Dzisiaj opowiem wam straszną historię, o tym jak życie może nagle obrócić się o 180 stopni oraz o tym, jak warto jest doceniać coś, co się ma, zanim się to straci



Pobieranie 8,3 Kb.
Data21.01.2018
Rozmiar8,3 Kb.

Hej!

Dzisiaj opowiem wam straszną historię, o tym jak życie może nagle obrócić się o 180 stopni oraz o tym, jak warto jest doceniać coś, co się ma, zanim się to straci. Adam Mickiewicz w inwokacji Pana Tadeusza pisał „Ty jesteś jak zdrowie, Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, Kto cię stracił.”. Dzisiaj mogę powiedzieć, że zrozumiałam przesłanie i głębokość tych słów. Otóż mój Feluś został u mojej babci, jak zawsze, jak gdzieś wyjeżdżamy i nie mamy możliwości go ze sobą zabrać. Babcia go kocha a on ją, więc ten układ cieszył każdą ze stron. Niestety, tym razem nie wszystko poszło gładko i tak jak zawsze. Felusiowi przydarzyła się rzecz, o jakiej nawet nie myślałam. Feluś miał wypadek. Babcia ugotowała mu pyszne jedzonko, i aby apetyt był lepszy, wyszła z nim na spacer. Jak zawsze na smyczy. Spokojne osiedle, mały ruch jak to na drogach osiedlowych dodatkowo progi zwalniające. Felek obsikiwał krzaczki, nic w tym szczególnego, ale w pewnym momencie nadjechał samochód, który zwolnił, ponieważ był tam próg zwalniający. Felek nagle, niespodziewanie wyskoczył z krzaków prosto na ulicę pod samochód. Uderzenie było bardzo silne. Felek przeleciał parę metrów w powietrzu i upadł bez ruchu. Kierowca zatrzymał się i chciał go zawieźć do weterynarza. Wiem, że wtedy zjawił się dziadek i zabrał babcię i Felka, i pojechali do weterynarza. Okazało się, że Felek doznał bardzo poważnych obrażeń zagrażających jego życiu. Weterynarz stwierdził, że to cud, że jeszcze żyje. Obiecał, że zrobi wszystko, by Felek przeżył. Piesek miał głębokie urazy wewnętrzne; rozerwany w dwóch miejscach worek moczowy, pękniętą całą przeponę (która ma wielkie znaczenie, bo oddziela serce i płuca od żołądka, a w tej chwili żołądek dosłownie był obok serca), nerkę która jest do obserwacji, bo możliwe, że trzeba będzie ją usunąć, pęknięte płuca, zbity mięsień sercowy, co mogło skutkować nagłym zatrzymanie serca… O połamanej miednicy nie wspomnę. Ponieważ, jestem jego właścicielką otrzymałam telefon od weterynarza z pytaniem o zgodę na wykonanie operacji ratującej życie. Zgoda była konieczna, ponieważ bez niej weterynarz nie mógłby przeprowadzić operacji i wtedy Felek na 100% by umarł w ciągu paru godzin. Zgoda na operację dawała szansę na przeżycie, ale ryzyko śmierci podczas operacji było bardzo duże. Tylko wtedy weterynarz miałby czyste sumienie, ponieważ robi operacja na prośbę i za zgodą właściciela. Po prostu nie było wyjścia. Musiałam się zgodzić. Felek operację przeżył. Operacja jak na takiego małego pieska była bardzo długa, trwała aż dwie i pół godziny. Operowało dwóch chirurgów. Po operacji dowiedziałam się, że serce Felka przestało bić trzy razy. Trzy razy umierał i reanimacja przywracała mu życie. Po operacji ryzyko śmierci było 50%. Z płuc wychodziła mu rurka tzw. „rurka życia”, Z jednej strony była w płucach, a z drugiej „wychodziła” z brzucha. Miała ona również wielkie znaczenie, dlatego że trzeba było wyciągać strzykawką powietrze z krwią. Felek krwawił w płucach, a powietrze zasysane do płuc przez pęknięte płuco zmniejszało pojemność płuc. Płuco to taka jakby gąbka, której nie da się zszyć. Trzeba było odsysanie robić tak co max. 30 min. Gdyby nie to, to Felek by się udusił. Tak samo, gdyby się rurka zatkała. Pierwsza doba po operacji to nieustanne czuwanie, odsysanie, podawanie zastrzyków przeciwbólowych, antybiotyków. Po dwóch dniach miał ją wyciąganą, aby mógł zacząć sam sobie radzić. Po jej usunięciu Felek miał problemy z samodzielnym oddychaniem. Miał podawany tlen pod ciśnieniem do nosa. Według weterynarza to cud, że taki mały piesek żyje.. po prostu uciekł spod topora śmierci. Feluś w tej chwili ma ok. 15 szwów na jego malutkim brzuszku. Oprócz tego ma złamaną miednicę. przez którą nie może normalnie chodzić. Najgorsze były obrażenia wewnętrzne. Teraz powoli staje już na nogi. Kiedy próbuje chodzić nogi rozjeżdżają mu się dosłownie jak żaba. Musiał dostać również kołnierz ochronny, aby nie uszkodzić sobie szwów i rurki. Jednak nasz maluszek po dwóch dniach umiał już dosięgać sobie, gdzie tylko chciał i teraz dostał kołnierz dwa razy dłuższy od jego główki. Całe dnie spędzamy z nim u weterynarza (po takim wypadku nie chcemy, aby zostawał sam) i Feluś dostaje kroplówki oraz ma na sobie wszystkie możliwe kolory bandaży; różowy, zielony, niebieski, czerwony. Jednak najlepiej mu w dwóch ostatnich kolorach. Jest jednak rzecz, która pomoże Felkowi przetrwać gorące lato; ma wygolony cały brzuch i połowę dwóch łap. Trzymajcie kciuki, aby Felciu wyzdrowiał i doceniajcie zdrowie zanim to stracicie. Naprawdę odpowiedzcie sobie sami na pytania. Czy to, że chodzę to mi się należy czy to boży dar ,za który powinnam podziękować? Czy to, że widzę, słyszę, mówię to mi się należy? A gdybym to straciła, to co koniec świata? W obliczu zbliżających się wakacji pomyślcie o tym i bądźcie rozważni, abyśmy wszyscy cali i zdrowi mogli się spotkać we wrześniu. Do zobaczenia w nowym roku szkolnym!
Martynka Majda

  1. Podaj autora cytatu zamieszczonego na początku tekstu?

  2. Co pozwoli Felkowi przetrwać lato?




©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna