Moje Lata Wieki w Shoah



Pobieranie 0,65 Mb.
Strona1/7
Data07.11.2017
Rozmiar0,65 Mb.
  1   2   3   4   5   6   7

Życie jako nadzieja

Moje Lata - Wieki w Shoah

Halina Birenbaum*

Spotkałam swą wolność z pustką w sercu po tragediach przeżytych w latach Holocaustu. Ogrom sieroctwa, ruiny, zgliszcza w powojennej Warszawie – nic wokół mnie i jakby nic we mnie. W rękach miałam już cały bochen chleba, mogłam go kroić, ile tylko dusza zapragnie. Ale było mi ciasno w czterech ścianach domu i w sobie. Nie chciałam być, jak moja mama przed wojną, tylko troszczyć się o dom, gotować, sprzątać – byłam już o tyle starsza od niej przy swych piętnastu latach! Szmat drogi przebyłam od dzieciństwa po starość, po śmierć w ciągu tych lat wojny i okupacji. Tyle razy patrzyłam śmierci w oczy, zamierałam w strachu, napięciu chwil przedostatnich; takie masy ludzkie paliły się na moich oczach. Jak po tym wszystkim wejść w zwykłą codzienność na wolności w uwięzieniu tamtych obrazów i głosów?

Marzyłam, że jeśli przeżyję to piekło, zamieszkam na bezludnej wyspie... Jeżeli przeżyję – co w moim przypadku było najmniej prawdopodobne wobec praw hitlerowskich skazujących cały naród żydowski na zagładę, a w pierwszym rzędzie starców, chorych i dzieci... Byłam nielegalna nawet w obozach, tam dopuszczali tylko młodych, zdrowych, a i to zależało, ilu chcieli zostawić do katorżniczej pracy. Resztę odsyłali do gazu. Moje życie i ocalenie okazało się ciągiem przypadków... Do dzisiaj.

Mój ojciec nazywał się Jakub Grynsztejn. W Auschwitz byłam zarejestrowana i uwięziona jako Hala Grynsztejn. Ojciec mojego, najstarszego brata Marka, Abram Balin, zmarł kiedy Marek miał kilka miesięcy. Moja matka wyszła potem ponownie za mąż. Po wojnie zostaliśmy tylko my dwoje, ja i Marek. Marek zapisał mnie wtedy w Warszawie jako siostrę na swoje nazwisko, tak też wyrobił mi metrykę urodzenia, bo przecież wszystkie nasze dokumenty spaliły się. Odtąd we wszystkich dokumentach figuruję na panieńskie nazwisko Balin. Teraz pragnę, by chociaż w tym wspomnieniu pozostał ślad po moim Ojcu Jakubie Grynsztejnie.


Halina Grynsztejn Birenbaum, pisarka i poetka

We wrześniu 1939 roku skończyłam 10 lat i przeszłam do III klasy szkoły podstawowej. Miałam kochających rodziców, dwóch starszych braci, dziadków ze strony matki i ojca, licznych krewnych. Byliśmy niezamożną rodziną. Marek, starszy ode mnie o jedenaście lat brat, studiował medycynę, był wyjątkowo zdolnym i pracowitym uczniem; starszy ode mnie o siedem lat Chilek, uczył się w szkole rzemieślniczej. Ojciec był pośrednikiem handlowym, matka prowadziła dom i pomagała zarabiać na życie szydełkowaniem. Tego lata, na wieść o zbliżającej się wojnie rodzice matki i jej siostry z rodzinami przyjechali do Warszawy. Myśleli, że w stolicy będzie łatwiej przeżyć niż w Żelechowie. Rodzina ze strony ojca została w Białej Podlaskiej.


Matka, Pola Perl Grynsztejn, z domu Kijewska, Żelechów


  1   2   3   4   5   6   7


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna