Fiat panda 750 Skrzynka na zakupy



Pobieranie 104,33 Kb.
Strona2/3
Data22.02.2018
Rozmiar104,33 Kb.
1   2   3

Prostota nade wszystko


Przez cały okres produkcji prymitywna karoseria uniknęła większych operacji plastycznych. Zmieniały się tylko zderzaki, atrapa chłodnicy, tylne lampy i nieznacznie wytłoczki drzwi i pokryw. Po paru latach znikły plastikowe szerokie listwy boczne, a tylną tablicę rejestracyjną przeniesiono z pokrywy bagażnika na zderzak. Systematycznie polepszało się zabezpieczenie antykorozyjne. Pandy z wczesnych lat 80. w naszym klimacie rdzewiały w oczach. Testowana biała "laleczka", mimo 11 lat spędzonych na polskich bezdrożach, wciąż wygląda młodo. Widać tylko kilka małych brązowych purchli na dolnych krawędziach drzwi i błotnikach, tudzież rdzawe wykwity na tarczach kół. Z kanału zaglądamy jej pod spódnicę. Nie do wiary, ale podwozie jest praktycznie wolne od korozji!

W Pandzie będą czuć się jak u siebie w domu tylko posiadacze Citroenów 2CV. Wnętrze jest uproszczone i spartańskie do bólu. Nawet kabinka naszego 126p prezentuje się przy nim prawie jak busines-class w Boeingu 747 przy ubożuchnym pokładzie Tupolewa 154. Całą podłogę przykrywa chamska plastikowo-gumowata wykładzina. Do sprzątania bardziej niż odkurzacz przydają się gąbka, szczotka i woda. Przeciwwagą dla gołych zimnych blach są tylko małe tekstylne wstawki na drzwiach, większe na desce rozdzielczej i podsufitka. Żadnych dywaników, żadnych mat głuszących, tylko kilka plastikowych elementów wyposażenia i to marnej klasy. Gdy patrzysz od środka na klapę bagażnika, bezwstydnie ukazującą swój szkielet i goły silnik wycieraczki, masz wrażenie, że kontrola jakości wypuściła z fabryki niedokończony egzemplarz. Z biegiem lat Pandy były coraz godniej ubrane, dużo lepiej wyciszone i dostawały fotele z droższych Fiatów.












Jasna i przestronna kabina bez trudu zmieści czterech dorosłych. Długonodzy będą masować kolanami plecy siedzących z przodu tylko przy maksymalnie cofniętych fotelach. Grubsi mogą trącać się łokciami, bo auto jest szczupłe w talii (149 cm szerokości). Niestety, do tyłu trafia się na zsyłkę. Tylne siedzenie nie zasługuje, aby nazywać je kanapą. To po prostu cienka, jednoczęściowa, obszyta materiałem poduszka bez szkieletu. Jej siedzisko leży na grubym płacie gąbki. Oparcie utrzymuje pod odpowiednim kątem poprzeczna plastikowa rura zablokowana zatrzaskami w bocznych ściankach. Już po kilkunastu kilometrach zaczyna odczuwać się jej obecność pod łopatkami. To siedzenie nadaje się dobrze tylko do roli oparcia dla dziecięcych fotelików. Niestety, nie wszystkie Pandy mają z tyłu trzypunktowe pasy bezpieczeństwa. Testowana posiadała tylko pasy biodrowe, chociaż zwijające się automatycznie, tak jak przednie.

Bagażnik to obiekt zazdrości posiadaczy młodszych niewielkich Fiatów. Liczy aż 270 litrów pojemności, co przy długości nadwozia 3408 mm jest wynikiem imponującym. To zasługa sztuczki z kołem zapasowym. Sprytnie wciśnięto je do komory silnika. Kufer ma korzystny kształt, zbliżony do prostopadłościanu, nieznacznie ograniczony przez nadkola. Niestety, nie ma rolety, pod którą można byłoby schować zawartość bagażnika przed okiem potencjalnych złodziei. Tylne jednolite siedzenie można rozłożyć, odhaczając z uchwytów poprzeczną plastikową rurkę mocującą oparcie. Wtedy przestrzeń bagażowa zwiększa się do blisko 1090 litrów. Szeroka pokrywa sięga do zderzaka, więc na upartego do Pandy można łatwo wpakować nawet lodówko-zamrażarkę. Ale uwaga! Klapa nie otwiera się dość wysoko. W ferworze pakowania osoby powyżej 175 cm wzrostu mogą boleśnie walnąć głową w jej zamek!

Pozycja za kółkiem jest specyficzna i na dłuższą metę niewygodna. Siedzisz dość wysoko, jak na taborecie. Akurat to pomaga przy manewrach w mieście. Fotele przednie, bez regulacji kąta pochylenia oparć, z prymitywnymi, nieregulowanymi zagłówkami i płaskimi siedziskami, nie są ideałem komfortu, ale dadzą żyć. Na szybkich zakrętach musisz jednak trzymać się kierownicy, bardzo plastikowej w dotyku. Pochylono ją pod dużym kątem niczym w małych furgonetkach sprzed lat, albo w Mini Morrisie. Z Pandy ucieszą się panie lubiące nosić pantofle na 10-centymetrowych obcasach - wysoko wiszące pedały grają z nimi idealnie! Facetów już po kilkunastu kilometrach będzie trafiał szlag. Opieranie zadartej, przykurczonej prawej stopy na pedale przyspieszenia, na dłuższą metę jest bardzo niewygodne. Czujność pedałów skalibrowano sporo poniżej średniej, więc pierwszą Pandę można polecić fetyszystom butów na koturnie. Gdzieś w połowie skoku pedał gazu stawia wyraźnie większy opór, jakby ostrzegał kierowcę, że za chwilę zbudzi pełną moc "potwora" pod maską.

Widoczność zza kierownicy jest doskonała. Dzisiaj takich aut już nie robią. Widać całą płaską maskę. Panda kończy się parę centymetrów za tylną szybą. Żadnego zgadywania gdzie kończy się nasze auto, a gdzie zaczyna sąsiednie. Fiata można więc precyzyjnie i bezpiecznie wcisnąć w każdą szparę na parkingu. Tym łatwiej, że średnica zawracania wynosi 9,8 metra.



W przyrodzie nie ma ideałów - prostokątne lusterka boczne są za małe. Pojedyncza przednia wycieraczka potrafi śmigać w cyklu przerywanym, albo ciągłym (na wyższym biegu z zadziwiającą prędkością). Ale pozostawia spore kliny nie oczyszczonej szyby. Nie usunie ich nawet elektryczny spryskiwacz tryskający z siłą wodospadu Niagara. Po zmierzchu lepiej nie wyjeżdżaj za miasto. Seryjne reflektory z żarówkami 40/45 W jarzą się jak kaganki polskiej oświaty.










Deska rozdzielcza jest prosta jak… deska. Faktycznie to blaszana czołowa przegroda z dyszami nawiewów powietrza na przednią szybę, tylko częściowo okryta grubą wykładziną. Z jednej strony przytwierdzoną do karoserii, z drugiej zszytą wokół plastikowej rurki biegnącej poziomo przez całą szerokość wnętrza. Całość w naturalny sposób układa się w genialnie praktyczną, szeroką kieszeń-półkę.

Zestaw wskaźników wygląda na przypadkowo doczepiony. Tak jak budka suflera na scenie teatru. Przypomina tandetny radiomagnetofon Made in China. Jest w nim analogowy prędkościomierz skalowany do 160 km/h z licznikiem przebiegu skalowanym niemal do jednego miliona kilometrów (!), wskaźnik poziomu paliwa i coś co próbuje udawać tzw. check-control z droższych aut - piktogram samochodu upstrzony kilkoma lampkami kontrolnymi. Przed przegrzaniem silnika ostrzega tylko czerwona lampka kontrolna. Lusterko wsteczne i lampka oświetlenia wnętrza wyglądają bardzo znajomo. Pochodzą ze 126p. Diabli wiedzą gdzie zamontować radio. Całe wyposażenie standardowe to bezwładnościowe pasy bezpieczeństwa, dwa lusterka boczne, światło cofania, dwa duże daszki przeciwsłoneczne, tylna szyba ogrzewana, tylna wycieraczka ze spryskiwaczem (w testowanej Pandzie gdzieś "wyparowała") i wlew paliwa zamykany na klucz. Droższe wersje miewały regulację ustawienia reflektorów z miejsca kierowcy i uchylane, boczne tylne szyby. Na szczęście kierunkowskazy w każdej Pandzie wyłączają się automatycznie, a cienkie boczne szyby nie są przesuwane tylko opuszczane. Z tymi drugimi początkowo będziesz się trochę szarpać, bo opuszczając szybę kręci się korbką w przeciwnym kierunku niż w 95 % samochodów.



Układ wentylacji i ogrzewania jest uproszczony, ale całkiem dobrze przemyślany i wystarczająco wydajny. Pionowe suwaki sterują nagrzewnicą, dopływem powietrza przez nagrzewnicę z zewnątrz (przed szczeliny w masce silnika) i kierunkiem nadmuchu - albo na przednią szybę, albo na stopy. Środkowa kierowana i przymykana kratka nawiewu, wbudowana w "budkę" zestawu wskaźników, może dostarczać zimne lub gorące powietrze. Niekierowane, przymykane kratki nawiewów na krańcach deski rozdzielczej nie są połączone z resztą układu. Mogą pobierać tylko chłodne powietrze, bezpośrednio z wlotów między maską silnika a szybą. Dwubiegowa dmuchawa nawiewu jest hałaśliwa na 2. biegu. Dwie dysze nadmuchu na przednią szybę niekiedy okazują się za wąskie. Przy komplecie pasażerów zimą lub w deszczu trudno utrzymać idealną przejrzystość na krańcach przedniej szyby. O bocznych lepiej nie wspominać…




Opcjonalny, podwójny otwierany dach czyni z Pandy wdzięczną namiastkę kabrioletu. Od zewnątrz jest pokryty czarną sztuczną skórą, a od środka jasną podsufitką. Obie części dachu można otwierać lub zamykać jedną ręką. Najwygodniej na postoju, bo w czasie jazdy przeszkadzają w tym zawirowania powietrza. Chcąc napawać się widokiem błękitu nieba i odpocząć od upału musisz zwolnić do 70-80 km/h. Przeciągów nie ma. Odczuwasz tylko miłe, łagodne głaskanie wiatru po głowie. Jednak przy szybszej jeździe zacznie dokuczać głośny szum powietrza, wrażenie przykrego ucisku w uszach i geometrycznie narastający opór aerodynamiczny. Nieumiejętnie rozłożony dach potrafi zamknąć się nagle, z hukiem, np. przy wymijaniu się z tirem. Zamknięty nie przecieka. Lekko trzepoce przy dużych szybkościach lub przy otwartych oknach. Jest bardzo trwały, chociaż po latach zaczynają rwać się nitki szwów. Otwierany dach przydaje się także po sezonie, gdy trzeba przewieźć bardzo długie przedmioty, albo… bożonarodzeniową choinkę. Zimą wypromieniowuje przezeń sporo ciepła, ale wydajne ogrzewanie, działające sprawnie już 2-3 km po zimnym rozruchu, nie da zamarznąć. Przynajmniej na przednich siedzeniach.

Pod względem wyciszenia wnętrza Panda to dinozaur z epoki przedlodowcowej. Głośniej w kabinie jest chyba tylko w tanich furgonetkach. Zanim odbierzesz telefon, musisz zwolnić do 60-70 km/h, a jeszcze lepiej zatrzymać się i wyłączyć silnik. W czasie jazdy szosą wszystkie myśli giną w melanżu warkotu silnika, jęków skrzyni biegów i rumoru opon toczących się po nierównych nawierzchniach. Przy jeździe powyżej 80 km/h dołącza donośny szum opływu powietrza. Gdy stoisz latem w korku, co jakiś czas usłyszysz elektryczny wentylator chłodnicy. Brzmi jak duży przemysłowy odkurzacz starej generacji. Ludzie w sąsiednich samochodach rozglądają się z zaciekawieniem, żeby sprawdzić co tak buczy. Wolę nie myśleć ile hałasu robi w Pandzie klekot, oferowany na niektórych rynkach (Francja, Włochy) - bardzo oszczędny, wolnossący silnik wysokoprężny 1301 cm3 o mocy 37-45 KM. Ale co tam! Przynajmniej czuć, że się jedzie!

A co z bezpieczeństwem biernym? Na pewno jest wyższe niż w 126p. Trochę. W wersji z otwieranym dachem karoseria Pandy jest dość wiotka. Cicho trzeszczy przy wjeżdżaniu na krawężniki. Teoretycznie autko ma strefy kontrolowanego zgniotu, a 40-litrowy zbiornik paliwa ulokowano w nim względnie bezpiecznie, między tylnymi kołami. Ale dla własnego spokoju przyjmij do wiadomości, że samochody służą do jeżdżenia, a nie do rozbijania. W końcu zabić można się nawet 12-poduszkowym Mercedesem.



1   2   3


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna