Krótka historia pop-grupy Myslovitz



Pobieranie 0,54 Mb.
Strona1/12
Data14.02.2018
Rozmiar0,54 Mb.
  1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   12


Krótka historia pop-grupy Myslovitz

Mysłowice 2009 , ku pamięci Moniki Haberla ( 1982-2008 )

--------

Jestem  śmiertelnie zmęczony. Przepędzają mnie z parkingów, dworców i centrów handlowych. Jest mi coraz trudniej. Chodzę po wielkim mieście , którego nazwy nie znam. Sprzedaję a raczej próbuję sprzedawać po 4 złote srebrne płytki w papierowych kwadratowych opakowaniach.  Czarnym długopisem oznaczam opakowania: ”Krótka historia pop-grupy Myslovitz”. Złym rozdrażnionym ludziom których zaczepiam  tłumaczę , że płytka zawiera krótką nieautoryzowana biografię zespołu Myslovitz z Mysłowic. Niektórzy dają mi 5 zł ( w Polsce są monety 5 , 2 i 1-zlotowe) . Jeżeli mam przeczucie , że nie zniszczy od razu płytki, daję ją nawet bez pieniędzy. Mając kilka złotych biegnę do kafejki internetowej. Wchodzę na moją ostatnią darmową skrzynkę e-mailową i wgrywam opowieść na płytkę. Cała operacja kosztuje dokładnie  4 złote i 30 groszy. Czuję , że muszę rozprowadzić co najmniej 888 egzemplarzy opowiadania. Wtedy na pewno przetrwa.  Nie zginie w morzu śmiecia i oszalałym bełkocie. Nie wiem ile egzemplarzy udało mi się stworzyć. Straciłem rachubę gdzieś przy 120-130. Jeszcze dużo pracy przede mną . Jestem chory i coraz słabszy.  

Byłem przedsiębiorcą , budowałem  boiska sportowe i place zabaw. Miałem rodzinę , żonę, dzieci , przyjaciół. Oszukała mnie firma z Kielc . Mitex ”zero-osiem”. Bo płaciła swoim kontrahentom osiem dziesiątych  procenta wartości umowy. Spróbowałem zrobić taki sam manewr wobec firm , którym ja byłem dłużny pieniądze.  Moi wierzyciele grzecznie poprosili mnie żebym nie robił im takich numerów .  Nie posłuchałem . Liczyłem ,że przetrzymam ich pieniądze przez zimę a wiosną spłyną do mnie zaliczki z nowych umów.  Załatwili mnie w kilka tygodni. Zajęto mi rachunki wierzytelności samochody.  Pojawiła się policja , zrobiono ze mnie oszusta. Wszystko się rozsypało.  Straciłem rodzinę i przyjaciół . Miotałem się jak zwierze we wnykach. Ostatecznie trafiłem do więzienia. 

Trafiłem do dwuosobowej celi z Markiem. Ostrzeżono mnie , że  to morderca, który zabił sędziego  w jakiś okrutny sposób , że nigdy nie wyjdzie z więzienia i żebym go nie prowokował i nie drażnił , bo mnie zabije. Marek był grzecznym człowiekiem w bliżej nieokreślonym wieku.  Miał swoje życie  a ja starałem się udawać , że mnie nie ma.  Po około dwóch miesiącach  , gdy wróciliśmy z rannego spaceru  , Marek poprosił żebym usiadł na jego pryczy. Mówił gorączkowo cicho bardzo precyzyjnie.

”Jesteś tu przypadkiem, siedzisz za damski huj,  lada dzień wyjedziesz  na oddział półotwarty, wrócisz do życia,  będziesz miał pieniądze. Ja jestem już w grobie , nigdy mnie nie wypuszczą. Do nikogo nie mogę napisać , żeby mi pomógł. Mam tu papiery. To moje życie . To życie – i tu się zawahał – to życie innych ludzi. Mam wobec nich obowiązek. Niczego stąd nie wyślę, a jeśli nawet oni to przepuszczą to na wolności pójdzie do pieca albo w hasiok . Ty to skopiujesz i puścisz w świat. Dla ciebie to będą małe pieniądze, zarobisz je w tydzień. Dla mnie…”.

Zamilkł . Zrobiło mi się go żal . Przyrzekłem , że zabiorę jego papiery i wydrukuję.  Zaczęły dziać się prawdziwe cuda. Za kilkanaście dni wyjechałem do  ośrodka , gdzie wszyscy pracowali na wolności i wracali tylko na noc . Dyrektor  na wstępie  zapowiedział, że postara się mnie stąd pozbyć bo  powinienem robić karierę na wolności , a nie ”wypoczywać na koszt podatników”. Kilka miesięcy i wyszedłem na wolność.  Znajoma sprzed lat  opiekowała się mieszkaniem kuzyna , który wyjechał do Irlandii , pracować przy montażu komputerów. Tymczasowo mnie tam umieściła. Znalazłem pracę . Wieczorami dorabiałem przy obsłudze sklepu internetowego. Seledynowa papierowa teczka z zapiskami Marka leżała na dnie podróżnej torby. Było lepiej z tygodnia na tydzień. Mieszkanie , samochód stary ale sprawny , Dziewczyna. Potem nawet pies. Suczka rasy yorkshire terier. Większe pieniądze raz w miesiącu, po parę groszy dodatkowo co tydzień , czasami częściej. Sielanka, błogość, odpoczynek wojownika po bitwie.

Przeczytałem powieść Marka. Raz , dokładnie. Już jej nie odłożyłem do torby czy na półkę. Poszła w hasiok. ( ”hasiok” to po śląsku - kosz na śmieci, Marek pochodził ze Śląska). Wyszedłem z bloku i wrzuciłem teczkę do dużego zbiorczego pojemnika na kółkach.  Czułem się szczęśliwy , że odrzucam ostatnie  brzemię okresu upadku i niepowodzeń. Było to środę, może w czwartek.

W poniedziałek runęły na mnie fale nieszczęść . Wraca niespodziewanie właściciel mieszkania. Żaden problem , wynajmę inne , choćby pokój.  W firmie dyrektor płacze i tłumaczy się , że musi mnie zwolnić bo główny udziałowiec potrzebuje etatu dla córki  przyjaciela, doradcy podatkowego. Pali się przenośny komputer.  Kłótnie z dziewczyną , skąd weźmiemy pieniądze na mieszkanie , na życie. Pełna blokada.  Nikt mnie nie chce do pracy , żadnych zamówień. Przesiaduję w internetowych kafejkach, piszę setki próśb o pracę, Wstukuję setki , tysiące ogłoszeń na bezpłatnych portalach. Cisza. Mój przenośny telefon milczy. Cisza. Nie ma kłótni , są tylko złe spojrzenia.

Wiem co się stało , wiem co mam zrobić. ”Za ostatni grosz, kupię dziś, chociaż cień dawnych dni”. Za ostatnie pieniądze kupuję czas w internetowej kafejce. Czterdzieści godzin przy klawiaturze komputera. Spisuję to , co zapamiętałem z powieści Marka.

Moja pisanina. Żałosna. Trzydziesta druga kopia z kopii. Naprędce sklecony barak z  desek i falistej blachy. Streszczenie eposu na kartce formatu A4. Mahabharata i Ramajana w wersji dla dziesięcioletnich dziewczynek. Sterta przemieszanych śmieci i gruzu. Ocalić od zapomnienia. Wygrać Tristana i Izoldę na elektrycznym pianinie.

Marek pisał ostro , wyraziście, kolorowo. Jego powieść była tysiącem witraży, przeniesieniem mogolskich miniatur  w krainę słowa. Każdy obraz  był opowieścią. Kilka tworzyło inną opowieść.  Mieszane tworzyły coraz to nowe opowieści. Skończona liczba obrazów tworzyła nieskończenie wiele opowieści. Szczegóły dopieszczone  i rozpisane były  w manierze starszego Goncourta , Edmunda.  Delikatność i liryzm to szkoła Juliusza.  Odwagę pochwaliłby nawet sam wielki Jan Franciszek , markiz de Sade. ”A słowa wasze niech będą : Tak, Tak i Nie, Nie”. I takie były. Wątki , skojarzenia snuły się i przenikały jak u Joyce’a i Prousta. Słowa miękkie ciepłe i pachnące znienacka nabierały okrutnej mocy serii z karabinu maszynowego. ”Najpierw zabijemy wszystkich wywrotowców, potem ich wspólników i sympatyków. A na koniec wszystkich obojętnych i nieśmiałych”. Głos samego Boga poprzez usta argentyńskiego generała.

Tysiące , setki lat temu do osady przybywali Obcy. Pokaleczeni wojownicy z rozbitych armii, pieśniarze , starcy , jedyni ocaleni z rzezi całych miast i plemion, czasem ścigani i wyklęci. Zostawali cztery dni i cztery noce. Dzień pierwszy to wprowadzenie słuchaczy w błąd,  wywiedzenie na manowce , zaciekawienie. Dzień drugi wprowadza w opowieść. Dzień trzeci mówi wszystko. Dzień czwarty odkrywa maleńką część prawdy o dniu trzecim i kończy opowieść. W cztery dni można opowiedzieć o człowieku , o jednym zdarzeniu i o Wszystkim.

Pisałem cztery dni  po dziesięć godzin . Jeszcze starczyło pieniędzy na osiem dysków.  Rozdałem je w kafejce. Nie zwracałem uwagi na zdziwione spojrzenia. Wszystko co zbędne wyrzuciłem do kosza na ulicy. Nie wróciłem tam , skąd przyszedłem . Poszedłem prosto w zapadający mrok. Wiedziałem , że tak trzeba. To mój los, moje przeznaczenie. To moja droga.

Jestem coraz słabszy. Strasznie boli mnie brzuch – jak jestem głodny i jak coś zjem. Z dziur po plombach w zębach sączy mi się krew. Stopy mam opuchnięte, paznokcie wrastają mi w ciało. Muszę wytrzymać i ponieść moje brzemię jak najdalej. Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Nie zazdroszczę wymytym , ogolonym mężczyznom , wożącym ładne pachnące kobiety w pięknych samochodach. Panie mój, daj mi nadludzką siłę. Jestem śmiertelnie zmęczony.

Krótka  historia  pop-grupy  Myslovitz 

I nawet kiedy będę sam , nie zmienię się , to nie mój świat. Przede mną droga  którą znam , którą  ja wybrałem sam .

Myslovitz ,  pop-grupa 

Idziecie do Rzymu ? Albowiem kto idzie do Rzymu , nie wiem właściwie… jak wraca .

Franciszek Loyola 

Królestwo moje , nie z tego świata jest.

Jan Chrzciciel powtarza za Izajaszem 

Dla Ciebie mógłbym zrobić wszystko, co zechcesz , powiedz tylko , naprawdę na dużo mnie stać ; dla Ciebie mógłbym wszystko zmienić, mógłbym nawet uwierzyć, naprawdę na dużo mnie stać .

Myslovitz , pop-grupa 

 1.


Byłem astronautą w kosmicznym statku , miliony lat świetlnych od ziemi. Byłem sam. Nie mogłem żyć bez statku , ale nie byłem statkiem .

2.

Artura Rojka wychowywała samotnie matka, ojciec zmarł , gdy chłopiec miał 6 lat. W 1990 roku zaczął studia na Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach. Jeździł z Mysłowic na uczelnie autobusem 77 i tramwajem 14-tką . Poznał innego studenta, ekonomiki transportu na Politechnice , Wojciecha Powagę. W autobusie i tramwaju spotykała ich moja Lui , która uczyła się w Katowicach w Technikum Łączności na ulicy Mickiewicza . Parę lat później Lui została prawie oficjalną narzeczona brata Powagi , Krzysia , spokojnego chłopca , który teraz pracuje w Banku Przemysłowo-Handlowym w Sosnowcu. Razem byli na balach maturalnych, jeździli w góry. Nic więcej z tego nie wyszło, bo Lui spotkała poetów z Mikołowa , wydała tomik wierszy ”Oszołomienie” , zaczęła pic i ćpać jak oszalała. Podobno Rojek i Powaga proponowali Lui pisanie tekstów dla ”Freshmen’a” , podobno Lui z oburzeniem odmówiła ( Ja poetka , teksty dla zespołu rockowego ? ) ale to chyba legenda ; panicznie skąpy Rojek zawsze wszystko próbował robić sam , nauczył się też pisać teksty piosenek .



Rojek i Powaga dobrali jeszcze dwóch dwudziestolatków po zawodowej szkole , którzy niedawno zaczęli pracę w kopalni w Mysłowicach jako górnicy. Pili i wyzywali sztygara , lada dzień i tak wylecieliby z roboty dyscyplinarnie. Jacek ”Jaca” Kuderski i Wojciech ”Lala” Kuderski. Wojtka spotkacie w Mysłowicach w okolicach Rynku , Grunwaldzkiej i Krakowskiej. Łazi tez na wszystkie koncerty i imprezy.

Wynajęli od drobnego przedsiębiorcy budowlanego garaż na Janowie. Przez pierwsze sześć miesięcy po parę godzin dziennie trenowali jedna piosenkę , 3 minuty 22 sekundy , ”Peggy Brown”. To stara ludowa irlandzka piosenka z polskimi słowami poety Ernesta Bryla. ”Oh , Peggy Brown , Oh Peggy Brown , kto ciebie ukochać będzie umiał ” . Bębniarz Lala nie miał perkusji i tłukł rytm kijami w dwie blaszane beczki , jedną pustą a drugą do połowy wypełnioną piaskiem. Rojek – gitara, Powaga – gitara , Jaca – bas.

Rojek postanowił grać brit-pop. To muzyczka grana po pubach , na szkolnych i zakładowych imprezach przez chłopaków z najbiedniejszej , robotniczej i lumpenproletariackiej klasy w środkowej Anglii. Rock & roll był grany przez młodzież z klasy średniej i studentów , często szkół artystycznych. Brit-pop był wypadkową i popłuczyną : rock&rolla i knajpianego popu , śpiewanego przez rozpijaczonych łajdaków i prostytuujące się piosenkareczki.

Grali początkowo bez powodzenia jako suporty innych , równie niepopularnych grup. Groteskowi , czterech skrzatów po metr trzydzieści w kapeluszu , z łysym wokalistą o wyłupiastych oczach , w sweterku bez rękawów w kratkę. Publika o ile była , a nie uciekła , wygwizdywała ich bezlitośnie. Grali dalej. Już jako Myslovitz raz czy drugi pokazali się w telewizji. Nagrali czarną , depresyjną płytę ”Myslovitz”. Rojek zaczął pracę jak nauczyciel gimnastyki w Szkole Podstawowej nr 11. ”Amfetaminowa siostra”. Uczniowie na przerwie pytali go , czy sprzeda im coś , skoro śpiewa to musi też tym handlować. Doszedł do składu Przemek Myszor , sympatyczny rozmowny wielkolud. Wiele lat później , na wręczaniu nagród MTV Poland kulił się gdzieś z tyłu , żeby reszta nie wypadła jak gromada hobbitów. Myszor mieszkał na ulicy Batorego na Janowie w Mysłowicach. To ślepa ulica , dochodzi do skarpy , a na górze jest dojazd do autostrady. Jego dom był w początku ulicy , po lewej ; prawie na końcu po prawej stała stara wielka willa , w której spotykałem się z Lui w czarnym roku 2004. Każdy następny był jeszcze czarniejszy.

3.

Urodziłem się w Polsce  - kraju kurwy i szatana, w połowie lat sześćdziesiątych. Polacy to folklorystyczna odmiana rosjan , różnią się od nich wyłącznie tym , że  są w większości  na usługach anglików. Dzień moich urodzin to dwudziesty , miesiąca kwietnia. Dzień Urodzin  Fuhrera , narodowy dzień Świętej III Rzeszy. Najbardziej jestem dumny z tego , że moi rodzice urodzili się w wolnej Polsce , pod panowaniem Rzeszy. Ja urodziłem się w niewoli , w królestwie szatana. Byłem kuszony , ulegałem pokusie grzechu ale odnalazłem swoja drogę. Teraz w polskim więzieniu czekam na śmierć. Ziomek spod celu , wyjdzie niedługo na wolność , obiecał mi wynieść  moje pisanie i dać je ludziom.  Sługom szatana jako znak że wiemy kim naprawdę są ; a ludziom , żeby dać świadectwo, że nie są sami, że ich cierpienie ma wielki , najwyższy sens, że kiedyś będziemy razem, że spotkamy się na uczcie , na zielonej łące u stóp  warowni i pałacu  Pana.



Moja mama była nauczycielką . Moim pierwszym domem było maleńkie mieszkanko, pokoik i kuchnia w starej , z czasów Austro - Węgier ,  szkole w Borku Nowym. Niedaleko , w Borku Starym , w lesie , w głębokiej kotlinie stało sanktuarium Matki Boskiej od Zagubionych Dzieci. Zbierała ona dzieci porzucone , rozszarpane przez dzikie zwierzęta , zamarznięte na pustkowiach , i bawiła się z nimi na zalanej słońcem polanie . Moja wioska leżała w dolinie , ciągnącej się od Rzeszowa na południe , poprzez Białą , Tyczyn, Kielnarową , Błażową , Białkę , Leckę. Za Lecką kończyła się asfaltowa droga , dalej można było polnymi drogami  i ścieżkami dojść na grzbiet działu wodnego , za którym zaczynała się kolejna dolina , i tak coraz wyżej , aż po bieszczadzkie szczyty , Tarnicę , Wołosate, Wielką i Małą Magurę.  Z Tarnicy można było zobaczyć przy dobrej pogodzie skraj wielkiej węgierskiej równiny. Gdyby ją przejść , przeprawić się przez Dunaj i wspiąć się na krawędź Rodopów, można by zobaczyć mury Bizancjum.

Wejścia do karpackich dolin zamieszkiwali Ukraińcy , Łemkowie i Bojkowie. Zorganizowali oni Ukraińską Powstańczą Armię , aby bronić cywilizacji i wiary przed  rosjanami , polakami i żydami. Dlatego też zostali wymordowani przez polaków i rosjan. Na opustoszałym polu pod Rzeszowem mój ojciec kupił od polaków kawał ziemi i wybudował murowany wysoki dom . Piwnica na dwa metry nad gruntem , dwa piętra i wysoki szpiczasty , kryty blachą dach. Strych był miejscem zabaw, kryjówką; przez maleńkie okienka widać było cały Rzeszów , leżący trochę niżej , u wejścia rzeki Wisłok na nizinę . 

Do szkoły miałem dwa kilometry . Szło się przez wieś w dół, czterema różnymi trasami , dla odmiany. Przy jednej ze ścieżek rosły zdziczałe jabłonie , papierówki , najlepsze jeszcze niedojrzałe , ciemnozielone i wściekle kwaśne. Najdalsza z dróg prowadziła przez łąki na których od wczesnej wiosny aż po koniec lata , można było znaleźć  dzikie pieczarki , takie białe kuliste, ogromne cudownie smaczne podsmażone na maśle.

Szkoła była stara, z podłogą z grubych desek. Raz w tygodniu były oliwione ; połowa dzieci i niektórzy nauczyciele zaliczali wywrotki. Doprać tego oleju było niemożliwością. Ławki czteroosobowe, z pochylonym blatem , z dziurami na kałamarze. Pisało się zaostrzonymi gęsimi piórami , potem niemożliwie drapiącymi stalówkami w plastikowych rączkach. Długopis zobaczyłem w 1973 roku. Wkłady albo nie pisały albo wylewały się w najmniej spodziewanym momencie.

Do kościoła katolickiego wędrowało się w przeciwnym kierunku , poprzez cztery wzgórza do Zalesia. Stała tam cerkiew grecko-katolicka , po wymordowaniu mieszkańców przez polaków zmieniona na kościół katolicki. Ogromna budowla , bizantyjska w każdym najdrobniejszym elemencie. Złoto, światło, cisza. Gdy pod Rzeszowem , w tej okolicy wybudowano dużo  domów , to cerkiew była tak zatłoczona , że na mszach byłem  na zewnątrz. Z innymi dziećmi siedzieliśmy na niewysokim murku otaczającym cerkiew , w cieniu starych dębów.

Zimą były mrozy do minus trzydziestu stopniu Celsjusza i śnieg potrafił napadać na dwa metry wysoko. Do kościoła i do szkoły  wędrowałem wąziuteńkimi tunelami , często nie widząc czy dobrze idę. Lata były ogromnie suche i upalne. Gdy stałem na szczycie wzgórza  widziałem jak powietrze faluje, jak warstwy gorące i bardziej gorące przesuwają się i wędrują.  

W domu wieczorami chowałem się na parapecie za firankami i zasłoną , żeby móc obejrzeć film ”po dzienniku” , czyli po 20.00 .  Później ojciec kupił mały rosyjski telewizorek przenośny z antenką. W swoim pokoju na piętrze do północy ( wtedy kończył się program w telewizji i pokazywano łopoczącą flagę i grano hymn ) oglądałem filmy z Chaplinem , Busterem Keatonem, Flipem i Flapem, Braćmi Marx , klasykę francuską z lat trzydziestych i czterdziestych , wczesnego Bergmana , angielskie jeszcze filmy Hitchcocka , Felliniego , coś z nowej fali . Czego chce Nowa Fala ?  - miejsca po Starej, jak powiedział bezczelnie jeden z klasyków. Kurosawa , oczywiście . Komunistyczny sybaryta , Maciej Szczepański przemycał w telewizji obrazy z innego świata.  Jestem mu wdzięczny.

Komunizm wymyślili Żydzi żeby zagarnąć majątki  bogatych ludzi. Gdyby sami zaczęli  rabować , zostali by wyłapani i powywieszani , bo nie było ich dużo  . Dlatego też napuścili biednych ludzi , żeby napadli na bogatych , zabili ich, zgwałcili im żony i córki . Obiecali im raj na ziemi . Sami żydzi mieli tylko administrować majątkiem zagarniętym bogatym , bo niby się na tym znali.  Gdy biedni wymordowali bogatych , wówczas żydzi pozamykali ich w łagrach ,żeby pracowali aż do śmierci za darmo, gorzej niż niewolnicy w Rzymie. W Ameryce ludzie mieli broń , więc żydzi musieli pójść inną drogą. Zarabiali pieniądze szmacąc się jak tylko można najbardziej. Żyd Robert Zimmerman jako Bob Dylan najpierw zbuntował młodzież i wyciągnął od niej pieniądze ich rodziców.  Potem przeszedł na chrześcijaństwo i wyciągnął pieniądze od chrześcijan , a potem ujawnił się jak Żyd i wyciągnął pieniądze od Żydów. Żydzi zaczęli robić z młodzieży mafiosów i prostytutki. Potem zaczęli wmawiać ludziom , że są źli , bo nie są mafiosami , prostytutkami , pedałami i lesbijkami.  Rozszalała bestia  zaczyna zjadać własny ogon , żydzi z Ameryki okradają żydów z Izraela. Święty naród ukraiński , żyjąc prosto z pracy na roli , bez pomocy filozofów , doszedł do prawdy : ”Bij Lachów ( sługusy anglików ) , Żydów i Bolszewików ( rosjan , komunistów,  maoistów)”.

Przed domem ojciec zasadził wiele drzew , czereśnię , wiśnie , jabłonie , orzechy  . Dwa  orzechy włoskie i czereśnia  wyrosły bardzo szybko na ogromne wysokie drzewa. Mając kilkanaście lat wspinałem  się aż na ostatnie , bardzo już miękkie konary. Na końcu działki mama urządziła gaj malinowy , wysoki na trzy – trzy i pół metra. Późnym latem huczał tam chór miliona owadów. Zjadałem całymi garściami wielkie czerwone oszałamiająco słodkie owoce.

Jesienią wzgórza nad Rzeszowem płoną złotem i czerwienią . Na znak , że śmierć jest też piękna . prawie tak jak życie.

4.

Maniakalny kolekcjoner min  Mój ulubiony film  Bohater dnia  Lepiej będzie mi  Nienawidzę się  Ostatni raz  Biorę pigułki przed snem



( Myslovitz , pop-grupa )

Budzę się około trzeciej w nocy. Jest cicho, spokojnie. Ktoś zakaszle , pomruczy przez sen , szczęknie zasuwa wizjera. Jestem wypoczęty wyspany. Myślę o wielu sprawach. Bez emocji. Jest dobrze , wszystko idzie zgodnie z planem. Mam plan - jak zwykł mawiać Egon Olsen, bohater duńskiej serii o przygodach ”Gangu Olsena” . Mam jeszcze dużo czasu. Biznesmen przeczeka tu jeszcze parę dniu. Pierwszy transport może być najwcześniej we wtorek. Poleci w przestrzeń kosmiczny prom z moją przesyłką , moim głosem. Jak w kanadyjskim ”Cube”. Jesteś w pułapce bez wyjścia , ale raz na jakiś czas na moment otworzy się maleńkie okienko , przez które możesz wyrzucić coś na inna planetę , do innego czasu. Jest źle z pisaniem. Przeniosłem się na górne kojo , żeby pisać ukradkiem po 22-giej, do światła wpadającego z zewnątrz przez małe okienko pod sufitem celi. Skrobię gdzieś do 1-wszej w nocy, potem zapadam w krótki czarny letarg.

Bliżej czwartej znowu zasypiam, ale to sen , nie-sen ; śnię na pół-jawie. Krążę po ogromnych ciemnych miastach , przemierzam wysokie wąskie klatki schodowe, wspinam się po drewnianych schodach. To wielkie czarne miasto , morze ciemnych starych wysokich kamienic, czasami tylko gdzieś w jednym okienku widać zapalone żółte światło. Załatwiam jakieś sprawy z dziwnie spokojnymi ludźmi.

Albo jeżdżę po dziwnej pustej krainie , zawsze przed zmrokiem. Niekończąca się lekko pofałdowana wyżyna. Drogi bez samochodów. Rzadko samotny pusty dom na skrzyżowaniu dróg. Zły czarny las , srebrne tafle małych jezior.

Jak zaprogramowany budzę się całkiem na trzeźwo za dziesięć szósta. Szykuję się do pobudki. Apel około 6.20 , śniadanie , a o równej ósmej rusza betoniara , czyli głośnik więziennego radiowęzła zawieszony nad wyjściem. Odpalamy szkiełko - telewizję albo DVD. Między 10 a 12 spacer. A to różnie , czasami na wielkiej przestrzeni z dwoma - trzema boiskami i bieżnią , a bywa że w betonowym kwadracie 8 na 8 metrów, otoczonym 3- metrowym murem i jeszcze drutem kolczastym.

Ludzi przychodzą i odchodzą. Starzy i prawie dzieci , adwokaci i prości chłopi spod lasu . Na początku zawsze mnie drażnią, potem się z nimi dogaduję. Okazują się być tak na prawdę fajnymi , ciekawymi facetami. Wcześniej czy później dowiaduję się co zrobili i kim są. Ogromne góry nieszczęścia. Nie są tu za karę. Tu mają azyl , tu chronią się przed krzywdą którą wyrządzili tam za murem. Tu ich nie dopada nawet sumienie , zawsze zostaje w tamtym świecie. Gdy odchodzą albo mnie przerzucają do innej celi , na inny oddział albo wywożą gdzieś w Polskę, to zawsze żegnamy się serdecznie i szczerze. Ja wiem że oni o mnie zapominają po wyjściu na peronkę, i oni wiedzą, że ja ich zapominam. Tak jest dobrze. Mój Boże.

Film w szkiełku o Sylwii w szklanym kloszu. Biedna Sylwia , zamordowana przez angolską kurwę. Skrobię zdanie po zdaniu , zerkam czasami.

5.

Kiedy powrócisz już Ja będę czekał Ulicą pójdę wzdłuż Kupię gazetę Zabiorę z sobą psa Usiądę na ławce Skończę scenariusz By gotowy był



( Myslovitz , pop-grupa )

Mieszkałem w małym , sympatycznym domku  pod miastem z żoną i dziewczynkami.  Dostałem zarząd kont powierniczych; były to pieniądze dla których jeszcze nie można było znaleźć właścicieli , albo takie które mogły być wypłacone  dopiero za jakiś czas.  Trochę dla rozrywki  prowadziłem dla różnych osób w Polsce upadłości konsumenckie , czyli legalne uwolnienie się od długów.  Ludzie dzwonili z ogłoszeń w Rzeczpospolitej albo Gazecie Wyborczej  na mój telefon komórkowy, ja wsiadałem w auto i jechałem coś pozałatwiać w sądach , za parę złotych.  

Był słoneczny lipcowy dzień , siedziałem w domu w swoim gabineciku; ciepłym , miodowym , meble były z jasnej sosny.; złociły się grzbieciki książek. Kubek z kawą , rozłożona gazeta. Dzwoni komórka .

- Dzień dobry Panu , czy ja się dobrze dodzwoniłam … to wychodzenie z długów ?.

- Jak najbardziej , w czym ma Pani problem .

- Mam długi , boje się co będzie dalej ….

Idealny klient. Kobieta. Mężczyźni się niczym nie przejmują , nikomu nic nie mówią.  Gryzą sprawy w sobie , myślą o samobójstwie  , chcą uciekać za granice. Za ostatni grosz kupią żonie perfumy, laleczki albo samochodziki dla dzieci , butelkę wina i w sobotni wieczór zjeżdżają do domu jako człowiek sukcesu, albo na najlepszej drodze do  sukcesu. 

- Proszę Pani … - przeszedłem prosto do rzeczy – W jakiej skali ma Pani to zadłużenie , sto tysięcy , milion …

- Dwieście złotych – moja rozmówczyni miała bardzo miły jasny , ale nie za bardzo wysoki głos.

Wariatka , dowcipnisia ? Żart.

- Proszę Pani , ja się zajmuje postępowaniami sądowymi , na większe kwoty , od  … dwudziestu tysięcy …

- Ale ja mam straszną sytuację , w mojej rodzinie jest problem alkoholowy…

- Ale na dwieście złotych można zarobić zbierając złom albo puszki koło bloku…



  1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   12


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna