Krótka historia pop-grupy Myslovitz



Pobieranie 0,54 Mb.
Strona5/12
Data14.02.2018
Rozmiar0,54 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   12

Nieskończenie wiele : Wystarczy napisać ósemkę – by stało się nieskończenie wiele .

Przyszło – Przeszło:  (… Ona… ) Działa z przerwami czasu Przyszło-Przeszło.

*** :  Idę tam ,  gdzie epidemia nie omija nawet prawników .

Notka biograficzna kończy się słowami : Reszta pozostaje ”zmową milczenia”. 

Dwa lata później , gdy byliśmy już razem i mieszkaliśmy ( razem 1-2 dni w tygodniu ) w mieszkaniu na Bytomskiej, Lui napisała ”Dym” . To 27 wersów białym wierszem. O seksie z mężczyzną i papierosach marki ”Sobieski ”. 



Po pierwsze : Czy jest   Pan znajomym moich znajomych ?

Tak

Po drugie : Czy jest Pan u mnie przelotem ?

Tak

Czy Pan uzależnia od siebie ?

Tak

Czy jest Pan niezastąpiony ?

Nie

. I czy przyjmuje Pan propozycje wejścia we mnie ?\



Tak

. Proszę nie ulatniać się tak szybko  - jest dopiero druga nad ranem . Przecież nie kazałam Panu wchodzić we mnie przez pomyłkę .

Wydaliśmy to w pięciuset egzemplarzach na szkarłatnym papierze w formacie A4. Zakurzone brudne paczki , obwiązane pakowym sznurkiem leżą w piwnicach mieszkań które wynajmowaliśmy w Mysłowicach : Bytomska (”Uwaga jedzie tramwaj”) , Bernarda Wały na Brzęczkowicach ( demony i widok na kominy elektrociepłowni Jaworzno ) , Stalmacha na Skotnicy , Mickiewicza na Janowie , piętro willi przy łączniku do autostrady na Batorego .

Leżą tam paczki dwóch pierwszych książek prozą Lui (już tylko klasyczna proza : ”Kanałowy Ty i Dzień” i  ”Martwe usta” ). Mini powieść , trochę reportaż. Bardzo słabe , pół-amatorskie  . Historie typu : Co słonko widziało. Opis przypadkowych  zdarzeń , rozmów. Rejestracja życia rozpijaczonego nieroba z pary tygodni.  Dziecinne opisy seksu :

Siedziałam na łóżku , on wstał i rozebrał się z całej garderoby . Nasze ubrania porozrzucane były po całym pokoju. Przytulaliśmy się jak zwykle bardzo namiętnie , aż z naszych ciał powstało jedno wspólne”.

W ”Kanałowym Tygodniu” byłem przyjacielem-kochankiem  narratorki – bohaterki , nazywałem się Eryk Berger i mieszkałem 500 kilometrów od Mysłowic. Dużo wariactwa , parę obyczajowych obrazków.

”Martwe usta” to dużo goryczy , rozstania , udręki.  Realistyczny opis samochodowej podróży do Paryża. Sex w aucie o czwartej nad ranem ,  pół godziny  od centrum Paryża., na parkingu przy autostradzie A4. Mgła. Zaparowane szyby. Nasienie i wydzielina z pochwy na złotym pokrowcu przedniego fotela.

Rok po wydaniu ” Martwych ust ” Lui powiedziała , że do końca życia już nic nie napisze , i jak powiedziała , tak zrobiła.  Jej dwie mini-powieści  zapełniają piwnice kamienic i wieżowców.  Nic złego w tym nie  ma ; to równie słabe jak miliony  książki pod którymi wyginają się półki bibliotek . Śmiecie zalegają magazyny , wypełniają pamięci serwerów.  Śmiecie w telewizji  w kinie , w internecie . Czysty przypadek zdecyduje : piwnica czy oszklona domowa biblioteczka. Nie żal mi tych książeczek , choć tam jest i moje Życie. Wycinki , obrazki z mojego życia.  Może w zasypanej piwnicy przeżyją do lepszych czasów , ogrzeje je słońce ; popieszczą ręce dziewczyny na łące nad rzeką. Niemiecki astronom Mikołaj Kopernik , a trochę i ekonomista , sformułował prawo : Gorszy pieniądz wypiera z rynku lepszy pieniądz. Gorsza sztuka  spycha lepszą do piwnicy albo i na śmietnik. Gorsi ludzie , albo i nie-ludzie spychają lepszych ludzi do grobów , do brudnych wód Wełtawy ,  do dołów  na polach pod Pragą , gdzie teraz jest wysypisko śmieci.

Dwa miesiące przed zamilknięciem Lui skończyła swoją ostatnią ( a pierwszą prawdziwą ) powieść . Jej tekst był na dyskach komputerów wyrzuconych na śmietnik , w zaginionych rękopisach  . Były dwa realne egzemplarze , miałem jeden z nich w rekach. Jeden egzemplarz zaginał prawie natychmiast , drugi gdzieś po roku.

Książka pięknie wydana w swoich dwóch egzemplarzach. Błękitna okładka ze wspaniałym rysunkiem Pawła ”Paulusa” Mazura.  Mądry , aż za mądry wstęp autorstwa Marka Krzysztofa Emanuela ”Bacza” Baczewskiego , autora kultowej ”Huj-Storii”. Jakieś brednie , ze nasze życie to wybór położenia przełącznika  : GOOD - BAD , BAD - GOOD .

Staję się sobą w chwili wyboru . Jestem sobą pod warunkiem wyboru i jednocześnie na warunkach tego , co wybrałem. Wybieram jednak dopóty , dopóki nie stanę się sobą. ( … ) WYBÓR NIE NALEŻY DO NAS, MY NALEŻYMY DO WYBORU”. My należymy do Wyboru (czy to nowe imię Boga ?).

Stary dobry , poczciwy Baczu. Jedyny poeta w Polsce który ma kartę kredytową i  nie ma debetu. Jedyny poeta w Polsce który nie ma długów.  Naprawdę nazywa się Marek Kowalik  , Nie urodził się na Śląsku, ale tu znalazł ojczyznę. Bo Śląsk dla poety , to jak sawanna dla lwa.

Książka Lui , jej tekst i ilustracje do niej bezpowrotnie zaginęły.  Nazywała   się ”Błękitny Basen” . Wielkie szalone oszałamiające dzieło. Bez kontekstu , bez poprzedników, bez kontynuacji. Samotne. Jakby Lui odnalazła nieznane dzieło nieznanego geniusza i wydała je jako swoje ( rosjanin Szołochow zastrzelił kijowskiego pisarza, zgwałcił jego córkę, żonę rzucił do gwałtu żołdakom na ulicy, zabrał z biurka rękopis, wydał po latach pod swoim nazwiskiem i dostał literackiego Nobla ).

Może to nie dzieło Lui , może była tylko medium swojej zmarłej babci – mysłowickiej Czarownicy . Lui nie czytała Joyce’a – a jest w jej książce rozmach Ullisessa i szaleńcza precyzja Finnegans Wake; nie czytała Prousta -  ale dotykała zdarzeń z niezrównaną precyzją. Przechodzi od świata zmarłych do świata żywych naturalnie i z wdziękiem. Jest zbrodnia , mord , krew . Jest poezja  ; czyż jest coś bardziej poetyckiego niż zaduma  nad otwartą trumienką małego dziecka. Jest miłość  przekraczająca granice życia i śmierci , i wracająca z powrotem, jakby nigdy nic. I kopulacja na podłodze. Spokojne rozmowy ze zmarłymi i histeryczne spazmy życia.

Najwspanialsze słowa napisane po polsku. Najwspanialsze obrazy Śląska. Ucieczka tygrysów z Cyrku , który zatrzymał się na polach Brzęczkowic .  Podcinanie gardła ukochanemu mężczyźnie , spokojnie śpiącemu po stosunku. Zamawianie pizzy z dostawą do domu. Srebrny wóz kochanka.   

Notka na odwrocie okładki :



Marianna Luiza Haberla. Urodzona w 1982 roku. Wychowała się i mieszka w Zabrzu. Zmarła 1 –go stycznia 2008 roku w Tychach.

Zdjęcie na obwolucie . Piękna uśmiechnięta Lui , w aureoli złoto-platynowych  włosów ,  klęcząca przed  naturalnej wielkości drewnianą figurą Wiedźmy –Czarownicy. 

To zdjęcie ja zrobiłem. Byliśmy z Lui w Krakowie , na Rynku i w okolicach . Wiedźma stoi ( pewnie do dziś ) w przedsionku restauracyjki na Brackiej , może Basztowej. Lui ma na sobie kurtkę z Columbii.  W tej kurtce mnie aresztowano. Leży w depozycie więzienia. W szarym worze depozytowym jeździ ze mną po Polsce.  Nigdy jej już nie zobaczę. Po mojej śmierci będzie spalona , albo przekazana Caritas , dla ubogich. Na plecach jakiegoś nieszczęśnika będzie przeszukiwać śmietniki w poszukiwania aluminiowych puszek i czegoś do zjedzenia. Może zaglądnie do Mysłowic , może ułoży się do snu w parku , koło Hotelu Trojak , tam gdzie Lui o trzeciej w nocy bawiła się na huśtawce , a ja piłem Tyskie  z puszki. 

29

Około 18 do majątku Puttkammerów wpadła na koniu ich sąsiadka , Agnes. Walter i Luiza byli w salonie , smutni , zgaszeni , poszarzali. Dzieci bawiły się na skórze dzika przed kominkiem.



- Zabieram dzieci i jadę do Berlina , jeszcze pójdzie jeden pociąg , przed szóstą rano. Chyba o szóstej saperzy wysadzają most. To już koniec. Zmasakrują nas jak te dziewczyny w Nemmensdorfie.

…Nemmensdorf ?,... nowy pomyśl pana doktora Goebbelsa , Jakoś przeżyjemy. Słuchałem wtedy radia , propaganda narodowych socjalistów. ”Wszystkie koła toczą się do zwycięstwa ”. Zostajemy , Agnes , i już.

Agnes prawie na siłę wyciągnęła Panią na ganek .

- Luiza , saperzy rano wysadzą most. Rosjanie są czterdzieści kilometrów stąd. Frontu nie ma , w nocy nie przyjdą , rano będą na pewno.

- Luiza , zostaw go , zabierz dzieci. Chce zginać to jego sprawa. Masz obowiązek uratować dzieci. Bądź na stacji przed piątą.

- Wybacza , Agnes , ale nie pojadę z tobą , moje miejsce jest przy mężu.

30

Gdzieś godzinę przed południem , najpierw we wiosce , a potem w majątku pojawili się rosjanie. Małe , 6-7 osobowe grupki w czapkach z zausznikami i watowanych kurtkach , z maszynowymi pistoletami w rekach. Za nimi drogą cała kolumna , w hełmach , z długimi karabinami , z nastawionymi bagnetami. Na końcu kilka amerykańskich ciężarówek i dwa gaziki z dowódcami. W wsi rozległo się kilka krótkich salw, potem już tylko pojedyncze strzały.



Pan i Pani stali koło ganku , trochę z boku. Dzieci odstawili do domku zarządcy , żeby pobawiły się ze starszymi dziećmi. Dowódca zwiadu kazał im podnieść ręce do góry ; stali tak pół godziny. Wrota stodoły były otwarte . Na klepisku stały stoły z jedzeniem. Gdy przyjechała starszyzna ( 3 oficerów i kilkunastu podoficerów ) Walter odezwał się po rosyjsku. Podoficer kazał gospodarzom wejść do dworku . Przybyli rozejrzeli się po wnętrzu

Panu domu kazali uklęknąć koło kominka z podniesionymi rękoma. Luizie kazali oprowadzić się po dworku. W bibliotece na dywanie Luiza dostała cios pięścią w głowę , ale nie upadła , więc jeden z żołnierzy pchnął ją tak silnie , że upadła. Dwóch podoficerów stanęło jej na dłoniach a trzeci ukląkł i zaczął nożem rozcinać jej ubranie. Potem wstał. Jeden z oficerów rozpiął spodnie i zaczął z nią kopulować.

Walter usłyszał radosne pokrzykiwania z biblioteki. Zerwał się , złapał metalowy pogrzebacz. Dostał serię z pistoletu maszynowego , od lewego biodra po prawe oko. Po półgodzinie wyprowadzili Lui przez salon na podwórze. Otoczyła ich gromada kilkudziesięciu żołnierzy. Podoficerowie powstrzymali ich krótkimi ”później , dzieci , później”. W pokoju ekonoma podoficerowie gwałcili ją bez przerwy przez trzy godziny. Już po zmroku zaprowadzili ja nagą i bosą do stodoły. Kwaterowało tam ponad dwustu żołnierzy. Kilkudziesięciu zerwało się i ustawiło w kolejce do Luizy. Za godzinę zaglądnęło tu dwóch młodych oficerów . Kopniakami budzili śpiących żołnierzy i kazali ustawiać się w kolejce.

Do zarządcy przyszedł podoficer i trzech żołnierzy. Chcieli zabrać najstarszą , dwunastoletnią córkę . Zarządca próbował ją bronić , więc podoficer poderżnął mu gardło. Przerażona żona zarządcy zagarnęła pozostałe swoje dzieci i drobiazg Puttkammerów i uciekła do wsi do znajomej polskiej rodziny. Rano przyszedł żołnierz , starszy już człowiek , powiedział , że jest tu za dużo dzieci; i wyszedł. Żona zarządcy ubłagała gospodarzy , żeby pozwolili zostać jej i jej dzieciom. Dzieci Puttkammerów ubrała i wypchnęła z chałupy.

- Tam , widzicie ? – pokazała zarys lasu za ogromną pokrytą puszkiem świeżego śniegu skamieniałą łąką.

- Tam jest wasza mama i wasz tatuś. Idźcie tam.

Sześcioletni chłopiec wziął rączkę młodszej o rok siostry . Poszli w stronę lasu i nikt ich więcej nie widział.

Około północy w stodole było sześć kobiet. Gdy któraś traciła przytomność , wówczas była budzona biciem po twarzy albo wiadrem lodowatej wody. O świcie wywlekli Luizę przed stodołę. Dwóch żołnierzy podniosło ją na drewniane skrzydło wrót , a trzeci wbijał długie żelazne gwoździe. Potem wszedł do stodoły i pozaginał końcówki gwoździ żeby nie wyszły z wyschniętego drewna. Pozostałe kobiety zaciągnięto za oborę i rzucono na kupy gnoju.

31

”Kanałowy Ty i Dzień” ( albo ”Kanałowy Tydzień” ) ma czarną okładkę z wielkim zdjęciem autorki w przeźroczystej bluzce ( bez biustonosza , sutki leciutko zamazane kieszonkami  ) . Notka biograficznie dumnie głosi :



Marianna Luiza Kowalik  ( przywłaszczyła sobie nazwisko sponsora ) , urodziła się z Zabrzu , mieszka w Mysłowicach; , obecnie pracuje w Cyrku jako treserka dzikich zwierząt , najchętniej jednak uwielbia przebywać w towarzystwie słoni , w wolnych chwilach pali papierosy i pije mocne drinki.

Ja tu jestem Erykiem Bergerem ( koincydentalna zbieżność z nazwiskiem przywódcy hippisów w ”Hair” ). Jestem Dyrektorem Zamku ( muzeum w Zamku ? )  w Olsztynie ; wdowcem  z synem , wychowywanym przez moją ciotkę Luizę.  Lui przybrała sobie imię Lidii , sfrustrowanej młodziutkiej żony lekarza , Szymona. Lidia ma romans ( z mną ). Czuje że mąż lekarz truje ją jakimiś chemikaliami  i chce wpędzić w chorobę psychiczną.  Uprawia sex i ze mną ( jako Erykiem Bergerem ), starym kumplem Michałem i przyjaciółką Dagmarą . W napadach szału wybiega z domu i włóczy się w okolicach autostrady , gdzie gwałcą ją kierowcy czerwonych Polonezów .

Poniedziałek .Lui budzi się ze strasznym kacem po alkoholu i lekach. Wychwala parapsychologię i wróżbiarstwo . Chwali się proroczymi snami , które nie raz uratowały ją od śmierci. ”Kiedy czułam się bardzo samotna i dopadała mnie depresja zabierałam latarkę i schodami w górę podążałam TAM , GDZIE GOŁĘBIE CODZIENNIE KARMIONE BYŁY NADZIEJĄ”.  ( na pewno nie czytała ”Schodami w górę, schodami w dół” Michała Choromańskiego ). Tak jej schodzi cały dzień – monolog Molly Bloom dla ubogich kucharek.

Wtorek. Wizyta kochanka Eryka Bergera. ”…powoli zsuwał z bioder czarną spódnicę , rozpiął  bawełnianą bluzkę i pieścił moje piersi ”. Potem samotne pijaństwo : ”pokój wirował jak oszalały , zaczęłam wymiotować ; żołądek bolał mnie tak bardzo , że wbiłam paznokcie w pościel i potargałam poszewki , położyłam się na podłodzie – byłam coraz bliżej śmierci” .

Środa. Awantura z sąsiadką , panią Zaleszczyńską. Wyjście na miasto , spowiedź w katolickim kościele.( Lui wybrała się kiedyś do spowiedzi do katolickiego kościoła , ale po drodze spadł jej na głowę kasztan , to się wróciła z powrotem , bo był to chyba znak z nieba ). Podróż pociągiem do niedalekiego Krakowa ( 70km ). Rynek, spotkanie ze starym kumplem Michałem , szybki sex w tanim hoteliku.

Czwartek. Wyjście  z przyjaciółką Dagmarą do pubu na piwo. Sex z przypadkowym facetem Mariuszem w męskiej toalecie . ( tak kochaliśmy się z Lui w pubie , podczas koncertu Negatywu , wyszliśmy razem wprost na stolik , gdzie siedział ”Lala” Kuderski ze znanego już wtedy zespołu  Myslovitz  z przyjaciółmi , popatrzył na nas… tak jakoś dziwnie ). Powrót do mieszkania Dagmary , sex z przyjaciółką , wyjście w nocy na miasto , zgwałcenie przez kierowcę zatrzymanego na autostradzie samochodu marki Polonaise .

Piątek. Rozmowa z matką męża.  Wizyta w prokuraturze , żeby złożyć doniesienie na męża , który ją truje lekarstwami.  Pakowanie walizek i rozpaczliwa, lecz bezskuteczna próba ucieczki z miasta.

Sobota. Słońce , optymizm , obfite śniadanie. Nagła decyzja – nożyczkami , do lustra , ścinam włosy . Potem – zastanowienie. ” Bałam się , że moja nowa fryzura nie spodoba się Erykowi”. 13.40 – kładę się spać do 16.00. Śnią mi się trupy:  ”usta miały fioletowe , twarze blade , poruszały się jak manekiny” . Wieczorem przenosiny do mieszkania Cioci.

Niedziela.  Poranna kawa , rozmowa z ciocią Gertrudą. Dziwne telefony z Olsztyna ( tam mieszka mój kochanek , Eryk Berger, jakieś recepcjonistki z Zamku , dziwne pytania, bez sensu, pani Wiesia, jaka Wiesia, o co chodzi.). Podchodzi do mnie Ciotka , mówi , że rozmawiała z panią Wiesią , recepcjonistką Muzeum , że Eryk nie żyje.

Spokojnie , to kolejne kłamstwo , wymyślone przez mojego męża , chirurga Szymona ( chce mnie otruć i wpędzić w obłęd ). Nie słucham już dalej Ciotki , tylko pędzę na autobus , muszę się dostać do Jaworzna i wszystko wyjaśnić ( jakie Jaworzno , przecież ona mieszka z mężem Szymonem w Mysłowicach ? ).



Wysiadłam na dworcu w Jaworznie i ku mojemu zaskoczeniu zobaczyłam , że na ławce siedzi mój mąż. Wyglądał na przygnębionego i zdenerwowanego. Pewnie trudno było mu się pogodzić z faktem , że ja jeszcze żyję (… ) … kiedy Szymon otwierał drzwi , miałam wrażenie jakbym wróciła do piekła (… )

Jak tylko położyłam walizki w przedpokoju , skierowałam wzrok w stronę mojego męża i zapytałam:

- Dlaczego to zrobiłeś ?

- Co niby miałem zrobić ?

- Dlaczego zabiłeś Eryka ?

- To ty go zabiłaś ! On jechał do Ciebie z Warszawy ;  prawdopodobnie wracał od swojego ojca i po drodze miał nieszczęśliwy wypadek ; jego samochód zderzył się z ciężarówką . Twój kochanek zginął na miejscu.(…)  w teczce Eryka znaleziono dwie złote obrączki , a na jednej z nich wygrawerowane było Twoje imię.(…) Tylko teraz , to on już jest trupem!(…) wyrzuty sumienia sprawią , że i tak targniesz się na swoje życie .(…) Jesteś godna pożałowania.

I wtedy nastąpiło coś, czego nigdy niespodziewałabym się po moim mężu  ; rzucił się na mnie . zaczął targać ubrania , a potem mnie przeleciał. Kiedy wstałam z podłogi Szymon powiedział :

- Idź się wykapać ! (… ) – Kochanie ! Zrobić Ci kawę ?

Odpowiedziałam  że tak , a potem pobiegłam do swojego pokoju , by założyć na siebie sukienkę.

Pięć minut później.



Wykręciłam numer telefonu do Eryka i w słuchawce usłyszałam : ”Eryk Berger. Słucham…”. 
 

32

”Błękitny Basen”. Już po jego napisaniu powiedziałem Lui o filmie Luc’a Bessona.  U Bessona  Wielki Błękit   to  symbol , przenośnia , paralela , znak i dwieście innych mądrych słów o greckim i romańskim pochodzeniu. To : wolność , pragnienie wolności , niemożność wyzwolenia . Cel pragnienie droga. Nieskończoność , absolut , Bóg. Pełnia pragnienie pełni, ból niespełnienia. Czystość. Na pewno absolutna , boska czystość.



”Błękitny basen” kiedyś istniał naprawdę, to było publiczne , odkryte kąpielisko zbudowane na zboczu , w niewielkim lasku pomiędzy ulicą Katowicką a budowanym właśnie osiedlem na Bończyku.  Latem , w soboty i niedziele schodziło się tu pół miasta; dzieci pluskały się w basenie , a dorośli  na rozłożonych  kocach pili piwo i jedli upieczone kiełbaski w cieniu olch. Około  1988 roku ( Lui miała wtedy siedem lat )  spuszczono wodę a  teren zagrodzono. Basen zasypano. Wszystko zarosło krzakami , chaszczami i wysoką trawą .

Zachodzili tu tylko bezdomni i pijacy. Skrajem wydeptano ścieżkę , którą można było skrócić sobie drogę z Bończyka i Janowa do hipermarketu Real.

”Błękitny Basen” to skrajne ograniczenie , jawne szyderstwo z pragnienia wolności, ochłap wolności.  Oślizgłe  białe  płytki z dołu i z boków . Przygniecenie całym kosmosem. Brud. 

33

Mieszkanie na ulicy Bernarda Wały było na ostatnim szóstym piętrze domu bez windy , z płaskim dachem.  Standardowy blok z lat siedemdziesiątych postawiony  na samym kraju skarpy  kończy zabudowę. Dalej już tylko zalesiona dolina Przemszy , a za rzeką równina należąca do Jaworzna . W lecie na mieszkaniu panował potworny zaduch od rozgrzanego wysmołowanego dachu. W głównym pokoju otwieraliśmy drzwi na balkon. Był z niego wspaniały widok na dwa ogromne grube , zwężające się kominy elektrociepłowni  i jeden bardzo wysoki , cieniutki , ze szczytem pofałdowanym na wężowe biało-czarno- czerwone paski.  Była jeszcze kuchnia , też z widokiem na kominy , mały pokoik z oknem na osiedle i łazienka z dużą wanną (nie taką ogromną jak w Campanille  w Katowicach ). 



Właścicielka mieszkania , Starsza Pani , mieszkała na Stawowej na Piasku , z  drugiej strony miasta , na granicy z Sosnowcem i katowickimi Szopienicami . 

Dni były ciężkie i chore. Wylegiwanie się na barłogu , który kiedyś był łóżkiem . Picie ogromnych drinków  z lodu i lodowatego Absolutu.  Bolał mnie penis , z  żołądziem całym w białej mazi.  Wkładanie go do pochwy bolało. Wydzielina pochwy przynosiła ukojenie tylko na chwilę. Bałem się wytrysku – był mechaniczny , nieprzyjemny , łamał mnie Na całej głowie wyskoczyły mi drobniutkie krosty.  Awantury , krzyki , rzucanie butelkami.  Lui wpadała w szał bez żadnego powodu.  Nie można jej było ułagodzić uspokoić. Wożenie do Mikołowa , wyprawy do innych miast , kino ; przestawały wystarczać.  Papiery z moich spraw leżały pomieszane na podłodze w małym pokoju , nic mi się nie chciało, byłem wypalony. Gorycz , osaczenie kumulowało się we mnie i  wybuchało co parę dni .

- Co ty ode mnie chcesz , co ty ode mnie chcesz !? Miały być z Tobą to jestem , wszystko rzuciłem i  tu jestem , co ty jeszcze ode mnie chcesz!?

- Wydrukowałem twoje książki a teraz leżą po piwnicach bo ci się nie chce ich promować , po co to było !?

- Woziłem cię do Instytutu  , i na promocje , kupowałem recenzje u Bacza , po co !?

- Dziesięć razy zaczynałaś prace i zawsze uciekałaś . Dziennikarka – nie , poetka – nie , wydawnictwo – nie , urząd miasta – nie .  Po co mi zawracałaś dupę , cholerny nierobie !?

- Jesteś chora , chora na umyśle , dlatego trzymasz  się rodziny , bo wszędzie cię wypierdalają.

- Co ty ode mnie chcesz , co ty ode mnie chcesz!?

Dyszałem ciężko. Ręce mi dygotały. Lui siedziała skulona w kącie . jak się uspokajałem podchodziła do mnie i cichutko mówiła :

- Tak , to prawda , bardzo cię przepraszam , już dobrze …? Marek , powiedz coś.

Dyszałem jeszcze chwilę a potem  się kochaliśmy  na wąskiej kanapce w mały pokoju. Czułem się niezrównanie bosko , jak wielki młody byk , jak Odys pierwszy raz z Pen po dwudziestu latach.  
 

Obudziłem się w dużym pokoju , kominy dymiły , była może szósta rano. Coś mnie zaniepokoiło za moją głową, odrzuciłem ją do tyłu a potem przewróciłem się na bok.  Lui siedziała na krześle , z długim  szerokim nożem do krojenia chleba w zaciśniętych dłoniach.

- Lui , co się stało ?

- Nic się nie stało , Marek , nic się nie stało.

- Lui , po co ci ten nóż .

- Obudziłam się w nocy. Głos w głowie kazał mi iść  do kuchni , wziąć  nóż i poderznąć ci gardło. Ale ja nie mogę. Stałam nad Tobą , ale nie mogłam ruszyć ręką.

 
 34

Położyliśmy się na dywanie w dużym pokoju , drzwi na balkon były otwarte, świeciło słońce , dymiły kominy Jaworzna.

- Lui chodź ,  pójdziemy do samochodu , pojedziemy  na Łódź, rozpędzimy się i trzepniemy w jakąś ciężarówkę.

35

Lui wpadła w jakieś dziwne środowisko . Chodziła na spotkania w prywatnych domach , czasem sama , a czasem z koleżanką.  Jeździła do Katowic , do Jaworzna , do Sosnowca. Wracała poważna , spokojna , lekko zasępiona. Na moje pytania czy coś się stało , milczała , a potem tajemniczo odpowiadała :



- Wiesz Marek , przemyślałam wiele spraw.

- i do jakich wniosków doszłaś ?

- Muszę… zmienić wiele spraw w swoim życiu.

Ostatecznie niczego nie zmieniała. Nie było jednej Lui , tylko trzy różne osoby , ledwo się tolerujące , a niekiedy robiące sobie na złość.

Lui – dobra śląska dziewczyna. Pogadała ze wszystkimi , jak trzeba to i w języku śląskim  ( polski znała perfekcyjnie , bez śladu obcego akcentu ). Napotkanym bezdomnym psom kupowała kiełbasę w barach i przydworcowych budach .

Lui – zimna , zdystansowana do świata i do ludzi poetka. Znienacka potrafiła mnie zdumieć przenikliwą myślą.

Lui – opętany przez demony świr. Złośliwy , sadystyczny okrutny. Kurwiszon , pogardzający mężczyznami. W Ameryce byłaby prostytutką , rozwalającą ze strzelby samców po kopulacji i zainkasowaniu 25 dolarów.  

 Kawl. Kobieta. Bluszcz oplatający ściany domu.



36

Czterotorowa magistrala  przekracza dwoma mostami Przemszę i wjeżdża w środek starego centrum Mysłowic. Rozgarnia stare wysokie kamienice i dzieli na pół obszar kopalni Mysłowice.  Zaraz potem pociągi wjeżdżają do Katowic , na wysokości Szopienic.  Dwora kolejowego praktycznie nie ma . Między leżącą wysoko na zboczu Rymerą a starym centrum zadaszono stumetrowy pas torów i nazwano peronami.   Najpiękniej jedzie się przez Mysłowice  bezchmurną jesienią przed dziewiąta kiedy świecą okna kamienic i ogromna szklana hala kopalni.  



Tylko na Piasku i na Rymerze  są całe kwartały  domów , stojące tak jak je sto lat temu zbudowano. Reszta miasta to przegląd polskiej i śląskiej architektury i najgorszego budowlanego partactwa za ostatnie siedemdziesiąt lat. Co chwila straszą ogromne puste czerwone  powierzchnie kamienic , którym zabito sąsiadów.  W zapadających się gnijących domach można niespodziewanie napotkać perły z  innego świata i z innej epoki.  Kunsztowne  rzeźbienia klatek , kolorowe witraże.  Ogromne wysokie pokoje z płaskorzeźbami na sufitach. Okna w cudownych proporcjach , których nie może odkryć obecny świat.  Monumentalne budynki szkół z czasów , kiedy człowiek był najważniejszy. Zachwaszczone , zasypane śmieciami przestrzenie miedzy osiedlami sytych domów klasy średniej.  Niekończące się rzędy betonowych garaży z płaskimi dachami.  Eleganckie apartamentowce wciśnięte pomiędzy dwupiętrowe kryte papą domy  biedoty żyjącej od zasiłku z pomocy społecznej do kolejnego zasiłku. Wielkomiejska ulica niespodziewanie wjeżdżająca w  las ,  łąkę , wysypisko śmieci.  Mrowie maleńkich sklepików z asortymentem alkoholi, którego nie powstydziło by się centrum handlowe w Sztokholmie . Maleńkie , biedne, ciągle plajtujące puby z obowiązkową szafa grająca , obowiązkowo z Myslowitz.  Hordy niestarych jeszcze emerytów górniczych  wędrujących  po hipermarketach , realach , lidlach , aldi-kach , biedronkach. Gromadki chłopaków i dziewczyn w czarnych spodnich , czarnych ortalionowych kurtkach wystające na rogach ulic i w bramach. Przemknie motylek; ubrana  jasno dziewczyna z teczką na rysunki labo futerałem instrumentu ,  pędząca na busa lub tramwaj ”14” do szkoły albo na studia do Katowic.  Wielkie jeepy i mercedesy s-klasy biznesmenów,  mających  wille na południu , w Mikołowie i Chełmie Śląskim  ; przepychające się przez Mysłowice do drogi S1 albo szosy poznańskiej.  Chodniki zasłane ulotkami  zachęcającymi do brania pożyczek na lichwiarski procent. Dobre placki ziemniaczane z mięsnym sosem w ”Alusi” , na granicy Bończyka i Janowa , kukurydza z kotła w Auto-Barze Braks niedaleko Reala.  Piwo Tyskie.  Traxx dla truckerów 

( w tym miejscu opuściłem , nie mając szans na ich choćby pobieżne streszczenie , ogromne fragmenty :
- o satanistycznej sekcie żydowskiej ( ”satanistyczna sekta żydowska” ) ; Marek potępia katolickie spojrzenie na Żydów jako na ”starszych Braci w wierze ” ; Żydzi to nie Bracia , a nawet nie Poganie ( to stopnie oddalenia od Prawdy ) ; Szatan był ukochanym Aniołem Boga a Żydzi narodem wybranym i ukochanym; Szatan opuścił Boga , a Żydzi zbuntowali się przeciwko Bogu ( słowa Pisma : ”zatwardzenie serc waszych” ) ; próba zabicia przez Żydów Jezusa – Boga była najwyższym stopniem buntu Szatana i jednocześnie najpotworniejszym wyrazem naruszenia przez Żydów pierwszego przykazania ; Żydzi to żywe wcielenie Szatana; materialny wyraz jego działalności na ziemi; wymordowanie przez Żydów, żydowskie sługi i innych opętanych przez żydowskie ideologie , 120 mln ludzi tylko w jednym XX wieku , to zemsta Szatana – za to że Bóg nie zginął, a jego ziemskie ciało zmartwychwstało; Marek wzywa do walki , a tych którzy mają od Boga siłę – do bezwzględniej walki zbrojnej.

- o wymordowaniu w maju 1945 r. przez rosjan 1467 chłopców i mężczyzn z podberlińskiego miasteczka ( ” Miasto Kobiet ”) ; w odwecie za zastrzelenie przez 22-letniego podoficera Waffen-SS rosyjskiego majora NKWD - pijanego gwałciciela ) ; Marek zastanawia się , czy Dobro może prowadzić do Zła , i czy Zło może mieć dobre konsekwencje ; wzywa do zawierzenia Bożej opatrzności , i do bezwzględnej walki zbrojnej ;

- o naiwności chrześcijańskich przywódców ( ”Papież w mongolskim obozie ” ) ; Marek zdumiewa się , że prości ukraińscy chłopi intuicyjnie wyczuli , iż żydowskie ” ideologie ” to bandycki przekręt , któremu trzeba się zbrojnie przeciwstawić ( ” bij Żydów ” ) a rzymski patryjarcha uważa je za ”prąd filozoficzny” ; władcy kościołów przechadzają się po ziemi spustoszonej przez szatańskie bestie i ”mają nadzieję” ; na co ? , że Zło odejdzie , że można coś uratować ; podobni są do tych ocalałych z rzezi , którym najeźdźcy pozwolili jeść resztki , i których najeźdźcy wyrżnęli , gdy przestali być potrzebni ; ocalenie nie przyjdzie , Zło nie odejdzie ; Marek wzywa do bezwzględnej walki zbrojnej ;

- o uświadomieniu sobie przez Marka , że już nie żyje od 4 lat , że przebywa w trumnie na cmentarzu komunalnym , że tylko śni wielopiętrowe koszmary ( ”Truman” i ”Sny” ).

” Moje sny były coraz dłuższe , precyzyjniejsze, kolorowe. Budząc się nie wiedziałem , czy wracam do prawdziwego świata , czy tylko przechodzę do innego snu . Nie mogłem się wznieść , nie mogłem upaść . Niczym upiór wędrowałem po ulicach miasta. Świat mnie ignorował , nie był wrogi , ale nie pozwalał mi wejść do siebie. Miasto oglądałem ze szklanego klosza ( biedna Sylwia, dobra niemiecka dziewczyna ), który wędrował wraz z mną. Próbowałem uciekać. Za granicą miasta słabłem , marniałem ,nikłem. Wracałem pobity , zawstydzony. Gdzie jest prawdziwy świat . Na każdy ze światów ( snów , może) przeznaczałem po 12 godzin na dobę. Każdy ze światów był jednakowo przyjazny-nieprzyjazny , każdy mnie ignorował , i odrzucał. I nie pozwalał odejść. Który jest prawdziwy? Żaden. Olśnienie. Oba to sny. Koszmary , które nie zabijają. Gdzie jestem, kim jestem.

To było cztery lata temu , zima , luty , potworne mrozy. Wlokłem się najczarniejszą nocą , już po pierwszej , ulicą Rejtana. Za białym zarysem katedry pasmo wzgórz. Skarpa pogórza dynowskiego . ” Idź na szczyt , zdejmij kurtkę , zamarzniesz w godzinę” . Za rondem zaczynała się ulica Sikorskiego. Przy bramie ogródków działkowych jest przystanek dalekobieżnych autobusów. To rozsądne wyjście. Przejdziesz przez Zalesie , miniesz kompleks uniwersytetu i znajdziesz ścieżkę na szczyt. Śniegu nie ma dużo , łuna miasta oświetli ci drogę . Mróz okropny. Prawie 30 stopni Celsjusza. I wiatr. Na szczycie góry głowy urywa.

Nie pamiętam , co się dalej stało , gdzie poszedłem. Następnych dni nie pamiętam. Olśnienie. Ja tam wtedy poszedłem. Na szczyt . I nie zszedłem z niego . Wszystko to sen. Leżę w sosnowej taniej trumnie , gdzieś na miejskim cmentarzu. Śnię koszmary. Przechodzę z jednego koszmaru do innego. Nie mogę umrzeć , nie mogę żyć.

Chcę się obudzić. Chcę obudzić się w taniej sosnowej trumnie na komunalnym cmentarzu. Chcę być znowu prawdziwy. Szczęśliwy. Chcę w moim nowym domu śnić swoje sny. ”

- pożegnanie z uczestnikami wyimaginowanego forum internetowego iooi i wyznaczenie swojego następcy

( - ”tak, rozpadłem się w okamgnieniu , Następcę godnego wyznaczyłem , czy to nie jest piękne ?” ;

- ”Plagą iooi są tematy typu " witajcie , jestem koczkodan ". Z przekory - temat " żegnajcie ". Opuszczam iooi , żeby tu nie powrócić w żadnym nowym wcieleniu . Konta nie kasuję , bo by się biedny Michał zapłakał na śmierć.
Dlaczego ? Mikołaj Sęp-Sarzyński napisał : "to jest ten czas , to jest ta godzina ".
Parafrazując lekko Szefa orkiestry na Titanicu : " Panie , Panowie ! Współpraca z Wami była dla mnie prawdziwym zaszczytem i niekłamaną przyjemnością ".
Czasy mamy new age'owe . I pożegnanie musi być new age'owe : "niech Was Bóg błogosławi, kocham Was , i niech Moc będzie z Wami " .
Zostawiam Wam do przesłuchania trzy najlepsze pop-owe kawałki w naszej galaktyce .

“ Lolę“ Kinksów , ”Estranged” i ”Comę” Guns'n'Roses .”

- “ motto mojego życia ? , krótkie , zwięzłe : Ja , naturlich , Guns’n’Roses ”

37

Corneliu Zelea Cordeanu  , założyciel Zakonu Świętego Michała Archanioła, człowiek który nigdy w życiu nikogo nie skrzywdził, został wraz z siedemnastoma towarzyszami zapakowany do więziennej karetki na dziedzińcu więzienia w Bukareszcie. W bocznych burtach były podłużne szczeliny na 8 centymetrów , co pół metra. Więźniowie byli przywiązania za ręce i nogi do ławek. W drodze , dwadzieścia pięć kilometrów przed twierdzą w Sibiu, konwój zatrzymał się. Strażnicy  wsunęli metalowe haki przez szczeliny i zadusili wszystkich, a ich ciała wrzucono do dołu z wapnem. Kazali to zrobić Anglicy , zapłacili żydowscy bankierzy z Francji , rozkaz wydał minister spraw wewnętrznych , za zgodą kosmopolitycznego Króla. ( zdumiewające , Corneliu to Polak z pochodzenia , a mimo to człowiek, dobry człowiek , jego przodkowie pochodzili z Tarnowa w Polsce, gdzie nazywali się Zielińscy , stąd ”Zelea” w nazwisku ).



Znowu kipisz. Porządkuję  kojo , sprawdzam , czy papiery nie zginęły. Liczba święta  18. Małolat z Krakowa puszcza hiphopowy zespół 18L. To kod. 1 – to A , 8 – to H , L – Leben, Live . Są zdrowe elementy w tym narodzie. Intuicyjnie niektórzy wyczuwają fałsz , kłamstwo i matrix.  Nazi Front z Włocławka.  Święci młodzi ludzie.  Wielki napis na kamienicy na mysłowickiej Rymerze. ”Adolf Hitler – Tato wróć”.  Duńczycy ramię w ramię z niemiecką młodzieżą, prawie dziećmi ,  bronili przedpola Szczecina przed rosjanami. Szwedzi walczyli w dywizjach ”Das Reich” i ”Totenkopf”. Ukraińcy , prócz UPA , wystawili do walki z Szatanem : SS ”Hałyszczyna” i Ukrainische SS-Wachmannschaft.  Węgrzy walczyli w armii i oddziałach Strzało-krzyżowców Ferenca Szalasiego.

Słudzy Szatana są szczęśliwi , tak im się wydaje . Żrą coraz więcej, kopulują jak oszalali, jeżdżą na Bali , Mauritius i do Acapulco. Spędzają czas w SPA. Kres ich bliski.



Szatan ukarał święty naród węgierski za posłuszeństwo i wiarę w Boga. Nasłał na nich w XIII wieku dzicz mongolską z głębin Azji. Najeźdźcy oszczędzili wiele tysięcy najbiedniejszych ludzi. Razem z Mongołami zarzynali stada wołów, pili wino z rozbitych piwnic, gwałcili kobiety , dziewczęta i dzieci, mogli podrzynać gardła , wpijać na pal , obdzierać ze skóry.  Na jesień, gdy skończyła się żywność, Mongołowie wybrali kilkuset najsilniejszych mężczyzn i kazali im zabić pozostałych . Oni tak zrobili. Mongołowie podzielili ich i kazali wałczyć ze sobą , i oni walczyli. Na ocalałych rzuciła się kawaleria mongolska i ich wdeptała w ziemię i nikt nie ocalał. Na wiosnę z karpackiej lasów i z dalmatyńskich wysp wrócili ocaleli i odbudowali przez siedem wieków kraj do wielkiej wspaniałości. Wtedy Szatan nasłał na Węgrów dzicz z Ameryki i z anglii a na koniec  hordy ludobójców- gwałcicieli z rosji.

Moi koledzy ze szkoły już powymierali. Mariusz Paśko , spokojny , pracowity blondyn, syn furiata i pijaka , starszy brat niewiele lepszy.   Młodo się ożenił z dziewczyna z Matysówki.  W pracy szef powiedział , że jest zastój i musi go zwolnić . Mariusz nic nie powiedział, wrócił do domu , usiadł przy stole, oparł głowę o blat i umarł. Zostawił dwoje małych dzieci.  Inny kolega – dziecko szczęścia. Notariusz , spadkobierca ogromnej kamienicy w rynku dużego miasta. Jadąc do firm zaprotokołować zgromadzenia akcjonariuszy spółki, ściął zakręt, śpieszył się. Wyszedł na czołówkę z ogromnym Tirem , wiozącym trzydzieści ton miedzi z Mołdawii do Belgii. Święte cyfry  to 1 – bo jest jeden Bóg , 8- bo to cyfra  następna , wyższa nad  szatańską 7-ką.  Święte liczby to : 18 i 44.  Nawet rosyjski śmieć adam mickiewicz obawiał się kogoś, kogo  nazwał :  ”a imię jego czterdzieści i cztery”. To znak Królestwa Bożego na ziemi. Czterdziesty czwarty rok mojego życia to rok mojej śmierci. Jezus żył 33 lata. Następne żywe  objawienie Boga to 44. Jezus żył wesoło i beztrosko , niczym szef grupy amerykańskich hippisów , żyjących za pieniądze zapracowanych ojców z wyższej i wyższej-średniej klasy . Beztroska , euforia , luksusowe jedzenie i dobre wino w posiadłościach bogaczy , spragnionych nowości , znudzonych prostackimi rygorami Starego Prawa , lekceważących  jarmarcznych już , niczym postacie z mangi ,   bogów greckich i rzymskich. Gdy miał do wyboru : wejść do elity , ustatkować się albo zaszyć się w spokojnej eksterytorialnej posiadłości  swojego wyznawcy i wieść życie guru dla wtajemniczonych , on pokazał , że królestwo jego jest nie z tego świata; napakował plecak sentexem, dopchał gwoźdźmi i żyletkami i wszedł do zatłoczonej kawiarni w centrum Tel-Avivu . Mógł powiedzieć coś przy stoliku półgłosem , mógł powiedzieć zwykłym głosem , mógł wstać, zastukać widelczykiem o talerz i wykrzyczeć swoje posłanie. On się odstrzelił. Żyletka z jego bomby przecięła mi serce, i za to go kocham. Kawior na grzance da mi szatan , chętnie i łatwo, ale to Bóg mnie rani , żebym nie umarł , ale żył wiecznie.

38

Wieczorem przed mym domem  Wystawię ekran i wyświetlę film 


Coś o mnie i o tobie  Będę leczył chore sąsiadów sny

( Myslovitz, pop-grupa )

Filmy , nie pamiętam żadnego . Obejrzałem ich tysiące , prawie wszystkie. I wszystkie niby – ważne. Nie pamiętam żadnego. Film to zaplanowane oszustwo, wymyślone przez  francuskich masonów i libertynów dwieście lat temu i udoskonalone przez żydów z Ameryki.  Daje się grupce zdemoralizowanych mężczyzn i młodych kobiet mnóstwo czasu i mnóstwo pieniędzy. Żeby odgrywali. Nie żadne tam filmy o czymś , tylko jeden i ten sam film o sobie ; ze można żyć inaczej , piękniej na pozór , szczęśliwie. Żeby zabić prawdziwą wiarę wskrzeszono grecki mit o parnasie , krainie wiecznej młodości , gdzie  czas upływa na ucztach i seksie. Aktorzy , reżyserzy to nie artyści , to nie twórcy, tylko banda sutenerów i prostytutek. Tworzą toksyczną bajkę , wpędzająca miliony ludzi  w stan wiecznej udręki , ze nie są tak młodzi , tak piękni , tak bogaci , tak odważni.

Może jeden trochę pamiętam , z Jamajki. Ciąg beztroskich kolorowych teledysków do jednego i tego samego przeboju regale z lat 70-tych XX wieku. Cos o tym , żeby się nie załamywać i iść do przodu. Z biedy do sławy i bogactwa, a potem w dół i śmierć. Wszystko beztroskie i kolorowe .

Bergman ze Szwecji . Dusza w języku ludu Timoka nazywa się hadek. I tyle. Cudowna ” Miłość Elwiry Madigan ” – idealnie czyste, proste, okrutne dzieło. Po takim filmie można umrzeć. Może stanąć serce. Po obejrzeniu ”Stroszka” z Nadrenii powiesił się lider i wokalista pop-grypy Joy Division. Popol Vuh . Bawaria. Serce z kryształu. ”Hertz aus Glas ”. Zapowiedź hekatomby , która wcześniej nastąpiła. Boska Franka Potente w ”Biegnij Lola, biegnij”. Gdy w nocy zrywa się z łóżka to jest to moja Lui. Diane Kruger. Takie mogły być małe dziewczynki , którym rosjanie roztrzaskiwali główki o mury i które anglicy palili fosforem.

Z Polski dziwny film z 1979 roku o  Edwardzie  Dembowskim. Reszta to śmieć i gówno.

Francja. ”Hirosima – moja miłość”. Kosmicznie piękne kadry ”Kobiety i Mężczyzny”. Warto żyć , żeby obejrzeć taki film. Louis Malle nakręcił film bez akcji, o lekarzu który za kilka dni popełni samobójstwo. W Ameryce Malle ożenił się z Candice Bergen, która zagrała w ”Błękitnym żołnierzu”. I z Ameryki tylko film z końca lat sześćdziesiątych. Główny bohater to jeden z trzech braci aktorów. Gra kierowcę rajdowego. Poznaje Skandynawkę. Nic się nie dzieje . W ostatniej scenie jedzie srebrnym Porsche po śmierć. I ”Znikający punkt”- szalona ucieczka niewiadomo przez czym i po co , po śmierć.

Francuski film , gdzie główny bohater jedzie na inna planetę starym Fordem po obwodnicy Paryża. ” Kraksa”, absolutne arcydzieło. Architekt w średnim wieku, raczej zamożny. Cos ma jeszcze w życiu zrobić. Ma żonę i kochankę . Jedzie białym Citroenem, wypada z szosy. Przez pół filmu jego auto wypada z szosy , koziołkuje , traci części ciała. Ostatnia scena : kochanka patrzy na żonę wychodzącą z szpitala, już po jego śmierci.

Turecka ”Bedrana” . ”Szantaż” Alfreda Hitchocka z czeską aktorką Aną Ondry a , nakręcony w 32 roku jeszcze w Anglii. Ostatni film Akira Kurosawy , za pieniądze Żyda z Ameryki, Spielberga , bajecznie kolorowy i smutny tak jak  moje życie.

”Kim jest Twój ojciec – mój ojciec jest rolnikiem , mój ojciec jest robotnikiem , mój ojciec jest stolarzem” .Berta Helene Amalie  Riefenstahl . I jej ”Triumf Woli”. Mój ojciec jest Bogiem.

”Szarża lekkiej Brygady” – Tony Richardson’a. I ” IF ”. ”Nakarmić Kruki” Carlosa Saury. Idealnie spójny film o niczym . ”Piknik pod wisząca skałą” Petera Weir’a. Z Grecji „Ifigenia” i ”Nieroby z Żyznej doliny ”.

Boski i szatański , genialny Per Paolo Pasolini. Wszystkie filmy Felliniego. O niczym. A jaka rozkosz smakowania każdej sekundy , każdego kadru, każdego słowa o niczym. Węgierski film o powstańcach uwięzionych w drewnianym forcie pośrodku bezkresnej puszty , trawiastej pustyni. ”Mahabharata” Petera Brook’a w dwunastogodzinnej wersji.

39

Włóż kapelusz z wiatru , Napisz na suficie Że my przeczekamy Ten smutek , jak życie



( Stare Dobre małżeństwo, pop-grupa )

Siedzimy w mieszkaniu na Bernarda Wały. Cisza. Wieczorem monologi żalów , pretensji , kto komu zmarnował życie. Rzadko, najczęściej około południa chwila odprężenia. Kładziemy się na dywanie , w słońcu , tulimy się do siebie. Głaszczę Lui po włosach :

- ” Lui , kochanie , rzućmy to wszystko , , pojedziemy na drogę na Piotrków , albo na Tychy , rozbujamy auto na maksa , trzepniemy w jakiegoś tira”.

Po pierwszej – drugiej w nocy , jak przejdzie fala kłótni kochamy się , dwa , trzy razy. Już nad ranem idziemy nad rzekę. Schodzimy ostrożnie po skarpie , wchodzimy w głęboka , porośniętą drzewami dolinkę Przemszy. Szemrze woda, szumią liście. Nie wiem który to rok , może 1910 , może 2208 . Jesteśmy w innym świecie , w innym wymiarze. Czas się zaczyna tam wyżej , za skarpą. Bardzo się boję , że wyjdę z dolinki , że zobaczę świat z 1910 roku , że zacznę krzyczeć – ” Uciekajcie , czeka was zagłada ” , że nikt mnie nie zrozumie , że nikt mi nie uwierzy , ze zamkną mnie w szpitalu dla wariatów , że poznam piekło Kasandry.

Szukamy z Lui suchszego kawałka trawy , kochamy się. Pijemy wódkę z gwinta. Wracamy na skarpę . Wszystko dobrze , nawet Toyota stoi na parkingu. Wchodzimy do środka na tylne siedzenia , kochamy się , bujamy cały autem , przecieram zaparowane szyby.

Czasami nie idziemy nad rzekę. Mamy przenośmy turystyczny grill. Wystawiamy go na balkon , podkładamy parę kawałków węgla drzewnego. W środku nocy , gdy całe osiedle śpi , my smażymy karkówkę , białe kiełbaski , czasami krupnioka ( ” krupnioki , żymloki i bułczaka ”). Popijamy drinkami z czerwonego sycylijskiego grejpfruta pół na pół z Absolutem . Przez pół dnia mrożę sok w kartonie w zamrażarce. Gdy jest cały skostniały , rozcinam karton i łupię go na trochę mniejsze kawałki. Bryły kamiennego soku zalewam Absolutem w ogromnych półlitrowych kubkach z napisem ” I ( czerwone malowane serduszko ) You” . Na początku picia jest to czysta lodowata wódka , a pod koniec czysta słodycz z soku , prawie bez alkoholu. Kochamy się pod kocem na balkonie , opatuleni smacznym grillowym dymem. Wiem , ze tu i teraz jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Że moje udręki śpią , że przyjdą dopiero świtem od wschodu wraz ze słońcem.  

Którejś nocy Lui wykrzyczała – ” Spierdalaj , spierdalaj natychmiast , nie chcę cię znać ” . Umęczony , śpiący odpaliłem auto i odjechałem. Autostrad była czarna , pusta . Z trudem broniłem się przed snem. Pusta droga. Jeden czy dwa samochody na obwodnicy Krakowa. Zjazd na zwykłą , wąska szosę na wysokości Wieliczki. Telefon. Lui.

– ”Marek , wróć , jestem taka samotna , jest mi smutno , boję się , tu jest pełno demonów ”. Zjechałem na ubitą ziemię przed drewniana budą , w której pili kawę i jedli grochówkę kierowcy rozklekotanych ciężarówek i rdzewiejących białych busów. Położyłem głowę na kierownicy . Wróciłem do Mysłowic , na Brzęczkowice , na ulicę Bernarda Wały , do Lui.

Uciekłem od Lui w sobotni ranek , po ósmej rano. Jej telefon dogonił mnie w Krakowie , na wylocie na Zakopane , na wysokości Stacji BP. Zjechałem w prawo , na parking przed Carrefourem .

- Czego od mnie chcesz ? Wszystko padło , twoje książki , i twoja praca , i twoja kariera. Teraz niszczysz mnie , już mnie zniszczyłaś. Jesteś patologicznym nierobem , nie mam już czasu ani pieniędzy na związek z tobą. Napisz na mnie i na policje i do żony. Nic mi już nie może zaszkodzić. Jestem wolny , na samym , dnie , niczego się nie boję.

- To ty jesteś niczym. Jeszcze świat o mnie usłyszy. Poznam poważnego faceta , który się mną zaopiekuje. Będę miała pieniądze. Kupię małe mieszkanko , będę pisała książki , będę miała psa.

- Miałaś psa , to siedział zamknięty w pokoju i nie miałaś czasu go wyprowadzić żeby się wysikał. A na koniec podrzuciłaś jakimś emerytom. Jesteś chora na umyśle. Nic z ciebie nie będzie , spierdalaj.

- To ty spierdalaj.

( po latach dowiedziałem się , że Lui wcale nie oddała suczki imieniem Erika na wychowanie emerytom , tylko zostawiła na ulicy , i uciekła )

Wysiadłem , odeszłam kilkanaście kroków od auta. Kraków , centrum handlowe , wielki parking . Mam dobre buty , markowe spodnie , bluzę. W kieszeni kurtki kluczyki do dobrego samochodu. Klasa średnia-średnia , jak sklasyfikowaliby mnie Amerykanie. Tylko ja wiem , że to oszustwo , że jestem marnym aktorem w kostiumie. Będę musiał oddać rekwizyty, zrzucić cudze łachy. Co to jest teatr , Peterze Brook’u ,  podpowiedz. Obejrzałem 12 godzin twojej Mahabharaty i dalej nie wiem , co to jest teatr. Teatr to cudzysłów. Człowiek w cudzych ubraniach mówi cudze słowa. A jak w swoim ubraniu mówi swoje słowa , to kim jest ? - jest poetą. A czym poezja różni się od życia. Poezja to brandy , czasami francuskie brandy. Destylat. Słońce w szklaneczce wzmocnione ciepłem dłoni. Bóg umarł i Nietsche umarł i ja niedługo umrę. Niech moje słowa to brandy , ale nie z wina , tylko z jadu żmii. Czterdzieści cztery kadzie jadu żmii skondensowane w małej szklaneczce. Jestem z roku Węża , i Lui jest z roku Węża, i moja żona jest z roku Węża.  ”Union of The Snake”  jak śpiewali piękni chłopcy  z Duran Duran . Kości , mięsnie , krew, mózg. Może to ciało , którym gardzę to jestem prawdziwy ”Ja” .  Może jestem tylko chorobą mózgu , który rozbujał się , wyrósł i pracuje więcej , niż to jest potrzebne do zapewnienia dalszego trwania ciała. Jestem wyciem silnika na jałowym biegu . Może. Może , na pewno to kolejna szatańska pokusa , żeby mnie przeciągnąć na stronę Ciemności.  Wytrwam , tyle już przetrzymałem . Umrę w walce z ciemnością.  To mój sens , cel , droga, przeznaczenie.  

40

Amfetaminowa siostra i ja  Biały śnieg, biała mgła 


Obłęd spędzonych dni  To pomaga żyć 

( Myslovitz , pop-grupa )

Adrian był studentem i zaczynał pisywać drobne artykuły do działu sportowego katowickiego wydania ”Gazety Wyborczej” . Lui poznała go , gdy była z koleżanka na jakichś zawodach.  Lui myślała tez o karierze dziennikarskiej , próbowała raz , czy dwa ; do dziś w internecie błąkają się jej wywiady ze śląskimi początkującymi rockmanami.  Dzwoniła do Adriana zapytać się o coś z dziennikarskiego fachu.

Atmosfera w naszym mieszkaniu na Brzęczkowicach stawała się koszmarna. Miałem chwilę oddechu , gdy Lui wychodziła na miasto. Błąkałem się po mieszkaniu , wychodziłem na balkon , patrzyłem na kominy elektrociepłowni w Jaworznie. Na zadrzewioną dolinkę Przemszy.  Oglądałem  telewizję.

Wracała Lui , było jeszcze dobrze. Opowiadała co na mieście. Potem już tylko  lawina  pretensji , niedorzecznych podejrzeń. Na nic tłumaczenia , że nie mam kochanek bo nie wychodzę z mieszkania . ”Nie wiem , może wychodziłeś” , ” Nie wiem , może ktoś u ciebie był ” , ” Nie wiem , czy nie dzwoniłeś , mogłeś skasować pamięć telefonu ”.

Wieczorem , przed 22 Lui rzuciła we mnie butelką po szampanie ; przeleciała mi obok głowy i rozbiła szybę w oknie. ”Nie podchodź do mnie , nie podchodź”. ” Musze stąd odjechać , zamów mi taksówkę ” . ”Jadę do Adriana”.

Jedź , świrusie , dręcz tego Adriana . Pojechała , wróciła taksówką przed 6 rano. Może bała się , że jak przyjedzie później to mnie już nie będzie . Cicha , pokorna, łagodna.  ” Do niczego nie doszło , rozmawialiśmy tylko”.

Kilka miesięcy później Lui , w przypływie dobrego humoru ,  powiedziała mi  , że spała z Adrianem , że zaraz po jej przyjeździe poszli do łóżka, że kochali się przez całą noc. 
 

41

Nie wierz nigdy, kiedy mówię, że nie chcę



Nie wierz nigdy do końca i nie patrz mi na ręce

( Myslovitz , pop-grupa )

Lui musiała wyrobić sobie pozycje w poetyckim świecie.  Jednym z podstawowych obowiązków poety jest uczęszczanie na spotkania poetyckie innych poetów.  Poeta Matusz z Sosnowca żył w okropnej biedzie , w rozwalającym się drewnianym domku  na krańcu miasta niedaleko łącznika do trasy S1.  Załatwił sobie  spotkanie w jednym z oddziałów Miejskiego Domu Kultury  , tym na Kaczej ,  prawie na zapleczu Rynku w Mysłowicach ,  niedaleko Przemszy i mostu na Sosnowiec i Jaworzno.  Poeta za takie spotkanie dostaje 500 złotych brutto , czyli na rękę 400. Minus bilety na autobus dawało to 386 złotych polskich. Taka kwota ( 1/6 średniego wynagrodzenia w tym kraju ) ratowała poetę przed śmiercią głodowa i linczem rozwścieczonych wierzycieli.

Na spotkaniu Lui siedziała w pierwszym rzędzie , ja w ostatnim , a miedzy nami dwie albo trzy uczennice , czekające  na kurs tańca.  Lui zadawała mądre pytania , jakby  wcale Sławka Matusza nie znała i faktycznie uważała go za wybitnego poetę.

Po spotkaniu ( zapadał już zmrok )  Lui i ja zabraliśmy Sławka na kolacje do restauracji Hotelu Gościniec  po drugiej stronie ulicy Krakowskiej. W bliższym i elegantszym Divertimento był biznesowy zamknięty bankiet .

Matusz przechwalał się swoim francuskim tłumaczem . Był zdumiony , kiedy Lui tłumaczyła ojcu przez przenośny telefon , że jest u koleżanki i uczy się do egzaminu . Rozmowa zeszła na Josifa Brodskiego , Żyda z rosji , który uciekł do Nowego Jorku , żeby żyć w dobrobycie. Brodski był dziesięć lat temu w Katowicach i Matusz mógł go osobiście poznać.  Podobno całkiem sympatyczny , dobry człowiek .

Matusz rozczulił się .

– ”Wypędzili mnie z miasta , mojego miasta” .

– ” Jestem Wypędzonym”. 

Matusz , jak prawie każdy żonaty poeta tłukł swoją żonę , i Sąd zakazał mu się zbliżania do niej i do dziecka bliżej niż na 600 metrów.

Polski pisarz  opisał , jak  zwolnieni z rosyjskiej niewoli polscy powstańcy pili wódkę i bili swoje żony , wcześniej zgwałcone przez rosjan.  Poeta pije wódkę i bije swoją kobietę bo przegrał przez to , że nie wystąpił do walki.  Chłoszcze prawdziwych i urojonych wrogów całkiem bezkarnie , bo poezji nikt nie czyta.

Poezja to wyjście w nocy na szczyt wzgórza i  monolog do księżyca.  

 

42

Nie ma zbłąkanych dzieci. Są dzieci Boga i dzieci Szatana. Chodzą w podobnych ciuchach , wysiadują w tych samych knajpach , kupują samochody na raty.  Nie ma grzechu. Dzieci Boga czczą swojego Ojca praca , modlitwą , umiarkowaniem. Dzieci Szatana czczą swojego Ojca mordem , gwałtem , rabunkiem , wyuzdaniem i chciwością. Nie przerobisz myszy na słonia.  Odseparuj się od dzieci Bestii , albo je zabij.



43

Lui nie miała talentu do gotowania. W domu rodzinnym gotowała mama , a potem mamie pomagała siostra. Rodzina uznała że Lui ma dryg do nauki , zwolniono ją więc ze wszelkich domowych obowiązków. W wieku dwudziestu lat Lui potrafiła zrobić kanapkę dwuskładnikową ( ser wędzony i chuda szynka ) , pod tym wszakże warunkiem że chleb był fabrycznie pokrojony. Na Bernarda Wały Lui postanowiła zrobić mi domową sałatkę śledziową. Kupiłem jej wszystkie składniki i zamknąłem się w pokoju , czekając na efekt. Po dwóch godzinach przy ogromnych egzaltacjach Lui wniosła talerz z brudną breją. Od razu , w duchu pocieszyłem się że smak przecież może być wyborny. Już pierwszy kęs wykrzywił mi usta.

– No wiesz , Lui , całkiem sympatyczna .

- Jak się cieszę , że ci smakuje , mój Misiaczku.

Lui wsypała do dwulitrowej misy ponad pół kilo soli. Próbowałem ratować sałatkę , wrzucając do niej dwa duże słoiki majonezu , ale nic nie pomogło. Gdy Lui była na mieście , wrzuciłem wszystko do W.C.

Lui ogromnie prowokowali mężczyźni kapiący się w wannie. Prawie nigdy nie mogłem wykapać się spokojnie , bo Lui zawsze miała jakieś wypadki i inne sprawy ogromnie ważne i ogromnie groźne. Gdy już naprawdę nic nie była w stanie wymyślić , to chlustała mi w oczy szampanem z dużej szklanki , albo próbowała robić zdjęcia jednorazowym aparacikiem.

W mieszkanku na Stalmacha Lui była bardzo cicha , zgaszona , jakby uszło z niej prawie całe życie. Była bardzo blada , ubierała się na biało. Układała na półkach swoje książki , małe buteleczki po szampanie, które przywoziliśmy z wypraw do Francji i Włoch ; stada słoników z porcelany, drewna, mosiądzu, fotografie w ramkach. Raz zrobiła , dokładnie według przepisu, jarzynową sałatkę z majonezem . Ja ją sam delikatnie doprawiłem solą i pieprzem . Z kuchni wyciągnął mnie telefon. Wróciłem może po dwudziestu minutach. Lui podwinęła rękawy białej bluzki i z ogromna pasją , która wykrzywiała jej twarz , próbowała sałatkę z dwulitrowego garnka upchać , udusić , wcisnąć, w dwie maleńkie , miseczki. Sałatka uciekała, spływała na stół. Lui zbierała ją dłońmi i dalej próbowała wcisnąć w dwie maleńkie miseczki.

W mieszkaniu na Stalmacha, chociaż dom był wybudowany długo po wojnie nie było centralnego ogrzewania. Łazienkę , a czasami kuchnię grzaliśmy elektrycznym słoneczkiem. W pokoju , bardzo wąziutkim , stał kaflowy piec. Węgiel był w piwnicy. Nosiłem go na drugie piętro blaszanym wiaderkiem a jak miałem parę groszy , to na stacji Shell’a kupowaliśmy drewno do kominów i węgiel drzewny w 15-kilogramowych workach. W lodowatym mieszkaniu szybko rozpalałem piec i chowaliśmy się z Lui pod dwie kołdry . Po dwóch godzinach piec buchał piekielnym żarem. Cały mokry od potu chodziłem nago po pokoju.

44

Może kiedyś stracę Cię Gdy będziesz dosyć miał Moich ciągłych zmian Czasem myślę , że ten ból Który w sobie mam Po coś jednak jest



( O.N.A. pop-grupa )

 Kiedyś byłem już w Mysłowicach . Było to tak. Miałem klientkę w Radomsku , sympatyczną bizneswoman , która wpadła w kłopoty przez niefrasobliwość . Musiała zapłacić w warszawskiej firmie za szafy chłodnicze. Wrzuciła kilkanaście paczek z banknotami do foliowej torby , torbę położyła na siedzeniu pasażera z przodu i pojechała samochodem. Na ulicy Raszyńskiej podskoczył na czerwonych światłach małolat, wyrwał torbę z kasą i uciekł.

Miałem spotkanie w Radomsku w Urzędzie Skarbowym. Parę dni przed wyjazdem rozsypał mi się samochód , pordzewiały biały ford sierra 1.8 ”na sedanie” a na wypożyczalnię po prostu nie miałem pieniędzy. Pojechałem pociągiem.

Viola dosiadła się do pociągu w Tarnowie. Stała na zatłoczonym korytarzu , kilka osób ode mnie . Kobieca , duża piękna , z długimi smolistymi włosami. Wyczuła że zerkam na nią co chwilę. W Krakowie wysiadło dużo osób. Piękna nieznajoma mogła wejść do przedziału i wygodnie usiąść ( pociąg kończył bieg w Katowicach ; ponad godzina jazdy ) . Ale nie , została na korytarzu i przy pierwszej okazji , gdy pociąg jeszcze stał na Głównym w Krakowie, przysunęła się do mnie. Gdzieś miedzy Krakowem a Trzebinią zaczęliśmy rozmowę. Prawie od razu powiedziała , że pochodzi ze wsi pod Wieliczką , pracuje w Agencji Towarzyskiej w Krakowie , ale ma też stałych klientów , i w Krakowie , i w Bochni , i pod Tarnowem. Powiedziała wprost : ”pracuję jako prostytutka”. Podobno zgwałcił ją ojczym jak miała 13 lat, ale to pewnie pop-kulturowy szablon, wzięty z poprawnych politycznie amerykańskich filmów. Dała mi numer telefonu komórkowego i wysiadła tuż przed Katowicami . Ja w Katowicach musiałem się przesiąść do przyśpieszonego osobowego pociągu do Łodzi , jadącego przez cel mojej podróży , Radomsko . ( Radomsko jest słynne w Polsce z występu pop-wokalisty Czesława Niemena; niezadowolony z przyjęcia, po koncercie wypiął swoja zgrabną , roznegliżowaną pupę na widownię . Innym razem wokalista Silnej Grupy Pod Wezwaniem , zdenerwowany gwarem na widowni, wezwał ją głośno słowami polskiego poety Adama Mickiewicza : - ”Cicho wszędzie , głucho wszędzie ! … Czy tak , kurwa , wszędzie będzie !? ”).

Zdzwoniliśmy się może po tygodniu. Powiedziała , że możemy się spotkać w Krakowie , ale czy przyjadę po nią do Mysłowic. Zapytałem gdzie to jest : ”koło Katowic , tam gdzie wysiadłam”. Autostradą to było 40 minut od Krakowa. Zgodziłem się. Pojechałem w zamglone przedpołudnie. Tarnów, Kraków, autostrada. Jakieś piętnaście kilometrów od centrum Katowic , był zjazd z autostrady, w prawo , w rzadki lasek. Za nim skrzyżowanie z drogą na Wesołą i Chełmek Śląski. Wjechałem w centrum miasta , gmatwanina wysokich starych kamienic , ogromny ruch samochodów. Podjechałem na postój , dałem taksówkarzowi dziesięć złotych żeby mnie doprowadził pod wskazany adres. Viola już czekała przed bramą starej kamienicy ( później poznałem , że była to ulica Górnicza na Rymerze ).

Pojechaliśmy do Krakowa do hoteliku przy klubie sportowym na Zakopiańskiej , przy wylocie z Krakowa w góry.

Poczułem obawę przed jej ciałem. Viola chyba była to tego przyzwyczajona. Ściągnęła spódnicę , rajstopy i majtki i rozpięła bluzkę. Podniecenie było tylko w penisie. Gorące, elektryczne , techniczne . Założyłem prezerwatywę i weszłam w Violę. Może dwadzieścia szybkich ruchów i wytrysk. Gorący , techniczny , nawet lekko bolesny.

Zeszliśmy do piwnicy ośrodka na mały obiad. Po powrocie do pokoju powtórzenie orgazmu dla mnie. Odjechałem , Viola została w pokoju.



45

”Funny Face” z Barbrą  Streisand i Omarem Sharifem  (kapitan Nemo , ruchome w ruchomym ). Trzygodzinna ciężka ponura komedyjka – która w końcu złamała mi serce. ”Hair” Milosa Formana ,  czecha ,  który po latach prostytuowania się  rosjanom uciekł , aby prostytuować się angolom za trochę większe pieniądze. Takie bez polotu, sztuczne w najgorszym tego słowa znaczeniu, amatorskie; z kulminacją zagotowująca w człowieku każdy nerw, każdą komórkę ciała. ”Nocny Kasper”  Aloysiusa  Bertranda – mała książeczka o wadze planety.  Powieść portugalskiego autora o lekarzu o średnim wieku , który porzuca pracę, aby  towarzyszyć w ostatnich tygodniach życia chorej na raka  młodej samotnej, zagubionej dziewczyny. ”Matrix” braci Wachowskich -  niepokojąca myśl grubo przykryta cyrkowymi wygibasami. ”Gniazdo” Jana Rybkowskiego z 1973 roku. Niemiecki biskup patrzy na sznur Polaków z kamieniami u szyi, stających w kolejce do lodowatego jeziora. ”Mniejsze im kamienie wiążcie, bo za szybko toną ”. Polak to folklorystyczna odmiana rosjanina. Morderca, gwałciciel, rabuś. Za mało pracowitości na ludobójcę.  Gdy  bracia rosjanie dali mu łaskawie domy po wymordowanych Niemcach , to przez 60 lat nie potrafił ich otynkować ani pomalować ogrodzeń i płotów. ”Hair”. Jestem projekcją w przestrzeni. Jestem bohaterem filmu, którego zakończenia nie znam. Wiem tylko , że na pewno się skończy, jak to film. Japoński malarz , który wyskoczył z ósmego piętra na wielkie białe malarskie płótno. Zrobił świadomie to , co los robi z nami.




1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   12


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna