Dom wydawniczy rebis



Pobieranie 2,25 Mb.
Strona11/20
Data14.02.2018
Rozmiar2,25 Mb.
1   ...   7   8   9   10   11   12   13   14   ...   20

Można by zapytać, czy taka instynktowna wiedza dotyczą­ca sposobów wnikania w kobiece ciało z konieczności impli­kuje instynktowną wiedzę na temat istnienia pochwy jako narządu przyjmującego. Sądzę, że można odpowiedzieć na to twierdząco, jeśli przyjmiemy pogląd Freuda, iż „teorie seksualne dziecka wzorowane są na jego własnej budowie seksualnej". Może to bowiem oznaczać tylko tyle, że rozwój dziecięcych teorii seksualnych wytyczany jest i determino­wany przez spontanicznie doświadczane impulsy i dozna­nia płynące z narządów. Jeśli przyjmiemy, że takie wła­śnie jest źródło teorii seksualnych, które już same w sobie stanowią próbę pewnego racjonalnego opisu, musimy tym bardziej zgodzić się, że jest tak w przypadku tej instynk­townej wiedzy, która w symboliczny sposób przejawia się w zabawie, snach i różnego rodzaju obawach, a która naj­wyraźniej nie sięga jeszcze sfery rozumowania i nie podle­ga przebiegającym tam procesom. Innymi słowy, musimy przyjąć, że zarówno lęk przed gwałtem, typowy dla okresu dojrzewania, jak i dziecięce lęki małych dziewczynek opar­te są na doznaniach pochwowych (albo płynących z nich impulsach popędowych), które nasuwają myśl, iż coś po­winno wniknąć w tę część ciała.

Mamy tutaj, jak sądzę, odpowiedź na ewentualne za­strzeżenie, iż wiele snów wskazuje na wyobrażenie o tym, że otwór został stworzony dopiero wtedy, gdy członek w brutalny sposób po raz pierwszy wniknął w ciało. Albo­wiem fantazje takie nigdy by się nie pojawiły, gdyby wcze­śniejsze istnienie popędów - i leżących u ich podłoża do­znań płynących z narządów - nie miało pasywnego celu przyjmowania. Czasami okoliczności, w jakich pojawiają się tego typu sny, całkiem jasno wskazują na źródło tego kon­kretnego wyobrażenia. Od czasu do czasu zdarza się bo­wiem, że gdy pojawia się ogólny lęk dotyczący szkodliwych następstw masturbacji, pacjentka miewa sny o następują­cej typowej treści: gdy coś szyje, nagle pojawia się dziura, której ona się wstydzi; albo przechodzi nad rzeką lub roz­padliną mostem, który nagle pęka pośrodku; albo idzie

148


w górę po jakimś śliskim wzniesieniu i raptem zaczyna się zsuwać, co grozi upadkiem w przepaść. Na podstawie ta­kich snów można przypuszczać, że gdy te pacjentki jako dzieci oddawały się zabawom onanistycznym, doznania po­chwowe doprowadziły je do odkrycia samej pochwy, i że ich lęk przybrał właśnie postać przerażenia, iż zrobiły dziurę tam, gdzie nie powinno być żadnej dziury. Chciałabym tu podkreślić, że nigdy w pełni nie przekonywało mnie wyja­śnienie Freuda dotyczące tego, dlaczego u dziewczynek łatwiej i częściej dochodzi do tłumienia bezpośredniej ma-sturbacji genitalnej. Jak wiemy, Freud przypuszcza, że (łechtaczkowa) masturbacja zaczyna odstręczać małą dziew­czynkę dlatego, że porównanie z członkiem godzi w jej na­rcyzm. Jeśli weźmiemy pod uwagę siłę popędu stojącego za impulsami onanistycznymi, to narcystyczne upokorzenie nie wydaje się czynnikiem całkiem adekwatnym i zdolnym do wywołania stłumienia. Z drugiej strony, przerażenie dziewczynki, że na trwałe uszkodziła tę część ciała, może być wystarczająco silne, aby zapobiec masturbacji pochwo­wej i albo skłonić dziewczynkę, żeby ograniczyła tę prakty­kę do łechtaczki, albo też w ogóle zrazić ją do wszelkiej ręcznej masturbacji genitalnej. Uważam, że kolejnym do­wodem na ten wczesny lęk przed uszkodzeniem pochwy jest przepełnione zawiścią porównywanie się do mężczyzny, którego jesteśmy często świadkami w przypadku pacjen­tek mówiących, że mężczyźni są od dołu „tak ładnie do­mknięci". Podobnie ten najgłębszy lęk, który odczuwa ko­bieta wobec masturbacji, a mianowicie obawa, że uczyniło ją to niezdolną do rodzenia dzieci, zdaje się dotyczyć raczej wnętrza jej ciała, a nie łechtaczki.

Jest to kolejny element przemawiający za istnieniem i znaczeniem wczesnych podniet pochwowych. Wiemy, że obserwowanie aktów płciowych wpływa na dzieci niezwy­kle pobudzająco. Jeśli zaakceptujemy poglądy Freuda,

7 Freud, Some Psychological Conseąuences of the Anatomical Distin-ction between the Sexes, „Int. J. Psycho-Anal.", vol. VIII (1927).

149


musimy również przyjąć, że tego rodzaju pobudzenie prze­ważnie wywołuje u małych dziewczynek te same falliczne impulsy do penetracji, które pojawiają się u chłopców. Wów­czas jednak musimy zapytać: Skąd pochodzi lęk spotykany niemal powszechnie w analizie kobiet — obawa przed mogą­cym je przeszyć gigantycznym członkiem? Źródeł wyobra­żeń o nienaturalnie dużym członku można chyba szukać tylko w dzieciństwie, kiedy to członek ojca musiał rzeczywi­ście wydawać się przerażająco duży i groźny. A ponadto, skąd pochodzi to zrozumienie kobiecej roli seksualnej prze­jawiającej się w symbolice lęku o podłożu seksualnym, w której ponownie pobrzmiewają te wczesne podniety? I jak w ogóle można wytłumaczyć nieposkromioną, pełną zazdrości wściekłość skierowaną przeciw matce, która czę­sto wychodzi na jaw w analizie kobiet, kiedy nastąpi afek-tywne odnowienie wspomnień związanych ze „sceną pier­wotną"? Jak to się dzieje, jeśli w owym okresie kobieta mo­gła jedynie partycypować w pobudzeniu doświadczanym przez ojca?

Chciałabym teraz zebrać i podsumować powyższe dane. Oto one: Relacje o bardzo silnym orgazmie pochwowym, któremu towarzyszy oziębłość podczas późniejszego aktu płciowego; spontaniczne podniety pochwowe bez lokalnego bodźca, z jednoczesną oziębłością podczas stosunku; refle­ksje i pytania wynikające z potrzeby zrozumienia całej tre­ści wczesnych zabaw seksualnych, snów i lęków, a później fantazji o gwałcie, jak również reakcje na wczesne obser­wacje o charakterze seksualnym; i w końcu pewne treści i konsekwencje związane z lękiem odczuwanym przez ko­bietę z powodu masturbacji. Uwzględniając wszystkie wy­żej wymienione dane, dostrzegam tylko jedną hipotezę, która dostarcza zadowalającej odpowiedzi na wszystkie te pytania, a mianowicie hipotezę, iż pochwa od samego początku odgrywa właściwą sobie rolę seksu­alną.

Z tym tokiem rozumowania ściśle związany jest problem oziębłości, który moim zdaniem polega nie na tym, w jaki

150


sposób cecha wrażliwości libidinalnej jest przekazywana do pochwy, lecz raczej na tym, jak to się dzieje, że pochwa, pomimo swojej już istniejącej wrażliwości, albo zupełnie nie reaguje, albo reaguje nieproporcjonalnie słabo w stosunku do bardzo silnych podniet libidinalnych dostarczanych w postaci wszystkich emocjonalnych i lokalnych bodźców powstających podczas aktu płciowego. Z pewnością może istnieć tylko jeden czynnik oddziałujący silniej niż dąże­nie do przyjemności, a czynnikiem tym jest lęk.

Natychmiast staje przed nami problem, co oznacza ten związany z pochwą lęk, a raczej warunkujące go, pochodzą­ce z dzieciństwa czynniki. Analiza ujawnia przede wszyst­kim impulsy kastracyjne skierowane przeciw mężczyźnie i związany z nimi lęk mający dwojakie źródła: z jednej stro­ny, kobieta obawia się swych własnych wrogich impulsów, a z drugiej, lęka się mogącej nadejść zgodnie z prawem odwetu zemsty, polegającej na tym, że jej wnętrzności zo­staną zniszczone, ukradzione lub wyssane z niej. Otóż jak wiemy, te impulsy same w sobie na ogół nie są niczym no­wym, ich źródeł można się doszukać w dziecięcym uczuciu wściekłości i chęci zemszczenia się na ojcu, które to uczu-

8 W odpowiedzi na przypuszczenie Freuda, iż libido może być tak silnie związane ze strefą łechtaczkową, że przemieszczenie wrażliwości do po­chwy staje się trudne lub wręcz niemożliwe, ośmielę się przeciwstawić Freuda Freudowi. Albowiem to on właśnie przekonująco pokazał, jak bar­dzo skorzy jesteśmy do korzystania z każdej nowej sposobności do zazna­nia przyjemności i jak nawet procesy nie mające charakteru seksualnego — np. poruszenia ciała, mowy i myśli - mogą zostać uerotycznione, co odnosi się nawet do doświadczeń powodujących udrękę i niepokój, takich jak ból czy lęk. Mielibyśmy więc przypuszczać, że podczas aktu płciowego, który dostarcza sposobności uzyskania najpełniejszego poczucia zadowolenia, kobieta wzbrania się przed jej wykorzystaniem?! Ponieważ moim zdaniem problem taki naprawdę się nie pojawia, nie mogę śladem H. Deutsch i M. Klein snuć domniemań o przemieszczaniu libido ze strefy oralnej do strefy genitalnej. Niewątpliwie w wielu przypadkach te dwie strefy są ze sobą ściśle powiązane. Jedyna wątpliwość dotyczy tego, czy mamy uznać, że libido jest „przemieszczane", czy też jest po prostu nieuniknione, iż gdy postawa oralna wcześnie się wykształci i utrwali, wówczas musi się prze­jawiać r ó w n i e ż w sferze genitalnej.

151


cia wynikają z rozczarowań i frustracji doznanych przez małą dziewczynkę.

Lęk o bardzo podobnym charakterze opisany został przez Melanię Klein; można doszukać się jego źródeł we wcze­snych impulsach destrukcyjnych skierowanych przeciwko ciału matki. Ponownie chodzi tu o lęk przed zemstą, który może przybierać różne postaci, ale zasadniczo sprowadza się do tego, że wszystko, co wnika do ciała lub już tam jest (pożywienie, odchody, dzieci), może być niebezpieczne.



Choć w gruncie rzeczy te formy lęku są jak dotąd analo­giczne do lęku o genitalia u chłopców, nabierają one szcze­gólnego charakteru z powodu tej podatności na lęk, która stanowi konsekwencję biologicznej budowy dziewcząt. W tej pracy i w poprzednich wskazałam już, jakie są źródła lęku, i tutaj wystarczy, abym uzupełniła i podsumowała to, o czym mówiłam przedtem:

(1) Lęk powodowany jest przede wszystkim przez ogromną różnicę pomiędzy rozmiarami ciała ojca i małej dziewczynki, pomiędzy rozmiarami narządów płciowych ojca i dziecka. Nie musimy zadawać sobie trudu dochodzenia do tego, czy prze­konanie o różnicy w wielkości członka i pochwy pochodzi z obserwacji, czy też wysnuwane jest instynktownie. Całkiem zrozumiałym i w zasadzie nieuniknionym rezultatem owej wiedzy jest to, że każda fantazja na temat zaspokojenia pole­gającego na rozładowaniu napięcia wywołanego przez podnie­ty pochwowe (tzn. pragnienie, aby przyjmować w siebie, otrzy­mywać) powoduje lęk ze strony ego. Jak pokazałam w swojej pracy Lęk przed kobietą, uważam, że w tej biologicznie zdeter­minowanej postaci kobiecego lęku jest coś wyraźnie różnego od początkowego lęku genitalnego, żywionego przez chłopca w relacji z matką. Kiedy fantazjuje on na temat zaspokojenia impulsów genitalnych, staje przed faktem, który stanowi duży cios dla jego miłości własnej („mój członek jest za mały dla mojej matki"); mała dziewczynka stoi natomiast w obliczu możliwości zniszczenia części jej ciała. A zatem jeśli odniesie­my ten lęk do jego ostatecznych podstaw biologicznych, to można powiedzieć, że obawa mężczyzny przed kobietą ma

152


charakter genitalno-narcystyczny, natomiast obawa kobiety przed mężczyzną ma charakter fizyczny.

  1. Drugim konkretnym źródłem lęku, którego powszech­
    ność i znaczenie podkreśla Dały, są obserwacje małej
    dziewczynki związane z menstruacją występującą u doro­
    słych członków rodziny. Poza wszelkimi (wtórnymi!) inter­
    pretacjami dotyczącymi kastracji, po raz pierwszy jest ona
    świadkiem słabości i podatności na zranienie kobiecego cia­
    ła. Na podobnej zasadzie jej lęk jeszcze bardziej wzrasta
    w wyniku obserwacji matki podczas porodu i w przypadku
    poronienia. Ponieważ w umysłach dzieci oraz (jeśli mieli­
    śmy do czynienia z wyparciem) w podświadomości doro­
    słych istnieje ścisły związek pomiędzy aktem płciowym
    i porodem, więc lęk ten może przyjmować postać obawy nie
    tylko przed porodem, ale też samym aktem płciowym.

  1. I w końcu mamy trzecie konkretne źródło lęku - wy­
    stępujące u małej dziewczynki reakcje (znowu wynikające
    z anatomicznej budowy jej ciała) na jej wczesne próby ma-
    sturbacji pochwowej. Sądzę, że następstwa tych reakcji
    mogą być u dziewczynek bardziej trwałe niż u chłopców,
    a to z następujących powodów. Po pierwsze, dziewczynka
    nie jest w zasadzie w stanie określić skutków masturbacji.
    Chłopiec, kiedy odczuwa lęk o swój narząd płciowy, może
    zawsze przekonać się po raz kolejny, że narząd ten napraw­
    dę istnieje i nie jest uszkodzony. Mała dziewczynka nie
    ma żadnej możliwości przekonania się, że jej lęk nie ma
    oparcia w rzeczywistości. Przeciwnie, wczesne próby ma­
    sturbacji pochwowej uświadamiają jej ponownie fakt jej
    większej fizycznej podatności na zranienie11, przekonałam

9 Dały, Der Menstruationskomplex, „Imago", t. XIV (1928).

10 Te rzeczywiste okoliczności trzeba z całą pewnością uwzględnić,
podobnie jak siłę nieświadomych źródeł lęku. Na przykład lęk kastracyj-
ny u mężczyzny może nasilić się w wyniku zwężenia napletka.

11 Interesujące może być przypomnienie w tym kontekście, iż ginekolog
Wilhelm Liepmann (który nie zajmuje stanowiska psychoanalitycznego)
w swojej książce Psychologie der Frau mówi, że „podatność na zranienie"
kobiet stanowi jedną ze specyficznych cech charakterystycznych ich płci.

153


się bowiem podczas analizy, że nie są bynamniej rzadkie przypadki, kiedy małe dziewczynki, podejmując próby ma-sturbacji albo angażując się w zabawy seksualne z innymi dziećmi, doświadczają bólu lub odnoszą drobne obrażenia, najwyraźniej spowodowane mikroskopijnymi zadraśnięcia­mi błony dziewiczej.

Gdy ogólny rozwój przebiega pomyślnie - tzn. gdy w okre­sie dzieciństwa relacje z obiektem nie stały się bogatym źródłem konfliktów - lęk ten jest w zadowalający sposób opanowywany i kobieta nie napotyka przeszkód w zaak­ceptowaniu swojej roli kobiecej. Sądzę, że o tym, iż w nieko­rzystnych okolicznościach następstwa lęku są bardziej trwa­łe u dziewcząt niż u chłopców, świadczy fakt, że u dziewczy­nek stosunkowo częściej zdarzają się przypadki zupełnej rezygnacji z bezpośredniej masturbacji genitalnej, a przy­najmniej ograniczenia jej do łatwiej dostępnej łechtaczki, mniej obciążonej uczuciem lęku. Często wszystko, co zwią­zane jest z pochwą - wiedza o jej istnieniu, wrażenia po­chwowe i impulsy popędowe - ulega bezwzględnemu wy­parciu; krótko mówiąc, jest tworzona i długo podtrzymywa­na fikcja, że pochwa nie istnieje, fikcja, która jednocześnie określa preferencje małej dziewczynki odnośnie do męskiej roli płciowej.

Moim zdaniem wszystkie te względy bardzo wspierają hipotezę, iż za „niemożnością odkrycia" pochwy kryje się zanegowanie jej istnienia.

Pozostaje rozważyć kwestię, jakie znaczenie dla całej naszej koncepcji wczesnej kobiecej seksualności ma istnie­nie wczesnych wrażeń pochwowych lub „odkrycie" pochwy. Freud nie stwierdza tego wprost, niemniej jednak jest ja-

12 Tego rodzaju doświadczenia często wychodzą na jaw w trakcie anali­zy - po pierwsze, w postaci wspomnień przesłonowych dotyczących obra­żeń rejonu genitalnego odniesionych w późniejszym życiu, być może w wyniku upadku. Pacjentki reagują na te wspomnienia uczuciami prze­rażenia i wstydu, które są zupełnie niewspółmierne do wywołującej je przyczyny. Po drugie, może pojawiać się obezwładniający lęk, że takie obrażenia mogą się przytrafić.

154


sne, że jeśli pochwa początkowo pozostaje „nie odkryta", stanowi to jeden z najmocniejszych argumentów przema­wiających za przypuszczeniem o istnieniu u małych dziew­czynek biologicznie zdeterminowanej, pierwotnej zazdrości o penis lub o ich początkowo fallicznej organizacji płciowej. Albowiem gdyby nie istniały żadne wrażenia lub pragnie­nia pochwowe, a całe libido skupione byłoby na pojmowanej w sposób falliczny łechtaczce, wówczas i tylko wówczas mo­glibyśmy zrozumieć wewnętrzny przymus skłaniający małe dziewczynki, z braku jakiegokolwiek własnego konkretnego źródła przyjemności lub braku jakichkolwiek konkretnych kobiecych pragnień, do koncentrowania całej swojej uwagi na łechtaczce i do porównywania jej z chłopięcym człon­kiem, co wobec faktu, że porównanie to wypada na ich nie­korzyść, musiałoby je prowadzić do zdecydowanego odczu­cia, że są lekceważone. Jeśli jednak, zgodnie z moimi przy­puszczeniami, mała dziewczynka od samego początku doświadcza wrażeń pochwowych i odpowiadających im im­pulsów, musi też od początku mieć żywe poczucie specyficz­nego charakteru swojej roli płciowej, a istnienie pierwotnej zazdrości o penis o postulowanym przez Freuda natężeniu byłoby trudno wytłumaczalne.

W pracy tej wykazałam, że hipoteza o pierwotnej seksu­alności fallicznej niesie ze sobą doniosłe konsekwencje, je­śli chodzi o całe nasze pojmowanie kobiecej seksualności. Jeśli założymy istnienie specyficznie kobiecej, pierwotnej seksualności pochwowej, to poprzednia hipoteza, jeśli na­wet nie zostanie całkowicie obalona, ulegnie tak drastycz­nemu ograniczeniu, że wspomniane konsekwencje staną się bardzo problematyczne.

13 Helenę Deutsch dochodzi do tego podłoża zazdrości o penis na drodze logicznej argumentacji. Por. Deutsch, The Significance of Masochism in the Mentol Life of Women, „Int. J. Psycho-Anal.", vol. XI (1930).

Psychologiczne uwarunkowania czynnościowych zaburzeń kobiecych*

W ciągu ostatnich trzydziestu czy czterdziestu lat na ła­mach piśmiennictwa ginekologicznego toczyła się żywa dys­kusja na temat psychologicznych uwarunkowań zaburzeń kobiecych. Zakres wypowiadanych opinii jest bardzo szero­ki. Z jednej strony, istnieje tendencja do przypisywania tym czynnikom marginalnego znaczenia - podkreśla się na przykład, że oczywiście czynniki emocjonalne istnieją, ale uważa się je za pochodną uwarunkowań fizycznych: orga­nicznych, hormonalnych i innych. Z drugiej strony, widać tendencję do przypisywania czynnikom psychologicznym bardzo dużego wpływu. Zwolennicy tego stanowiska skłon­ni są nie tylko doszukiwać się tutaj zasadniczego źródła mniej lub bardziej ewidentnych zaburzeń czynnościowych, takich jak ciąża urojona, pochwica, oziębłość, zaburzenia miesiączkowania, wymioty niepowściągliwe itd., lecz utrzy­mują, że podłoże psychiczne mają również schorzenia i za­burzenia na ogół o to nie posądzane, takie jak poród przed­wczesny lub opóźniony, pewne formy zapalenia macicy, bezpłodność i niektóre formy upławów.

Fakt, że zmiany fizyczne mogą być wywoływane przez bodźce psychiczne, nie jest już kwestionowany od czasu, gdy eksperymenty Pawłowa dostarczyły na to empirycz­nych dowodów. Wiemy, że poprzez stymulowanie apetytu można wpłynąć na wydzielanie soków żołądkowych, że

* Odczytane 18 Iistopadal932 roku na spotkaniu Chicagowskiego Sto­warzyszenia Ginekologicznego. Przedrukowane z czasopisma American Journal of Obstetrics and Gynecology" 25:694 (1933), wydawanego przez C. V. Mosby Company, St. Louis, Missouri.

156

rytm bicia serca oraz perystaltyka jelit mogą ulec przyspie­szeniu pod wpływem strachu, że pewne zmiany naczyniowo--ruchowe, jak na przykład rumienienie się, mogą stanowić przejaw reakcji wstydu. Wiemy również dość dokładnie, jakimi drogami bodźce te przesyłane są z ośrodkowego układu nerwowego do narządów obwodowych.

Przejście od tych dość prostych powiązań do kwestii, czy bolesne miesiączkowanie może być powodowane przez kon­flikty psychiczne, wydaje się przeskokiem dość gwałtownym. Sądzę jednak, że zasadnicza różnica dotyczy tutaj nie same­go procesu, ale podejścia metodologicznego. Można tak usta­wić sytuację eksperymentalną, aby stymulować apetyt da­nej osoby i jednocześnie móc mierzyć wydzielanie soków żo­łądkowych. Można dokonywać dokładnych pomiarów zmian w wydzielaniu, które następują, gdy wywoła się u danej oso­by jakiś rodzaj reakcji lękowej, nie sposób jednak zaaranżo­wać takiej sytuacji eksperymentalnej, w której wywołałoby się bolesne miesiączkowanie. Procesy emocjonalne stanowią­ce podłoże bolesnego miesiączkowania są stanowczo zbyt skomplikowane, aby można było wywołać je w sytuacji eks­perymentalnej; ale nawet gdyby można było podczas ekspe­rymentu stworzyć dla danej osoby pewne bardzo skompliko­wane okoliczności natury emocjonalnej, to i tak trudno było­by spodziewać się jakichś konkretnych rezultatów, bowiem bolesne miesiączkowanie nie stanowi nigdy efektu jednego tylko konfliktu psychicznego, lecz zawsze implikuje cały sze­reg wstępnych uwarunkowań natury emocjonalnej, których podstawy kształtowały się w różnych okresach.



Z tych właśnie powodów niemożliwe jest zbadanie tych problemów na drodze eksperymentalnej. Najwyraźniej je­dyną metodą, która może wyjawić nam powiązanie pomię­dzy pewnymi siłami natury emocjonalnej a danym symp­tomem, takim jak na przykład bolesne miesiączkowanie, jest metoda historyczna. Musi nam ona umożliwić, poprzez bardzo szczegółowe prześledzenie historii życia danej oso­by, zrozumienie jej konkretnej emocjonalnej struktury oraz współzależności pomiędzy emocjami i symptomem.

157


O ile wiem, jest tylko jedna szkoła psychologii, która ofe­ruje tego typu zrozumienie charakteryzujące się wystar­czająco wysokim stopniem ścisłości naukowej, a mianowi­cie psychoanaliza. W psychoanalizie uzyskujemy obraz isto­ty, treści i dynamiki czynników psychicznych, tak jak funkcjonują one w rzeczywistym życiu — wiedzę, która jest niezbędna, jeśli chcemy w sposób naukowy omawiać kwe­stię możliwości wywoływania zaburzeń czynnościowych przez czynniki emocjonalne.

Nie będę tutaj zagłębiać się w szczegóły tej metody, przedstawię tylko w bardzo zwięzłej formie niektóre emo­cjonalne czynniki, których znajomość uważam na podsta­wie swojej pracy analitycznej za niezbędną do zrozumienia kobiecych zaburzeń czynnościowych.

Zacznę od faktu, który przykuł moją uwagę ze względu na swoją powszechność. Moje pacjentki przychodzą na ana­lizę z najróżniejszych powodów natury psychologicznej: róż­nych rodzajów stanów lękowych, nerwic natręctw, depre­sji, zahamowań związanych z pracą i kontaktami z ludźmi, trudności charakterologicznych. W każdej z nerwic zabu­rzone było ich życie psychoseksualne. Ich relacje z mężczy­znami albo z dziećmi, albo i z tymi, i z tymi, były w jakiś sposób poważnie zaburzone. Uderzyła mnie rzecz następu­jąca: pośród tych bardzo różnych typów nerwic nie było nawet jednego przypadku, który nie wiązałby się z jakimś czynnościowym zaburzeniem układu płciowego - oziębło­ścią o różnym stopniu nasilenia, pochwicą, wszelkiego rodza­ju zaburzeniami miesiączkowania, świądem, bólami i upła-wami nie mającymi żadnego podłoża organicznego i znikają­cymi po ujawnieniu pewnych nieświadomych konfliktów, różnymi lękami na tle hipochondrycznym, takimi jak obawa przed rakiem lub przed chorobą psychiczną, oraz niektórymi nieprawidłowościami w przebiegu ciąży i porodu, które zda­wały się mieć podłoże psychiczne.

Nasuwają się tutaj trzy pytania:



(1) Ta zbieżność pomiędzy zakłóceniami w życiu psycho­seksualnym a kobiecymi zaburzeniami czynnościowymi

158


może być bardzo uderzająca, ale czy ma ona charakter pra­widłowości?

Analityk ma tę przewagę, że dysponuje bardzo dogłębną znajomością pewnej liczby przypadków, lecz mimo wszyst­ko, nawet jeśli ma dużo pracy, spotyka stosunkowo niewielu pacjentów. Dlatego nawet jeśli okaże się, że nasze wyniki znajdują potwierdzenie w innych obserwacjach, jak również faktach etnologicznych, ta kwestia dotycząca powszechności i słuszności naszych spostrzeżeń powinna zostać kiedyś w przyszłości rozstrzygnięta przez ginekologów.

Oczywiście, aby mogli oni prowadzić takie badania, mu­sieliby dysponować czasem oraz przejść przeszkolenie psy­chologiczne; ale gdyby przynajmniej część energii wkłada­nej w pracę laboratoryjną wykorzystano do odbycia prze­szkolenia psychologicznego, z pewnością pomogłoby to w rozwiązaniu tego problemu.

(2) Jeśli przyjmiemy, że ta zbieżność ma charakter pra­widłowości, czy nie może być tak, że zarówno zaburzenia psychoseksualne, jak i czynnościowe mają wspólne podłoże o charakterze organicznym lub hormonalnym?

Nie chcę obecnie szczegółowo omawiać tych bardzo skom­plikowanych problemów, a jedynie zaznaczyć, że według moich obserwacji współwystępowanie tych czynników funk­cjonalnych i zaburzeń emocjonalnych nie jest powszechną regułą. Są na przykład oziębłe kobiety o wyraźnej postawie męskiej i silnie zaznaczonej niechęci wobec roli kobiecej. U niektórych kobiet tego typu drugorzędne cechy płciowe — głos, owłosienie, układ kostny - są zbliżone do męskich, ale większość z nich charakteryzuje się całkowicie kobiecą bu­dową ciała. W obu grupach kobiet — tych o męskim wyglą­dzie i tych ewidentnie kobiecych - można dojść do tego, jakie konflikty stały się przyczyną zmian emocjonalnych;

* Dr Horney sugeruje, że ginekolodzy byliby w stanie z większą precy­zją ocenić wartość wyników swoich badań oraz uzyskać znaczące dane statystyczne ze względu na to, że mają kontakt ze znacznie większą licz­bą pacjentów niż psychoanalitycy (przyp. wydawcy ang.).

' 159



jednak tylko w pierwszej grupie konflikty te mogły mieć podłoże organiczne. Mam wrażenie, że dopóki nie poszerzy­my swojej wiedzy na temat czynników ustrojowych i ich konkretnego wpływu na późniejsze postawy, zakładanie zbyt ścisłego związku byłoby tutaj przejawem pseudonau­kowej ścisłości. Co więcej, założenie takie może prowadzić do bardzo niebezpiecznych konsekwencji terapeutycznych, jeśli zaniedba się czynniki psychiczne. Na przykład w naj­nowszym niemieckim podręczniku ginekologii pod redak­cją Halbana i Seitza jeden z autorów, Matthes, opisuje przy­padek dziewczyny chcącej wyleczyć utrzymujące się od pół­tora roku bolesne miesiączkowanie. Powiedziała mu, że przeziębiła się na tańcach. Później dowiedział się, że rozpo­częła wówczas pożycie seksualne z mężczyzną. Powiedziała Matthesowi, że mężczyzna ten silnie podniecał ją seksual­nie, ale jednocześnie doprowadzał do wściekłości. Ponieważ reprezentowała ona, jak określa to Matthes, „typ interse-ksualny", poradził jej, aby rzuciła tego mężczyznę, zgodnie z teorią, że stanowi ona typ osoby, która nigdy nie będzie szczęśliwa w związku seksualnym. Próbowała zastosować się do jego rad i miała dwie miesiączki pozbawione bólów. Następnie kontynuowała swój romans i bóle pojawiły się ponownie.

Wydaje się to dość radykalnym wnioskiem terapeutycz­nym, wyciągniętym na podstawie bardzo nikłej wiedzy, i przypomina mi powiedzenie z Biblii: „A jeśli cię oko twoje gorszy, wyłup je".

Z terapeutycznego punktu widzenia lepsze wydaje się szukanie w sferze psychicznej konfliktów, których przyczy­ną może być jakiś czynnik ustrojowy, szczególnie że często dostrzegamy te same konflikty bez obecności takiego czyn­nika.

(3) Chciałabym teraz omówić trzecie pytanie. Precyzyj­nie sformułowane brzmiałoby ono następująco: „Czy istnieje jakaś konkretna współzależność pomiędzy pewnymi posta­wami psychicznymi w życiu psychoseksualnym a pewnymi czynnościowymi zaburzeniami genitalnymi?" Niestety, na-

160


tura ludzka nie jest prosta i wiedza, którą dysponujemy, nie jest jeszcze na tyle duża, abyśmy mogli formułować bardzo jasne i kategoryczne tezy. W rzeczywistości odnaj­dziemy pewne podstawowe konflikty psychoseksualne u wszystkich tych pacjentek. Obecność tych konfliktów wy­nika z faktu, że pewna doza oziębłości występuje u każdej z pacjentek - przynajmniej oziębłości o charakterze przej­ściowym; niemniej jeśli chodzi o trwałe powiązanie z pew­nymi symptomami czynnościowymi, niektóre konkretne emocje i czynniki odgrywają dominującą rolę.

Gdy główne zaburzenie stanowi oziębłość, nieodmiennie odnajdujemy następujące charakterystyczne postawy psy­chiczne:

Po pierwsze, oziębłe kobiety mają bardzo ambiwalentny stosunek do mężczyzn, który zawsze zawiera elementy podejrzliwości, wrogości i strachu. Elementy te bardzo rzad­ko są zupełnie jawne. Na przykład jedna z pacjentek żywi­ła świadome przekonanie, że wszyscy mężczyźni to krymi­naliści i powinni zostać zabici. To przekonanie stanowiło naturalną konsekwencję jej wyobrażenia o akcie płciowym jako o czymś krwawym i bolesnym. Każdą kobietę, która wyszła za mąż, uważała za bohaterkę. Na ogół antagonizm ten spotyka się w formie zamaskowanej i wgląd w prawdzi­wy stosunek pacjentki do mężczyzn można uzyskać nie z jej wypowiedzi, lecz z zachowania. Dziewczęta mogą otwarcie opowiadać o tym, jak zależy im na mężczyznach, jak skłon­ne są ich idealizować, ale jednocześnie można zaobserwo­wać, jak bardzo brutalnie i bez żadnego widocznego powo­du zrywają ze swoimi „chłopakami". Podajmy typowy przy­kład. Miałam pacjentkę X, która utrzymywała dość przyjazne związki seksualne z mężczyznami. Nigdy nie trwały one dłużej niż rok. Za każdym razem po krótkim okresie mężczyzna zaczynał ją coraz bardziej irytować, aż w końcu nie mogła go już znieść. Wtedy znajdywała jakiś pretekst, aby z nim zerwać. Jej wrogie odruchy wobec męż­czyzn stawały się nawet tak silne, że obawiała się, iż mo­głaby wyrządzić im krzywdę, i unikała ich.

161


Czasami pacjentki będą opowiadać, jak oddane są swoim mężom, ale wnikliwsze badanie wykazuje obecność wszyst­kich tych drobnych, ale bardzo niepokojących oznak wrogo­ści, które wychodzą na jaw w codziennym życiu, takich jak zasadniczo lekceważący stosunek wobec męża, pomniejsza­nie jego zalet, negatywny stosunek do jego zainteresowań lub przyjaciół, zbyt duże roszczenia finansowe albo cicha, lecz wytrwała walka o władzę.

W powyższych przypadkach można nie tylko odnieść mniej lub bardziej wyraźne wrażenie, że oziębłość stanowi bezpośredni przejaw ukrytych wrogich impulsów, ale na pewnych zaawansowanych etapach analizy można też bar­dzo dokładnie prześledzić, jak ta oziębłość została zainicjo­wana, gdy ujawnione zostanie nowe wewnętrzne źródło nie­chęci wobec mężczyzny, i zauważyć, jak zanika, gdy te kon­flikty zostaną przezwyciężone.

Widać tutaj wyraźną różnicę pomiędzy psychologią ko­biet a psychologią mężczyzn. Ogólnie rzecz biorąc, seksual­ność u kobiet jest znacznie bardziej niż u mężczyzn powią­zana z czułością, z uczuciami, z miłością. Przeciętny męż­czyzna nie będzie cierpiał na niemoc płciową nawet wtedy, gdy nie żywi wobec kobiety jakichś szczególnie ciepłych uczuć. Przeciwnie, bardzo często istnieje u niego rozdarcie pomiędzy sferą seksualną a sferą miłości, tak że w skrajnie patologicznych przypadkach mężczyzna taki jest w stanie utrzymywać kontakty seksualne tylko z kobietą, której nie kocha, natomiast nie czuje pociągu płciowego, a nawet cier­pi na niemoc płciową wobec kobiety, na której naprawdę mu zależy.

U większości kobiet widać ściślejszy związek pomiędzy uczuciami seksualnymi a całym ich życiem emocjonalnym, prawdopodobnie z oczywistych przyczyn biologicznych. Dla­tego skrycie wroga postawa będzie bardzo łatwo znajdowa­ła wyraz w niemożności dawania i brania w sferze seksual­nej. Ta defensywna postawa wobec mężczyzn nie musi być zakorzeniona bardzo głęboko. W niektórych przypadkach mężczyźni, którzy potrafią obudzić w tych kobietach uczu-

162


cie czułości, mogą z powodzeniem przezwyciężyć ich ozię­błość; jednak w innej kategorii przypadków ta obronna i wroga postawa tkwi bardzo głęboko i jeśli kobieta ma się jej pozbyć, trzeba najpierw ujawnić jej źródła.

W tej drugiej kategorii przypadków przekonamy się, że uczucia wrogości wobec mężczyzn mają swój początek we wczesnym dzieciństwie. Aby zrozumieć dalekosiężne kon­sekwencje wczesnych doświadczeń życiowych, nie trzeba mieć obszernej znajomości teorii psychoanalitycznej, trze­ba natomiast mieć jasność co do dwóch kwestii: że dzieci rodzą się z uczuciami seksualnymi i że są zdolne do praw­dziwych namiętności, prawdopodobnie znacznie bardziej niż my, dorośli, ze wszystkimi naszymi zahamowaniami.

Badając historię życia tych kobiet, przypuszczalnie prze­konamy się, że w ich wczesnym życiu miłosnym zostawiły swe piętno silne rozczarowania: ojciec lub brat, którego da­rzyły uczuciem, sprawił im zawód albo brat był faworyzo­wany przez rodziców. Mogło też dojść do całkiem innej sy­tuacji, jak w następującym przypadku: W wieku jedenastu lat pacjentka uwiodła młodszego brata. Parę lat później brat zmarł na grypę, co wywołało u pacjentki ogromne po­czucie winy. Nawet po trzydziestu latach, gdy przyszła na analizę, była przekonana, że to ona spowodowała śmierć brata. Uważała, że w wyniku uwiedzenia brat zaczął się masturbować i jego śmierć nastąpiła z powodu masturba-cji. To poczucie winy sprawiało, że znienawidziła ona swoją kobiecą rolę. Chciała być mężczyzną, dość demonstracyjnie zazdrościła mężczyznom, kiedy tylko mogła, sprawiała im zawód, miała silne sny i fantazje o treści kastracyjnej i była całkowicie oziębła.

Przypadek ten, nawiasem mówiąc, rzuca nieco światła na psychogenezę pochwicy. Pacjentka ta utraciła dziewic­two dopiero cztery tygodnie po ślubie, a defloracja została dokonana przez chirurga, mimo iż jej błona dziewicza była najzupełniej normalna, a jej mąż nie cierpiał na impoten­cję. Skurcz stanowił po części wyraz jej silnej niechęci do roli kobiecej, a po części mechanizm obronny przeciwko jej

163


impulsom kastracyjnym wobec mężczyzny, któremu za­zdrościła.

Ta awersja wobec roli kobiecej często wywiera duży wpływ, bez względu na to, jak powstała. W jednym z przy­padków młodszy brat był faworyzowany przez rodziców. Zawiść, jaką żywiła wobec niego pacjentka, zatruła całe jej życie, a szczególnie jej związki z mężczyznami. Sama chcia­ła być mężczyzną i odgrywała tę rolę w fantazjach i snach. Podczas stosunku czasem całkiem świadomie pragnęła za­mienić się z mężczyzną rolami płciowymi.

U tych oziębłych kobiet spotkamy się z jeszcze jedną sy­tuacją konfliktową, która pod względem dynamicznym jest jeszcze ważniejsza - konflikt z matką lub ze starszą sio­strą. Na poziomie świadomym uczucia wobec matki mogą być inne. Czasami pacjentki te na początku leczenia przy­znają się - nawet przed sobą - tylko do pozytywnych stron swojej relacji z matką. Możliwe, że już uderzyło je spostrze­żenie, iż pomimo wielkiego pragnienia zdobycia miłości matki, w rzeczywistości zawsze robiły dokładnie coś prze­ciwnego do tego, czego ona od nich oczekiwała. W innych przypadkach widoczna jest jawna nienawiść. Ale nawet je­śli zdają sobie one sprawę z istnienia jakiegoś konfliktu, nie znają ani jego zasadniczego źródła, ani wpływu, jaki wywiera on na ich życie psychoseksualne. Jedną z istot­nych cech takiego konfliktu może być na przykład to, że matka nadal reprezentuje dla tych kobiet instancję, która zakazuje angażowania się w życie seksualne i czerpania zeń przyjemności. Pewien etnolog opisał ostatnio prymityw­ny obyczaj plemienny, który rzuca światło na wszechobec-ność tych konfliktów. Kiedy umiera ojciec, córki pozostają w domu zmarłego, ale synowie opuszczają go, obawiają się bowiem, że duch zmarłego ojca mógłby być im nieprzyja­zny i wyrządzić im jakąś krzywdę. Kiedy umiera matka, synowie pozostają w domu, natomiast córki opuszczają go w obawie, że duch matki mógłby je zabić. Ten obyczaj sta­nowi przejaw tego samego antagonizmu i lęku przed ze­mstą, które spotyka się w analizie oziębłych kobiet.

164


W tym miejscu ktoś nie obeznany z procesem analizy mógłby zapytać: Jeśli pacjentki nie uświadamiają sobie tych konfliktów, to jak można być tak pewnym, że one rze­czywiście istnieją i że grają taką właśnie rolę? Istnieje od­powiedź na to pytanie, może ona być jednak trudna do zro­zumienia dla kogoś nie posiadającego doświadczenia anali­tycznego. U pacjentki odżywają dawne, irracjonalne postawy, które zajmuje ona teraz wobec analityczki. Na przykład pacjentka X na poziomie świadomym darzyła mnie uczuciem przywiązania, choć zawsze towarzyszyła mu pewna doza lęku. Jednak w okresie, gdy jej dawna, dziecięca nienawiść do matki zbliżyła się bardziej do progu świadomo­ści, kobieta ta, siedząc w poczekalni, drżała ze strachu, a na poziomie emocjonalnym widziała we mnie coś w rodzaju bez­litosnego złego ducha. Stało się oczywiste, że w sytuacjach tych przenosiła na mnie swój dawny lęk przed matką. Jedno konkretne wydarzenie pozwoliło nam do pewnego stopnia zro­zumieć, jak ważną rolę odgrywała w jej oziębłości ta obawa przed stawiającą zakazy matką. Na tym etapie analizy, kiedy jej zahamowania seksualne już osłabły, musiałam na dwa ty­godnie gdzieś wyjechać. Później opowiedziała mi, że pewnego wieczoru podczas spotkania z paroma przyjaciółmi wypiła tro­chę alkoholu - ale nie więcej, niż zwykle potrafiła wypić - i nie pamięta, co działo się dalej. Jej partner powiedział jej jednak, że była wówczas bardzo podniecona, że chciała odbyć stosu­nek i miała pełny orgazm (do tamtej chwili była całkiem ozię­bła) oraz że wykrzyknęła parę razy z nutą triumfu w głosie: „Mam wakacje od Horney" (/ haue Horney holidays). Ja, która występowałam w jej fantazji jako stawiająca zakazy matka, byłam nieobecna, i dlatego mogła ona bez żadnych obaw być kochającą kobietą.

Inna pacjentka, cierpiąca na pochwicę, a później również na oziębłość, przeniosła na mnie dawny lęk, który czuła

* Nieprzetłumaczalna gra słów: angielskie słowo „horny", wymawiane
tak samo jak „Horney", oznacza „lubieżny, zmysłowy, pożądliwy", zatem
powyższe zdanie można też rozumieć jako „Mam zmysłowe wakacje"
(przyp. tłum. poi.).

165


wobec matki, a szczególnie wobec swojej starszej o osiem lat siostry. Pacjentka ta kilkakrotnie próbowała związać się z mężczyzną, ale jej kompleksy zawsze jej to uniemożli­wiały. W takich sytuacjach zawsze była na mnie wściekła, a czasami nawet wypowiadała dość paranoiczne uwagi, że to ja nie dopuszczałam do niej mężczyzny. Choć na pozio­mie intelektualnym zdawała sobie sprawę, że staram się jej pomóc, dawny lęk przed siostrą brał wówczas górę. A wkrótce po tym, jak miała pierwsze seksualne doświad­czenie z mężczyzną, przyśnił jej się lękowy sen, w którym goniła ją jej siostra.

W każdym przypadku oziębłości działają również inne czynniki psychiczne, z których kilka teraz wymienię. Nie będę jednak omawiać powiązań, jakie mają one z oziębło­ścią, a zwrócę tylko uwagę na znaczenie, jakie może mieć ich wpływ na pewne inne zaburzenia czynnościowe.

Przede wszystkim chodzi o wpływ, jaki mogą mieć lęki związane z masturbacją na nastawienie psychiczne, jak również na procesy fizjologiczne. Powszechnie wiadomo, że biorąc pod uwagę tego rodzaju lęki dotyczące masturbacji, prawie każde schorzenie można by uznać za ich rezultat. U kobiet często lęki te przyjmują konkretną postać obawy

0 to, że narządy płciowe ulegną w wyniku masturbacji fi­


zycznemu uszkodzeniu. Ta obawa jest często połączona
z bardzo fantastycznym wyobrażeniem, że kiedyś wygląda­
ły jak chłopiec i zostały wykastrowane. Taki lęk może prze­
jawiać się w różnych formach:

  1. Jako niejasna, lecz głęboka obawa, że nie jest się „nor­
    malną".

  1. Jako hipochondryczne lęki i symptomy, takie jak bóle

1 upławy nie mające podłoża organicznego, skłaniające ko­
biety do zasięgnięcia porady ginekologa. Zostaną one wów­
czas poddane leczeniu poprzez sugestię albo zostaną pocie­
szone i uspokojone i poczują się lepiej, lecz naturalnie lęk
pojawia się znowu i wracają z tymi samymi dolegliwościa­
mi. Czasami ten lęk sprawia, że nalegają na przeprowa­
dzenie operacji. Mają poczucie, że ich dolegliwości mają

166


charakter fizyczny i tylko stosując tak radykalny środek jak operacja, można położyć im kres.

(3) Obawy te mogą przybrać także następującą postać: „Ponieważ sama się uszkodziłam, nigdy nie będę mogła mieć dziecka". U bardzo małych dziewczynek tego rodzaju obawa może czasem być przeżywana bardzo świadomie. Ale nawet te młode pacjentki zazwyczaj najpierw powiedzą, że uważają posiadanie dzieci za coś obrzydliwego i że nie chcą nigdy ich mieć. Dopiero znacznie później dowiadujemy się, że to uczucie obrzydzenia stanowi dla nich pewnego rodza­ju racjonalizację (nie warto mieć tego, czego mieć nie moż­na), będącą reakcją na bardzo silne wcześniejsze pragnie­nie posiadania wielu dzieci, i że wyżej wspomniany lęk sprawił, iż wyparły się swojego pragnienia.

Może istnieć wiele wzajemnie sprzecznych nieświado­mych tendencji związanych z pragnieniem, aby mieć dziec­ko. Naturalny instynkt macierzyński może być neutralizo­wany przez pewne nieświadome motywy. Nie mogę teraz zagłębiać się w szczegóły, więc wspomnę tylko o jednej możliwości: dla tych kobiet, u których w jakiejś części ich psy­chiki tkwi silne pragnienie, aby być mężczyzną, ciąża i macie­rzyństwo, które stanowią kobiecy odpowiednik sukcesu, mają szczególnie duże znaczenie.

Niestety nigdy nie zetknęłam się z przypadkiem ciąży urojonej, ale prawdopodobnie ona również wynika z nie­świadomego wzmocnienia pragnienia posiadania dziecka. Z pewnością przejściowy brak miesiączki świadczyć będzie o pragnieniu posiadania dziecka za wszelką cenę. Każdy ginekolog zna kobiety, które są niezwykle nerwowe i przy­gnębione, natomiast są najzupełniej szczęśliwe i zrówno­ważone, jeśli są w ciąży. Dla nich również ciąża stanowi szczególną formę satysfakcji.

W przypadkach, o których myślę, wzmocnieniu ulega nie tyle pragnienie, aby mieć dziecko, aby je karmić i pieścić, ile samo wyobrażenie o ciąży, o noszeniu dziecka we wła­snym ciele. Stan ciąży ma dla takich kobiet wysoką war­tość narcystyczną. W dwóch tego rodzaju przypadkach

167

nastąpił poród opóźniony. Jest jeszcze za wcześnie na to, aby wyciągać jakieś wnioski, ale zachowując krytycyzm i rozwagę, można przynajmniej sformułować hipotezę, iż nie­świadome pragnienie, aby trzymać w sobie dziecko, może stanowić wyjaśnienie niektórych przypadków porodu opóźnio­nego, których nie da się wyjaśnić w żaden inny sposób.

Inny czynnik, który czasami odgrywa pewną rolę, to sil­ny lęk przed śmiercią podczas porodu. Sam lęk może być uświadomiony lub nie. Natomiast prawdziwe źródło tego lęku nigdy nie jest uświadomione. Zgodnie z moimi do­świadczeniami jednym z istotnych elementów tego lęku jest dawne uczucie wrogości wobec ciężarnej matki. Przychodzi mi na myśl pewna pacjentka, która bardzo się bała, że mo­głaby umrzeć podczas porodu, i która przypomniała sobie, że jako dziecko przez wiele łat z niepokojem obserwowała swoją matkę, aby przekonać się, czy nie jest ona znowu w ciąży. Nie potrafiła przejść na ulicy obok ciężarnej kobie­ty, nie odczuwając impulsu, aby kopnąć ją w brzuch, co na­turalnie prowadziło do lęku przed odwetem i poczucia, że coś równie strasznego może się przytrafić jej samej.

Z drugiej strony, uczuciom macierzyńskim mogą prze­ciwstawiać się nieświadome wrogie impulsy skierowane przeciw dziecku. Tutaj bardzo ciekawym problemem jest możliwość oddziaływania takich impulsów na występowa­nie wymiotów niepowściągliwych, porodu przedwczesnego i depresji poporodowej.

Wróćmy ponownie do kwestii obaw związanych z mastur-bacją; wspominałam już, że mogą one wynikać z wyobraże­nia pacjentki o tym, iż doznała ona fizycznego uszkodzenia ciała, i że lęk ten może prowadzić do pojawienia się obja­wów hipochondrii. Obawy te mogą również wyrażać się w inny sposób: w stosunku kobiety do miesiączkowania. Wyobrażenie o uszkodzeniu ciała powoduje, że kobieta od­nosi się z niechęcią do swoich narządów płciowych, traktu­jąc je jak coś w rodzaju rany, a zatem miesiączkowanie stanowi na poziomie emocjonalnym potwierdzenie słuszno­ści takiego nastawienia. Takim kobietom krwawienie mie­sięczne kojarzy się ściśle z raną. W związku z tym staje się

168


zrozumiałe, że menstruacja nigdy nie będzie im się wyda­wać procesem naturalnym i będzie budzić w nich uczucie głębokiej odrazy.

To prowadzi mnie do problemu zbyt obfitego i bolesnego miesiączkowania. Oczywiście mowa tu tylko o tych przy­padkach, w których nie można doszukać się żadnej miej­scowej lub innej organicznej przyczyny. Podstawa dla zro­zumienia wszelkich czynnościowych zaburzeń menstruacyj-nych jest następująca. Psychicznym odpowiednikiem procesów cielesnych przebiegających w danym okresie w narządach płciowych jest zwiększone napięcie libidinal-ne. Kobieta, której rozwój psychoseksualny przebiega w sposób zrównoważony, poradzi sobie z tym bez szczegól­nych trudności. Ale jest wiele kobiet, którym ledwo udaje się zachować jako taką równowagę psychiczną i dla których to zwiększone napięcie libidinalne stanowi przysłowiową kroplę, która dopełnia miary.

W wyniku tego napięcia odżywają wszelkiego rodzaju dziecięce fantazje, szczególnie te mające jakiś związek z procesem krwawienia. Treścią tych fantazji jest, ogólnie rzecz biorąc, to, że akt płciowy jest okrutny, krwawy i bole­sny. Przekonałam się, że we wszystkich bez wyjątku przy­padkach pacjentek cierpiących na zbyt obfite i bolesne mie­siączkowanie tego typu fantazje odgrywały decydującą rolę. Bolesne miesiączkowanie zazwyczaj rozpoczyna się, jeśli nie w okresie dojrzewania, to wówczas, gdy pacjentka ze­tknie się z problemami seksualnymi ludzi dorosłych.

Spróbuję podać kilka przykładów.



Jedna z moich pacjentek, u której myśli o stosunku za­wsze wywoływały obfite krwawienie miesiączkowe, do­świadczyła kiedyś wizji krwi. Podczas analizy odkryłyśmy, że pewne wspomnienia z dzieciństwa zawierają elementy determinujące pojawienie się tej wizji, która powstała w pewnych określonych okolicznościach. Kobieta ta była najstarsza z ośmiorga rodzeństwa i jej najstraszniejsze wspomnienia wiązały się z okresami, kiedy rodziły się ko­lejne dzieci. Słyszała, jak matka krzyczy, i widziała, że z jej pokoju wynoszone są miednice pełne krwi. Wczesne skoja-

169


rżenia łączące poród, seks i krew były u niej tak silne, że gdy pewnej nocy jej matka doznała krwotoku z płuc, na­tychmiast skojarzyła to krwawienie ze stosunkami małżeń­skimi pomiędzy rodzicami. Miesiączkowanie powodowało, że odżywały w jej pamięci te dawne dziecięce wrażenia i fantazje, iż pożycie seksualne jest bardzo krwawe.

Pacjentka, o której właśnie mówiłam, cierpiała na do­tkliwe bóle miesiączkowe. Sama była doskonale świadoma tego, że jej rzeczywiste życie seksualne wiąże się z najprze­różniejszymi fantazjami sadystycznymi. Zawsze gdy słysza­ła albo czytała o jakichś okrucieństwach, odczuwała pobu­dzenie seksualne. O swoich bólach miesiączkowych mówiła, że czuje się wówczas tak, jakby wyrywano jej wnętrzności. Ta konkretna forma przejawiania się bólów była zdetermi­nowana przez jej dziecięce fantazje. Przypomniała sobie, że jako mała dziewczynka wyobrażała sobie, iż podczas sto­sunku mężczyzna wydziera coś z ciała kobiety. Bolesne miesiączkowanie stanowiło emocjonalne odtworzenie tych dawnych fantazji.

Przypuszczam, że bardzo wiele z moich stwierdzeń doty­czących czynników psychicznych może brzmieć najzupeł­niej fantastycznie, ale może to wszystko nie jest tak na­prawdę fantastyczne, a jest tylko obce naszemu potoczne­mu medycznemu myśleniu. Jeśli chcemy uzyskać coś więcej niż tylko emocjonalną ocenę tych stwierdzeń, jest na to je­den właściwy z naukowego punktu widzenia sposób - ana­liza i sprawdzenie faktów. Pogląd, iż ujawnianie treści psy­chicznych wydobywa na światło dzienne ich konkretne źródła i że w trakcie tego procesu objawy znikają, nie sta­nowi żadnego dowodu na to, że właśnie ten proces ujaw­niania doprowadził do wyleczenia. Każda umiejętnie poda­na sugestia może wywołać taki sam skutek.

Naukowa weryfikacja powinna przebiegać podobnie jak

* Inne ujęcie poglądów Horney może nieco bardziej rozjaśnić ich sens. Wymogi naukowej poprawności w tym kontekście byłyby następujące: znacząca liczba wyszkolonych psychoanalityków, korzystając w badaniu szeregu pacjentek cierpiących na kobiece zaburzenia czynnościowe i nie-

170


w innych dziedzinach nauki: należy stosować psychoanali­tyczną technikę swobodnych skojarzeń i obserwować, czy otrzymywane wyniki są podobne. Ocena, która nie spełnia tego wymogu, nie ma wartości naukowej.

Wydaje mi się jednak, że istnieje jeszcze jeden sposób, w jaki ginekolog mógłby przynajmniej częściowo przekonać się o specyficznej współzależności pomiędzy pewnymi czyn­nikami emocjonalnymi a pewnymi nieprawidłowościami czynnościowymi. Gdyby tylko poświęcono pacjentkom tro­chę czasu i uwagi, przynajmniej część z nich bez żadnych trudności wyjawiłaby swoje wewnętrzne konflikty. Sądzę, że taki sposób postępowania może nawet mieć pewną bez­pośrednią wartość terapeutyczną. Poprawna analiza może być wykonywana tylko przez lekarza, który przeszedł od­powiednie przeszkolenie psychoanalityczne. Jest to proce­dura nie mniej gruntowna niż operacja chirurgiczna. Ale oprócz operacji przeprowadza się również drobniejsze zabie­gi chirurgiczne. Psychoterapia doraźna polegałaby na zajmo­waniu się stosunkowo świeżymi konfliktami oraz na ujaw­nianiu ich związków z symptomami. Wykonywana już na tym polu praca mogłaby łatwo zostać znacznie rozszerzona.

W związku z powyższym istnieje tylko jedno zastrzeże­nie i ograniczenie, z którego trzeba sobie zdawać sprawę: musimy dysponować gruntowną wiedzą psychologiczną, jeśli chcemy uniknąć błędów, szczególnie takich, które mo­głyby wzbudzić emocje, z którymi nie potrafilibyśmy sobie dać rady.

prawidłowości psychoseksualne z metody wolnych skojarzeń, powinna odkryć podobne konfiguracje psychodynamiczne; w wyniku prowadzonej terapii psychoanalitycznej u pacjentek tych powinna nastąpić poprawa polegająca na ustępowaniu wcześniejszych objawów oraz przezwycięża­niu konkretnych ujawnionych konfliktów i obron; ponadto więcej anality­ków powinno dostarczyć, na podstawie dalszych podobnych przypadków, kolejnych dowodów potwierdzających te odkrycia (przyp. wydawcy ang.).



-Konflikt macierzyństwa*

W ciągu ostatnich trzydziestu czy czterdziestu lat różnie oceniano zdolności uczenia się charakteryzujące matki. Około trzydziestu lat temu uważano, że kierowanie się in­stynktem macierzyńskim stanowi niezawodne podejście w wychowywaniu dzieci. Kiedy okazało się to niewystar­czające, nastąpił zwrot ku podobnie jednostronnemu prze­konaniu o wartości teoretycznej wiedzy na temat wychowa­nia. Niestety naukowa wiedza pedagogiczna nie chroni przed niepowodzeniami w większym stopniu niż poleganie na instynkcie macierzyńskim. Teraz zaczynamy ponownie podkreślać emocjonalny aspekt stosunków pomiędzy mat­ką a dzieckiem. Jednak tym razem nie polegamy jedynie na mglistej koncepcji instynktów, lecz stoimy wobec jedne­go konkretnego problemu: Jakie czynniki emocjonalne mogą zaburzyć te stosunki i jakie jest ich źródło?

Nie podejmując próby omówienia wielu różnorakich kon­fliktów, jakie napotykamy podczas analizy matek, posta­ram się przedstawić tutaj tylko jeden konkretny ich rodzaj, w którym stosunek matki do jej własnych rodziców znajdu­je odzwierciedlenie w jej postawie wobec dzieci. Mam tu na przykład na myśli kobietę, która zgłosiła się do mnie, ma­jąc trzydzieści pięć lat. Była to inteligentna, zdolna nauczy­cielka, obdarzona ciekawą osobowością i sprawiająca wra-

* Praca przedstawiona w 1933 roku na spotkaniu Amerykańskiego Stowarzyszenia Ortopsychiatrycznego. Przedrukowano z „The American Journal of Orthopsychiatry", vol. III, nr 4 (październik 1933). Prawa au­torskie: The American Orthopsychiatric Association, Inc. Przedruk za pozwoleniem.

172


żenię osoby bardzo zrównoważonej. Jeden z jej dwóch pro­blemów dotyczył umiarkowanej depresji, na którą cierpia­ła od czasu, gdy dowiedziała się, że mąż zdradził ją z inną kobietą. Sama była kobietą o wysokich normach moralnych, znajdujących oparcie w jej wykształceniu i profesji, ale odznaczała się tolerancyjnym nastawieniem wobec innych, i dlatego nie była w stanie w świadomy sposób zaakcepto­wać swoich naturalnych wrogich uczuć wobec męża. Nie­mniej utrata zaufania do męża wpłynęła na jej postawę wobec życia i nie dawała jej spokoju. Jej drugi problem związany był z jej trzynastoletnim synem, który z kolei cier­piał na ostrą nerwicę natręctw oraz stany lękowe, które jak wykazała jego własna analiza, związane były z niezwykłym przywiązaniem do matki. Oba problemy, z którymi się zgło­siła, udało się rozwiązać. Pojawiła się ponownie po pięciu latach, tym razem z kłopotem, który poprzednim razem pozostał ukryty. Powiedziała, że niektórzy z jej uczniów płci męskiej okazują jej uczucia bardziej niż ciepłe - prawdę mówiąc, istniały dowody na to, że niektórzy z nich zakocha­li się w niej bez pamięci, i pytała samą siebie, czy przypad­kiem w jakiś sposób nie przyczyniła się do rozbudzenia w nich takiej namiętności i miłości. Czuła, że nie potrafi sobie poradzić ze swoimi reakcjami i postawą wobec uczniów. Oskarżała się o to, że reaguje na te przejawy na­miętności i miłości zbyt emocjonalnie, i gnębiły ją ciężkie wyrzuty sumienia. Była najzupełniej przekonana, że będę ją potępiać za jej postawę, i z niedowierzaniem przyjęła fakt, że tak nie jest. Próbowałam ją uspokoić, mówiąc, że w sytuacji tej nie ma nic niezwykłego i że jeśli ktoś na­prawdę intensywnie angażuje się w pracę w jakiejś dzie­dzinie i podchodzi do niej w sposób bardzo twórczy, to jest całkiem naturalne, że zaczynają funkcjonować głębsze po­pędy. To wyjaśnienie nie przyniosło jej ulgi, musiałyśmy więc szukać głębszych emocjonalnych źródeł jej problemów. Konkluzje, do jakich ostatecznie doszłyśmy, są następu­jące. Po pierwsze, oczywisty stał się seksualny charakter jej własnych uczuć. Jeden z chłopców pojechał za nią do

173


miasta, gdzie poddawała się analizie, i w końcu zakochała się w tym młodym, zaledwie dwudziestoletnim mężczyźnie. Było to dość osobliwe — obserwować, jak ta opanowana i powściągliwa kobieta walczy ze sobą i ze mną, zmaga się z silnym pragnieniem, aby nawiązać romans z dość jeszcze niedojrzałym chłopcem, i buntuje się przeciwko wszystkim barierom konwenansów, które uważała za jedyną przeszko­dę w wejściu w ten związek.

Następnie wyszło na jaw, że to uczucie miłości tak na­prawdę wcale nie dotyczy właśnie jego. Stało się jasne, że w chłopcu tym, tak jak i innych przed nim, widziała ona postać ojca. Wszyscy oni odznaczali się pewnymi fizyczny­mi i psychicznymi cechami, które kojarzyły jej się z ojcem, a w snach ci chłopcy oraz jej ojciec często pojawiali się jako jedna i ta sama osoba.

Uświadomiła sobie, że za jej młodzieńczą postawą dość ostrego sprzeciwu wobec ojca kryło się uczucie głębokiej, na­miętnej miłości. W przypadku fiksacji na ojcu kobieta zazwy­czaj wyraźnie preferuje starszych mężczyzn, gdyż kojarzą jej się z ojcem. W tym przypadku relacje wiekowe z dzieciństwa uległy odwróceniu. Jej próby rozwiązania tego problemu przy­jęły w fantazji następującą formę: „Nie jestem małym dziec­kiem, które nie potrafi zdobyć miłości niedostępnego ojca, ale jeśli ja jestem duża, to on będzie mały, a ja będę matką i on będzie moim synem". Przypomniała sobie, że po śmierci ojca miała ochotę położyć się obok niego i przytulić go do piersi, tak jak zrobiłaby to matka ze swoim dzieckiem.

Dalsza analiza wykazała, że uczniowie stanowili tylko drugi stopień przeniesienia jej miłości do ojca. Jej syn był pierwszym obiektem tej przeniesionej miłości, a następnie uczucie to zostało skierowane na rówieśników jej syna, po to aby jej uwaga mogła oderwać się od kazirodczego obiek­tu miłości. Jej miłość do uczniów stanowiła ucieczkę, drugą formę miłości do własnego syna, który stanowił dla niej pierwsze wcielenie jej ojca. Gdy tylko uświadomiła sobie swoje uczucie do ucznia, osłabło ogromne napięcie, które odczuwała w związku ze swoim synem. Do tej pory nalega-

174


ła, aby syn codziennie do niej pisał, w przeciwnym wypad­ku była bardzo niespokojna. Gdy ogarnęła ją namiętność do tego drugiego chłopca, nadmierny ładunek emocjonal­ny, jakim obciążona była jej relacja z synem, natychmiast się zmniejszył, co stanowi dowód, iż ten chłopiec, tak jak i inni przed nim, w rzeczywistości zastępował jej syna. Rów­nież jej mąż był od niej młodszy i znacznie słabszy psychicz­nie, a ich związek miał dość wyraźny charakter związku matki z synem. Jej emocjonalna więź z mężem straciła dla niej znaczenie z chwilą, gdy urodził im się syn. W rzeczywi­stości to właśnie ten nadmierny ładunek emocjonalny, ja­kim obciążona była jej relacja z synem, wywołał w nim na początku okresu dojrzewania ostrą nerwicę natręctw.

Według jednej z głównych koncepcji psychoanalitycznych seksualność nie pojawia się w okresie dojrzewania, ale w momencie narodzin, a zatem nasze wczesne uczucia mi­łości zawsze mają charakter seksualny. Jak widać w całym świecie zwierząt, seksualność oznacza wzajemne przycią­ganie się płci. Przejawy tego dostrzec można również w dzieciństwie, kiedy to córka instynktownie odczuwa więk­szy pociąg do ojca, a syn do matki. Wynikające stąd elemen­ty rywalizacji i zazdrości wobec rodzica tej samej płci po­wodują powstawanie konfliktów. W powyższym przypadku widzieliśmy tragiczne skutki takiego konfliktu, rozwijające­go się na przestrzeni trzech pokoleń.

Znam pięć przypadków tego rodzaju przeniesienia miło­ści z ojca na syna. Ponowne uaktywnienie się tych uczuć wobec ojca zazwyczaj pozostaje nie uświadomione. Seksu­alny charakter uczuć do syna był uświadomiony tylko w dwóch przypadkach; na ogół świadomie odczuwany jest tylko wysoki emocjonalny ładunek cechujący związek mat­ki z synem. Aby zrozumieć cechy takiej relacji, musimy zdać sobie sprawę, że z samej swojej istoty będzie ona zaburzo­na. Z istniejącej w dzieciństwie relacji z ojcem przenoszone są nie tylko kazirodcze elementy seksualne, lecz także z konieczności kiedyś z nimi związane elementy wrogości. Pewnej pozostałości wrogich uczuć nie sposób uniknąć, jako

175


że stanowią one rezultat równie nieuniknionych afektów wywołanych zazdrością, frustracją i poczuciem winy. Jeśli uczucia wobec ojca zostaną w nie zmienionej postaci prze­niesione na syna, syn stanie się obiektem nie tylko miłości, lecz również tej dawnej wrogości. Z reguły oba te uczucia zostają wyparte. Jedną z form, w jakich w sposób świadomy może przejawić się ten konflikt pomiędzy miłością i nienawi­ścią, jest postawa nadopiekuńczości. Takie matki nieustan­nie obawiają się, że ich dzieciom zagraża niebezpieczeństwo. Przesadnie obawiają się o to, że maleństwa na coś zachorują lub staną się ofiarami wypadków. Ich opiekuńczość nosi zna­miona fanatyzmu. Kobieta, o której mówiliśmy, chroniła się poprzez całkowite poświęcenie się opiece nad synem, które­mu jej zdaniem groziły niezliczone niebezpieczeństwa. Gdy był małym chłopcem, wszystko w zasięgu jego ręki musiało być sterylizowane. Nawet później, kiedy przytrafiało mu się najdrobniejsze nawet nieszczęście, matka nie szła do szkoły, żeby poświęcić się opiece nad nim.

W innych przypadkach takie matki nie odważą się na­wet tknąć swoich synów z obawy, że same wyrządzą im krzywdę. Dwie kobiety, które mam na myśli, korzystały z opieki pielęgniarek, których wyłącznym zadaniem było zajmowanie się małym synkiem, choć z punktu widzenia rodzinnego budżetu nie było ich na to stać, a obecność pie­lęgniarki w domu również z emocjonalnego punktu widze­nia była bardzo niedogodna. A jednak matki gotowe były ścierpieć obecność pielęgniarek, albowiem ich funkcja chro­nienia syna przed rzekomymi niebezpieczeństwami była zbyt ważna.

Istnieje jeszcze jeden powód nadopiekuńczości takich matek. Ponieważ ich miłość ma cechy zakazanej miłości kazirodczej, nieustannie obawiają się, że grozi im odebra­nie syna. Pewna kobieta śniła na przykład, że stoi w ko­ściele, trzymając syna w ramionach, i że musi złożyć go w ofierze jakiejś strasznej bogini-matce.

Inna komplikacja związana z fiksacją na ojcu jest często wynikiem zazdrości pomiędzy matką a córką. Pewna doza

176

rywalizacji pomiędzy matką a dojrzewającą córką jest na­turalna. Ale jeśli własna sytuacja edypalna matki stała się u niej powodem przesadnie silnego poczucia rywalizacji, to rywalizacja ta może przyjąć groteskowe formy i rozpocząć się w bardzo wczesnym okresie życia córki. Może się to prze­jawiać w postaci generalnego onieśmielania córki, prób ośmieszenia i zdyskredytowania jej, uniemożliwiania jej, aby wyglądała atrakcyjnie lub spotykała się z chłopcami i tak dalej, a wszystko to z ukrytą intencją, aby przeszko­dzić córce w jej kobiecym rozwoju. Choć może być trudno rozpoznać przejawiającą się na te najprzeróżniejsze sposo­by zazdrość, cały psychologiczny mechanizm ma dość pro­stą zasadniczą strukturę, a zatem nie wymaga szczegóło­wego opisu.

Rozważmy bardziej skomplikowane rozwiązanie, które powstaje, gdy kobieta odczuwała szczególnie silną więź, ale nie z ojcem, tylko z matką. W przypadkach tego typu, z którymi miałam do czynienia podczas analizy, można wy­różnić pewne stałe cechy. Oto typowy przypadek. Dziew­czynka może już bardzo wcześnie mieć powody ku temu, aby powziąć niechęć do swego kobiecego świata, może dla­tego, że matka ją onieśmielała lub straszyła albo że dozna­ła głębokiego rozczarowania ze strony ojca lub brata; mogła mieć jakieś wczesne doświadczenia seksualne, które ją przestraszyły; albo mogła odkryć, że jej brat cieszy się znacznie większymi względami niż ona.

W wyniku tego wszystkiego na poziomie emocjonalnym odwraca się od swojej wrodzonej roli płciowej i pojawiają się u niej męskie skłonności i fantazje o byciu mężczyzną. Fantazje takie, jeśli już raz się pojawią, prowadzą do po­stawy rywalizacji wobec mężczyzn, co nasila jeszcze pier­wotną niechęć do nich. Jest oczywiste, że kobiety o takim nastawieniu niezbyt nadają się do małżeństwa. Są oziębłe i niezadowolone, a ich męskie skłonności będą się na przy­kład przejawiać w pragnieniu dominowania. Kiedy kobiety te wyjdą za mąż i będą miały dzieci, prawdopodobnie będą się odznaczać nadmiernym przywiązaniem do nich, co czę-

177


sto określa się mianem zahamowanego libido skupionego na dziecku. Ten opis, choć poprawny, nie daje żadnego wglądu w konkretne toczące się procesy. Zdawszy sobie sprawę ze źródła takiego kierunku rozwoju, jesteśmy w sta­nie rozumieć poszczególne charakteryzujące go cechy jako wynik prób rozwiązania pewnych wczesnych konfliktów.

Męskie skłonności przejawiają się w dominującej posta­wie kobiety oraz jej pragnieniu, aby całkowicie kontrolo­wać dzieci. Może ona też obawiać się tego i w związku z tym być wobec nich zbyt tolerancyjna. Może być widoczna jedna z następujących dwóch skrajności. Kobieta może bezpardo­nowo wtrącać się w sprawy dzieci albo też, obawiając się związanych z tym skłonności sadystycznych, pozostawać bierna, nie mając śmiałości interweniować. Niechęć wobec roli kobiecej przejawia się poprzez wpajanie dzieciom, iż mężczyźni to brutale, a kobiety to cierpiące istoty, że rola kobieca jest przykra i żałosna, że menstruacja jest chorobą („klątwą"), a stosunek seksualny ofiarą składaną żądzom męża. Takie matki nie będą tolerować żadnych przejawów seksualności, szczególnie ze strony córek, ale bardzo często również ze strony synów.

Bardzo często u takich matek o męskich skłonnościach pojawia się nadmierne przywiązanie do córki, podobne do tego, które inne matki przejawiają wobec syna. Bardzo czę­sto córka odwzajemnia się zbyt dużym przywiązaniem do matki. Córka wyobcowuje się z własnej roli kobiecej i w wy­niku wszystkich tych czynników trudno jej w późniejszym życiu nawiązać normalne stosunki z mężczyznami.

Jest jeszcze inna ważna ewentualność: dzieci mogą na­wet bezpośrednio ożywiać w pamięci swych rodziców po­staci i role ich własnych rodziców. W okresie dziecięcym i młodzieńczym rodzice stanowią nie tylko obiekt miłości i nienawiści, lecz również wzbudzają lęk. Formowanie się naszego sumienia, a szczególnie tej jego nieświadomej czę­ści, którą nazywamy superego, polega w dużej mierze na włączaniu do naszej osobowości wywołujących lęk obrazów rodziców.

178


Ten dawny dziecięcy lęk, związany kiedyś z ojcem lub matką, może być również przenoszony na własne dzieci i prowadzić do ogromnego, choć mglistego poczucia niepew­ności wobec nich. Wydaje się, że jest tak szczególnie w tym kraju (tj. Stanach Zjednoczonych), a powody tego są skom­plikowane. Ten lęk przejawia się u rodziców w dwóch głów­nych formach. Są przerażeni, że dzieci będą ich potępiać, że ich zachowanie - to że piją, palą i uprawiają seks - spotka się z krytyką dzieci. Albo też nieustannie martwią się, czy zapewniają dzieciom właściwe wykształcenie i przygotowa­nie do zawodu. Przyczyną tego jest ukryte poczucie winy wobec dzieci, które prowadzi albo do zbytniej pobłażliwości, aby uniknąć ich dezaprobaty, albo do jawnej wrogości - to znaczy instynktownego ataku jako najlepszej formy obrony.

Temat nie został wyczerpany. Istnieje wiele pośrednich następstw konfliktów pomiędzy matką a jej własnymi ro­dzicami. Moim celem było wyjaśnienie, w jaki sposób dzieci mogą całkiem bezpośrednio reprezentować dawne obrazy (znaczących osób) i w ten sposób stymulować u swoich ro­dziców na zasadzie przymusu te same reakcje emocjonalne co kiedyś.

Można zadać pytanie: Jakie praktyczne zastosowanie mogą mieć te różne wglądy, jeśli chodzi o nasze usiłowania, aby pomagać dzieciom oraz polepszać warunki ich wycho­wania? W każdym przypadku najlepszym sposobem udzie­lenia pomocy dziecku byłoby przeprowadzenie analizy kon­fliktu związanego z macierzyństwem, ale nie da się tego zrobić na szeroką skalę. Sądzę jednak, że bardzo szczegóło­wa wiedza zdobyta na podstawie analiz tych stosunkowo nielicznych przypadków może wskazać właściwy kierunek, w którym należy podążać w przyszłości w celu odnalezie­nia rzeczywistych czynników rozwojowych. A ponadto zna­jomość zamaskowanych form, pod którymi pojawiają się czynniki patogenne, może być pomocna w łatwiejszym ich wykrywaniu w naszej obecnej praktyce.

Przecenianie wartości miłości



1   ...   7   8   9   10   11   12   13   14   ...   20


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna