Ks prof. Paweł siwek, T. J



Pobieranie 4,27 Mb.
Strona1/8
Data31.10.2017
Rozmiar4,27 Mb.
  1   2   3   4   5   6   7   8

KS.PROF. PAWEŁ SIWEK T.3.

i

S2












Ks. prof. Paweł SIWEK, T.J.

EWOLUCJONIZM

W ŚWIETLE NAUKI

IBI

KATOLICKI OŚRODEK WYDAWNICZY

V E R I TA S 4-12 Praed Mews, London, W.2. England.

TOM XI SERII ZIELONEJ „BIBLIOTEKI POLSKIEJ"

Londyn 1973

WSTĘ1P


© 19 7 3

Za zezwoleniem Władzy Duchownej Printed in England

A. Labbe, żarliwy ewolucjonista, pisze co na­stępuje: „Filozofia ma sposób sobie tylko właści­wy wyjaśniania rzeczywistości. Toteż czy chcemy, czy nie chcemy, jesteśmy zniewoleni przejść poza granicę, na której zatrzymują się zjawiska. Innymi słowy, — musimy sięgnąć do filozofii" (1929). F. Mainx przestrzega przed „niebezpieczeństwem, które zagraża przyszłemu rozwojowi biologii z po­wodu zubożenia rozumowania filozoficznego w bada­niach naukowych" (1959, 56). W.H. Thorpe kończy wykład o biologii Dingle'a słowami: „Biologia jest częścią filozofii i prowadzi do filozofii" (1961, 53). Podobny pogląd spotkać można u L. von Bertalanf-fy'ego (1949,189) i wielu innych biologów.

Mnożą się z dniem każdym coraz liczniejsze dzieła, które „dopełniają" problemy biologiczne rozważaniami natury filozoficznej- Poczesne miejsce wśród autorów tych dzieł zajmują F. Le Dantec (1907), E. Callot (1957), H. Driesch 1909), R. Dalbiez (1927), R.S. Lillie (1945), Fr. Gregoire (1948), V.E. Smith (1953, 1962), Gaffron (1962), F. Dagognet (1955) itd. I moja również praca pt. Biologia Me­taphysica1 miała zadanie naświetlić filozofią (mte-tafizyką) wielkie problemy biologii, taJkie jak defi­nicja (istota) życia, charakterystyczna „jedność" organizmu żywego przy niezliczonej ilości jego czę­ści składowych i narządów, jego sprawność i celo­wość w działaniu, jego właściwa „przyczyna", za­równo imanentna (vis vitalis, archeon, dusza), jak zewnętrzna (warunki otoczenia). Ogół tych proble­mów nie da się w pełni rozwiązać metodami, któ-

1 Stanowi ona pierwszą z trzech części, składających się na dzieło „Psychologia Metaphysica" (Roma, Uniwerg. Gregor., 1965, wyd. 7).

Printed by Yeritas Foundation Press, 4 Praed Mews, LondOn, W.2.

rymi się posługuje biologia eksperymentalna. Wy­maga głębszej sondy, by użyć wyrażenia Bergsona-Wymaga refleksji filozoficznej (metafizycznej).

Niniejsza praca nie ma jednak na celu poda­wać całokształtu „filozofii biologicznej" czy „biolo­gii filozoficznej", lecz tylko zaledwie jeden jej fra­gment, a mianowicie początek żyda na Ziemi i po­wstanie różnorodnych gatunków istot żywych.

Problem ten możemy określić słowem „ewolu-cjonizmu", wziętym w znaczeniu, jakie mu dość ogól­nie nadawano w ubiegłym stuleciu. Rozumiano przez nie — jak wiadomo — doktrynę filozoficzno-przyro-dniczą, wyjaśniającą poszczególne etapy, przez któ­re Ziemia przechodziła w swym rozwoju, by ze stanu mgławicy dojść do aktualnej swej formy i przebo­gatych jej tworów.

Problem powstania „gatunków żywych" na Zie­mi i problem „początków życia" na niej łączą się ściśle ze sobą. W rzeczy samej, problem ostatni jest logicznym przedłueniem problemu pierwszego. Jeśli bowiem — jak tego chcą ewolucjoniści — każdy żywy gatunek zawdzięcza swe powstanie transfor­macji gatunku uprzedniego, to cofając się ciągle w ten sposób wstecz, dojdziemy prędzej czy później do chwili, w której nie było w ogóle życia na Ziemi. I będziemy musieli sobie odpowiedzieć na pytanie: jak — dzięki jakiej „transformacji" — zjawił się na Ziemi pierwszy gatunek żywy, zaistniał pierwszy żywy organizm ?

Dla względów jednak metodycznych będę naprzód omawiał problem początku życia na Ziemi, a później dopiero ewolucję gatunków żywych. Przedstawię w skrócie wykłady, które prowadziłem na Uniwersytecie Gregoriańskim i Laterańskim w Rzymie, na Uniwersy­tecie Katolickim Rio de Janeiro i Fordham Universi-ty w Nowym Yorku USA — oczywiście skrupulatnie dopełnione zdobyczami naukowymi lat ostatnich2.

2 Na te dwa tematy wygłosiłem ostatnio szereg konferen­cji publicznych, np. na Zjeździe Naukowym Polonii Zagrai-nicznej w Londynie (10.IX.1970) i w Instytucie Nauk Kościel­nych w Rzymie 31.1.1968; 21.1.1970). Właśnie dla zadośćuczy­nienia usilnym prośbom moich słuchaczy zdecydowałem wydać niniejszą pracę.

6

CŚĆ PIERWSZA

POCZĄTEK ŻYCIA NA ZIEMI

Rozdzi I

Problem powstania życia

Życie takie, jakie istnieje na ziemi, nie jest wieczne — miało ono początek w czasie \ Aby bo­wiem organizm mógł żyć, muszą być zrealizowane pewne nieodzowne warunki. Wymieńmy niektóre z nich: temperatura nie może być zbyt wysoka — inaczej syntezy albuminowe (szczególne formy pro­teiny, obecne we wszystkich organizmach, zwierzę­cych i roślinnych) byłyby niemożliwe; woda atmo­sferyczna musi być dostatecznie zgęszczona, aby dać początek oceanom i rzekom. A to nie tylko dlatego, że bardzo wiele organizmów żyje w wodzie, lecz nad­to — i przede wszystkim — dlatego, że organizm składa się w olbrzymiej części (80% - 90%) z wody. Wreszcie skorupa ziemska musi być dostatecznie twarda, aby móc utrzymać na sobie jestestwa żywe.

Otóż jakąkolwek teorię przyjąć co do początku samej Ziemi2, pewne jest, że wymienione w tej chwi­li warunki nie istniały na niej zawsze. W chwili bo­wiem rozpoczęcia biegu Ziemi, tj. (przed około - 5 miliardami lat) temperatura jej wynosiła oko­ło 3000° C. Konsekwentnie więc Ziemia była podów­czas zbiorem luźnych atomów. W tych okoliczno­ściach, oczywiście, żadne w ogóle życie nie mogło na niej istnieć. Wprawdzie dzisiaj żyją pewne bak­terie w gorących źródłach — nazwane dla tej racji thermophiles" * — lecz i one nie potrafią znieść temperatury wyższej nad 85 ° C.

Wszystko to wskazuje na to, że życie organi­czne miało kiedyś swój początek na Ziemi. Co do tego punktu istnieje w dzisiejszej nauce ogólna zgo­da4. Dyskusja zaczyna się dopiero wtedy, gdy chodzi o wyjaśnienie drogi, jaką życie dostało się na zie­mię. Istnieją pod tym względem różne hipotezy.

znajdujące się w owych przestrzeniach, i wraz z ni­mi spadają na Ziemię.

Według Thomsona zarodki życiowe dostały się na Ziemię wraz z meteorami, powstałymi ze zderze­nia się ciał niebieslkich, posiadających już życie.


Rozdział II Panspermia kosmiczna

Wielkim powodzeniem cieszyła się swojego cza­su hipoteza panspermii kosmicznej5. Według niej istnieją od wieczności w przestrzeniach kosmicznych zarodki życiowe w postaci spór, które wraz z pyłem spadają na różne ciała niebieskie; gdy znajdą przy­padkiem na nich pomyślne warunki do życia, rozwi­jają się w organizmy. Życie zatem miało powstać na Ziemi w podobny sposób, w jaki jeszcze dzisiaj powstaje ono na wyspach, które się wynurzają z oceanów. Każdy wie, że dzieje się to pod wpływem spór naniesionych z pobliskich lądów.

Hipotezę tę narzuconą w wielkich zarysach przez Fr. Sales-Guyon de Montlivault (r. 1821) przyjęli i na różny sposób dopełnili H.E. Richter (s. 243-249), William Thomson (lord Kelvin), Svante Arrhenius, wspominając tylko najważniejszych uczonych.

Richter wychodził z założenia, że świat jest nie­skończony i wieczny. Założenie to wywodził z pra­wa zachowania materii i energii. Zatem i życie — wnioskował — które jest tylko szczególną formą energii, istniało zawsze w świecie. Wniosek ten wy­prowadzony a priori starał się poprzeć następują­cymi faktami: po plierwsze, w aerólitach, które niekiedy spadają na Ziemię, znajduje się węgiel (C); pochodzić on może tylko z organizmów żywych; po wtóre, meteory w swym biegu w przestrzeniach mię­dzygwiezdnych przyciągają do siebie zarodki życiowe,

10

Lecz największą uwagę świata uczonego zwróci­ła na siebie hipoteza panspermii w opracowaniu Ar-rheniusa. Wyjaśnia on przenoszenie się zarodków życiowych w przestrzeniach kosmicznych za pomocą hipotezy postawionej przez Eulera (1707-1783). We­dług niej fale świetlne wywierają ciśnienie na ciała, których dosięgają. Hipoteza ta została doświadczal­nie potwierdzona przez Maxwela. Według obliczeń do­konanych przez Schwarzschilda ciśnienie, które słoń­ce wywiera w ten sposób, jest proporcjonalnie wte­dy największe, gdy jego światło pada na ciało sfe­ryczne, którego średnica wynosi 0,00016 mm. Otóż nie brak — ciągnie Arrheius — zarodków żywych, które posiadają te właśnie (a nawet mniejsze) wy­miary. W najwyższych regionach, w których powie­trze jest nadzwyczaj rozrzedzone, zarodki owe pada­ją na pył kosmiczny, naładowany elektronami uje­mnymi; po uzyskaniu od niego tych ładunków są wypychane [przez pyłki posiadające te same elektro­ny] poza atmosferę. Pod wpływem ciśnienia świetl­nego [które samo jedno tam działa] zarodki gnane są przez przestrzenie międzygwiezdne. Jeżeli wów­czas przypadkiem natrafią na ciało niebieskie, na którym istnieją warunki do życia, rozwijają się w żywe organizmy. Tak więc — kończy swe wywody Arrhenius — dostało się życie na Ziemię. Teorię Arrheniusa zwykło się określać nazwą radiopan-spermia" 6.

Różne podnoszono przeciw niej zarzuty. I tak np. niektórzy starali się ją obalić, powołując się na zimno, które panuje w przestrzeniach kosmicznych, a które — twierdzili — na pewno zabiłoby zarodki życiowe. Zarzut nie bardzo przekonywujący! Nie­które bowiem bakterie zachowują życie przez szereg miesięcy w temperaturze — 200' C. Owszem, dodać

11

można, zimno owo, jak każde w ogóle zimno, zwal­nia reakcje chemiczne istoty żywej, a przez to samo potęguje jej wytrzymałość na temperaturę i pozwa­la jej żyć dłużej w owych przestrzeniach, niżby to mogła uczynić w warunkach ziemskich.

Inny zarzut. Organizm potrzebuje koniecznie wody, której zupełnie brak w przestrzeniach kosmi­cznych. By stępić ostrze tego zarzutu, zwolennicy panspermii cytowali dwa następujące fakty:

1) Pleuvococcus indgaris zachował siłę życio­wą po spędzeniu 20 tygodni w absolutnej suszy; 2) ziarna przetrzymane przez M.L. Marąuenne (s. 208-209) przez szereg lat w próżni nie utraciły siły ży­ciowej.

Jeszcze jeden zarzut. Promienie słoneczne zabi­jają zarodki życiowe. Konsekwentnie, gdyby się one do nas istotnie dostały, nie byłyby już żywe. W od­powiedzi na ten zarzut odwołano się do hipotezy W. Roux'a (1850-1924), w myśl której promienie sło­neczne zabijają życie tylko w warunkach normalnych, a nie w próżni absolutnej.

Po tych zarzutach wątpliwej natury przejdźmy do zarzutów, które posiadają siłę przekonywującą. Wymienimy tylko niektóre z nich.

Panspermia stoi w sprzeczności z doświadcze­niem. Węgiel znaleziony w meteorach nie pochodzi bynajmniej od organizmów — przeciwnie niż to gło­sili zwolennicy panspermii — lecz jest związkiem chemicznym (hydrocarbure) podobnym do związku, który często występuje przy stapianiu niektórych ciał nieorganicznych (la fonte de blanche; P. Becąue-rel, 1911, s. 200-206). W węglu, który Pasteur wydobył z meteoru Orgueil i umieścił w warunkach najpo-myślniejszych dla rozwoju życia, nie zjawiły się ni­gdy żadne istoty żywe (A. Lumiere; por. Galonier-Gratsinsky, s. 113). Co zaś dotyczy spostrzeżeń dokonanych przez Ch.B. Lipmana (s. 442-6), który miał znaleźć w meteorze spadłym w Los Aaigeles (USA) zarodki bakteryjne, postrzeżenia te nie budzą w nas zaufania, choćby już z tego względu, że bak-

12

terie znalezione przez niego w meteorze były identy­czne z bakteriami żyjącymi w Los Angeles (Spirillum Vibrum) (Sharat Kumar Roy). Zaznaczmy tu mimo­chodem, że Lipman ogłaszaniem swych spostrzeżeń nie zamierzał bynajmniej potwierdzić panspermii, którą energicznie zwalczał7. Czy jest to w ogóle mo­żliwe — pyta Dauviilier — by zarodki życiowe przywę­drowały do nas w meteorytach? Meteoryty pochodzą przecież od ciała niebieskiego, które znajduje się w stanie księżycowym; konsekwentnie — od ciała poz­bawionego atmosfery i wody, bez których jest nie do pomyślenia życie organiczne. E. Callot (s. 288) koń­czy swe wywody na temat panspermii w następują­cych słowach: „Aż do dzisiejszej chwili nic sgoła nie potwierdza rzekomych bakterii, które uczeni ro­syjscy mieli znaleźć w meteorytach w rolku 1946". Nauce jest zgoła nieznany organizm, którego zarodek nie byłby wzięty z istot żyjących na Ziemi.

Jeszcze większą trudność przeciw panspermii nastręczają promienie pozafiołkowe. Jak wiadomo, rozżarzone gwiazdy wydają z siebie olbrzymią ich ilość i wysyłają je w przestrzenie kosmiczne. Dziwna ich natura — nie świecą, nie grzeją, lecz spalają; w przeciągu kilku (sześciu) godzin, jak to wykazał P. Becąuerel8, zabijają bakterie posiadające najwię­kszą siłę odporną. Jeśli my nie odczuwamy zgubnego wpływu wspomnianych promieni, to tylko dlatego, że Ziemia jest dzisiaj osłonięta powłoką ozonową [gru­bości od półtora do czterech mm], która wchłania w siebie owe promienie; gdyby jej nie było, postradali­byśmy wszyscy wzrok, a w niedługim czasie wszelkie w ogóle życie zniknęłofoy z powierzchni Ziemi. Otóż w przestrzeniach kosmicznych brak takiej powłoki ochronnej; z tego względu zarodki, gdyby się istot­nie w nich znalazły, byłyby doszczętnie zniszczone.

Lecz w wysokiej atmosferze planet czyhają zdradliwie na życie zarodków nie tylko same promie­nie pozafiołkowe. Czynią to samo w równej mierze różne siły abiotyczne, jak m.in. promienie karodycz-ne i promienie X. I one wybiłyby zarodki życiowe,

13

gdyby się przypadkiem znalazły w przestrzeniach ko­smicznych.

Inna trudność. W chwili, gdy meteoryt wpada w atmosferę ziemską, rozżarza się on wskutek tarcia, co pociąga z konieczności za sdbą śmierć zamknię­tych w nim zarodków {życiowych.

Jeszcze jeden zarzut. Teoria panspermii nie roz­wiązuje bynajmniej zagadki życia na Ziemi, lecz ją tylko na dalszy plan odsuwa. Nie pokazuje nam bo­wiem, jak powstało życie w przestrzeniach kosmicz­nych. Bo przecież jestestwa organiczne są bytami „przypadkowymi" (contingentia), według terminolo­gii filozoficznej. Widać to jasno ze zmienności, któ­rej podlegają, i ich niedoskonałości. Nie istnieją z ko­nieczności swojej natury 9. Jedyne wyjście z tej tru­dności, to założyć z góry (dogmatycznie) wieczność świata" i „wieczność życia" na nim. I tego wybiegu chwytają się rzeczywiście panspermiści. Lecz zało­żenie to jest czystą fikcją — nie ma za sobą ani cienia dowodu.

Rozdział III Teoria pirozoiczna

Nie lepszą od panspermii jest teoria pirozoiczna (Preyer, 1872; Th. Fechner, 1873; J. Delboeuf, 1887). Według niej Ziemia była niegdyś jednym organizmem żywym; była nim nawet wtedy, gdy się znajdowała w stanie rozżarzenia10. Podwalinę tej teorii stanowią głównie następujące fakty: 1) życie jest specjalną formą „ruchu", któremu podlega materia; na Ziemi zawsze się znajdował ten ruch; 2) organizm nigdy nie powstaje z materii nieorganicznej, jak wykazuje doświadczenie; z drugiej zaś strony wszelki organizm przechodzi z czasem w materię nieorganiczną przez śmierć; 3) ciała nieorganiczne posiadają równowagę stałą — dla tej też racji życie mogło powstać je­dynie z ciał organicznych, których równowaga jest — jak wiadomo — esencjalnie niestała.

14

Zarzuty przeciw tej teorii można sprowadzić do następujących: przede wszystkim brak wszelkiego jej potwierdzenia w geologii i paleontologii. W po­kładach ery archaicznej (azoicznej) — z wyjątkiem jej ostatniej części (prae-Cambrium) nie znajduje­my żadnego absolutnie śladu życia.

Argumentowi temu nie chcemy jednak przypisy­wać decydującej siły; zachowanie bowiem organizmu w formie „skamieniałości" (fossile) zakłada zespół okoliczności, których istotnie mogło brakować Ziemi w jej pierwotnym stanie. Znane są dobrze archeolo­gom. Trudność przeciw naszemu argumentowi wzro­śnie, gdy się przypuści ze zwolennikami ewohicjoni-jcmu, że życie rozpoczęło się na Ziemi w formie naj­niższych jestestw, coś w rodzaju ameby czy wirusa, nie posiadających zatem części twardych, jakimi są np. kości.

Argument o sile niezbitej przeciw teorii, którą omawiamy, znajdujemy w biologii. Ona bowiem nas uczy, że życie organiczne jest niemożliwe bez pew­nych ściśle określonych warunków: temperatury, wo­dy, atmosfery itp. A tych właśnie warunków brako­wało Ziemi w jej początkowym okresie.

Teoria pirozoiczna implikuje szereg założeń fał­szywych lub dowolnych, które wyrażają wymownie jej głębokie niedomagania. Takimi są: tożsamość życia i ruchu, wieczność świata itp.

Co do pierwszego założenia, to życie — jak wykazaliśmy na innym miejscu (Psychologia Meta-physica, 61 n.) — nie polega na jakimkolwiek ruchu,, lecz na „ruchu immanetnym", czyli ruchu, „odbiera­nym" przez tego właśnie osobnika, który go „wywołu­je". Przykładem takiego ruchu jest np. proces odży­wiania : wychodzi na korzyść osobnika, który go doko­nuje; nie może przechodzić na innego osobnika. Prze­ciwnie, na przykład, proces ogrzewania dosięga osob­nika obcego.

Przejdźmy do drugiego założenia, do wieczności świata. Jak zwolennicy pirozoizmu zdołają ją wy­kazać? W nauce doświadczalnej nie znajdą ani jed-

15-

nego jedynego za nią dowodu! Przeciwnie, znajdą tyl­ko trudności decydujące przeciw niej, czerpane szcze­gólniej z „drugiego prawa termodynamiki" — entro­pii; dalej z metod nowoczesnych mierzenia lat po­kładów geologicznych; wreszcie z astronomii oma­wiającej problem początków świata. Nie znajdą po­parcia za swoją teorią również i w filozofii, o ile nie zechcą posługiwać się w swym dowodzeniu hipo­tezami dowolnymi, np. tożsamości świata z Bogiem, względnie z Prabytem, zasady „przyczynowości za­mkniętej" n.

Nadmieńmy jeszcze jeden zarzut przeciw oma­wianej teorii, zarzut (bardzo dotkliwy dla pirozoistów. Ich teoria „burzy" doszczętnie podstawy nauki. Aby to zrozumieć, zbyteczne długie wywody. Wystarczy sobie jasno uprzytomnić, że problemu początku życia nie rozwiążemy inaczej jak na drodze analogii; bo przecież owej odległej epoki nie dosięgniemy ani bezpośrednim doświadczeniem czy eksperymentem, ani świadectwem historycznym. A analogię tę czer­piemy z zasady niezmienności" praw Natury. Kto raz tę zasadę odrzuci, pozbawi się wszelkiej zgoła możliwości dotarcia do faktów minionych. To jasne! Otóż pirozoiści zakładają, że prawa naturalne w da­wnych czasach były inne niż dzisiaj, bo np. ogień nie zabijał wówczas życia, przeciwnie niż to czyni obecnie.

Naczelny dogmat teorii pirozoizmu: „świat był kiedyś jednym olbrzymim organizmem" jest wykła­dnikiem monizmu panteistycznego czy materialisty-cznego; w filozofii daje mu się zasłużoną odprawę l2.

Pirozoiści jednak nie chcą traktować przedmio­tu „filozoficznie". Powołują się na „doświadczenie" codzienne: wszystkie ciała organiczne — powiadają — przechodzą z czasem w ciała nieorganiczne, gdyż wszystkie bez wyjątku umierają.

Pirozoiści nie są stanowczo dobrymi „logikami". Przeoczają w swym dowodzeniu rzecz wielkiej wagi, mianowicie fakt, że nim organizm popadnie w roz­kład i zamieni się w twór nieorganiczny, przekazał


  1   2   3   4   5   6   7   8


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna