Jerzy Żyżyński Odbudować kapitałową bazę dla emerytur kapitałowych Motto: Uświadamiałem sobie w coraz większym stopniu, że takie kategorie jak „błędne” I „słuszne”, „prawdziwe”



Pobieranie 237,51 Kb.
Strona1/2
Data16.02.2018
Rozmiar237,51 Kb.
  1   2


Jerzy Żyżyński

Odbudować kapitałową bazę dla emerytur kapitałowych

Motto: Uświadamiałem sobie w coraz większym stopniu, że takie kategorie jak „błędne” i „słuszne”, „prawdziwe” i „fałszywe” w ekonomii politycznej, a także w wewnętrznie sprzecznej rzeczywistości realnie istniejącego społeczeństwa i gospodarki narodowej nie są wcale tak proste i jednoznaczne, jak byśmy chcieli. Rzadko związki przyczynowo-skutkowe są oczywiste i namacalne, zwykle nakładają się na nie inne czynniki działające równolegle.1

Wychodzi na jaw zaskakująca i dla niektórych bardzo smutna prawda z emeryturami. Oto pojawiają się dramatyczne głosy komentujące z niepokojem, jak niskie okazują się emerytury z nowego systemu - że czeka nas 50-60 procent ostatniej pensji, ale nawet, jak twierdzi prof. Witold Orłowski co najwyżej 30 procent. W efekcie ten, kto zarabia obecnie pensję minimalną – lub odprowadzał składkę od minimalnej pensji – 1600 zł., po 45 latach pracy otrzyma na starość 533 zł”, a ten, kto „dochrapał się” średniej, dostanie na emeryturze nieco ponad 1000 zł, po opłaceniu czynszów zostanie mu na bułkę z najtańszą margaryna i chudym serkiem. Chciało by się powiedzieć: emerycie, śmietniki całej Polski stoją przed tobą otworem….ale czy po ostatniej reformie śmieciowej będzie co wygrzebać ze śmietników?

Ale w indywidualnych przypadkach może być nawet gorzej. Pojawiła się informacja o emeryturach znanych osób ze świata artystycznego: znakomita pol­ska tan­cer­ka, pamiętana przez wielbicieli so­list­ka te­atral­na i dzien­ni­kar­ka Kry­sty­na M. może li­czyć mie­sięcz­nie na za­le­d­wie 160 zł eme­ry­tu­ry; Lider znanego zespołu z lat 70-tych, Krzysz­tof C. - 570 zł eme­ry­tu­ry; nie­wie­le wię­cej An­drzej R., wybitny pio­sen­karz es­tra­do­wy, sa­ty­ryk i kom­po­zy­tor - 590 zł; wspaniała gwiaz­da pol­skiej es­tra­dy Ma­ry­la R. więcej, ale tylko 1000 zł, a jej świetna koleżanka Kry­sty­na G. 1100 tys. zł.2

Oczywiście, za taką emeryturę nie da się wyżyć, jak ktoś nie odłożył (a niełatwo było odłożyć w świecie domagającym się ciągłego dorównywania różnym wylansowanym przez środowiska „szpanerskim” wymaganiom), albo nie ma dodatkowych stałych dochodów z jakichś tantiem (które są marne w świecie zdominowanym przez zwolenników darmowego kopiowania) to go czeka jak w zamierzchły czasach XVIII czy XIX w. dogorywanie w przytułku.

Przytoczone przykłady są skrajne i dotyczą określonej kategorii członków naszej społeczności – artystów. Ale przecież emerytury są ogólnie bardzo niskie: w 2013 r. 67% emerytur to poniżej 2000 zł, 46%, czyli prawie połowa - do 1600 zł, nieco ponad 1/3 do 1400 zł - to są nędzne wypłaty, tylko 10% ma powyżej 3000 zł; średnia wyniosła 1717 zł.. Warto zauważyć, że najniższa ustawowa płaca w tymże 2013 r. wynosiła 1600 zł (a obecnie 1680 zł.)3, zatem znaczna część, prawie 40% emerytur jest niższa od tej zapewniającej najbardziej podstawowe utrzymanie kwoty.

Ci, którzy lekceważą tę sytuację nie rozumieją, że emerytura, tak zresztą jak i pensja, powinna człowiekowi dostarczyć środków zapewniających pokrycie kosztów utrzymania na poziomie godnym dla jego statusu – a wielu ludziom nie zapewni nawet poziomu podstawowego. W wyniku ich ignorancji wprowadzono zabójczy dla ludzi system.

Rzecz w tym, że podstawą systemu, który zaczął obowiązywać od tego roku jest tzw. zdefiniowana składka, a nie zdefiniowane świadczenie, jak było wcześniej. Przy zdefiniowanym świadczeniu emeryt otrzymywał emeryturę w określonej proporcji do otrzymywanych w ostatnim okresie aktywności zawodowej wynagrodzeń – i właśnie stosownie do jego zdefiniowanego statusu. Teraz emerytura staje się funkcją sumy odkładanych składek, które tworzą tzw. kapitał emerytalny: będziesz miał tyle, ile można ci wypłacić z tego, co sobie uskładałeś na swoje konto.



Ale jeśli emerytury mają być oparte na kapitale, to pytanie podstawowe brzmi: - Gdzie jest ten kapitał, na jakiej podstawie powstał, czy stanowi wystarczającą bazę dla systemu emerytalnego?

I rzecz w tym, że odpowiedź na to pytanie jest trudna, bo cały system został oparty na błędnych podstawach. Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że w ogóle system kapitałowy jest problemem sam w sobie, gdyż wynika z niezrozumienia ekonomicznych funkcji oszczędności, tego, że forsowanie wysokiego ich poziomu, jakie jest konsekwencją całej koncepcji kapitałowego systemu emerytalnego, szkodzi gospodarce, bo oszczędności to nie wydane dochody, a to oznacza wyrwanie części dochodów z realnego obiegu gospodarczego i bezpośrednie uderzenie w popyt, co szkodzi koniunkturze i służy głównie pompowaniu jałowych wtórnych obrotów na rynkach finansowych, co prowadzi do złudnego, obciążonego bardzo wysokim ryzykiem bogactwa. Co prawda nasz system ma tylko częściowo charakter kapitałowy, ale i tak jest obciążony dużym ryzykiem i da bardzo niską emeryturę. Spróbuję w paru słowach wyłożyć jego „logikę”.

Podstawę obliczenia emerytury stanowi suma dwóch wielkości: zwaloryzowanego kapitału początkowego i zwaloryzowanych składek na ubezpieczenie emerytalne. Kapitał początkowy określa się na dzień 1 stycznia 1999 r., i jest ewidencjonowany - tak jak składki na ubezpieczenie emerytalne - na indywidualnym koncie każdego ubezpieczonego. I to wydaje się logiczne, ale gdy wejdziemy w szczegóły, pojawiają się problemy.

Skomplikowany jest sam sposób określenia kapitału początkowego. Oblicza się go na bazie tak zwanych okresów składkowych (gdy ktoś udokumentował odprowadzanie składek przed 1999 r.) i nieskładkowych (gdy tych składek nie odprowadzał). Problem z przywołanymi przykładami artystów polega na tym, że pracowali w zawodach, w których nie byli zatrudnieni na etacie, dawali koncerty, pracowali na zlecenia, umowy, od których składki nie były odprowadzane – w efekcie nie mają podstaw do wyliczenia im przyzwoitego kapitału emerytalnego. Często pracodawca dla zmniejszenia obciążenia kosztów składką ZUS-owską, zatrudniał na różnych formach zatrudnienia, które pozwoliły zaoszczędzić na składce i zwiększyć rentowność – co przecież i na znacznie większą skalę i w przypadku wielu innych zawodów obserwujemy obecnie. Aktorzy na przykład (przypadek artystów jest szczególnie charakterystyczny w swym niedostosowaniu do obecnego systemu) w teatrach zatrudnieni byli na nisko opłacanych etatach, zarabiali na premiach od występów, zleceniach dawanych przez media i organizatorów różnych imprez, albo tantiemach – ale przecież to szczęście dostania się w takie wyższe sfery zawodowe mieli nie wszyscy. W efekcie większość ich życia zawodowego to „okresy nieskładkowe”, dające najniższą podstawę do wyznaczenia kapitału emerytalnego. Teraz wszyscy oni znaleźli się na emerytalnym lodzie – ale przecież nikt ich wcześniej nie uprzedzał, ze zmienione zostaną reguły gry.

W obliczeniach wykorzystuje się dość dowolne współczynniki, inaczej „ważące” okresy składkowe i nieskładkowe - w trudnej sytuacji emerytalnej stawia to nie tylko artystów, ale też na przykład matki poświęcające się wychowaniu dzieci. Do obliczenia kapitału emerytalnego wykorzystuje się osobliwy współczynnik p, który jest geometryczną średnią dwóch współczynników – jeden można określić jako wiekowy, drugi- stażowy; podstawę wymiaru, która wynika z mnożenia przez niczym nieuzasadniony współczynnik 110% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia z II kwartału 1998 r. 1220,89 zł – dlaczego akurat tego II kwartału; a te 89 groszy to – można powiedzieć – rozweselająca część całej koncepcji – aż dziw bierze, że nikt z urzędników nie wpadł na pomysł, by zaokrąglić kwoty bazowe przynajmniej do pełnych złotych, jeśli nie do dziesiątek.

Powstaje suma trzech kwot: części za okresy składkowe, części za okresy nieskładkowe oraz tzw. części socjalnej – cała bardzo i niepotrzebnie skomplikowana procedura służy temu, żeby obliczyć kwotę, którą interpretuje się jako hipotetyczną emeryturę, którą ktoś otrzymałby gdyby w 1999 r. przeszedł na emeryturę – np. 524,84 zł – którą mnoży się przez 209 miesięcy – jest to średnie dalsze trwanie życia kobiet i mężczyzn w wieku 62 lat na dzień 1 stycznia 1999 r. ogłoszone w dniu 25 marca 1999 r. przez Prezesa GUS. Powstaje na przykład, jak w przykładzie propagowanym przez GUS, kwota kapitału początkowego 109 691,56 zł – i kwota ta jest potem corocznie waloryzowana razem z wpłacanymi od 1999 r. składkami emerytalnymi wskaźnikiem, który jest równy wskaźnikowi cen towarów i usług konsumpcyjnych ogółem w roku kalendarzowym poprzedzającym termin waloryzacji – mamy tu zatem cofnięcie o rok - w stosunku do poprzedniego roku, powiększonemu o wzrost realny sumy przypisu składek (koszmarna biurokratyczna terminologia!!) na ubezpieczenie emerytalne w roku kalendarzowym poprzedzającym termin waloryzacji w stosunku do roku poprzedniego. W momencie przechodzenia na emeryturę na bazie tego indywidualnego „uzbieranego kapitału” oblicza się emeryturę, która wynika z zwykłego podzielenia tego „kapitału”, przez średnie statystyczne dalsze trwanie życia dla wieku danej osoby (z tzw. tablic dalszego trwania życia).

I problem polega na tym, że tu de facto nadużywa się pojęcia „kapitał”. Kapitał finansowy jest to bowiem kwota środków, która zostaje powierzona instytucji finansowej i stanowi pasywa jej bilansu, czyli jest jej zobowiązaniem wobec kontrahenta, i kwota ta jest uaktywniana przez instytucję finansową tak, aby ten kontrahent się wzbogacił – w przypadku prawdziwego kapitału nie może być zwykłego dzielenia lecz musi działać stopa procentowa i wynik jest określony przez formułę zwaną „rentą dożywotnią”.

Najważniejszą taką instytucją finansową zarządzającą kapitałem jest (powinien być) bank - środki mu powierzone nazywamy depozytem, a uaktywnia je głównie udzielając kredytów wspomagających funkcjonowanie i rozwój gospodarki. W tym systemie emerytalnym to, co nazwano kapitałem, jest tylko jakąś wirtualną kwotą, która nie funkcjonuje jako kapitał. Jako kapitał funkcjonowała tylko ta część, którą przekazywano OFE, ale zasady według których je utworzono były błędne, gdyż te instytucje finansowe z jednej strony tworzyły dług publiczny, z drugiej inwestowały w obligacje, co tworzyło fikcyjną i szkodzącą gospodarce pętlę obiegu środków, z drugiej inwestowały na obciążonym dużym ryzykiem rynku akcji – dlatego słusznie zrobiono „wyrywając” część środków z tego szkodliwego systemu i do tego brały sobie horrendalne, całkowicie nieuzasadnione opłaty za zarządzanie (podzielam pogląd, że ich nieuzasadniona wysokość powinna być przedmiotem dochodzeń prokuratorskich). Jednakże system emerytalny nadal jest oparty na koncepcji kapitałowej ze zdefiniowaną składką a nie zdefiniowanym świadczeniem: „będziesz miał tyle, ile można ci dać z tego, co uzbierałeś”. A da ci tylko tyle, ile wynika ze zwykłego podzielenia uzbieranej kwoty przez średnie dalsze trwanie życia, nie jest to zatem kapitał, bo kapitał to są środki, które pracują.

Pierwszy zatem problem to sama definicja kapitału. Drugi to strukturalna wadliwość jego podstawy. Kapitał początkowy jest oparty na osobliwie wyliczanej kwocie będącej funkcją między innymi średniego wynagrodzenia w II kwartale 1999 r. (ta osobliwa kwota 1220,89 zł) i nie ma nic wspólnego z uzyskiwanymi przez kandydata na emeryta zarobkami i realnie przez niego wpłacanymi składkami, nie jest to zatem żaden rzeczywisty kapitał (a marność emerytury będzie jak najbardziej rzeczywista). Ale co istotne, te średnie zarobki są bezpośrednią (choć osiągniętą 10 lat po upadku komunizmu) strukturalną schedą po komunizmie.

Rzecz w tym, że twórcy tej koncepcji zapomnieli, iż nasze płace z okresu komunizmu i jeszcze w 1999 r. nie były w stanie zbudować kapitału emerytalnego zdolnego zapewnić nam godne życie na emeryturze, bo były z zasady niskie, znaczna część konsumpcji miała charakter zbiorowy, płace nie odzwierciedlały wkładu pracowników w wytwarzany dochód narodowy, w efekcie ten będący podstawą nowego systemu emerytalnego „składnik kapitałowy” płac musi być zaniżony. Gdyby nawet dochodziło do odłożenia części wynagrodzenia jako inwestycji w realny kapitał, to nie byłoby możliwe zgromadzenie kapitału adekwatnego do obecnego systemu, który charakteryzuje się wyższym „upieniężnieniem” gospodarki, większa część dóbr funkcjonuje w systemie rynkowym i ma ceny relatywnie wyższe niż w okresie komunizmu, gdy ceny były dotowane.

Poza tym trzeba było wziąć pod uwagę to, że w wielu zawodach ludzie – jak ci artyści - byli zatrudniani według form zatrudnienia, które nie tworzyły składek emerytalnych większość ich aktywności to według tego systemu okresy nieskładkowe. A przecież nikt im wtedy nie powiedział, że w przyszłości zasady emerytalne zostaną zmienione. Czyż nie mają teraz prawa pozwać polskie państwo, oskarżyć je, że zostali oszukani?

Teraz jesteśmy właściwie w sytuacji bez wyjścia: w ramach tego mechanizmu nie da się poprawić sytuacji ludzi wpuszczonych w ten system, są skazani na nędzę. Wydaje się, że jest jedno wyjście: wrócić do tradycyjnego systemu transferowego, ale jest pytanie, czy można by wtedy poprawić sytuację emerytów, czy obecny system, gospodarka, jest w stanie wygenerować środki na uczciwe podwyższenie emerytur?



Ale może by ten fakt „wpuszczenia” w strukturalnie wadliwy system wykorzystać na dokonanie zasadniczego skoku strukturalnego? Wracam do mojej dawnej tezy z wydanej 17 lat temu pracy4, gdzie udowodniłem, że urynkawianie gospodarki socjalistycznej wymagało wykreowania pieniądza transakcyjnego, że trzeba było dostosować ilość pieniądza do zmienionego systemu - przejścia na gospodarkę rynkową, gdzie dokonane zostaje urynkowienie wielu cen. Wtedy ja jednak ograniczałem się do pieniądza jako środka wymiany (zgodnie z formułą wymiany Fishera MV = PQ), ale przecież trzeba uwzględnić też kapitałową funkcję pieniądza - i to jest problem, który nam się obecnie ze szczególną siłą ujawnia.

Przypomnijmy zatem, co składa się na agregat pieniężny. Pieniądz to - mówiąc najkrócej – nośnik siły nabywczej, specyficzne narzędzie, które służy do nabywania, kupowania dóbr i usług; w systemie rynkowym dostajemy go w jakiejś proporcji do tego, co sami wnieśliśmy do gospodarki. Ten nośnik siły nabywczej – jako tzw. pieniądz transakcyjny - służy do nabywania bieżącego dóbr i usług, przekazujemy go innym członkom społeczności (płacąc podatki, czynsze itd.), ale jest też odkładany na przyszłość, jest gromadzony przez lata, tworząc w ten sposób bazę kapitałową systemu pieniężnego, swego rodzaju fundament kapitałowy, na którym opiera się system finansowy gospodarki rynkowej. Podstawowa masa tego, co jest odkładane, „osiada” w bankach, gdzie stanowi tzw. kapitał obcy zapisany w pasywach bilansów, jest z jednej strony zobowiązaniem banków wobec deponentów, z drugiej strony jest uaktywniany poprzez udzielanie kredytów w różnych formach.

W efekcie powstaje zasób pieniądza, który nazywamy agregatem pieniężnym, jest on jak warstwy cebuli, tworzony przez różne kolejne coraz wyższe formy pieniądza. W Polsce wielkość agregatu pieniężnego podaje NBP. Pierwszą, wewnętrzną warstwę tworzy pieniądz M1 – jest to pieniądz gotówkowy w obiegu i w kasach banków - to124 mld zł, oraz depozyty bieżące (kiedyś nazywało się to pieniądz czekowy lub pieniądz na każde żądanie) – jest to 433 mld zł (w tym gospodarstwa domowe 283 mld zł, przedsiębiorstwa 100 mld zł., reszta to różne instytucje mające jakieś środki na kontach bieżących) - w sumie pieniądza M1 jest 548 mld zł.

Druga warstwa pieniądza to różne formy depozytów terminowych, czyli pieniądz odłożony, z tego gospodarstwa domowe mają 272 mld zł, przedsiębiorstwa 91 mld zł, - w sumie pieniądz M2 to M1 plus te terminowe oszczędności, które są zobowiązaniami sektora finansowego, głównie banków, wobec ludności i przedsiębiorstw – łącznie M2 to 954 mld zł – jest to podstawowa masa pieniądza w gospodarce, która służy bieżącej wymianie i jest rezerwuarem, z którego czerpane są środki finansujące rozwój gospodarki.

Można zatem powiedzieć, że agregat pieniężny składa się z pieniądza cyrkulującego, stanowiącego swego rodzaju rdzeń zasobu pieniądza i pieniądza odłożonego, stanowiącego drugą warstwę zasobu M2. Rdzeń zasobu, pieniądz M1, służy realizacji procesów wymiany, czyli zakupom dóbr i usług, jest bezpośrednio związany z dochodami uzyskiwanymi przez gospodarstwa domowe i podmioty gospodarcze - gdy na przykład wypłacają mi pensję, to zostaje ona wpłacona na mój rachunek oszczędnościowo-rozliczeniowy – stanowi część M1.

Kluczowe znaczenie ma ekonomiczna funkcja tej drugiej i następnych (u nas mało znaczących) warstw agregatu pieniężnego. Są to depozyty i lokaty terminowe, zatem służą wymianie - ale w przyszłości, gdy ktoś straci pracę, czy będzie chciał kupić jakieś dobro trwałego użytku, na przykład lodówkę, to zwykle sięgnie do swych zasobów zgromadzonych jako depozyty terminowe w banku – to jest pieniądz, który służy wymianie w szczególnych sytuacjach w przyszłości. Z jednej strony stanowi amortyzator, rezerwę siły nabywczej, która stabilizuje gospodarkę, a z drugiej strony te depozyty są podstawą akcji kredytowej banków, gdy są uaktywniane poprzez udzielanie kredytów. Inne niż bankowe depozyty formy lokat muszą być zamieniane na pieniądz na rynkach aktywów i z tego powodu są obciążone ryzykiem. Te wyższe formy pieniądza stanowią podstawę wyższych form kapitału finansowego gospodarki, ale jego zasadnicza baza to depozyty tworzące drugą warstwę pieniądza M2.

Problem polega na tym, że ta podaż pieniądza M2 w Polsce to 54% do góra 58% PKB - jak w krajach głębokiego trzeciego świata, podczas gdy w krajach UE i innych krajach rozwiniętego kapitalizmu podaż pieniądza to grubo ponad 100% PKB. Ilustruje to tabela:

Tabela 1. Relacja pieniądza M2 do PKB w wybranych krajach w %



Kraj

2009

2010

2011

2012

Polska 100

Luksemburg

601,7

536,0

499,1

480,3

830

Cypr

280,7

283,4

268,8

263,7

455

Japonia

227,0

226,1

238,4

241,2

417

Holandia

222,2

226,0

233,0

238,9

413

Portugalia

176,1

186,1

202,5

198,5

343

Hiszpania

210,1

212,0

204,8

193,9

335

Szwajcaria

151,4

154,6

168,3

188,0

325

Chiny

179,0

180,8

180,0

187,6

324

Austria

201,9

193,6

187,1

175,5

303

Niemcy

193,4

184,2

178,6

173,3

299

Malta

162,6

164,9

165,0

168,8

292

Włochy

140,9

152,5

153,6

165,1

285

W. Brytania

178,4

177,0

163,5

161,6

279

Irlandia

232,4

191,5

167,9

160,8

278

Francja

145,9

150,2

158,5

157,8

273

Korea Płd

147,1

141,5

141,8

144,3

249

Belgia

140,9

136,2

134,1

136,5

236

Finlandia

108,1

110,6

114,8

117,9

204

Grecja

115,5

108,0

97,9

100,1

173

Islandia

108,3

95,0

96,2

89,8

155

USA

90,4

84,8

87,1

87,4

151

Szwecja

99,8

85,0

87,1

85,2

147

Brazylia

69,0

68,7

74,0

80,8

140

Chorwacja

68,7

78,5

78,2

80,7

139

Bułgaria

69,9

72,0

75,6

79,6

137

Czechy

72,1

72,8

74,2

77,3

134

Słowenia

76,9

82,7

80,7

76,3

132

Afryka Płd.

80,9

78,3

77,3

75,2

130

Dania

92,3

83,9

74,3

74,6

129

Estonia

60,2

59,6

68,4

67,4

116

Węgry

63,0

63,5

64,9

60,9

105

Polska

53,7

55,4

57,9

57,9

100

Turcja

54,6

56,1

54,7

55,4

96

Ukraina

53,4

55,2

52,6

54,9

95

Rosja

49,2

51,4

51,5

51,5

89

Litwa

48,6

50,9

47,5

47,4

82

Łotwa

44,9

51,4

46,7

44,1

76

Źródło: opracowanie własne według danych: Money and quasi money (M2) as % of GDP (World Bank); dane posortowane według wartości dla 2012 r.

Warto zwrócić uwagę na Chiny. Tam podaż pieniądza M2 stanowi 190% PKB; w latach 2009 – 2012 wzrosła z 170% do 187,6%. Pewnym ewenementem są Stany Zjednoczone i niektóre inne kraje wysoko rozwinięte, gdzie stosunek pieniądza M2 do PKB jest relatywnie niski, ale jest tak dlatego, że bardzo wysokie aktywa są gromadzone w wyższych formach pieniądza, tworzących agregaty M3 i M4 (warto dodać, że w Polsce pieniądz M3 jest tylko o 14 mld zł większy od M2 – tworzą go operacje z przyrzeczeniem odkupu ( 9 mld zł) i dłużne papiery wartościowe do 2 lat (5 mld zł).



Relacja pieniądza M2 do PKB zmieniała się w Polsce, dochodząc do obecnych wartości z poziomów dużo niższych. Poniższy wykres ukazuje kształtowanie się pieniądza M1 i M2 w Polsce od roku 1996.

Rys. 1. Pieniądz M1 i M2 w relacji do PKB w Polsce

Jak widzimy, okresowe spadki pieniądza M1 w okresach kryzysowych były związane z lekkim wzrostem agregatu M2 – pieniądz był odkładany w różnych formach depozytów.

Polska, jak i inne kraje postkomunistyczne mają ogólnie słabe systemy pieniężne, stosunek M2 do PKB kształtuje się od ok. 60% do nieco ponad 70%5, jest tak dlatego, że tak jak w Polsce przez całe lata nie był uwzględniony składnik kapitałowy, nie nagromadzono dostatecznego zasobu pieniądza. Wyższych składników agregatu pieniężnego po prostu nie gromadzono, bo tak jak u nas niskie były płace, pieniądz tylko służył transakcjom, a w czasie transformacji gospodarki zniszczono zasoby oszczędności, jakie były nagromadzone w czasach komunistycznych, między innymi poprzez krótką hiperinflację i niezwaloryzowanie istniejącego zasobu oszczędności - potencjalnego kapitału finansowego.



Drugi wykres pokazuje kształtowanie się pieniądza M2 w Polsce w dłuższym przedziale czasu, od roku 1985. Jak widzimy, w 1989 r. ilość pieniądza gwałtownie zwiększyła się, co było związane z zjawiskiem krótkiej hiperinflacji i dokonano raptownego (tzw. terapia szokowa6) zredukowania wartości oszczędności posiadanych przez Polaków – zamiast wykorzystać je do realizacji programu prywatyzacji i uwłaszczenia lub zamrozić na przyszłe lata właśnie po to, by były podstawą zasobu kapitałowego. To wtedy stało się to, co prof. Ryszard Domański podsumował krótko: „Miałem uzbierane pieniądze Fiata… i z dnia na dzień okazało się, że starczy na jedno koło.” Ludzie potracili olbrzymie oszczędności, składane czasami przez lata na różne ważne cele – samochód, mieszkanie itp.

Rys. 2. Pieniądz M2 w relacji do PKB w Polsce

W rezultacie zasób pieniądza gwałtownie zmniejszył się do poniżej 30% PKB - inflacja w tym czasie zmniejszała się jednak powoli. Obecny zasób pieniądza odpowiada temu z roku 1989, ale gospodarka jest już inna, znacznie szerszy jest zakres funkcjonowania rynku – dlatego choć pieniądza jest tyle, co w 1989 r. - to nie ma inflacji.

Zauważmy, że to zubożenie naszego agregatu pieniężnego o składnik kapitałowy jest



  1   2


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna