Eugeniusz gołybard



Pobieranie 362,95 Kb.
Strona4/4
Data29.11.2017
Rozmiar362,95 Kb.
1   2   3   4

Alina Pieńkowska — członek prezydium MKS wspomina:

«Warto przypomnieć, że podczas strajku wiodącą rolę odgrywały osoby, które miały przeciwstawne poglądy, proponując odmienne metody walki z reżimem komunistycznym.

Jednak mimo różnicy poglądów udało nam się słuchać i usłyszeć siebie nawzajem, by w końcu znaleźć konsensus.

I kiedy wychodziliśmy do ludzi, to przedstawialiśmy pozycję uzgodnioną pomiedzy robotnikami, intelektualistami i liderami opozycji. Właśnie w tym była solidarność».

Pierwszymi intelektualistami, którzy przyszli do bramy strajkującej stoczni w Gdańsku z listem-propozycją do Komitetu Strajkowego, byli Tadeusz Mazowiecki i Bronisław Gieremek. Wtedy, z okazji przybycia intelektualistów, prezydium MKS zleciło Lechu Wałęsie, jak sam opowiedział:



«...podziękować im i pokazać drogę do wyjścia. Ale zrobiłem na przekór wobec wszystkich i powiedziałem: Oni zostaną z nami, bo potrzebni. Czy zwyciężylibyśmy wtedy bez nich? Oczywiście, że nie. Ale w tym momencie wywołalem ogólne oburzenie, ponieważ postąpiłem niedemokratycznie».

Recz jasna, że ani Lech Wałęsa, ani jego koledzy z MKSu nie mogli wtedy nawet wyobrazić sobie, że Tadeusz Mazowiecki stanie premierem pierwszego polskiego rządu demokratycznego, a Bronisław Gieremek — ministrem spraw zagranicznych i postacią wybitną w dyplomacji europejskiej i światowej.

Co więcej, Lech Wałęsa i jego koledzy z MKSu nie mogli wtedy wyobrazić, co przygotowują dla nich przywódcy komunistyczni w Warszawie i Moskwie.

Właśnie wtedy polskie władze pod czas posiedzenia Biura Politycznego KC PZPR 18 sierpnia 1980 roku ważyli los kraju. Przewodniczący Stanisław Kania, pamiętając o przelanej krwi robotników w 1970 roku, zmierzał do rozwiązania kryzysu środkami politycznymi.

Natomiast kierownictwo moskiewskie — czyli Biuro Polityczne KC KPZR — przeciwnie, w tym samym czasie, po długiej dyskusji, stworzyło komisję specjalną w sprawie Polski — tzw. «Komisja Susłowa».

28 sierpnia 1980 roku «Komisja Susłowa» wystąpiła z wymogiem kategorycznym: natychmiast, następnego dnia, podnieść na alarm trzy dywizje pancerne i jedną dywizję piechoty zmechanizowanej dla zupełnej gotowości mobilizacyjnej na godzinę 18:00, 29 sierpnia 1980 roku. W opinii Komisji było stwierdzono:



«Skuteczne wykonanie zadań w czasie wprowadzenia tych dywizji na tereny Polski wymaga przygotowania wojskowego w ciągu 5–7 dni».

Dalej w tym dokumencie było doprecyzowano:



«...Będziemy musieli zaangażować także dywizję Bałtyckiego, Białoruskiego i Zakarpackiego okręgów wojskowych, które są teraz w stanie wysokiej gotowości bojowej, doprowadzając ich zdolność bojową do poziomu przewidzianego w razie wojny.

Jeżeli siły główne Wojska Polskiego przejdą na stronę sił kontrrewolucyjnych, wtedy musimy zwiększyć grupę naszych sił wojskowych jeszcze na 5–7 dywizji».

Dzisiaj te fakty wyglądają na straszny, nieprawdopodobny sen.

Zwłaszcza w zestawieniu pojęć i definicji, takich jak cytowane wyżej: «w przypadku wojny», «wprowadzenia tych dywizji na terytorium Polski», «na stronę sił kontrrewolucji» i tak dalej.

Jak widać, leksyka komunistyczna 1980 roku nie uległa zmianie od czasu agresji Armii Czerwonej na terytorium Polski w 1920 roku pod sztandarem Lenina, a następnie w roku 1939 pod sztandarem Stalina.

Kremlowska czołówka zamierzała doprowadzić pełną gotowość bojową agresora radzieckiego do wymaganego poziomu stanem na 1–2 września 1980 roku.

Jednak podpisanie porozumienia między MKSem (czyli według terminologii radzieckiej «siłami kontrrewolucji») i komunistycznym kierownictwem państwa polskiego dzień przed tym, przekreśliło te szaleńcze plany Kremla.

Cierpliwość i jedność robotników polskich w długoterminowej opozycji wobec reżimu antynarodowego zmusiły wtedy ówczesne władze podpisać słynne umowy w Gdańsku–Jastrzębiu.

Umowy, w których uznana została legalność związku robotniczego «Solidarność», zadowolone wymogi uwolnienia więźniów politycznych, rozpoczęcia reform ekonomicznych itp. — niemal wszystkie z dwudziestu postulatów robotniczych. Rozpoczął się trudny proces spójności, solidarności całego społeczeństwa polskiego.

W czasie Pierwszego kongresu Związku «Solidarność» we wrześniu 1981 roku ta organizacja naliczała w swoich szeregach ponad 10 milionów członków, czyli 80% wszystkich pracujących Polaków.

Następnie przez siedem lat trwania stanu wojennego, zaprowadzonego przez generała W. Jaruzelskiego 13 grudnia 1981 roku, członkowie «Solidarności» i ich zwolennicy doskonalili swoją działalność organizacyjno-patriotyczną w podziemiu, w miejscach internowania, działali też z zagranicy, a także przez otwarte publiczne przemówienia i akcje protestu biernego.

Niesamowite wrażenie robiły miliony świec, które każdego 13 dnia miesiąca były zapalane w ciemnych oknach mieszkań w całej Polsce.

Wreszcie nastąpił 1989 rok, spotkanie «okrągłego stołu», potem pierwsze wybory demokratyczne bez fałszowania, za kilka miesięcy po tym został zburzony mur berliński.

Wkrótce główny «kontrrewolucjonista», który został prezydentem Polski, otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla ...

Naturalnie, że Polacy odebrali Pomarańczowe wystąpienie Ukraińców przeciwko falszowaniu pod czas wyborów prezydenckich w listopadzie 2004 roku jako analogię do swego wystąpienia sierpniowego przeciwko niesprawiedliwości polskich władz komunistycznych.

Bo słowo solidarność dla Polaków ma wielki, głęboki sens, zwłaszcza jeśli chodzi o solidarność z braćmi-sąsiadami, z którymi mamy wspólne polańskie korzenie.

Impuls, który pochodził z Polski, stał się detonatorem zburzenia imperium radzieckiego, wzbudził ruchy narodowo-patriotyczne, które doprowadziły do stworzenia nowych państw niepodległych.

Kazda kolejna rocznica polskiego związku «Solidarność» i jego doświadczenie przypomina nam o niewykorzystanych rezerwach ruchu narodowo-demokratycznego na Ukrainie.
Ukraina jeszcze nie uzyskała niepodległości
«24 sierpnia 1991 roku zdemoralizowana większość deputowanych ówczesnego parlamentu (Werchownej Rady) Ukrainy pod naciskiem opozycji i nacjonał-komunistów prowadzonych przez Leonida Krawczuka, który podchwycił hasła Ludowego Ruchu, uchwaliła Akt o państwowej niepodległości Ukrainy».

Cytat powyższy — ze str. 516 ksążki W. W. Petrowskiego i in. («Історія України. Об’єктивний погляд. Факти, міфи, коментарі»). Historycznie okazałym też jest następujące zdanie: «30 sierpnia prezydium Werchownei Rady, oskarżając struktury partii komunistycznej o poparcie moskiewskich zamachowców (GKCzP), zakazało jej działalność».

Tak więc początek niepodległości Ukrainy był zaskakująco spokojny, prawie łagodny, umiarkowany, można by powiedzieć — laminarny. Innymi słowy, wobec 350 lat bezpaństwowości, społeczeństwo ukraińskie nagle wydostało się z generacji «sowieckich ludiej» i podniosło nad sobą żółto­niebieską flagę narodową.

Dopiero teraz możemy śmiało zaświadczyć, że niepodległość ukraińska spadła z nieba, jak ślepej kurze ziarno. Bo już ponad 22 lata minęło, a nie wiedzą co z tym fantem mają robić.

Bo Ukraińcy wciąż się spodziewają na to, że «zginą nasi wrogoweńkowie, jak rosa na słońcu» i już wtedy «zapanujemy i my, bracia, w swojej stronie». Tak śpiewają, bo to słowa z Hymnu Narodowego Ukrainy.

Otóz i czekają w ciągu ponad 22 lat na przyjście «dobrego przywódcy», który nakarmi i ogrzeje, wtedy jak od tej niepodległości zostało może jakieś 20%.

Przecież wiadomo: energia — z Rosji, ukraińska armia i marynarka zdolne są tylko na pokazową paradę pod czas uroczystości z powodu Dnia Niepodleglości, skutecznych badań naukowych i naukowców — brak (kto potrafił coś odkryć czy stworzyć — wyjechał do Stanów albo do krajów UE), 80% gospodarki znajduje się w rękach głównie rosyjskich i prorosyjskich oligarchów, instytucje państwowe (zwłaszcza te, które są odpowiedzialne za przestrzeganie prawa i porządku, w tym sądy) są niemal całkowicie pogrążone w korupcji, z rzeczywistą edukacją i kulturą narodową coraz gorzej, ludzie mądrzy nadal uciekają z Ukrainy, natomiast znacznie zwiększyła się liczba migrantów z Azji i Afryki, ilość pracowników zmniejsza się, podczas gdy rośnie liczba pacjentów chorych na raka, narkomanów, debili...

Na dodatek tego Ukraińcy w roku 2010 (na 19-tym roku niepodległości) całkowicie legalnie oddali władzę absolutną w ręce antyukraińskiej regionalnie-komunistycznej koalicji.

Oddali według własnej głupoty, na propozycję Wiktora Juszczenki głosując «przeciwko wszystkim», a więc przede wszystkim przeciwko samych siebie.

W wyniku czego, członkowie Partii Regionów z donieckiego klanu, otrzymali praktycznie absolutną władzę. Już w pierwszym półroczu swojego zarządzania Ukrainą zdążyli oddać Rosji ukraiński Sewastopol, trzykroć pogwałcili Konstytucję, usunęli z urzędów państwowych wszystkich ukraińskich patriotów, podnieśli ceny i taryfy, zapowiedzieli zwiększenie wieku emerytalnego, otworzyli drzwi dla kapitału rosyjskiego i faktycznie usunęli narodowo-demokratyczny wątek z mediów.

Jednocześnie spółka regionalno-komunistyczna wyraźnie spełnia moskiewski scenariusz likwidacji Ukrainy, tworząc nowoczesny ZSRR pod nazwą «Jedinoje słowianskoje gosudarstwo so stolicej w Kijewie».

Kiedy mówimy o niepodległości, to zawsze trzeba wyjaśnić: niepodległość wobec kogo? Czy chodzi o niezależność Ukrainy od Polski, czy może od jakiejś Kostaryki, czy Hondurasu?

Bo niezależność sama przez siebie nie istnieje.

Rzecz jasna, w naszym ukraińskim przypadku mowa jest o niezależności od Rosji i od jej kremlowskiego kierownictwa, które tej samej niezależności Ukrainy w żadnym scenariuszu rozwoju wydarzeń nie wyobraża i w swojej polityce wobec Ukrainy nie przewiduje.

Czy nie jest dziwne to, że arcypoważna kwestia rosyjska w Ukrainie już od dawna jest tematem tabu?

Czyli chwalić i promować wyższość Rosji i Rosjan, wyższość ich języka, kultury, historii, wielkość ich mocarstwa — można; natomiast krytykować coś lub kiedyś związane z Rosjanami i Rosją — nie wolno!

Rosyjski wątek na Ukrainie jest prowadzony przez antyukraińską władzę w taki sposób, że cokolwiek powiedzą czy uczynią Rosja i Rosjanie, zawsze mają rację i nigdy nie muszą przyznawać się do swoich przestępstw.

Czy Rosja uznała fakt niezaprzeczalny sztucznego głodu na Ukrainie, czy przeprosiła za tę zbrodnię? Czy Rosja odpokutowała brutalne ludobójstwo w Katyniu?

A może w ogóle nie warto podnosić tę kwestię rosyjską na Ukrainie (i wobec Ukrainy)? Może niezadowolenie Ukraińców z powodu okresowych «sztuczek» Rosji nie ma racji?

Może powinniśmy po prostu chwalić Rosję za jej agresywny fokus z ukraińską wyspą Tuzła w Morzu Azowskim, za demonstracyjne desantowanie rosyjskiej piechoty morskiej na ukraińskim brzegu Morza Czarnego przy Feodosji, za kryzys paliwowy (zorganizowany metodą jednoczeznego zamknięcia «do naprawy» pięciu państwowych rafinerii ukraińskich, które L. Kuczma «lekką ręką» oddał w prywatne ręce Rosjanom), za okresowe manipulacje z kurkiem gazowym, za wprowadzenie jednostronnych ograniczeń na eksport z Ukrainy, za demonstracyjne antyukraińskie występy polityków rosyjskich etc...

Być może nasze niezadowolenie jest tylko «projawlenijem ekstriemizma nacionalisticzeski nastrojennyh elementow w zapadnych obłastiah», jak to wyjaśniają media rosyjskie, w tym także i te, które do swoich logo dodają:
«...w Ukrainie». Na przykład, całkiem «normalnie» jest od wielu lat wydawana rosyjska «Komsomolskaja prawda w Ukrainie» i podobne.

Oczywiście, można się spierać o poprawności różnych punktów widzenia, jakie istnieją de facto co do stosunków ukraińsko-rosyjskich i rosyjsko-uk-


raińskich.

Można zbadać te stosunki w perspektywie historycznej i w teraźniejszości, można ocenić je z punktu widzenia naukowego czy z pozycji zwykłego obywatela, śpiewać hosannę na rzecz zjednoczenia słowian i wspólnych ekonomicznych, energetycznych, informacyjnych i in. przestrzeni, nie zapominając dodawać prorosyjski refren o «impierialisticzeskoj agresii Zapada i USA» itd. itp.

Ale to nie przybliży nas do uczciwej, sumiennej odpowiedzi na wiele ostrych i aktualnych pytań, na które powinna odpowiedzieć Rosja, jej kierownictwo, i w pewnym zakresie jej naród — Rosjanie.

I nie tylko odpowiedzieć, ale także rozstrzygnąć sprawę przez odpowiednie czyny, a przede wszystkim — przez szczerą spowiedź i pokutę.

Lista pytań — ogromna, jak ogromna jest historia antyukraińskiego «braterstwa» Rosji. Jednak dla oznaczenia kierunku myśli, zadajmy chociażby kilka z nich:

1. Kiedy Moskwa uzna fakt fałszowania przez nią Marcowych artykułów (Perejasławskych umów) 1653 roku?

2. Kiedy Moskwa uzna fakt wojskowo-komunistycznej agresji przeciwko Ukraińskiej Republiсe, począwszy od 1919 roku i trwałej okupacji Ukrainy aż do roku 1991, po której Kreml rozpoczął «rynkową» ekspansję na terytorium Ukrainy wykorzystując najnowsze technologie informacyjne, psychologiczne, finansowo-gospodarcze, a nawet technologie wyborcze, które czasami są wręcz kryminalne?

3. Kiedy Rosja wypłaci Ukrainie odszkodowanie za agresję, przywłaszczenie bogactwa narodowego, okupację i ekspansję?

4. Kiedy Moskwa uzna fakt Hołodomoru 1932–1933 lat, zorganizowanego w Ukrainie kierownictwem kremlowskim? Kiedy Moskwa zrekompensuje Narodowi Ukraińskiemu straty, spowodowane przez tę tragedię?

5. Kiedy Moskwa uzna masowy i długotrwały fakt przestępczej działalności CzeKa-NKWD-KGB wobec Ukraińców, w tym fakty wyjątkowego okrucieństwa przeciwko miejscowej ludności w zachodnich regionach Ukrainy w ciągu 1939–1941 i 1944–1953 lat? Kiedy przeproszą za śmierć milionów Ukraińców, zamordowanych w enkawedyjskich kazematach i łagrach?

6. Kiedy Moskwa zwróci ukraińską część rezerwy walutowej ZSRR i depozyty pieniężne, bezczelnie skradzione z osobowych kont ukraińskich obywateli w Oszczadbanku?

7. Kiedy Moskwa zamierza zwrócić wartości historyczne, wywiezione do Rosji z muzeów i kolekcji prywatnych Ukrainy?

Takich pytań — setki. Za nimi — dziesiątki milionów dramatów, tragedii i stosy ludzkich kości, co pozostały po Ukraińcach, którzy niewinnie zginęli z rąk funkcjonariuszy moskiewsko-bolszewickiego, rosyjsko-komunistycznego reżimu.

Reżimu, który zawsze był kryminalny i zawsze przyznawał i teraz przyznaje tylko prawo siły, metody podstępu, zasady kłamstwa.


* * *
Nie możemy ignorować też faktu (wielokrotnie historycznie potwierdzonego w zdecydowanej większości przypadków), że Ukraińcy (a zwłaszcza ze Wschodu i Południa Ukrainy) poniekąd zachowują się jak tchórze.

Szczególnie w konfrontacji z przejawami rosyjskiej arogancji w każdej sytuacji i na każdym poziomie — czy oficjalnym, czy na poziomie przypadkowych przechodniów — w większości boją się obrazić swoich rosyjskich vis-a-vis, a więc pozwalają obrażać siebie.

Francuz lub Chińczyk, Włoch czy Meksykańczyk nigdy się nie śpieszy przejść z języka ojczystego na inny, kiedy w jego kraju do niego się zwracają w innym języku, który nawet zna.

A Ukraińcy mają tendencję odrazu odpowiadać w języku rosyjskim, kiedy do nich zwracają się Rosjanie. Niby nie Rosjanie w Ukrainie, a właśnie członkowie narodowości tytułowej są mniejszością etniczną we własnej ojczyźnie.

...Do człowieka, pogrążonego we własne myśli, idącego placem Sofijskim, nagle głośno i wymagająco zwraca się gruby facet: «Papasza! Gdie tut u was ubornaja?»

Mężczyzna się zatrzymał i, z zaskoczenia nie od razu zrozumiał o co chodzi, a więc po pewnym zastanowieniu się pyta: «Mabut’ Wy, dobrodiju, szukajete tuałet? Zaraz, zaraz...», — zastanawia się na chwilę, wspominając gdzie jest najbliższa toaleta.



«Muszczina! Dawaj mnie normalno, pa-russki, biez etich zaraz!», — gniewnie zawołał młody człowiek, robiąc nagłos w ostatnim słowie na ostatniej sylabie.

Mężczyzna przez jakąś chwilę w milczeniu patrzy ze zdziwieniem na rozgniewaną twarz, potem spokojnie się pyta: «Kiedy pan przyjeżdża do Londynu, też pan wymaga u przechodniów, żeby rozmawiali po rosyjsku?»

Młodzian osłupiał na sekundę. Bo zaraz po tym, niebezpiecznie wymachując rękami, wypalił taki okrutny wodospad brudnej leksyki i gróźb, że mężczyznę uratował jego podeszły wiek i przechodnie, którzy przystąpili bliżej do tej sceny...

Język — jak wiemy — jest fundamentem kultury i odbiciem sposobu myślenia, czyli mentalności.

Dlatego, gdy myślenie (nawet jego element podświadomy, w tym na poziomie reakcji naczynioruchowych) zaczyna się od dobrowolnego odrzucania szacunku do własnych korzeni, od podporządkowania się obcym tradycjom, przyzwyczajeniom i obyczajom obcojęzycznej osoby, wtedy o żadnym partnerstwie, jakie zawsze opiera się na szacunku wzajemnym, nie może być mowy.

Ponieważ w większości przypadków przejście z ukraińskiego na inny język na poziomie społecznym we własnej ojczyźnie, praktycznie oznacza odrzucenie szacunku do swojej ojczyzny. Zatem jest objawem samoponiżenia, wyznaniem swojej własnej niższości wobec rozmówcy i faktem stwierdzenia niedoskonałości kultury językowej swojego Narodu.

Wszystkie solidne i bardzo przekonujące stwierdzenia o naprawdę ogromnym dziedzictwie ukraińskiej kultury narodowej mogą stracić na wartości w jednym momencie, gdy w praktyce, podczas rozmowy, Ukrainiec przechodzi na język rosyjski. Bo w ten sposób zdradza swoim przekonaniom, traci godność nie tylko w oczach rozmówcy, ale również we własnych.

Jeżeli chodzi o Rosjan, uznają tylko prawo siły. Przemoc, w tym też wyrażoną w szorstkim, złym, wulgarnym słowie — od wieków jest dość typową formą ich wypowiadania się. Zarówno w życiu, jak i w polityce państwowej.

Nie zachęcam Ukraińców być złośliwymi, wulgarnymi i bezczelnymi. Zachęcam, aby stale byli wypełnieni godnością, jako świadomi nośnicy godności Narodu Ukraińskiego.

Zachęcam Ukraincow brać przykład z Polaków.

Ponieważ dla kazdego Polaka od wieków niezmiennymi i najwazniejszymi są trzy zasadnicze pojęcia: Bóg, Honor i Ojczyzna.

Niestety już od roku 1994 i do dziś, jesteśmy świadkami procesu likwidacji niepodległości Ukrainy. Ta praca likwidacyjna za każdym razem przybiera bardziej wymyślnych form, przy użyciu coraz bardziej wyrafinowanych metod ukrywania zamiarów agresora.

Dla realizacji swoich niecnych planów na Ukrainie agresor angażuje: BO, BK, ZK, PK — bezkręgowcowych oportunistów, bezczelnych kolaborantów, zdecydowanych kosmopolitów i przewrotnych konformistów.

Ich motto — «Język rosyjski — TAK!» — to tylko wierzchołek potężnej góry lodowej, postawionej przez Moskwę na szlaku ukraińskiego statku państwowego. Dlatego podobno do sytuacji w latach 1920-tych, znowu powstaje pytanie: Czy jest możliwa wolna Ukraina?

Bo znowu rząd ukraiński układa z Rosją haniebne dla Ukrainy umowy i ukryte od publiczności ukraińskiej porozumienia. Ninie nieuchylnie zbliżamy się do katastrofy narodowej, ponieważ dużo Ukraińców nie uświadamiają sobie potrzebę jedności wokół Idei Narodowej i budowy gospodarki, kultury i polityki na fundamencie interesów narodowych.

W dobrze organizowanym systemie działają metody i fakty; w źle organizowanym — charaktery i przypuszczenia.



Rewolucja Pomarańczowa 2004 roku stała się wydarzeniem nieordynarnym w historii Ukrainy, kiedy Naród powstał przeciw kłamstwu i falsyfikacjom. Ale w nowych podręcznikach szkolnych o tym już nawet nie ma wzmianki. Osiągnięcia Rewolucji Pomarańczowej zostały ostatecznie przekreślone jednego wrześniowego dnia 2005 roku faktem podpisania Memorandum Juszczenki–Janukowicza...

Tamte Memorandum stało się punktem zwrotnym i początkiem serii niebezpiecznych zmian dla Ukrainy, które przyczyniają się do utraty jej narodowej, gospodarczej, terytorialnej i realnej niepodległości.



Wspomniane Memorandum, które dziennikarze odrazu nazwali «drugim paktem Ribbentrop–Mołotow», de facto stał się dokumentem programowym, ostatecznie zrealizowanym podczas wyborów prezydenckich 2010 roku.

Właśnie wtedy nieodpowiedzialni «demokraci narodowi» odpowiedzieli na apel W. Juszczenki głosować «przeciwko wszystkim» i tym doprowadzili do władzy promoskiewski zespół na czele z W. Janukowiczem.

Oczywiście, że taka sytuacja nie jest normalna i jej likwidacja wymaga wysiłku wszystkich narodowo-patriotycznych obywateli Ukrainy.

Ale ile ich jest — narodowo-patriotycznych?

Przyczyna nieumiejętnej ukraińskiej «niepodległości» znajduje się nie w Moskwie i nie tak w Rosjanach, jak w samych Ukraińcach. Ta przyczyna tkwi w obywatelach Ukrainy, którym wystarcza rozumu walczyć z sąsiadem o miedzę, ale na razie brakuje odpowiedzialności i świadomości społecznej i narodowej, żeby bronić suwerenność swojego kraju.

Drugim ważnym wydarzeniem na Ukrainie stał się Euromajdan-2013, kiedy znowu powstał Naród Ukraiński. I znowu powstał przeciw kłamstwu. Po rocznych mantrach W. Janukowycza, który na Ukrainie, w Europie i Stanach obiecał podpisać dokumenty o przyjęciu Ukrainy jako assocyjowanego członka UE, ten wątpliwy «Prezydent Ukrainy» zrobił tak, jak trzeba było według scenariusza moskiewskiego — nie podpisał!

Następnego dnia na Majdan Niezależności w Kijowie wyszli protestujący studenci i młodzież. A drugiego dnia o godz. 4 w nocy specjalne oddziały milicji sami organizowali paskudne prowokacje i «wobec tego» okrutnie pobili uczestników protestu, skrwawili Majdan. Następnego dnia sytuacja powtórzyła się, aresztowali dziesiątki protestujących i dziennikarzy.

Wydarzenia w Kijowie wzbudziły oburzenie na calym świecie. Uczciwi ludzie, politycy, demokratyczna wspólnota międzynarodowa powstała solidarnie na wsparcie Majdanu-2013 w obronie prawdy.



Tylko Rosja w osobie W. Putina zreagowała w swoim stylu i duchu, ogłaszając z Moskwy na cały świat, że w Kijowie «wszczęli zamieszki chuliganstwujuszczyje elementy».

Oleju do ognia dodał W. Janukowycz, kiedy 17 grudnia 2013 roku w Moskwie podpisał kilka dokumentów na szkodę Ukrainie...

1   2   3   4


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna