Dom wydawniczy rebis



Pobieranie 2,25 Mb.
Strona5/20
Data14.02.2018
Rozmiar2,25 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   20

53

we wrażenia, jak akty rzeczywistej brutalności ze strony ojca i choroba matki, mogą dodatkowo umacniać w dziecku przekonanie o tym, że pozycja kobiety jest niepewna i peł­na zagrożeń.

Wszystko to oddziałuje na małą dziewczynkę, tym bar­dziej że ma miejsce w okresie pierwszego nasilenia jej roz­woju płciowego, kiedy to nieświadomie utożsamia ona wła­sne popędowe roszczenia z matczynymi. Z tych nieświado­mych popędowych roszczeń bierze swój początek inny impuls, który może prowadzić w tym samym kierunku. Chodzi o to, że im silniejsze jest to wczesne kobiece uczucie miłości do ojca, tym większe jest niebezpieczeństwo, że przeminie ono z powodu doznanego ze strony ojca zawodu lub z powodu poczucia winy wobec matki. Co więcej, afekty te pozostają nierozerwalnie związane z rolą kobiecą. Takie powiązanie z poczuciem winy może nastąpić zwłaszcza w wyniku straszenia dziecka z powodu uprawiania mastur-bacji, która, jak wiemy, stanowi fizyczny wyraz pojawiają­cego się w tym okresie pobudzenia seksualnego.

Z powodu tych lęków i poczucia winy dziewczynka może się zupełnie odwrócić od roli kobiecej i aby poczuć się bez­piecznie, przyjąć fikcyjną rolę męską. Pragnienie bycia mężczyzną, biorące swój początek z naiwnej zazdrości, która zgodnie z własną naturą powinna wcześnie zanik­nąć, teraz ulega nadmiernej kateksji przez te potężne im­pulsy i może wywołać doniosłe skutki, na które zwróciłam uwagę powyżej.

Umysł nieanalityczny będzie miał skłonność najpierw myśleć o rozczarowaniach w późniejszym życiu miłosnym. Czasami rzeczywiście obserwujemy, że mężczyzna, zawiódł­szy się na kobiecie, zwraca się ku homoseksualnym obiek­tom erotycznym. Z pewnością nie powinniśmy lekceważyć tych późniejszych doświadczeń, ale praktyka podpowiada nam, że te późniejsze niepowodzenia w życiu erotycznym mogą stanowić następstwo postawy ukształtowanej już w dzieciństwie. Z drugiej strony, wszystkie te konsekwen­cje mogą wystąpić bez takich późniejszych doświadczeń.

54

Gdy już raz te nieświadome pragnienia zostania męż­czyzną się zakorzenią, kobieta wpada w zgubne błędne koło. Początkowo ucieka ona od roli kobiecej w fikcję roli męskiej, ale gdy ta męska postawa już się ukształtuje, przyczynia się z kolei do jeszcze silniejszego odrzucenia roli kobiecej, tym razem zabarwionego jeszcze nutą pogardy. Kobieta, która opiera swoje życie na takich nieświadomych roszczeniach, zasadniczo naraża się na podwójne zagroże­nie: po pierwsze, ze strony swojego pragnienia bycia męż­czyzną, które osłabia jej poczucie tożsamości, a po drugie, ze strony swej wypartej kobiecości, jako że pewne doś­wiadczenia będą jej nieuchronnie przypominać o jej roli ko­biecej.

Literatura dostarcza nam przykładu losu kobiety, która załamała się pod wpływem takiego wewnętrznego konflik­tu. Jest to skreślona z historycznym rozmachem przez Schillera postać Dziewicy Orleańskiej. Mamy tu romantycz­ny obraz bohaterki załamującej się pod naporem poczucia winy z powodu tego, że na krótką chwilę pokochała ona wroga swego kraju. Wydaje się jednak, że nie tłumaczy to w zadowalający sposób tak głębokiego poczucia winy i tak poważnego załamania; kara za takie przewinienie wydaje się nieodpowiednia i niesprawiedliwa. Wydarzenie to zy­skuje natomiast znaczenie o głębokim wydźwięku psycho­logicznym, jeśli przyjmiemy, że poetycka intuicja odmalo­wała tutaj konflikt płynący z głębi nieświadomości. Możli­wości psychologicznego zrozumienia dramatu należałoby wówczas szukać w prologu. Tam Dziewica słyszy głos Boga zabraniający jej kobiecych doznań, ale obiecujący w zamian męskie zaszczyty. Cytując:

Nigdy nie zaznasz męskiej ty miłości,

Ani namiętność grzeszna w sercu twym zagości,

Włosów ci nie ozdobi ślubny wianek,

Ani się w pierś twą wtuli dziecko ukochane,

Lecz cię uwznioślę wojny zaszczytami

Ponad wszystkimi na tej ziemi niewiastami.

[tłum. poi. Jacek Majewski]



55

Przypuśćmy, że głos Boga pod względem psychologicz­nym można by uznać za równoważny głosowi ojca, które to założenie usprawiedliwione jest tysiącami innych doświad­czeń. A zatem sedno podstawowej sytuacji stanowiłby fakt, że zakaz doświadczania na sposób kobiecy powiązany jest z uczuciami do ojca i że zakaz ten, rzutowany na ojca, popy­cha Dziewicę ku roli męskiej. Całkowite załamanie byłoby więc konsekwencją nie tego, że kocha ona wroga swego kra­ju, ale tego, że w ogóle żywi uczucia miłości i że wyparta kobiecość doszła do głosu i towarzyszy jej poczucie winy. Jest przy okazji bardzo znamienne, że ten konflikt prowa­dzi nie tylko do kryzysu emocjonalnego, lecz również do niepowodzenia w jej „męskich" wyczynach.



W psychologii klinicznej stosunkowo często spotyka się przypadki, które, uwzględniając proporcje, przypominają postaci zrodzone z genialnej intuicji poety. Są to przypadki kobiet, które zapadają na nerwicę lub wykazują zmiany charakterologiczne po swoim pierwszym doświadczeniu se­ksualnym, bez względu na to, czy będzie to jedynie fakt uświadomienia seksualnego, czy też rzeczywisty kontakt fizyczny. Ogólnie rzecz biorąc, można stwierdzić, że są to przypadki, w których dostęp do roli specyficznie kobiecej blokowany jest przez nieświadome poczucie winy lub lęk. Tego rodzaju trudność niekoniecznie musi prowadzić do oziębłości. To, w jakim stopniu utrudnione będzie kobiece odczuwanie, zdeterminowane jest jedynie natężeniem wy­stępujących oporów. Można tu zaobserwować całe kontinu­um objawów, od odrzucenia samej myśli o doświadczeniach seksualnych do przypadków kobiet, u których opór przeja­wia się tylko poprzez język ciała jako oziębłość. Jeśli opór jest stosunkowo nieduży, oziębłość ta zazwyczaj nie przyj­muje postaci sztywnego, niezmiennego sposobu reagowa­nia. W pewnych, w większości nie uświadomionych oko­licznościach, może ustąpić. U pewnych kobiet doświadczeniom seksualnym musi towarzyszyć poczucie łamania jakiegoś za­kazu, u innych — poczucie, że są ofiarami przemocy, a u je­szcze innych - brak jakiegokolwiek zaangażowania emocjo-

56

nalnego. W tym ostatnim przypadku kobieta może być oziębia wobec ukochanego mężczyzny, a jednocześnie gotowa do cał­kowitego fizycznego oddania się mężczyźnie, którego jedynie pożąda zmysłowo, ale nie kocha.

Z tych różnych przejawów oziębłości można wysnuć słu­szny wniosek ojej psychicznej genezie. Ponadto wniknięcie dzięki psychoanalizie w przebieg jej rozwoju pomaga nam zrozumieć, że jej pojawianie się lub zanikanie w określo­nych sytuacjach psychologicznych jest ściśle zdetermino­wane przez historię rozwoju danej jednostki. Stwierdzenie Stekla, że „nieczuła kobieta to jedynie kobieta, która nie znalazła odpowiedniej dla siebie formy zaspokojenia", jest z tego punktu widzenia nieporozumieniem, jako że ta „od­powiednia forma" może być związana z zaistnieniem pew­nych nieświadomych warunków, które albo zupełnie nie są możliwe do spełnienia, albo są nie do przyjęcia dla świado­mego ego.



Zjawisko oziębłości można więc rozpatrywać w szerszym kontekście. Oziębłość może rzeczywiście sama w sobie sta­nowić ważny objaw, jako że nagromadzenie libido, z powo­du braku możliwości bieżącego rozładowania, jest źle zno­szone przez wiele kobiet. Jej prawdziwe znaczenie ujawnia się jednak dopiero w świetle zaburzenia rozwoju, które leży u jej podstaw i którego jest ona jedynie wyrazem. Można teraz łatwo zrozumieć, dlaczego oziębłość tak często wpły­wa również na inne funkcje kobiece i dlaczego rzadko kiedy spotkać można u kobiety poważne zaburzenia nerwowe, którym nie towarzyszyłaby oziębłość i tkwiące u jej pod­staw zahamowania.

W ten sposób powracamy do początkowej kwestii doty­czącej powszechności tego zjawiska. Można więc już bez dalszych komentarzy stwierdzić, że zgodnie z powyższą koncepcją powszechność oziębłości nie stanowi wystarcza­jącego powodu do nazwania jej czymś normalnym, szcze­gólnie że potrafimy doszukać się jej genezy w pewnych za­hamowaniach rozwoju. Nadal otwarte pozostaje jednak pytanie o przyczyny jej zastraszającego rozpowszechnienia.

57

Kwestii tej nie da się rozwiązać tylko metodami anali­tycznymi. Psychoanaliza jest w stanie jedynie wskazać pew­ne tendencje rozwoju, w wyniku których pojawia się ozię­błość. Poza tym pozwala nam ona do pewnego stopnia zro­zumieć łatwość, z jaką skłonności te mogą dojść do głosu. Nie może nam jednak powiedzieć nic o tym, dlaczego tak faktycznie się dzieje, a w każdym razie nic, co wykraczało­by poza ramy spekulacji.

Wydaje mi się, że wyjaśnienia tej powszechności szukać należy raczej w czynnikach ponadindywidualnych, kultu­rowych. Jak dobrze wiadomo, nasza kultura jest kulturą zdominowaną przez mężczyzn, a zatem ogólnie rzecz biorąc nie sprzyja ona ujawnianiu się i rozwojowi kobiecej indywi­dualności9. Spośród różnorodnych rodzajów wpływu, jakie ten czynnik wywiera na kobietę, chciałabym zwrócić szcze­gólną uwagę tylko na dwa.

Po pierwsze, bez względu na to, jak bardzo dana kobieta może być ceniona jako matka albo kochanka, to zawsze męż­czyzna będzie uważany za bardziej wartościowego z ludzkiego i duchowego punktu widzenia. Dziewczynka dorasta w takim właśnie ogólnym przekonaniu. Jeśli uświadomimy sobie, że od najwcześniejszych lat dziecięcych dziewczynka ma powód, aby zazdrościć mężczyźnie, łatwo zrozumiemy, jak bardzo to spo­łeczne mniemanie musi przyczyniać się do usprawiedliwiania jej świadomych pragnień, by być mężczyzną, i jak bardzo utru­dnia jej ono wewnętrzną akceptację swojej kobiecej roli.

Dodatkowym niekorzystnym czynnikiem jest pewien szczególny rys współczesnego męskiego erotyzmu. Roz­szczepienie życia erotycznego na części zmysłową i roman­tyczną, spotykane u kobiet raczej sporadycznie, u wykształ­conych mężczyzn wydaje się równie powszechne jak ozię­błość u kobiet10. Zatem z jednej strony mężczyzna poszukuje

9 Georg Simmel, Philosophische Kultur, (w:) Gesammelte Essays von

Georg Simmel, red. dr Werner Klinkhardt, Leipzig 1911.

10 Sigmund Freud, Contributions to the Psychology ofLove;A Special

Type of Choice ofObject Madę by Men (1910), (w:) Collected Papers, vol.

TV, s. 192-202.

58

przyjaciółki i towarzyszki życia, która byłaby mu bliska duchowo, ale wobec której jego zmysłowość jest zahamo­wana i od której w głębi duszy oczekuje podobnej postawy wobec siebie samego. Łatwo jest przewidzieć, że skutkiem takiego podejścia może być pojawienie się u kobiety ozię­błości, nawet jeśli zahamowania wynikające z jej własnego rozwoju, które wnosi ona do związku, nie są nieprzezwy-ciężalne. Z drugiej strony, mężczyzna taki będzie też po­szukiwał kobiety, z którą mógłby utrzymywać stosunki wy­łącznie natury seksualnej, i tendencja ta przejawia się naj­wyraźniej w jego związkach z prostytutkami. U kobiet taka jego postawa musi jednak również prowadzić do oziębłości. Ponieważ u kobiet sfera uczuć jest z reguły o wiele ściślej i bardziej jednoznacznie powiązana ze sferą seksualną, ko­bieta nie potrafi oddać się całkowicie, jeśli nie kocha albo nie jest kochana. Weźmy pod uwagę fakt, że z powodu do­minującej pozycji mężczyzny jego subiektywne potrzeby mogą rzeczywiście być realizowane. Uwzględnijmy także wpływ, jaki na powstawanie i podtrzymywanie kobiecych zahamowań wywierają obyczaj i wykształcenie. Tych parę przykładów może uzmysłowić nam, jak potężne siły ograni­czają kobietę w ujawnianiu przez nią jej kobiecości. Z dru­giej strony, psychoanaliza pokazuje, jak wiele okoliczności i tendencji w kobiecym rozwoju może prowadzić również od wewnątrz do odrzucenia roli kobiecej.

Stopień oddziaływania czynników egzogennych i en­dogennych jest różny w każdym indywidualnym przy­padku. Zasadniczo jednak wpływ wywierają tu zawsze oba te czynniki. Można przypuszczać, że dokładniejsze pozna­nie sposobu ich łącznego oddziaływania powinno przyczy­nić się do lepszego zrozumienia zjawiska powszechności ko­biecych zahamowań.

Problem ideału monogamii*

Od jakiegoś czasu z rosnącym zdumieniem pytam samą siebie, dlaczego jak dotąd nie dokonano dogłębnego anali­tycznego opisu problemów małżeństwa1, skoro z pewnością każdy bez wyjątku analityk miałby dużo do powiedzenia na ten temat, a zarówno z punktu widzenia praktyki, jak i teorii istnieje potrzeba zmierzenia się z tymi problemami. Z punktu widzenia praktyki, albowiem codziennie styka­my się z konfliktami małżeńskimi; z punktu widzenia teo­rii, albowiem trudno wyobrazić sobie inną sytuację życio­wą, która byłaby w sposób równie ścisły i oczywisty jak małżeństwo związana z sytuacją edypalną.

Może (powiedziałam sobie) cała ta kwestia dotyka nas zbyt bezpośrednio, aby stanowić atrakcyjny przedmiot na­ukowych dociekań i ambicji. Jest również możliwe, że to nie same problemy, ale konflikty dotykają nas zbyt bezpo-

* Odczytane na X Międzynarodowym Kongresie Psychoanalitycznym w Innsbrucku, 3 września 1927 roku. „Int. J. Psycho-Anal.", vol. IX (1928), s. 318-331. Przedrukowane za zgodą „The Internationa] Journal of Psy-cho-Analysis".



1 Nie oznacza to, by niemal każdy aspekt tych problemów nie został już w jakiś sposób poruszony w literaturze psychoanalitycznej. Wystarczy tylko wymienić Freuda„Civilized" Sexual Morality and Modern Nenous-ness oraz Contributions to the Psychology of Love; Ferencziego Psycho--Analysis ofSexual Habits; ReichaDie Funktion des Orgasmus; Schultza--Henkego Einfiihrung in die Psycho-analyse; Fliigla The Psycho-Analytic Słudy of the Family. Również w Ehebuch (zredagowanym przez Maxa Marcusego) mamy prace Róheima Urformen und Wandlungen der Ehe; Horney Psychische Eignung und Nichteignung zur Ehe, Uber die psychi-schen Bedingungen zur Gattenwahl, Uber die psychischen Wurzeln eini-ger typischer Ehekonflikte.

60

średnio, leżą zbyt blisko najgłębszych źródeł naszych naj­bardziej intymnych, osobistych doświadczeń. Istnieje tu je­szcze jedna trudność. Małżeństwo jest instytucją społecz­ną, i stąd nasze psychologiczne podejście do problemów małżeńskich z konieczności napotyka pewne ograniczenia; jednocześnie praktyczne znaczenie tych problemów zobo­wiązuje nas, abyśmy przynajmniej próbowali zrozumieć ich psychologiczne podłoże.

Choć w niniejszej pracy zamierzam zająć się jednym, kon­kretnym problemem, musimy przede wszystkim postarać się wyrobić sobie (przynajmniej ogólne) pojęcie o podsta­wowej sytuacji psychologicznej, jaką implikuje małżeństwo. W swojej Ehebuch Keyserling wysunął ostatnio pytanie, które jest równie zaskakujące jak oczywiste. Co powoduje, pyta on, że pomimo powtarzających się na przestrzeni wie­ków niepowodzeń i nieszczęść małżeńskich, istoty ludzkie nie przestają zawierać związków małżeńskich? Aby odpo­wiedzieć na to pytanie, nie musimy na szczęście wspierać się ideą o „naturalnym" pragnieniu posiadania męża i dzie­ci ani uciekać się do wyjaśnień natury metafizycznej, jak robi to Keyserling; możemy z większą precyzją stwierdzić, że czynnikiem pchającym nas ku małżeństwu jest ni mniej, ni więcej, jak oczekiwanie, iż znajdziemy w nim spełnienie wszystkich dawnych pragnień wynikających z przeżytej w dzieciństwie sytuacji edypalnej — pragnienia, by być żoną swego ojca i uczynić z niego swą wyłączną własność oraz by rodzić mu dzieci. Na marginesie powiem, że wiedząc o tym, prawdopodobnie z dużym sceptycyzmem odniesie­my się do przepowiedni, że instytucja małżeństwa wkrótce przestanie istnieć, jakkolwiek trzeba przyznać, że w każ­dej epoce kształt społeczeństwa wpływać będzie na postać tych niewyczerpanych pragnień.

Zatem od samego początku małżeństwo obciążone jest niebezpiecznie dużym i ciężkim brzemieniem nieświado­mych pragnień. Jest to w dużej mierze nieuniknione, wie­my bowiem, że nie sposób powstrzymać uporczywego po­wtarzania się tych pragnień i że ani uświadomienie sobie

61

tych trudności, ani ich poznanie na przykładzie życia in­nych nie może tak naprawdę zbytnio pomóc. Istnieją dwa powody, dla których ten ładunek nieświadomych pragnień stanowi niebezpieczeństwo. Z punktu widzenia id jednost­ka narażona jest na rozczarowanie nie tylko dlatego, iż sta­nie się samemu ojcem lub matką w najmniejszym stopniu nie zaspokaja tkwiących w naszych umysłach dziecięcych tęsknot, lecz również dlatego, że — jak mówi Freud — mąż czy żona zawsze stanowią tylko substytut. Jak gorzkie to będzie rozczarowanie, zależy z jednej strony od stopnia fi-ksacji, a z drugiej od rozmiarów rozbieżności pomiędzy od­nalezionym obiektem i osiągniętym zaspokojeniem a kon­kretnymi nieświadomymi pragnieniami seksualnymi.



Z drugiej strony superego zagrożone jest odnowieniem dawnego tabu kazirodztwa — tym razem w związku ze współmałżonkiem, i im pełniej są zaspokajane nieświado­me pragnienia, tym większe niebezpieczeństwo. Wydaje się, że ponowne pojawienie się tabu kazirodztwa, tym razem w małżeństwie, jest bardzo typowe i prowadzi, przy uwzglę­dnieniu wszystkich oczywistych różnic, do takich samych , rezultatów, jak w relacji pomiędzy dzieckiem i jednym z rodziców/rodzicami; mianowicie bezpośrednie cele seksu­alne zastępowane są postawą czułości, w której cel seksual­ny ulega zahamowaniu. Osobiście znam tylko jeden przy­padek, w którym to nie nastąpiło - żona nie przestała być zakochana w swoim mężu jako obiekcie seksualnym, oka­zało się jednak, że w wieku dwunastu lat doznała ona fak­tycznego seksualnego zaspokojenia ze strony ojca.

Istnieje oczywiście jeszcze inny powód, dla którego se­ksualność w małżeństwie zazwyczaj przejawia się w taki sposób - w wyniku zaspokajania pragnień redukowane jest napięcie seksualne, szczególnie że zawsze możliwe jest ła­twe uzyskanie gratyfikacji w związku z jednym partnerem. Jednak głębszego źródła tego typowego zjawiska, a w każ­dym razie wytłumaczenia tempa tego procesu i w szczegól­ności stopnia jego zaawansowania, można zawsze doszu­kać się w jakimś tego rodzaju nawrocie do kompleksu Edy-

62

pa2. Pomijając różne przypadkowe czynniki, sposób i sto­pień ujawniania się wpływu naszej wczesnej sytuacji zale­żeć będzie od tego, na ile silne i żywe pozostaje w umyśle danej jednostki tabu kazirodztwa. Jego głębsze skutki, choć ich przejawy są bardzo różne u poszczególnych osób, można łącznie określić w sposób następujący: prowadzą one do pewnych ograniczeń i uwarunkowań, przy których jednost­ka jest jednak jeszcze w stanie tolerować związek małżeń­ski, pomimo tabu kazirodztwa.

Jak wiemy, te ograniczenia mogą ujawniać się już po­przez sam wybór żony czy męża. Może być tak, że kobieta wybrana na żonę nie powinna w żaden sposób przypominać matki; pod względem przynależności rasowej lub pochodze­nia społecznego, potencjału intelektualnego lub wyglądu musi stanowić pewne przeciwieństwo matki. To w pewnej mierze wyjaśnia, dlaczego małżeństwa zawierane z rozsąd­ku lub za pośrednictwem strony trzeciej często okazują się stosunkowo lepsze niż autentyczne związki podyktowane uczuciem. Chociaż podobieństwo pomiędzy sytuacją mał­żeńską a pragnieniami związanymi z kompleksem Edypa automatycznie prowadzi do powtórzenia się wczesnego na­stawienia i rozwoju jednostki, to jednak zjawisko to nie jest aż tak nasilone, jeśli nie wszystkie nieświadome oczekiwa­nia od samego początku kierowane są ku przyszłemu współ-

2 W swojej pracy On the Most Prevalent Form of Degradation in Erotic Life (Collected Papers, vol. IV, s. 203) Freud potraktował ten problem w podobny sposób. Mówi tam: „Ale czy prawdą jest, że umysłowa wartość popędu nieodmiennie zmniejsza się wraz z jego zaspokojeniem?" I przy­pomina nam, co się dzieje z nałogowym pijakiem i jego winem — jak sam upływ czasu powoduje, że przywiązuje się on coraz bardziej do konkret­nego, ulubionego trunku. Odpowiedź Freuda w całej tej sprawie jest taka sama jak podana tutaj, o tyle, że przypomina nam, iż w naszym życiu erotycznym pierwotny obiekt może być zastępowany przez nie kończący się szereg substytutów, „z których żaden nie jest w pełni zadowalający". Dodałabym do tego wyjaśnienia jedynie to, że nie tylko trwa nieustanne poszukiwanie „prawdziwego" obiektu miłości, lecz trzeba również brać pod uwagę opór przed zbliżeniem się do aktualnego obiektu w związku z zakazem, który tak często towarzyszy zaspokojeniu pragnienia.


1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   20


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna