Ks. Waldemar Hanas, ks. Zbigniew Sobolewski Ja jestem życiem (J 14,6)



Pobieranie 436,86 Kb.
Strona5/5
Data29.11.2017
Rozmiar436,86 Kb.
1   2   3   4   5

Odwaga przyjęcia życia takim, jakim jest
Innym, wspominanym w Ewangelii wydarzeniem z życia Maryi, jest narodzenie Chrystusa w Betlejem (Łk 2,1-7). To wydarzenie świętujemy każdego roku, duchowo pielgrzymując do surowej groty dla zwierząt, aby pośrodku nocy ujrzeć światło nadziei (zob. Łk 1,78).

Wkrótce po tym wydarzeniu ma miejsce złożenie ofiary za narodziny Chrystusa w świątyni Jerozolimskiej. Maryja i Józef, zgodnie z obyczajami religijnymi, przynieśli Dziecię Jezus do świątyni, aby Je „przedstawić Panu” (Łk 2,22) i złożyć w ofierze „parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego” (w. 24). To ofiara ubogich za narodziny pierworodnego syna. Przy tej okazji doszło do spotkania Świętej Rodziny ze starcem Symeonem i prorokinią Anną (Łk 2,25-38). Symeon wielbił Boga za to, że pozwolił mu doczekać spełnienia swych obietnic. Do Maryi wypowiedział prorocze słowa: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i powstanie wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu” (Łk 2,34).

Słowa Symeona – jak uczy tradycja chrześcijańska – sprawdziły się siedmiokroć. Już w tym momencie, gdy usłyszała jego słowa, ból przeniknął Jej matczyne serce. Później cierpiało ono jeszcze boleśniej. Zwłaszcza, gdy Maryja patrzyła na Niego, idącego z krzyżem na plecach, a potem umierającego w pogardzie i wreszcie – martwego.

W słowach Gabriela nie było zapowiedzi cierpienia. Wprawdzie Maryja mogła się domyślać, że nie będzie łatwo być Matką Syna Boga Najwyższego, który zasiądzie na tronie Dawida. Niemniej jednak, o cierpieniu – ani Jej, ani Syna – Gabriel nie wspominał.

Mogłaby więc czuć się zawiedziona, rozczarowana drogami, po których Bóg Ją zamierza prowadzić. Już w Betlejem doświadczyła, że wypełnienie woli Bożej nie jest łatwe. Znalazła się w sytuacji bez wyjścia. Jakby Bóg o Niej zapomniał i opuścił w potrzebie. Być może, wiele innych osób, które znalazłyby się w podobnej sytuacji, zwątpiłoby w dobroć Bożą i straciło ducha. Poczułoby się również opuszczonymi i zdradzonymi. Bóg wybiera i przeznacza do misji, obdarza odpowiedzialnym zadaniem, a jednocześnie wycofuje się i nie ułatwia jego realizacji.

Maryja jednak nie traci ducha. Nie ulega zniechęceniu, nie narzeka. Nie wycofuje się, lecz przyjmuje wydarzenia takimi, jakimi są. Jej spojrzenie na to, co się dzieje, czego doświadcza, jest spojrzeniem człowieka dojrzałego w ufności, człowieka całkowitego zawierzenia Bogu. Wiara Maryi jest tak wielka, że nawet niesprzyjające okoliczności życiowe i cień krzyża nie potrafią nią zachwiać. Maryja należy do tych ubogich Jahwe, którzy całą nadzieję pookładają jedynie w Nim – spokojni, że Bóg nie zawiedzie, że zawsze dotrzymuje słowa, nawet wtedy, gdy zdaje się znikać z horyzontu.

To również ważna wskazówka duchowa dla naszego chrześcijańskiego życia. Uczmy się od Maryi mądrości życiowej, która polega na umiejętności przyjmowania życia takim, jakim jest: z jego ograniczeniami, niedoskonałością i cierpieniem. Wiele osób infantylnie patrzy na życie, także na życie wiary. Wydaje się im, że jeśli Bóg powołał ich do zbawienia i ofiarował jakieś specyficzne powołanie, to będzie trzymał ich «pod kloszem» swej Boskiej Opieki. Że pousuwa przeszkody, uczyni z życia «wycieczkę» – przyjemną, wesołą, satysfakcjonującą. Sprawi, że będą zrozumiani przez innych, akceptowani i podziwiani.

Tymczasem, życie ma swoje ograniczenia, a realizacja życiowego powołania napotyka na mniejsze lub większe przeszkody. Nie można się uśmiechać cały czas. Nie można się bawić w przyjemne i szczęśliwe życie, gdyż dają znać o sobie różne jego niedoskonałości.

Zawsze też zwracajmy się do Boga jako do Tego, któremu można zaufać. To o Nim, o Jego przedziwnym działaniu, daje świadectwo Psalmista:

„Miłuję Cię, Panie, mocy moja,

Panie, ostojo moja i twierdzo, mój wybawicielu,

Boże mój, skało moja, na którą się chronię,

tarczo moja, mocy zbawienia mego i moja obrono! 

Wzywam Pana, godnego chwały,

i jestem wolny od moich nieprzyjaciół.

Ogarnęły mnie fale śmierci i zatrwożyły mnie odmęty niosące zagładę; 

oplątały mnie pęta Szeolu, zaskoczyły mnie sidła śmierci. 

W moim utrapieniu wzywam Pana i wołam do mojego Boga;

usłyszał On mój głos ze swojej świątyni,

a krzyk mój dotarł do Jego uszu.

(…) On wyciąga rękę z wysoka i chwyta mnie,

wydobywa mnie z toni ogromnej;

Wyrywa mnie od przemożnego nieprzyjaciela,

od mocniejszych ode mnie, co mnie nienawidzą. 

Napadają na mnie w dzień dla mnie złowrogi,

lecz Pan jest moją obroną,

wyprowadza mnie na miejsce przestronne;

ocala, bo mnie miłuje. 

(…) Bo Ty, Panie, każesz świecić mojej pochodni:

Boże mój, oświecasz moje ciemności.

Bo z Tobą zdobywam wały,

mur przeskakuję dzięki mojemu Bogu. 

Bóg – Jego droga jest nieskalana,

słowo Pana w ogniu wypróbowane;

On tarczą dla wszystkich, którzy doń się chronią. 

Bo któż jest Bogiem – prócz Pana?

Lub któż jest Skałą – prócz Boga naszego?

Bóg, co mocą mnie przepasuje i nienaganną czyni moją drogę”

(Ps 18,2-7. 17-20. 29-33)

Jak Maryja, umiejmy przyjmować nasze codzienne życie takim, jakim jest – z jego ograniczeniami i troskami. Nie dziwmy się, że za szczęście trzeba nam zapłacić sobą. Zwłaszcza prośmy Pana Boga o to, aby niepowodzenia życiowe i porażki nie powalały nas na ziemię i nie osłabiły naszej wiary w Niego. Prośmy Boga o odwagę akceptowania życia, nawet, gdy nas nie satysfakcjonuje i przynosi wiele cierpienia.


Bezsilność pełna mocy wiary
W Ewangelii św. Jana znajdujemy wzmiankę o tym, że Maryja stała pod krzyżem i patrzyła na śmierć swego Syna. „A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój». Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja». I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie” (J 19,25-27).

To tylko trzy wersety. Trzy wersety nabrzmiałe cierpieniem tych, którzy kochali Jezusa i nienawiścią Jego wrogów. Dialog Chrystusa z uczniem i Matką przezwycięża okrucieństwo umierania. Skupia się na misji, na zadaniu. Jezus z krzyża łączy losy umiłowanego ucznia z losami swej Matki – i losy Matki z Kościołem.

Maryja stoi pod krzyżem Syna bezsilna. Nie może nic zrobić, by uratować Go, albo przynajmniej ulżyć Jego męce. Może jedynie patrzeć jak umiera, prosząc Boga, by skrócił Jego cierpienie. Wydaje się więc stać u szczytu Golgoty, jakby u szczytu klęski proroctwa – zapowiedzi wypowiedzianej przez Archanioła Gabriela. Zdaje się fizycznie odczuwać miecz, który przepowiedział Jej Symeon. Gdyby Maryja nie miała wiary, w Jej sercu mogłoby się zrodzić przypuszczenie, że całe Jej życie straciło sens. Okazało się totalną porażką. Jej Syn nie zasiadł na tronie Dawida. Słowa Archanioła są złudzeniem: On wisi na krzyżu.

Tymczasem Maryja trwa pod krzyżem i głęboko wierzy, że Bóg ten krzyż wpisał w swoje zbawcze plany. Wierzy razem ze swoim Synem, że ich życie oddane całkowicie Ewangelii o Bogu, który jest Miłością, nie jest stracone. Maryja żyje nadzieją, mimo królowania śmierci. Wbrew jej realności i sile.

Maryja żyje echem słów Gabriela: „Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego” (Łk 1,37). Maryja kocha Boga miłością, która jest silniejsza, niż okrucieństwo faktów. Kocha Go miłością większą od cierpienia i wie, że tam, gdzie człowiek rozkłada bezradnie ręce, Bóg wymyśla nowe rozwiązania. Tam, gdzie człowiek napotyka na mur, tylko Bóg znajduje sposób, aby go zburzyć.

A my? Czy jak Maryja, jesteśmy gotowi zaakceptować wszystko, co pochodzi z woli Boga? Czy jak biblijny Hiob, ze spokojem możemy powiedzieć: „Dobro przyjęliśmy z ręki Boga. Czemu zła przyjąć nie możemy?” (Hi 2,10).

Jak przyjmujemy wieść o śmierci naszych bliskich? Czy umiemy przeżywać ją w duchu wiary? Czy tym bolesnym momentom towarzyszy nasza ufna modlitwa za siebie i za nas?
Maryja w pełni życia
Kościół, chociaż nie ma o tym wzmianki w Ewangeliach, głęboko wierzy, że Maryja, po zakończeniu swego ziemskiego życia, została obdarzona pełnią zbawienia i cieszy się chwała nieba. Stąd pobożność wiernych od wielu wieków czci wniebowzięcie Maryi i Jej ukoronowanie na Królową nieba i ziemi.

Wniebowzięcie jest jakby naturalną konsekwencją Jej życia. Zjednoczona z Synem na ziemi, nie mogła zostać od Niego odłączona po zakończeniu swego życia ziemskiego. Autor Listu do Rzymian przypomina chrześcijanom, że od momentu chrztu, kiedy zostali uwolnieni od ciężaru grzechu i podjęli decyzję całkowitego oddania się Chrystusowi, nie żyją już według pożądań cielesnych, ale według Ducha Świętego. „Jeżeli natomiast Chrystus w was mieszka, ciało wprawdzie podlega śmierci ze względu na skutki grzechu, duch jednak posiada życie na skutek usprawiedliwienia. A jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa Jezusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha. Jesteśmy więc, bracia, dłużnikami, ale nie ciała, byśmy żyć mieli według ciała. Bo jeżeli będziecie żyli według ciała, czeka was śmierć. Jeżeli zaś przy pomocy Ducha uśmiercać będziecie popędy ciała – będziecie żyli. Albowiem wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi. Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: Abba, Ojcze! Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa, skoro wspólnie z Nim cierpimy po to, by też wspólnie mieć udział w chwale (Rz 8, 9-17).

To, co św. Paweł mówi o chrześcijanach, jak najbardziej możemy odnieść do Maryi. Ona, jak żaden inny człowiek, żyła w Duchu Świętym i według Ducha. Ona też zasłużyła na to, aby otrzymać życie wieczne, będąc umiłowaną Córką Boga Ojca i Matką Syna Bożego. Do Niej, jak do żadnej innej osoby, należy dziedzictwo, które stało się w Chrystusie udziałem zbawionych.

Maryja, ze względu na swą miłość matczyną do Chrystusa oraz posłuszeństwo wiary, jakie okazywała Bogu, jest pierwszym owocem odkupienia. „Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra; z tymi, którzy są powołani według Jego zamiaru. Albowiem tych, których od wieków poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był pierworodnym między wielu braćmi. Tych zaś, których przeznaczył, tych też powołał, a których powołał – tych też usprawiedliwił, a których usprawiedliwił – tych też obdarzył chwałą. Cóż więc na to powiemy? Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować? Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał? Czyż Bóg, który usprawiedliwia? Któż może wydać wyrok potępienia? Czy Chrystus Jezus, który poniósł za nas śmierć, co więcej – zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami? Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Jak to jest napisane: Z powodu Ciebie zabijają nas przez cały dzień, uważają nas za owce przeznaczone na rzeź. Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym”. (Rz 8, 28-39)

Historia Maryi ma swój dalszy ciąg. Doczesność znajduje swe ujście w wieczności, jak rzeka znajduje swe ujście w oceanie. I tak, jak Chrystus zmartwychwstał i zasiada po prawicy Ojca, tak też i Maryja zostaje wprowadzona do wspólnoty zbawionych w niebie.

Ukoronowanie Maryi na Królową nieba i ziemi, tak drogie pobożności ludowej, jest wspaniałym zwieńczeniem dzieła, które dokonał Bóg. Jest wypełnieniem słów Archanioła: „Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami” (Łk 1,28).

W tym wydarzeniu kontemplujemy w wierze „Niewiastę obleczoną w słońce i księżyc pod Jej stopami, a na Jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12,1), przepowiedzianą już w raju Matkę Mesjasza, który zmiażdży głowę węża (Rdz 3,15).

Wniebowzięcie i ukoronowanie Maryi są znakami zwycięstwa Chrystusa nad śmiercią. Owocami Jego triumfu na krzyżu.

Pełnia szczęśliwego życia w królestwie Chrystusa, którą cieszy się Matka Najświętsza, jest dla wierzących znakiem pociechy i nadziei. Trzeba, byśmy wpatrywali się w Maryję ukoronowaną radością nieba, aby umacniać się w wierze i miłości do Boga, który wspaniale wszystko prowadzi do zbawienia.

Zwłaszcza w chwilach zwątpień, zagubienia czy rozpaczy, przypomnijmy sobie, jak trudna drogą Bóg poprowadził Maryję do nieba. Niech Jej wytrwałość, cierpliwość i ufność, będą dla nas natchnieniem do wierności Bogu i Jego Ewangelii. Zwrócił na to uwagę Benedykt XVI w Orędziu na XXVI Światowy Dzień Młodzieży w 2009 r.:

„Maryja wstawia się za nami i w ciemnościach naszych problemów wiedzie nas na spotkanie ze Zmartwychwstałym w blasku jutrzenki. Pragnę zakończyć to Orędzie, drodzy młodzi przyjaciele, pięknymi i znanymi słowami św. Bernarda, zainspirowanymi tytułem Maryi Stella maris, Gwiazda Morza: «Kiedy pośród zmiennych kolei teraźniejszości spostrzegasz, że to nie ty idziesz po ziemi, lecz gwałtowne wichry niosą cię to tu, to tam, wypatruj blasku tej gwiazdy, żeby nie ulec siłom żywiołu. Jeśli podniosą się wiatry pokus, jeśli wpadniesz na rafy cierpienia, patrz na gwiazdę, wzywaj Maryi (…). W niebezpieczeństwach, trwogach, wątpliwościach – myśl o Maryi, wzywaj Maryi (…). Jeżeli za Nią pójdziesz, nie zbłądzisz; jeśli będziesz Ją prosił, nie popadniesz w rozpacz; jeśli o Niej będziesz myślał, nie zginiesz. Jeśli Ona będzie twoją Przewodniczką, nie zmęczysz się; jeżeli Ona będzie ci pomagać, szczęśliwie dotrzesz do portu» (Homilie na cześć Dziewicy Matki 2,17)”.

Historia ziemskiego życia Maryi kończy się zmartwychwstaniem i wyniesieniem do chwały. Nasze ziemskie życie jest również wędrowaniem do domu Ojca. „Kontemplując Maryję w niebieskiej chwale pojmujemy, że również dla nas ziemia nie jest ostateczną ojczyzną i jeśli żyjemy, dążąc do zdobycia dóbr wiecznych, pewnego dnia będziemy dzielili Jej chwałę, a ziemia stanie się jeszcze piękniejsza. Dlatego też nawet pośród niezliczonych codziennych trudności nie powinniśmy tracić pogody ducha i pokoju. Świetlisty znak Wniebowziętej jaśnieje jeszcze bardziej, kiedy wydaje się, że na horyzoncie gromadzą się ponure mroki cierpienia i przemocy. Jesteśmy pewni, że w wysoka Maryja strzeże naszych kroków z czułością i troską, uspokaja nas w godzinie ciemności i burzy, oraz podtrzymuje swoja matczyną ręką. Umocnieni tą świadomością, idziemy pełni ufności naszą drogą chrześcijańskiego powołania, po której prowadzi nas Opatrzność” (Benedykt XVI, Przemówienie na audiencji generalnej 16 sierpnia 2006 r., w: L’Osservatore Romano 12 (2006), s. 12-13).

A zatem: „«Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. Gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę». Odezwał się do Niego Tomasz:«Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?» Odpowiedział mu Jezus: «Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie»” (J 14,1-6).
„O Maryjo,

Jutrzenko nowego świata,

Matko żyjących,

Tobie zawierzamy sprawę życia:

spójrz, o Matko, na niezliczone rzesze

dzieci, którym nie pozwala się przyjść na świat;

ubogich, którzy zmagają się z trudnościami życia;

mężczyzn i kobiet — ofiary nieludzkiej przemocy;

starców i chorych, zabitych przez obojętność

albo fałszywą litość.

Spraw, aby wszyscy wierzący w Twojego Syna

potrafili otwarcie i z miłością głosić

ludziom naszej epoki –

Ewangelię życia.

Wyjednaj im łaskę przyjęcia jej

jako zawsze nowego daru,

radość wysławiania jej z wdzięcznością

w całym życiu

oraz odwagę czynnego i wytrwałego

świadczenia o niej,

aby mogli budować,

wraz z wszystkimi ludźmi dobrej woli,

cywilizację prawdy i miłości

na cześć i chwałę Boga Stwórcy,



który miłuje życie.”

(Jan Paweł II, Evangelium vitae).

1   2   3   4   5


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna