Krótka historia pop-grupy Myslovitz



Pobieranie 0,54 Mb.
Strona12/12
Data14.02.2018
Rozmiar0,54 Mb.
1   ...   4   5   6   7   8   9   10   11   12

Raz serce mi zadrgało .  Przy małym stoliku  siedziała dziewczyna, szatynka , niewysoka , koło 27-28 lat.  Widać straciła chłopaka i szukała nowego , albo nigdy nie miała i nagle poczuła że chce go mieć.   Udawała że pije kolorowego dużego drinka. Pracująca , grzeczna , spokojna.  Wystarczyło podejść , uśmiechnąć się , powiedzieć parę słów o niczym , że obsługa dzisiaj okropnie niemrawa, że w barze na dole jest fajne hiszpańskie piwo z nutą teguilli. 

Obcy astronom. Obserwuje przez teleskop dziewczynę na obcej planecie. Daleko okropnie, po drugiej stronie drogi mlecznej.  Dziewczyna nie istnieje , to tylko jej obraz sprzed miliona lat. Tak śpiewał Grzegorz Ciechowski , założyciel Republiki. Zmarł w wieku trzydziestu pięciu lat , zostawiając trzecią , młodą żonę z maleńkim dzieckiem. 

Odszedłem  zmieszany , zawstydzony , bardzo nieszczęśliwy. Na swoim legowisku położyłem się na boku i skuliłem .

81

Nie będziemy wybierać, powiedział, ten kto pierwszy 


Niczym ostrze losu, pierwszy który się trafi 

( Myslovitz, pop-grupa )  

Którejś nocy z dozorcówki parkingu , gdzieś z pierwszego poziomu zszedł ochroniarz i przepędził mnie z legowiska.  Robił to regularnie raz na tydzień. Wtedy trzeba było parę godzin przeczekać gdzieś indziej.  Noc był dość ciepła , nic nie padało. Chodziłem i oglądałem wystawy. Buty , ubrania , zegarki , opasłe biografie trenerów piłkarskich i  telewizyjnych prezenterów.  Niedaleko na chodniku upadła imprezowiczka , wielka  tłusta kobieta z czarnymi włosami w czarnym płaszczu. ”Help You?”- zaproponowałem. Podniosłem ją i  podprowadziłem na postój taksówek.  Zanim wsiadła do żółtego mercedesa  wcisnęła mi do reki zwitek banknotów. Odjechała. Dwieście czterdzieści euro. Majątek. Bilet do mojego dawnego świata. Wrócę i zniszczę moich wrogów . Przynajmniej jednego , pierwszego który się trafi.

Zjadłem normalny posiłek za pieniądze  w barze na dworcu autobusowym. Kupiłem na drogę parę batonów. Autobus do Oslo , przesiadka. Jadę do Krakowa. Autobus przejeżdżał przez węzeł brzęczkowicki w Mysłowicach koło jedenastej przed południem . Było szaro mgliście. Serce mi nie zadrgało. Obojętność.  

82

To wstyd To złość To dzień To noc 


To blask To cień To znak , że miłość jest tym czego chcę

( Myslovitz , pop-grupa )

Czas pędzi jak oszalały. Z przerażeniem widzę uciekające godziny. Zapadam w stan snu , nie-snu. Proszę wszystkich o kawę , piję kuban za kubanem. Szumi w głowie.

83

Otwórz oczy Zobacz sam  Przed nami mgła  Zamykam oczy  Nie chcę widzieć Nie chcę czuć  Czy to koniec już ?  To koniec już...



( Myslovitz , pop-grupa )

Jestem czysty jasny , spokojny , przepełnia mnie miłość . Roztapiam się w niej. Nagle , jakby na umówiony znak z każdego zakamarka duszy wyskakują demony . Jestem rozszalałym zwierzęciem , chcę mordować , miażdżyć , rozszarpywać gardła. Miotam przekleństwa ,  na Anitę , Lui , moich krewnych i wrogów; przeklinam całe pokolenia , narody. Wołam o  tysiąc lat  męki , o ogień , i  o wodę , która wszystko pochłonie. Dyszę , krążę pomiędzy kratą a klapą. Mam nagi tors i głowę czarnego Byka. Jestem rozbujanym zwierzęciem ,

chcę pędzić pomiędzy kolumnami kobiecych nóg ; przeciskać się w gorących wnętrznościach; bryzgać, tryskać , pławić się w nasieniu. Jestem dawcą życia i śmierci.

Przerzucam kartki ”Cudownego rogu chłopca” ; kilka wersów o Anke z Thoraw. Koniec. Koniec.


84

Pamiętam mówił zapamiętaj, nie potrafię zapomnieć 


Wyrazu oczu strachu potem krwi na dłoniach

( Myslovitz . pop-grupa )

Jadę do Rzymu . To znaczy , fizycznie , do Ropczyc pod Rzeszowem. Tam sędzią jest Anna Romańska. ”Romańska” to znaczy – w polskiej gwarze – ”z Rzymu” . Rannym pociągiem dojechałem tam około 5.50 rano. Pokręciłem  się w okolicy dworca . Przed ósmą byłem w prawniczej kancelarii w Rynku . Powiedziałem , ze jestem ich kolegą , adwokatem z Krakowa. Pokazałem legitymację. Poprosiłem o pożyczenie adwokackiej togi – ”nie odpaliło moje auto, zabrałem auto żony , nie przełożyłem togi z bagażnika”.  Z togą przewieszoną przez ramię udałem się do Sądu . Przeszedłem przez bramki – w porządku – nie miałem noża.

85

 Tylko pamiętaj bez hałasu Bez zbędnych emocji 


 Poczuj w sobie siłę i rób tak , żeby zabić

( Myslovitz . pop-grupa ) 

ZOG, parszywy , odrażający. Syjonistyczny Rząd Okupacyjny. Skrót rozpropagowali Żydzi z Hollywood, w filmie o farmerze, który zabija żydowskiego szczekacza z radio. Romańska już nie będzie służyć żydowskim okupantom. Będzie dla nich obciążeniem. Próbowała się wkręcić dyskretnie do swojego gabinetu. Ubrana młodzieżowo. ”Cześć Anka!” – odwróciła głowę, dostała cios prosto w oko plastikowym , twardym długopisem BIC-a. Żółciutkim. Próbowała ratować drugie oko. Złapałem to monstrum za włosy , odchyliłem głowę i tłukłem po oczach bez opamiętania. Lewe, prawe, lewe, prawe.

86

Pamiętam mówił ach, chciałbym sobie postrzelać  Wiesz do dziewczyn na ulicy  W biały dzień, teraz   Nie do zwykłych dziewczyn, ale do tych najpiękniejszych  Chciałbym patrzeć im w oczy jak marnieją i więdną 



( Myslovitz . pop-grupa )

Chodziłem biegałem po Krakowie. Czułem się bezpieczny ale wiedziałem , że muszę wyjechać. Warszawa, Szczecin, może potem zagranica. Tłumy ludzi , turyści , wesołe krzyki , studenci. Bliżej wieczora wróciłem na dworzec kolejowy. Kasa krajowa. ”Osobowy , raz , do Mysłowic” . To powiedział jakiś głos koło mnie., ale nikogo nie widziałem. ”Dziesięć pięćdziesiąt” – odpowiedziała kasjerka, a ja niczym automat posłusznie podałem dwudziestozłotowy banknot. Wyszedłem na peron. ”Debilu , skończony debilu, wracaj do kasy , kup bilet do Warszawy , masz szansę , niczego nie musisz robić , po prostu nie jedź do Mysłowic. Spokojnie . Masz pieniądze na bilet do Warszawy ? mam , a na pośpieszny masz ? mam, to wracaj do kasy, popracujesz na czarno na farmie pod Grójcem, skombinujesz lewy dowód , wyjedziesz , do Hiszpanii , albo Anglii, będzie dobrze, wszystko z czasem rozejdzie się po kościach, teraz zetrą cię na miazgę”.

Zasyczały automatyczne drzwi. Osobowy przyśpieszony do Katowic. Jak zdalnie sterowany robot wszedłem do wagonu. Usiadłem na dolnym pokładzie, cichutko , w kącie . ”Wysiądź w Krzeszowicach, uciekaj , tam czeka cię śmierć”. Jasno , parno , trochę ludzi. Studenci , młode dziewczyny pracujące w krakowskich sklepach i pubach , kolejarze kończący zmianę. Krzeszowice , Trzebinia. Mrok skryształowiał. Szczakowa. ”Uciekaj” . Czarny las , potem światła Jaworzna. Most na Przemszy. Światła na skarpie w blokach Brzęczkowic . Mocniej wcisnąłem się w kąt , spuściłem głowę. ”W porządku , udowodniłeś sobie , że na wiele cię stać, spokojnie, koniec wygłupów. Grzecznie dojedziesz do Katowic , kupisz bilet do Wrocławia”.

Gdy na dworcu w Mysłowicach otworzyły się drzwi , zerwałem się i wybiegłem na peron . Przeszedłem na Oświęcimską. ”Wracaj , Wracaj , Wracaj” – miarowo huczał mi w głowie obcy głos. ”Idź na Katowicką , zaczekaj na Jotkę , uciekaj do Katowic ”. Już po dziesiątej w nocy.

Na parkingu przed blokiem stał chyba o jeden samochód za dużo , zauważyłem to od razu , ale nie potrafiłem go wskazać . ”Śmierć ! Śmierć ! Śmierć ”. Drzwi do bloku były jak wejście do grobu. Szybkim krokiem podszedłem i otworzyłem je. Cisza. Coś nie w porządku. Windy. Na końcu korytarzyka para: on wielki , z wygoloną głową przyssany do szyi młodej brunetki w beżowym płaszczyku. Spojrzała na mnie tak od niechcenia , niedbale. Już wszystko wiedziałem. Wsiadłem do windy. Zagotowałem się każdą komórką ciała, płonąłem. Szóste piętro. Po co tu przyjechałem . Tu nikogo nie ma. Jadę do Katowic. Zacznę nowe życie. Parter.

Krzyki , wrzaski , łomot. Brunetka w beżowym płaszczyku gorączkowo coś wykrzykuje do telefonu. Syrena policyjnego auta.

Następnego dnia przed południem wywieźli mnie z Katowic nieoznakowanym policyjnym autem . Lekko zamglone niebo . Spokój . Obojętność. Poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Ulica Mickiewicza , rondo , hala Spodka , Altus , stacja BP , znak ”Rzeszów 256 km”. Autostrada. Las. Zjazd na Mysłowice, z przekreśloną nazwą Wesołej. Węzeł na Brzęczkowicach. Po lewej są bloki na skarpie nad Przemszą ale nie patrzę. Spokój . Obojętność.

Na rozprawę Romańska przyszła z mężem , facetem o figurze koszykarza. Blizn na twarzy prawie nie było widać. Wstawili jej sztuczne – pewnie szklane – oczy. Nie mrugała powiekami.

Patrzyłem na to para-ludzkie dziadostwo z uśmiechem , pobłażliwie. Byłem Człowiekiem , czyli istotą na którą Bóg  nałożył Obowiązek.

Ona , i ten samiec , który nią się opiekował, byli Zwierzętami które Oszalały.

Kto zabija anglika, rosjanina, czecha, ich bestie ,i ich prostytutki  – choćby zgrzeszył – będzie w Niebie. Na łące , pod murami zamku Pana , przy stole uczty będzie miał miejsce.

Kto mieczem , słowem , pracą lub modlitwą -  stanie do walki z szatanem , jego bestiami, jego prostytutkami – choćby zgrzeszył, będzie zbawiony.

87

Czwarta dwadzieścia rano. Biznesmen , już ubrany , sprawdza zamki i zapięcia trzech dużych podróżnych toreb. Lada chwila szczęknie zamek przy dużej kracie na końcu korytarza. Będę miał może dwadzieścia pięć sekund , aby bezpiecznie podrzucić jeszcze tę kartkę do wywiezienia.



- Ziomek…, przyjacielu  , Robert … Jeszcze jedną karteczkę weźmiesz ? Bardzo cię proszę, pchnij to moje pisanie . Widzisz sam , jak jest. Będę się modlił, żebyś szybko wyskoczył , żebyś stał grubo. Musisz mi uwierzyć , że to ci pomoże . Nic na siłę. Ja próbowałem , no i widzisz.

- Zrobię , jak obiecałem, przyrzekam .  

88

... że miłość jest



( Myslovitz , pop-grupa ) 

Otwieram szeroko okno na lipie. Robi się jasno. Powietrze jest rześkie , soczyste. Dostałem do przejścia drogę niełatwą .  Trochę się jeszcze przeplączę po tym świecie , ale prawdziwy koniec jest tu i teraz. ”I nie jest mi nawet żal”, jak to napisał Rojek z Myslovitz. Elai, Elai, lama sabahtani . Demony rozpierzchły się , wiem , wrócą , żeby mnie żywcem rozszarpać. I niech tak będzie. Teraz wstaje słońce. Podniecenie , ekscytacja, czekanie. Głosy koło kanciapki oddziałowego. Piszę na ścianie , zaraz przy klapie. Będę walczył do końca. Do ostatniego słowa. Mamo , mnie już nie ma . Moje słowa , to ja. Znikam , odparowuję. Robert chwyta mnie za ramię , ma jedną torbę otwartą, tam pod jego papierami są moje słowa. Zamek . Krata. Dwadzieścia pięć ostatnich sekund.

- Marek , to już czas , będzie dobrze.

Zmartwychwstanę. Lui . Życie . Idę do mojej rodziny , nic mnie nie powstrzyma. Idę do mojej rodziny.

---

Lui została zaproszona na świętowanie Nowego Roku  do  hotelu koło Bielska-Białej. Wracała  ze znajomymi. Przed południem 1 stycznia , na wysokości Pszczyny,  ich samochód wpadł w poślizg i uderzył w filar wiaduktu . Lui rozbiła głowę, pozostałym , poza stłuczeniami, nic  się nie stało,. Zmarła przed 17-tą w szpitalu w Tychach . Jest pochowana  w grobie babci Marii na nowym cmentarzu przy Mikołowskiej w Mysłowicach.



Marek , po wędrówce  przez całą Polskę, trafił na Śląsk do Bytomia , dwadzieścia parę kilometrów na północ od Mysłowic , do więziennego szpitala. Więźli go z Nowego Sączą przez Kraków i Katowice . Jego  furgon na krótką chwilę zatrzymał się przy rogatkach autostrady na węźle brzęczkowickim . Przez małą szybkę mógł zobaczyć zapalające się światełka w blokach na skarpie  nad Przemszą.

Po miesiącu mieli wywieźć go do Nysy albo Strzelec Opolskich  ( jechał transport w tamtym kierunku ). Zmarł w nocy. Lekarz stanął w drzwiach sali, popatrzył na śpiące zwłoki i krótko zaordynował pielęgniarce : ” Wpisz niewydolność krążenia ”. Ma maleńki grób z ubitej ziemi na cmentarzu miejskim w Dąbrowie  Górniczej , jakieś 6-7 kilometrów jeszcze bliżej Lui.

Dziewczyna , pierwowzór jednej z bohaterek ”Błękitnego Basenu”, zmarła na raka w wieku trzydziestu lat. Wszyscy inni żyją , mają się chyba dobrze. Odbierają telefony , figurują w internetowych wyszukiwarkach i na społecznościowych portalach.

Artur Rojek prowadzi audycję w rock’n’rollowej stacji radiowej.  Wojciech Powaga założył biuro projektowe. Myszor i ”Jaca” udzielają się w różnych projektach muzycznych ( mało udanych ). Wojtek Kuderski żyje z oszczędności.  Plącze się po Mysłowicach,  można go spotkać w okolicach ulic Starokościelnej , Bytomskiej, Matejki i Rynku.



Ostatniej nocy przyszły do mnie zaginione zabite zamarznięte dzieci i poprosiły : " Chodź do nas , będziemy się bawić " . Trzeba iść .


1   ...   4   5   6   7   8   9   10   11   12


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna