Dom wydawniczy rebis



Pobieranie 2,25 Mb.
Strona6/20
Data14.02.2018
Rozmiar2,25 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   20

63

małżonkowi. Co więcej, jeśli weźmiemy pod uwagę nieświa­domą tendencję, aby chronić małżeństwo przed niektórymi poważniejszymi niepowodzeniami, dostrzeżemy, że w insty­tucji swata, spotykanej na przykład wśród wschodnioeuro­pejskich Żydów, kryła się pewna psychologiczna mądrość.

Widzimy, jak w samym małżeństwie tego rodzaju wa­runki mogą zostać stworzone przez wszystkie instancje psy­chiczne w naszym umyśle. Jeśli chodzi o id, pojawiają się wszelkiego rodzaju zahamowania genitalne, poczynając od zwykłej seksualnej rezerwy wobec partnera, która wyklu­cza różnorodność w grze wstępnej czy stosunku, po zupełną impotencję lub oziębłość. Dalej, ze strony ego obserwujemy przybierające bardzo różne formy próby przekonywania lub usprawiedliwiania. Jedna z nich polega na pewnego rodza­ju zaprzeczaniu faktowi małżeństwa i u kobiet często prze­jawia się jako czysto powierzchowna jego akceptacja, bez prawdziwego uznania jego wartości. Postawie takiej towa­rzyszy poczucie nieustannego zadziwienia tym faktem, ten­dencja do podpisywania się nazwiskiem panieńskim, za­chowywania się w dziewczęcy sposób i tak dalej.

Popychane jednak wewnętrzną koniecznością usprawie­dliwiania małżeństwa wobec sumienia, ego często przyjmu­je wobec niego odmienną postawę, kładąc nań przesadny nacisk, a mówiąc precyzyjniej, w przesadny sposób podkre­ślając uczucie miłości wobec współmałżonka. Można by ukuć termin „usprawiedliwienie poprzez miłość", dostrze­gając analogię w dziedzinie prawa karnego, gdzie feruje się łagodniejsze wyroki w przypadku przestępstw popełnia­nych pod wpływem miłości. W swojej pracy opisującej przy­padek kobiecego homoseksualizmu Freud twierdzi, że trud­no znaleźć drugą taką dziedzinę, w której nasza świado­mość byłaby bardziej narażona na niepełną i fałszywą wiedzę, jak zapatrywania na temat stopnia przywiązania lub niechęci odczuwanych wobec innej istoty ludzkiej. Jest tak szczególnie w małżeństwie, w którym często przecenia się siłę uczucia miłości. Od dawna zastanawiałam się, jak to wytłumaczyć. Trudno tak naprawdę uznać za wielką nie-

64

spodziankę fakt, że istnieje skłonność do popadania w tego rodzaju złudzenie, gdy chodzi o jakiś przelotny związek, ale można by przypuszczać, że w małżeństwie nie tylko trwa­łość związku, lecz również częstsze zaspokajanie pragnień seksualnych będą wpływać na niwelowanie przesadnych ocen w sferze seksualnej i związanych z nimi złudzeń. Naj­bardziej oczywista odpowiedź sprowadzałaby się do tego, że ludzie w bardzo naturalny sposób starają się wyjaśnić samym sobie duże obciążenie psychiczne, z jakim wiąże się małżeństwo, poprzez wyobrażanie sobie, że wynika ono z silnego uczucia. Dlatego tak wytrwale trzymają się tego wyobrażenia o silnym uczuciu, nawet gdy przestaje ono oddziaływać jako żywa siła. Niemniej trzeba przyznać, że powyższe wyjaśnienie jest dość powierzchowne; prawdopo­dobnie wynika ono ze znanej nam, charakteryzującej ego potrzeby syntezy, której możemy śmiało przypisać fałszo­wanie faktów w celu wykazania się szczerą postawą w waż­nym dla naszego życia związku.

I znów odwołanie się do kompleksu Edypa dostarcza
znacznie głębszego wytłumaczenia. Widzimy bowiem, że
przykazanie i ślubowanie dotyczące wierności wobec współ­
małżonka, z którymi wstępujemy w związek małżeński,
traktowane są przez nieświadomość jako odnowienie czwar­
tego przykazania. Stąd brak uczucia miłości wobec partne­
ra w małżeństwie staje się dla nieświadomości takim sa­
mym grzechem jak nieprzestrzeganie przykazania odno­
szącego się do rodziców, a co za tym idzie, tu również — przy
tłumieniu nienawiści i wyolbrzymianiu miłości - pojawia
się przymus dokładnego, szczegółowego powtarzania wcze­
śniejszych doświadczeń. Uważam teraz, że w wielu przy­
padkach nie oceniamy właściwie tego zjawiska, jeśli nie
przyjmujemy, że sama miłość może być jednym z warun­
ków koniecznych do nadania pozorów prawomocności rela­
cji zabronionej przez superego. Jest zatem naturalne, że
miłość, faktycznie istniejąca lub wyobrażona, pełni ważną
funkcję ekonomiczną i dlatego jest przedmiotem tak usil­
nych dążeń.

65

I w końcu, nie zaskoczy nas odkrycie, że cierpienie (jak w symptomach neurotycznych) stanowi jeden z warunków, przy których małżeństwo może obronić się przed wpływem bardzo silnego tabu kazirodztwa. Nieszczęście może w tym celu przybrać tak różnorakie formy, że trudno byłoby mieć nadzieję na właściwe ich przedstawienie w krótkim szkicu. Podam więc jedynie parę przykładów. W życiu domowym lub zawodowym niektórych ludzi napotykamy na przykład takie okoliczności, nieświadomie przez nich samych za­aranżowane, które powodują, że są oni przepracowani albo muszą nadmiernie się poświęcać „dla dobra rodziny", trak­tując to jako obciążenie. Często obserwuje się też, że po za­warciu małżeństwa ludzie w dużej mierze rezygnują ze swojego rozwoju osobistego, czy to w sensie zawodowym, czy pod względem doskonalenia charakteru lub intelektu. Na koniec trzeba też uwzględnić niezliczone przypadki, w których jeden z partnerów niewolniczo podporządkowuje się wymaganiom drugiego i chętnie znosi to przykre poło­żenie, prawdopodobnie z powodu świadomego, silnego po­czucia odpowiedzialności.

Obserwując tego rodzaju małżeństwa, nierzadko zdumie­ni zadajemy sobie pytanie, co powoduje, że nie rozpadają się one, lecz przeciwnie, często są tak trwałe. Jednak refle­ksja wykazuje, że tak jak wskazałam na to powyżej, wła­śnie trudne i bolesne warunki zapewniają trwałość takich związków.



Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe rozważania, uświadamiamy sobie, że w żaden sposób nie da się jasno oddzielić omawianych przypadków od innych, w których małżeństwo zawiera się kosztem nerwicy. Nie chcę jednak tutaj zajmować się tymi przypadkami, albowiem w tej pra­cy pragnę zasadniczo zająć się tylko tymi sytuacjami, które można określić jako normalne.

Wydaje się niemal zbyteczne nadmienianie, że w tym omówieniu w pewien sposób zniekształcam fakty, nie tylko dlatego, że wszystkie opisane przeze mnie okoliczności mogą być zdeterminowane w jakiś inny sposób, lecz rów-

66

nież dlatego, że aby były one przejrzyste, omawiałam je osobno, podczas gdy w rzeczywistości są one na ogół ze sobą przemieszane. Przykładowo, możemy dostrzec coś ze wszy­stkich tych okoliczności szczególnie w przypadku cieszących się dużym szacunkiem kobiet, u których wcale nierzadko spotyka się postawę zasadniczo macierzyńską, i wyda­je się, że tylko przyjmując taką postawę, są one zdolne do wejścia w związek małżeński. Tak jakby mówiły: w moich relacjach z mężem nie powinnam odgrywać roli żony i ko­chanki, ale tylko matki, opiekuńczej, kochającej i odpowie­dzialnej. W pewnym sensie taka postawa stanowi dobrą gwarancję trwałości małżeństwa, oparta jest jednak na ogra­niczeniu miłości, i wewnętrzne życie współmałżonków może przez to ulec wyjałowieniu.

Jakikolwiek w konkretnym przypadku będzie rezultat tego dylematu pomiędzy zbyt dużym a zbyt małym zaspo­kojeniem, we wszystkich przypadkach, w których jest on szczególnie silnie zaznaczony, te dwa czynniki — rozczaro­wanie i tabu kazirodztwa - ze wszystkimi płynącymi z nich konsekwencjami polegającymi na ukrytej wrogości wobec współmałżonka, odstręczą od nas partnera i mimowolnie popchną go do poszukiwania nowych obiektów miłości. To jest podstawowa sytuacja, z której wypływa problem mo-nogamii.

Są jeszcze inne kanały dostępne dla wyzwolonego w ten sposób libido - sublimacja, wyparcie, regresywne obsadze­nie dawnych obiektów oraz poprzez dzieci - ale dzisiaj nie będziemy się nimi zajmować.

Trzeba przyznać, że możliwość, aby inne istoty ludzkie stały się obiektami naszej miłości, zawsze istnieje. Wraże­nia z naszej młodości oraz ich dalsze przekształcenia są bowiem tak różnorodne, iż na ogół pozwalają nam one na wybór dość znacznie różniących się między sobą obiektów.

Impuls do poszukiwania coraz to nowych obiektów może (znowu w przypadku ludzi całkiem normalnych) nabrać wielkiej siły zaczerpniętej z nieświadomych źródeł. Bo cho­ciaż małżeństwo rzeczywiście stanowi spełnienie dziecię-



67

cych pragnień, mogą one zostać zaspokojone tylko o tyle, o ile rozwój jednostki pozwala jej faktycznie utożsamić się z rolą ojca lub matki. Zawsze, gdy wynik kompleksu Edypa odbiega od spełnienia tej fikcyjnej normy, jesteśmy świad­kami tego samego zjawiska: omawiana osoba pod pewnymi zasadniczymi względami jest mocno przywiązana do roli dziecka w triadzie złożonej z matki, ojca i dziecka. Kiedy tak się dzieje, pragnienia wypływające z tej popędowej po­stawy nie mogą zostać w bezpośredni sposób w ramach małżeństwa zaspokojone.

Te uwarunkowania miłości, przeniesione z dzieciństwa, znane są nam z prac Freuda. Wystarczy więc tylko, abym tutaj je przypomniała w celu pokazania, jak wewnętrzny sens małżeństwa zapobiega ich spełnieniu. Dla dziecka obiekt miłości w sposób nierozerwalny związany jest z ideą czegoś zakazanego; ale miłość do współmałżonka jest nie tylko dozwolona — czai się tu jeszcze złowieszcze wyobraże­nie o powinnościach małżeńskich. Rywalizacja (zakładają­ca istnienie poszkodowanej osoby trzeciej) jest wykluczona na podstawie samej istoty monogamicznego małżeństwa; monopol jest tutaj wręcz przywilejem usankcjonowanym prawnie. Tutaj również (z rozwojowego punktu widzenia jesteśmy teraz na innym poziomie, jako że powyższe uwa­runkowania mają swe źródło w samym kompleksie Edypa, podczas gdy te, które mam właśnie wymienić, można wy­wieść z fiksacji na pewnych sytuacjach, które miały miejsce już po zakończeniu konfliktu edypalnego) może zaistnieć powtarzający się przymus demonstrowania potencji lub erotycznej atrakcyjności, spowodowany poczuciem niepeł­nej wartości w sferze płciowej. Albo jeśli istnieją nieświado­me skłonności homoseksualne, pojawia się przymus poszu­kiwania obiektu tej samej płci. Z punktu widzenia kobiety można tego dokonać w sposób pośredni; albo mąż może zo­stać popchnięty do nawiązywania związków z innymi ko­bietami, albo sama żona może poszukiwać związku, w któ­rym odgrywałaby jakąś rolę inna kobieta. Przede wszyst­kim - a z praktycznego punktu widzenia jest to prawdopo-

68

dobnie sprawa najważniejsza — tam, gdzie trwa rozszcze­pienie życia miłosnego, jednostka będzie ulegać przymuso­wi kierowania czułości ku obiektom innym niż te, które stanowią przedmiot jego pragnień zmysłowych.

Łatwo zauważyć, że zachowanie jakichkolwiek tego typu dziecięcych uwarunkowań nie sprzyja zasadzie monogamii; musi raczej nieuchronnie doprowadzić męża lub żonę do poszukiwania innych obiektów miłosnych.



Zatem te poligamiczne pragnienia zaczynają kolidować z wymaganiami partnera dotyczącymi zachowania mono-gamicznego związku oraz z ideałem wierności, który sami sobie obraliśmy.

Rozpocznijmy od rozpatrzenia pierwszego z tych wyma­gań, wydaje się bowiem oczywiste, że żądanie od drugiej osoby, aby czegoś się wyrzekła, stanowi zjawisko bardziej pierwotne niż narzucanie takiego wyrzeczenia samemu so­bie. Ogólnie rzecz biorąc, geneza tego wymagania jest ja­sna; najwyraźniej jest to odnowienie dziecięcego pragnie­nia, aby zmonopolizować ojca lub matkę. Otóż to przypisy­wanie sobie prawa do wyłączności nie jest bynajmniej charakterystyczne tylko dla życia małżeńskiego (czego na­leżało oczekiwać, wiedząc, że źródło tego roszczenia tkwi w każdym z nas); przeciwnie, stanowi ono istotę każdego pełnego związku miłosnego. Oczywiście zarówno w małżeń­stwie, jak i w innych związkach może to być roszczenie pły­nące wyłącznie z uczucia miłości, ale jego początki są tak nierozerwalnie związane z destrukcyjnymi skłonnościami i wrogością wobec obiektu, że niejednokrotnie z miłości wy­suwającej takie wymagania nie pozostaje nic poza zasłoną, za którą aktualizują się te wrogie skłonności.

W analizie to pragnienie zawłaszczenia ujawnia się przede wszystkim jako pochodna fazy oralnej, gdy przyj­muje postać pragnienia, aby wchłonąć obiekt w celu wzię­cia go w swoje wyłączne posiadanie. Często nawet w toku zwykłej obserwacji zdradza ono swoje pochodzenie poprzez nacechowaną chciwością zaborczość, która nie tylko zazdro­ści partnerowi innych doświadczeń erotycznych, lecz rów-

69

nież prowadzi do zazdrości o przyjaciół, pracę i zaintereso­wania partnera. Te przejawy stanowią potwierdzenie przy­puszczenia wynikającego z naszej wiedzy teoretycznej, a dotyczącego tego, że ta zaborczość, jak każda postawa uwarunkowana oralnie, ma w sobie domieszkę ambiwalen-cji. Czasem mamy wrażenie, że mężczyznom nie tylko fak­tycznie udało się narzucić swoim żonom naiwne i katego­ryczne wymaganie monogamicznej wierności w sposób bar­dziej energiczny, niż udało się to żonom w stosunku do swoich mężów, lecz również, że instynkt roszczenia sobie prawa do wyłączności jest silniejszy u mężczyzn, a są ku temu ważne świadome powody - np. mężczyźni pragną być pewni swojego ojcostwa - ale jest całkiem prawdopodobne, że to właśnie oralne pochodzenie tego roszczenia nadaje mu większą siłę u mężczyzny, bowiem gdy matka karmiła go piersią, doświadczał on przynajmniej częściowego wchłonię­cia obiektu miłości, podczas gdy dziewczynka nie może przywołać żadnego analogicznego doświadczenia związane­go z ojcem.



Dalsze destrukcyjne elementy są ściśle zespolone z tym pragnieniem również pod innym względem. Dawniej ro­szczenie uzyskania wyłączności na miłość ojca czy matki kończyło się frustracją i rozczarowaniem i prowadziło w rezultacie do reakcji naznaczonej nienawiścią i zazdro­ścią. Dlatego w tym roszczeniu kryje się zawsze pewna doza nienawiści, którą na ogół rozpoznać można po sposobie, w jaki roszczenie to jest narzucane, i która często wychodzi na jaw, jeśli powtórzy się dawne rozczarowanie.

Ta wczesna frustracja była ciosem nie tylko dla naszej miłości do obiektu, lecz również dla naszej miłości własnej, i to w jej najczulszym punkcie, wiemy więc, że w tym miej­scu każda istota ludzka nosi narcystyczną bliznę. Z tego powodu później to w dużej mierze nasza duma domaga się monogamicznego związku, i to domaga się go z władczością proporcjonalną do uwrażliwienia blizny pozostałej po nie­gdysiejszym rozczarowaniu. W społeczeństwie patriarchal-nym, gdzie roszczenie o wyłączne posiadanie wysuwane

70

jest przede wszystkim przez mężczyznę, ten czynnik narcy­styczny jasno przejawia się w postaci kpin, na jakie narażo­ny jest „rogacz". I tu znów roszczenie to nie wypływa z miło­ści —jest kwestią prestiżu. Szczególnie w społeczeństwie zdo­minowanym przez mężczyzn musi się to coraz bardziej wiązać ze sprawą prestiżu, mężczyźni bowiem z reguły bar­dziej niż o miłości myślą o swoim statusie wśród bliźnich.



I w końcu wymaganie monogamii jest ściśle związane z analno-sadystycznymi elementami popędowymi, i to wła­śnie one, wraz z elementami narcystycznymi, nadają szcze­gólny charakter występującemu w małżeństwie roszczeniu dotyczącemu monogamii. Albowiem w przeciwieństwie do swobodnych relacji miłosnych, w małżeństwie kwestie do­tyczące posiadania są w dwojaki sposób ściśle związane z jego historycznym znaczeniem. Fakt, iż małżeństwo jako takie stanowi wspólnotę ekonomiczną, jest mniej istotny niż pogląd, wedle którego kobietę traktowano jako własność mężczyzny. Zatem bez jakiegoś specjalnego indywidualnego podkreślania cech analnych w małżeństwie elementy te uaktywniają się i zamieniają wymaganie dotyczące miłości w analno-sadystyczne roszczenie dotyczące posiadania. Ele­menty o takim pochodzeniu można dostrzec w ich najbar­dziej surowej postaci w dawnych wyrokach sądowych doty­czących niewiernych żon, ale w dzisiejszym małżeństwie nadal często ujawniają się one w środkach stosowanych w celu realizacji roszczenia: mniej lub bardziej podbudo­wany uczuciem przymus i wiecznie żywa podejrzliwość ma­jąca na celu dręczenie partnera — oba te elementy znane są nam z analizy nerwicy natręctw.

Zatem źródła, z których ideał monogamii czerpie swą siłę, wydają się wystarczająco pierwotne. Pomimo tych, by tak rzec, skromnych początków, ideał ów stał się z czasem bar­dzo potężny, co zbliża go, jak wiemy, do innych ideałów, w których znajdują zaspokojenie elementarne impulsy po-pędowe odrzucone przez świadomość. W naszym przypad­ku na proces ten ma wpływ fakt, że często zaspokojenie niektórych z naszych najsilniejszych wypartych pragnień

71

jednocześnie stanowi duże osiągnięcie ze społecznego i kul­turalnego punktu widzenia. Jak wykazał Rado w swojej pracy An Anxious Mother3, to kształtowanie się ideałów umożliwia ograniczenie krytycznej funkcji ego, która w prze­ciwnym razie doprowadziłaby do zrozumienia, że to roszcze­nie do trwałej wyłączności, choć zrozumiałe jako pragnie­nie, jako żądanie jest nie tylko trudne do zaspokojenia, lecz również nieuzasadnione; a co więcej, że w stopniu znacz­nie większym niż przejaw pragnienia autentycznej miłości stanowi zaspokojenie narcystycznych i sadystycznych impul­sów. Jak ujmuje to Rado, dzięki ukształtowaniu się tego ide­ału ego zyskuje „narcystyczne zabezpieczenie", pod którego przykrywką może dać swobodę działania wszystkim tym popędom, które w przeciwnym razie by potępiło, jednocze­śnie umacniając poczucie własnej wartości dzięki poczuciu, że roszczenie, które wysuwa, jest właściwe i idealne.



Oczywiście fakt, że te wymagania są usankcjonowane przez prawo, ma ogromne znaczenie. W propozycjach re­form wypływających ze świadomości niebezpieczeństw, na jakie małżeństwo narażone jest właśnie z powodu tego przy­musu, zazwyczaj wywołuje on szczególny sprzeciw. Nie­mniej ta sankcja prawna stanowi prawdopodobnie jedynie jawny wyraz wartości, do jakiej w ludzkich umysłach ura­sta to wymaganie. A kiedy zdamy sobie sprawę, z jak głę­boko zakorzenionej bazy popędowej wyrasta to żądanie wyłączności, zrozumiemy też, że gdyby jego obecne wyidea­lizowane uzasadnienie zostało ludzkości odebrane, próbo­walibyśmy za wszelką cenę w taki czy inny sposób znaleźć nowe. Ponadto dopóki społeczeństwo przywiązuje wagę do monogamii, z punktu widzenia ekonomii psychicznej jest zainteresowane dopuszczeniem do zaspokojenia elementar­nych popędów tkwiących u podstaw tego żądania, w celu skompensowania ograniczeń popędu, które ono narzuca.

Wymaganie dotyczące monogamii, choć ma tę ogólną podstawę, może w indywidualnych przypadkach uzyskiwać

„Int. J. Psycho-Anal.", vol. IX (1928).

72

wsparcie z różnych innych źródeł. Czasem w ekonomii po­pędów niewspółmiernie duże znaczenie zyskuje jeden z jego elementów składowych, innym razem mogą oddziaływać wszystkie te czynniki, które uznajemy za siły napędowe w zazdrości. Można nawet określić wymaganie dotyczące monogamii jako zabezpieczenie przed udręką zazdrości.

Z drugiej strony, tak jak zazdrość, może ono zostać wy­parte przez brzemię poczucia winy, które daje nam do zro­zumienia, że nie mamy prawa wyłączności wobec ojca. Może też zostać zepchnięte na plan dalszy przez inne cele popę­dów, tak jak to się dzieje w znanych przejawach utajonego homoseksualizmu.

Ponadto, jak już powiedziałam, pragnienia poligamiczne kolidują z naszym własnym ideałem wierności. W przeci­wieństwie do wymagań dotyczących monogamii kierowa­nych wobec innych, nasza własna postawa wobec wierności nie ma bezpośredniego pierwowzoru w naszym dziecięcym doświadczeniu. Jej treść stanowi ograniczenie popędu, a zatem najwyraźniej nie jest niczym elementarnym, lecz jest jedynie przekształceniem popędu, nawet u samych swo­ich początków.

Z reguły sposobność badania tego wymagania dotyczące­go monogamii nadarza się częściej w przypadku kobiet niż w przypadku mężczyzn, i powstaje pytanie, dlaczego tak jest. Kwestia polega tu nie na tym, czy (jak często się twier­dzi) mężczyźni z natury mają usposobienie bardziej poliga­miczne. Po pierwsze bowiem bardzo niewiele wiemy z całą pewnością o naturalnych skłonnościach, a poza tym tego typu stwierdzenie jest po prostu całkiem wyraźnym ten­dencyjnym zmyśleniem działającym na korzyść mężczyzn. Sądzę jednak, że jesteśmy uprawnieni do zapytania, jakie to czynniki psychologiczne sprawiają, iż w życiu wierność spotyka się tak znacznie rzadziej u mężczyzn niż u kobiet.



Możliwe są różne odpowiedzi na to pytanie, gdyż nie można go rozpatrywać w oderwaniu od czynników histo­rycznych i społecznych. Można by na przykład rozważać, do jakiego stopnia większa wierność kobiety mogłaby być

73

wtórnie uwarunkowana tym, iż mężczyźni w sposób ogól­nie bardziej skuteczny narzucili swoje wymaganie dotyczą­ce monogamii. Mam tu na myśli nie tylko ekonomiczne uza­leżnienie kobiet czy drakońskie kary ustanowione za ko­biecą niewierność; wchodzą tu w grę inne, bardziej skomplikowane czynniki, które Freud jasno wyraził w The Taboo of Virginity {Tabu dziewictwa) — głównie wymaga­nie, aby kobieta wkraczała w związek małżeński jako dzie­wica, stawiane przez mężczyzn w celu zapewnienia sobie w pewnej mierze jej „seksualnego zniewolenia".

Z analitycznego punktu widzenia nasuwają się w związ­ku z tym problemem dwa pytania. Po pierwsze: Wiedząc, że możliwość zapłodnienia czyni ze stosunku pod względem fizjologii sprawę o większej doniosłości dla kobiet niż dla mężczyzn, czy nie należy się spodziewać, że fakt ten znaj­dzie odzwierciedlenie w sferze psychologii? Osobiście była­bym zaskoczona, gdyby tak nie było. Wiemy na ten temat tak niewiele, że jak dotąd nie byliśmy w stanie wyodrębnić jakiegoś specjalnego popędu rozrodczego, zawsze udawało nam się tylko dostrzec jego istnienie pod psychiczną nadbu­dową. Wiemy, że rozszczepienie pomiędzy miłością „ducho­wą" a zmysłową, które tak silnie wiąże się z kwestią możli­wości zachowania wierności, jest cechą, która charaktery­zuje w przeważającej mierze - a prawdę mówiąc, niemal wyłącznie - mężczyzn. Czyż nie jest możliwe, że tu właśnie mamy to, czego poszukujemy - psychiczny odpowiednik bio­logicznej różnicy pomiędzy płciami?

Drugie pytanie wypływa z następującej refleksji. Różnicę pomiędzy rezultatem kompleksu Edypa u mężczyzn i u ko­biet można ująć tak: chłopiec dokonuje bardziej radykalnego odrzucenia pierwotnego obiektu miłości przez wzgląd na swoją dumę genitalną, podczas gdy dziewczynka pozostaje silniej zafiksowana na osobie ojca, ale najwidoczniej jest to możliwe tylko pod warunkiem, że w większym stopniu zre­zygnuje ona ze swojej roli seksualnej. Pytanie zatem brzmiałoby, czy dowodem na różnicę pomiędzy płciami nie jest występujące w późniejszym życiu kobiety zasadniczo




1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   20


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna