Dom wydawniczy rebis



Pobieranie 2,25 Mb.
Strona20/20
Data14.02.2018
Rozmiar2,25 Mb.
1   ...   12   13   14   15   16   17   18   19   20

Te rozważania ułatwiają nam zrozumienie złudzenia „wielkiej miłości", w który to problem nie mogę się dzisiaj zagłębiać.

Zaczęliśmy omawiać powody, dla których tak trudno jest neurotykowi uzyskać dowody czułości, pomoc, miłość itp., czego tak bardzo pragnie. Jak dotąd odkryliśmy dwa po-

262

wody: jego zachłanność i jego niezdolność do kochania. Trzecim powodem jest jego ogromna obawa przed odrzuce­niem. Ta obawa może być tak przytłaczająca, że powstrzymu­je go przed zwróceniem się do innych z jakimś pytaniem czy nawet życzliwym gestem, żyje bowiem w nieustannym lęku, iż druga osoba może go odrzucić. Może nawet bać się dać komuś prezent, również spodziewając się odrzucenia.

Jak widzieliśmy, prawdziwe lub wyimaginowane odrzu­cenie wzbudza w neurotyku tego typu głęboką wrogość. Ta obawa przed odrzuceniem oraz jego wroga na nie reakcja powodują, iż wycofuje się coraz bardziej. W przypadkach mniej poważnych życzliwość i uprzejmość mogą sprawić, że neurotyk przez jakiś czas poczuje się lepiej. Ludzie silniej znerwicowani nie potrafią przyjąć od innych jakichkolwiek ciepłych uczuć. Można ich porównać do kogoś, kto głoduje, ale ma związane z tyłu ręce. Są przekonani, że nie można ich pokochać - i jest to przeświadczenie niezachwiane. Oto pewien przykład. Jeden z moich pacjentów chciał zaparko­wać samochód przed hotelem; podszedł portier, aby mu po­móc. Ale gdy pacjent go zobaczył, przestraszył się, myśląc: „O Boże, pewnie zaparkowałem w niewłaściwym miejscu!" Albo jeśli jakaś dziewczyna była przyjaźnie do niego uspo­sobiona, interpretował jej życzliwość jako sarkazm. Wszy­scy wiemy, że jeśli powiemy takiemu pacjentowi szczery komplement - na przykład że jest inteligentny - będzie przekonany, że zrobiliśmy to tylko ze względów terapeu­tycznych i że w związku z tym w rzeczywistości wcale tak nie myślimy. Ta nieufność może być mniej lub bardziej świadoma.

Życzliwość może wywoływać bardzo silny lęk w przypad­kach zbliżonych do schizofrenii. Pewien znajomy, mający duże doświadczenie w pracy ze schizofrenikami, opowie­dział mi o pacjencie, który od czasu do czasu prosił o dodat­kową sesję. Mój znajomy przybierał zirytowaną minę, za­glądał do swego terminarza i w końcu odburkiwał: „No do­brze, jeśli to konieczne, niech pan przyjdzie..." Postępował w taki sposób, ponieważ zdawał sobie sprawę z lęku, jaki

263


życzliwość może wzbudzać u takich ludzi. Tego rodzaju re­akcje często pojawiają się również w nerwicach.

Proszę nie mylić miłości z seksualnością. Pewna pacjent­ka powiedziała mi kiedyś: „Zupełnie nie obawiam się se­ksu, ale okropnie boję się miłości". Faktycznie ledwo była w stanie wymówić słowo „miłość" i robiła wszystko, co w jej mocy, aby utrzymać wobec innych wewnętrzny dystans. Bez trudu podejmowała współżycie seksualne i nawet do­znawała pełnych orgazmów. Jednak pod względem emocjo­nalnym zachowywała wobec mężczyzn dużą rezerwę i mó­wiła o nich z taką obiektywnością, z jaką można by rozma­wiać o samochodach.

Ten lęk przed jakąkolwiek postacią miłości sam zasługuje na szczegółowe omówienie. Zasadniczo ludzie ci bronią się przed swym ogromnym lękiem przed życiem, swoim lękiem podstawowym, poprzez zamykanie się w sobie i utrzymują poczucie bezpieczeństwa poprzez powstrzymywanie się.

Częścią całego problemu jest ich obawa przed uzależnie­niem. Ponieważ ludzie ci istotnie są uzależnieni od miłości innych i potrzebują jej tak, jak do oddychania potrzebny jest tlen, niebezpieczeństwo uwikłania się w męczący sto­sunek uzależnienia jest rzeczywiście bardzo duże. Obawia­ją się wszelkiej formy uzależnienia, tym bardziej że prze­konani są, iż inni ludzie żywią wobec nich wrogie uczucia.

Często spotyka się przypadki, gdy ta sama osoba w pew­nym okresie życia pozostaje całkowicie zależna i bezradna, a w innym broni się z całych sił przed wszystkim, co choć trochę przypomina uzależnienie. Pewna młoda dziewczy­na, zanim podjęła psychoanalizę, przeżyła parę romansów o mniej lub bardziej seksualnym charakterze, z których każdy skończył się wielkim rozczarowaniem. Gdy przytra­fiało jej się coś takiego, była głęboko nieszczęśliwa, pławiła się w swoim cierpieniu, uważając, że może żyć tylko dla tego konkretnego mężczyzny, jak gdyby jej życie traciło bez niego sens. W rzeczywistości z żadnym z tych mężczyzn nic jej zupełnie nie łączyło i nie żywiła do nich żadnych praw­dziwych uczuć. Po paru tego rodzaju doświadczeniach jej

264


postawa zmieniła się na przeciwną, to znaczy w podykto­waną przesadnymi obawami obronę przed jakąkolwiek za­leżnością. Aby uchronić się przed wszelkim tego rodzaju zagrożeniem, całkowicie odcięła się od swoich uczuć. Teraz pragnęła tylko jednego - panować nad mężczyznami. Ży­wienie albo pokazywanie uczuć stało się dla niej przeja­wem słabości, a więc czymś godnym pogardy. Ten lęk wy­rażał się u niej w sposób następujący: Rozpoczęła analizę ze mną w Chicago. Później ja przeprowadziłam się do No­wego Jorku. Nie było żadnego powodu, aby nie przeprowa­dziła się tam również, mogła bowiem równie dobrze praco­wać i tam. Niemniej fakt, że przeprowadziła się do Nowego Jorku z mojego powodu, tak bardzo wytrącał ją z równowa­gi, że przez trzy miesiące nękała mnie narzekaniami, jak odrażający jest Nowy Jork. Motyw był następujący: Abso­lutnie nigdy nie ustępuj i nic dla nikogo nie rób, bo to już jest równoznaczne z uzależnieniem, a zatem jest niebez­pieczne.

To są właśnie najważniejsze powody, które sprawiają, że neurotykowi tak niezwykle trudno jest znaleźć zaspokoje­nie. Niemniej chciałabym pokrótce wspomnieć o tym, jakie drogi do tego celu stoją przed nim otworem. Odwołam się tu do czynników, które wszystkim nam są znane. Główne sposoby, które wykorzystuje neurotyk, aby doznać spełnie­nia, to: zwracanie uwagi innych na swoją własną miłość, odwoływanie się do uczucia litości oraz groźby.

Znaczenie pierwszego można streścić następująco: „Ko­cham cię tak bardzo, że ty także powinieneś mnie kochać". Różne mogą być formy, w jakich wyraża się ta postawa, ale jej zasadniczy sens pozostaje taki sam. Jest bardzo po­wszechna w związkach miłosnych.

Znany nam jest również sposób polegający na odwoły­waniu się do uczucia litości. Implikuje on zupełną niewiarę w miłość oraz przeświadczenie o podstawowej wrogości cha­rakteryzującej innych ludzi. W tych okolicznościach neuro­tyk uważa, że może coś wskórać tylko poprzez podkreśla­nie swojej bezradności, słabości i niedoli.

265


Ostani sposób polega na stosowaniu gróźb. Dobrze odda­je to berlińskie powiedzenie: „Kochaj mnie, albo cię zabiję". Obserwujemy tę postawę dość często w analizie, jak rów­nież w codziennym życiu. Mogą pojawić się jawne groźby, iż wyrządzi się krzywdę sobie lub innym; można grozić po­pełnieniem samobójstwa lub zniszczeniem czyjejś reputacji itd. Mogą one jednak być zamaskowane — na przykład przy­bierać postać choroby - kiedy pragnienie miłości nie zosta­nie zaspokojone. Różne całkowicie nieświadome groźby mogą wyrażać się na niezliczone sposoby. Widzimy je we wszelkich rodzajach związków: romansach, małżeństwach, a także w relacji pomiędzy lekarzem i pacjentem.

W jaki sposób można zrozumieć tę neurotyczną potrzebę miłości - jej ogromną intensywność, kompulsywność oraz nienasycenie? Istnieje tu parę możliwych interpretacji. Można by po prostu uznać, że wywodzi się ona z dzieciń­stwa, nie sądzę jednak, aby tak było. W porównaniu z doro­słymi, dzieci rzeczywiście bardziej potrzebują wsparcia, pomocy, ochrony i ciepła — Ferenczi napisał na ten temat kilka dobrych prac. Jest tak, ponieważ dzieci są bardziej bezbronne od dorosłych. Zdrowe dziecko, wzrastające w oto­czeniu, gdzie jest dobrze traktowane i gdzie panuje atmo­sfera serdeczności i prawdziwego ciepła, nie jest nienasy­cone w swojej potrzebie miłości. Kiedy upadnie, może pójść do matki po pocieszenie. Ale dziecko, które nieustannie trzyma się maminej spódnicy, już jest znerwicowane.

Można by również uznać, że neurotyczna potrzeba miło­ści stanowi przejaw „fiksacji na matce". Zdają się to po­twierdzać sny, które wprost lub symbolicznie wyrażają pra­gnienie, aby ssać pierś matki lub powrócić do jej łona. Zba­danie wczesnego okresu życia takich osób rzeczywiście ujawnia, iż nie otrzymały one od matki wystarczającej dozy miłości i ciepła albo też, że już w dzieciństwie były w podob­nie kompulsywny sposób przywiązane do matki. Wydaje się, że w pierwszym przypadku neurotyczna potrzeba miło­ści stanowi przejaw uporczywej tęsknoty za matczyną mi­łością, której nie zaznaliśmy w wystarczającym stopniu we

266


wczesnym okresie życia. Nie tłumaczy to jednak, dlaczego te dzieci tak wytrwale domagają się tej miłości, zamiast rozejrzeć się za innymi możliwymi rozwiązaniami - na przykład zupełnym odwróceniem się od ludzi. W drugim przypadku można by uznać, że obecna postawa stanowi do­kładne powtórzenie niegdysiejszego przywiązania do mat­ki. Jednak ta interpretacja cofa tylko ten problem do wcze­śniejszej fazy, pozostawiając go nie rozwiązanym. Nadal wyjaśnienia wymaga to, dlaczego dzieci już od samego po­czątku wykazywały tę przesadną potrzebę lgnięcia do mat­ki. W obu przypadkach kwestia ta pozostaje nie wyjaśnio­na. Jakie dynamiczne czynniki podtrzymują w późniejszym okresie życia postawę ukształtowaną w dzieciństwie lub też nie pozwalają na rezygnację z niej?

W wielu przypadkach zdaje się nasuwać oczywista inter­pretacja, że neurotyczna potrzeba miłości stanowi przejaw szczególnie silnych cech narcystycznych. Jak zwróciłam na to uwagę wcześniej, ci ludzie są naprawdę niezdolni do ko­chania innych. Cechuje ich autentyczny egocentryzm. Uwa­żam jednak, że powinniśmy bardzo uważać na to, jak uży­wamy słowa „narcystyczny". Istnieje duża różnica pomiędzy miłością własną a opartym na lęku egocentryzmem. Typ neurotyka, który mam na myśli, w żadnym razie nie akcep­tuje siebie. Z reguły uważa siebie za swojego największego wroga i jawnie sobą gardzi. Jak pokażę później, człowiek taki musi być kochany, żeby poczuć się względnie bezpiecznie i odbudować swoje zachwiane poczucie własnej wartości.

Innym możliwym wyjaśnieniem jest obawa przed utratą miłości, którą Freud uznał za charakterystyczną dla psy­chiki kobiecej. W omawianych przypadkach ta obawa przed utratą miłości jest rzeczywiście bardzo nasilona. Moim zda­niem pojawia się tu jednak pytanie, czy to zjawisko samo w sobie nie wymaga wyjaśnienia. Uważam, że można je zrozumieć tylko wtedy, jeśli będziemy wiedzieć, jaką war­tość przypisuje dana osoba byciu kochaną.

I w końcu musimy zapytać, czy nadmierna potrzeba mi­łości jest tak naprawdę zjawiskiem libidinalnym. Freud

267


z pewnością by potwierdził, ponieważ dla niego miłość sama w sobie jest popędem seksualnym ograniczonym ze wzglę­du na cel. Mnie wydaje się jednak, że ta koncepcja pozosta­je, skromnie mówiąc, nie udowodniona. Badania etnolo-giczne zdają się świadczyć o tym, że związek pomiędzy czu­łością a seksualnością stanowi stosunkowo późną zdobycz naszej kultury. Gdyby uznać neurotyczną potrzebę miłości za zjawisko o charakterze zasadniczo seksualnym, trudno byłoby zrozumieć, dlaczego spotyka się ją również u tych neurotyków, którzy prowadzą satysfakcjonujące pożycie płciowe. Co więcej, taka koncepcja z konieczności musiała­by nas doprowadzić do wniosku, że zjawiskiem o charakte­rze seksualnym jest nie tylko pragnienie miłości, lecz rów­nież pragnienie uzyskiwania porad oraz bycia chronionym i cenionym.

Jeśli położy się nacisk na nienasycenie neurotycznej po­trzeby miłości, całe to zjawisko mogłoby stanowić, w kate­goriach teorii libido, przejaw „oralnej fiksacji erotycznej" lub „regresji". Takie ujęcie zakłada gotowość zredukowania bardzo złożonych zjawisk psychologicznych do czynników fizjologicznych. Sądzę, że takie założenie jest nie tylko nie­możliwe do utrzymania, lecz jeszcze bardziej utrudnia zro­zumienie zjawisk psychologicznych.

Pomijając kwestię słuszności tych wyjaśnień, muszę stwierdzić, iż każde z nich ma ten mankament, że ognisku­je się wokół tylko jednego konkretnego aspektu całego zja­wiska - to znaczy pragnienia miłości, nienasycenia, uza­leżnienia albo egocentryzmu. Utrudnia to uzyskanie cało­ściowego obrazu tego zjawiska. Moje obserwacje w sytuacji analitycznej wykazały, że wszystkie te różnorodne czynni­ki stanowią tylko różne manifestacje i przejawy jednego zjawiska. Wydaje mi się, że można zrozumieć jego istotę, jeśli spojrzymy na nie jako na jeden ze sposobów ochrony przed lękiem. W gruncie rzeczy ludzie ci cierpią na nasilo­ny lęk podstawowy, a całe ich życie świadczy o tym, że ich nieustające poszukiwanie miłości stanowi tylko kolejną próbę uśmierzenia tego lęku.

268


Obserwacje w sytuacji analitycznej wskazują wyraźnie na to, iż nasilenie potrzeby miłości pojawia się wtedy, gdy pacjent znajdzie się pod wpływem jakiegoś konkretnego lęku, i że znika ono, gdy pacjent zrozumie to powiązanie. Ponieważ podczas analizy lęk nieuchronnie musi się poja­wiać, staje się zrozumiałe, że pacjent wciąż stara się lgnąć do analityka. Zauważamy na przykład, że pacjent, który pozostaje pod presją wypartej nienawiści do analityka, a stąd pełen jest też lęku, zaczyna szczególnie w takiej wła­śnie sytuacji dążyć do zdobycia przyjaźni lub miłości anali­tyka. Sądzę, iż sporą część tego, co określa się mianem „przeniesienia pozytywnego" i co interpretuje się jako po­wtórzenie pierwotnego przywiązania do ojca lub matki, w rzeczywistości stanowi pragnienie uzyskania pokrzepie­nia i ochrony przeciw lękowi. Motto brzmi: „Jeśli mnie ko­chasz, to mnie nie skrzywdzisz". Zarówno przypadkowość w wyborze ludzi, jak i kompulsywność oraz nienasycenie tego pragnienia są zrozumiałe, jeśli widzi się w nich wyraz takiej potrzeby pokrzepienia. Jestem zdania, że jeśli roz­pozna się te powiązania i ujawni wszystkie ich szczegóły, można uniknąć sporej dozy uzależnienia, w jakie tak łatwo wpada pacjent w trakcie analizy. Moje doświadczenie wska­zuje, że można znacznie szybciej dotrzeć do sedna prawdzi­wych problemów lękowych, jeśli przeanalizuje się potrzebę miłości pacjenta jako próbę ochronienia się przed lękiem.

Bardzo często neurotyczna potrzeba miłości przybiera postać mającej seksualny charakter, uwodzicielskiej posta­wy wobec analityka. Pacjent swoim zachowaniem lub po­przez swoje sny komunikuje, iż zakochał się w analityku i że pragnie z nim jakiegoś związku o charakterze seksual­nym. W niektórych przypadkach potrzeba miłości przeja­wia się głównie albo nawet wyłącznie w sferze seksualnej. Aby móc zrozumieć to zjawisko, powinniśmy pamiętać, że pragnienia seksualne niekoniecznie stanowią wyraz praw­dziwych potrzeb seksualnych, lecz że seksualność może również stanowić formę kontaktu z innym człowiekiem. Moje doświadczenie wykazuje, że neurotyczna potrzeba

269


miłości przybiera formy seksualne tym łatwiej, im więk­szym zaburzeniom uległy stosunki emocjonalne z innymi ludźmi. Kiedy na wczesnym etapie analizy pojawiają się seksualne fantazje, sny itp., uważam to za sygnał, że w takiej osobie tkwi wiele lęku i że jej stosunki z innymi ludźmi są zasadniczo kiepskie. W takich przypadkach se­ksualność stanowi jeden z niewielu lub może jedyny po­most ku innym ludziom. Pragnienia seksualne skierowane ku analitykowi szybko zanikają, gdy zostaną zinterpreto­wane jako potrzeba kontaktu wynikająca z lęku; to stwa­rza możliwość przepracowania lęków, które miały być uśmierzone.

Tego rodzaju powiązania pomagają nam zrozumieć pew­ne przypadki wzrostu potrzeb seksualnych. Ujmując ten pro­blem w skrócie, można stwierdzić, co następuje: Jest zrozu­miałe, że ludzie, u których neurotyczna potrzeba miłości prze­jawia się w formach seksualnych, będą mieli skłonność do nawiązywania jednego związku o charakterze seksualnym za drugim, jakby podlegali kompulsji. Nie może być inaczej, bowiem ich kontakty z ludźmi są zbyt zaburzone, aby mogły odbywać się w jakiejś innej sferze. Jest również zrozumiałe, iż ludzie ci nie znoszą zbyt łatwo abstynencji seksualnej. To, co do tej pory powiedziałam o ludziach ze skłonnościami heteroseksualnymi, odnosi się w równym stopniu do ludzi o skłonnościach homoseksualnych i biseksualnych. Duża do­za tego, co przejawia się jako tendencja homoseksualna lub jest jako taka interpretowana, w rzeczywistości stanowi wyraz neurotycznej potrzeby miłości.



I w końcu powiązanie pomiędzy lękiem a zwiększoną potrzebą miłości pomaga nam lepiej zrozumieć zjawisko kompleksu Edypa. W gruncie rzeczy wszystkie przejawy neurotycznej potrzeby miłości można odnaleźć w tym, co Freud określił jako kompleks Edypa: przywiązanie do jed­nego z rodziców, nienasycony charakter potrzeby miłości, zazdrość, wrażliwość na odrzucenie oraz głęboka nienawiść w następstwie odtrącenia. Jak wiadomo, Freud uważał kompleks Edypa za zjawisko, które jest zasadniczo zdeter-

270


minowane filogenetycznie. Nasze doświadczenie z dorosły­mi pacjentami powoduje jednak, że zastanawiamy się, ile z tych dziecięcych reakcji - tak świetnie zaobserwowanych przez Freuda - pojawia się już w wyniku lęku, w taki sam sposób, jak to się dzieje w późniejszym okresie życia. Ob­serwacje etnologiczne każą wątpić w to, że kompleks Edy­pa jest zjawiskiem zdeterminowanym biologicznie - na co zwrócił już uwagę Bóhm i inni. ^Badania okresu dzieciń­stwa tych neurotyków, których łączy szczególnie silna więź z ojcem lub z matką, wykazują istnienie dużej liczby tego rodzaju czynników, o których wiadomo, że wzmagają u dzie­ci poczucie lęku. Zasadniczo wydaje się, że w tych przypad­kach współdziałają ze sobą dwa czynniki — nasilenie wro­gości, która jest wyrażana ze względu na współistniejące zahamowania, oraz towarzyszące temu obniżenie samooce­ny. Nie ma tutaj miejsca na to, aby zagłębiać się w szcze­gółowe rozważania, dlaczego wyparta wrogość łatwo wywo­łuje lęk. Mówiąc bardzo ogólnie - lęk pojawia się u dziecka, ponieważ wyczuwa ono, że wyrażenie swoich wrogich im­pulsów stanowiłoby skrajne zagrożenie dla bezpieczeństwa jego istnienia.

Tą ostatnią wzmianką nie chciałabym negować istnienia i znaczenia kompleksu Edypa. Chciałabym tylko postawić pytanie, czy jest to zjawisko powszechne i w jakiej mierze jest ono następstwem wpływu neurotycznych rodziców.

Na koniec chciałabym pokrótce wyjaśnić, co mam na myśli, mówiąc o nasilonym lęku podstawowym. W znacze­niu „lęku przed istotami" (Angst der Kreatur) stanowi on zjawisko ogólnoludzkie. U neurotyka lęk ten jest nasilony. Można go w skrócie określić jako poczucie bezradności we wrogim i przytłaczającym świecie. Jednostka przeważnie nie jest świadoma tego lęku jako takiego. Jest tylko świa­doma całego szeregu lęków o bardzo różnej treści: lęku przed burzą, lęku przed pustymi ulicami, lęku przed ru­mienieniem się, lęku przed zakażeniem; lęku przed egza­minami, lęku przed koleją itd. Oczywiście w każdym kon­kretnym przypadku to, dlaczego daną osoba odczuwa lęk
271

przed tym czy tamtym, jest ściśle zdeterminowane. Jeśli jednak sięgniemy głębiej, zauważymy, że wszystkie te lęki zawdzięczają swój wzrost nasileniu leżącego u ich podłoża lęku podstawowego.

Są różne sposoby na to, aby chronić się przed takim lę­kiem podstawowym. W naszej kulturze następujące sposo­by są najpowszechniejsze: Po pierwsze, neurotyczna potrze­ba miłości, której motto brzmi: „Jeśli mnie kochasz, to mnie nie skrzywdzisz". Po drugie, uległość - „Jeśli będę uległy, zawsze będę spełniał oczekiwania innych, nigdy nie będę o nic prosił, nigdy nie będę się sprzeciwiał - wówczas nikt mnie nie skrzywdzi". Trzeci sposób został opisany przez Adlera, a szczególnie przez Kiinkla. Jest to kompulsywne dążenie do władzy, sukcesów i posiadania, oparte na mot­cie: „Jeśli będę silniejszy i będę miał większe powodzenie, to nie będziesz w stanie mnie skrzywdzić". Czwarty sposób polega na wycofywaniu się z emocjonalnych kontaktów z ludźmi, aby być bezpiecznym i niezależnym. Jednym z naj­ważniejszych następstw tej strategii jest usiłowanie całko­witego wyparcia uczuć jako takich, aby stać się odpornym na zranienia. Innym sposobem jest kompulsywne gromadze­nie dóbr, które w tym przypadku nie jest podporządkowane dążeniu do władzy, lecz raczej pragnieniu uniezależnienia się od innych.

Bardzo często okazuje się, że neurotyk nie wybiera tylko jednego z powyższych sposobów, ale stara się doprowadzić do uśmierzenia swego lęku, stosując różne, często zupełnie przeciwstawne środki. To właśnie doprowadza go do nie­rozwiązywalnych konfliktów. W naszej kulturze najważ­niejszy konflikt neurotyczny polega na sprzeczności pomię­dzy kompulsywnym i nie liczącym się z niczym pragnie­niem, aby we wszelkich okolicznościach być na pierwszym miejscu, a jednoczesną potrzebą, aby być przez wszystkich kochanym.

272

1   ...   12   13   14   15   16   17   18   19   20


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna