Lata wojny 1939-1945



Strona1/6
Data31.01.2018
Rozmiar1 Mb.
  1   2   3   4   5   6

Fragmenty opracowania „Czas zatrzymany 4 - Z kart Historii Pleszowa”, zawierającego materiały zebrane w latach 2006-2011 na terenie Nowej Huty
i zredagowane przez Adama Gryczyńskiego.


Lata wojny 1939-1945

Opracowanie zbiorowe


Po żywiołowym rozwoju ruchu ludowego w latach 1930-39 na terenie naszej gminy, w latach ciężkich zmagań i strajków, chłopi całego województwa krakowskiego żyli chęcią rozprawienia się z dyktaturą sanacyjną i urządzeniem modelu Polski, a zwłaszcza ustroju rolnego w oparciu o indywidualne gospodarstwa chłopskie, w ramach „agraryzmu” wypracowanego przez Związek Młodzieży Wiejskiej „Wici” i zatwierdzonego następnie przez ruch ludowy. Napad Hitlera na bezbronny Naród i zajęcie kraju przez wojska niemieckie uderzyły chłopów niczym obuchem w głowę. Odrętwienie to jednak nie trwało długo, gdyż już z końcem 1939 roku, za wiedzą i zgodą członków Wojewódzkiego Zarządu Stronnictwa Ludowego: Stanisława Mierzwy, Jana Witaszka i Józefa Marcinkowskiego na terenie powiatu, najpierw naszej gminy (z inicjatywy b. prezesa powiatowego Stronnictwa Ludowego – Jana Gajocha z Pleszowa) zawiązuje się tajna organizacja wojskowa pod nazwą Związek Walki Zbrojnej (ZWZ). Powstają placówki: w Pleszowie, Mogile, Bieńczycach i Krzesławicach. Akcję tę prowadzi, mianowany przez Komendę ZWZ, po uprzednim uzgodnieniu z zawiązującymi się władzami konspiracyjnymi Stronnictwa Ludowego, syn chlopski, inżynier rolnik, kapitan rezerwy Józef Rosiewicz z Pleszowa, jako komendant na powiat krakowski. Akcja ta trwała przez 1940 rok, gdy jednak okazało się, ze ZWZ jest opanowany przez czynniki sanacyjne, które w przyszłości nie godzą się na żadne zmiany w systemie rządzenia Polską, członkowie Stronnictwa Ludowego powołali do życia konspiracyjną organizację Ruchu Ludowego pod nazwą ROCH. Jej poszczególne ogniwa otrzymały konspiracyjne nazwy, a to: Zarząd Wojewódzki – Nadleśnictwo, Zarząd Powiatowy – Leśnictwo, Zarząd Gminny – Leśniczówka, Zarząd Gromadzki – Gajówka. W roku 1940 zostaje powołany do życia Zarząd Powiatowy czyli Leśnictwo powiatu krakowskiego. Zarządy takie nosiły nazwę trójek (powiatowych, gminnych, gromadzkich). W skład trójki gminnej weszli: Antoni Baranik z Mogily, Stanisław Ptak z Bieńczyc, Idzi Jędrszczyk z Zesławic oraz jako zastępca Jan Walerian z Krzesławic. Do komendy organizującej się Ludowej Straży Bezpieczeństwa (LSB) powołano: Stanisława Marsa z Krzesławic, Józefa Gajocha z Pleszowa i Jakuba Pszczołę z Bieńczyc.
Trójki gromadzkie (Gajówki)

Trójka gminna czyli Leśniczówka gminy Mogiła zorganizowała trójki gromadzkie (Gajówki) w poszczególnych gromadach w następującym składzie:


Pleszów: Jan Cygan, Jan Gębala (po odejściu Jana Cygana do trójki gminnej), Wawrzyniec Sikora i Wincenty Gajoch

Kujawy: Wincenty Kardas, Wojciech Dzieja, Antoni Malinka

Mogiła: Antoni Kasznik, Andrzej Majcher, Józef Kawula, Tadeusz Chybała

Krzesławice: Józef Jędryszczyk, Wojciech Waśko, Antoni Czernek, Antoni Walerian

Bieńczyce: Andrzej Biernacik, Andrzej Ciepiela, Stanisław Zięba, Jakub Pszczoła

Lubocza: Piotr Raźny, Józef Pietruszka, Stanisław Jędras, Jan Partyła

Grębałów: Walenty Florkowski, Jan Cygan, Władysław Woźniak

Łęg: Józef Socha, Jakub Tyrka, Jakub Malik, Stanisław Kucharzyk

Czyżyny: Andrzej Malinowski, Sosin, Czernek , czwarty członek Gajówki był komendantem LSB.
Trójki gromadzkie na swoim terenie organizują według wskazówek podanych przez trójki gminne następujące sekcje:
1.Ludowa Straż Bezpieczeństwa

2.Oddziały Batalionów Chłopskich (BCh)

3.Zielony Krzyż

4.Młody Las

5.Sekcje Spółdzielczo - Rolne

6.Sekcje Oświatowo – Propagandowe


W 1940 roku konspiracyjny ruch ludowy widząc w ZWZ reakcyjny kierunek polityczny zrywa z nim umowę, zwracając się z apelem do ludowców i sympatyków, by opuścili szeregi ZWZ, gdyż ruch ludowy tworzy wojsko ludowe na wzór kosynierów kościuszkowskich pod nazwą Bataliony Chłopskie (BCh). Pierwszym, który pozytywnie ustosunkował się do tego wezwania był por. Walenty Adamczyk z Pleszowa. Następnie za jego przykładem i pod jego wpływem prawie wszyscy z terenu gminy przeszli wraz ze swymi oddziałami do BCh. Byli to: Józef Salwiński z Czyżyn, Jan Kotyza z Bieńczyc, Władysław Bochenek i Bolesław Raźny z Krzesławic, Antoni Radziszewski i Bentkowski z Luboczy, Dubiel z Kocmyrzowa, i wielu innych. Po tym masowym przejściu do BCh, ZWZ, względnie już w tym czasie Armia Krajowa, przestała na naszym terenie praktycznie istnieć, tylko bowiem nieliczne jednostki obce nam ideologicznie pozostały w AK. Powiatowa komenda AK widząc taką sytuację zaprosiła przewodniczącego trójki powiatowej Jana Gajocha i Walentego Adamczyka na konferencję, która odbyła się we dworze w Prusach, gmina Mogiła. Na konferencji tej komendant powiatowy Markiewicz pseudonim „Juliusz” zażądał oddania wszystkich żołnierzy, którzy przeszli do BCH z powrotem do AK. Gdy wymienieni przedstawiciele ruchu ludowego odmówili tego zagrożono im sądem wojskowym i „kulą w łeb” uznając przejście do BCh za dezercję z wojska. Stanowisko komendanta powiatowego AK było najzupełniej błędne, gdyż żaden z żołnierzy, którzy przeszli do BCh nie wycofał się z konspiracji, a tym bardziej nie zdezerterował z wojska, lecz wybierał tylko odpowiadającą mu formację i ideologię, w której chciał walczyć o Polskę. W kilka dni po owej konferencji w Prusach zgłosiło się do Jana Gajocha w Pleszowie dwóch osobników, którzy przedstawili się, że są oficerami AK i poszukują Walentego Adamczyka, na którego został wydany wyrok śmierci za dezercję z wojska. Otrzymali odpowiedź, że gdyby tylko wyrok został wykonany, to będzie to uważane przez ruch ludowy za zwykłe morderstwo i organizacja wyciągnie z tego faktu najdalej idące konsekwencje. Do Komendy Wojewódzkiej BCH natychmiast został przesłany odpowiedni meldunek, a komendant woj. „Zawojna” sprawę tą szybko ku naszemu zadowoleniu zlikwidował. AK musiała się pogodzić z faktem, że synowie chłopscy nie chcą slużyć w wojsku, którego ideologia jest im obca. Po tych zgrzytach i nieporozumieniach została powołana Powiatowa Komenda BCh. Komendantem powiatowym został mianowany (na wniosek trójki powiatowej) przez komendanta wojewódzkiego Jan Kotyza ps. „Wiktor” z Bieńczyc. Komendę gminną BCH tworzyli Stanisław Gajoch z Pleszowa, Alojzy Kościelniak i Wojciech Socha z Mogiły. Po zorganizowaniu Batalionów Chłopskich na terenie gminy, działały dwie placówki BCh (kompanie) dowodzone przez Władysława Bochenka ps. „Słaza” i Bentkowskiego ps. „Świerk”. Dowódcami plutonów w tych placówkach byli: Józef Marcinek z Mogiły, Józef Perlik z Pleszowa, Józef Ruśniak z Branic – w placówce Mogiła, zaś w placówce Bieńczyce: Piotr Kotyza z Bieńczyc, Jan Partyła z Luboczy i Antoni Walerian z Krzesławic. Przeprowadzono szkolenie zaprzysiężonych żołnierzy, odbywały się zbiórki, ćwiczenia, prowadzono szkołę podoficerską, odbywały się wykłady polityczne. W ten sposób podnoszono patriotyzm oraz szerzono ideę ludową wśród żołnierzy BCH. W roku 1940 został aresztowany komendant powiatowy Ludowej Służby Bezpieczeństw,a Stanisław Duda z Bieżanowa. Na jego miejsce trójka powiatowa wyznaczyła Stanisława Marsa z Krzesławic ps. „Dom”, jego wybór zatwierdził kom. woj. Narcyz Wiatr „Zawojna”. W miejsce St. Marsa komendantem gminnym LSB został mianowany Józef Gajoch z Pleszowa. W domu Marsa odbywały się w Krzesławicach odprawy i zebrania. Odbył się także kurs ideowo-polityczny dla oficerów i podoficerów z całego powiatu. Kurs ten prowadzili: pułkownik z Komendy Głównej BCH z Warszawy oraz Wiatr ps. „Zawojna”. Kurs ten trwał 3 dni i stał na wysokim poziomie. Wynikiem jego było zbliżenie i zespolenie aktywu oficerskiego BCh oraz podniesienie jego poziomu ideologicznego. W kursie tym brali udział oficerowie: Jan Kotyza z Bieńczyc, Józef Salwiński z Czyżyn, Bolesław Raźny i Władysław Bochenek z Krzesławic, Franciszek Feret z Mogiły, Lubowiecki z Radziszowa, Wrona ze Skawiny, Franciszek Lembas z Czarnochowic, Walenty Adamczyk z Pleszowa, Władysław Chwastek z Mistrzejowic, Franciszek Radziszewski, Józef Bentkowski, Partyła z Luboczy, oraz podoficerowie: Walerian z Krzesławic, Piotr Cholewa z Łuczanowic, Karol Koński z Mogiły, Józef Marcinek z Mogiły, Jozef Gajoch i Józef Perlik z Pleszowa i inni, których nazwiska zapomniano. Na terenie gminy były przygotowane „meliny” dla ludzi, którzy musieli się ukrywać. Na wyróżnienie zasługuje dom Agnieszki Zbrojowej w Czyżykach, w którym przez całą okupację ukrywali się ludzie poszukiwani przez Gestapo, jak np.: Michał Berbeka, działacz z Dąbrowy Tarnowskiej oraz inny ważny działacz z Komendy z Warszawy, którego nazwiska nie znano. Agnieszka Zbrojowa przechowywała wszystkie te osoby bezinteresownie. Także u Idziego Jędrszczyka w Zesławicach i Józefa Jędrszczyka w Krzesławicach były „meliny” zawsze gotowe na przyjęcie i ukrycie ludzi walczących w pierwszych szeregach z okupantem. W miejscach tych przechowywali się: Władysław Wyroba z Krzęcina, komendant oddziału specjalnego z Miechowa, Wichurka oraz inny żołnierz z terenu miechowskiego. U Jana Cygana w Pleszowie przebywał odbity z transportu przez oddział „Olka” oficer jugosłowiański. U Józefa Gajocha i Stanisława Marsa przebywały grupy ludzi a także jeńców rosyjskich oczekując po kilka lub kilkanaście dni na dalszy przerzut. Od 1940 roku (lub 1942, ostatnia cyfra nieczytelna), organizowane były oddziały dywersyjne do walki z wrogiem oraz elementami przestępczymi. Oddziały te były do dyspozycji sądów podziemnych. Komendantami tych oddziałów byli ludzie odważni, stojący równocześnie na wysokim poziomie społecznym i moralnym. Na terenie gminy Mogiła był oddział dywersyjny składający się z kilkunastu ludzi. Jego komendantem był „Kotek”, syn małorolnego chłopa, członek koła „wiciowego”, ceniony za swą bezinteresowność i uczciwość. W 1941 roku pracował w monopolu tytoniowym w Czyżynach, należał już w tym czasie do konspiracji. Przyłapany na sabotażu został aresztowany, skatowany w nieludzki sposób i wywieziony do obozu w Płaszowie. W 1941 roku podczas transportu do innego obozu udało mu się zbiec pod gradem kul. Wrócił szczęśliwie do wsi. „Czarny” kieruje go oddziału specjalnego. Odtąd „Kotek” należąc do oddziału dywersyjnego, bierze udział w wielu akcjach tak przeciwko Niemcom, jak również przeciwko różnego rodzaju elementom przestępczym. (...) W Luboczy na chłopskim weselu, w czasie żałoby narodowej, gdy ludzie tam pili i wesoło się bawili, przechodzący przez wieś oddział „Olka” otoczył dom, wezwał gospodarza wesela do zaprzestania muzyki. Komendant wygłosił gościom patriotyczne przemówienie o walce, o cierpieniu narodu, a zwłaszcza o tragicznym losie Warszawy i jej mieszkańców. Gospodarz wesela za swe nierozsądne postępowanie złożył dobrowolnie 500 zł., a goście weselni dobrowolnie zebrali w sumie 450 zł. Pieniądze te komendant odprowadził do przewodniczącego trójki gromadzkiej na pomoc dla Warszawiaków. Dwóch młodych pijanych osobników, którzy w czasie przemówienia niewłaściwie się zachowali, ukarano chłostą i na 2 dni zamknięto do piwnicy o chlebie i wodzie. Odchodząc partyzanci wznieśli okrzyk „Niech żyje Polska”, co weselni goście z zapałem powtórzyli i wspólnie odśpiewali „Jeszcze Polska nie zginęła”. Akcja powyższa nie była odosobniona, na terenie powiatu podobnych przypadków było znacznie więcej. Władze Polski podziemnej dawały znać o swoim istnieniu. Akcje te były uzgodnione z Trójką i Komendą Powiatową, a na terenie gminy zostały opracowane przez Trójkę i Komendę Gminną. (...) W 1943 roku Niemcy zaczęli stosować represje i zbiorową odpowiedzialność na naszym terenie. I tak np. za jednego zastrzelonego i rozbrojonego Bahnschutza na terenie Bieńczyc zastrzelono 10 Polaków. W Grębałowie w 1944 r. za zastrzelenie Bahnschutzów rozstrzelano 80 Polaków przywiezionych z więzienia na Montellupich. Między rozstrzelanymi byli także ludzie z tych okolic. (...) Z terenu gminy aresztowano najpoważniejszych gospodarzy za niedostarczenie kontyngentów zbożowych. M.in. aresztowany został Jan Gajoch z Pleszowa. Uwięzieni siedzieli w okropnych warunkach w jednej celi, bez okien i bez toalety, w zaduchu i smrodzie przez 14 dni. Potem Gajocha aresztowano powtórnie. Tym razem Niemcy przyszli do domu Gajocha po bryczkę, której już dawno nie miał. Został więc aresztowany i późnym wieczorem odwieziony do Ruszczy, gdzie osadzono go w ciemnej sieni w lokalu spółdzielni pod strażą wartownika. Inni Niemcy poszli do gminy. Opodal był sklep spółdzielni, którego kierowniczką była Migałówna, siostra Józefa Migały. Po pewnym czasie aresztowany poprosił żołnierza niemieckiego o zezwolenie pójścia do sklepu po papierosy. Otrzymawszy zezwolenie szybko wszedł do sklepu, i jeszcze szybciej rzucił się w drugie drzwi otworzone przez kierowniczkę sklepu i pod osłoną nocy uciekł stamtąd, mimo strzelającego za nim wartownika, który tuż za nim wszedł do sklepu. (...) W 1944 roku, przyjeżdża do Mogiły oddział Niemców, ponieważ ludzie nie chcą chodzić do okopów na roboty i nie chcą jeździć do Kłaja do pracy przy wywózce drzewa z Puszczy Niepołomickiej, Niemcy są zdenerwowani, porozbiegali się po wsi, biją ludzi, a gdy znajdą ukrytego konia często rozlegają się strzały. We wsi panuje popłoch, ludzie uciekają w kierunku Wisły. W domu przewodniczącego trójki gminnej Antoniego Baranika, który stoi na błoniach koło Wisły, jest zmagazynowana broń. Baranik dowiaduje się od uciekających ludzi, że we wsi jest obława, wygląda więc na drogę i widzi grupę Niemców, zdążających w kierunku jego domu. Nie traci zimnej krwi, szybko zwołuje domowników, każe znosić do domu snopki skoszonego żyta, które były niedaleko. Zawiązuje w nie automaty oraz granaty, i każe z powrotem wynosić te snopki na pole i ustawiać w kopy. Niemcy nadeszli, obszukali dom, a widząc spokojnie pracujących ludzi przy żniwach, po chwili odeszli nie robiąc nikomu krzywdy. W sierpniu tego roku odbyła się w domu Baranika odprawa wszystkich oficerów BCh z terenu powiatu krakowskiego. Oprócz przedstawicieli Komendy Wojewódzkiej – „Zawojny” i „Wojtka” byli z naszego terenu Adamczyk. Kotyza, Lubowiecki, Raźny, Bochenek, Salwiński, Lembas, Wrona, Gawęda, Bętkowski, Radziszewski, Gajoch, Pyrlik i in. Dom odświętnie przystrojono, a członkinie Zielonego Krzyża przygotowały skromny poczęstunek. Pluton BCH pod dow. Józefa Pyrlika „Kruka” z Pleszowa ubezpiecza odprawę. Około godz. 12-tej posterunek obserwacyjny melduje, że kilku Niemców zbliża się w kierunku domu. Żołnierze są na stanowiskach gotowi na rozkaz nie dopuścić Niemców. Po krótkiej naradzie postanowiono jednak Niemców dopuścić do domu nie zaczepiając ich, gdyż i tak pluton miał nad nimi przewagę. Niemcy podeszli do domu, do żony Baranika, która do nich wyszła, poprosili o wodę, a napiwszy się odeszli z powrotem tam skąd przyszli. Zimna krew i opanowanie wszystkich zebranych zapobiegła panice, a może nawet niepotrzebnemu rozlewowi krwi. Po odejściu Niemców, narada odbywała się dalej bez przeszkód. W domu tym przechowywał się przez 1,5 roku Stanisław Styczeń, jak również inni ludzie, szukający schronienia przed okupantem. Wiosną 1943 roku w domu Baranika w Mogile odbyła się narada, na której Jan Gajoch oświadczył, że Komitet Powiatowy BCh chce wydawać własne pismo konspiracyjne. Ustalono, że pismo ma się nazywać „Ziemia” i będzie tygodnikiem społeczno-polityczno-oświatowym. Nakład pisma wynosił ok. 2000 egzemplarzy. Komitet Redakcyjny powołany przez Trójkę Powiatową składał się z inteligencji tutejszej gminy oraz działaczy chłopskich z BCh z Mogiły i z Krakowa. Redaktor Władysław Sterbe, prokurator, syn chłopski, zamieszkały w Krakowie odbijał matryce, które następnie powielano w Mogile w domu Tadeusza Chybały. Dom ten był zwany „ruskim”. Czasopismo „Ziemia” powielali Tadeusz Chybała i Antoni Kasznik, pod opieką Antoniego Baranika. Praca odbywała się w czasie nocy i strzeżona była przez oddział specjalny BCh pod komendą „Kotka”, młodego robotnika. Powielacz dał Sterbe, który dostarczono do Chybały, przez Stanisława Marsa. Maszyna do pisania została zabrana w Szycach przez oddział „Wichurki”, którą także dostarczył Mars do Józefy Strychalskiej, maszynistki redakcji. Do Komitetu Wydawniczo-Redakcyjnego należeli znani działacze chłopscy: Władysław Sterbe - prokurator, Jan Gajoch z Pleszowa - syn chłopski, rolnik, Józef Salwiński z Bieńczyc, zam. w Czyżynach - syn chłopski, adwokat, Teodor Cygan z Pleszowa - syn chłopski, Tadeusz Chybała z Mogiły - syn chłopski, Walenty Naturski z Krzesławic (lub z Krzeszowic) - nauczyciel, Stanisław Sędor z Wieliczki - pracownik spółdzielni, Stanisław Mars z Krzesławic - porucznik, Walenty Adamczyk - handlowiec, Jan Kotyza z Bieńczyc, ps. „Wiktor” - major, komendant pow. BCh, Józef Sędor ps. „Orkan” zam. w Krakowie - znany działacz ludowy, Stanisław Gawęda, Franciszek Piętak z Rusocic - rolnik, Antoni Baranik z Mogiły - kom. gminnej trójki, działacz spółdzielczy, Antoni Kasznik z Mogiły – rolnik. Kolportaż czasopisma „Ziemia”, odbywał się przez łączników. Do Miechowa odsyłano ok. 500 egz. Rozdział czasopisma był dokonywany na miejscu przez łącznika powiatowego Teodora Cygana, na terenie Wieliczki kolportaż prowadził Stanisław Sędor, na powiat chrzanowski pisma odbierał Walenty Naturski, na powiat krakowski (część zach.) odbierał Franciszek Piętak. „Ziemia” wychodziła do czasu oswobodzenia i była wydawana w takiej tajemnicy, że do końca nawet najbliżsi sąsiedzi nie wiedzieli, gdzie jest drukowana. Nie było żadnej wsypy.

Tuż nad Wisłą, koło samego wału leży gromada Chałupki, należąca do gminy Ruszcza. Mieszkał tam Franciszek Sendor, zagorzały „wiciarz” i radykalny ludowiec. Jego młodszy brat, Piotr, w czasie ucieczki w 1939 roku zaginął gdzieś bez śladu. Jakież było zdziwienie Franka, gdy pewnego dnia pod koniec 1943 roku zjawił się u niego jakiś obcy człowiek i wręczył mu maleńką karteczkę z zapisanymi na niej kilku słowami. Uradowany Franek rozpoznał pismo swojego brata Piotra, którego uważał za zaginionego. Brat mu donosił, że żyje i jest w Rosji, i prosi aby oddawcy tej kartki udzielił wszelkiej pomocy. Człowiek ten i dwie kobiety okazali się sowieckimi spadochroniarzami, szukającymi miejsca na ulokowanie radiostacji, rzeczy niebezpiecznej, lecz prośbie brata nie mógł Franek odmówić. Zawiadamia o tym wydarzeniu komendę BCh, która jego stanowisko aprobuje i obiecuje udzielić pomocy i opieki. Radiostacja została umieszczona na strychu w domu Sendora, a częściowo po drugiej stronie Wisły na Grabiu, na cmentarzu. Radiostacja działała przez zimę i lato, przesyłając meldunki do Związku Radzieckiego o umocnieniach niemieckich, o ślepych lotniskach, o przemarszu wojsk itp. Gdy w 1945 roku ruszyła ofensywa sowiecka, samoloty korzystając z dostarczonych przez radiostację wiadomości leciały prosto na cel. Było w tym trochę i naszej zasługi, gdyż nasze oddziały czuwały nad bezpieczeństwem stacji. Niemcy szukali jej po okolicy radiowozem wychwytującym fale radiowe. Myliły go jednak zrzucone przez samoloty małe aparaty, które uruchamiane korbą przez naszych ludzi w czasie pracy tamtej radiostacji, nadawały podobne sygnały, co Niemców dezorientowało. Zdarzyło się, że w Pleszowie w domu Jana Walczaka, za cmentarzem, gdy przez dłuższy czas działał taki aparat, Niemcy tak szybko podjechali pod dom, że ledwo zdołano ukryć taki aparat w kominie i Niemcy go nie znaleźli. Aparat ten obsługiwał Jan Gajoch (kuzyn Jana Gajocha, przew. Trójki pow.). Przez stację kolejową Batowice przejeżdżały liczne transporty kolejowe. Oddział LSB ostrzelał niemiecki oddział pilnujący mostu, rozbroił go i uszkodził szyny na wiadukcie, powodując kilkudniową przerwę w ruchu. Z polecenia komendanta powiatowego LSB „Dęba”, przeprowadzał także akcje poza terenem naszej gminy. (...)


Łączność i prasa podziemna

Ważnym czynnikiem była łączność. Łącznicy byli na każdym stopniu organizacyjnym. Teodor Cygan ps. „Czarny” był łącznikiem powiatowym, a gminnym Wincenty Gajoch, obaj z Pleszowa. Łącznicy należeli do komend i spełniali zadania zlecone przez trójki gminne i gromadzkie. Od góry, czyli od zarządu wojewódzkiego, szły rozkazy i polecenia, zaś od dołu, czyli zarządów gromadzkich i gminnych, meldunki i doniesienia. Do obowiązków łączników należało przenoszenie prasy i meldunków. Prasa przychodziła do nas z Warszawy. Przez jakiś czas przywożona była koleją, później z powodu ciągłych łapanek na kolejach szła od powiatu do powiatu. Trwało to dłużej, lecz mniejsze było ryzyko wsypy. Pocztę przywożono do Pleszowa z Igołomii. Przywoził ją „Kwiatek” do Wincentego Gajocha, gdzie była rozdzielana na powiat krakowski, wadowicki i bocheński. Gajoch wiozący prasę na rowerze został raz zatrzymany przez patrol policyjny w Igołomii. Dokładnie go zrewidowano, lecz prasy przy nim nie znaleziono, a tylko dlatego, że w patrolu tym był policjant z Mogiły – Stanisław Zema, który pozostawał w kontakcie z organizacją i on to właśnie tak gorliwie przeszukiwał bagaż i rower, a przy tym głośno krzyczał, by zadowolić Niemców. Punkty odbioru prasy dla powiatu krakowskiego znajdowały się na terenie miasta. Czuwał nad nimi „Czarny”, a znajdowały się w różnych miejscach, kościołach, domach prywatnych itp.(...) Do naszej gminy przychodziły następujące pisma konspiracyjne: „Orka”, „Przez Walkę do Zwycięstwa”, „Żywią i Bronią”, „Biuletyn Informacyjny”, „Dziennik Polski” i in. Wymienialiśmy także prasę z innymi organizacjami jak AK, WRN (Wolność Równość Niepodległość)


Tajne nauczanie

Na terenie gminy odbywało się tajne nauczanie w zakresie szkoły średniej. Przewodniczącym sekcji TN. był Józef Celiński - kierownik szkoły w Bieńczycach. Komplety tajnego nauczania czynne były w Bieńczycach, Mogile, Pleszowie, Czyżynach i Luboczy. Pracowali w nich: Józef Celiński, Jan Rusak, Jan Kotyza, Maria Kotyzowa, Wincenty Choma.


Młody Las”

Nie zapomniano o „wiciowej” młodzieży. Przewodniczącym „Młodego Lasu” na gminę Mogiła był Kazimierz Zamojski z Krzesławic. U niego w domu odbywał się kurs młodzieżowy, organizacyjno-ideowy, którego wykładowcami byli działacze „wiciowi”: Mieczysław Kabat, Roman Złotek, Edward Czubek. Było 25 uczestników kursu. Przez trzy dni młodzi ludzie rozważali wady ustroju kapitalistycznego, które były przyczyną wojny. Zastanawiano się nad przyszłym ustrojem, opartym na spółdzielczości i chłopskich gospodarstwach, które miały tworzyć spółki maszynowe i wspólnie uprawiać ziemię, obniżając przez to koszty produkcji.


Zielony Krzyż”

Z inicjatywy Kazimiery Gajoch, członkini Zarządu Wojewódzkiego oraz przewodniczącej Dekcji Kobiet przy powiatowym zarządzie Stronnictwa Ludowego, zostaje powołany w 1943 roku na terenie gminy „Zielony Krzyż” – konspiracyjna organizacja kobiet SL. Do trójki gminnej czyli zarządu gminnego weszły: Maria Cygan z Pleszowa, Zofia Zybura z Bieńczyc, Maria Kwater z Grębałowa. Do trójek gromadzkich należały: Katarzyna Witkówna, Irena Stolarska, Katarzyna Wysocka - w Kantorowicach, Franciszka Bochenek, Maria Mars, Zofia Walerian - w Krzesławicach, Zofia Celińska, Maria Jędrszczyk - w Bieńczycach, Maria Jędrszczyk, Maria Wąs, Katarzyna Ziętara - w Zesławicach, Krystyna Baranik, Antonina Mars, Maria Broś - w Mogile, Maria Nowak, Zofia Stefańska, Maria Cygan – w Pleszowie.

„Zielony Krzyż” skupiał w swych szeregach kobiety, żony, córki i siostry żołnierzy Batalionów Chłopskich. Za pieniądze uzyskane ze zbiórek zakupowały apteczki, które przewidziane były na wypadek zbrojnej walki z okupantem. Urządzane były kursy na których wykładano historię ruchu ludowego, spółdzielczość, oraz służbę samarytańską. W grudniu 1943 roku odbył się taki kurs dla przewodniczących gminnych trójek całego powiatu w Krakowie przy ul. Prądnickiej w mieszkaniu Wojciecha Jarzyny. Kurs trwał 3 dni, uczestniczek było 30. Wykłady prowadzili: Barbara Matusowa, Kazimiera Gajoch, Roman Złotek. Kurs zakończono uroczystym podwieczorkiem i odśpiewaniem hymnu „Jeszcze Polska nie zginęła”. Podniesione na duchu uczestniczki rozjechały się do swych domów, by potem przystąpić do pracy organizacyjnej na swoim terenie. Jeden kurs odbył się w szkole podstawowej w Bieńczycach, prowadzony był przez pracowników „Społem”, jego kierowniczka była Zofia Legan. Kurs trwał 7 dni, krótszy, 3 dniowy odbył się w domu Antoniego Baranika w Mogile.
Po Powstaniu Warszawskim

W październiku 1944 roku, po upadku Powstania Warszawskiego, Niemcy wywożą pozostałą przy życiu, obdartą i wynędzniałą ludność Warszawy do różnych powiatów, a następnie przydzielają odpowiednie grupy warszawiaków do gmin położonych na ich terenie. Na wiadomość o tym zebrała się trójka gminna, i z jej inicjatywy wybrano oficjalny komitet gminny, którego zadaniem było niesienie pomocy wysiedlonej ludności, w gromadach zaś powołano komitety. W oznaczonym dniu na stacje Kocmyrzów i Bieńczyce przybyły pociągi z tysiącem chorych, śmiertelnie zmęczonych i wystraszonych ludzi. Czekały na nich furmanki wysłane przez poszczególne gromady. Powołany komitet przydzielił poszczególnym gromadom odpowiednie ilości warszawiaków. Po dokonanym rozdziale pozostało jeszcze około 250 osób, które komitet musiał zakwaterować w zabudowaniach OO. Cystersów w Mogile. Osobami przydzielonymi do gromad zajęły się komitety gromadzkie, przydzielając im kwatery u chłopów oraz wyżywienie. Zakwaterowanymi w klasztorze zajął się komitet gminny, dostarczając żywność i opiekę sanitarną. Na ten cel zarządzono zbiórkę żywności po gromadach i okolicznych młynach. Trójka gminna nakładała również na bogacących się w czasie wojny spekulantów kary pieniężne, które przeznaczono na pomoc dla wysiedleńców. W tym czasie nasze oddziały, rozbroiwszy strażników skonfiskowały we młynie w Mogile (w Gwoździarni) kilka ton mąki i kaszy, z której skorzystali warszawiacy oraz biedniejsza ludność i działacze ludowi na terenie Krakowa. (...) Wypada nadmienić, że nieszczęśliwej ludności z Warszawy, nie wszyscy obywatele naszej gminy okazali życzliwość. Z polecenia trójki gminnej interweniowały nasze oddziały LSB czy BCH, najpierw wyjaśniając potrzebę udzielenia pomocy, a gdy to nie pomagało, uciekano się do bardziej radykalnych środków.

Przy wkraczaniu Armii Czerwonej i wycofywaniu się Niemców, w czasie patrolowania okolicy, został ciężko ranny w nogę komendant powiatowy Ludowej Straży Bezpieczeństwa – Stanisław Mars ps. „Dąb” z Krzesławic. Jest dzisiaj kaleką bez nogi, żyje w zapomnieniu bez najskromniejszych środków do życia.



  1   2   3   4   5   6


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna