Dom wydawniczy rebis



Pobieranie 2,25 Mb.
Strona12/20
Data14.02.2018
Rozmiar2,25 Mb.
1   ...   8   9   10   11   12   13   14   15   ...   20
Studium pospolitego typu współczesnej kobiety*

Wysiłki kobiety, aby zdobyć niezależność oraz poszerzyć krąg swoich zainteresowań i zakres działania, nieustannie spotykają się ze sceptycznym odbiorem i argumentami, że takie usiłowania powinny być podejmowane tylko w obli­czu potrzeby ekonomicznej i że są one sprzeczne z wrodzo­nym charakterem i naturalnymi skłonnościami kobiety. Zgodnie z tymi poglądami wszelkie tego typu starania nie mają dla kobiety żadnego istotnego znaczenia, w gruncie rzeczy bowiem wszystkie jej myśli powinny się koncentro­wać wyłącznie na mężczyźnie lub macierzyństwie, w spo­sób podobny do wyrażonego w słynnej piosence Marleny Dietrich: „Znam tylko miłość i nic więcej".



W związku z powyższym natychmiast nasuwają się róż­ne refleksje natury socjologicznej, są one jednak zbyt zna­ne i oczywiste, aby wymagały omawiania. Ta postawa wo­bec kobiety, jakiekolwiek jest jej źródło i jakkolwiek by ją oceniać, reprezentuje patriarchalny ideał kobiecości, we­dług którego jedynym pragnieniem kobiety jest kochać mężczyznę i być przez niego kochaną, podziwiać go i służyć mu, a nawet wzorować się na nim. Ci, którzy przyjmują ten punkt widzenia, błędnie wyprowadzają z zewnętrznych oznak zachowania istnienie wrodzonej, instynktownej do niego skłonności; podczas gdy w rzeczywistości owa skłon­ność jest nierozpoznawalna, ponieważ czynniki biologiczne nigdy nie przejawiają się w formie bezpośredniej i nie za­maskowanej, lecz zawsze w postaci zmodyfikowanej przez

* „The Psychoanalytic Quarterly", vol. III (1934), s. 605-638. Przedruk za zgodą „The Psychoanalytic Quarterly".

180


tradycję i środowisko. Jak zwrócił na to ostatnio uwagę Briffault we fragmencie swojej książki The Mothers (Mat­ki), trudno doprawdy przecenić modyfikujący wpływ „spu­ścizny tradycji", nie tylko na ideały i przekonania, lecz tak­że na nastawienie emocjonalne i tak zwane instynkty. Spu­ścizna tradycji oznacza jednak dla kobiet konieczność ograniczenia swojego udziału (który pierwotnie był praw­dopodobnie dość znaczny) w ogóle czynności do wąskiej sfe­ry erotyki i macierzyństwa. Podtrzymywanie spuścizny tradycji spełnia pewne bieżące zadania, zarówno dla społe­czeństwa, jak i jednostki; ale nie będziemy tutaj omawiać ich społecznego aspektu. Rozpatrując tę kwestię z punktu widzenia psychologii jednostki, wystarczy tylko wspomnieć, że ta konstrukcja myślowa bywa czasem dla mężczyzny bardzo niedogodna, z drugiej strony jednak stanowi dla nie­go zawsze dostępne źródło wsparcia dla poczucia własnej wartości. Dla kobiety z kolei, z jej trwającą od wieków obniżo­ną samooceną, stanowi schronienie, w którym są jej oszczę­dzone starania i niepokoje związane z doskonaleniem in­nych umiejętności i kształtowaniem pewności siebie w obliczu krytyki i rywalizacji. Jest zatem zrozumiałe -ujmując to wyłącznie z socjologicznego punktu widzenia — iż kobiety, które dzisiaj kierują się impulsem do niezależ­nego rozwijania swoich uzdolnień, mogą to robić tylko ko­sztem zmagań zarówno z przeszkodami zewnętrznymi, jak i tymi własnymi oporami wewnętrznymi, które są wyni­kiem wzmocnienia tradycyjnego ideału mówiącego o wy­łącznie seksualnej funkcji kobiety.

Nie byłoby przesadą, gdybyśmy stwierdzili, że w dzisiej­szych czasach wobec tego konfliktu staje każda kobieta,

1 Briffault, R., The Mothers (Londyn 1927, vol. II), s. 253: „Podział pra­cy pomiędzy płciami, na którym opierał się rozwój społeczny w społeczno­ściach prymitywnych, został obalony podczas wielkiej rewolucji ekono­micznej, jaką było powstanie rolnictwa. Kobieta, poprzednio główny wy­twórca, stała się ekonomicznie nieproduktywna, pozbawiona środków do życia i zależna (...) Kobiecie pozostała jedna tylko wartość ekonomiczna -jej płeć".

181


która decyduje się na rozpoczęcie własnej kariery i która jednocześnie nie ma zamiaru płacić za tę śmiałość odrzuce­niem swojej kobiecości. Konflikt, o którym mowa, jest za­tem uwarunkowany zmianami w pozycji kobiety i ograni­cza się do tych kobiet, które uprawiają jakiś zawód lub przy­gotowują się do niego, które mają jakieś szczególne zainteresowania lub które w ogóle aspirują do niezależne­go rozwijania swojej osobowości.

Wiedza socjologiczna pozwala nam być w pełni świado­mymi istnienia tego typu konfliktów, ich nieuchronności oraz, w ogólnym zarysie, wielu form, w jakich się przeja­wiają, i ich bliższych i dalszych następstw. Umożliwia mi ona, przykładowo, zrozumienie, skąd się biorą postawy wahające się pomiędzy jedną skrajnością - całkowitym wyparciem się kobiecości, a drugą - zupełnym odrzuceniem aktywności o charakterze intelektualnym lub zawodowym.



Granice dociekań na tym polu wyznaczane są przez ta­kie oto pytania: Dlaczego w danym przypadku konflikt przyjmuje właśnie taką, a nie inną, konkretną postać, albo dlaczego zostaje on rozwiązany właśnie w taki, a nie inny sposób? Dlaczego niektóre kobiety w wyniku tego konfliktu chorują lub cierpią na znaczne osłabienie rozwoju swoich możliwości? Jakie cechy predysponują jednostkę do poja­wiania się tego rodzaju objawów? I jakie mogą się pojawić w ich wyniku następstwa? W chwili, gdy wyłania się pro­blem losów jednostki, wkraczamy w domenę psychologii jednostki, czyli w zasadzie psychoanalizy.

Przedstawione dalej spostrzeżenia nie wynikają z zain­teresowań socjologicznych, lecz z pewnych wyraźnych trud­ności napotkanych podczas analizy pewnej liczby kobiet. Trudności te stały się bodźcem do rozważenia konkretnych czynników odpowiedzialnych za ich pojawienie się. Obecne sprawozdanie oparte jest na siedmiu przeprowadzonych przeze mnie analizach oraz na pewnej dodatkowej liczbie przypadków znanych mi z konferencji psychoanalitycznych. Większość tych pacjentek nie miała zasadniczo żadnych wyraźnych objawów; dwie z nich miały skłonności do dość

182


nietypowych depresji oraz okazjonalnych lęków na tle hi­pochondrycznym; dwie miewały rzadkie napady, które zdiagnozowano jako napady padaczkowe. Ale w każdym z powyższych przypadków objawy, jeśli w ogóle były wi­doczne, pozostawały w cieniu pewnych trudności związa­nych za każdym razem z kontaktami z mężczyznami i ze stosunkiem do pracy. Jak to często bywa, pacjentki te mniej lub bardziej jasno zdawały sobie sprawę, że ich trudności jako takie mają swe źródło w ich własnej osobowości.

Jednak nie było bynajmniej sprawą prostą zrozumieć, na czym polega faktyczny problem. Pierwsze spostrzeżenia ograniczały się jedynie do tego, że dla tych kobiet stosunki z mężczyznami stanowiły bardzo istotną kwestię, niemniej nigdy nie udało im się utworzyć satysfakcjonującego i trwa­jącego przez jakiś dłuższy czas związku. Próby utworzenia takiego związku albo od razu kończyły się niepowodzeniem, albo prowadziły do szeregu przelotnych tylko znajomości, zrywanych albo przez mężczyznę, albo przez pacjentkę -znajomości, które ponadto często nawiązywane były dość przypadkowo i bez zastanowienia. Ewentualnie, jeśli już powstał bardziej długotrwały i znaczący związek, nieod­miennie rozpadał się w końcu z powodu jakiejś postawy lub zachowania kobiety.

Jednocześnie we wszystkich tych przypadkach widoczne były zahamowania na polu zawodowym i mniej lub bar­dziej wyraźne zubożenie zainteresowań. Do pewnego stop­nia trudności te były uświadomione i bezpośrednio widocz­ne, ale po części pacjentki nie zdawały sobie z nich sprawy, dopóki nie ujawniła ich analiza.

Dopiero po dość długim okresie pracy analitycznej zrozu­miałam, przy pewnych bardziej oczywistych przypadkach, że główny problem polega tutaj nie na zahamowaniach w sferze uczuć, lecz na zdecydowanie zbyt jednostronnej koncentracji na mężczyznach. Kobiety te wyglądały na opę­tane jedną jedyną myślą: „Muszę mieć mężczyznę" - były pochłonięte ideą, której przypisywały tak ogromne znacze­nie, że przyćmiewała ona wszystkie inne myśli, tak że

183


w porównaniu z nią reszta życia wydawała się powierz­chowna, płaska i jałowa. Umiejętności i zainteresowania, które większość z nich posiadała, nie miały dla nich żadne­go znaczenia, a nawet jeśli kiedykolwiek je miały, teraz zupełnie je utraciły. Innymi słowy, konflikty wpływające na związki tych kobiet z mężczyznami były obecne i mogły być w znacznym stopniu rozwiązane, ale faktyczny problem polegał nie na zbyt małym, lecz na zbyt mocnym akcento­waniu ich życia miłosnego.

W niektórych przypadkach zahamowania związane z pra­cą pojawiały się po raz pierwszy w trakcie psychoanalizy i nasilały się, podczas gdy jednocześnie związki z mężczy­znami polepszały się dzięki analizie lęków na tle seksual­nym. Ta zmiana była rozmaicie oceniana przez pacjentkę i jej współpracowników oraz bliskich. Z jednej strony uwa­żano to za postęp -jak w przypadku ojca, który dawał wy­raz zadowoleniu z tego, iż jego córka stała się w wyniku analizy tak kobieca, że chciała teraz wyjść za mąż i straciła wszelkie zainteresowanie studiami. Z drugiej strony, pod­czas konsultacji wielokrotnie spotykałam się ze skargami, że tej albo tamtej pacjentce udało się dzięki analizie polep­szyć swoje stosunki z mężczyznami, ale utraciła ona swą dawną efektywność, wydajność i zadowolenie z pracy i te­raz zaprzątała ją wyłącznie myśl o tym, aby przebywać w męskim towarzystwie. To dawało do myślenia. Oczywi­ście taki obraz mógł również stanowić artefakt analizy, efekt błędnie prowadzonego leczenia. Niemniej jednak takie na­stępstwa pojawiały się tylko u niektórych kobiet, a u innych nie. Jakie wewnętrzne predyspozycje miały na to wpływ? Czy w całym zespole problemów tych kobiet było coś, co zo­stało przeoczone?



I w końcu jeszcze jedna uderzająca cecha w większym lub mniejszym stopniu charakteryzowała wszystkie te pa­cjentki - obawa co do własnej nienormalności. Lęk ten pojawiał się w sferze erotycznej, w kontekście pra­cy albo w postaci bardziej abstrakcyjnej i nieokreślonej jako ogólne poczucie, że jest się innym i gorszym, co kobiety te

184


przypisywały wrodzonym, a zatem niezmiennym skłonno­ściom.

Są dwa powody, dla których rozwikłanie tego problemu zajęło trochę czasu. Z jednej strony, cała ta sytuacja w du­żej mierze odzwierciedla nasze tradycyjne wyobrażenie

0 kobiecie prawdziwie kobiecej, której jedynym celem w ży­


ciu jest otaczać mężczyznę uwielbieniem. Druga trudność
tkwi w samym analityku, który żywiąc przeświadczenie co
do doniosłości życia miłosnego, skłonny jest w związku
z tym uważać usuwanie nieprawidłowości w tej dziedzinie
za swoje główne zadanie. W przypadku pacjentów, którzy
sami podkreślają znaczenie tej sfery, chętnie będzie więc
podążał tropem prezentowanych przez nich problemów.
Gdyby pacjent powiedział mu, że wielkim marzeniem jego
życia jest odbycie podróży na wyspy Oceanii i że ma nadzie­
ję, iż analiza pomoże mu w rozwiązaniu wewnętrznych kon­
fliktów, uniemożliwiających zrealizowanie tego pragnienia,
analityk zadałby oczywiście pytanie: „Proszę mi powiedzieć,
dlaczego ta podróż jest dla pana tak niezwykle istotna?"
Porównanie to jest oczywiście niezbyt adekwatne do sytua­
cji, gdyż seksualność jest naprawdę ważniejsza od podróży
na południowy Pacyfik; pokazuje ono jednak, że nasze,
samo w sobie zupełnie słuszne, przekonanie o wadze do­
świadczenia heteroseksualnego może sprawić, że czasami
nie zauważymy neurotycznego przeceniania znaczenia tej
sfery i zbytniej koncentracji na niej.


Z tego punktu widzenia u pacjentek, o których mowa, można dostrzec rozbieżności dwojakiego rodzaju. Ich uczu­cie do mężczyzny jest w rzeczywistości tak skomplikowane -by ująć to opisowo, tak rozchwiane — że ich ocena związku heteroseksualnego jako jedynej cennej w życiu rzeczy sta­nowi niewątpliwie kompulsywne przecenienie jego warto­ści. Z drugiej strony, uzdolnienia, umiejętności i zaintere­sowania tych kobiet, ich ambicje oraz możliwości osiągnięć

1 zdobycia satysfakcji są o wiele większe, niż same przypu­


szczają. Mamy więc do czynienia z przemieszczeniem naci­
sku z osiągnięć lub dążeń do sukcesu na seks; prawdę

185


mówiąc, o tyle, o ile można mówić o obiektywnych faktach w sferze wartości, mamy tutaj do czynienia z obiektywnym zafałszowaniem wartości. Choć bowiem w ostatecznym roz­rachunku seks jest niezwykle ważnym, może nawet naj­ważniejszym, źródłem satysfakcji, to z pewnością nie jest ani jedynym, ani najbardziej niezawodnym jej źródłem.

Sytuacja przeniesienia, gdy analitykiem była kobieta, przez cały czas zdominowana była przez dwie postawy: ry­walizację oraz aktywne angażowanie się w związki z męż­czyznami. Każdy objaw poprawy, każdy krok naprzód uwa­żany był przez te pacjentki nie za ich własny postęp, lecz za sukces analityczki. Podczas pewnej pouczającej analizy pacjentka zarzuciła mi, że tak naprawdę wcale nie chcę jej wyleczyć oraz że poradziłam jej, aby przeniosła się do inne­go miasta, ponieważ obawiam się z jej strony konkurencji. Reakcją innej pacjentki na każdą (poprawną) interpretację z mojej strony były uwagi, iż nadal nie uległa poprawie jej zdolność do pracy. Jeszcze inna pacjentka, w sytuacji, kie­dy czułam, że robimy postępy, miała zwyczaj przeprasza­nia mnie, że zabiera mi tyle czasu. Rozpaczliwe narzekania na własne zniechęcenie ledwo maskowały usilne pragnie­nie, aby zniechęcić analityczkę. Pacjentki te podkreślały, że każdą wyraźną poprawę tak naprawdę należałoby przy­pisać czynnikom pozaanalitycznym, z kolei o każdą zmianę na gorsze obwiniana była analityczka. Bardzo często miały one trudności z pozwoleniem sobie na sw.obodne skojarze­nia, oznaczałoby to bowiem dla nich poddanie się i triumf analityczki, co pomogłoby jej w osiągnięciu celu. Jednym słowem, chciały dowieść, że analityczka nic nie może zro-

2 Postawa przyjmowana wobec analityka płci męskiej może być taka sama. Albo też przeniesienie może kształtować się, przejściowo lub stale, według zasady opisywanej przez Freuda jako „logika zupy z makaronem". W pierwszym przypadku analityk przeważnie reprezentuje matkę lub sio­strę (ale bynajmniej nie jest tak zawsze, i dlatego każda sytuacja musi być oceniana merytorycznie). W drugim przypadku chroniczne i usilne pragnienie, aby zdobyć mężczyznę, charakteryzujące tę grupę pacjentek, dotyczy samego analityka.

186


bić. Jedna z pacjentek wyraziła to w żartobliwy sposób po­przez następującą fantazję. Zamieszkałaby w domu stoją­cym naprzeciwko mojego i wywiesiłaby na moim domu oka­zały afisz, na którym widniałaby strzałka wskazująca na jej dom i opatrzona napisem: „Tam mieszka jedyna dobra psychoanalityczka".

Druga postawa spotykana w przeniesieniu polega na tym, że tak jak i w życiu, na plan pierwszy wysuwana jest kwestia związków z mężczyznami, a odbywa się to zastana-wiająco często w formie działań typu acting out. Niejed­nokrotnie pojawia się w życiu takiej kobiety wielu kolej­nych mężczyzn, pełniących różne role - od zwykłych ado­ratorów po kochanków, a relacje kobiety o tym, co zrobili, a czego nie zrobili, czyją kochają, czy też zawodzą jej nadzie­je, i jak ona się do nich odnosi, czasami zajmują większą część godzinnej sesji, snute niezmordowanie z uwzględnie­niem najdrobniejszych szczegółów. To, że takie postępowa­nie stanowiło przykład acting out i wspierało istniejące opory, nie zawsze było od razu widoczne. Czasami fakt ten pozostawał ukryty z powodu usiłowań pacjentki, aby poka­zać, że jest w trakcie wchodzenia w satysfakcjonujący, nie­zwykle znaczący związek z mężczyzną - usiłowań, które były zbieżne z podobnie ukierunkowanymi życzeniami ana-lityczki. Patrząc wstecz, mogę jednak powiedzieć, że dys­ponując dokładniejszą wiedzą o konkretnych problemach danej pacjentki oraz występującej u niej reakcji przenie­sienia, z reguły można przejrzeć jej grę i znacznie ograni­czyć podejmowane przez nią działania acting out.

Przy tego rodzaju działaniu na czoło wysuwają się trzy typy tendencji. Można je opisać w sposób następujący:



(1) „Boję się uzależnić od ciebie jako kobiety, obrazu mat­ki. Muszę więc unikać wiązania się z tobą jakimkolwiek uczuciem miłości. Bowiem miłość to uzależnienie. A zatem,

* Acting out to sytuacja w terapii, gdy wspomnienia, postawy lub kon­flikty wyrażane są nieświadomie w sposób niewerbalny, w działaniu (przyp. tłum. poi.).

187

uciekając od tego, muszę próbować skierować swe uczucia gdzie indziej, ku mężczyźnie". Dlatego sen, który pojawił się na początku analizy kobiety będącej wyraźnie typem,

0 którym mowa, pokazywał, jak pacjentka próbuje przyjść


na sesję analityczną, ale ucieka z mężczyzną, którego zoba­
czyła w poczekalni. Tego rodzaju rezerwa jest często racjo­
nalizowana w ten sposób, że skoro analityk i tak nie odwza­
jemni jej miłości, nie warto pozwalać sobie na zaangażowa­
nie uczuciowe.

  1. „Wolałabym raczej, żebyś to ty była ode mnie zależna
    (zakochana we mnie). Dlatego zalecam się do ciebie i próbu­
    ję wzbudzić w tobie zazdrość poprzez rozglądanie się za
    mężczyznami". Tutaj wyraz znajduje głęboko zakorzenio­
    ne, w dużej mierze przedświadome przekonanie, iż wzbu­
    dzanie zazdrości stanowi niezastąpiony sposób na wywoły­
    wanie uczucia miłości.


  1. „Krzywo patrzysz na moje związki z mężczyznami;
    starasz się wręcz na wszelkie możliwe sposoby mi je unie-

możliwie i nie chcesz nawet, żebym wyglądała atrakcyjnie.

Ale ja i tak, z przekory, pokażę ci, że stać mnie na to". Pa-

| cjentka jest w stanie uznać gotowość analityczki do udzie-

lenia pomocy co najwyżej na poziomie intelektualnym, choć

1 to nie zawsze; a kiedy wreszcie lody zostaną przełamane,
uderza jej szczere zdumienie tym, że ktoś naprawdę chce
pomóc innej osobie w osiągnięciu szczęścia w tej dziedzinie.
Z drugiej strony, nawet wtedy, gdy istnieje intelektualna
nadbudowa zaufania, prawdziwa nieufność i lęk pacjentki,
jak również jej gniew wobec analityczki wychodzą na jaw,
gdy próba nawiązania z nią bliższego kontaktu spełza na
niczym. Ten gniew ma czasami niemal paranoidalny cha­
rakter, co przejawia się w przeświadczeniu, że analityczka
jest rzekomo odpowiedzialna za ten czy tamten problem
i że wręcz czynnie przyczyniła się do jego powstania.

Taki tok rozumowania skłania nas do przypuszczenia, że kluczem do zrozumienia tego rodzaju zachowania względem mężczyzn jest istnienie silnych, a jednocześnie budzących przerażenie skłonności homoseksualnych, co powoduje pato-

188

logiczne zwrócenie się ku mężczyznom. Ten homoseksualizm należy tu rozumieć jako „autentycznie męskie zachowanie", a usiłowanie uzależniania od siebie mężczyzn i kobiet stano­wiłoby jedynie świadomy przejaw takiej postawy. To również tłumaczyłoby charakterystyczną płynność i przypadkowość cechujące związki tych kobiet z mężczyznami. Ambiwalentny stosunek do kobiet, który zawsze cechuje homoseksualizm, wyjaśniałby potrzebę unikania kobiet i zwrócenia się ku męż­czyznom, jak również nieufność, lęk i wściekłość wobec anali­tyka, jeśli reprezentuje on postać matki.

Na pierwszy rzut oka dane kliniczne nie zdają się prze­czyć takiej interpretacji. W snach napotykamy wyraźne prze­jawy pragnienia bycia mężczyzną, a w życiu można się rów­nież doszukać różnych zamaskowanych przejawów męskich wzorów zachowania. Bardzo charakterystyczny jest fakt, że w ewidentnych przypadkach tego typu pragnienia owe są gwałtownie odrzucane, albowiem kobiety te utożsamiają by­cie mężczyzną i homoseksualizm. W jakimś okresie życia niemal zawsze obecne są jakieś zaczątki związku o zabar­wieniu homoseksuamym. W zgodzie z powyższą interpreta­cją pozostaje też fakt, że takie związki nie rozwijają się poza fazę początkową, jak również to, że w większości przypad­ków przyjaźnie z kobietami grają zadziwiająco małą rolę. Wszystkie te zjawiska można słusznie uznać za środki obro­ny przed wyraźnie zaznaczonym homoseksualizmem.

Dość zaskakujące jest jednak odkrycie, iż we wszystkich tych przypadkach interpretacja zakładająca istnienie nieświado­mych skłonności homoseksualnych oraz mechanizmów zaprze­czania im pozostaje całkowicie nieskuteczna pod względem te­rapeutycznym. Musi być zatem możliwe stworzenie jakiejś in­nej, bardziej poprawnej interpretacji. Pewien przykład z sytuacji przeniesieniowej podsuwa nam tutaj rozwiązanie.

3 Wielokrotnie zastanawiał mnie fakt, że zawsze gdy zwracałam uwa­
gę tych pacjentek na ich pragnienie bycia mężczyzną, robiąc to bez jakiej­
kolwiek sugestii co do relacji z jakimś obiektem, reagowały one nie­



1   ...   8   9   10   11   12   13   14   15   ...   20


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna