Dom wydawniczy rebis



Pobieranie 2,25 Mb.
Strona19/20
Data14.02.2018
Rozmiar2,25 Mb.
1   ...   12   13   14   15   16   17   18   19   20

Jeśli chodzi o podstawowe konflikty obecne we wszyst­kich czterech omawianych typach przypadków, reprezen­tują one różne sposoby radzenia sobie z lękiem. Różnice pomiędzy poszczególnymi typami wynikają z tego, że wy­bierane są różne tego rodzaju sposoby. W ramach każdego typu wykształcają się odmienne cechy i skłonności, choć ich wspólnym celem pozostaje poradzenie sobie z tym samym rodzajem lęku. Dziewczyna z grupy pierwszej broni się przed lękiem przez całkowite unikanie współzawodnictwa z kobietami oraz niemal nieustanne uchylanie się od roli kobiecej. Jej dążenia rywalizacyjne zostają przeniesione ze swojego pierwotnego pola działania na jakieś pole działal­ności umysłowej. Konkurowanie o to, aby mieć najlepszy charakter, najwyższe ideały lub najlepsze wyniki w nauce jest tak odległe od rywalizacji o względy mężczyzny, że jej obawy również ulegają znacznemu osłabieniu. Jednocze­śnie dążenie do perfekcji pomaga jej zapanować nad poczu­ciem winy.

Takie rozwiązanie, choć dość radykalne, doraźnie niesie ze sobą duże korzyści. Przez całe lata może dawać jej po­czucie zadowolenia. Druga strona medalu ujawnia się do­piero wtedy, gdy w końcu zetknie się ona z mężczyznami, szczególnie jeśli wyjdzie za mąż. Można wówczas zaobser­wować, jak jej zadowolenie i pewność siebie dość gwałtow­nie się załamują i zadowolona, wesoła, zdolna i niezależna dziewczyna zmienia się w niezadowoloną kobietę, trapioną silnym poczuciem niższości, łatwo wpadającą w przygnę­bienie i uchylającą się od aktywnego współuczestnictwa w obowiązkach małżeńskich. Jest oziębła seksualnie i w jej

251


nastawieniu do męża nad miłością przeważają dążenia ry-walizacyjne.

Dziewczyna z grupy drugiej nie rezygnuje z rywalizacyj-nej postawy wobec innych kobiet. Jej stanowczy sprzeciw wobec innych kobiet zmuszają do konfrontacji z nimi przy każdej nadarzającej się okazji, co powoduje, że w przeci­wieństwie do dziewczyny z grupy pierwszej, odczuwa ra­czej lęk nie związany. Jej sposobem na radzenie sobie z tym lękiem jest lgnięcie do mężczyzn. Podczas gdy dziewczęta z poprzedniej grupy wycofują się z pola walki, te szuka­ją sprzymierzeńców. Ich nienasycone pragnienie, aby męż­czyźni je podziwiali, absolutnie nie świadczy o konstytu-cyjnie uwarunkowanej większej potrzebie zaspokojenia se­ksualnego. W rzeczywistości bowiem one również w związ­kach natury seksualnej okazują się oziębłe. To, że mężczy­źni służą im do podbudowania swej samooceny, staje się oczywiste, gdy tylko zabraknie w ich życiu jakichś męskich przyjaciół; pojawia się lęk i czują się opuszczone, niepewne i zagubione. Wzbudzanie podziwu mężczyzn służy im tak­że do rozpraszania obaw, że nie są „normalne", wynikają­cych, jak to wykazałam wcześniej, z lęku, iż uszkodziły się podczas masturbacji. Ich lęki i poczucie winy są stanowczo zbyt silne na to, aby mogły one pozostawać w satysfakcjo­nujących związkach z mężczyznami. Dlatego tylko nieu­stanne zdobywanie nowych mężczyzn może łagodzić te tra­piące je uczucia.

Należące do czwartej grupy potencjalne homoseksuali-stki próbują rozwiązać ten problem poprzez reakcję nad-kompensacyjną w stosunku do ich destrukcyjnej wrogo­ści wobec kobiet. „Nie nienawidzę cię, lecz kocham". Tę odmianę można by określić jako całkowite, ślepe zanego­wanie tej nienawiści. Na ile im się to udaje, zależy od czyn­ników indywidualnych. W ich snach zazwyczaj pojawia się

2 Dokładniejszy opis mechanizmów psychicznych spotykanych u tego typu kobiet zawarty jest w pracy Przecenianie wartości miłości [s. 180 nin. wyd.], która zostanie opublikowana w „Psychoanalytic Quarterly".

252


ogromna przemoc i okrucieństwo wymierzone przeciwko dziewczynie, do której na poziomie świadomym czują sym­patię. Niepowodzenia w kontaktach z dziewczętami pogrą­żają je w otchłani rozpaczy i często doprowadzają do gra­nic samobójstwa, co świadczy o obróceniu agresji przeciw sobie.

Tak jak w przypadku grupy pierwszej, nieustannie uchy­lają się od swej roli kobiecej, z tą różnicą, że wyraźniej wy­kształcone jest u nich urojenie o byciu mężczyzną. Na po­ziomie nieseksualnym ich stosunki z mężczyznami są czę­sto bezkonfliktowe. Ponadto, podczas gdy grupa pierwsza zupełnie rezygnuje z seksualności, te dziewczęta rezygnują tylko z zainteresowań o charakterze heteroseksualnym.

Rozwiązanie, do którego zmierza grupa trzecia, różni się zasadniczo od pozostałych. Podczas gdy w pozostałych przy­padkach celem jest odzyskanie pewności siebie poprzez emocjonalne przywiązanie do czegoś — do osiągnięć, męż­czyzn czy kobiet - to w tej grupie głównym sposobem po­zwalającym zmniejszyć lęk jest ograniczanie swego życia emocjonalnego. „Nie angażuj się emocjonalnie, a unikniesz bólu". Ta zasada obojętności stanowi być może najskutecz­niejsze, najpewniejsze zabezpieczenie przed lękiem, ale ce­na, jaką się za to płaci, również wydaje się bardzo wysoka, jako że na ogół wiąże się to z osłabieniem witalności i spon­taniczności oraz znacznym ograniczeniem zasobów dostęp­nej energii.

Nikt obeznany z zawiłością procesów psychodynamicz-nych, prowadzącą do pozornie prostego rezultatu, nie uzna tych stwierdzeń dotyczących czterech typów zmian osobowościowych za całkowite wyjaśnienie działających tutaj mechanizmów. Celem powyższego opisu nie było przedstawienie „wyjaśnienia" na przykład zjawiska homo-seksualizmu lub obojętności, ale spojrzenie na te zmiany z jednego tylko punktu widzenia -jako na różne rozwiąza­nia lub pseudorozwiązania leżących u ich podłoża identycz­nych konfliktów. To, jakie zostanie wybrane rozwiązanie, nie zależy od wolnej woli dziewcząt, co mogłoby sugerować

253


określenie „wybrane", ale jest ściśle zdeterminowane przez splot wydarzeń z dzieciństwa i reakcje dziewcząt na te wy­darzenia. Wpływ okoliczności może być tak przemożny, że możliwe okazuje się tylko jedno rozwiązanie. Wtedy napo­tkamy dany typ w jego czystej, wyraźnie zarysowanej po­staci. Doświadczenia innych dziewcząt z okresu dorastania i późniejsze powodują, że porzucają one jeden sposób i pró­bują jakiegoś innego. U dziewczyny, która na przykład przez jakiś czas była typem kobiecego Don Juana, mogą się później pojawić skłonności ascetyczne. Można też napotkać jednoczesne próby stosowania różnych rozwiązań - na przy­kład dziewczyna obsesyjnie zainteresowana chłopcami może też przejawiać skłonności do obojętności, choć nigdy nie osiągają one nasilenia spotykanego w grupie trzeciej. Albo mogą występować niedostrzegalne przejścia pomiędzy grupami pierwszą i czwartą. Tego rodzaju zmiany i kombi­nacje typowych tendencji nie utrudniają nam w jakiś za­sadniczy sposób ich zrozumienia pod warunkiem, że zrozu­mieliśmy podstawowe funkcje poszczególnych postaw uję­tych w czterech fundamentalnych typach.

Jeszcze parę uwag na temat profilaktyki i leczenia. Mam nadzieję, iż nawet dzięki temu ogólnemu szkicowi staje się oczywiste, że wszelkie działania profilaktyczne podejmowa­ne w okresie dojrzewania, takie jak sensowne objaśnienie zjawiska menstruacji, przychodzą zbyt późno. Uświadomie­nie następuje tylko na poziomie intelektu, nie dotykając głęboko ukrytych dziecięcych lęków. Profilaktyka może być skuteczna tylko wtedy, jeśli rozpoczyna się od pierwszych dni życia. Sądzę, że mamy podstawy ku temu, aby jej cel sformułować następująco: kształtować u dzieci odwagę i odporność, zamiast wzbudzać w nich lęk. Jednak wszel­kie tego typu ogólne recepty mogą bardziej wprowadzać w błąd, niż pomagać, ich wartość bowiem zależy wyłącznie od tego, jakie konkretne implikacje z nich wywiedziemy, co powinno zostać szczegółowo omówione.

Jeśli chodzi o leczenie, drobniejsze trudności mogą zo-

254

stać rozwiązane przez sprzyjające okoliczności życiowe. Wątpię, czy tego rodzaju klarownym opisem możliwych zmian osobowościowych dysponuje jakikolwiek psychotera-peuta posługujący się narzędziem mniej delikatnym od psy­choanalizy, albowiem w przeciwieństwie do jakichkolwiek izolowanych objawów nerwicowych, te nieprawidłowości wskazują na niepewny fundament całej osobowości. Nie powinniśmy jednak zapominać, że mimo to życie może oka­zać się lepszym terapeutą.

Neurotyczna potrzeba miłości*

Temat, który chciałabym dzisiaj omówić, to neurotyczna potrzeba miłości. Prawdopodobnie nie przedstawię tu żad­nych nowych spostrzeżeń, jako że są państwo zaznajomie­ni z materiałem klinicznym, który w takiej czy innej posta­ci już był wielokrotnie opisywany. Tematyka ta jest obszer­na i tak skomplikowana, że muszę się ograniczyć do paru tylko kwestii. Postaram się jak najzwięźlej opisać intere­sujące nas zjawiska, natomiast dość szeroko potraktuję ich znaczenie.

W tym kontekście pojęcie „nerwica" rozumiem nie w zna­czeniu nerwicy sytuacyjnej, lecz nerwicy charakteru, która rozpoczyna się we wczesnym dzieciństwie i obejmuje z grub­sza całą osobowość.

Kiedy mówię o neurotycznej potrzebie miłości, mam na myśli zjawisko w różnym stopniu uświadamiane i spotyka­ne w różnych postaciach w prawie każdej współczesnej for­mie nerwicy. Przejawia się ono jako zwiększona potrzeba neurotyka, aby być kochanym, cenionym i szanowanym, aby uzyskiwać pomoc, radę i wsparcie, a także jako podwyż­szone uwrażliwienie na niespełnienie tych potrzeb.

Na czym polega różnica pomiędzy normalną a neurotycz­ną potrzebą miłości? Normalnym nazywam to, co jest po­toczne w danej kulturze. Wszyscy chcemy i lubimy być ko­chani. Wzbogaca to nasze życie i daje nam poczucie szczę-

* Wykład wygłoszony 23 grudnia 1936 roku na spotkaniu Niemieckie­go Towarzystwa Psychoanalitycznego. Das neurotische Liebesbediirfnis, „Zentralbl. f. Psychother.", 10 (1937), s. 69-82. Przedruk w wersji angiel­skiej za pozwoleniem spadkobierców Karen Horney.

256


ścia. W tym sensie potrzeba miłości - lub dokładniej, po­trzeba bycia kochanym — nie jest zjawiskiem neurotycz­nym. U neurotyka potrzeba miłości jest nasilona. Jeśli kel­ner lub sprzedawca gazet są wobec niego nastawieni mniej przyjaźnie niż zwykle, może to zepsuć mu nastrój. Może to się również zdarzyć na przyjęciu, na którym nie wszyscy są nastawieni do niego przyjacielsko. Nie muszę podawać dal­szych przykładów, gdyż zjawiska te są dobrze znane. Róż­nicę pomiędzy normalną a neurotyczną potrzebą miłości można ująć następująco: Dla zdrowego człowieka jest waż­ne, aby być kochanym, poważanym i cenionym przez tych, których on sam ceni lub od których jest uzależniony, neu­rotyczna potrzeba miłości zaś jest kompulsywna i nieukie-runkowana.

Tego rodzaju reakcje najłatwiej jest zaobserwować w trak­cie analizy, ponieważ relacja pomiędzy pacjentem a anality­kiem charakteryzuje się jedną cechą, która odróżnia ją od innych relacji międzyludzkich. W analizie względny brak emocjonalnego zaangażowania lekarza oraz swobodne sko­jarzenia pacjenta sprawiają, iż obserwować te reakcje jest łatwiej niż w codziennym życiu. Bez względu na zróżnicowa­nie nerwic nieustannie obserwujemy, ile gotów jest poświę­cić pacjent, aby uzyskać akceptację analityka, oraz jak wy­czulony jest na wszystko, co mogłoby wywołać jego niezado­wolenie.

Pośród wszystkich przejawów neurotycznej potrzeby mi­łości chciałabym wyróżnić ten, który jest w naszej kulturze bardzo powszechny. Chodzi o przecenianie znaczenia miło­ści. Mam tu szczególnie na myśli typ znerwicowanych ko­biet, które czują się nieszczęśliwe, niepewne i przygnębio­ne, jeśli nie mają kogoś im oddanego, kto je kocha lub w jakiś sposób troszczy się o nie. Myślę tu także o kobie­tach, dla których myśl o wyjściu za mąż nabrała charakte­ru kompulsywnego. Jak zahipnotyzowane potrafią się sku­pić tylko na tej jednej sprawie w swoim życiu - na wyjściu za mąż, mimo iż same są absolutnie niezdolne do miłości i ich stosunki z mężczyznami są wyraźnie kiepskie. Takie

257


kobiety nie są zdolne do rozwinięcia w sobie twórczych moż liwości i talentów.

Ważną cechą neurotycznej potrzeby miłości jest jej za­chłanność, która przejawia się jako skrajna zazdrość: „Mu­sisz kochać tylko mnie!" Obserwujemy to zjawisko w wielu małżeństwach, romansach i przyjaźniach. W tym rozumie­niu zazdrość nie jest reakcją opartą na przesłankach racjo­nalnych, lecz jest nienasycona i domaga się wyłączności w miłości.

Innym przejawem zachłannego charakteru neurotycznej potrzeby miłości jest potrzeba miłości bezwarunkowej, wy­rażająca się w stwierdzeniu: „Musisz mnie kochać bez względu na moje zachowanie". Jest to ważny czynnik, szcze­gólnie na początku analizy. Możemy w takim przypadku odnieść wrażenie, że pacjenci zachowują się w prowokacyj­ny sposób nie z powodu pierwotnej agresji, ale tak, jakby błagali: „Czy nadal będziesz mnie akceptować, nawet jeśli będę się zachowywać okropnie?" Tacy pacjenci wyczuleni są na najdrobniejsze niuanse w głosie analityka i czują się dotknięci, jakby mówili: „A widzisz, jednak nie możesz mnie znieść". Ich potrzeba otrzymywania bezwarunkowej miło­ści widoczna jest również w żądaniu, aby być kochanym, nie musząc nic dawać, jakby chcieli powiedzieć: „Łatwo jest kochać kogoś z wzajemnością, ale przekonajmy się, czy bę­dziesz mnie kochać, jeśli nie dostaniesz nic w zamian". Nawet fakt, że pacjent musi płacić analitykowi, stanowi dla niego dowód, iż główną intencją lekarza wcale nie jest nie­sienie pomocy; w przeciwnym razie nie czerpałby żadnych korzyści z leczenia pacjenta. Może dojść do tego, że nawet w pożyciu seksualnym tacy pacjenci mogą wyrażać nastę­pujące opinie: „Kochasz mnie tylko dlatego, że zaspokajam cię seksualnie". Partner musi dawać dowody prawdziwej miłości poprzez wyrzekanie się swoich przekonań moral­nych, poświęcanie swojej reputacji, pieniędzy, czasu itd. Wszystko, co nie spełnia tego skrajnego żądania, trakto­wane jest jako dowód odrzucenia.

Obserwując zachłanny charakter neurotycznej potrzeby

258

miłości, zadawałam sobie pytanie, czy neurotyk naprawdę łaknie uczucia, czy też może w gruncie rzeczy chodzi mu

0 korzyści materialne. Czy domaganie się miłości nie jest


przypadkiem tylko pozorem skrywającym chęć uzyskania
czegoś od drugiej osoby — przysługi, czasu dla siebie, pie­
niędzy, podarunków itd.?

Na takie pytanie nie sposób odpowiedzieć ogólnie. Ist­nieje tu szeroka gama indywidualnych, różniących się od siebie przypadków - od ludzi, którzy istotnie łakną uczu­cia, szacunku, pomocy itd., do neurotyków, których zdają się mało obchodzić jakiekolwiek uczucia i chcą tylko wyko­rzystywać, biorąc wszystko, co mogą. A pomiędzy tymi dwo­ma biegunami mieszczą się wszelkiego rodzaju przypadki pośrednie.

W tym miejscu stosowna wydaje się następująca uwaga: Ludzie, którzy świadomie całkowicie wyparli się miłości, powiedzą: „Ta cała gadanina o miłości to kupa bzdur. Daj­cie mi coś prawdziwego!" We wczesnym okresie swojego życia ludzie ci doświadczyli głębokiej goryczy i są przeko­nani, że coś takiego jak miłość nie istnieje. Całkowicie wy­mazali ją ze swego życia. Analizy tych ludzi zdają się po­twierdzać moje przypuszczenie. Jeśli wystarczająco długo poddają się analizie, zaczynają wierzyć w to, że życzliwość, przyjaźń i miłość naprawdę istnieją. A wtedy, jakby na za­sadzie naczyń połączonych, ich nienasycone pragnienia

1 żądze dotyczące rzeczy materialnych znikają. Na plan


pierwszy wysuwa się szczere pragnienie, aby być kocha­
nym, z początku nieśmiało, a potem coraz to silniej. Są
przypadki, w których można wyraźnie zaobserwować zwią­
zek pomiędzy nienasyconą żądzą miłości a ogólnie pojętą
chciwością. Kiedy ludzie odznaczający się neurotyczną ce­
chą charakteru, jaką jest zachłanność, nawiązują związki
miłosne, które następnie rozpadają się z przyczyn wewnę­
trznych, mogą zacząć w sposób nienasycony jeść i przybrać
na wadze dziesięć albo i więcej kilogramów. Tracą tę nad­
wagę, gdy nawiązują nowy związek miłosny, i ten cykl
może powtarzać się wielokrotnie.

259


Inną oznaką neurotycznej potrzeby miłości jest skrajna wrażliwość na odrzucenie, którą spotyka się tak często wśród osób o cechach histerycznych. Najróżniejsze rzeczy traktują one jako wyraz odrzucenia i reagują na to głęboką nienawiścią. Jeden z moich pacjentów ma kota, który cza­sem nie reaguje na okazywaną mu czułość. Kiedyś w przy­pływie furii pacjent rzucił kotem o ścianę. Stanowi to typo­wy przykład wściekłości, którą może wywołać odrzucenie, bez względu na jego formę.

Reakcja na rzeczywiste lub wyimaginowane odrzucenie nie zawsze jest oczywista; częściej pozostaje ukryta. W ana­lizie ta skrywana nienawiść może przejawiać się jako brak postępów, jako wątpliwości co do wartości analizy albo jako jakiś jeszcze inny rodzaj oporu. Pacjent może zacząć prze­jawiać opór, ponieważ za przejaw odrzucenia przyjmuje ja­kąś interpretację. Gdy my sądzimy, iż dzielimy się z nim jakimś realistycznym wglądem, on domyśla się w nim tyl­ko krytyki i lekceważenia.

Pacjenci, u których spotykamy niezachwiane, choć świa­dome przekonanie, iż nie istnieje nic takiego jak miłość, zazwyczaj doświadczyli w dzieciństwie głębokich rozczaro­wań, które skłoniły ich do wymazania ze swego życia raz na zawsze miłości, czułości i przyjaźni. Takie przeświad­czenie służy im jednocześnie jako ochrona przed rzeczywi­stym doświadczeniem odrzucenia. Oto przykład. W swoim gabinecie trzymam rzeźbę przedstawiającą moją córkę. Pewna pacjentka zapytała mnie kiedyś - przyznając, że chciała to uczynić już od dawna — czy ta rzeźba mi się podo­ba. Odpowiedziałam: „Podoba mi się, bo przedstawia moją córkę". Ta odpowiedź wstrząsnęła pacjentką, ponieważ -choć nie zdawała sobie z tego sprawy — miłość i czułość stano­wiły dla niej tylko puste słowa, w które nigdy nie wierzyła.

Podczas gdy ci pacjenci bronią się przed rzeczywistym doświadczeniem odrzucenia poprzez powzięte z góry prze­konanie, że nie mogą wzbudzać sympatii, inni bronią się przed rozczarowaniem za pomocą nadkompensacji. Fak­tyczne odrzucenie fałszywie interpretują jako przejaw sza-

260


cunku. Ostatnio miałam następujące doświadczenia z troj­giem moich pacjentów: Pierwszy pacjent bez przekonania ubiegał się o pewną posadę i powiedziano mu, że to praca nie dla niego - była to odmowa wyrażona w uprzejmy, ty­powo amerykański sposób. Uznał, że znaczy to, iż jest zbyt dobry na to stanowisko. Inna pacjentka miała fantazje

0 tym, że po sesjach podchodzę do okna, aby zobaczyć, jak


wychodzi z budynku. Później przyznała się do silnych obaw,
że ją odrzucę. Trzeci pacjent był jednym z tych nielicznych,
których nie poważam jako ludzi. Chociaż miewał sny, które
jasno świadczyły o jego przekonaniu, iż darzę go pogardą,
udało mu się na poziomie świadomym przekonać samego
siebie, że bardzo go lubię.

Jeśli uświadomimy sobie, jak silna jest ta neurotyczna potrzeba miłości, jak wiele neurotyk gotów jest poświęcić

1 jak daleko jest w stanie się posunąć w swoim irracjonal­


nym zachowaniu, aby być kochanym i szanowanym oraz
doznawać życzliwości i otrzymywać pomoc i radę, musi­
my zapytać samych siebie, dlaczego tak trudno mu jest to
wszystko zdobyć. Albowiem nie udaje mu się otrzymać ta­
kiej dozy miłości, jakiej potrzebuje. Jednym z powodów jest
nienasycony charakter jego potrzeby bycia kochanym, któ­
ry sprawia, iż — z nielicznymi wyjątkami — nigdy nie czuje
się zaspokojony. Jeśli sięgniemy głębiej, zauważymy je­
szcze jeden powód, związany z pierwszym. Jest to niezdol­
ność neurotyka do tego, aby kochać.

Bardzo trudno jest zdefiniować miłość. Tutaj możemy zadowolić się określeniem jej w sposób bardzo ogólny i nie­naukowy jako zdolności do spontanicznego poświęcania się na rzecz innych albo jakiegoś celu lub idei, zamiast egocen-trycznego zachowywania wszystkiego dla siebie. Neurotyk na ogół nie jest do tego zdolny z powodu lęku oraz wielu skrywanych i jawnych wrogich uczuć, które zazwyczaj wy­kształcił w sobie we wczesnym okresie życia, jako że sam był źle traktowany. Te wrogie uczucia znacznie się nasiliły w toku jego rozwoju. Jednakże z powodu lęku wielokrotnie je wypierał. W wyniku tego albo z powodu swoich obaw,

261


albo z powodu swych uczuć wrogości nie jest w stanie nic z siebie dać, niczego się wyrzec. Z tych samych przyczyn nie jest w stanie naprawdę liczyć się z uczuciami innych. Prawie nie bierze pod uwagę, ile miłości, czasu i wsparcia może lub chce mu ofiarować inna osoba. Dlatego jeśli ktoś chce czasami być sam albo poświęca czas i uwagę innym celom i ludziom, traktuje to jako przejaw krzywdzącego odrzucenia.

Neurotyk na ogół nie zdaje sobie sprawy ze swojej nie­zdolności do kochania. Nie wie, że nie potrafi kochać. Nie­mniej są różne stopnie świadomości. Niektórzy neurotycy mówią otwarcie: „Nie, nie potrafię kochać". Jednak o wiele częściej neurotyk żyje w złudzeniu, że potrafi cudownie ko­chać i że posiada szczególnie dużą umiejętność dawania. Będzie nas zapewniał: „Całkiem łatwo zdobywam różne rze­czy dla innych, ale nie potrafię w taki sam sposób zająć się sobą". Nie wynika to, jak mu się wydaje, z matczynej, czu­łej troski o innych, ale z innych przyczyn. Może to być spo­wodowane jego żądzą władzy albo obawą, że inni nie zaak­ceptują go, jeśli nie będzie im pomocny. Co więcej, tkwi w nim głęboko zakorzeniony opór przeciwko świadomej chę­ci dostania czegoś dla siebie i przeciwko pragnieniu osią­gnięcia szczęścia. Te zakazy, wraz z faktem, że z wymienio­nych wyżej powodów neurotyk czasami może zrobić coś dla innych, wzmacniają jego złudzenie, że potrafi kochać i że rzeczywiście mocno kocha. Uporczywie oszukuje w ten spo­sób samego siebie, gdyż spełnia to ważną funkcję jako uza­sadnienie jego własnych roszczeń do miłości. Nie sposób byłoby domagać się tyle miłości od innych, gdyby zdawał sobie sprawę, że w gruncie rzeczy zupełnie mu na innych nie zależy.


1   ...   12   13   14   15   16   17   18   19   20


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna