Intuicja intelektualna



Pobieranie 129,48 Kb.
Strona1/3
Data09.12.2017
Rozmiar129,48 Kb.
  1   2   3

Andrzej Chmielecki, prof. UG

e-mail: filach@ug.gda.pl

FENOMEN ROZUMIENIA

W nawiązaniu do panelu dotyczącego nowoczesnego racjonalizmu, jaki się odbył na Zjeździe w Szczecinie, a w którym istotną rolę odgrywało pojęcie intuicji intelektualnej, chciałbym zaproponować kognitywistyczny model rozumienia (traktując intuicję intelektualną jako pewną odmianę tegoż), ze szególnym uwzględnieniem kontekstu syntaksa-semantyka. Jakoż, intuicja jest zazwyczaj podawana jako przykład fenomenu poznawczego nieredukowalnego do przekształceń formalno-strukturalnych czy algorytmicznych, a jej osiągalność przez umysł ludzki stanowi ważki argument w dyskusji z rzecznikami komputacyjnej teorii umysłu i adwokatami sztucznej inteligencji. W istocie, będę argumentował, że intuicja nie daje się sprowadzić do operacji syntaktycznych, bo w ogóle nie jest operacją na jakichś treściach poznawczych, lecz aktem dołączonym do tych treści, tj pewną przemianą wewnętrzną podmiotu poznającego.

Kolejność mych wywodów będzie następująca: po pewnych wstępnych uwagach o charakterze terminologicznym i „esencjalnym”, w toku których wprowadzone zostaną pojęcie informacji oraz pewne pojęcia semiotyczne, przejdę do zagadnienia rozumienia i intuicji intelektualnej. W tym etapie najpierw spróbuję scharakteryzować je fenomenologicznie, aby wiadomo było modelu czego poszukujemy, a następnie naszkicuję zręby takiego modelu. Pełny kognitywny model umysłu i intelektu wymagałby lepszej znajomości mechanizmów pamięci – tak trwałej, jak operacyjnej – niż ta, jaką dziś dysponujemy, a w każdym razie jaka mnie jest dostępna. Siłą rzeczy więc moje propozycje będą dość ogólnikowe, tzn proponowany model będzie „grubymi nićmi szyty”. Pocieszam się, że lepszy taki, niż żaden.

*

Jest na świecie wiele cudownych rzeczy, ale cudów nie ma. Do takich cudownych rzeczy należy niewątpliwie ludzki umysł/intelekt, a w szczególności pewna jego sprawność, którą określa się mianem intuicji. A to, że „cudów nie ma” oznacza w tym kontekście, że nie jest to nieredukowalna do niczego innego - prosta i pierwotna - własność jakiejś „rzeczy myślącej”, bo istnieniu takowej dziś stanowczo zaprzeczamy w konsekwencji odrzucenia dualizmu substancji i zaakceptowania tezy o superweniowaniu stanów umysłowych na stanach mózgu. Należy w zamian przyjąć, że jest to fenomen złożony, końcowy efekt szeregu bardziej elementarnych operacji, mających swe odpowiedniki w tym, co dzieje się w mózgu1. Podczas jednak gdy nie mamy wątpliwości, o czym mówimy, gdy mowa o mózgu, analogiczne pytanie dotyczące umysłu nie jest już tak proste2.

Dyskusja o tym, czym jest i na jakich zasadach funkcjonuje umysł, została w Polsce zdominowana przez angielskojęzyczną filozofię analityczną, z której zaczerpnięte jest szerokie pojęcie umysłu (mind), dyktowane przez to, że przymiotnikiem od mind jest mental, a mental jest przeciwstawiane physical. A skoro tak, to pojęcie umysłu pokrywa zakresowo bardzo szeroką dziedzinę – wrażenia zmysłowe, spostrzeżenia, doznania bólu, emocje, wyobrażenia, idee, myśli, akty woli. W takim ujęciu intelekt musi być oczywiście traktowany jako część składowa umysłu – pewna jego „władza” czy podukład, podobnie zresztą jak aparat percepcyjny i emotywny.

Można oczywiście i tak, jest to kwestia umowy terminologicznej. Rzecz w tym jednak, że przy takim szerokim określeniu zakresu tego terminu, obejmuje on dziedziny podległe odmiennym typom prawidłowości - z jednej strony opisywanym przez refleksologię i asocjacjonizm, z drugiej zaś przez zasady logiki i racjonalności. Są to więc dziedziny o odmiennej naturze. Drugi kłopot jest taki, że mental jest przeciwstawiany wyłącznie physical, co według mnie stanowi zbyt ubogą (by nie powiedzieć prostacką) ontologię.

Ale jest też drugi - powiedziałbym niefilozoficzny - sposób rozumienia tego terminu na gruncie języka angielskiego, wiążący go etymologicznie z pamięcią (mind pochodzi od gemynd=pamięć). Moje ujęcie będzie bliższe temu drugiemu tropowi, z drugiej zaś strony bliższe duchowi języka polskiego, w którym to, co umysłowe jest odróżniane od tego co zmysłowe. Przyjmuję mianowicie podział zdolności i zasobów kognitywnych na poziom psyche zwierzęcej (którą określać będę zamiennie mianem animy) i poziom sprawności swoiście ludzkich. Ten drugi będę określał jako dziedzinę bytu duchowego, a w ramach tej dziedziny wyróżnię umysł i intelekt, jako jej niższą i wyższą warstwę.

Z definicji zatem procesy umysłowe są procesami duchowymi, ale nie odwrotnie (nie są też procesami intelektualnymi). Z drugiej strony, stany umysłowe to nie po prostu stany nie-fizyczne, gdyż sądzę, że pomiędzy nimi należy uwzględnić 1. dziedzinę stanów i procesów informacyjnych3, nadto zaś 2. dziedzinę procesów psychicznych wprawdzie, ale nie-duchowych (poziom animy).

*

Przez informację rozumiem zarejestrowaną różnicę (również: zbiór zarejestrowanych różnic, tj. ich kolekcję, jako że termin ten obejmuje zarówno liczbę pojedyńczą, jak i mnogą tego rzeczownika). W odniesieniu do informacji elementarnych, o których za chwilę, wspomniane różnice to różnice stanów/parametrów fizycznych4.



Powyższe pojęcie informacji zawiera pewną dwoistość z której należy sobie zdawać sprawę. Z jednej strony chodzi o zarejestrowaną różnicę, z drugiej zaś o zarejestrowaną różnicę (nazwijmy ją, za Mazurem, rejestratem). Różnica jest relacją, ale jej rejestrat jest konkretem - rejestratem różnicy stanów fizycznych jest wszak również jakiś stan bądź proces fizyczny. Zarejestrowana różnica stanowi informację, rejestrat jest jej kodem. Niezarejestrowana, tj. nie wykryta różnica, choć obiektywnie istnieje jako pewien stan rzeczy, nie jest informacją. Każde ciało fizyczne posiada np. pewną temperaturę, ale dopóki ta temperatura nie zostanie wykryta przez odpowiedni detektor czy czujnik, nie stanowi informacji5.

Różnica może być bądź różnicą typu selekcji (=który z repertuaru stanów rozróżnialnych przez jakiś detektor został aktualnie zarejestrowany - uzyskaną wówczas informację nazywam informacją jakościową), bądź różnicą typu zestawu (=relacja nietożsamości pomiędzy dwoma współwystępującymi stanami fizycznymi rejestrowanymi z osobna; ten rodzaj informacji nazywam informacją strukturalną, zaś integralnie traktowany zbiór [kolektywny] informacji strukturalnych - synformacją).

Jak łatwo zauważyć, informacja strukturalna jest relacją, której członami są informacje jakościowe6. Pozwala to na rozróżnienie rzędu informacji: informacja jakościowa jest informacją rzędu pierwszego (elementarną), informacja strukturalna – rzędu drugiego. Możliwe są też informacje wyższych rzędów – wedle zasady, że informacja rzędu n-tego jest strukturą relacyjną której elementami są informacje rzędu n-1.

Hierarchiczność struktur informacyjnych sprawia, że mimo pewnego pokrewieństwa wyjściowych intuicji, należy odrzucić (jako nieprzydatną dla naszych celów, a nie w ogóle) koncepcję informacji pochodzącą od C. Shannona. Pokrewieństwo polega na tym, że leżące u podstaw tej koncepcji pojmowanie informacji jako czynnika redukującego nieokreśloność, jest dość bliskie proponowanemu przeze mnie pojęciu informacji jakościowej, polegającej na wykryciu który z rozróżnialnych przez układ informacyjny stanów fizycznych został w układzie zrealizowany, bowiem wykrycie tego może być potraktowane jako owa redukcja nieokreśloności (przejście od tego, co możliwe, do tego, co aktualne). Po pierwsze jednak, Shannonowi ujęcie to służy do określenia ilości informacji zawartej w jakimś komunikacie - co w odniesieniu do zjawisk psychicznych jest kwestią drugorzędną - natomiast nie ma on nic do powiedzenia na temat treści czy zawartości informacyjnej komunikatu, co z kolei jest kwestią o podstawowym znaczeniu w naszym przedsięwzięciu. Po drugie, u Shannona nie ma hierarchii informacji – wszystkie polegają zasadniczo na tym samym, podczas gdy według mnie informacja jakościowa jest jedynie najprostszym, elementarnym przypadkiem informacji7.

*

Kategoria informacji umożliwia konceptualne przejście od tego, co fizyczne, do tego, co psychiczne, gdyż z jednej strony informacja jest różnicą stanów fizycznych, z drugiej zaś stanowi ona element budulcowy (tworzywo) stanów psychicznych, mianowicie składnik tego co się określa mianem reprezentacji psychicznej. Według mnie bowiem reprezentacja psychiczna to integralnie traktowana struktura informacyjna wyższego rzędu (synformacja), powstała w wyniku przekształceń o charakterze morfizmów, jakim poddawane są sygnały receptorowe.



W świecie naturalnym wspomniane przejście „fizyczne-psychiczne” zapośredniczone jest przez kategorię procesów biologicznych (np. neurofizjologicznych), procesy biologiczne bowiem - np. procesy regulacji czy dziedziczenia - to właśnie procesy sterowane informacyjnie. Należy jednak dodać, że na poziomie samej biologii występuje jedynie najprostsza postać informacji, mianowicie informacja jakościowa, stanowiąca informację rzędu pierwszego. Stąd kryterium demarkacyjne dziedziny bytu psychicznego (jako dziedziny bezpośrednio ufundowanej w dziedzinie biologicznej): istnienie układu potrafiącego uzyskiwać i wykorzystywać informacje rzędu wyższego niż pierwszy, tj. informację strukturalną i jej pochodne iteracyjne wyższych rzędów (=synformacje= reprezentacje).

*

Odróżnienie procesów duchowych od psychicznych (animalnych) związane jest z kolei z rozróżnieniem reprezentacji i znaku. Anima jest mianowicie ograniczona do operacji na reprezentacjach jako takich8 i na wykorzystywaniu zawartych w nich informacji. Natomiast duchowym jest proces, w którym reprezentacje – czyli pewne stany wewnętrzne układu poznawczego - potraktowane zostają jako znaki9, tj. w toku którego następuje przejście od reprezentacji do przedmiotowego uchwycenia tego co przez nie reprezentowane10.



Warunkiem wspomnianego przejścia jest posiadanie przez dany układ poznawczy intuicji realności, tj. zrozumienie, że istnieje coś niezależnego od stanów psychicznych, coś co one jedynie reprezentują. Tylko dzięki niej możemy za pomocą znaków w pewien sposób poza nie wychodzić. Jak do takiej intuicji dochodzi, to odrębna sprawa, w którą tu nie będę wchodził11. Według mnie jest to w każdym razie konieczny warunek wszelkiej autentycznej semiozy12.

W dziedzinie procesów duchowych - a więc znakowych - rozróżniam poziom operacji umysłowych, utożsamiając je z operacjami syntaktycznymi na reprezentacjach - a ściślej na ich śladach pamięciowych, traktowanych jako znaki13 - i poziom operacji intelektualnych, je z kolei wiążąc z procesami o charakterze semantycznym14.

Powstaje tu pewien problem, mianowicie do którego z tych poziomów – jeśli w ogóle do któregoś z nich – zaliczyć moment znaczenia, przyjmując, że znaczeniem (treścią, intensją) znaku jest przedstawienie umysłowe (np. wyobrażenie bądź pojęcie) będące wynikiem interpretacji znaku przez jakiegoś kompetentnego użytkownika15. Wydawałoby się, że do kompetencji umysłu (=operacje syntaktyczne) chyba nie, bo w syntaksie abstrahuje się wszak od interpretacji znaków. Ale do intelektu (=poziom semantyczny) też chyba nie, bo w semantyce chodzi o przedmiotowe odniesienie znaków, a interpretacja jest wszak operacją na znakach – przekładem danego znaku na inne znaki, a więc związkiem wewnątrzznakowym16. Może zatem problematykę znaczenia należałoby zaliczyć do sfery pragmatyki - chodzi wszak o sposób rozumienia znaku przez jego użytkownika – a operacje intelektualne określić jako pragmatyczno-semantyczne? Nie sądzę aby było to szczęśliwe rozwiązanie. Rzecz w tym, że interpretacja, dzięki której przechodzimy od znaku do jego znaczenia, jest pewnym nawykiem i wymaga jedynie znajomości kodu, tj. pewnych reguł, mianowicie reguł zastępowania17. Jest więc de facto operacją syntaktyczną.

Moja odpowiedź na postawione wyżej pytanie jest w związku z tym następująca: interpretację znaków należy zaliczyć do kompetencji umysłu, bo związana jest ona z wykorzystaniem mechanizmu pamięci, a od znaczenia znaku należy odróżniać jego sens18, przynależący do kompetencji intelektu, który operuje na znakach już zinterpretowanych.

Według mnie u podstaw każdego procesu z udziałem znaków znajduje się zawsze pewien zbiór informacji zmysłowych, powstający bądź na zasadzie przyczynowo-skutkowego przyporządkowania (np. przypadek bólu i zapachu) bądź morfizmu, tj. odwzorowania zachowującego pewne relacje. Dzięki tym informacjom zmysłowym pewne znaki, oprócz tego, że coś reprezentują, również w określony sposób bezpośrednio prezentują to, co reprezentowane tj. zawierają informację o tym, co reprezentowane. Do takich znaków bezpośrednio prezentujących należą z jednej strony niektóre oznaki (gęstość dymu może np. dla kogoś o odpowiedniej kompetencji zawierać informację o intensywności palenia się, a jego zapach o rodzaju spalanej substancji), z drugiej zaś wszystkie znaki ikoniczne [np. wizualne reprezentacje świata zewnętrznego19. Natomiast znaki umowne jakimi są słowa co najwyżej prezentują pośrednio, poprzez przypisaną im w toku ich interpretacji treść, która musi w ostatniej instancji odwoływać się do jakichś znaków prezentujących, bowiem aby zrozumieć jakikolwiek znak umowny musimy wyjść poza to co umowne, uchwytując to o czym mowa, tj. pewien przedmiotowy stan rzeczy.

Każdy znak wymaga więc interpretacji. Należy jednak rozróżniać dwa rodzaje interpretacji znaku. W odniesieniu do oznak i ikon chodzi o potraktowanie jako znaku czegoś, co istnieje niezależnie od swej potencjalnej funkcji znakowej (np. bicie serca). Dalsza interpretacja jest tu dla kompetentnego użytkownika zbędna, bo znaki te, jako prezentujące, same w sobie zawierają informację o tym co reprezentowane. Natomiast w odniesieniu do znaków umownych – w szczególności wszystkich słów – potrzebna jest interpretacja innego rodzaju, mianowicie przypisanie tym znakom znaczenia, co w ostatecznym rachunku polega na przekładzie tych znaków umownych na nieumowne. Ale i na tym interpretacja się nie kończy; rozumienie uzyskujemy dopiero wówczas, gdy za pomocą znaków sięgamy – intelektem - poza znaki, do tego co przez nie reprezentowane.

W odniesieniu do znaków umownych tradycyjnie rozróżnia się znaczenie i oznaczanie, czy też to, co jakiś znak znaczy i to, co oznacza20. Ja twierdzę, że należy uwzględnić dodatkowo moment wyznaczania. Dotyczy to wszystkich nazw generalnych. Intensja znaku (np. treść przypisana słowu „krasnoludek”) choć niczego nie oznacza, to jednak wyznacza pewien obiekt bądź stan rzeczy. To co wyznaczone przez intensję określam mianem sensu znaku bądź przedmiotem intensjonalnym. Z punktu widzenia podmiotu przedmiot intensjonalny zostaje ukonstytuowany przy wykorzystaniu „wiedzy zaplecza” (background knowledge), tj. kompetencji epistemicznej podmiotu dotyczącej dziedziny, do której należy domniemany przedmiot intensjonalny. Sens zatem to pewna rzeczywistość pozaznakowa, ale jako ukonstytuowana przez jakiegoś użytkownika znaków, tj. jako wyznaczona przez znaczenie znaków za pomocą których jest przedstawiona i ew. przez inne znaki, definicyjnie wcześniejsze od danych. Jest to przedmiot transsubiektywny (krasnoludek nie stanowi wszak stanu umysłu, lecz jest jego przedmiotem; nie „mieszka” między naszymi uszami, lecz w jakimś lesie – oczywiście wyobrażonym). Z drugiej strony, jest to przedmiot irrealny czy też wirtualny, chodzi bowiem o obiekt, resp. stan rzeczy, ukonstytuowany na bazie dostępnych użytkownikowi informacji. Do dziedziny tego co transsubiektywne należą już przedmioty spostrzeżeń21.

Znaczenia znaków przez nas rozumianych tkwią w naszych umysłach, natomiast to co przez nie wyznaczone czy ukonstytuowane - ich sensy - umiejscowione jest, zgodnie ze swym sensem właśnie, w odpowiednich, również ukonstytuowanych, sferach przedmiotowych. Dotyczy to wszystkich obiektów jakoś pod względem swego uposażenia scharakteryzowanych, określonych przez podmiot. Używane ze zrozumieniem słowa i wyrażane przez nie pojęcia nie tylko bowiem opisują (oznaczają), lecz i konstytuują (wyznaczają) pewną rzeczywistość - w intencji swej opisują mianowicie rzeczywistość obiektywnie istniejącą, podczas gdy konstytuują rzeczywistość wirtualną, trans-subiektywną. Ściślej mówiąc, na pewno konstytuują tę drugą, nie wiadomo natomiast, czy opisują pierwszą. W poznawaniu znaki stosujemy wprawdzie w intencji opisania świata obiektywnie istniejącego, ale intensja stosowanych w tym celu znaków tego nie gwarantuje, wyznaczając jedynie pewną rzeczywistość wirtualną22.


*

Przejdźmy do zagadnienia intuicji. Interesuje mnie tu ona jako uprawnione narzędzie dyskursu, tj. jako składnik stanowiska racjonalistycznego (zarówno w sensie antyirracjonalizmu, jak i aprioryzmu). Interesuje mnie zatem taka tylko postać intuicji, która ma charakter poznawczy, tj. jako operacja w dziedzinie episteme, a nie doxa, jako coś co otwiera drzwi do ujęcia dyskursywnego, a nie co dyskurs zastępuje. Nadto, jako coś co daje się racjonalnie wyjaśnić. W związku z powyższym pomijam użycie tego terminu w sensie przeczucia czy domniemania, tj. jako postawy propozycjonalnej mającej siłę oczywistości, choć nie wspartej rzeczowymi argumentami („Moja intuicja mówi mi, że...”), jak również w sensie nadprzyrodzonej iluminacji. Ponieważ chodzi o intuicję intelektualną, pomijam też wersję Bergsona, w której intuicja przeciwstawiana jest intelektowi. W grę wchodzi natomiast Platońska noezis, Pascalowskie „serce”, Kantowskie Intelektuelle Anschauung, Husserlowska ideacja, a więc pewne akty duchowe o charakterze wglądu czy oglądu – nadzmysłowy analogon zmysłowego postrzegania czegoś, „widzenie oczami duszy”.

Problem w tym, że to jedynie pewnego rodzaju metafory, a dla metafor nie powinno być miejsca w teorii naukowej. Należy więc je przełożyć na język niemetaforyczny.

Nie pomylę się chyba jeśli stwierdzę, że chodzi o pewną postać rozumienia. Nie tego oczywiście, które dotyczy interpretacji znaków czy komunikatów (tj. znajomości ich znaczenia), bo do tego – jak wskazałem wyżej - wystarcza znajomość pewnych faktów społeczno-kulturowych, mianowicie ustalonego kodu, oraz zdolność zapamiętywania (a więc zdolność umysłowa, a nie intelektualna)23. Również nie tego, które – przeciwstawiane wyjaśnianiu – miałoby stanowić specyfikę humanistyki; nie chodzi zatem o wczucie, przeżycie naśladowcze, empatię itp. sprawy.

Rozumienie o jakim mowa może występować we wszystkich dziedzinach przedmiotowych nauki, tak w humanistyce, jak w naukach apriorycznych oraz przyrodoznawstwie. Co więcej, rozumieniem jest już spostrzeżenie, jeśli odróżnia się je od zwykłego widzenia, tj. uzyskiwania informacji wizualnej - jest ono wszak przedmiotową (w odróżnieniu od behawioralnej) interpretacją reprezentacji wizualnych. Różnica między spostrzeżeniem a intuicją intelektualną polega na tym, że spostrzegamy jakiś konkret czy zjawisko, coś czasoprzestrzennego, a intuicyjnie uchwytujemy pewien abstrakt – najczęściej układ jakichś relacji, który analitycznie można zobrazować za pomocą odpowiedniego grafu.

Należy podkreślić, że tak określone rozumienie jest poznaniem nad-zmysłowym, a więc nadbudowanym na zmysłowym - tj. takim, dla którego zmysłowość jest niezbędnym warunkiem czy fazą poprzedzającą - a nie po prostu nie-zmysłowym. Bez zmysłowości intelekt byłby niemożliwy; bo byłby wówczas informacyjnie pusty, a „z pustego nawet Salomon...”. Abstrakty nie są możliwe do uchwycenia wprost, qua abstrakty, lecz jedynie dzięki operacji abstrahowania od czegoś; intelekt musi mieć więc od czego abstrahować. Te „nieistotne”, pominięte treści w toku dochodzenia do abstraktu spełniają rolę owej drabiny, o której mówił Wittgenstein, którą możemy w końcu odrzucić, ale bez której nie moglibyśmy wspiąć się na wyżyny24.

Mówiąc ogólnie, do rozumienia dochodzi wówczas, gdy wszystkie znaki umowne zostaną zastąpione przez znaki nieumowne, tj. bezpośrednio prezentujące.

W sferze rozumienia należy rozróżnić fenomeny różnego rzędu - w tym sensie, że osiągnięcie rozumienia wyższego rzędu zakłada zdolność osiągnięcia rozumienia rzędów niższych. Rozumieniem rzędu pierwszego – podstawą wszystkich innych – jest wspomniana wcześniej intuicja realności. Konsekwentnie, spostrzeżenie należałoby zakwalifikować jako rozumienie rzędu drugiego, rozumienie sensu przedmiotowego pojęć i sądów, tj. rozumienie pewnych obiektów i stanów rzeczy - a więc m.in. właśnie intuicję intelektualną - jako rozumienie rzędu trzeciego, zaś intuicję emocjonalną czy też aksjologiczną – o której mówili np. Brentano, Scheler i Hartmann, a za pomocą której według nich poznaje się wartości - jako rozumienie rzędu czwartego25.

Z intuicją mamy zatem do czynienia dopiero w przypadku rozumienia rzędu trzeciego. Nie jest ona jakąś treścią (reprezentacją) poznawczą, jest aktem. Treści poznawcze możemy komunikować innym, aktu przekazać się nie daje, można go tylko samemu dokonać. Alternatywnie, można też powiedzieć, że intuicja jest pewną postawą (propozycjonalną) zajmowaną względem jakiejś treści poznawczej, mającej – syntaktycznie – formę sądu. Nie chodzi więc o jakieś przekształcenie treści poznawczych, tj. o operacje na nich, lecz o pewien stosunek do nich; to my wskutek intuicji się zmieniamy, a nie te treści poznawcze. Dlatego też - z drugiej strony - akt należy odróżnić od funkcji czy też operacji26. Operacje mają charakter instrumentalny, w związku z czym mogą być spełniane przez wyspecjalizowane podukłady układu poznawczego27. Są one też procesami, czymś co posiada pewien przebieg czasowy. Natomiast akty nie są procesami lecz czyms momentalnym, i nie mają charakteru instrumentalnego, należąc do kompetencji najwyższego - w obrębie danego układu poznawczego - centrum sterującego, które jest podmiotem (suwerenem), a nie narzędziem - podwykonawcą czy spełniaczem jakichś funkcji. Innymi słowy, intuicja należy do kompetencji samego podmiotu.

Charakteryzując intuicję, kładzie się z reguły nacisk na jej bezpośredniość i charakter prezentujący, tj. przeciwstawia się ją wnioskowaniom oraz używaniu znaków. Nie sądzę, aby było to trafne. Po pierwsze, kiedy się przeciwstawia intuicję wnioskowaniu, należy uwzględnić, że również konkluzja wnioskowania musi być rozumiana, tj. jej sens musi być uchwycony bezpośrednio. Po drugie, poznanie intuicyjne nie może być wprawdzie wnioskiem dedukcyjnie wyprowadzonym z jakichś przesłanek (nie może z nich logicznie wynikać, bo mielibyśmy wówczas do czynienia z operacją syntaktyczną, a nie aktem), może być natomiast konkuzją wnioskowania redukcyjnego, jest bowiem zawsze samodzielnie dokonanym odkryciem czegoś. Chodzi więc jedynie o to, że nie jest ona kolejnym krokiem, lecz skokiem.

Z drugiej strony, kiedy charakteryzuje się intuicję jako poznanie w którym nieobecne są znaki, to chodzi nie o znaki w ogóle, lecz o znaki umowne (symbole), gdyż znaki nieumowne jako bezpośrednio prezentujące są niezbędne dla wszelkiej intuicji pojętej jako bezpośrednia prezentacja28. To nie rzeczywistość sama nam się prezentuje, jak to, przecząc sama sobie - bo wbrew swej tezie o konstytucji wszelkiego przedmiotu poznania - ujmuje fenomenologia; prezentują nam ją pewne stanywewnętrzne, a więc pewne znaki. Nadto, tym co dane w takiej prezentacji jest rzeczywistość wprawdzie, ale wirtualna. Jedynie pod warunkiem, że jest ona prawdziwa, można ją utożsamić – choć jedynie z dokładnością do izomorfizmu czy praktycznej równoważności - z rzeczywistością tout court.



  1   2   3


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna