„Jeśli się kocha życie, łatwiej żyć”



Pobieranie 12,26 Kb.
Data25.03.2018
Rozmiar12,26 Kb.

„Jak się kocha życie, to łatwiej żyć.”

Wrocław, 11 maja 2017r.

Cześć, Kochanie.

Nie dziw się, że do Ciebie piszę. To prawda, jestem współczesną, nowoczesną dziewczyną, ale przecież mam starą duszę. Stąd mój list, tradycyjny, starodawny. Prosto z serca.

Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie? 15 lat temu, 11 maja… To był piękny dzień. Słoneczny, upalny. Powiedziałeś do mnie: „Dzień dobry”. Ja nie mówiłam nic, ale chyba czułam, że to ważny moment. A już na pewno wiedziała o tym moja mama. Na jej zmęczonej twarzy pojawił się uśmiech. Taki najszczerszy, najpełniejszy, najpiękniejszy. Była szczęśliwa. Skarbie, ona nie miała innego wyjścia. Zobaczyła mnie, niebieskooką blondyneczkę, i zakochała się bez pamięci. Bez pamięci o bólu, cierpieniu, trudach porodu.

Moje dzieciństwo było takie, jak trzeba. Takie, jakie powinno być. Ty wiesz o tym najlepiej… O czym Ci przypomnieć? Może o sprawach małych, prostych, zwykłych? Uwielbiałam biegać po całym domu, śmiejąc się tak donośnie, żeby wszyscy mnie słyszeli. Uwielbiałam, kiedy wszyscy śmiali się ze mną. Uwielbiałam spacery z rodzicami i psem, którego nigdy nie mogłam dogonić. Miałeś z tym coś wspólnego? Uwielbiałam rozmowy z mamą. Przecież wiesz, że byłam i jestem gadułą. Jak już zacznę mówić, nie mogę skończyć. Co jeszcze uwielbiałam? Kuchnię babci. Och, jak ona umie gotować.

Moje dzieciństwo było takie, jak trzeba. Takie, jakie powinno być. Do czasu. Postanowiłeś to zmienić. Dlaczego? To była gra? Twoja gra - Twoje reguły? Pytałam Cię wtedy o to. Pomimo tego, że byłam małym misiem o małym rozumku. Pytałam Cię, dlaczego moi rodzice się rozeszli i nic z tym nie zrobiłeś. Nie udzieliłeś odpowiedzi. Czy Ty wiesz, jak bardzo Cię wtedy nie lubiłam? Bardzo. Uwierz mi… Szybko sobie z tym wszystkim poradziłam. W moim życiu pojawił się wujek. Dobry, mądry, kochany. Miałam mamę, tatę i wujka. I oni wszyscy mnie kochali. I babcie miałam. I dziadków. Kilka babć i kilku dziadków. I oni też mnie kochali. Miałam hurtownię miłości. Taki był Twój plan? Niezły, przyznaję. Choć trochę pokręcony.

26 marca 2007 roku przestałeś być moim przyjacielem. Nienawidziłam Cię, bo zadałeś cios. Prosto w serce. W moje serce. W serce mamy, taty, wujka, babć, dziadków. Tak wielu ludzi zraniłeś. Wydałeś wyrok. Ale jaka była moja wina? Kiedy odbył się proces? Kto oskarżał, kto bronił? Wydałeś wyrok – złośliwy rak kości. Moi bliscy płakali. Ja też, choć nie wszystko rozumiałam. Szybko musiałam zrozumieć. I dorosnąć. Badania, szpital, naświetlania, szpital, lekarz, pielęgniarki, chemia, szpital, ból, chore ciało, chory umysł, chora dusza, szpital, smutek, operacje, cierpienie, strach… I nadzieja. Ta w oczach mamy. Gdy rozmawiali z nią specjaliści, którzy przecież się na tym wszystkim znają, którzy mają tyle asów w rękawie, którzy mają tyle sztuczek w zanadrzu, jak magicy. I śmiech. Mój. I mamy. „Jula, Twoja noga wygląda, jakby ją nadgryzł rekin. Nikt ze znajomych nie będzie miał takiej nogi z historią. Historią o rekinie.” Nawet w najgorszych momentach pojawiał się śmiech. Był zaraźliwy. Tak trzeba, wiesz?

Raz, jeden raz mnie opuściłeś. Na kilka sekund. Ale rozpoznałeś we mnie godnego przeciwnika. Taka mała niepozorna blondyneczka o oczkach niebieskich jak u porcelanowej laleczki okazała się cwaną bestią. Wytrwałym wojownikiem. Bokserem wagi lekko śmiesznej. Wygrałam, czy pomogłeś mi wygrać? Twój plan był niecny, czy dalekosiężny?

Chwilami Cię nie lubiłam i nienawidziłam. Chwilami. Bo teraz już nie. Wszystko, co się stało, miało się stać. Dzięki Tobie jestem, kim jestem. Mam tyle ról do zagrania. Jestem córką, chcę być mamą, babcią. Jestem siostrą, chcę być ciocią. Ukochaną ciocią. Jestem przyjaciółką, chcę być najlepszą przyjaciółką na zawsze. Dzięki Tobie jestem, jaka jestem. Silna, dumna ze swojej wytrwałości i waleczności, przebojowa i życiowo mądra. Bo doświadczona. Dzięki Tobie jestem tu. I codziennie słyszę - jak wtedy, w majowy poranek - Twoje: „Dzień dobry”. Dziękuję, że jesteś. Zostań ze mną jak najdłużej.

Twoja na zawsze Jula

PS


Kocham Cię, Życie. Gdybym Cię nie kochała, nie istniałabym. A gdybym nie istniała… Mama nie uśmiechałaby się tak szeroko, tak pięknie. Niebieskooka laleczka nie zaraziłaby śmiechem tylu ludzi. Rezolutna gaduła nie wypowiedziałaby tylu myśli, oskarżeń, nie zadałaby tylu ważnych pytań. Jedzenie babci by się zmarnowało. Pies nie miałby przed kim uciekać. Hurtownia miłości nie prosperowałaby tak dobrze. Lekarze nie mieliby komu pomóc…

Kocham Cię, Życie. Dobrze jest żyć.

Julia Jankowska, 15 lat, klasa I D

Gimnazjum nr 9 im. św. Jadwigi Śląskiej







©operacji.org 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna