Koncepcja psychodynamiczna, czyli człowiek niedoskonałY



Pobieranie 222,09 Kb.
Strona1/4
Data27.10.2017
Rozmiar222,09 Kb.
  1   2   3   4


KONCEPCJA PSYCHODYNAMICZNA, CZYLI CZŁOWIEK NIEDOSKONAŁY
Rozdział I

OSOBOWOŚĆ A ZACHOWANIE

Drugim wielkim portretem, jaki naszkicowała psy­chologia, jest koncepcja psychodynamiczna. Różni ją radykalnie od psychologii S - R zarówno metodo­logia, jak i system twierdzeń o mechanizmach ludz­kiego zachowania. O ile behawioryzm rodził się w la­boratoriach psychologicznych, gdzie z pedantyczną dokładnością obserwowano i mierzono reakcje, o ty­le zarys portretu psychodynamicznego powstał w klinikach psychiatrycznych lub neurologicznych oraz w zacisznych gabinetach psychoterapeutycznych, gdzie prowadzono dość spontaniczne obserwacje pa­cjentów. Metody skonstruowane przez Pawłowa, Skinnera, Tolmana przypominały badania prowadzo­ne przez fizyków czy biologów. Przeciwnie, twórcy portretu psychodynamicznego, tacy jak Fromm czy Maslow, zadowalali się metodami obserwacji, które nieraz nie spełniały podstawowych wymogów meto­dologicznych; ponadto dane kliniczne uzyskane w ten sposób były poddawane dość swobodnej inter­pretacji.

Ale różnica między tymi dwoma portretami po­lega nie tylko na odmiennej metodologii. Jest ona dużo głębsza. Uczeni behawioryści stworzyli portret człowieka reaktywnego, który jest sterowany przez aktywne środowisko zewnętrzne i którego możliwo­ści uczenia się są w zasadzie nieograniczone. Tym­czasem zwolennicy koncepcji psychodynamicznej są przekonani, że ludzkie działanie jest ukierunkowane przez wewnętrzne siły motywacyjne, między który­mi często zachodzi konflikt i które są z zasady nie­świadome. O ile człowiek w ujęciu behawiorystów był racjonalny, o tyle człowiek w ujęciu koncepcji psychodynamicznej jest istotą niedoskonałą; jest on miernym aktorem kierującym swoim losem. Trafnie scharakteryzował tę koncepcję Fromm, jeden z jej twórców: „Podejście psychodynamiczne [...] zasad­niczo różni się od opisowego podejścia behawiorysty [...] Zgodnie z tym pierwszym nie interesuje nas tak bardzo to; co jednostka myśli lub mówi, lub jak aktualnie się zachowuje. Interesuje nas struktura jej charakteru, to znaczy względnie trwała struktura energii człowieka; chcemy znać jej ukierunkowanie oraz intensywność, z jaką płynie. Jeśli wiemy, jakie siły napędowe motywują zachowanie, możemy nie tylko zrozumieć aktualne postępowanie człowieka, ale możemy również sformułować rozsądne założenie na temat tego, jak on prawdopodobnie będzie działał w zmienionych warunkach. Zgodnie z podejściem dynamicznym, niespodziewane zmiany w myśleniu i działaniu mogą być w większości przypadków prze­widziane, jeśli znana jest struktura charakteru.”

Wypowiedź ta stanowi dobry punkt wyjścia do charakterystyki koncepcji psychodynamicznej. Zgod­nie z nią głównym celem psychologa nie jest badanie zewnętrznego zachowania, lecz poznanie osobowości czy - jak chce Fromm charakteru człowieka. Wiedza o osobowości stanowiącej przede wszyst­kim system sił dynamicznych, zwanych popędami, pozwala przewidywać i wyjaśniać ludzkie działanie, pozwala ponadto je korygować. Jeśli psychodynami­cy interesują się zewnętrznymi reakcjami człowieka, to tylko dlatego, że stanowią one symptom we­wnętrznej dynamiki, że mają one głębszy sens. Tak na przykład wypowiedzi jednostki, jej czynności po­myłkowe, reakcje lękowe lub agresywne, wreszcie sny i fantazje – dają wyobrażenie o motywacji człowieka.

Nie jest to jedyne założenie koncepcji psychodynamicznej. Ponadto jej zwolennicy głoszą, iż we­wnętrzne siły motywacyjne są nieświadome; i z reguły człowiek nie zdaje sobie sprawy, dlaczego działa, tak jak działa. Jest aktorem, który' nie zna przy­czyn swego dramatu, trafnie ujął to Bandura: „Psy­chodynamiczne teorie osobowości z zasady przyjmu­ją, że działania dewiacyjne ludzi są ukierunkowane przez potężne siły wewnętrzne, które nie tylko wy­mykają się spod ich kontroli, ale o których istnieniu jednostki nawet nie wiedzą” Chociaż Bandura mó­wi jedynie o zachowaniu nieprzystosowanym, to jednak jego wypowiedź odnosi się do wszystkich reakcji człowieka.

Portret psychodynamiczny nie tylko określa, jak funkcjonuje człowiek, ale również wskazuje, jak zmieniać jego osobowość. O ile behawioryści stwo­rzyli inżynierię zachowania, o tyle twórcy koncepcji psychodynamicznej opracowali zasady psychote­rapii. Posiada ona wiele wariantów. W każ­dym przypadku jest to metoda kliniczna, której celem jest pomaganie człowiekowi w rozwiązywaniu nieświadomych konfliktów, ułatwianie mu wybarw drogi życiowej i umożliwianie przystosowania się do otaczającego świata. Psychoterapia jest nowym po­dejściem do modyfikacji osobowości człowieka, któ­re radykalnie różni się od surowych zasad inżynierii zachowania.

Koncepcja psychodynamiczna jest mniej jednolita od koncepcji behawiorystycznej. Składa się bowiem z wielu wariantów, które znacznie różnią się między sobą. Najbardziej znaną wersją portretu dynamicz­nego jest psychoanaliza.

Od czasów Freuda, który ją stworzył, uległa ona radykalnym przeobrażeniom. Jego uczniowie i kontynuatorzy, tacy jak Horney, Sullivan czar Fromm, odrzucili wiele fantastycznych i poetyckich idei Freuda i sformułowali zasady neopsychoanalizy, zwanej również psychoanalizą społeczną; podkreśla ona szczególne znaczenie warunków społecznych i kultury w kształtowaniu osobowości. W ostatnich dwudziestu latach koncepcja ta uległa dalszym prze­obrażeniom. Wielu badaczy kontynuując pomysły Dollarda i Millera próbuje interpretować system psy­choanalityczny w terminach teorii uczenia i wzmoc­nienia. Należy do nich na przykład Gordon. Nie ko­niec na tym. Niektórzy psychoanalitycy wykorzystują w swoich pracach elementy egzystencjalizmu i Fe­nomenologii (May i Laing). Wreszcie Fromm próbu­je bez większego powodzenia połączyć twierdzenia psychoanalityczne z marksizmem. W takiej sytuacji niektórzy psychologowie głoszą, że psychoanaliza jako spójny system naukowy przestała istnieć, że stała się ona zbiorem całkowicie niezależnych kon­cepcji.

Chociaż psychoanaliza jest najbardziej znanym kierunkiem psychodynamicznym, nie jest to kie­runek jedyny. W ostatnich latach dużą popularność zdobyła tak zwana psychologia humani­styczna, której najwybitniejszym reprezentantem jest Abraham H. Maslow. Stworzył on słynną teorię hierarchii potrzeb, Główne potrzeby człowieka ­potrzeby fizjologiczne, potrzeby bezpieczeństwa, po­trzeby przynależności i miłości, potrzeby szacunku oraz potrzeby samorealizacji - ułożył on hierar­chicznie. Dopiero po zaspokojeniu potrzeb niższych, pojawiają się potrzeby wyższe. Tak na przykład człowiek, który jest najedzony i bezpieczny, będzie dążył do kontaktów emocjonalnych z ludźmi, będzie pragnął miłości. Niezaspokojenie potrzeb prowadzi do zaburzeń, Powiedział Maslow: „Człowiek, które­mu udaremniono zaspokojenie którejś z podstawo­wych potrzeb, może być traktowany po prostu jako człowiek chory. Jest to poprawna parabola w sto­sunku do naszego określenia człowieka chorego jako takiego, któremu brak witamin czy soli mineralnych. Kto będzie twierdził, że brak miłości jest mniej waż­ny niż brak witamin?”. Dopiero pełne zaspokojenie wszystkich potrzeb podstawowych daje poczucie zdrowia psychicznego,

W przeciwieństwie do psychoanalityków, którzy spostrzegali człowieka jako twór słaby, pełen kon­fliktów i kompleksów, Maslow zwraca uwagę na konstruktywne elementy osobowości; głównym ce­lem jednostki jest rozwijanie i aktualizacja własnych potencjalnych możliwości i zainteresowań, dąży ona do samorealizacji, chce „być sobą”. Zwolennicy psy­chologii humanistycznej stworzyli jednocześnie własną wersję psychoterapii. Piszę o tych sprawach po to, aby wykazać, że psychoanaliza nie jest jedynym kierunkiem psychodynamicznym, że obok niej ist­nieją również inne próby spojrzenia na dynamikę ludzkiej motywacji.

Portrety psychodynamiczne zdobyty olbrzymią po­pularność w wielu krajach. Psychologowie i nauczy­ciele, sędziowie i lekarze, filozofowie i pisarze często spostrzegają i analizują jednostkę w kategoriach psychodynamiki. Takie spojrzenie na człowieka jest bardziej powszechne niż koncepcja behawiorystycz­na. Fakt ten na pierwszy rzut oka wywołuje zdzi­wienie. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że behawio­ryści więcej wnieśli do psychologii niż zwolennicy portretu psychodynamicznego. Pawłow byt wybit­niejszym uczonym niż. Freud; Skinner nauczył nas więcej o funkcjonowaniu człowieka niż Fromm. Ina­czej jest jednak z popularnością tych dwóch kon­cepcji. Na szczęście popularność nie jest najważniej­szym kryterium osiągnięć. Być uczonym z n a n y m, to jedna rzecz, a być uczonym d o b r y m, to zupełnie coś innego. Korelacja między osiągnięciami wybit­nymi a osiągnięciami sławnymi nie wydaje mi się wysoka.

Skoro koncepcja psychodynamiczna w mniejszym stopniu niż behawioryzm spełniała kryteria rzetel­nej nauki, to dlaczego zdobyła ona tak fantastyczną popularność w wielu krajach? Jest to problem godny pióra wybitnych socjologów i filozofów. Wydaje mi się, że koncepcja ta stała się tak popularna nie dla­tego, że formułowała poprawne odpowiedzi, lecz dlatego, iż stawiała ważne pytania, które były pomijane przez akademicką psychologię. Py­tania o sprężyny ludzkiego działania, o rolę świado­mości i nieświadomości w procesie przystosowywania się, o przyczyny zaburzeń psychicznych, o czynniki wywołujące lęk i wewnętrzne konflikty były dosta­tecznie ważne, aby się nimi zajmować. Rozwój cy­wilizacji naukowo-technicznej pogłębił jeszcze bar­dziej zainteresowania tymi sprawami. Umiejętność formułowania istotnych pytań to prawdopodobnie jedna z przyczyn niezwykłej popularności koncepcji psychodynamicznych. Fakt, że odpowiedzi, których oni udzielali, były często mętne, niejasne i poetyckie, nie zmienił tego stanu rzeczy.

W szkicu tym ograniczę się do jednej z wersji por­tretu psychodynamicznego - psychoanalizy współ­czesnej. Taka decyzja wymaga pewnych wyjaśnień. Psychoanaliza została stworzona przez Freuda na po­czątku naszego stulecia. W toku rozwoju psychologii prawie wszystkie jego poglądy zostały zakwestiono­wane. Teraźniejszość wydała dość surowy werdykt na ortodoksyjną psychoanalizę, którego nic nie może złagodzić. Teoria libido, kompleks Edypa czy poglą­dy na temat rozwoju kultury okazały się błędne. O ile głoszenie takich poglądów w epoce wiktoriań­skiej było w pewnym sensie usprawiedliwione, o tyle obecnie jest nie do przyjęcia. Jeśli współczesny psy­cholog, który nie jest historykiem nauki, z całą po­wagą omawia ortodoksyjną psychoanalizę, to albo jest on niedouczony, albo jest nieuczciwy. Z całej ogromnej koncepcji Freuda pozostały jedynie nie­liczne twierdzenia, takie jak odkrycie nieświadomej motywacji czy idea mechanizmów obronnych. Więk­szość tez jest całkowicie martwa. W takiej sytuacji omawianie poglądów Freuda mijałoby się z celem.

Współczesna psychoanaliza, czyli tak zwana psy­choanaliza społeczna, radykalnie zmieniła biologistyczną teorię Freuda. Prace takich uczonych, jak Horney, Fromm, May czy Gordon, naszkicowały nowy portret psychoanalityczny, który zdobył dużą po­pularność szczególnie w USA. W tej części książki omówię jego zarys. Nie będę jednak kolejno przed­stawiał poglądów współczesnych psychoanalityków, lecz jedynie omówię w sposób syntetyczny ich zasadnicze poglądy na temat mechanizmów działania człowieka. Nie będę analizował tego, co ich dzieli, lecz będę badał to, co jest dla nich wspólne. Wydaje mi się, że taki syntetyczny obraz współczesnej psy­choanalizy okaże się bardziej pożyteczny i bardziej wartościowy poznawczo niż referowanie subtelnych różnic istniejących między jej zwolennikami.

Współczesna psychoanaliza jest tworem nader zło­żonym. Po pierwsze, stanowi pewną metodę leczenia zaburzeń psychicznych i jako taka jest częścią me­dycyny. Po drugie, jest ona określoną koncepcją filozoficzną. Po trzecie wreszcie - można ją uznać za oryginalną teorię psychologiczną. Ograniczę się więc do przedstawienia tego ostatniego aspektu psychoanalizy, pomijając problemy filozoficzne i me­dyczne związane z pracami psychoanalityków.
]Rozdział II

POPĘDY I TYRANIA NIEŚWIADOMOŚCI

Jakie siły wewnętrzne aktywizują i ukierunkowują ludzkie działanie? Dlaczego ludzie poświęcają się bez reszty realizacji wielkich celów społecznych, na­ukowych czy kulturalnych? Co powoduje, że dążą do zdobycia władzy, że są agresywni lub ulegli, pró­bują nawiązać przyjazne stosunki z innymi? Zgodnie z poglądami współczesnych psychoanalityków działanie człowieka jest stymulowane i ukierunko­wane~ przez wewnętrzne siły zwane popędami lub potrzebami czy dążeniami. Ponieważ psy­choanalitycy nigdy nie grzeszyli zbytnią ścisłością ani precyzją, w pracach ich brak jest dokładnych definicji tych terminów. Niemniej nie ulega wątpli­wości, że odrzucają oni tezę behawiorystów, iż za­chowanie człowieka jest całkowicie sterowane przez środowisko; to nie środowisko i system wzmocnień, lecz wewnętrzne siły motywacyjne warunkują to, do czego człowiek dąży i przed czym się broni.

Popędy są różnorodne. Mimo wielu prób nie udało się stworzyć ich uniwersalnej listy; klasyfikacja popędów czy potrzeb skonstruowana przez Sullivana znacznie różni się od odpowiedniej klasyfikacji Fromma. Wbrew pozorom nie jest to tak bardzo istotne. Znacznie ważniejszy jest pogląd współczesnych psychoanalityków, że olbrzymia większość po­pędów nie jest zaprogramowana przez naturę, że ­przeciwnie - są one nabyte w procesie uspołecznienia; warunki społeczne, a więc sytuacja w rodzinie i w grupie rówieśników, struktura instytucji oświa­towych czy kulturalnych decydują o kształtowaniu się popędów. Siły motywacyjne są modelowane przez świat zewnętrzny.

W zależności od ich genezy psychoanalitycy z re­guły wyróżniają dwie klasy popędów. Do pierwszej z nich zalicza się popędy pierwotne, które są siłami wrodzonymi. Klasa ta nie jest zbyt liczna; należą do niej takie popędy, jak dążenie do zdobycia pokarmu, pragnienie utrzymania optymalnej temperatury ciała; popęd seksualny, unikanie bólu, a także potrzeba odbierania bodźców i kontaktu ze światem. Zaspokojenie ich jest niezbędne do utrzymania życia. Znacznie bardziej przeludniona jest klasa popędów wtórnych, które powstają w wyniku socjalizacji. radna z prób ich klasyfikacji nie zyskała powszech­nego poklasku. W każdym razie ważną rolę odgry­wają tu potrzeby bezpieczeństwa, a więc unikanie zagrożeń i sytuacji wrogich, poszukiwanie oparcia w drugiej osobie. Za bezpieczeństwo osobi­ste człowiek - zdaniem psychoanalityków - płaci często najwyższą cenę, jaką jest całkowita zależność od innych, strata autonomii i swobody działania. Psychoanalitycy przywiązują ponadto dużą wagę do potrzeb społecznych, które są zaspokajane w kontaktach międzyludzkich; poszukiwanie przy­jaźni i miłości, pragnienie przynależności do grupy, potrzeba afiliacji i opiekowania się - to nieliczne przykłady tego rodzaju sil wewnętrznych. Wreszcie, człowiek posiada pewne potrzeby osobiste związane z własnym „ja”. Chce poznawać świat osiągać powodzenie, dąży do zaspokojenia potrzeby prestiżu i uznania; wielką wartość posiada dla niego poczucie tożsamości i integracji osobowości. Przykłady te dają ogólne wyobrażenie o popędach nabytych.

Na marginesie tych rozważań warto dodać, że kon­struując listę potrzeb psychoanalitycy popełniają często przykry błąd: mylą opis „jak jest?” z prze­pisem „jak być powinno?”. Wbrew swoim inten­cjom nie tyle opisują popędy, jakie człowiek rzeczy­wiście posiada, lecz te, które są pożądane w proce­sie przystosowania. To tak jakby inżynier omawiając funkcjonowanie określonego samochodu mówił o tym, jakie są idealne zasady jego działania. Mieszanie opisu z przepisem utrudnia poznanie poglądów psy­choanalityków. Z przykrością należy stwierdzić, że takie błędy popełniają nawet tak wybitni uczeni jak Fromm.

Popędy, które pobudzają i ukierunkowują ludz­kie działania, są z reguły nieświadome. Zda­niem psychoanalityków człowiek nie zna swojej mo­tywacji; nie zdaje sobie sprawy z tego; jakie siły nim rządzą, nie orientuje się, dlaczego jest agresyw­ny, dlaczego pragnie miłości czy dlaczego dąży do zdobycia władzy. Pojęcie nieświadomej motywacji jest fundamentalnym terminem psychoanalizy, jest ono równie ważne jak pojęcie wzmocnienia w beha­wioryzmie czy pojęcie struktury poznawczej w por­trecie poznawczym człowieka.

Proces kształtowania popędów i pro­gramów ich osiągania dzięki oddzia­ływaniom warunków społecznych i kultury nazywa się socjalizacją człowieka. Pogląd, że kontakty społeczne wpływają na rozwój nowych potrzeb, nie jest oryginalnym twierdzeniem współczesnej psychoanalizy; znakomita większość psychologów, socjologów czy ekonomistów akceptuje je bez zastrzeżeń. Badacz, który by stał na stanowisku, że świat społeczny i kultura nie mo­delują człowieka, byłby oskarżony o nieznajomość podstawowych danych empirycznych. Ale psychoa­nalitycy w specyficzny sposób ujmują proces socjalizacji. Według nich nabywanie podstawowych popę­dów wtórnych odbywa się głównie w środowisku rodzinnym w pierwszych latach życia. Dzieciństwo wywiera przemożny wpływ na dalsze losy człowieka, na jego sukcesy i dramaty. Często drobne fakty z życia dziecka, które są ignorowane przez mądrość obiegową, stają się - w oczach psychoanalityka ­potężnymi czynnikami, które kształtują ludzką mo­tywację. Kilka przykładów pozwoli nam lepiej po­znać psychoanalityczną interpretację procesu socja­lizacji.

Jednym z najważniejszych popędów pierwotnych jest głód; zaspokojenie go stanowi podstawowy wa­runek utrzymania życia jednostki. Zdaniem psycho­analityków proces karmienia dziecka nie jest jedynie czynnością o wartości biologicznej. Odgrywa on waż­ną rolę w socjalizacji. W trakcie zaspokajania głodu kształtują się nowe potrzeby społeczne. Weźmy po­zornie błahe pytanie, czy karmienie piersią i za po­mocą butelki wpływa na rozwój dziecka? Pytanie takie stawiało wielu lekarzy i higienistów. Ale in­teresowali się oni głównie tym, jak obie te formy zaspokojenia głodu wpływają na rozwój fizyczny niemowlęcia, na odporność jego organizmu i przyrost wagi. Psychoanalityków zaś interesował psychicz­ny i społeczny aspekt całej sprawy. Zwrócili oni uwagę, że karmienie piersią wymaga kontaktu z matką, w czasie którego powstaje więź emocjonal­na między nią a dzieckiem; dziecko przywiązuje się do matki, rodzi się u niego potrzeba "bycia razem". Ten pozytywny stosunek do matki może w przyszło­ści przenieść się na innych ludzi. Przeciwnie, picie z butelki zmniejsza częstość kontaktów między dziec­kiem a matką. Już w wieku dwóch-trzech miesięcy może ono pić mleko bez obecności drugiej osoby. Karmienie staje się więc sprawą prywatną, odbywa się w samotności. , Pociąga to często wiele konse­kwencji, takich jak silna potrzeba kontaktu z matką i lęk związany z jej nieobecnością lub też, przeciw­nie, kształtuje się słaba więź emocjonalna z innymi ludźmi i chęć unikania stosunków interpersonalnych.

Ale myliłby się ktoś, kto by sądził, że karmienie piersią ma w każdym przypadku przewagę nad kar­mieniem z butelki. W wielu przypadkach to pierw­sze fatalnie wpływa na dalszy rozwój dziecka. Przyjmijmy, że pewna młoda matka nie lubi karmić piersią; uważa, iż jest to prymitywna czynność bio­logiczna poniżej jej godności. Jednocześnie boi się, że karmienie za pomocą butelki może wywołać kon­sekwencje psychiczne i może być uznane przez oto­czenie za dowód braku zainteresowania dzieckiem oraz braku miłości. W takiej konfliktowej sytuacji chcąc uniknąć poczucia winy - matka decyduje się na karmienie piersią. Ponieważ czynność ta wy­wołuje w niej obawy i lęk, ponieważ nie daje jej żadnej satysfakcji, wykonuje ją nieprawidłowo; w czasie zaspokajania głodu dziecka nie nawiązuje z nim kontaktu, nie uśmiecha się, jest sztywna i na­pięta. Często zbyt szybko odsuwa dziecko od piersi. Wiadomo ponadto, że kobiety, które są przeciwne karmieniu piersią, dają mniej pokarmu niż kobiety, które lansują tę formę zaspokajania głodu nie­mowlęcia. Taki nieprawidłowy przebieg procesu kar­mienia - zdaniem psychoanalityków - wywiera niekorzystny wpływ na dziecko. Staje się ono napię­te; często płacze. Reakcje te radykalnie różnią się od zachowania dzieci wychowywanych w Skinne­rowskiej utopii Walden Two. Tak więc nieodpo­wiednie karmienie piersią może być bardziej nie­bezpieczne niż odpowiednie karmienie za pomocą butelki. Warto dodać, że współcześni psychoanalitycy są na tyle ostrożni, iż powyższe poglądy traktują je­dynie jako hipotezy, które powinny być poddane weryfikacji.

Następny przykład wpływu procesu socjalizacji na kształtowanie się potrzeb człowieka jest znacznie bardziej interesujący. Alfred Adler, znany psycho­analityk austriacki, wykrył, że ludzie posiadają potrzebę mocy; dążą oni do zdobycia władzy, dominacji i sławy. Zresztą istnienie tego rodzaju popędów, nie jest również negowane przez psycho­logów, którzy przyjmują inne koncepcje człowieka. Tomasz Kocowski zwrócił ostatnio uwagę, że "po­trzeby mocy są potężnym motorem działań ludzkich, wstrząsających niekiedy społeczeństwami" 8. Zgodnie z potocznymi wyobrażeniami dążenie do dominacji i zdobycia władzy jest wyrazem siły jednostki; świadczy o jej twardym charakterze i niezłomnej woli. Adler i inni psychoanalitycy odrzucili ten po­gląd. Ich zdaniem człowiek dąży do mocy nie dlate­go, że jest silny, lecz dlatego, iż jest po prostu słaby. Potrzeba mocy kształtuje się w procesie socjalizacji; nikt nie rodzi się Oxenstierną czy Napoleonem. Za­sadniczą rolę w rozwoju tej potrzeby odgrywa sy­tuacja rodzinna; ~ dziecko żyje w świecie dorosłych, którzy są silni, mądrzy i niezależni; wobec nich czu­je się ono bezradne i słabe. W takiej sytuacji często powstaje u dzieci poczucie niższości; poczucie to jest szczególnie silne u dzieci upośledzonych i nie­poradnych, którym rodzice zwracają uwagę na ich słabości. Chcąc s k o m p e n s o w a ć poczucie niższoś­ci, ludzie zaczynają dążyć do mocy; rodzi się u nich potrzeba dominacji i władzy, jednocześnie ulegają osłabieniu motywy afiliacyjne. Zatem potrzeba mocy powstaje w wyniku specyficznego przebiegu procesu socjalizacji. Nie można zaprzeczyć, że tego rodzaju hipoteza jest niezmiernie oryginalna i wy­rafinowana; sformułowanie jej wymagało dużej po­mysłowości i rozwiniętej fantazji.

Powyższe przykłady dają ogólne wyobrażenie o psychoanalitycznej koncepcji tworzenia nowych potrzeb. Sytuacja rodzinna, kontakty dziecka z mat­ką i ojcem, wywierają przemożny wpływ na dalsze losy człowieka. Często drobne fakty, takie jak sposób karmienia, w decydujący sposób wpływają na osobowość. Jest rzeczą zastanawiającą, iż psycho­analitycy - więcej uwagi poświęcają negatywnej niż pozytywnej roli, jaką społeczeństwo i kultura pełnią w kształtowaniu człowieka. Częściej analizują oni stany lękowe, zagrożenie bezpieczeństwa osobistego czy zaburzenie kontaktów z innymi ludźmi niż ro­dzenie się nadziei czy uczuć przyjaźni. Podkreślenie destruktywnego wpływu warunków społecznych na osobowość jest zgodne z ich quasi-klinicznym por­tretem człowieka.

Stanowiska takiego nie sposób jednak zaakcepto­wać. Dziesiątki dowodów zgromadzonych przez psy­chologów szkolnych i pedagogów wskazują, że spo­łeczeństwo i kultura wpływają również konstruk­tywnie na ludzką osobowość, iż kształtują potrzeby społeczne, rozwijają aktywność i twórczość człowie­ka. Niektórzy psychoanalitycy - ludzie o klinicznej mentalności - nie przyjmują tych danych do wia­domości. Nic więc dziwnego, że ich rozumienie pro­cesu socjalizacji jest w dużym stopniu zdeformo­wane.



3

Analiza zachowania ludzi w gabinetach psychote­rapeutów i w klinikach psychologicznych jak rów­nież potoczne obserwacje wskazują, że z reguły nie znają oni swoich popędów i dążeń. Rollo May, znany psychoanalityk i filozof współczesny, stwierdził niedawno, iż wielu pacjentów ma "fałszywą świa­domość" swoich rzeczywistych pragnień. Wydaje się im, że są szczęśliwi, że w kontaktach z innymi ludź­mi kierują się uczuciem przyjaźni i miłości, gdy w rzeczywistości ich sytuacja życiowa jest beznadziej­na, a ich reakcje są agresywne i wrogie. Odpowia­dając na pytanie o cele swego życia, ludzie nie tyle informują o tym, do czego dążą, lecz o tym, do czego powinni dążyć, ponieważ jest to społecznie po­żądane.

Na podstawie dużego materiału klinicznego psy­choanalitycy przyjęli tezę, że motywacja człowieka jest z reguły n i e ś w i a d o m a. Twierdzenie o istnie­niu nieświadomości nie jest nowe; było ono akcen­towane przez wielu filozofów, lekarzy i psychologów. Tak na przykład współcześni psychologowie, którym bliskie są idee cybernetyki, sformułowali hipotezę, że pewne fazy procesu twórczego zachodzącego u uczonego lub pisarza są nieświadome. Zresztą liczne fakty empiryczne ją potwierdzają. Jednak w koncepcji psychoanalitycznej pojęcie nieświadomości od­grywa wyjątkową rolę. Cały subtelny gmach psychoanalizy na nim się opiera. Zwolennicy tego kierunku nie tylko przyjęli pogląd, że istnieje mo­tywacja nieświadoma, lecz ponadto próbowali zba­dać mechanizm jej działania.

Chociaż pojęcie nieświadomej motywacji odgrywa tak fundamentalną rolę w psychoanalizie, często jest ono przedmiotem przykrych nieporozumień, nie­którzy sądzą, że nieświadomość jest zlokalizowana w określonej części mózgu, że jest ona strukturą psychiczną. Tymczasem - jak podkreśla Fromm s ­nie ma niczego takiego jak "aparat nieświadomości". Nieświadomość odnosi się zawsze do czegoś, a więc można mówić o nieświadomym popędzie agresji lub nieświadomym kompleksie, nie można jednak mówić o "nieświadomości w ogóle". Jest ona pewną f u n k­ c j ą p s y c h i c z n ą, a nie aparatem zlokalizowanym w określonym miejscu i czasie.

Nieświadome popędy i dążenia ukierunkowują ludzkie działanie, decydują o tym, co człowiek chce osiągnąć i przed czym się broni. Jak niewydarzony aktor - mówią psychoanalitycy - jest on całkowi­cie sterowany i tyranizowany przez siły dynamiczne, których istnienia nawet~ nie podejrzewa. Mechanizm ich działania opiszę na autentycznym przykładzie. Student M. przyszedł do psychologa-doradcy, gdyż oblał w sesji kilka egzaminów. Jego niepowodzenia były dość zagadkowe, ponieważ testy inteligencji wskazywały, iż ma wybitne zdolności intelektualne. W czasie rozmowy z psychologiem student twierdził, że na zajęciach nie czuje się najlepiej, że jest na­pięty i zdenerwowany. Fakt ten utrudnia mu jasne, logiczne myślenie oraz skoncentrowanie uwagi na temacie wykładu lub seminarium. Całą winę za ten stan rzeczy zrzucił na profesorów i administrację akademicką. Według niego profesorowie są dobrymi badaczami, ale fatalnymi dydaktykami. Na zajęciach panuje bałagan; wykłady są źle przygotowane; profesorowie zwracają jedynie uwagę na wiedzę pa­mięciową, a nie na rozwój samodzielnego myślenia. W miarę kontynuowania rozmowy student M. sta­wał się coraz bardziej krytyczny. Dla psychologa - konsultanta było jasne, że występujące u jego rozmówcy zdenerwowanie, napięcie i trudność w koncentracji uwagi oraz wyraźnie demonstrowana agresja w stosunku do autorytetów akademickich wiązały się z jakimś silnym nieświadomym popę­dem.

Badania psychologiczne przeprowadzane między innymi za pomocą testów projekcyjnych pozwoliły sformułować prawdopodobną diagnozę. Okazało się, ` że trudności studenta wiązały się z silnym popędem

lęku, który został ukształtowany w dzieciństwie. Ojciec studenta M. był niezwykle surowy. Wierzył w potęgę kar fizycznych. Bił dziecko nie tylko za złe zachowanie, ale czasem bez widocznej przyczyny. Fakt ten wywoływał u chłopca ból i lęk. Odpowie­dzią na takie postępowanie ojca była agresja i wro­gość demonstrowana przez syna. Agresji tej nie mógł on jednak bezpośrednio wyładowywać na ojcu, ponieważ byłby dodatkowo karany. W związku z tym przejawiała się ona w sposób dość zamasko­wany. Okazało się - wbrew pozorom - że niepo­wodzenia akademickie, oblane egzaminy i kolokwia były wyrazem agresji i wrogości do ojca i profeso­rów. Niespełnienie oczekiwań i marzeń rodziców stanowiło rodzaj zemsty i rewanżu za ich brutalne zachowanie się w stosunku do dziecka.

Psycholog - konsultant sformułował więc ostateczną diagnozę, że niepowodzenia dydaktyczne studenta to sposób demonstrowania nieświadomej agresji, która była jego reakcją na popęd lęku. Innymi słowy, sil­ny stan lęku ukształtowany w dzieciństwie wywoły­wał agresję przejawiającą się w niepowodzeniach akademickich.

Student M. nie znał mechanizmu swego postępo­wania; uważał siebie za człowieka spokojnego i doj­rzałego emocjonalnie, któremu obce są wszelkie przejawy agresji i gniewu. Bardzo niepokoiły go niepowodzenia na uniwersytecie. Jak widać, jego motywacja była nieświadoma. Wykrycie jej stało się możliwe dzięki systematycznym badaniom diagno­stycznym.

Jest to jeden z licznych przykładów, które można znaleźć w pracach współczesnych psychoanalityków. Powstaje pytanie, jak ustosunkować się do ich ge­neralnego twierdzenia o nieświadomej motywacji. ~Współcześni psychologowie zgromadzili wiele danych empirycznych, które wskazują, że człowiek nie za­wsze zdaje sobie sprawę z tego, jakie popędy ukie­runkowują jego działanie. Tak na przykład wybitny

psycholog radziecki; A. R. Łuria, udowodnił, iż pewne zadania, zasugerowane osobie badanej w cza­sie snu hipnotycznego, wpływają na jej reakcje, mi­mo iż osoba ta nie jest tego świadoma. W pracach empirycznych można znaleźć coraz więcej tego ro­dzaju argumentów. Zresztą byłoby rzeczą niepraw­dopodobną, aby człowiek w każdych okolicznościach zawsze zdawał sobie doskonale sprawę z popędów i dążeń, które ukierunkowują jego zachowanie. Gdy­by tak było istotnie, to przypuszczalnie praca wy­chowawcza szkoły i oddziaływania psychoterapeu­tyczne nie miałyby większego znaczenia.

Obiekcje przeciwko współczesnej psychoanalizie polegają nie na tym, iż twierdzi ona, że istnieje mo­tywacja nieświadoma, lecz na tym, iż tak małą wagę przypisuje m o t y w a c j i ś w i a d o m e j. Takie po­glądy są łatwe do wytłumaczenia. Olbrzymia więk­szość danych psychoanalitycznych pochodzi z gabi­netów terapeutycznych i obserwacji klinicznych. Ludzie, którzy korzystają z pomocy terapeutów, po­siadają pewne zaburzenia emocjonalne i mają trud­ność w przystosowaniu się; są neurotykami bądź psychotykami. Jest rzeczą prawdopodobną, że w wielu przypadkach nie uświadamiają oni sobie własnych popędów, dążeń i konfliktów. Tych kli­nicznych danych nie można jednak generalizować, nie można ich przenosić na ludzi zdrowych, którzy nigdy nie stykają się z psychoanalitykiem. Na pod­stawie informacji, że większość samochodów znaj­dujących się w warsztatach samochodowych stolicy wymaga naprawy, nie można sformułować wniosku, że prawie wszystkie samochody w Warszawie są uszkodzone. Jest to pożałowania godna ekstrapolac­ja.

W świetle dotychczas zgromadzonych danych dość prawdopodobna wydaje się hipoteza, że ludzie włączeni w wielkie układy instytucjonalne, ludzie, którzy kierują fabrykami, prowadzą skomplikowane badania naukowe czy wychowują młodzież - z re­guły zdają sobie sprawę ze swoich popędów i dążeń. Ich motywacja jest w dużym stopniu świadoma. W każdym razie nie są całkowicie styranizowani przez nieświadomość. Poglądy psychoanalityków wydają się więc przesadzone.

Rozdział III

DIALEKTYKA KONFLIKTÓW

Popędy aktywizują i ukierunkowują ludzkie zacho­wanie; powodują, że jest ono działaniem celowym. Człowiek dąży do zaspokojenia popędów, do osiągnięcia gratyfikacji. Głodne dziecko poszu­kuje piersi matki. Jednostka o silnej potrzebie afi­liacji dąży do nawiązania przyjaźni i stosunków towarzyskich. Młody polityk stara się osiągnąć wy­sokie stanowisko w hierarchii władzy.i2aspokojenie potrzeb usuwa napięcie i daje satysfakcję.

Nie jest ono jednak zbyt łatwe. Często człowiek nie może osiągnąć planowanych celów, ponieważ wyrastają przed nim przeszkody i trudności, których nie umie pokonać. ~ Najważniejszą przyczyną uda­remniania ludzkich dążeń jest konflikt. Dwie klasy konfliktów są godne uwagi. Do pierwszej z nich na­leżą konflikty wewnętrzne, zwane również konfliktami motywacyjnymi. Powstają one wtedy, gdy w człowieku działają sprzeczne, dywergencyjne siły dynamiczne, gdy dąży on jednocześnie do osią­gnięcia niezgodnych celów. Tak więc dziewczyna chce zawrzeć małżeństwo z chłopcem, którego kocha, ale jednocześnie boi się, że straci wolność osobistą i niezależność. Są to zatem konflikty między popę­dami.

Do drugiej kategorii należą k o n f l i k t y z e ­w n ę t r z n e, które z reguły mają charakter inter­personalny; powstają one wtedy, gdy istnieje sprzecz­ność między dążeniami jednostki a celami innych ludzi. Świat jest pełen tego rodzaju konfliktów. Jako przykład można wymienić sprzeczność między zamiarami dzieci i rodziców. Racjonalne rozwiąza­nie konfliktów wewnętrznych i zewnętrznych daje człowiekowi satysfakcję; niepowodzenie w ich wyeli­minowaniu prowadzi do frustracji.

Chociaż wielu psychologów, socjologów czy filozo­fów doceniało rolę konfliktów w ludzkim działaniu, to dopiero psychoanalitycy nadali temu pojęciu wy­soką rangę. Bez poznania psychoanalitycznej teorii konfliktów nie można zrozumieć tej koncepcji czło­wieka; podobnie jak nie można poznać samochodu bez znajomości jego silnika. Zdaniem psychoanali­tyków konflikty między popędami oraz między jed­nostką a otoczeniem są nieuniknione; są one również nieświadome. Jednostka z reguły nawet nie podej­rzewa, jakie dywergencyjne siły determinują jej za­chowanie. Konflikty są czynnikiem rozwoju i kształ­towania osobowości, są one jednocześnie źródłem tragedii. ­

Mimo iż historia psychoanalizy nie jest przedmio­tem tej książki; to warto chyba podkreślić, że twór­cy jej nie zawsze identycznie rozumieli pojęcie konfliktu. Freud uważał, że główną przyczyną ludz­kich trudności jest sprzeczność między popędem seksualnym a społecznym tabu, między id a superego. Dla Horney szczególne znaczenie posiadała wro­gość między jednostką a grupą. Wreszcie wielu współczesnych psychoanalityków jest zaniepokojo­nych konfliktem między potrzebami jednostki a zde­humanizowanym światem. Mimo tych różnic pojęcie konfliktu zawsze odgrywało w psychoanalizie pod­stawową rolę.

z Wybitny dramaturg amerykański Arthur Miller na­pisał przed laty sztukę Śmierć komiwojażera, której

treść może być ilustracją rzeczywistych konfliktów ludzkich. Jej bohaterem jest piękna i dramatyczna postać Willie'go Lomana. Willie, jak wielu ludzi jego czasu, dążył do wybicia się i zrobienia kariery; chciał być bogaty i potężny. Ale jednocześnie zależało mu na tym, aby "być lubianym", aby mieć przyjaciół, aby ludzie darzyli go szacunkiem i za­ufaniem. Dążenia te były ze sobą sprzeczne. Brutal­na konkurencja rodzi wrogów, zwiększa samotność i izolację człowieka. Nie można jednocześnie toczyć bezwzględnej walki z konkurentami i być przez nich uwielbianym. Tak jak nie można być jednocześ­nie jastrzębiem i gołębiem. Willie Loman nie umiał rozwiązać tego konfliktu. Jego życie było pasmem frustracji. Samobójstwo stało się kulminacyjnym punktem dramatu..

Życie Willie'go jest dobitnym przykładem kon­fliktu wewnętrznego, konfliktu między dwiema dy­wergencyjnymi siłami, między dążeniem do osiągnięć a poszukiwaniem przyjaźni i miłości. Według psy­choanalityków tego rodzaju konflikty są nie tyle wyjątkiem, co regułą w życiu człowieka. Z zasady popędy, które człowiek chce zaspokoić, są ze sobą sprzeczne. Jako ilustrację można by wymienić kon­flikty między bezpieczeństwem osobistym a nieza­leżnością, między rywalizacją a współpracą, afiliacją a dążeniem do osiągnięć osobistych. Losy człowieka w dużej mierze zależą od umiejętności rozwiązywa­nia tego rodzaju konfliktów motywacyjnych.

Szczególne znaczenie przypisują współcześni psy­choanalitycy konfliktowi między potrzebą bezpie­czeństwa a potrzebą wolności. Pierwsza z nich po­lega na unikaniu zagrożeń i poszukiwaniu oparcia w innych ludziach. Brak zdarzeń niebezpiecznych, redukcja ryzyka i niepewności, stabilizacja ekono­miczna, ubezpieczenia społeczne czy trwały pokój dają człowiekowi poczucie bezpieczeństwa.

Zaspokojenie tej potrzeby nierzadko wiąże się z utratą autonomii i wolności. "Dążąc do bezpieczeń­stwa" ludzie uciekają od wolności". Dziecko czuje się całkowicie bezpieczne w dobrej rodzinie; matka zaspokaja jego głód, ochrania przed zagrożeniami fizycznymi, zapewnia opiekę w czasie choroby. W takiej sytuacji dziecko traci całkowicie niezależność i autonomię; nie potrafi dokonywać samodzielnego wyboru. Nawet gdy osiągnie wiek dojrzewania, cią­gle zachowuje się jak dziecko. Podobnie ludzie pod­dają się wielkim autorytetom, politykom czy orga­nizacjom, które zapewniają im całkowite bezpieczeń­stwo, ale odbierają wolność i niezależność działania. Wolność jest czekiem, który człowiek płaci za pewność jutra.

Rozwiązanie konfliktów wewnętrznych - zdaniem psychoanalityków - jest problemem bardzo trud­nym, - często zbyt trudnym. Jeśli konflikt jest nie­świadomy, to uporanie się z nim staje się możliwe tylko, po uprzednim jego uświadomieniu. Jedynie odpowiednio przygotowany psychoanalityk, psycho­log kliniczny czy lekarz są zdolni wykryć sprzecz­ności zachodzące między potrzebami, a następnie pomóc człowiekowi je rozwiązać. Powróćmy do kon­fliktu między potrzebą bezpieczeństwa osobistego a potrzebą wolności. Jedyną metodą uporania się z nim jest stworzenie stosunków braterskich między ludźmi. Braterstwo zapewnia człowiekowi pomoc w sytuacjach trudnych, opiekę i solidarność; daje poczucie bezpieczeństwa. Jednocześnie jednak nie ogranicza niezależności i wolności. Pozwala więc jednocześnie zaspokoić dwie sprzeczne potrzeby. Nie wszystkie konflikty motywacyjne można jednak tak łatwo rozwiązać.




  1   2   3   4


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna