Iluzja śmierci



Pobieranie 158,03 Kb.
Strona1/3
Data01.01.2018
Rozmiar158,03 Kb.
  1   2   3

Fragmenty książki Jean-Francis Crolard „Odrodzić się po śmierci”



Trzy ciała i ja
Wszystko wychodzi od podstawowego prawa życia: od ewolucji. To ten sam życiowy ciągły prąd przechodzi od minerału do rośliny, potem od zwierzęcia do człowieka. Ewolucja trwa wewnątrz każdego królestwa: węgiel staje się diamentem, jedna roślina czy jedno zwierzę stopniowo przeobraża się w inne, w trakcie trwania dziejów rasa ludzka widzi, jak się zmieniają jej cechy… Jest nawet pewna łączność między każdym królestwem: między roślinnym i zwierzęcym, na przykład, spotykamy mięsożerne rośliny i zwierzęta z bezbarwną krwią roślinną, nie mówiąc o koralu, czy gąbce lub rozgwieździe, bo czyż nie ma ona pięciu ramion, jak płatki kwiatu? Między zwierzęciem i człowiekiem, są przecież człekokształtne i można się zastanawiać, czy niektóre inteligentne zwierzęta nie są na wyższym poziomie od zdegenerowanego człowieka? Dla "wtajemniczonych" są nawet światy inframineralne i ultraludzkie, wymykające się percepcji naszego ciała fizycznego.
Człowiek, który reprezentuje pewien etap w drabinie ciągłej ewolucji, przeszedł trzy poprzednie stadia. Odnajduje się je w nim pod trzema postaciami: ciała fizycznego odpowiadającego królestwu mineralnemu, ciała żywotnego odpowiadającego królestwu roślinnemu i ciała umysłowego odpowiadającego królestwu zwierzęcemu. Sprawę tu upraszczamy dla większej jasności, Hindusi bowiem rozróżniają co najmniej siedem "powłok", a Tybetańczycy dwadzieścia!
Ciało fizyczne
Jest dostatecznie znane, abyśmy musieli się przy nim zatrzymywać. Człowiek posiada je tak jak minerał. Składa się ono z cząstek stałych, płynnych i lotnych. Po śmierci rozkłada się, a jego elementy przechodzą pod trzema postaciami do królestwa mineralnego, z którego wyszły. Odpowiada ono dziedzinie doznań, pozostających w bezpośrednim związku z zewnętrznym światem mineralnym i ze światem Formy.
Ciało życiowe
Porozmawiamy o nim dłużej, bo jest ono bardzo mało znane. Zwane czasami ciałem astralnym lub eterycznym, odpowiada królestwu roślin i jest utworzone z siły witalnej, odpowiedzialnej za życie zwane wegetatywnym, utrzymującym spójność ciała fizycznego i naprawiającym jego zniszczenia (proces zdrowienia). Przesyca każdą część ciała tak, jak siła magnetyczna w magnesie łączy się z żelazem. Jest budowniczym ciała fizycznego, które tworzy się wokół jego silnych linii tak, jak linie wzdłuż których tworzą się w wodzie kryształy lodu czy paprocie, jakie mróz rysuje na szybach.
Każdy narząd pozostaje w związku ze swoim odpowiednikiem w ciele życiowym: jest życiowe serce, życiowa wątroba, itp. To wyjaśnia zresztą niektóre zjawiska odrzucenia przeszczepu narządów: życiowe ciało biorcy nie jest w harmonii z ciałem dawcy. Tak samo każdy splot ciała fizycznego powstaje w związku ze splotem prądów ciała życiowego, zwanym w joga czakra: jest czakra splotu krtani, czakra splotu sercowego, czakra splotu słonecznego. Rozwój tych czakra, odpowiadających organom postrzegania ciała życiowego, leży u podstaw zdolności parapsychologicznych: percepcji pozazmysłowej, telepatii, jasnowidztwa...
Wewnątrz ciała życiowego krąży energia, którą czerpiemy z "jakości" tego, co wchłaniamy: czystego powietrza i wody, świeżości pożywienia (podczas gdy nasze ciało fizyczne jest odżywiane "ilością" tlenu i pożywienia, a nasze ciało umysłowe pozytywnymi myślami). Hindusi nazywają to prana a Chińczycy chi (to właśnie ofiarują swoim zmarłym składając pożywienie na grobie). Ta energia utrzymuje nas w dobrym zdrowiu. Zmęczenie ją rozprasza, a odpoczynek i odprężenie skupia. Kiedy jesteśmy napięci fizycznie, rozstrojeni nerwowo czy moralnie, krążenie życiowej energii blokuje się, energia się zanieczyszcza, zupełnie jak stojąca woda. Kiedy ten stan trwa za długo, chorujemy. Oto dlaczego wiele chorób ma psychosomatyczny początek.
Akupunktura odblokowuje energię i przywraca równowagę jej krążenia. Leczący magnetyzmem, i wielu uzdrawiaczy robi to samo, a często ponadto dodają nowy ładunek naszemu ciału życiowemu, przekazując mu energię, którą przechwycili z promieniowania natury. Homeopatia działa zarówno na nasze ciało życiowe (niskie rozcieńczenie), jak na nasze ciało umysłowe (wysokie rozcieńczenie). Co się zaś tyczy wpływu planet, którymi zajmuje się astrologia, działają one w różnym stopniu na nasze ciało życiowe i umysłowe. W przeciwieństwie do "białej magii" adepci "czarnej magii" (wróżbici i niektórzy czarownicy) mogą wysyłać złowróżbne fale szkodzące ciału życiowemu i przyciągające choroby ciała fizycznego. Niezależnie od tego czy idzie o dobre, czy złe wibracje, można oddziaływać na odległość za pomocą przedmiotów intymnych, włosów lub fotografii napromieniowanych naszym ciałem życiowym. Tym tłumaczy się również moce przypisywane relikwiom świętych. Zaznaczymy wreszcie, że ponieważ nasze ciała życiowe łączą się z ciałami ludzi otaczających nas, załamanie nerwowe jest prawie równie zaraźliwe jak grypa!
W przypadku chorób nieuleczalnych (rak, paraliż) dotknięte jest ciało życiowe, z tej przyczyny medycyna ciała fizycznego nie może go wyleczyć: co najwyżej może złagodzić skutki, nie lecząc przyczyn. Z braku stosownych środków badawczych, rzadkie przypadki uleczenia są dla niej niewyjaśnione.
A przecież ciało życiowe, związane z dziedziną uczuć i pragnień oraz ze światem Koloru, jest prawie uchwytne: promieniuje wokół nas, otacza nas ochronną "bańką", tym większą, im lepszy jest stan zdrowia. Ludzie Wschodu nazywają to aurą, jej ślad znajduje się w aureoli, jaką niegdyś artyści malowali wokół głów świętych.
Jest to rodzaj pola magnetycznego, otaczającego ciało ludzkie, którego kolorowe wibracje, zmieniające się zgodnie z naszymi stanami fizycznymi i umysłowymi, są zbyt szybkie, aby oko mogło je uchwycić.
Potoczny język w ciekawy sposób zdaje się to oddawać. Kiedy mówimy: "Zrobiło mu się czerwono przed oczami, mam czarny humor" odpowiada to kolorom naszej aury, która zmienia się w zależności od stanu duszy. To wyjaśnia również sympatię lub odrazę do pewnych kolorów w zależności od tego czy są, czy nie są w harmonii z naszą aurą. Zresztą, choć w niewielkim stopniu, postrzegamy to promieniowanie: zarówno wzrokiem - u dziecka "tryskającego zdrowiem", jak przez skórę, kiedy ktoś zbliża się do nas bardzo blisko (ale nie dotyka nas) nasze "bańki" przenikają się wzajemnie, dając nam przyjemność lub niemiłe uczucie! Nie trzeba dodawać, że w zbiorowych środkach komunikacji do minimum ograniczamy promieniowanie "chowając się do skorupy!" Mówi się również, że alergie na materiały ze sztucznego włókna wynikają z faktu, że przeszkadza ono promieniowaniu ciała życiowego.
Może się zdarzyć, że nasze ciało życiowe opuszcza ciało fizyczne, kiedy to ostatnie jest szczególnie zagrożone: omdlenia w przypadku wstrząsu psychicznego czy moralnego, stan komatyczny (co wyjaśnia, jak później zobaczymy, pewne doświadczenia jednostek "klinicznie zmarłych", opisane przez dr Raymonda Moody'ego w jego książce Życie po życiu).
Chwilowe wyjście ciała życiowego może być spowodowane sztucznie za pomocą narkotyku, co jest szczególnie niebezpieczne, bo nie kontrolowane (nawet w przypadku anestezji zbyt silna dawka może pociągnąć ostateczne, a więc śmiertelne "wyjście").
Znamy przypadek medium, które, po operacji przy pełnym uśpieniu, po przebudzeniu się opisało szczegółowo i ściśle chirurgowi to, co działo się w sąsiednich salach operacyjnych, po których przechadzało się jego ciało życiowe. To się zdarza w sposób naturalny również niektórym świętym lub joginom w czasie ekstazy.
Po śmierci ciało życiowe stopniowo opuszcza ciało fizyczne, z którym jest związane rodzajem pępowiny przepływu życiowego, zwanej "srebrnym sznurkiem". Nazwa przywodzi obraz materialny, podczas gdy faktycznie jest to ciągły prąd fal pozwalający czasami ciału życiowemu oddalić się znacznie od ciała fizycznego przy zachowaniu z nim związku (jak zobaczymy w przypadku opisanym przez Carla Junga). Dopiero kiedy zwłoki zaczynają się rozkładać, "srebrny sznurek" ostatecznie się odczepia. Biblia też do tego nawiązuje: "Póki się nie przerwie sznurek srebrny", mówi Eklezjasta (XII, 6)
Oto dlaczego nie powinno się grzebać lub spalać ciała wcześniej niż trzy, cztery dni po zgonie, w przeciwnym razie, mówią ludzie Wschodu, zmarły może się czuć grzebany lub palony żywcem. Z tego samego powodu Tybetańczycy potępiają pobieranie organów, ponieważ robi się to natychmiast po śmierci. Może się to wydać zaskakujące, a przecież powinniśmy się zastanowić: dlaczego w 50 procentach amputacji chory przez jakiś czas odczuwa ból w odciętej ręce czy nodze? Są też odwrotne przypadki, kiedy szczególnie rozwinięte ciało życiowe tak przesyca ciało fizyczne, że nie dopuszcza latami do jego rozkładu: niedawno było tak z ciałem jogina Yoganandy z Kalifornii i pustelnika Charbela. Makloufa w Libanie, nie mówiąc o świętej Teresie z Awili, której ciało ekshumowane w 1760 (czyli w 178 lat po śmierci) "było elastyczne i pachnące".
Ciało umysłowe
Odpowiada królestwu zwierząt i pobudza ciało życiowe. Bez niego człowiek żyłby w stanie komatycznym - w stanie śpiączki, życiem czysto wegetatywnym jak rośliny.
Dzięki niemu człowiek, tak jak zwierzę, ma świadomość odczuwanych wrażeń: przyjemności, bólu, głodu, pragnienia, itp. Ta świadomość wypracowuje myśli, działające na ciało życiowe (określona myśl wywołuje określone uczucie) lub odrywa się od niego, aby działać na inne osoby: tak na poziomie ich ciała życiowego: hipnotyzm, jak na poziomie ciała umysłowego: przekazywanie myśli.
Ciało umysłowe pozostaje w związku ze Światem Dźwięku (to tłumaczy, dlaczego muzyka spośród wszystkich sztuk dotyka najgłębszych warstw ludzkiej istoty).
Każde z naszych trzech ciał, kiedy pozostaje w związku z innymi, wchodzi w kontakt z odpowiednim ciałem innego człowieka. Na każdym poziomie - i niezależnie od dwóch innych - można odczuwać przyciąganie, obojętność lub odrazę, z tego wynika tak wielka różnorodność możliwych sytuacji: przyciąganie (lub obojętność czy odraza) całkowicie fizyczna, uczuciowa i umysłowa, przyciąganie czysto fizyczne z obojętnością lub wręcz odrazą w dwóch innych płaszczyznach, przyciąganie (lub obojętność czy odraza) czysto uczuciowa lub umysłowa.
Ja
Dochodzimy do stadium, które odróżnia człowieka od zwierzęcia: życia jako bytu jednostkowego (nie w charakterze tylko członka stada). To stadium jest wynikiem ciągłości stanów świadomości wspomaganej pamięcią.
Przykładem może być akt jedzenia, zwierzę na ogół je wówczas, kiedy jest głodne (aktualna świadomość wrażenia), podczas gdy człowiek może z powodzeniem jeść, kiedy nie jest głodny (wspomnienie przyjemności, jaką dało pożywienie podczas minionego doświadczenia). Ten etap odpowiada tworzeniu się "ja", czasami zwanym ciałem przyczynowym lub ośrodkiem psychicznym. Reprezentuje ono dziedzinę woli. Jak mówi Katha Upanishad "istota świadoma jest w centrum »ja«, rządzi przeszłością i przyszłością i jest jak ogień bez dymu".
"Ja" pozostaje w związku z wyższym ośrodkiem kosmicznym, zwanym czasami ciałem duchowym, które je uduchawia i jednoczy z niższym ośrodkiem umysłowym, intelektualizującym i rozpraszającym. Zwyczajny człowiek jest na ogół powiązany z tym ostatnim, podczas gdy człowiek "obudzony", mędrzec, "zrealizowany" nieustannie pławi swoje "ja" w przypływie kosmicznym.
Stany naszej świadomości
Stan jawy odpowiada równoczesnemu działaniu trzech ciał: fizycznego, życiowego i umysłowego. We śnie podczas marzeń sennych ciało fizyczne odpoczywa, podczas gdy ciało życiowe i umysłowe nadal działają, a w głębokim śnie (bez marzeń sennych) wszystko jest jak w omdleniu, ciało umysłowe opuszcza ciało życiowe. Po obudzeniu włącza się w ciało życiowe i ciało fizyczne, ale potrzebuje czasu, żeby się ponownie przystosować, z tego bierze się wrażenie, że jeszcze "nie jesteśmy we własnej skórze", jakie czasami odczuwamy po wstaniu.
Zerwanie więzi z ciałem umysłowym powoduje powstanie zjawiska zapomnienia, niezbędnego do tego, byśmy mogli działać: "Jakże moglibyśmy pisać, gdyby za każdym razem, kiedy ujmujemy pióro, pojawiało się w naszym umyśle wspomnienie wszystkich doświadczeń, przez które trzeba przejść, aby się nauczyć to robić?"! Z tego samego powodu nie przypominamy sobie naszych poprzednich istnień, bo mogłoby to wywołać w nas - w zależności od przypadku, uczucie winy, lub pychy, szkodliwej dla dobrego dopełnienia naszego obecnego życia. Mogą do tego dojść jedynie ci, którym udaje się, przy pomocy innych osób lub samym z siebie, odtworzyć więź między swoim "Ja" i ośrodkiem kosmicznym…
Śmierć natomiast wynika z zerwania powiązania między ciałem fizycznym i ciałem życiowym (czyż nie mówi się "stracić życie"?). Jak mówi Ehphas Levi: "natura przyzwyczaja nas do śmierci przez sen i ostrzega nas przez marzenie senne, ze istnieje inne życie”.
Ale jakie jest prawdziwe życie? Kto może odpowiedzieć na zapytanie zadane dwa i pół tysiąca lat temu przez Lao-Tse: "Niegdyś w nocy byłem latającym, radosnym motylem. Później obudziłem się i byłem Lao-Tse. Kim zatem jestem? Lao-Tse śniącym, że jest motylem, czy motylem, który śni, ze jest Lao-Tse?"
Powiązania między trzema ciałami i własnym "Ja"
Strukturalnie te cztery elementy nie nakładają się na siebie, ale się wzajemnie przenikają. Można to porównać do gąbki (ciało fizyczne) natartej piaskiem (ciało życiowe) zanurzonej w wodzie (ciało umysłowe), która to gąbka sama przez się zawiera rozcieńczone powietrze (ja). Ten obraz pozwala nam również zrozumieć, że każdy z nich jest w kontakcie z odpowiednim światem, jak przypomina Satprem:
"Umysłowość to nie my, bo wszystkie nasze myśli pochodzą od szerszej niż nasza Umysłowości, od umysłowości powszechnej. Życie to nie my, ponieważ nasze impulsy pochodzą z szerszego, powszechnego życia. To ciało to też nie my, bo jego składniki pochodzą z materii i są podporządkowane większym niż nasze, powszechnym prawom".
Zresztą w miarę jak nowoczesna fizyka zaczęła uważać materię za efekt kondensacji energii, łatwiej nam zrozumieć podobieństwa między ciałem fizycznym a ciałem życiowym i ciałem umysłowym, które różnią się jedynie poziomami coraz wyższych wibracji. Jeżeli nie możemy oglądać dwóch ostatnich, to - według klasycznego porównania - z tej samej przyczyny, dla której nie widzimy śmigła obracającego się z wielką szybkością.
Według nauczania ezoterycznego wibracja mineralna ma podobno wynosić do 5000 wibracji na sekundę, roślinna 10 000, zwierzęca 20 000, u człowieka 35 000. Ciało życiowe miałoby wibrować z szybkością 49 000 wibracji na sekundę; co odpowiadałoby częstotliwości potrzebnej do zdematerializowania ciała fizycznego. Po śmierci ciało witalne opuszcza ciało fizyczne, ponieważ nie może znieść obniżenia wibracji tego ostatniego.
Jest także pewne wzajemne powiązanie między trzema ciałami, a budową naszego mózgu: w mózgu wyższym (półkule mózgowe) szara materia jest powiązana ze świadomą myślą ciała umysłowego, materia biała z nieświadomymi uczuciami ciała życiowego, podczas gdy mózg średni (diencephale) odnotowuje wrażenie ciała fizycznego.
Obcowanie świętych
Według chrześcijańskiego dogmatu dusze w Niebie, w Czyśćcu i na Ziemi obcują z sobą. Kościół przyznaje zatem, że żywi pozostają w duchowym związku ze zmarłymi, zważywszy jednak wszystko, co podaliśmy poprzednio, nauka Rudolfa Steinera idzie znacznie dalej. A oto główne myśli:
W zależności od ich i naszego stopnia rozwoju, zmarli mogą działać na nas na płaszczyźnie fizycznej (wrażenia), życiowej (uczucia), umysłowej (myśli) czy na poziomie "ja" (wola). Ci, którzy inspirują mistyków, myślicieli i artystów są na poziomie znacznie wyższym niż ci, którzy krążąc w niskich sferach zaświatów, zabawiają się chociażby obracaniem stolików. Śmierć nie jest patentem na wrodzoną naukę i znajomość przyszłości, jest to bowiem zastrzeżone dla bardziej rozwiniętych duchów!
Nie trzeba zatem podejmować prób kontaktu ze zmarłymi zaraz po ich śmierci, ale trzeba im zostawić czas na obudzenie się i wzniesienie wzwyż. Im ich poziom duchowy jest wyższy, tym szybciej i wyżej się wznoszą, aby jak balon wyłaniający się z chmur, dotrzeć do świetlanej strefy odpowiadającej ich własnej "gęstości". Natomiast duch materialistyczny może długo pozostawać w niższej strefie, gdzie panuje cień i mgła niskich, ziemskich wibracji. Gdyby się chciał wznieść wyżej, zniszczyłyby go wyższe wibracje, jak żarówkę 110-woltową podłączoną do 220 woltów.
Zmarli są znacznie bliżej nas niż żywi, ponieważ działają na nas od wewnątrz, na różne wspomniane wyżej poziomy bez zewnętrznej bariery ciała fizycznego. Widzą nasz stan fizyczny i umysłowy. Na im wyższym są poziomie, tym ich działanie na nas jest delikatniejsze, tak że trudno je uchwycić, a obcowanie staje się tym trudniejsze, im mniej nasze wibracje są zgrane z ich wibracjami. Jeżeli nasz duch ma niskie wibracje, będzie przyciągał niskie duchy!
Miłość jest jedyną naprawdę głęboką więzią między żywymi i zmarłymi. Obojętność lub zapomnienie oddalają ich od nas. Zmarły lub żywy, zamknięty w piekle swojego egoizmu lub nienawiści nie może wejść w kontakt z osobą ani z tego ani z tamtego świata. "O zmarłych trzeba mówić tylko dobrze", mówi stare powiedzenie (proszę zauważyć odcień: dobrze, a nie "coś dobrego": nie idzie o to, żeby kłamać, przypisując im cechy, których nie mieli lecz o to, by mówić o ich zaletach), bowiem dusze zmarłych są jedynymi "oknami", jakie im zostają na ziemski świat.
Jeżeli nasza dusza jest w stosunku do nich pełna niechęci, żaluzje zostaną zamknięte. Negatywne uczucia, nawet w stosunku do innych osób, czynią nas dla nich nieprzeniknionymi. Jeżeli chce się być z nimi w kontakcie "trzeba zatrzeć naszą istotę i oddać się im" - mówi Rudolf Steiner. Odnajdujemy tu dobrze znane warunki medytacji i modlitwy. Trzeba także odnotować, że wszystko, co nas zbliża do śmierci: doświadczenia, choroby, starzenie się, zbliża nas również do nich. Istnieje ponadto stała wymiana wiadomości między dwoma światami przez rodzące się dzieci i umierających ludzi.
Może się zdarzyć, że zmarły, bardzo przywiązany do jakiegoś żywego, stara się go do siebie przyciągnąć, działając na jego życiowe ciało. Jeżeli przywiązanie jest wzajemne, będzie to tym łatwiejsze. Żywy jest coraz smutniejszy, nie ma apetytu, zacznie podupadać na zdrowiu, tak się zdarza w parach małżeńskich, które szybko po sobie umierają. Jeżeli przywiązanie nie jest bardzo silne, żywy dozna zaburzeń nerwowych, uczucia niewyjaśnionego przygnębienia, tym silniejszych, im zmarły jest bardziej zaborczy, a żywy słabszy z natury. Czasem chorzy wołają w malignie: "Widzę go (ją); woła mnie". Czy może to mieć początek w pewnych obsesjach umysłowych? W każdym razie ze zdziwieniem dowiadujemy się, że w Brazylii, gdzie istnieją stowarzyszenia lekarzy i mediów, pewna liczba szpitali psychiatrycznych jest uzależniona od ruchów spirytystycznych i skutecznie z nimi współpracuje w leczeniu niektórych chorób.
Nasze ciało umysłowe, jeżeli nawet na jawie kontaktuje się z trudem z ciałem umysłowym zmarłych, ponieważ jest owładnięte ciałem fizycznym, w pełni z nimi obcuje podczas głębokiego snu (innymi słowy, w naszych stosunkach nasza noc odpowiada ich dniowi i odwrotnie). Tam czerpiemy - często za ich pośrednictwem - odradzające siły, które ciało duchowe po obudzeniu przekaże ciału życiowemu i fizycznemu. Tylko że nie mamy świadomości tego, chyba że nasze ciało życiowe pozostanie powiązane z ciałem umysłowym, wówczas zachowamy ślad w postaci obrazów (przy braku wrażeń, ponieważ nasze ciało fizyczne jest w stanie odpoczynku). Powiemy wówczas, że "śnił się" nam taki zmarły, jakby nie chodziło wcale o prawdziwy kontakt. Ten rodzaj snów, na ogół bardzo spójnych, zostawia nam intensywnie rzeczywiste wrażenie. Jeżeli natomiast przebiegał w najniższych warstwach świata życiowego, jest koszmarem.
Musimy wiedzieć, że zmarli, których znaliśmy, nie są ciągle do naszej dyspozycji. Mają w zaświatach rozliczne zajęcia dotyczące zarówno swojej własnej ewolucji, jak przyjmowania i pomagania innym zmarłym czy opieki nad innymi, potrzebującymi jej żywymi. Stracili oni całkiem poczucie czasu, czas jest bowiem związany z ziemskimi odniesieniami, chyba że decydują się wrócić na Ziemię i skupiają się na przechwyceniu myśli kochanej istoty. Ta ostatnia też może ich prosić o pomoc wzywając ich po imieniu, zdaje się jednak, że lepiej pozwolić im przychodzić z własnej woli niż żądać ich obecności. "Przeczżeś mi nie dał spokoju, iżbych był wskrzeszony?" - mówi Samuel do Saula, kiedy ten wezwał go przez kobietę spirytystkę (I Samuel 28, 15). Zamiast ściągać duchy zmarłych do naszego poziomu, lepiej starać się wspiąć do ich poziomu!
Zresztą praktycznie zejście jest trudne, bo wiele negatywnych wibracji, wynikających również ze stanu naszej duszy, jak skażenia materialnego i moralnego wielkich miast na przykład, często przeszkadza zmarłym kontaktować się z nami. Z tej przyczyny czasami łączy się kilka duchów, koncentrując swe wibracje, aby przeniknąć wrogie warstwy ziemskie. Wiadomo natomiast, że cisza, ciemność, nieskażone środowisko, duchowa muzyka, zdjęcia zmarłego, nie mówiąc o modlitwie i miłości, zwiększone, jeżeli wspólne dla grupy ludzi, sprzyjają kontaktom.
Natomiast kontakt za pośrednictwem medium jest równie męczący dla medium, jak i dla zmarłego i powszechnym błędem jest wiara, że byle jakie medium może nas skontaktować z każdym zmarłym. Nie każdy może to zrobić, chyba że z tymi, którzy są na takim samym poziomie wibracji, dlatego tak ważny jest właściwy wybór. Medium na niskim poziomie duchowym może nas skontaktować jedynie z prostackimi duchami. Jeszcze bardziej niż na Ziemi w zaświatach jest prawdziwe powiedzenie "swój ciągnie do swego". Tam, w odróżnieniu od rodzin fizycznych, duchy utworzyły rodziny duchowe o takich samych jakościach wibracji. Oto dlaczego po naszej śmierci odnajdujemy istoty, z którymi łączyła nas miłość. W każdym razie wszystko, co podnosi naszą wiedzę o zaświatach, może jedynie ułatwić stosunki ze zmarłymi.
Reinkarnacja
Dlaczego człowiek przeżywa reinkarnację? Wielu ludzi, zwłaszcza kiedy nie byli szczęśliwi na tej ziemi, twierdzi, że nie ma najmniejszej chęci tu wracać.
I ostatecznie, jeżeli jest tak dobrze w zaświatach, to po co ludzie ponownie się wcielają? Jeżeli chcecie to zrozumieć, zróbcie następujące ćwiczenie: poleżcie chwilę w ciszy i spokoju... po czym powtarzajcie w myśli: "Rezygnuję z tego pragnienia, rezygnuję z tej nadziei, z tego projektu, z tego zadowolenia, z tego, z tamtego", wymieniając wszystko, co wam leży na sercu. Po jakimś czasie uczucie odrzucenia i buntu zacznie w nas narastać. Nie posuwajcie się dalej. Jeżeli nawet zaspokoiliście wiele pragnień podczas swojego życia, a jednocześnie zostają wam jakieś niezaspokojone w godzinie śmierci, sprowadzą was one niewątpliwie na tę ziemię. Pragnienia, które zabraliśmy z sobą na tamten świat, prowadzą do reinkarnacji.
Bardzo dobrze zanalizowała to Denise Desjardins: "Jeżeli pozostanie z minionego istnienia bardzo mocna emocjonalna resztka przeżytych cierpień i niespełnionych pragnień, ta przeszłość jest obecna w aktualnym życiu i podświadomie skłania nas do działania, bo czas nie istnieje (wystarczy zobaczyć, jak w psychoanalizie przedstawiają się pewne sceny z dzieciństwa - nawet bardzo ważne - kiedy je przeżywamy). Według tradycji hindu, to właśnie nie zrealizowane pragnienia pchają duszę do powrotu na Ziemię w celu ich zaspokojenia. Przesycenie poprzednimi istnieniami niejasno skłaniają nas do odtworzenia tych samych doświadczeń (każda nieprzekroczona przeszkoda znów się znajduje na naszej drodze). Strach przyciąga z taką samą siłą, jak pragnienie przeżyć i tworzy ten sam rodzaj sytuacji".
Swami Prajnanpad mówił: "Waszymi pragnieniami przyciągacie życie. Wokół was istnieje magnetyzm, umysłowa atmosfera przyciągająca ściśle określone rzeczy. Ta atmosfera umysłowa jest złożona z waszych pragnień i waszych lęków, które są ujemną stroną waszych pragnień. Są to dwie strony tej samej monety: czasami możecie nawet myśleć: »Ależ ja nie pożądałem tego«. Poza waszymi świadomymi pragnieniami, istnieją pragnienia i lęki podświadome. Tak zatem przyciągacie osoby, wydarzenia i wątek waszego życia. Działanie jest tylko skrzepniętym pragnieniem...
Możemy się uwolnić jedynie za pomocą rozwiązania uczuciowych więzów między istnieniami minionymi i obecnym życiem... Samo nasze istnienie jest następstwem śmierci i narodzin... i tak dziecię umiera, aby się urodziło dziecko, które z kolei umrze, aby zostawić miejsce młodej osobie, która umrze jako człowiek dojrzały. Człowiek dojrzały umrze, aby się narodził starzec. Śmierć starca może i zatrzyma to następstwo ciągłych przejść od urodzin do śmierci?...
Człowiek dojrzały jest całkowicie odmienny od niemowlęcia, ale pewne elementy niemowlęcia nadal tworzą część budowy człowieka dojrzałego. W taki sam sposób elementy pochodzące od jednostki poprzedniej mogą przetrwać i wejść w skład naszego obecnego stanu. Ale obecna istota nie jest taka sama. Jest odmienna od poprzedzającego osobnika. Nagromadzenie minionych wrażeń, które przetrwały w nowej jednostce, jest tylko częścią jej składu. Nie ma ona nic wspólnego ze swoim minionym przeznaczeniem".
Ale skąd te wszystkie pragnienia? Jest bowiem pewne prawo kosmiczne zmuszające nas do rozwijania się, a nie może się rozwijać bez doświadczeń. Jak "urzeczywistnić" to, aby płonął ogień, jeżeli choć raz go nie zapaliliśmy? Oto dlaczego natura włączyła w naszą głębię niezaspokojone pragnienie robienia doświadczeń, żebyśmy się nauczyli poznawać skutki, które następują po czynach. Ewolucja może następować jedynie za pośrednictwem doświadczeń, a celem życia jest doświadczenie, a nie szczęście, jak postanowiła większość z nas.
Szczęście - zupełnie tak jak cierpienie - nie jest celem, ale następstwem. Bo albo prowadzimy doświadczenia zgodne z porządkiem natury, a wynikająca z tego zazwyczaj radość wskazuje nam, że jesteśmy na drodze prowadzącej do ewolucji, albo robimy doświadczenia naruszające ten porządek, a cierpienie fizyczne lub moralne prędzej czy później wynikną z tego i zasygnalizują nam, że jesteśmy na schodzącym w dół zboczu tej samej ewolucji. Działanie przeciwstawiające się prawom kosmicznym jest jak pływanie pod prąd. Jeżeli się przy nim upierać, wyczerpuje się i tonie.
Przytoczmy doskonałe porównanie Maxa Heinndela: człowiek jest podobny do dziecka, które idzie do szkoły. Każde jego istnienie jest jednym rozdziałem przedmiotu, które się ma nauczyć. Jeżeli się nie nauczył, będzie musiał powtarzać ponownie. Jeżeli to się powtarza, będzie musiał powtórzyć klasę, co oznacza, że w innym życiu napotka te same trudności, których nie mógł przezwyciężyć w życiu obecnym. Stopniowo, przy dłuższym wysiłku i po nałożeniu kar przez nauczyciela, innymi słowy, przez doświadczenia życiowe (dla dobra ucznia, mówią wychowawcy), będzie przechodził z klasy do klasy, aż osiągnie poziom wyższych studiów. I jak uczeń ma prawo do odpoczynku w nocy, co mu ułatwia przyswojenie wiedzy za dnia, człowiek ma prawo przebywać w zaświatach, aby się zastanowić nad każdym ze swoich istnień.
Jaki uczeń chciałby przyswoić w jeden dzień program całego roku? Jaki człowiek mógłby w ciągu jednego istnienia przeprowadzić wszystkie doświadczenia niezbędne do ewolucji? Jaki uczeń, kończąc szkołę podstawową, mógłby cokolwiek zrozumieć z wykładów uniwersyteckich? Co mógłby zrobić w najwyższych sferach Zaświata człowiek, który nie nauczył się poprzednio rzeczy zasadniczych w "podstawowej szkole Ziemi"?
Podczas całej ewolucji przez stadia mineralne, roślinne i zwierzęce, człowiek musiał działać zgodnie z prawami kosmicznymi.
Dopóki człowiek nie nauczy się przezwyciężać swoich pragnień i nie rozszerzać ich (nie hamować miłości i stawać się niewrażliwym, lecz szerzyć ją, aż się stanie powszechna, idąc za przykładem buddyjskiego współczucia i chrześcijańskiego miłosierdzia, dopóki nie uda mu się pomnożyć swoich czynów (a nie żyć w bezczynności), spełniając je bez oglądania się na nagrodę czy na natychmiastowe zyski ("mamy prawo do działania, lecz nigdy do jego owoców", mówi mądrość hinduska), dopóty będzie się wcielać z istnienia w istnienie, bo musi dopełnić ziemskie studia, przechodząc stopniowo od najniższych pragnień do coraz wyższych i coraz szlachetniejszych...
Można sobie jednak zadać pytanie, jak się skończy cykl reinkarnacji? Pytanie niezbadane, na które odpowiedzi może nam udzielić Swami Yogananda, który w tej sprawie cytuje swojego mistrza Sri Yukteswara: "Tak długo jak (ja) jest uwięzione w jednym, dwóch, trzech spowiciach tworzonych przez niewiedzę i pragnienia, nie może zanurzyć się w oceanie ducha. Kiedy śmierć rozbije zasobnik fizyczny, dwie inne powłoki (życiowa) i (umysłowa) jeszcze przetrwają, przeszkadzając (ja) urzeczywistnić ostateczne, świadome obcowanie z boskością. Jak długo człowiek nie zdobył końcowego uwolnienia, przechodzi przez niezliczone wcielenia ziemskie (życiowe lub umysłowe), aby stopniowo pozbywać się potrójnej otoczki trzech ciał. Karma fizyczna pragnień ludzkich powinna być całkowicie wyczerpana, aby człowiekowi wolno było zamieszkać ostatecznie w świecie (życiowym). W tym świecie czas trwania życia jest znacznie dłuższy niż u nas: przeliczony na czas ziemski trwałby od pięciuset do tysiąca lat. Stałymi mieszkańcami świata (życiowego) są ci, którzy uwolnieni od dążeń materialnych, nie potrzebują już poopadać znów w kształt fizyczny. Tym istotom pozostaje jedynie ich karma (życiowa lub umysłowa). Po śmierci (życiowej) emigrują do świata (umysłowego), nieskończenie subtelniejszego i wyrafinowanego.
Wiele jest istot świata (życiowego), które podczas przejścia do sfer świata (duchowego) wskutek normalnej dezintegracji swojej powłoki (życiowej) pozostaje nieświadomych na wyższe radości duchowe, a zepsute mniej wyrafinowanym szczęściem, dążą do osiągnięcia raju (życiowego) przed zostaniem na stałe w świecie (umysłowym) utkanym z wibracji myśli, jak zasłona trzymana oddzielnie przez Stwórcę.
Tylko istota, której już nie będą kusić radości (życiowe), może na zawsze zostać we wszechświecie (umysłowym). Wiele istot przez miliony lat nawiedza świat (umysłowy). Odkupiwszy swoją karmę (umysłowość) lub zalążki przyszłych pragnień (ja) odrzucają ostatnią zasłonę niewiedzy i wychylając się z pojemnika (umysłowość) zlewają się na zawsze w Wiecznym, który - jak mówi Eric Butterworth - nie ma nieskończonej długości, lecz nieskończoną głębię!"
Można dodać, że, według wielu wtajemniczonych, jest jak najbardziej prawdopodobne, że ta bardzo długa ewolucja w czasie odbywa się równolegle w odniesieniu do przestrzeni w innych wymiarach niezmierzonego wszechświata, co mogłoby otworzyć szerokie perspektywy dla form życia pozaziemskiego znacznie bardziej rozwiniętych w dziedzinie duchowej i naukowej! Edgar Cayce w każdym razie twierdzi, że trzeba najpierw skończyć cykl wcieleń w systemie słonecznym, nim się przejdzie do innych systemów.
Po co się wszelako wcielać?
Jest to wciąż to samo indywidualne "Ja", ponieważ zachowało spójność po śmierci, choć przybrało nowe ciało umysłowe i nowe ciało życiowe, które zamieszkało nowe ciało fizyczne (nie można zatem mówić o reinkarnacji zwierzęcia, ponieważ nie osiągnęło ono stadium indywidualnego ciągłego "ja").
Ale każde ciało umysłowe i życiowe posiada, włączony w siebie, wyciąg ciała umysłowego i życiowego swoich poprzednich istnień, wyciąg utworzony z kwintesencji doświadczeń z poprzednich istnień.
A więc czy odradza się ta sama jednostka? Dla buddystów nie jest "ani ta sama, ani inna". Jeżeli świeczka pali się całą noc, mówią, to czy ten sam płomień płonie wieczorem co rano? "W ten sam sposób - mówi nam Narada Thera - jak istnieje ciągłość życia, każdy kolejny stan jest uzależniony od poprzedniego... Weźmy na przykład motyla. Najpierw był jajkiem, potem stał się gąsienicą. Wreszcie gąsienica przeobraziła się w poczwarkę, z której rozwinął się motyl. Cały ten proces przebiegł w ciągu jednego życia. Motyl nie jest identyczny z gąsienicą, ani całkiem od niej odmienny. Tu też jest przepływ życia, czyli ciągłość... Nasz obecny proces »stawania się« jest wynikiem pragnienia »stania się« w życiu poprzednim, a obecne pragnienie »stania się« uwarunkuje nasze życie po przyszłych narodzinach...”
Posłużmy się przykładem obrazowym, jaki nam daje Annie Desant:
"William Johnson nie może patrzeć wstecz ani przypomnieć sobie »swoich« odrodzeń, bo osobiście »nigdy poprzednio nie istniał«, a »jego« oczy nigdy nie widziały światła. Ale wrodzony charakter, z jakim przyszedł na świat, został wypracowany i wykuty uderzeniami młota przez Johannę Wirther w Niemczech, przez Caiusa Glabrio w Rzymie, przez Sashitala Deva w Hindustanie i przez jego wielu ziemskich poprzedników w wielu krajach i wśród różnorodnych cywilizacji. W swoim własnym, codziennym życiu dodaje nowe poprawki do wielowiecznego dzieła tak, iż zostawi je w spadku odmienne niż było - niższe lub szlachetniejsze - swojemu spadkobiercy i następcy na scenie życia, który w ten sposób stanie się, mimo zewnętrznych pozorów, kontynuacją".
"Komedia się skończyła", miał powiedzieć cesarz August umierając. Tak "ja", jak aktor wracający do garderoby, zdejmuje potrójny strój trzech ciał i zaczyna medytować nad interpretacją swojej osobowości, nim podejmie nową rolę. "Jeżeli nasza psychika (nasze »ja«) - mówi nam Satprem - była schowana całe życie pod naszą działalnością umysłową, życiową i fizyczną, nie ma wspomnień do zabrania ze sobą. Wraca, ciągle wraca właśnie po to, żeby wypłynąć na powierzchnię naszej ery i stać się otwarcie świadoma... można z trudem mówić o reinkarnacji poniżej pewnego stopnia rozwoju, bo po co mówić, że psychika (» ja«) odradza się, skoro nie jest tego świadoma? Uświadomienie jest właśnie sensem ewolucji. Kiedy cały zewnętrzny amalgamat roztapia się, psychika (»ja«) zabiera tylko esencję wszystkich swoich doświadczeń, niektóre ślady minionego życia, które wyrażą się w innym życiu przez specjalne predyspozycje, szczególne trudności, niewyjaśnione urzeczenia, nieodparty pociąg...
Każde życie reprezentuje zatem pewien typ doświadczenia i przez nagromadzenie niezliczonych typów doświadczeń powoli psychika (»ja«) zdobywa indywidualność coraz silniejszą i coraz bardziej świadomą. Odnajdziemy pewne zbiegi okoliczności, które nas nagle zaskoczą wyglądem »już granej sztuki«. Czego nie przezwyciężyliśmy w przeszłości, wraca, jeszcze i jeszcze, pod innymi postaciami za każdym razem, aż nareszcie stawimy temu czoło i rozwiążemy ostatni węzeł. To jest prawo wewnętrznego postępu.
Na ogół jednak znika konkretne wspomnienie okoliczności, bo w gruncie rzeczy wspomnienia mają niewielkie znaczenie, jest olbrzymie sortowanie, już w naszym obecnym życiu jest tyle zbędnych wspomnień, które jak mur przeciwstawiają się naszemu postępowi, bo utrwalają nas w takiej samej postawie wewnętrznej, w takim samym skurczu, w takim samym odrzuceniu, takim samym buncie, na tym samym zboczu. Musimy zapomnieć, żeby urosnąć. Jeżeli pamiętalibyśmy na przykład, że niegdyś byliśmy cnotliwym bankierem i odnaleźli się nagle w skórze żebraka, nic byśmy już nie rozumieli, bo jesteśmy jeszcze za młodzi, być może, żeby zrozumieć, że nasza dusza musiała nauczyć się odmiennej cnoty, a raczej pozwoliła przekłuć wrzód, jaki ukrywała jej cnota.
Ewolucja nie polega na tym, żeby się stawać coraz świętszym lub coraz inteligentniejszym, ale coraz bardziej świadomym. Trzeba wieków nim owoc prawdy zmiecie stare istnienia. Im bardziej istota psychiczna (»ja«) rośnie, im bardziej stają się jasne wspomnienia umysłowe, życiowe i fizyczne, im się stają konkretniejsze, bardziej wiążące, jedno życie z drugim - im bardziej zaczynamy rozumieć, co to jest nieśmiertelność - tym bardziej narodziny staną się utrafione, chciane, skuteczne.
Śmierć już nie jest wykrzywioną maską, przypominającą, że się nie odnaleźliśmy, lecz jest spokojnym przejściem z jednego sposobu doświadczenia do drugiego... aż do dnia, kiedy może, jak zapowiada Sri Aurobindo, dostatecznie urośniemy, aby wlać dostatecznie dużo świadomości w ciało, aby wreszcie i ono uczestniczyło w psychicznej nieśmiertelności »ja«".

  1   2   3


©operacji.org 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna