Dom wydawniczy rebis



Pobieranie 2,25 Mb.
Strona14/20
Data14.02.2018
Rozmiar2,25 Mb.
1   ...   10   11   12   13   14   15   16   17   ...   20

4 Wielokrotnie ma się wrażenie, że ta ostatnia obawa jest „najgłęb­szym" rodzajem lęku związanego z masturbacją, choć trudno zdecydować się na jakieś konkretne szacunki liczbowe w tym względzie, nie dysponu­jąc wspierającymi je precyzyjnymi danymi. W każdym razie pragnienie, aby mieć dzieci, jest u wszystkich tych kobiet niezwykle silne i w większo­ści przypadków jest początkowo głęboko wyparte.

199


miona, a wszelkie wspomnienie o niej wyparte; w każdym razie typowe w takich przypadkach jest twierdzenie, jako­by nigdy nie uprawiało się masturbacji. W stosunkowo nie­licznych przypadkach, kiedy masturbacja była uprawiana w późniejszym okresie życia, towarzyszyło temu silne po­czucie winy.

Zasadniczego podłoża tej niezwykle silnej obrony prze­ciwko masturbacji można doszukać się w towarzyszących masturbacji zadziwiających fantazjach o charakterze sady­stycznym. Fantazje te dotyczą zadawania różnymi sposo­bami ran jakiejś kobiecie, która jest więziona, upokarzana, poniżana lub torturowana, a zwłaszcza której narządy płciowe są kaleczone. Ostatnia z wymienionych fantazji jest fantazją wypartą najsilniej, niemniej pod względem dyna­micznym wydaje się elementem podstawowym. Moje do­świadczenia mówią mi, że fantazja ta nigdy nie przejawia się wprost, nawet gdy fantazje onanistyczne obfitują w inne, z upodobaniem wymyślane okrucieństwa. Można ją jed­nak zrekonstruować na podstawie następujących danych. W przypadku pacjentki, która podarła na sobie ubranie, gdy uznała, że ją pogrubia, po pierwsze, było oczywiste, że za­chowanie to stanowiło odpowiednik onanizmu; po drugie, później czuła się tak, jakby popełniła morderstwo i musiała w lęku zatrzeć jego ślady; dalej, otyłość oznaczała dla niej ciążę i przypominała jej o ciąży matki (gdy pacjentka miała pięć lat); następnie pojawiła się myśl, iż ciąże analityczki musiały spowodować jakieś wewnętrzne obrażenia; i wre­szcie, gdy darła na sobie ubranie, doznała spontanicznego uczucia, że rozdziera narządy płciowe swojej matki.

Inna pacjentka, która całkowicie wyzbyła się nawyku masturbacji, miała w związku z bólami miesiączkowymi uczucie, jakby wydzierano jej wnętrzności. Doznawała po­budzenia seksualnego, słysząc o aborcji; przypomniała so­bie, iż jako dziecko wyobrażała sobie, że mąż wyciąga coś z żony za pomocą drutu do robót dziewiarskich. Podniecały ją relacje dotyczące gwałtów i morderstw. W różnych jej snach pojawiał się obraz dziewczęcych narządów płciowych,

200


które krwawiły w wyniku okaleczeń lub operacji przepro­wadzanej na nich przez jakąś kobietę. Kiedyś coś takiego zrobił pewnej dziewczynce jeden z nauczycieli w domu po­prawczym - natomiast pacjentka chętnie odwróciłaby sy­tuację i zrobiła coś takiego analityczce lub znienawidzonej matce.

U innych pacjentek można wnosić o istnieniu tych de­strukcyjnych impulsów z podobnie wyrażającego się lęku przed odwetem, to znaczy przybierającego postać przesad­nych obaw, że każda kobieca czynność płciowa będzie bole­sna i krwawa, w szczególności defloracja i poród.

Krótko mówiąc, jest dość oczywiste, że destrukcyjne im­pulsy kierowane we wczesnym dzieciństwie przeciw matce lub siostrze nadal są czynne w nieświadomości, zachowując samą postać i siłę; Melanie Klein kładła duży nacisk na znaczenie tych impulsów. Tytułem wyjaśnienia tego faktu można łatwo uznać, że to nasilona i pełna goryczy rywali­zacja nie pozwoliła tym impulsom osłabnąć. Pierwotne im­pulsy przeciwko matce oznaczają: nie wolno ci odbywać sto­sunków z moim ojcem; nie wolno ci rodzić mu dzieci; jeśli nie posłuchasz, zostaniesz tak okaleczona, że nie będziesz mogła tego więcej robić i będziesz już na zawsze unieszko­dliwiona, albo będziesz wydawać się ohydna i odpychająca wszystkim mężczyznom. Ale to, zgodnie z nieubłaganym prawem odwetu, które panuje w nieświadomości, niesie ze sobą obawy przed dokładnie tym samym. Zatem jeśli chcę, aby spotkała cię jakaś krzywda i w swoich fantazjach ma-sturbacyjnych ci ją wyrządzam, powinnam obawiać się, że to samo przytrafi się i mnie; ale to nie wszystko, powinnam też obawiać się, że to samo przytrafi się i mnie, kiedy będę w tej samej sytuacji, w której była moja matka, gdy życzy­łam jej bólu i zranienia. Faktycznie, w niektórych z tych przypadków bolesna miesiączka pojawia się dokładnie wte­dy, kiedy kobiecie zaczynają przychodzić do głowy myśli na temat związków seksualnych. Co więcej, czasami pojawia­jąca się w tym czasie bolesna miesiączka jest całkiem świa­domie i jednoznacznie odbierana jako kara za odczuwane

201


pragnienia seksualne. W innych przypadkach obawy pa­cjentki mają mniej konkretny charakter i przejawiają się przede wszystkim za pośrednictwem wywieranego wpływu, polegającego na stawianym jednostce zakazie odbywania stosunków seksualnych.

Jak właśnie pokazano, te lęki dotyczące zemsty odnoszą się po części do przyszłości, ale po części dotyczą też prze­szłości. Zasada jest tu następująca: ponieważ przeżyłam te destrukcyjne impulsy podczas masturbacji, to samo przy­darzyło się mnie; jestem uszkodzona tak samo jak ona albo jestem tak samo szpetna jak ona. To powiązanie było cał­kiem świadomie i otwarcie wyrażane przez jedną z pacjen­tek, u której awanse seksualne ze strony ojca rozbudziły niezwykle nasiloną postawę rywalizacyjną: zanim zaczęła analizę, ledwo śmiała spojrzeć w lustro, była bowiem prze­konana, że jest brzydka, choć w rzeczywistości była zdecy­dowanie ładna. Kiedy jej konflikty z matką zostały pod­czas analizy przepracowane i poddane wglądowi, w chwili uwolnienia afektów zobaczyła siebie w lustrze z rysami twarzy matki.

W każdym przypadku obecne są także destrukcyjne im­pulsy skierowane przeciw mężczyznom. W snach przejawia­ją się one jako impulsy kastracyjne, natomiast w życiu w różnych znajomych postaciach chęci zranienia lub w for­mie obrony przed tymi impulsami. Te impulsy skierowane przeciw mężczyznom są jednak najwyraźniej dość słabo związane z poczuciem bycia nienormalnym, ich ujawnianie podczas analizy przebiega na ogół bez większych oporów i zupełnie nie zmienia obrazu całości. Z drugiej strony, lęk znika wraz z ujawnieniem i przepracowaniem destrukcyj­nych popędów skierowanych przeciwko kobietom (matka, siostra, analityczka), natomiast utrzymuje się bez zmian, dopóki jego nadmiar uniemożliwia opanowanie silnego po-

* W psychoanalizie przepracowanie oznacza konsekwentne stosowanie pracy analitycznej w celu zwiększenia skuteczności wglądu oraz pokony­wania oporów, które utrzymują się po początkowym zinterpretowaniu wypartego konfliktu (przyp. tłum. poi.).

202


czucia winy związanego z tymi popędami. Występujące tu formy obrony - których pojawienie się określiłam jako opór przeciw analizie - chronią przed poczuciem winy i mają z grubsza następujące znaczenie: nie uszkodziłam się w ża­den sposób, tak jestem zbudowana. Stanowi to jednocze­śnie skargę na los, że jest się w taki, a nie inny sposób zbudowaną; albo na dziedziczne skłonności, które są dane raz na zawsze; albo jak w dwóch przypadkach, na siostrę, która jakoś uszkodziła narząd płciowy pacjentki; albo na uciemiężenie w dzieciństwie, które nigdy nie zostało wyna­grodzone. Jest tutaj całkiem jasne, że skargi te utrzymu­ją się, gdyż pełnią funkcję obrony przeciw odczuwanemu przez jednostkę poczuciu winy.

Początkowo przypuszczałam, że obstawanie przy wyobra­żeniu, iż nie jest się normalną, zdeterminowane jest złu­dzeniem męskości i towarzyszącym mu poczuciem wstydu z powodu wyobrażenia, iż w wyniku masturbacji postrada­ło się członek lub możliwość, że on wyrośnie; uważałam pogoń za mężczyzną za zdeterminowaną po części przez wtórne przesadne podkreślanie kobiecości, a po części przez pragnienie uzyskania dopełnienia w postaci mężczyzny, je­śli samej nie można być mężczyzną. Ale biorąc pod uwagę opisaną powyżej dynamikę przebiegu wydarzeń, doszłam do przekonania, że fantazje o męskości nie stanowią czyn­nika aktywnie oddziałującego, lecz są jedynie przejawem wtórnych t e n d e n ej i, które wywodzą się z opisanej powyżej rywalizacji z kobietami i stanowią jed­nocześnie racjonalizowany w taki czy inny sposób zarzut wobec niesprawiedliwego losu lub wobec matki, że pacjent­ka nie urodziła się mężczyzną, albo też są przejawem po­trzeby stworzenia w marzeniach lub fantazjach jakiegoś sposobu ucieczki od udręki konfliktów kobiecych.

Są oczywiście przypadki, w których obstawanie przy złu­dzeniu, że się jest mężczyzną, rzeczywiście odgrywa pewną czynną rolę, ale wydaje się, że mają one zupełnie inną strukturę, jako że nastąpiło w nich dość wyraźne utożsa­mienie z konkretnym mężczyzną — na ogół ojcem lub bra-

203

tem — na bazie którego rozwój przybiera kierunek homose-ksualny lub kształtuje się postawa i orientacja narcystyczna.

Przecenianie znaczenia związków z mężczyznami ma swoje źródło - zgodnie z tym, co do tej pory powiedzieliśmy na ten temat - nie w jakiejś niezwykłej sile impulsów se­ksualnych, lecz w czynnikach leżących poza sferą związ­ków pomiędzy mężczyzną i kobietą, a mianowicie w odbu­dowywaniu zranionej miłości własnej oraz przekorze wobec zwycięskiej rywalki. Stąd płynie potrzeba, aby zbadać, czy -a jeśli tak, to w jakiej mierze - pragnienie seksualnego speł­nienia gra jakąś istotną rolę w pogoni za mężczyzną. Mamy pewność, że jest tak na poziomie świadomym, ale czy jest tak naprawdę również z punktu widzenia popędów?

Jest istotne, aby pamiętać tutaj o ważnym fakcie, iż to spełnienie nie jest obiektem odznaczających się normalną, przeciętną energią dążeń, lecz jest wyraźnie i jednoznacznie przeceniane. To nastawienie przejawiało się czasem bardzo wyraźnie również na świadomym poziomie, ale z począt­ku skłonna byłam go nie doceniać - z jednej strony z powo­du siły zahamowań natury seksualnej, a z drugiej, z powodu wynikającej z innych przyczyn siły pociągu do mężczyzny; uważałam więc, że nastawienie to jest w dużej mierze racjo­nalizacją służącą ukryciu nieświadomych motywów i przed­stawieniu pragnienia zdobycia mężczyzny jako czegoś „zu­pełnie normalnego i naturalnego". Otóż faktycznie ów na­cisk niewątpliwie służy również tym celom; ale mamy tu również potwierdzenie starego powiedzenia, że pacjent ma - w pewnym sensie - zawsze rację. Niemniej, nawet po wzięciu pod uwagę naturalnego pragnienia uzyskania speł­nienia seksualnego oraz po uwzględnieniu wszelkich ele­mentów pozaseksualnych, nadal pozostaje pewna nadwyż­ka pożądania seksualnego, szczególnie dotyczącego stosun­ków heteroseksualnych. Takie odczucie opiera się na refleksji, iż gdyby u tych kobiet zasadniczo chodziło je­dynie o protest przeciwko kobietom oraz o utwierdzenie swojej pewności siebie („narcystyczna kompensacja"), trud­no byłoby wytłumaczyć fakt, że w rzeczywistości, często nie

204


zdając sobie z tego sprawy, a często nawet wbrew swojemu świadomemu nastawieniu, skwapliwie dążą one do odby­wania stosunków płciowych z partnerem. Często okazuje się, że uważają, iż bez tego nie mogą być zdrowe ani nie mogą sprawnie pracować. Jest to racjonalizowane za po­mocą nie w pełni rozumianych poglądów psychoanalitycz­nych, jakąś teorią hormonów albo po prostu poprzez mę­ską ideologię szkodliwości abstynencji. O tym, jak ważne są dla nich stosunki seksualne, świadczą ich starania, któ­re, bez względu na inne ewentualne źródła, charakteryzu­ją się jednym wspólnym elementem: mają zapewnić regu­larność stosunków seksualnych, czyli wykluczyć możliwość nagłego odcięcia od dostępu do nich. Starania te przeja­wiają się na trzy sposoby, same w sobie zupełnie od siebie różne, niemniej jednak mogące występować wymiennie ze względu na łączący je wspólny cel: jako fantazje o prosty­tucji, chęć wyjścia za mąż oraz pragnienie, aby być mężczy­zną. Fantazje o prostytucji oraz małżeństwo oznaczają w tym kontekście, że zawsze będzie dostępny jakiś męż­czyzna. Pragnienie bycia mężczyzną, ewentualnie niechęć do mężczyzn, wynikają tutaj z wyobrażenia, że mężczyzna zawsze, kiedy tylko chce, może odbyć stosunek seksualny.

Uważam, że do przeceniania znaczenia seksualności przy­czyniają się następujące trzy czynniki:

(1) Z ekonomicznego punktu widzenia w typowej konfi­guracji psychicznej tych kobiet jest wiele elementów na­rzucających im angażowanie się w sferę seksualności, do­stęp do innych możliwości uzyskiwania satysfakcji bowiem został niezwykle utrudniony. Impulsy homoseksualne są odrzucane, ponieważ wiążą się z impulsami destrukcyjny­mi oraz z powodu rywalizującego nastawienia wobec ko­biet. Masturbacja, jeśli nawet nie została całkowicie stłu­miona, jak to się dzieje w większości przypadków, także nie zapewnia satysfakcji. Ale zahamowaniu ulegają w du­żej mierze również wszystkie inne formy szerzej pojętego autoerotycznego zaspokojenia, zarówno bezpośredniego, jak i wysublimowanego - wszystko, co się robi lub z czego

205


czerpie się przyjemność „tylko samemu", jak na przykład znajdowanie przyjemności w jedzeniu, zarabianiu pienię­dzy, podziwianiu sztuki czy obcowaniu z przyrodą. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że kobiety te, tak jak wszyscy ludzie, którzy czują się w życiu zdecydowanie po­krzywdzeni, żywią niezwykle silne pragnienie, aby mieć wszystko wyłącznie dla siebie, aby nie pozwalać nikomu innemu cieszyć się najdrobniejszą nawet rzeczą i aby wszyst­ko wszystkim odbierać, które to pragnienie ulega wypar­ciu, gdyż wywołuje reakcję lękową oraz jest niezgodne z innymi normami zachowania jednostki. Poza tym różne­go rodzaju zahamowania występują tu we wszystkich dzie­dzinach aktywności, co w połączeniu z ambicją prowadzi do wielkiego wewnętrznego niezadowolenia.

  1. Ten pierwszy czynnik może wyjaśniać samo nasilenie
    potrzeb seksualnych; natomiast kolejny czynnik może sta­
    nowić źródło tej zawyżonej oceny - w wyniku niegdysiejszej
    porażki w rywalizacji z kobietami pojawia się głęboko za­
    korzeniony lęk, że inne kobiety będą elementem nieustan­
    nie zaburzającym aktywność heteroseksualną, co zresztą
    dość jasno przejawia się w sytuacji przeniesieniowej. W za­
    sadzie przypomina to opisany przez Ernesta Jonesa „lęk
    przed impotencją", z tym że tutaj chodzi nie o lęk przed
    utratą zdolności do przeżyć seksualnych, lecz raczej o oba­
    wę, że zostaną one na zawsze udaremnione przez jakiś
    czynnik zewnętrzny. Obawy te rozpraszane są przez dąże­
    nie do uzyskania wspomnianego powyżej zabezpieczenia
    i prowadzą do przeceniania znaczenia seksualności, tak
    samo jak zawsze przecenia się znaczenie jakiegoś celu, gdy
    staje się on przedmiotem kontrowersji.

  1. Przesłanki wskazujące na istnienie trzeciego źródła
    wydają mi się najsłabsze, jako że nie byłam w stanie stwier­
    dzić jego obecności w każdym z rozpatrywanych przypad­
    ków; nie mogę zatem gwarantować, że obowiązuje ono we
    wszystkich przypadkach. Jak już była o tym mowa, nie­
    które z tych kobiet przypominają sobie, że we wczesnym
    dzieciństwie doświadczyły pobudzenia seksualnego przypo-

206

minającego orgazm. U innych można w dość uzasadniony sposób wnosić o pojawianiu się podobnych doświadczeń, co sugerują późniejsze zjawiska, takie jak lęk przed orga­zmem, któremu towarzyszy jednak znajomość tego dozna­nia, czego dowód znajdujemy w snach. Pobudzenie doświad­czone we wczesnym okresie życia było przerażające albo ze względu na specyficzne warunki, w jakich nastąpiło, albo po prostu z powodu swojej nadmiernej w stosunku do nie­dojrzałości jednostki, przytłaczającej intensywności, co do­prowadziło do jego wyparcia. Doświadczenie to pozostawi­ło jednak po sobie pewne ślady - wspomnienie przyjemno­ści znacznie przewyższającej te doznawane z innych źródeł i doznania dziwnie ożywiającego cały organizm. Skłonna jestem sądzić, że te ślady powodują, iż te konkretne kobie­ty, w stopniu większym niż przeciętny, wyobrażają sobie zaspokojenie seksualne jako coś w rodzaju eliksiru życia, którego dostarczyć mogą tylko mężczyźni i bez którego uschną one i zmarnieją oraz którego brak uniemożliwia osiągnięcie czegokolwiek w jakiejś innej dziedzinie. Ta kwe­stia wymaga jednak dalszego potwierdzenia.

Pomimo tego wielorakiego uwarunkowania intensywnej pogoni za mężczyznami i pomimo usilnych starań czynio­nych dla osiągnięcia tego celu, wszystkie te usiłowania ska­zane są na niepowodzenie. Powodów tego niepowodzenia można częściowo doszukać się w tym, o czym już była mowa. Wyrastają z tych samych źródeł, które doprowadziły do po­rażki w rywalizacji o mężczyznę, a które jednocześnie pro­wadzą do podejmowania bardzo szczególnych wysiłków, aby go zdobyć.

Pełna goryczy postawa rywalizacji z kobietami zmusza je oczywiście nieustannie do ciągłego wykazywania swojej wyższości pod względem erotycznym, lecz jednocześnie ich destrukcyjne impulsy przeciw kobietom powodują, iż wszel­ka rywalizacja o mężczyznę wiąże się nieuchronnie z sil­nym lękiem. Z powodu siły tego lęku, a może jeszcze bar­dziej z powodu subiektywnego poczucia porażki i wynkają-cego stąd obniżenia samooceny, konflikt pomiędzy impul-

207


sem do angażowania się w taką rywalizację z innymi ko­bietami a płynącym stąd wzrostem lęku prowadzi w sferze zachowania albo do unikania takiej rywalizacji, albo do zwiększonych wysiłków na tym polu. Obserwować więc mo­żemy cały wachlarz przypadków - od takich kobiet, którym ich silne zahamowania uniemożliwiają jakąkolwiek inicja­tywę w nawiązywaniu znajomości z mężczyznami, choć jest to ich jedyne, rozpaczliwe pragnienie, po istnych kobiecych Don Juanów. Fakt zaliczenia wszystkich tych kobiet do tej samej kategorii, pomimo istniejących pomiędzy nimi ze­wnętrznych różnic, można usprawiedliwić nie tylko podo­bieństwem ich podstawowych konfliktów, lecz także po­dobieństwem ich orientacji emocjonalnej, pomimo znacz­nych różnic w przebiegu ich dróg życia - szczególnie, by ująć to ściślej, dotyczących ich postawy wobec sfery ero­tycznej. Do tego podobieństwa przyczynia się też w poważ­nym stopniu czynnik, o którym już była mowa, a mianowi­cie to, że samo „powodzenie" u mężczyzn nie jest wcale ce­nione na poziomie emocjonalnym. Co więcej, w żadnym z tych przypadków nie został stworzony związek z mężczy­zną, który byłby zadowalający pod względem psychicznym lub fizycznym.

Znieważona kobiecość pcha te kobiety, bezpośrednio, jak i z obawy przed nienormalnością, do udowadniania samym sobie swojego kobiecego potencjału; ale ponieważ cel ten nigdy nie jest osiągany z racji pojawiającej się natychmiast skłonności do deprecjonowania siebie, podejście takie z ko­nieczności prowadzi do szybkiego przechodzenia od jedne­go związku do drugiego. Ich zainteresowanie mężczyzną, które może nawet doprowadzić do złudzenia, że jest się w nim strasznie zakochanym, z reguły znika, gdy tylko zo­stanie on „zdobyty" - to jest, gdy tylko stanie się on od nich emocjonalnie zależny.



Ta tendencja, aby poprzez miłość uzależniać od siebie drugiego człowieka, która jak już o tym mówiłam, jest cha­rakterystyczna dla przeniesienia, ma jeszcze inny czynnik determinujący. Uwarunkowana jest przez lęk, który pod-

208


powiada, że uzależnienie jest niebezpieczeństwem, którego należy za wszelką cenę unikać, a zatem, skoro miłość i wszel­kie inne więzi emocjonalne prowadzą do największego uza­leżnienia, stanowią właśnie to zło, którego należy unikać. Innymi słowy, obawa przed zależnością jest głęboką obawą przed rozczarowaniami i upokorzeniami, których kobiety spo­dziewają się doznać po zakochaniu się, upokorzeń, których same doznały w dzieciństwie, i chciałyby w związku z tym obarczyć nimi innych. Pierwotne doświadczenie, które pozo­stawiło po sobie tak silne poczucie podatności na zranienie, zostało przypuszczalnie spowodowane przez mężczyznę, na­tomiast wynikające z niego zachowanie dotyka w niemal równym stopniu zarówno mężczyzn, jak i kobiety. Na przy­kład pacjentka, która chciała mnie od siebie uzależnić za pomocą prezentów, przy pewnej okazji wyraziła ubolewanie, że nie poszła do analityka płci męskiej, mężczyznę bowiem łatwiej jest w sobie rozkochać i jeśli się tego dokona, wygry­wa się w tej grze.

Chronienie siebie przed emocjonalnym uzależnieniem odpowiada zatem pragnieniu, aby być odpornym na wszel­kie zranienia, podobnie jak Zygfryd w niemieckiej sadze, który w tym celu kąpał się w smoczej krwi.

W jeszcze innych przypadkach mechanizm obronny prze­jawia się jako skłonność do despotyzmu, jak również jako pilnowanie, aby partner pozostawał bardziej zależny od kobiety niż ona od niego, czemu oczywiście towarzyszą od­powiednio gwałtowne, jawne lub wyparte, wybuchy gnie­wu, zawsze gdy partner okaże jakąś oznakę niezależności.



Ta podwójnie uwarunkowana niestałość w związkach z mężczyznami służy również do zaspokajania głęboko za­korzenionego pragnienia zemsty, które podobnie wyrosło z niegdysiejszej porażki; jest to pragnienie, aby pokonać mężczyznę, odtrącić go i porzucić, tak jak kiedyś kobieta czuła się odtrącona i porzucona. Z tego, co do tej pory zosta­ło powiedziane, jasno wynika, że szansę dokonania właści­wego wyboru obiektu są bardzo nikłe, a w zasadzie zerowe; z powodów mających związek częściowo z ich stosunkami


1   ...   10   11   12   13   14   15   16   17   ...   20


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna