Krótka historia pop-grupy Myslovitz



Pobieranie 0,54 Mb.
Strona2/12
Data14.02.2018
Rozmiar0,54 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   12

Dalej powiedziała , że mieszka w Mysłowicach , jest poetką , ma długi wobec Oriflame , bo sprzedawała ich kosmetyki jaki przedstawicielka , ale jej nie wyszło. Powiedziałem , że niedaleko  ,  w Krakowie , mam klienta , zaglądnę przy okazji i do niej i kupię trochę towaru .

Dwa dni później jechałem do Krakowa . Na obwodnicy Tarnowa , gdzieś na wysokości kościoła Św. Mikołaja , przypomniałem sobie  o dziewczynie z Mysłowic , i że nie mam jej adresu. Miałem komórkę , zadzwoniłem.  Mysłowice , to stamtąd jest ten zespół , Myslovitz. Parę miesięcy wcześniej , gdzieś około świąt Zmartwychwstania Pańskiego widziałem w telewizji , gdzieś późno w nocy  występ Myslovitz , zarejestrowany 600 metrów pod ziemią w starek kopalni soli w Wieliczce. Niebiańskie dźwięki.  Do dziś pamiętam kosmiczną wersje ”Margaret” .

Z Rzeszowa do Mysłowic jedzie się drogą , oficjalnie ekspresową , A4. Miejscami przeciska się wąska strużką betonu przez wioski albo małe stare miasteczka.  Rzeszów ( tu mieszka i pracuje Małgorzata Lisowicz , prokurator; żeby wydusić ze mnie łapówkę fikcyjnie rozmnożyła moje sprawy i puściła cynk na miasto ) ; Sędziszów ( motel, sex z Lui  jeden raz  ) , Ropczyce ( skorumpowana sędzia Romańska , sex z Lui wiele razy w motelu ) ; Dębica ( sex z Lui w motelu , ośrodku sportowym pod miastem i w samochodzie na  dróżce przez las na południe , w góry ) ; Pilzno , Tarnów ,  Brzesko , Bochnia , Wieliczka , Kraków , obwodnica , autostrada ( Trzebinia , Chrzanów , Jaworzno ) , zjazd w prawo .  Czterdzieści cztery restauracje przydrożne  , zajazdy , bary . 

Sto czterdzieści cztery moje wyjazdy do Lui. Raz ciekawość. Dwa razy podniecenie.  Czterdzieści cztery podróże do granic euforii. Dwadzieścia dwie  podróże zmęczonego faceta w średnim wieku , szukającego paru chwil zapomnienia  . Jedenaście dróg udręki. Reszty nie pamiętam , bo rozpacz zmąciła mi pamięć. 

6. 


Nie wiem ile ty masz lat Chodzisz do pracy Czy na klatce palisz hasz
Nie wiem ile ty masz lat Jedno wiem Nie podoba ci się ten plastikowy tlen

( T.Love , pop-grupa )

Gad znowu wlazł pod celę. Wącha. Szuka zioła. Mamy tu świeżaka z Krakowa . Trochę zbuntowany raper , trochę drobny diler , ogólnie debil. Nie przerywam pisania ; na brzegu koja leży wyraźnie zapisana kartka z jakimś zażaleniem bez znaczenia. I am Film in Space , jak śpiewał w Hair Klaudiusz Bukowski. Ja, Klaudiusz. I Clavdis . To nie mój brat. To folklorystyczna odmiana rosjanina i sługus anglików. Dobra psychodelia nie jest zła. ”Skowyt Ginsberga”, Vanilla Fudge , Janis Joplin , Jefferson Airplane , Jimi Hendrix , Charles Bukowski . Jak Mountain zagrali w 1970 na festiwalu rockowym w Kingston na Jamajce to – mój Boże – odlot. Odlot. Jack Nicholson i Suzan Strasberg , córka Helen z Actors Studio. Piękna, łagodna dziewczyna. Zmarła sześć czy siedem lat temu. Candice Bergen w Niebieskim Żołnierzu. Louis Malle. Gad nie znalazł zioła a ale i tak zabrał małolata do oddziałowego pod kratę.

Miałem ostatnio okropne , koszmarne sny. Sen ma straszny. Potwornie ciężki , bolesny. Gdy z trudem wyrywam się z letargu mam ołowianą głowę i ołowiane serce. Dochodzę do siebie i wiem , że to ostatnie dni kiedy się jeszcze jakoś trzymam . Siła woli. Tryumf woli. Kochana , piękna Leni. Jak się cieszę na spotkanie z Tobą na uczcie , na wielkiej słonecznej łące pod murami pałacu Pana . Jestem w górskiej miejscowości , na wąziuteńkim skraweczku pomiędzy bezdenna przepaścią a stromą , prawie pionową ścianą czarnego lasu , całego skutego lodem. Gdzieś ogromnie wysoko białe szklane szczytów. Wiem że musze iść w górę. Boję się, wiem że poślizgnę się na lodzie i polecę w przepaść.

Już czas ubrać ostatni skafander i opuścić mój kosmiczny statek. Potem przetnę linkę łączącą mnie ze statkiem. Odrzucę nóż w kierunku statku. Zamknę oczy na sekundę , może pół. Statek stanie się punkcikiem , jeszcze jedna małą gwiazdką. Potem już go nie odróżnię od miliona milionów takich samych punkcików. Przez czas jaki mi zostanie będę odliczał nieskończenie małe ułamki sekund. Będę i dzieckiem i starcem. Będę dzieckiem które idzie po tatę na budowę , ” Tatusiu, już czas na obiad ”, rozjechanym przez cofająca ciężarówkę ojca. I Królem Królów. Kobietą i mężczyzną. Zatańczę w słońcu i zejdę na dno piekieł. Rozbłysną setki obrazów . Zobaczę Lui po raz pierwszy , gdy otwiera mi drzwi . Przeżyję wszystko co było , co jest i co będzie. Stając się niczym wzrosnę do rozmiarów wszechświata. Zniknę bez śladu , stając się wszystkim co było , co jest i co będzie. I niech tak się stanie.

Wyjechałem do Krakowa na biznesowe spotkanie około 8.30. Był czwartek , 22 albo 24 lipca.  Dzień duszny , zamglony , ciężki. Na obwodnicy Tarnowa , już widząc z oddali kościół Św. Mikołaja na wzgórzu , przypomniałem sobie że nie zabrałem adresu do Lui. Pamiętałem tylko miejscowość , Mysłowice.  W pamięci komórkowego telefonu został numer telefonu od Lui. Zadzwoniłem , była , podała adres raz jeszcze . Przyjechałem do Mysłowic około 16.30 – 17.00, zaparkowałem kolo hipermarketu Real na katowickiej. Na Rymerę podjechałem taksówką.  Po kilku latach Lui powiedziała , że widziała mnie jak wysiadałem z taksówki , i ze jej się od razu spodobałem – w jasnej marynarce w kratę , w brązowych spodniach , brunatnym cienkim  golfie.  

Drzwi na czwartym piętrze otworzył mi anioł.  Była idealnie piękna ,  wysoka , kobieca , w długiej kolorowej sukni . Platynowe loki miała ułożone w staroświecki sposób , w stylu późnych  lat 50-tych .  Zaprosiła mnie do swojego maleńkiego pokoiku . Siedziałem na tapczanie ; gdy ona szukała kosmetyków Oriflame , ja przeglądałem jej tomik wierszy w szkarłatnej okładce. Dała mi go zaraz na wejściu , od razu wypisała dedykację.

- Marzę proszę Pana  , żeby moje wiersze były czytane , wszędzie. Może kiedyś dostane nagrodę Nike .

Nike to jakieś popłuczyny , żałosne przeniesienie na polski grunt szacownej instytucji stworzonej przez Edmunda de Goncourt dla uczczenia nieodżałowanego , młodo zmarłego Juliusza.

- ( nie dostaniesz grafomanko , jesteś idealnie piękna , ale twoje wierszyki to jakieś egzaltacje nastolatki ) – pomyślałem trzeźwo. I zaraz myśl : chcę się z tobą kochać , tu i teraz.

Zamówiłem telefonicznie dostawę piwa Redds ( jabłkowe , ulubiony słaby trunek Lui ). Potem wizyta w pubie ”777” na Chopina ( wielki francuski kompozytor , którego ojciec parę lat mieszkał w Polsce , w Warszawie ). Rozmawialiśmy o Mickiewiczu ( dziwny temat , ale w końcu była poetką ).  Powiedziałem , że jestem zmęczony , że zostanę w Hotelu na noc. Poleciła mi Trojak ( cudowne kurki w śmietanie ! ) . Było już kolo 22.00 kiedy weszliśmy do pokoju. Wypiliśmy jeszcze po jednym piwie . Powiedziała , że musi iść , bo ojciec ja zabije. Zdziwiłem się , miała w końcu dwadzieścia lat  i  była poetką . Odwiozłem ją taksówką. Noc była idealnie przejrzysta , ciepła , kryształowa. Ani śladu porannego chłodu i mgły. Kolo taksówki znienacka pocałowała  mnie. Najpierw do hotelu a rano do Rzeszowa wróciłem naelektryzowany, szczęśliwy i czekający.

W najbliższą niedzielę zadzwoniłem do Lui , że będę jutro w okolicy. Umówiłem się z nią koło Reala o 17.00 ,. Miała mieć dla mnie więcej czasu.

Poniedziałek był upalny , prawdziwie letni. Przyszła w jasnej , krótkiej sukience zapinanej  od góry do dołu z przodu na wielkie drewniane guziki. Była zachwycająca.  Pojechaliśmy do Mikołowa przez Katowice , a potem droga na Skoczów. Mówiła o  świeżo ukończonych stadiach , Wojaczku , Instytucie , pracy w ośrodku kultury , o Myslovitz , jak jeździła z Rojkiem i Powagą do Katowic tramwajem ”14-tką” i autobusem ”77” ( ona uczyła się w szkole średniej , a Rojek z Powagą już studiowali , chociaż na różnych uczelniach ). Prowadziłem niedbale , patrzyłem na jej uda w rozchylonej sukience , czułem jak mój penis robi się mokry; z obawą patrzyłem na moje białe sportowe spodnie z Columbii , ale nie przemokły.  Chodziliśmy  po Rynku  , obejrzeliśmy z zewnątrz siedzibę Instytutu Wojaczka , poszliśmy na sajgonki i fondue zbójnickie do restauracji ( wejście od rynku  a okna wychodziły na kamienicę Instytutu ). Gruczoły Cowpera chodziły jak piła wysokoobrotowa. Kręciłem się na drewnianej ławie , a mój penis w całkiem oślizgłych majtkach , co pewien czas przyjemność niebezpiecznie zbliżała się do granicy orgazmu ; starałem się wtedy myśleć o czymś neutralnym , a nawet poważnym ; było to prawie niemożliwe , bo tak szczęśliwy człowiek nie może myśleć o czymś naprawdę poważnym . Wyjechaliśmy z powrotem kolo 21.00 ; po wyjeździe z miasta na drogę skoczowską delikatnie zapytałem do której ma czas.   Powiedziała , że w pół do dwunastej musi być w domu. Zajechałem do motelu  , był to wielki drewniany budynek w stylu górskiej willi , wnętrza obite boazerią .  W pokoju było wielkie loże i kanapka.  Ja usiadłem w fotelu , a Lui rozgościła się na kanapce w pozycji  rzymskiej . Rozmawialiśmy o niczym . Lui powoli , centymetr za centymetrem podciągała sukienkę i rozchylała ją jak tylko można najbardziej.  Penis wysechł. Byłem rozdygotany , zupełnie nie podniecony.  Przemogłem się i podszedłem. Nie wiem co powiedziałem  i co zrobiłem. Za chwilę leżała  na łóżku , sukienkę miała rozpiętą , majtki leżały obok.  Opuściłem spodnie i zesztywniałe majtki. Penis skurczył się ,  zmalał , jakby chciał się schować w moim brzuchu. Moje zwierzęce ciało mówiło : Nie , Nie , Nie.  Demon w mojej głowie szydził , kusił , żądał.  Ocierałem się o zaciśnięte wejście do pochwy. Przestałem. Zwaliłem wszystko na zdenerwowanie , przepracowanie itp. Wróciliśmy do Mysłowic . Na pytanie , czy się spotkamy Lui , jakby nieobecna , odpowiedziała niedbale : - ” Może … kiedyś ”.

Następne spotkanie z Lui przygotowałem bardzo starannie . Mieliśmy  mieć dla siebie  cały dzień i całą noc. Pojechaliśmy do hoteliku  w  zameczku myśliwskim koło Pszczyny ( niegdyś bywał tu , jeszcze jako następca tronu , Cesarz Wilhelm II ).  Jedzie się tam z Mysłowic drogą ekspresowa  S1 Cieszyn-Gdańsk , zwaną popularnie ”gierkówką” od nazwiska komunistycznego watażki , rosyjskiego namiestnika w Polsce , który kazał ja zbudować trzydzieści parę lat temu.  Droga biegnie szeroką przecinką w sosnowym lesie. ( za tym lasem jest wioska : w 1945 roku , w zimie , rosjanie zgwałcili młodą kobietę , matkę czworga maleńkich dzieci , a potem , jeszcze żywą utopili w lodowatej studni ) .

Holl i klatki schodowe w zameczku są ozdobione zdjęciami znanych osób które tu bywały (aktorzy , sportowcy ,  prezydenci jakichś marionetkowych państewek pod nadzorem anglo - amerykańskiego zionist occupation government-u).

Spacer w parku i nad jeziorem ; wczesna kolacja ( cielęcina , grzyby , wytrawne wino ). Lui ubrana była ( nigdy już jej takiej nie widziałem )  w długą czarną spódnicę i elegancką białą bluzkę ze sznurem grubych czerwonych korali na szyi.  Pokoik mieliśmy mały , na poddaszu (a i tak kosztował tyle , co minimalna pensją w Polsce w tym czasie ).  Jakimś prawie nadludzkim wysiłkiem udało mi się  doprowadzić penisa do takiego stanu , ze mogłem założyć prezerwatywie i wepchnąć go w trochę rozluźnioną Lui.  Nadzy położyliśmy się do łóżka , ale wtedy Lui zamknęła się i noc upłynęła mi na zachwycie nad jej ciałem . Lui opowiadała o teatrze , że chciałaby być i zawodową poetką i aktorką.  Wystąpiła raz w pół-amatorskim przedstawieniu w katowickim Korezie  ( kilka miesięcy później byliśmy tam na kawie w teatralnej  kawiarni ) . Mówiłem  :  - Potraktuj to jako zadanie aktorskie. Udawaj , ze mnie kochasz , ze mnie pożądasz. Mówiła – Nie , nie potrafię.

Nad ranem wysadziłem ją z auta w Mysłowicach  na Krakowskiej , niedaleko granicznego mostu na Przemszy. Była już szarówka , trochę  mgły. Już miała zatrzasnąć drzwi , kiedy niespodziewanie dla samego siebie powiedziałem :

- Kocham Cię.

Smutno na mnie popatrzyła i odeszła.

Kilka spotkań w hotelach i motelach. Czekoladki , szampan. Ogromna dwuosobowa wanna w katowickim Campanille.  Kiedyś , bliżej jesieni , w drodze do Mikołowa Lui wspomniała , że jej znajomi chcą wynająć mieszkanie na Bytomskiej za 350 złotych miesięcznie ( było to tylko troszeczkę więcej niż jedna doba w dobrym hotelu ). Powiedziałem , że poczta wyślę jej pieniądze i niech weźmie to mieszkanie dla nas. 

7.

Rafał Wojaczek  urodził się w 1949 roku. Jego ojciec , nauczyciel gimnazjum otrzymał po wymordowanej niemieckiej rodzinie wspaniałe mieszkanie na drugim piętrze kamienicy , przy uliczce biegnącej z rynku na wschód , w dół ; w mieście Nicolai , przemianowanym przez Polaków na  Mikołów , czterdzieści kilometrów na południowy zachód od Mysłowic.  Uczniem był średnim , ale ciągnęła go w górę pozycja ojca. Zaczął pisać wiersze w manierze raczej klasycznej . W wieku osiemnastu lat coś mu się stało w głowę. Pił , rozrabiał , wdawał się w awantury. Wysłano go na studia do Wrocławia ( tak przemianowano wielkie niemieckie miasto Breslau , po wymordowaniu jego mieszkańców przez rosjan w maju 1945 roku ). Wojaczek wydał tomik wierszy – seks i śmierć , w ostatnich wierszach było to tak właściwie jedno zjawisko. Jego specjalnością było wychodzenie z restauracji oknem wystawowym (szyby wtedy w Polsce były cieniusieńkie i kruche). Dostawał kilogramy leków psychiatrycznych , brał garść na chybił trafił i popijał szklanką wódki. Zdążył mieć dziecko z pielęgniarką , córkę; mieszka  ona teraz koło Myszkowa i prowadzi bar dla truckerów. Trafił na toksyczny zestaw i się przekręcił. Na jego pogrzebie w Katowicach w 1972 roku było dziesięć tysięcy osób. Miałem wtedy siedem lat i mieszkałem daleko na wschodzie w podgórskiej dolinie. Wojaczek popadł w zapomnienie.

Gdy zespół Myslovitz zaczął pół-amatorsko grać na Śląsku, wówczas o Wojaczku przypomniał sobie reżyser Lech Majewski . Wyszukał nikomu nie znanego poetę ( raczej wierszokletę-grafomana ) Krzysztofa Siwczyka z Gliwic, syna marynarza i nauczycielki francuskiego. Siwczyk po zdaniu matury wyprowadził się od matki i zamieszkał z dziewczyną. Kiedyś wrócił niespodziewanie i zastał miłość swojego życia  z obcym facetem , nagich w łóżku. Przez dwa tygodnie nie jadł , pił wodę z kranu i pazurami zdzierał tynk ze ścian. Jak się uspokoił – zaczął być poetą , co oznacza  według definicji Edwarda Stachury , że ”żył jak poeta”. Na fali powrotu do Wojaczka drobny aferzysta z Mikołowa , nieudaczny filmowiec (absolwent łódzkiej ‘Filmówki”, która nie wykształciła jednego porządnego reżysera, za to chlubi się żydowskim gwałcicielem-pedofilem Romanem Polańskim ) , nieudaczny pisarz i przedsiębiorca bez powodzenia Paweł Targiel namówił władze do sfinansowania w domu Wojaczka tak zwanego Instytutu Mikołowskiego im. Rafała Wojaczka, cudacznej instytucji zatrudniającej oczywiście  Targiela i grupę dziwacznych osobników jako – jedynych obecnie w świecie – ”poetów na etacie” ( ostatni znany mi przypadek to Grand Ministeur  de Weimar niejaki Goethe ). Siwczyk, groteskowy Maciej Melecki, ”cudo nawet wśród takich  cudów” o pseudonimie Ryba i kilku jeszcze degeneratów. Często na orgie alkoholowe zjeżdżali weterani śląskiej sceny poetyckiej : Jan Marek Krzysztof Emmanuel Baczewski ( tak naprawdę Marek Kowalik )  z  Zawiercia i  Sławomir  Matusz z Sosnowca ( pochodził z Jaworzna, ale – jak sam mawiał – został ”wypędzony z Miasta ” ). M.K.E.Baczewski to curiosum nieprawdopodobne wśród poetów ; ma mieszkanie , komputer , kartę kredytowa – i nie ma większych długów. Z  Matuszem łączy go zamiłowanie do bicia mniej wykształconej i mniej poetycznej żony. Baczewski stworzył oszałamiające niezwykłe dzieło, z którym może  tylko równać się ”Skowyt” Ginsberga, czyli ”Hujstorię”. ”Hujstoria” to heroiczny poemat białym wierszem – cywilizacja i kultura jako dzieło pedałów. Rzecz smakowita , dla koneserów. Rzadka inkrustacja wyższej kultury w nieheblowanej desce polskiej literatury.

Opętane bractwo wydaje ( raczej nieregularnie ) ”pismo katastroficzne” pod miłym dla ucha i trochę zwodniczym tytule ”Arkadia”. Drukują oczywiście sami siebie ( rzadko , dla zmylenia czytelnika , coś ważnego i wartościowego ).

Do Mikołowa jeździliśmy z Lui przez dwa lat przynajmniej raz na dwa tygodnie. Obowiązkowo fondue mięsne i sajgonki  w  ”Rajskim Ptaku ” albo ”pod Aniołem” w Rynku , potem parę drinków w okolicznych pubach i kulminacja wieczoru , czyli wizyta w Instytucie. Lui znali wszyscy doskonale , jako 17–latka dostała drugą nagrodę w konkursie poetyckim im. Wojaczka ( uczyła się w Technikum Łączności w Katowicach na Mickiewicza ) . Przez kilka następnych lat żyła z poetami w czymś w rodzaju komuny , a raczej dzikiej bandy ; razem imprezowali , głodowali , tłukli się po kątach jak australijskie króliki.

Kiedyś przyjechaliśmy do Mikołowa około południa , Dużo za wcześnie na imprezę . Lui gdzieś polazła na miasto z jakąś znajomą. Ja postanowiłem poczekać w Instytucie. Na parterze, w klatce schodowej spotkałem Siwczyka, który znosił do piwnicy plastikową skrzynkę z pustymi butelkami po  wódce. Jeszcze opływał w sławie gwiazdy filmowej, wydał grafomańskie ”Wiersze dla palących ”; z mamą , nauczycielką francuskiego fotografował się w kolorowej prasie dla pań.

- Mistrzu … – zagadnąłem nieśmiało - Jestem  szczęśliwy , że Cię spotkałem .

- A ja nie bardzo ze spotkania z Panem – odpowiedział sucho.

Wtedy zupełnie go nie rozumiałem. Teraz trochę bardziej , ale też nie do końca. Spotkałem go  jeszcze wiele razy. Ostatni raz w Tychach . Lui próbowała dziennikarstwa, pisała recenzję z wystawienia monodramu Siwczyka ( sam też grał ) w tyskim domu kultury. Bardzo, bardzo dalekie echo Ionesco ; może też coś z niedoszłego zięcia Joyce’a , Becketta.

Matusz. Mieszkał samotnie w drewnianym domu na peryferiach. Przez internet poznał nauczycielkę gdzieś spod Olsztyna , siedemset kilometrów na północny wschód. Napisała że przyjedzie do niego na świętowanie Nowego Roku. Była okropnie ostra zima. Matusz  sms-ami błagał mnie o parę złotych na węgiel , jedzenie i butelkę wódki.  Expressowym przekazem wysłałem mu na główną pocztę w Sosnowcu pięćset złotych . Potęga miłości . potęga poezji. Dwa lata później byłem bezdomnym na dworcu w Katowicach . Matusz szedł w białym długim płaszczu i białym kapeluszu  podziemnym przejściem z Placu Andrzeja na holl główny. Spojrzał na mnie badawczo , ale widocznie doszedł do wniosku , że to nie mogę być ja . Poszedł dalej. I to był ostatni żywy poeta , jakiego spotkałem w życiu.

8.

Lubię śpiewać Lubię tańczyć Lubię zapach pomarańczy



( Edward Stachura , rock‘n’roll singer)                                

Lui była fanatyczną wyznawczynią kultu fast-fooda . Gdy już była w dobrej restauracji  podziobała widelcem cielęcinę z grzybami , dobry befsztyk czy sałatkę; zjadła dwie albo trzy łyżki kurek w śmietanie.   Byliśmy kiedyś w Starym Młynie , przy trasie wylotowej z Opola na Częstochowę . Smakował jej pieczony ogromny pstrąg.  Zamoczyła usta w winie ale brandy nie tknęła.

Miłością Lui były hamburgery z McDonald , lody z karmelem w plastikowym kubku  ,”szejki”, gotowana kukurydza z kotła w Auto-Barze , placki po węgiersku z  ”Alusi” na Janowie  i z Plackarni Babuni  na Katowickiej przy samej granicy z Katowicami ; włoskie lody na bazarze na Mickiewicza w Katowicach , pomiędzy Empikiem i dworcem autobusowym   a pasażem ulicy Stawowej.

W Megrezie na Mikołowskiej robiliśmy wieczorem zakupy . Butelka Absolutu albo Finlandii , karton soku z sycylijskich czerwonych grejpfrutów , biała czekolada , pomarańcze , batony , konserwy , chleb , czasem składniki do sałatki greckiej labo z tuńczykiem.  Jakie by zakupy bogate nie były , to i tak Lui koło 22-22.30 dostawała niepohamowanego głodu na hamburgera albo lody z karmelem. Błaganiami , płaczem i obietnicami , że to na pewno ostatni raz wymuszała na mnie zwleczenie się z łóżka i odpalenie auta.  W Mysłowicach  nie było McDonalda ; fizycznie najbliższy był przy Campanille w Katowicach , ale tego Lui nie bardzo lubiła.  Jechaliśmy do samego centrum Katowic  na ulice Stawową. Jak już byliśmy w okolicy to nie sposób było nie zaglądnąć do pubu Bob, naprzeciwko banku PKO na Mickiewicza.  Było to ukochane miejsce spotkań bluesmanów,  drobnych dealerów  i szukających przygód nastoletnich uczennic.  Ciężko było zrobić siusiu , bo  męskie W.C. okupowały heteroseksualne pary z 20-letnią różnicą wieku.

McDonald na Stawowej był czynny do północy.  Jeżeli się nie wyrobiliśmy z czasem jechaliśmy do Sosnowca , do restauracji przy trasie wylotowej z centrum Katowic przez Sosnowiec do łącznika z trasą S1 na Łódź , Gdańsk i Warszawę .

Ulica Bytomska bierze swój początek w samym centrum Mysłowic, gdzie kotłują się i krzyżują : ulica Krakowska w ciągu drogi krajowej nr 79 ,  Rynek Duży i Rynek Mały , Sąd , ogromny kompleks aresztu śledczego  , dwa kościoły ,  posterunek polskiej policji , Ratusz nowy i ratusz stary , ulica Oświęcimska w kierunku na Brzęczkowice i Brzezinkę. 

Areszt śledczy mieści się w ogromnym zespole budynków na wzniesieniu , w samym centrum miasta.  Powinno go być widać z daleka , prawie z każdego miejsca miasta. To dziwne , ale pojawia się wtedy , gdy jesteśmy już bardzo blisko niego. Ci którzy w nim zamieszkiwali , mówią , że  z najwyższych kondygnacji rozpościera się widok na pół Śląska , a przy dobrej pogodzie widać wieżę katolickiego sanktuarium na Jasnej Górze.

Areszt potocznie nazywa się Zamkiem . Zamek to po polsku ”mechanizm zamykający ” albo  siedziba Księcia. ”Zamek” to też tytuł nieudanej powieści zamieszkałego w  Pradze  Austriaka  Franza Kafki .

Ulica Bytomska z trudem wycieka z tego chaosu , wije się zboczem w dół pomiędzy kamienicami z XIX-wieku , miejscami ma cztery metry szerokości , tak , że brakuje miejsca na chodniki , a szlak dla samochodów biegnie torowiskiem dla tramwajów ( a konkretnie dla ”14-tki” ).  Po 300 metrach ulica wypływa na równinkę nad rzeką Przemszą ; dalej po lewej ma kamienice a po prawej  stary park. Później  w miejsce parku z powrotem wskakują kamienice ( troszeczkę nowsze , z lat 20-tych XX-wieku ) a te po lewej ustępują miejsca starej , ale wciąż czynnej kopalni ” Mysłowice ”. Za kopalnia miasto się kończy i ulica zmienia się w szosę na katowickie Szopienice. Obok szosy na Szopienice biegnie torowisko ” 14-tki”. Tramwaj wyhamowuje  swój bieg i zawraca na, Wełnowcu , placu Alfreda i katowickim Załężu prawie że na granicy z Chorzowem - Batory.

To o drodze ”14-tki” przez ulicę Bytomską Artur Rojek ( nie pod nazwą ”Myslovitz” tylko ”Lenny Valentino” )  wyprodukował płytę ” Uwaga , jedzie tramwaj ”.

Lui wyszukała mieszkanie w trzypiętrowej kamienicy , na przedostatnim piętrze w miejscu gdzie ulica Bytomska zaczyna biec obrzeżem parku i łapie trochę oddechu.  Wynajmującym było małżeństwo : on – niestary górnik-emeryt , ona- gospodyni domowa i alkoholiczka. ( dwa lata później , gdy między mnie a Lui weszły demony ; Lui sypiała z tym górnikiem-emerytem ).

Wchodziło się na górę ciemną wąską klatką , po drewnianych schodach. Przedpokój był jednocześnie kuchnią . Po lewej był mały pokoik , wypełniony meblami sprzed trzydziestu lat.  Po prawej był ogromny , wysoki , prawie pusty pokój , z prowizorycznie wstawioną muszla klozetową i wanną , z elektrycznym bojlerem , z którego zwisały niezaizolowane druty. Było jeszcze wielkie łóżko. Kupiłem prosty elektryczny czajnik , w którym Lui grzała swoje ulubione piwo , jabłkowego Reddsa ( zawsze jej kipiało i wylewało się na stół ). Gdy Lui była zajęta w kuchni wtedy mogłem się załatwić.  Lui nie był skrępowana , gdy ja leżałem na łóżko , wtedy   naga , siadała i siusiała.

Miałem różne sprawy w Polsce , najczęściej centralnej , na północ od Śląska.  Umawiałem się sms-ami   z  Lui , że załatwię sprawy w Łodzi , Warszawie czy Radomiu i  o około 17-tej  będę na Śląsku.  Sprawy się przeciągały, na niby-ekspresowej S1 zawsze były korki , wypadki. Przekładałem godzinę przyjazdu , a od 18-tej co dziesięć minut musiałem dzwonić do Lui  gdzie  jestem i co robię, i jak daleko jeszcze .

Dojeżdżałem około 21-22 , piłem grzanego Reddsa  , dużego drinka i rozbierałem się do naga. Byłem cudownie wolny . Bawiłem się piersiami Lui , całowałem po ramionach , brzuchu , placach gładziłem wewnętrzne, bajkowo gładkie  powierzchnie ud ; wolniutko wsuwałem penisa . Gdy Lui robiła się wilgotna na całej długości , wówczas stosowałem technikę chińska – osiem wejść na 1/3 długości i dziewiąte – aż do końca. Za ósmym albo dziewiątym nawrotem cyklu Lui jęczała cichutko , na znak że to już jest.  Wtedy ja wtulałem się w szyje Lui , zapadałem w gęsta słodką ciemność i czekałem na rozkosz dla siebie.



1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   12


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna