Internet anektuje coraz większe obszary informacyjnej aktywności człowieka



Pobieranie 48,66 Kb.
Data28.05.2018
Rozmiar48,66 Kb.

Giełda



Internet ma ogromny wpływ na wszelkie formy finansowej aktywności ludzi na całym świecie. Po raz pierwszy, każdy kto ma komputer, dostęp do Internetu, stalowe nerwy (wobec ponoszonego ryzyka), może korzystać z systemów pozwalających na samodzielną realizację giełdowych transakcji - uczestniczenie w grze, która jeszcze niedawno była dostępna tylko dla elity.

W ślad za bankami, gdy rozwiązano podstawowe problemy bezpiecznej komunikacji elektronicznej, pojawili się elektroniczni („internetowi”) brokerzy giełdowi. Najwyżej obecnie oceniany broker giełdowy E*Trade gwarantuje realizację pełnego wachlarza giełdowych operacji przez Internet do kwoty 50 mln. USD. Firma ta w połączeniu z dwoma innymi wkrótce uruchomi International Eecurities Exchange (ISE) – system stanowiący konkurencję dla innych potęg obsługujących internetowe transakcje (Merrill Lynch, Charles Schwab, ASE, CBOE, PSE) oraz śmiertelne zagrożenie dla firm tradycyjnie obsługujących grę na giełdach światowych1. Zdaniem International Data Corp. (IDC) w 1998 roku elektroniczni brokerzy zarobili 1,28 mld USD (efekt pracy 8% onlinowych inwestorów), a za trzy lata wartość ta wyniesie 5 miliardów USD (30% wszystkich inwestorów giełdowych).

Większość giełd światowych udostępnia przez Internet wyniki transakcji i inne informacje związane z notowaniami akcji spółek. NASDAQ w USA jest największą na świecie elektroniczną giełdą. Zakup i sprzedaż akcji dokonywany jest tam za pomocą dowolnego typu komputera połączonego z „parkietem” przez Internet lub inne media komunikacyjne. Średnio NASDAQ wykonuje 740 milionów transakcji dziennie. Ostatnio po raz pierwszy liczba przeprowadzonych przez niego transakcji przekroczyła miliard. Aż trudno sobie wyobrazić by można taką pracę wykonać tradycyjnie, ręcznie.



Sieć wkracza również do niektórych giełd europejskich, a nad Wisłą chwalebnym wyjątkiem jest Bank Ochrony Środowiska, który od 1996 roku wprowadził obsługę transakcji na polskich giełdach przez Internet.

Warunkiem koniecznym internetowego dostępu z domowego komputera na giełdę jest założenie rachunku inwestycyjnego u elektronicznego brokera. Broker ten realizuje polecenia otrzymane za pośrednictwem Internetu z komputera inwestora na wskazanych przez niego giełdach. Broker umożliwia także inwestorowi dostęp do informacji o sytuacji na poszczególnych giełdach oraz wyniki analiz rynkowych (wykresy i oceny kondycji finansowej notowanych spółek). Elektronicznemu brokerowi płaci się zwykle stałą kwotę od zrealizowanej transakcji, która jest bardzo umiarkowana w porównaniu z opłatami pobieranymi przez brokerów tradycyjnych. Przykładowe stawki brokerów elektronicznych (w USD) wynoszą: E*Trade – 14.95, Datek On-line – 9.99, Ameritrade – 8, SURE TRADE – 7,95, PT Discount Brokerage – 35.

Wymieniony w ostatniej kolejności broker zapewnia także wykonywanie transakcji przed otwarciem i po zamknięciu giełdy po uśrednionych cenach zakupu i sprzedaży.



Wykonywanie onlinowych operacji giełdowych nie jest skomplikowane. Należy wypełnić odpowiedni elektroniczny formularz zakup/sprzedaż, wybrać jeden z oferowanych sposobów zabezpieczenia transakcji i kliknąć na przycisk „wyślij”. Większość brokerów umożliwia bezpłatne praktyczne ćwiczenia umożliwiające spokojne zapoznanie się z elektronicznymi formularzami, by uniknąć w przyszłości błędnego kliknięcia, które może kosztować wiele tysięcy dolarów.

Transakcje giełdowe przez Internet stały się tak popularne w USA, że stosunkowo dobrze rozwinięta struktura infokomunikacyjna czasami okazuje się niewystarczająca do efektywnej ich realizacji. W rezultacie bywa, iż następuje opóźnienie wykonania transakcji, a nawet w ekstremalnych przypadkach zablokowanie komunikacji z żądanym serwerem elektronicznego brokera. Jest to szczególnie groźne podczas nadzwyczajnych wydarzeń raptownie wpływających na notowania spółek na giełdach. Stanowi to o konieczności dysponowania „wyjściem awaryjnym” – najczęściej stanowi je tradycyjna łączność telefoniczna.

Ruch sieciowy z komputerów NASDAQ’u będzie znacznie zredukowany przez usprawnienia polegające na wysłaniu zestawów standardowych informacji (np. ceny akcji), które jednocześnie mogą docierać do milionów użytkowników. Jest to znacznie efektywniejsze od wysyłania miliona indywidualnych zestawów informacyjnych do miliona użytkowników. Użytkownicy tego typu usługi (przez Internet), mogą samodzielnie kształtować („customized”) zawartość i formę odbieranych przez nich zestawów informacyjnych. Innymi słowy inwestor instaluje na swoim komputerze określony filtr informacyjny, który zapewnia, iż ze strumienia informacyjnego wysyłanego przez giełdę wybierane są dla niego tylko te informacje, które rzeczywiście go interesują.


P.C. Vey Źródło rys.: The Online Day-Trader Phenomenon, The New York Times On The Web, 14/12/98

Z badań przeprowadzonych przez NetRatings i Andersen Consulting wynika, że inwestowanie przez Internet gromadzi więcej osób niż banki Internetowe (ponad dwa razy) i związane jest ze znacznie większymi od banków obrotami. Elektroniczni inwestorzy są lepiej wykształceni (56% ma wyższe wykształcenie), są zamożniejsi (USD 54 400 rocznie) od użytkowników Internetowych banków (USD 48 600, 30 % z wyższym wykształceniem). Mamy zatem do czynienia z zjawiskiem coraz wyraźniejszego przepływu pieniędzy z banków na giełdy.

O sposobie uaktywniania kapitału, w dużej mierze dzięki Internetowi (być może wkrótce w coraz większym wymiarze) decydować będą zatem indywidualni, prywatni inwestorzy, a nie finansiści koncentrujący ogromne kapitały. Można się spodziewać rozproszenia inwestowanych pieniędzy. W efekcie giełdy staną się jeszcze bardziej nieprzewidywalne (niesterowalne?) – odpowiednio do (nie)profesjonalnego przygotowania inwestorów (amatorów). Może rozproszeni inwestorzy bardziej będą zwracali uwagę na realne, a nie spekulacyjne, uwarunkowania notowań firm na giełdach. Na pewno było by to ogromne osiągnięcie Internetu.

Praca tradycyjnych finansistów, dysponujących (zbyt?) dużymi pieniędzmi, nie zawsze kończy się powodzeniem. Przykładem tego była, w 1995 roku, słynna wpadka niespełna trzydziestoletniego singapurskiego maklera Nick’a Leeson’a. Jego inwestycje, chybione z powodu trzęsienia ziemi w Kioto, przyniosły ogromne straty (1,3 mld USD). W efekcie spowodowało to upadek Barings Bank Ltd.

Włodzimierz Gogołek




1 1998.11.10, WIRES ONLINE, BUSINESS, Newsbytes News Network, http://www.newsbytes.com




©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna