusza. Skargę do sądu może złożyć każdy, kto poprosi notariusza o zaprotokołowanie jego sprzeciwu do uchwały, a także osoba bezzasadnie niedopuszczona do udziału w obradach z powodu np. nieuznania prawidłowo wystawionego świadectwa depozytowego. Należy pamiętać też o czasie. Powództwo w spółce publicznej można wnieść w terminie miesiąca od otrzymania informacji o uchwale, ale nie później niż trzy miesiące od dnia powzięcia uchwały. Ale każdy kij ma dwa końce. Z jednej strony akcjonariusz ma pełną swobodę, aby skarżyć uchwały, ale z drugiej powinien się dwa razy zastanowić, zanim to uczyni. Jeśli powództwo okaże się bezzasadne, to sąd – na wniosek spółki – może ukarać niesfornego akcjonariusza dziesięciokrotnością kosztów sądowych oraz wynagrodzenia prawników, którzy – jak powszechnie wiadomo – potrafią sobie bardzo słono policzyć. Taka kara nie wyklucza możliwości osobnego dochodzenia odszkodowania przez spółkę na zasadach ogólnych. Ktoś zapyta, po co takie haki na akcjonariusza? Ano po to, aby do sądów nie trafiały skargi akcjonariuszy, którym tak naprawdę wcale nie zależy na dochodzeniu swoich praw, lecz na paraliżowaniu działalności spółki postępowaniem sądowym. Pod koniec lat 90. była to sprawa na tyle poważna, że przez kilka lat wprowadzano do kodeksu handlowego poprawkę mówiącą, że uchwały WZA może skarżyć tylko akcjonariusz posiadający powyżej 1 proc. głosów. Niestety, wylano wówczas dziecko z kąpielą, bo owszem, skarg drobnych akcjonariuszy nie było, ale w efekcie spółki i akcjonariusze strategiczni przestali się liczyć z interesami akcjonariuszy posiadających poniżej 1 proc. głosów. Dobitnym takim przykładem był Polifarb Dębica, gdzie inwestor strategiczny szwedzki Alcro Beckers płacił wygórowane ceny za pakiety akcji tylko tym, którzy mieli ponad 1 proc. głosów (NFI, skarb państwa, grupa pracowników), i w ten sposób mógł storpedować na WZA plan wycofania spółki z giełdy. Dla pozostałych zarezerwowano wezwanie po niskiej cenie bliskiej ustawowemu minimum (średnia notowań z sześciu miesięcy). Sprawa Polifarbu wywołała wielką publiczną debatę o prawach akcjonariuszy mniejszościowych i w efekcie w nowym kodeksie od początku 2001 r. zrezygnowano z 1-proc. progu. Nowy kodeks wprowadził też inne rozwiązanie korzystne dla spółek. Otóż zaskarżenie uchwały nie wstrzymuje jej rejestracji. W efekcie zawalone sprawami sądy nie paraliżują spółek oczekiwaniem na zajęcie się skargą akcjonariusza. Gdy jednak na szali są sprawy szczególnej wagi (np. fuzja) i zarejestrowanie uchwały, np. o emisji połączeniowej, mogłoby spowodować nieodwracalne skutki, wówczas sąd może zawiesić postępowanie rejestrowe.


Kto pyta, nie błądzi, ale...

Walne to świetna okazja, aby akcjonariusz zapytał się bezpośrednio władz spółki o nurtujące go sprawy. Ale uwaga! Na jego żądanie zarząd ma obowiązek udzielić informacji tylko wtedy, gdy jest to uzasadnione dla oceny sprawy objętej porządkiem obrad. Ale i w tym wypadku akcjonariusz wcale nie musi usłyszeć tego, co chce. Powód? Zarząd nie tylko może, ale według kodeksu powinien nawet odmówić odpowiedzi w wypadku, gdy mogłoby to: wyrządzić spółce szkodę np. przez ujawnienie tajemnic handlowych narazić członka zarządu na odpowiedzialność karną, cywilnoprawną lub administracyjną. W uzasadnionych przypadkach akcjonariusz otrzyma informację zarządu nie bezpośrednio na walnym, lecz pisemnie w terminie dwóch tygodni od zakończenia obrad. Jak widać, wiele zależy tutaj od dobrej woli zarządu, który w wielu wypadkach może, ale nie musi zaspokoić ciekawości akcjonariusza. Jeśli ten ostatni nie dostanie żądanej informacji, to pozostaje mu jeszcze środek nacisku w postaci sądu. Może on w ciągu tygodnia od zakończenia walnego złożyć wniosek, aby to sąd zobowiązał zarząd do udzielenia danej informacji.


Baczność! Ekstrarewident!

Jeżeli akcjonariusze podejrzewają, że w spółce dzieje się coś podejrzanego (np. stosowanie cen transferowych), to mogą powołać rewidenta do spraw szczególnych, który zbada – niezależnie od pracy audytora wynajętego do oceny prawidłowości sprawozdań finansowych – konkretne elementy jej działalności. Zasady powołania takiego rewidenta reguluje prawo o publicznym obrocie. Mówi ono, że wniosek musi być poparty przez akcjonariusza lub grupę akcjonariuszy, posiadających co najmniej 5 proc.ogólnej liczby głosów na WZA. Uchwała o powołaniu rewidenta do spraw szczególnych powinna zawierać: przedmiot i zakres badania, dokumenty, które spółka ma udostępnić, stanowisko zarządu wobec wniosku. Choć spółka publiczna teoretycznie nie powinna mieć nic do ukrycia, zatem kolejna kontrola nie powinna przeszkadzać ani jej, ani głównym właścicielom, to na tle powołania rewidenta często dochodzi do konfliktu (Stomil Olsztyn, ING Bank Śląski). W praktyce często wnioskujący nie mogą dojść do porozumienia z inwestorem strategicznym, komu powierzyć takie zadanie. Jeśli walne nie zgodzi się na powołanie rewidenta, wcale nie oznacza to końca boju akcjonariuszy mniejszościowych. Mają 14 dni od odrzucenia takiej uchwały, aby zwrócić się do sądu rejestrowego, aby ten go wyznaczył. Aby zabezpieczyć się przed składaniem wniosków bez uzasadnienia, sąd – na wniosek zainteresowanej spółki – może ustanowić zabezpieczenie ulegające przepadkowi na jej rzecz, jeśli badanie nie wykaże łamania prawa. Wejście biegłego rewidenta do spółki oznacza, że jej władze muszą udostępnić mu wszystkie dokumenty określone w uchwale walnego. Poza tym może on prosić o udzielanie wyjaśnień niezbędnych do przeprowadzenia badania. Efekt swojej pracy przedstawia pisemnie zarządowi i radzie nadzorczej, później trafia on do publicznej wiadomości. Na kolejnym walnym zgromadzeniu rada nadzorcza składa sprawozdanie, jak uwzględniła wyniki raportu rewidenta.




©operacji.org 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna