Globalizacja a transformacja. Iluzje I rzeczywistosc



Pobieranie 249,27 Kb.
Strona1/3
Data16.01.2018
Rozmiar249,27 Kb.
  1   2   3

Grzegorz W. Kołodko1




Globalizacja a transformacja.

Iluzje i rzeczywistość




Streszczenie
Globalizacja stosunków ekonomicznych oraz systemowa transformacja w krajach posocjalistycznych to dwa wzajemnie przenikające się procesy – znak czasów przełomu wieków. Globalizacja, która oznacza instytucjonalne i realne integrowanie się krajowych i regionalnych rynków w jeden organizm ogólnoświatowy, ani nie rozpoczęła się w ostatnich dekadach, ani nie jest jeszcze nieodwracalnym, ani też tym bardziej zwieńczonym procesem. Nawet jej najbardziej zaawansowana forma nie wyklucza przy tym możliwości prowadzenia polityki gospodarczej, której jakość nadal ma fundamentalne znaczenie dla efektywności ekonomicznej i tempa wzrostu. Natomiast posocjalistyczna transformacja – przechodzenie do systemu rynkowego i integracja z gospodarką światową na zasadach kapitalistycznych – jest nieodwracalna właśnie ze względu na globalizację. Transformacja wkrótce się skończy, odwrotnie niż globalizacja, gdyż ta – jako dynamiczny i otwarty proces – końca nie ma, podobnie jak rozwój społeczno-gospodarczy. Stąd też – jak również ze względu na charakter czwartej rewolucji przemysłowej związanej z rozwojem Internetu – przyszłość przyniesie jeszcze większe zmiany.

Globalizacja a transformacja.

Iluzje i rzeczywistość


Spis treści


strona
Streszczenie ............................................................................................................. 1
Spis treści ............................................................................................................... 2
1. Permanentna globalizacja ....................................................................................... 3
2. Globalizacja przełomu wieków ............................................................................... 6
3. Regionalizm a rynek globalny ................................................................................ 10
4. Światowy rynek bez światowego rządu .................................................................. 17
5. Posocjalistyczna transformacja ............................................................................... 24
6. Początek historii .................................................................................................... 32
Bibliografia ........................................................................................................... 33

1. Permanentna globalizacja

Wiele zależy od definicji. Ktoś mógłby powiedzieć, że globalizacja zaczęła się kilka tysięcy lat temu wraz z pojawieniem się pieniądza i handlu na skalę ówczesnego, fenickiego świata. Stopniowa ekspansja handlu między regionami położonymi w przestrzeni śródziemnomorskiej – to była pierwsza namiastka tego, co miało spełnić się na zupełnie inną skalę w naszych czasach. Jak wszakże okaże się to w trakcie tego milenium – rozwinie się ona w jeszcze większym wymiarze, gdyż okazuje się, że barierami ekspansji nie są naturalne przeszkody fizyczne, ale technologia, ekonomia i polityka. Jak kiedyś niedostępny świat (a więc i rynki zaopatrzenia i zbytu) leżały za górami-za lasami, za rzekami-za morzami, tak potem (i w dużej mierze wciąż jeszcze) znajdują się „za” współcześnie dostępną technologią, naszą ekonomiczną wiedzą i politycznymi umiejętnościami. Dlatego też przyszłości trzeba było się często domyślać, bo jej nie było widać. Teraz widać niby więcej, ale jeśli spojrzeć retrospektywnie, co „widziano” pięćdziesiąt czy sto lat temu, to zaiste niewiele.2 Podobnie jest obecnie.

Ktoś mógłby powiedzieć, że globalizacja trwa przez wszystkie wieki cywilizacji, gdyż bez mała nieustannie rozwijały się stosunki towarowo-pieniężne, nie tylko „w głąb”, ale i „wszerz”. Od czasu gdy człowiek wyszedł ze swojej jaskini, a potem ze wsi – by w końcu, nigdzie nie wychodząc ze swojej firmy, mógł być cały czas na rynku – poszerzała się przestrzeń, w której tętniło życie gospodarcze. Tempo jednakże było zaiste piesze. Ocenia się, że technologia kilka tysięcy lat temu rozprzestrzeniała się z szybkością około pięciu kilometrów rocznie (Cohen 1998). Obecnie zaś jest to tempo nadzwyczaj szybkie i nawet w gospodarkach wciąż technologicznie i cywilizacyjnie zacofanych można w wyniku szybkiego transferu nowych technik wytwórczych korzystać z ich dobrodziejstw wkrótce po odkryciach czy wdrożeniach dokonanych gdzie indziej.

Globalizacja trwała przez wieki średnie i Marco Polo (1254-1324) – zasłużony podróżnik i kronikarz – mógłby być jej patronem. Choć jemu samemu chodziło przede wszystkim o poznanie odległych zakątków świata – w takim kształcie, w jakim on według ówczesnej wiedzy istniał – jego sponsorom zależało na ekspansji ekonomicznej, na rozwoju handlu, na maksymalizacji stopy zwrotu z zainwestowanego kapitału. Zależało im przeto na globalizacji gospodarki, aczkolwiek nikt tego wtedy tak nie nazywał, podobnie jak przez wieki całe trwania feudalizmu też nikt tak go nie określał.

Pierwszy wielki przełom w historycznej ewolucji globalizacji gospodarki nastąpił w pewnym sensie przez przypadek. Z punktu widzenia motywacji, która przyświecała kolejnej fali ekspansji, chodziło o ułatwienie dostępu do innych rynków, o których istnieniu już wiedziano, zwłaszcza rynków Wschodu – Arabii, Chin oraz subkontynentu indyjskiego i archipelagu dzisiejszej Indonezji.3 Cel tamtej polityki polegał zatem na poszukiwaniu sposobów zmniejszenia kosztów transakcyjnych poprzez skrócenie czasu transportu oraz pozyskaniu nowych źródeł zaopatrzenia w surowce i produkty gotowe. W ślad za tym kreowano nowe rynki zbytu na własne produkty, a od wszystkich tych form aktywności w coraz większej mierze zależał rozwój metropolii i panujący tam standard życia, zwłaszcza w odniesieniu do ówczesnych elit. I tak oto pięć wieków temu „odkryto” Amerykę. Miało to daleko idące implikacje dla ówczesnej fazy globalizacji, gdyż fakt ten – wraz z innymi epokowymi odkryciami geograficznymi XV i XVI wieku – nadał znaczącego impetu procesom rozwojowym. Pojawiło się mnóstwo „emerging markets”. Nade wszystko jednak pojawiła się pierwsza wielka faza globalizacji – kolonializm. A przy okazji jej najohydniejsze oblicze do dziś kładące się cieniem na rozwoju amerykańskiego systemu kapitalistycznego – niewolnictwo. Człowiek też stał się towarem, co implikowało wciąganie w dość swoisty sposób do światowego obiegu gospodarczego innych regionów, w tym Afryki.

Ciekawe, że tamte wczesne „globalizacje” nie miały większego wpływu na przyspieszenie tempa wzrostu produkcji na mieszkańca i poprawę warunków życia szerokich rzesz ludności. Do XIX wieku produkcja w ujęciu bezwzględnym rosła powoli. W przeliczeniu na głowę przez całą epokę – aż do połowy XVIII wieku, kiedy to zmiany techniczne i technologiczne wyraźniej poczęły pchać wydajność pracy w górę – nie rosła ona prawie wcale. Można szacować, że dwieście lat temu w zachodniej Europie – w tamtym czasie bezsprzecznie najbardziej ekonomicznie rozwiniętej części świata – wartość PKB na mieszkańca oscylowała wokół tysiąca dolarów (licząc w cenach 1990 roku), co stanowiło ledwie dwukrotnie więcej niż całe milenium wcześniej. Dopiero około 1820 roku zainicjowany został wzrost gospodarczy z prawdziwego zdarzenia. Obecnie PKB na mieszkańca Europy Zachodniej (a przecież ich liczebność zwielokrotniła się przez te dwa wieki) wynosi ponad 18 tysięcy dolarów.

Tak więc wpierw przez 1800 lat zwiększył się on ledwie jakieś trzy razy, a później podczas następnych lat dwustu – razy blisko dziesięć. Skala korzystania z ekonomicznych i cywilizacyjnych efektów procesu poszerzania się rynków i ich ograniczonej, ale jednak postępującej integracji, była bardzo nierównomierna. Tamte globalizacje miały wyjątkowo elitarny charakter; wybrane wąskie grupy beneficjentów świetnie to dyskontowały, masy zaś niewiele z tego miały dla siebie. I o tym należy pamiętać współcześnie, gdyż historia nigdy dokładnie się nie powtarza, ale tak trochę – to zawsze.

Przez długie wieki liczba ludności zwiększała się bardzo wolno, przede wszystkim dlatego, że rachitycznie również rosła produkcja, a więc zdolność gospodarki do utrzymania ludności przy życiu i jej progresywnej reprodukcji. Do niedawna naprawdę niewielu nas było na tym świecie i mało nas też przybywało. Szacuje się, że o ile u zarania pierwszego milenium ludzkość liczyła około 300 milionów, to pod jego koniec było jej wciąż tyle samo (około 310 milionów), a gdy Kolumb dotarł do Ameryki, było nas zaledwie pół miliarda. W trzysta lat później mieszkańcy Ziemi liczyli dopiero miliard, ale za to przez ostatnie dwieście lat przybyło nas miliardów kolejnych pięć. Tylko podczas minionego pięćdziesięciolecia, kiedy to obecna faza globalizacji zaczyna nabierać impetu, liczebność mieszkańców świata uległa podwojeniu. Za następne lat pięćdziesiąt – na rok 2050 – prognozuje się wzrost do około 8,9 miliarda, przy czym najszybciej zwiększać będzie się nadal ludność Azji.

W tamtych zamierzchłych czasach z jednej strony globalizacja wyrażała bez wątpienia postęp cywilizacyjny, ale z drugiej miała też swoje ciemne strony, jak trwający przez trzysta lat handel niewolnikami czy też liczne konflikty zbrojne i wojny imperialistyczne pomiędzy uwikłanymi w sprzeczności interesów metropoliami. Aż trudno uwierzyć, że przecież nie tak dawno temu te same mocarstwa i wysoko rozwinięte kraje kapitalistyczne, które teraz z determinacją walczą z międzynarodowym handlem narkotykami (a to też przejaw globalizacji), prowadziły wojny, by narzucić ludziom na „wyłaniających się”, ale i zniewolonych przez nie rynkach, nabywanie i spożywanie narkotyków. Chińska wojna opiumowa z XIX wieku jest tutaj klasycznym przykładem.4

Drugi wielki przełom w globalizacji gospodarki to wiek XIX. Niektórzy twierdzą wręcz, że tamten okres przyniósł w tej materii nie mniejsze zmiany jakościowe niż aktualna jej faza (Bordo, Eichengreen i Irvin 1999, Frankel 2001). Nie można zapominać, że wtedy – wtedy, nie teraz – produkcja rosła i handel międzynarodowy rozwijał się w warunkach stabilnego systemu monetarnego, co gwarantował później dopiero porzucony złoty standard. Tamten czas wniósł do procesu globalizacji zupełnie nową jakość, także w rezultacie szybkiego postępu technicznego (O’Rourke and Williamson 1999). Rozwinęła się żegluga i kolejnictwo, zrodził się telegraf i rozkwitła produkcja wielkoseryjna. Był to zatem okres istotnie odmienny od czasu Wielkich Odkryć Geograficznych. To był okres wielkich odkryć technologicznych i ekonomicznych.5 Co najciekawsze, po dotarciu do wszystkich kontynentów i wysp, a także fali wielkiego postępu nauki i techniki, czas odkryć jeszcze większych miał dopiero nadejść – czas odkryć innej przestrzeni ekspansji ekonomicznej, która – jak dotychczas – nie jest bynajmniej przestrzenią kosmiczną.

Znaczna wszakże część wieku XX okazała się zmarnowana. Nie tylko ze względu na dwie niszczycielskie wojny, ale również z punktu widzenia poważnych frykcji w rozwoju zdrowych stosunków ekonomicznych na skalę światową. Przyszłościowy nie okazał się ani światowy system socjalistyczny, który w swoim dotychczasowym wydaniu schodzi ze sceny wraz z nastaniem ustrojowej transformacji w Europie Wschodniej i Azji, ani też światowy układ kolonialny, który rozpadł się podczas jednego zaledwie pokolenia.

Bynajmniej nie oznacza to, że wraz z odejściem ustroju socjalistycznego znikają wszystkie pozytywne wartości wniesione przez niego do cywilizacyjnego rozwoju. To jest nie tylko niepożądane. To jest niemożliwe, pragnienie bowiem większej sprawiedliwości w stosunkach podziału, solidarność społeczna oraz przekonanie o konieczności korygowania przez politykę państwa niektórych ekscesów wolnego rynku pozostanie już na zawsze.

Nie znikły też całkowicie symptomy zależności ekonomicznej stworzone w epoce kolonialnej i neokolonialnej. Niejednokrotnie zmieniły one tylko swoją formę, ale bynajmniej nie treść. To między innymi powoduje narastające frustracje i nasilające się społeczne protesty przeciwko globalizacji, która jest postrzegana przez niektóre grupy i środowiska, a nawet całe, emancypujące się kraje, jako nowa, zawoalowana forma dawnego kolonialnego wyzysku. Skutki są podobne, choć metody zgoła odmienne.

Trzeci wreszcie wielki przełom i jakościowe przyspieszenie w permanentnym procesie globalizacji to współczesność. Sprawdziło się czyjeś przekleństwo i zaiste żyjemy w ciekawych czasach. Nawet bardzo. Obecnie o globalizacji mówią bez mała wszyscy, choć niewielu precyzyjnie ją definiuje, stąd też wiele stosuje się interpretacji tego nieostrego pojęcia. Globalizacja to proces tworzenia zliberalizowanego i zintegrowanego światowego rynku towarów i kapitału oraz kształtowanie się nowego międzynarodowego ładu instytucjonalnego służącego rozwojowi produkcji, handlu i przepływów finansowych na skalę całego świata. I choć prawdą jest, że to tylko kolejna z wielu faz tego procesu, i choć faktem jest, iż to największy – jak dotychczas – z trzech fundamentalnych jego przełomów, to współczesne zmiany mają swoją specyfikę i wywierają szczególne piętno na rzeczywistości. Nie tylko zresztą ekonomicznej (Kołodko 2001).6




2. Globalizacja przełomu wieków

W świetle tej definicji widać przeto jasno, że globalizacja nie zaczęła się dopiero w ostatnich dekadach, jak i to, iż daleka jest wciąż od zwieńczenia. Tym samym – skoro tak wiele jeszcze pozostaje do zrobienia – bynajmniej nie jest ona procesem nieodwracalnym. Nadal występuje ryzyko utrzymywania się, a nawet nawrotów starych czy pojawiania się nowych podziałów politycznych i ekonomicznych oraz barier dla wolnego handlu i nieskrępowanej międzynarodowej aktywności gospodarczej. Sto lat temu też jednym wydawało się, że wszystko już wynaleziono i odkryto, inni sądzili, iż przed nami jest już tylko pokój i postęp, a losy gospodarki światowej potoczyły się niespodziewanie inaczej. Jak zatem będzie tym razem?

By podjąć próbę odpowiedzi na to pytanie, trzeba wpierw wyjaśnić, dlaczego akurat trwa takie przyspieszenie procesu globalizacji i jej intensyfikacja na skalę rodzącą nie tylko wielki postęp, ale również odradzającą pewne konflikty społeczne i ideologiczne oraz regionalne i międzynarodowe, które mogły wydawać się już zażegnane. Otóż dynamika globalizacji zależy od trzech czynników, których szczególny splot nadać może jej wielkiego impetu. Brak któregoś z tych elementów – co niejednokrotnie zdarzało się w przeszłości i czego a priori w żadnym przypadku nie można wykluczyć na przyszłość – dawał skutki połowiczne i ułomne, a w skrajnych okolicznościach nawet przewrotne (na przykład wojny). Chodzi tu o:


  • charakter postępu technicznego;

  • dojrzałość stosunków politycznych;

  • stan teoretycznej wiedzy i praktycznych umiejętności ekonomicznych.

Współcześnie wyjątkowo korzystnie – jak nigdy dotychczas – wszystkie te elementy sprzęgają się i wzajemnie wzmacniają. Nie jest łatwo wyważyć dokładnie wpływu każdego z nich na przebieg i zaawansowanie globalizacji. W różnych pracach różnie ocenia się ich znaczenie – raz to przeceniając wagę któregoś z tych czynników, innym razem nie doceniając jego wartości. Prawdą na pewno jest to, że tylko określona kombinacja wszystkich trzech czynników przynieść mogła rezultaty, które obecnie obserwujemy w odniesieniu do tempa, zakresu i intensywności równoczesnej liberalizacji i integracji rynków na skalę światową.

Trwa czwarta rewolucja przemysłowa, która związana jest z rozpowszechnianiem się technik informatycznych i komputeryzacją bez mała wszystkich form ludzkiej aktywności. Ta rewolucja obejmuje także rozwój biotechnologii i inżynierii genetycznej oraz przenikanie dokonywanych na tych polach odkryć ze sfery badań do wdrożeń przemysłowych, a z czasem – szybko nadchodzącym – do produkcji na wielką skalę. Przede wszystkim jednak jest to rozwój Internetu, który coraz bardziej będzie wkraczał w kolejne sfery życia gospodarczego i towarzyszące mu obszary polityki oraz kultury. Internet zmienia oblicze świata, zmienia bowiem sposób kontaktowania się ludzi.

Dotyczy to przede wszystkim tempa wymiany informacji, w ślad za czym niebywale spadają koszty transakcyjne. O ile w roku 1860 przesłanie dwu słów przez Atlantyk kosztowało 40 dzisiejszych dolarów, to obecnie za tę cenę można przesłać całą zawartość Library of Congress. Od roku 1930 koszt rozmowy telefonicznej między Londynem a Nowym Jorkiem spadł 1500 razy. Od 1970 roku realne koszty komputerowych zdolności obliczeniowych spadły o 99,999 procent i liczą się w rachunku nakładów tylko ze względu na przeogromną masę dokonywanych operacji.

Coraz więcej transakcji przenosi się do sieci, zarówno na płaszczyznę ‘business-to-business’ (B2B), jak i ‘business-to-consumer’ (B2C), co redukuje koszty, wymuszając dodatkowo proefektywnościową konkurencję. Jest to proces nieodwracalny. By jednak stał się istotny z punktu widzenia funkcjonowania całej gospodarki, przekroczona musi być masa krytyczna nasycenia użytkownikami Internetu. W przypadku elektryczności wyraźne przyspieszenie tempa wzrostu gospodarczego nastąpiło dopiero w 40 lat po jej zastosowaniu w produkcji. Internet rozpowszechnia się dużo szybciej, nie trzeba więc czekać aż tak długo. Jednakże nawet w USA tzw. nowa gospodarka związana z rewolucją internetową ruszyła ostro dopiero wtedy, gdy komputery znalazły się w blisko połowie gospodarstw domowych. Innym krajom wciąż jeszcze daleko do takiego stanu nasycenia, ale postęp jest szybki. Szybko zatem efekty rozprzestrzeniania się Internetu docierać będą do innych, obecnie mniej zaawansowanych technologicznie gospodarek.

Internet zmienia sposób edukacji i prowadzenia badań naukowych, odciska swoje piętno na funkcjonowaniu administracji i rozrastającym się przemyśle rozrywkowym. Nie należy porównywać go z telewizją, ale ze zdolnością do posługiwania się słowem. Tak jak przed wiekiem ludzie dzielili się na potrafiących czytać i pisać oraz na analfabetów, tak teraz dzielił ich będzie dostęp do Internetu i umiejętność posługiwania się nim oraz brak tej zdolności. Na tym polu rozegra się kolejna faza rywalizacji o wyższą wydajność pracy, a tym samym o lepszą jakość życia.

Rewolucja internetowa to szansa przyspieszenia tempa wzrostu we wszystkich krajach, choć w niejednakowej mierze mogą one z tego na razie skorzystać, podobnie jak 150 lat temu nie każdemu było dane zdyskontować ekspansję kolei żelaznych. Wpierw odpowiednio musi rozwinąć się stosowna infrastruktura, a także stworzyć trzeba niezbędne instytucje.7 Twórcze z punktu widzenia strategii rozwojowych wykorzystanie Internetu wymaga wsparcia ze strony polityki rozwojowej, pojawia się bowiem nie tyle „nowa gospodarka”, ile jej nowy – czwarty – sektor.



Tak jak kiedyś rolnictwo i wydobycie minerałów, później przemysł przetwórczy, a następnie usługi decydowały o międzynarodowej konkurencyjności i tempie rozwoju, tak w XXI wieku krytycznego znaczenia nabierze czwarty sektor – biegnąca w poprzek wszystkiego gospodarka internetowa i nowoczesne technologie informatyczne. Borykając się z tyloma starymi problemami w tradycyjnych sektorach gospodarki, warto mieć świadomość, że kształt przyszłości zależy właśnie od sektora czwartego.

Rewolucja internetowa i pojawianie się sieci – w krajach najwyżej rozwiniętych bez mała wszędzie, w krajach zacofanych tylko na obrzeżach głównego nurtu – to jednak dużo więcej niż te zmiany, które dostrzega się z dzisiejszej perspektywy. Internet zmienia wymiar świata. Kiedyś jego „wielkość” – a tym samym i rozmiar dostępnych do penetracji rynków – limitowały bariery geograficzne i polityczne, teraz zaś nie sposób już zamknąć dostępu czy to do doliny Amazonii, czy też do wyżyn Tybetu. Przestało być „za daleko”. Wcześniej mówiliśmy, że „świat się kurczy”, zmniejszał się bowiem czas potrzebny do przemieszczenia się ludzi z miejsca na miejsce, przesłania towaru, transferu kapitału czy przekazania informacji. Współcześnie zaś – na pozór paradoksalnie – świat się tak już „skurczył”, że zaczął się bardzo poszerzać.

W odniesieniu do wielu form aktywności gospodarczej kwestia dystansu – a tym samym ponoszenia kosztów związanych z jego pokonywaniem – została całkowicie zlikwidowana. Tani Internet umożliwia przekazywanie ogromnej ilości informacji w zasadzie natychmiast, z każdego w każde miejsce i po kosztach nie liczących się przy transakcjach większej skali. Można także w podobny sposób świadczyć pewne usługi oraz sprzedawać niektóre dobre, nie tylko książki i muzykę, ale szereg innych towarów – od oprogramowania komputerowego poczynając, na najróżniejszych technologiach kończąc.

Tym samym obecna faza czwartej rewolucji przemysłowej i eksplozja technik internetowych nie tyle „skurczyła” świat, co niepomiernie poszerzyła jego wymiary. Internet ma podobne znaczenie dla rozwoju gospodarczego na tym etapie cywilizacyjnego rozwoju jak odkrycie Ameryki pięć wieków temu, ponieważ dodaje do dotychczasowego wymiaru „starego świata” relatywnie jeszcze więcej nowej przestrzeni ekonomicznej, na której można badać i wdrażać, inwestować i czerpać zyski, produkować i świadczyć usługi, sprzedawać i kupować, magazynować i konsumować, wykładać i uczyć się, pisać i czytać. To jest epokowa zmiana, która nadaje obecnemu, trzeciemu wielkiemu przełomowi w procesie permanentnej globalizacji piętno szczególne i znaczenie wyjątkowe. Olbrzymie pokłady inwencji i przedsiębiorczości, ważące zasoby kapitału ludzkiego i finansowego przenoszą się do przestrzeni wirtualnej i tam znajdują nader pożywny grunt dla swego rozkwitu.

Nie stało się zatem tak, jak wyobrażało to sobie wielu marzycieli i uczonych, że oto następną wielką ekspansją po epoce Wielkich Odkryć Geograficznych będzie ekspansja pozaziemska. Kiedyś może tak, ale teraz jest to epoka Wielkich Odkryć Wirtualnych. Nowa przestrzeń stwarza wielkie szanse rozwoje, ale i wielkie wyzwania.8 Tak jak i z poprzednich przełomów, tak i z tego nie wszyscy potrafią i mogą skorzystać. To zaś kto ile skorzysta, zależy także od dwu pozostałych czynników nadających impet aktualnej odsłonie globalizacji – stosunków politycznych oraz umiejętności ekonomicznych.

Sama rewolucja technologiczna nie wystarcza, aby globalizacja szła do przodu. Jest ona w stanie pokonywać granice fizyczne i z tego punktu widzenia już wkrótce w zasadzie nie będzie mających jakieś ekonomiczne znaczenie niedostępnych zakątków ziemi, nie będzie zatem regionów, gdzie nie można by z czysto technicznego punktu widzenia zainwestować, wyprodukować, sprzedać czy kupić. Ale po drodze wciąż są inne granice – polityczne i społeczne, kulturowe i mentalne, handlowe i celne.9 Ich niwelowaniu i przezwyciężaniu sprzyjać musi polityka. Na tych polach też dokonują się rewolucyjne zmiany, które zachodzą również pod zwrotnym wpływem postępu technologicznego. Ale nie tylko.

Od niedawna, zwłaszcza podczas ostatniego ćwierćwiecza, zmienia się podejście polityki do wolnego handlu i swobodnego przepływu kapitałów. O ile wcześniej – w epoce realnego socjalizmu, z jednej strony, oraz neokolonializmu, z drugiej – korporacje transnarodowe w krajach pozostających w tyle z punktu widzenia rozwoju, postrzegane były głównie jako instrumenty kapitalistycznej eksploatacji świata „drugiego” i „trzeciego” przez ten „pierwszy”, to teraz – gdy rodzi się świat jeden w postaci zintegrowanego globalnego rynku – te same korporacje narodowe są widziane jako główne źródło transferu technologii i nowych umiejętności w zakresie zarządzania i marketingu, a także dopływu wciąż brakującego kapitału. Tylko w roku 1999 międzynarodowe przepływy kapitałowe z tytułu bezpośrednich inwestycji zagranicznych przekroczyły kwotę 800 miliardów dolarów.

Niezależnie od tego niezwykle szybko przepływają wolne kapitały, którymi obracają instytucje pośrednictwa finansowego nie powiązane bezpośrednio z tymi korporacjami. Głównie dokonywały się one pomiędzy najbogatszymi krajami, ale płynęły także z rynków rozwiniętych do wyłaniających się – i czasami odwrotnie. O ile jednak inwestycje bezpośrednio ze swej istoty przyczyniają się do wzrostu konkurencyjności i podnoszą poziom produkcji w krajach, które je absorbują, o tyle w przypadku inwestycji portfelowych tak być może, ale nie musi. W obliczu niedojrzałych instytucji i wadliwej polityki finansowej fluktuacje strumieni inwestycji portfelowych wywoływać mogą regionalne kryzysy finansowe, jak stało się to w latach 1997-99 w niektórych krajach Azji Południowo-Wschodniej i Ameryki Południowej, a także w Rosji.10

Polityka doprowadziła również do daleko posuniętej liberalizacji handlu; sam rozwój nowych technologii byłby tutaj niewystarczający. Jego światowe obroty zwiększyły się podczas minionego dwudziestolecia ponad sześciokrotnie i rok rocznie rosną dużo szybciej niż ogólny poziom produkcji. O ile światowa produkcja rosła w latach 1998-2000 kolejno o 2,6, 3,4 i 4,7 procent, to obroty światowego handlu zwiększały się odpowiednio o 4,3, 5,1 i 10,0 procent. Na rok 2001 przewiduje się te wskaźniki na poziomie odpowiednio 4,2 i 7,8 procent (MFW 2000b). Spełnienie się założeń co do dynamiki w roku 2001 oznaczałoby, że na przełomie wieków – w średnim okresie czterech lat – tempo rozwoju handlu przewyższa tempo wzrostu produkcji 1,9 razy (odpowiednio przeciętnie 6,9 i 3,7 procent).

Wolny handel, co prawda, wciąż napotyka wiele trudności i przeszkód, ale także pozyskuje sobie coraz większe instytucjonalne wsparcie. O ile w roku 1946, na konferencji w Bretton Woods, nie udało się powołać specjalnej międzynarodowej agencji stymulującej rozwój wolnego handlu, a stworzono jedynie Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy, o tyle pół wieku później powstała Światowa Organizacja Handlu (WTO), nadając nowego impetu trwającej wciąż liberalizacji międzynarodowej wymiany dóbr i usług. Włączenie do tej organizacji wkrótce Chin, a potem także Rosji – co jest związane już nie tylko z globalizacją, ale również z ustrojową transformacją posocjalistyczną – zintensyfikuje ten proces jeszcze bardziej.

I wreszcie trzeci czynnik katalizujący współcześnie proces globalizacji gospodarki to stan teoretycznej wiedzy i praktycznych umiejętności ekonomicznych. Wiedza ta nie tylko ewoluuje, ale także kumuluje się wraz z biegiem czasu i czerpie bogato z historycznego doświadczenia. Wiele się jako ludzkość nauczyliśmy przez te wieki permanentnie toczącej się globalizacji i teraz można te umiejętności z większym pożytkiem dyskontować, o ile tylko technologia to nam ułatwi, a polityka w tym nie przeszkodzi.

Współczesna teoria handlu międzynarodowego niezbicie dowodzi, że kraje o większym stopniu otwarciu na zewnętrzne stosunki ekonomiczne – handel, transfery finansowe, przepływy kapitałowe – mają w długim okresie większe zdolności rozwojowe (Crafts 2000). Dyskusyjne natomiast pozostaje, jak przechodzić od stanu relatywnie większego zamknięcia (mniejszego otwarcia) do bardziej zliberalizowanych związków z innymi gospodarkami i z gospodarką globalną jako całością. Ostatnie lata przyniosły tutaj różne doświadczenia, w tym także negatywne – od pociągającej za sobą głęboką transformacyjną depresję złej sekwencji liberalizacji handlu, stabilizacji makroekonomicznej i budowy instytucjonalnych fundamentów rynku w krajach posocjalistycznych (Kołodko 2000c) do kryzysowych konsekwencji źle przygotowanych i nie podpartych odpowiednią polityką reform strukturalnych liberalizacji przepływów kapitałowych w Azji Południowo-Wschodniej (Chan-Lau i Chen 2000). Generalnie jednak to nie sama liberalizacja handlu i przepływów kapitałowych powoduje od czasu do czasu kryzysy, ale błędy polityki gospodarczej, a zwłaszcza zaniechania niezbędnych reform na innych polach, od czego uzależnione jest wykorzystanie dobrodziejstw płynących z otwarcia i integracji.

Problem wszakże w tym, że swoista geografia nasycenia wiedzą na temat doraźnych i długofalowych skutków liberalizacji jest taka, że najwięcej wiedzą ci, którzy już i tak więcej posiadają. Tym samym nie jest prawdą, że z naszej wiedzy ekonomicznej na temat wykorzystania globalizacji i jej poszczególnych aspektów jako dźwigni rozwoju w największym stopniu korzystają ci, którzy tego rozwoju ze względu na swoje zapóźnienie najbardziej potrzebują. Bynajmniej; najbardziej korzystają z tego kraje rozwinięte, a ich eksperci, którzy świadczą usługi konsultacyjne czy też ważne skądinąd organizacje międzynarodowe – od Międzynarodowego Funduszy Walutowego poczynając, a na regionalnych bankach rozwoju kończąc – są nie tylko instytucjami niosącymi pomoc techniczną i wsparcie finansowe, ale także instrumentem realizacji interesów krajów najbogatszych. Tak więc rzecz znowu sprawdza się do polityki, gdyż to ona – tym razem rozpatrywana właśnie w ujęciu globalnym – utrudniać może korzystanie z dorobku myśli ekonomicznej, która zna odpowiedzi na więcej pytań, niż potrafi to w praktyce swą skutecznością udowodnić.



  1   2   3


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna