Gimnazjum im. H. Sienkiewicza Ul. Sportowa 7 42 – 274 Konopiska Walcząc z przeznaczeniem



Pobieranie 13,21 Kb.
Data16.04.2018
Rozmiar13,21 Kb.

Gimnazjum im. H. Sienkiewicza

Ul. Sportowa 7

42 – 274 Konopiska
Walcząc z przeznaczeniem

Na kolanach

Wszystko zaczęło się dziewięć lat temu, gdy w jednym ze szpitali przyszedł na świat Olek, po spędzeniu w łonie matki zaledwie sześciu miesięcy. Już wtedy zauważono, że dolne kończyny chłopca nie rozwijają się prawidłowo. Jego malutkie nóżki poddawano rozmaitym zabiegom, by po roku odkryć, że cierpi on na dziecięce porażenie mózgowe zwane również chorobą Little’a. Przyczyną choroby jest trwałe uszkodzenie mózgu płodu między 26 a 34 tygodniem życia w wyniku czego dochodzi najczęściej do zaburzeń

w rozwoju narządów ruchu oraz trwałych wad postawy. Mimo przeprowadzenia licznych badań i konsultacji żaden z lekarzy nie potrafił pomóc chłopcu. Rodzina zaczęła przyzwyczajać się do jego choroby i związanych z nią obowiązków, jednak nadzieja nie znikała

z ich serc. Wierzyli, że nadejdzie taki dzień, kiedy chłopiec przejdzie o własnych siłach chociaż kilka metrów.

W końcu znalazł się lekarz dostrzegający wyjście z ciężkiej sytuacji Olka. Był pierwszą osobą, która poddała go wnikliwym badaniom. Rodzice dowiedzieli się od niego o skomplikowanej operacji dającej szansę na polepszenie stanu zdrowia ich syna. Lekarz nie obiecywał stuprocentowego sukcesu, jednak jego profesjonalizm

i zaangażowanie wzbudziły zaufanie rodziców Olka. Spełnienie marzeń o odmienieniu losu znajdowało się nagle na wyciągnięcie ręki. Nie było już jedynie mglistym wyobrażeniem, które znika

w momencie powrotu do rzeczywistości.

Pozostawała ostatnia kwestia - pieniądze.



Prosto w serca

Olka znają wszyscy. Nawet my, gimnazjaliści, mimo dzielącej nas różnicy wieku. Jest idealnym przykładem prawdziwego optymisty, człowieka, który dostrzega jedynie dobre strony ludzkiego istnienia. Chorobie w żaden sposób nie udawało się z nim wygrać, chociaż od lat toczyli zaciętą walkę.

Może ze względu na urok, który wokół siebie rozsiewa, a może dzięki staraniom nauczycielek chłopca, zainteresowała się nim tak duża grupa ludzi. Plakaty, kwestowanie w kościele, zbiórki pieniędzy w szkole - to wszystko stało się stałym elementem życia Konopisk.

- Na początku cała ta akcja wydawała mi się okropnie upokarzająca - mówi mama chłopca. Kiedy ksiądz wspominał o nas podczas mszy, chciałam zapaść się pod ziemię. Gdyby dotyczyło to obcych mi ludzi, wyciągnęłabym ze współczuciem parę groszy

z portfela, uważając całą sytuację za zupełnie normalną. Przez pewien czas wydawało mi się, że oczy wszystkich skierowane są jedynie

na naszą rodzinę, która stała się przedmiotem zainteresowania całej lokalnej społeczności.

Jednak z czasem okazało się, że nikt nie odebrał źle próśb

o pomoc. Wręcz przeciwnie. Każdy pomagał, jak mógł. Najbardziej zaś wszystkich zdziwiła bezinteresowność i współczucie, jakie okazali Olkowi obcy ludzie. To właśnie dzięki nim udało się zebrać większość potrzebnych pieniędzy. W czerwcu zeszłego roku chłopca poddano długo wyczekiwanej operacji.




Herosi naszych czasów

Te maluchy mogą być wzorem dla niejednego dorosłego człowieka. Codziennie pomagają Olkowi przebić się przez gąszcz uczniów, nie zwracających uwagi na to, co dzieje się wokół nich. Pilnują, by nie staranował go spieszący gdzieś gimnazjalista. Noszą

za nim plecak, mimo że mogłyby biegać w tym czasie z kolegami, spędzając przerwę na zabawie. Od trzech lat uczą się z chłopcem w tej samej klasie. Nie dyskryminują go, chociaż ewidentnie się od nich różni. Wiedzą, że to tylko fizyczność. W głębi duszy jest taki, jak każdy z nich. Chociaż nie. Jest kimś o wiele bardziej wartościowym. Dlaczego? Choćby dlatego że mimo choroby i cierpienia, na jakie skazał go los, uśmiech nie schodzi mu z twarzy. Nie wstydzi się swojej niepełnosprawności. Nie należy do osób, które chcą pokazać światu, jak bardzo zostały pokrzywdzone. Nie użala się nad sobą.

Dla niego życie jest piękne, nawet jeśli nie zawsze może spełnić swe pragnienia. Fajnie mieć takiego kolegę. Pomaganie mu to zaszczyt.




Co dalej?

Od ponad roku Olek porusza się o własnych silach podpierając się jedną kulą. Używa już całych stóp, by przejść niewielkie odległości. Nie są one zjawiskowe, ale z każdym dniem radzi sobie coraz lepiej. Pokonanie schodów nie jest już dla niego problemem, znalazł nawet sposób na wejście do wanny. O wiele łatwiej nadążyć mu za rówieśnikami i chociaż nie może grać z nimi w piłkę, goni ich na rowerze dostosowanym do swoich potrzeb.

Pytany o marzenia, odpowiada, że chciałby kiedyś chodzić jak normalne dzieci. Marzy również o kupnie pianina. Miałby wtedy możliwość rozwijania swojego talentu, który podziwia niejedna osoba. Chłopiec od pewnego czasu pragnie zostać kompozytorem.

Kto wie, czy kiedyś nie będzie nas zachwycał swoimi własnymi utworami?

Jego mama śmieje się, że gdyby nie był takim leniuchem, potrafiłby o wiele więcej. Sama wykonuje z nim ćwiczenia rehabilitacyjne, a każdego wieczora namawia do treningu na rowerze stacjonarnym, by spalił zbędne kalorie. Jednak zamiast tego Olek woli oblegać komputer jak większość dzieci w jego wieku. Godzina ulubionej gry jest dla niego świetnym antidotum na zmęczenie po uciążliwych i żmudnych ćwiczeniach, kiedy to pot spływa strugami

po jego twarzy.

Dzięki ludzkiej dobroci i zdeterminowaniu bliskich życie Olka

z każdym dniem wydaje się prostsze. Teraz, gdy powoli staje się samodzielny, rodzinę, z której zdjęto część obowiązków, przepełnia niewyobrażalna radość. Pojawiło się światełko w tunelu. Szczęśliwy Olek zaraża wszystkich optymizmem i pozwala wierzyć, że niemożliwe staje się możliwe. Podziwiam jego hart ducha i myślę,

że jeszcze kiedyś o nim usłyszymy.

Agata Sucharska










©operacji.org 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna