Cross 7 2017 issn 1427-728x rok XV



Pobieranie 234,13 Kb.
Strona1/3
Data01.05.2018
Rozmiar234,13 Kb.
  1   2   3

CROSS 7 2017

ISSN 1427-728X

ROK XV

Nr 7 (148)

Lipiec 2017 r.

miesięcznik

INFORMACYJNO–SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ,

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00-216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9, tel.: 22 412 18 80

e-mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Marta Michnowska

Redaktor naczelna



Anna Baranowska

Zastępca redaktor naczelnej



Grażyna Wojtkiewicz

Korekta


Opracowanie graficzne:

Studio Graficzne Novelart



Skład, druk, oprawa i kolportaż:
EPEdruk Spółka z o.o.
ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa

Nakład: 900 egzemplarzy

Miesięcznik dofinansowujePaństwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych
Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych
aaa
Spis treści

Sportowcy z żelaza

Georgina Myler



Morze plus kręgle równa się Puck

Wojciech Puchacz



Warcabiści nad Wełtawą

Leszek Stefanek

Mistrzowie na tandemach

Mirosław Jurek



Wiadomości

Sycylijska symfonia

Stanisław Niećko



Dar życia

BWO


Trening obwodowy

Krzysztof Koc



Gramy w szachy

Ryszard Bernard



Gramy w warcaby

Damian Jakubik

Bóg, honor, ojczyzna i rodzina

Barbara Zarzecka


aaa
triathlon
Sportowcy z żelaza

Już po raz drugi niewidomi i słabowidzący sportowi zapaleńcy przystąpili do walki o tytuł mistrza w triathlonie. Zawodnicy rywalizowali na dystansie super krótkim (1/8 pełnego dystansu). Impreza odbywała się w ramach Enea Bydgoszcz Triathlon 2017.

Organizatorami mistrzostw Polski triathlonistów z dysfunkcją wzroku byli ZKF „Olimp” i bydgoski klub „Łuczniczka”, a PFRON oraz miasto Bydgoszcz dofinansowali to niezwykłe wydarzenie. Do rywalizacji zgłosiło się kilkadziesiąt par z całej Polski. Zawody ukończyło 12 (rok temu na mecie zameldowało się 8 z 10 startujących duetów). Dystans super krótki będący elementem rozgrywek oznacza, że zawodnicy mieli do pokonania niemal 0,5 km w wodzie, 22,5 km na rowerze oraz blisko 5,5 km biegiem.

Jest sobota, godzina 7:30. Oczom mieszkańców Bydgoszczy ukazuje się niesamowity widok. Kolumna rowerów typu tandem przemierza ulice miasta. To niewidomi uczestnicy triathlonu jadą na miejsce startu, które znajduje się przy Hali Sportowo-Widowiskowej „Łuczniczka”. Organizatorzy witają ich gorąco. W strefie zmian zawodnicy zostawiają rowery oraz sprzęt i odzież niezbędne podczas zmagań.

Pierwszym etapem triathlonu jest 475-metrowy odcinek Brdy, który należy przepłynąć wpław. O 8:55 rozlega się pierwszy wystrzał oznajmiający, że niewidomi triathloniści rozpoczęli swoje zmagania. Przy ogłuszającym aplauzie publiczności oraz pozostałych uczestników Enea Bydgoszcz Triathlonu szesnastka śmiałków wraz ze swoimi przewodnikami rusza do boju. Z podobnie entuzjastycznym odbiorem spotykają się oni na całej trasie. Pełnosprawni uczestnicy są pod ogromnym wrażeniem determinacji, z jaką ich niewidomi i słabowidzący koledzy pokonują kolejne metry i kilometry tego morderczego dystansu.

Drugim etapem jest 22-kilometrowy odcinek, który należy pokonać na rowerze. Tu ogromną sensację wzbudzają tandemy, na których poruszają się niewidomi triathloniści wraz ze swoimi przewodnikami. Są zaskoczeniem nie tylko z uwagi na niecodzienny wygląd, lecz także ze względu na prędkość, jaką są w stanie rozwinąć. Niewidomi zawodnicy bez najmniejszych problemów rywalizują z osobami pełnosprawnymi i uzyskują niesamowite czasy.

Ostatni etap to 5,5 km, które należy pokonać już na własnych nogach. Jest to najtrudniejszy odcinek całej trasy. Trzeba pamiętać, że zawodnicy przystępują do biegu, kiedy są już bardzo zmęczeni po wcześniejszych etapach. Nie zraża to jednak niewidomych, którzy ruszają do biegu z ogromną determinacją.

Dwunastu zawodników, którzy ukończyli zmagania, może teraz z dumą powiedzieć o sobie: jesteśmy triathlonistami! To niesamowite wydarzenie nie odbyłoby się jednak bez Krzysztofa Badowskiego, wiceprezesa klubu „Łuczniczka” Bydgoszcz, który był inicjatorem i koordynatorem zeszłorocznych oraz tegorocznych mistrzostw Polski. To on dwa lata temu po raz pierwszy wziął udział w bydgoskim triathlonie i po jego ukończeniu zainicjował rozmowy z organizatorami, które zaowocowały, miejmy nadzieję, cykliczną imprezą, jaką są mistrzostwa Polski niewidomych i słabowidzących w triathlonie.

– Wszyscy zawodnicy oraz ich przewodnicy wykazali się niesamowitym hartem oraz nieustępliwością – mówi Krzysztof Badowski. – O zaciętości zmagań niech świadczy fakt, że dwie pary mimo usterek technicznych ich rowerów nie poddały się i ukończyły dystans. Ten los spotkał m.in. Łukasza Cichego z pilotem Damianem Popławskim z „Łuczniczki” Bydgoszcz, którym odpadły obydwa lewe pedały. Mimo tak poważnej usterki chłopcy postanowili walczyć dalej i zmagając się z uszkodzonym rowerem, dojechali do mety. Chciałbym też podkreślić duże zaangażowanie przewodnika, Zbigniewa Wiśniewskiego z Brzozy, który otoczył opieką sportową Piotra Śliwińskiego. Trenował z nim długo przed triathlonem i trenuje do dziś. Warto też odnotować debiut w triathlonie naszej mistrzyni w bowlingu – Karoliny Rzepy. Jej pilotką była Aleksandra Tecław, złota medalistka z Rio w kolarstwie (przewodniczka słabowidzącej Iwony Podkościelnej).

Miejmy nadzieję, że wieści o tej wspaniałej imprezie obiegną całą Polskę – mówi Łukasz Cichy, reprezentant „Łuczniczki” Bydgoszcz. – I że za rok na linii startu zamelduje się jeszcze więcej śmiałków z dysfunkcją wzroku, którzy zechcą się zmierzyć z tą niezwykle wymagającą dyscypliną, która pozwala człowiekowi odkryć nowe pokłady determinacji i energii, o których posiadaniu nie miał nawet pojęcia.

– Bardzo cenne jest to, że mistrzostwa Polski niewidomych i słabowidzących w triahtlonie odbywały się przy okazji Enea Bydgoszcz Triathlonu – podkreśla Łukasz Skąpski, zdobywca 2. miejsca w kategorii B1. – Takie połączenie zawodów osób z dysfunkcją wzroku z zawodami osób w pełni sprawnych pozwala poczuć się prawdziwym sportowcem. Szczerze mówiąc, dumą nie napawa mnie fakt zdobycia 2. miejsca w swojej kategorii, a zdobycie 150. miejsca na blisko 800 startujących w kategorii open.

II Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących
w Triathlonie – podium


6-9.07.2017 r., Bydgoszcz

(zawodnik – przewodnik)

Mężczyźni

B1

1. Mariusz Suwart – Dawid Stronka

2. Łukasz Skąpski – Dariusz Więckowski

3. Piotr Śliwiński – Zbigniew Wiśniewski



B2

1. Piotr Szymczak – Jakub Stefanowicz

2. Krzysztof Badowski – Michał Dormowicz

3. Michał Grochowski – Łukasz Golak



Kobiety

Open

1. Georgina Myler – Alicja Lenzkowska

2. Karolina Rzepa – Aleksandra Tecław

Georgina Myler
aaa
kręgle
Morze plus kręgle równa się Puck

Jeśliby podsumować tegoroczny turniej w kręglach klasycznych w Pucku jednym zdaniem, wystarczyłoby powiedzieć: „Jak co roku – było bardzo fajnie i imprezę należy zaliczyć do udanych”.

Początek wakacji to dla kręglarzy czas wyjazdu nad Bałtyk. Co było słychać na zaprzyjaźnionej kręgielni oprócz szumu fal? Na etapie organizacji i w przebiegu turnieju nie obyło się bez pewnych zmian. Imprezę dofinansowało tylko Ministerstwo Sportu i Turystyki, a co za tym idzie, jej budżet był nieco okrojony. Chociaż koordynatorka turnieju Joanna Staliś chciała zapewnić udział jak największej liczbie zawodników i zawodniczek należących do Stowarzyszenia „Cross”, była zmuszona do ostrych cięć zebranych zgłoszeń. A pojawiały się nawet takie, które przekraczały 10 osób z danego klubu. Aby zagwarantować spełnienie podstawowej funkcji turnieju – upowszechniania sportu wśród osób niewidomych i słabowidzących – a do tego zapewnić uczestnikom komfortowe warunki, niejednokrotnie zmuszona była dokonywać redukcji miejsc dla poszczególnych klubów.

Osobom, którym udało się zapisać na listę startową, nie brakowało atrakcji w trakcie gier, a także w czasie wolnym. Puck, jako miejscowość turystyczna położona kilka kilometrów od Morza Bałtyckiego, oferuje wiele atrakcji i wydarzeń na miejscu, a także w niedalekiej okolicy. W wolnej chwili uczestnicy mogli na przykład pojechać na Hel czy do Władysławowa. Taka możliwość aktywnego spędzania wolnego czasu nie zdarza się wszędzie, stąd też nie dziwi tak duże zainteresowanie puckim turniejem.

Czterodniowa impreza pozwoliła zawodnikom i zawodniczkom na dobre przygotowanie się do gry. W tym roku system rozgrywek został nieco zmodyfikowany za sprawą Komisji Kręglarskiej, która przekuła uwagi i sugestie środowiska kręglarskiego w czyn. W ubiegłym roku dało się słyszeć głosy dotyczące konieczności zmian w zasadach przebiegu finałów. Na kilku turniejach gry finałowe nie wnosiły nic do ostatecznego zestawienia zwycięzców, powodowały jedynie zmęczenie samych zawodników, a na trybunach wiało nudą. Komisja wprowadziła inny sposób naliczania punktów. Do wyniku z gry finałowej zaliczanych jest nadal 120 rzutów, z tym że połowa to suma dwóch najlepszych gier eliminacyjnych, a pozostałe 60 rzutów to wynik czterech gier po 15 rzutów na torze.

Pierwszy raz taki system zastosowano miesiąc wcześniej, na turnieju w Gostyniu. Jak zawsze przy tego typu zmianach, pojawiały się problemy i pytania ze strony graczy. Tym razem obyło się jednak bez większych kłopotów i gry przebiegały bardzo sprawnie. Bloki startowe rozpisane były co 40 minut, przyniosło to oszczędność czasu, przez co organizator dał szansę gry sześciu zawodnikom z każdej kategorii, oprócz B1. Ze względów logistycznych ta grupa rozgrywała swoje 60 rzutów finałowych w systemie dwa razy po 30 rzutów. Uzasadnienie jest zrozumiałe – przechodzenie i ustawianie się na czterech torach byłoby zbyt czasochłonne.

Analizując wyniki poszczególnych uczestników, należy wymienić kilka osób, które swoją grą wszystkich pozytywnie zaskoczyły. Pucki turniej za bardzo udany może uznać Regina Szczypiorska – zawodniczka „Moreny” Iława w kategorii B1. Zagrała dobrze i równo i uzyskała wynik 468 p. Niespodzianką turnieju okazała się Jolanta Lewandowska z „Pionka” Włocławek (B2). W eliminacjach strąciła 654 kręgle, a w finale 600, co za tym idzie – pokonała swoją klubową koleżankę Jadwigę Rogacką, wielokrotną mistrzynię Polski i reprezentantkę naszego kraju na mistrzostwach Europy i świata. Jola nie kryła zdumienia i satysfakcji z uzyskanego rezultatu. Był to jednocześnie najlepszy wynik wśród kobiet w całym turnieju.

Po raz kolejny nie popisały się panie z kategorii B3. Zwyciężyła Emilia Sawiniec z lubelskiego „Hetmana” z wynikiem finałowym 579 p., jednak czuła na plecach oddech rywalek. Emilia wygrała tylko jednym punktem z Ireną Curyło z klubu „Pogórze” Tarnów. Przyjrzawszy się tabeli rezultatów, należy z całą stanowczością powiedzieć, że z założenia najsilniejsza kategoria kobiet B3 jest tak naprawdę najsłabszą grupą, z nikłymi szansami na poprawę wyników.

Wśród mężczyzn klasą sam dla siebie był Jan Zięba, reprezentant „Ikara” Lublin, który zdeklasował rywali, uzyskując w grze eliminacyjnej wynik 603 p., a w finale 616 p. Ktoś mógłby powiedzieć, że jego główni przeciwnicy nie dotarli na turniej, jednak zwycięzców się nie rozlicza. Przed pozostałymi zawodnikami w kategorii B1 jeszcze długa droga do osiągania takich wyników.

W wyższej kategorii nie było niespodzianek. Wygrał Mieczysław Kontrymowicz z olsztyńskiego klubu. W eliminacjach uzyskał „diabelski wynik” – 666 p., a w finale poprawił go jeszcze na 687 p. W ramach ciekawostek należy wspomnieć, że Mietek w jednej z gier finałowych w 15 rzutach uzyskał 97 p. Jego rywale z kategorii deptali mu po piętach, a właśnie dzięki nowemu systemowi liczenia punktów zwycięzca nie mógł czuć się pewny do końca.

W kategorii B3 mężczyzn pojawiły się spore niespodzianki. Tomasz Ćwikła z „Moreny” Iława w eliminacjach ugrał aż 702 p. Jednak w sobotę, mimo sporego zapasu punktów, nie powtórzył dobrej gry i spadł na czwarte miejsce. Zwycięzcą okazał się Albert Sordyl z „Pogórza” Tarnów, który awansował z trzeciej pozycji.

Pucki turniej pokazał dobitnie, że zmiany w grach finałowych dodały sporo emocji związanych z rywalizacją do samego końca. Nie jest to pewnie idealny system, jednak wielu chwaliło zmiany jako nowy element współzawodnictwa, dzięki któremu każdy rzut ma bardzo duże znaczenie dla końcowego wyniku.

To dopiero początek zmagań kręglarskich w tym roku. Już w sierpniu dwukrotnie pojawi się szansa do kolejnych rywalizacji o miano najlepszych na ogólnopolskich turniejach w kręglach klasycznych organizowanych przez Stowarzyszenie „Cross”. Rozgrywki w Poznaniu i Brzesku dofinansuje Ministerstwo Sportu i Turystyki. Podobnie jak rok temu, na przełomie sierpnia i września w Pucku zorganizowany zostanie obóz szkoleniowy z zakresu kręgli klasycznych, który umożliwi uczestnikom doskonalenie technik gry.



V Ogólnopolski Turniej Niewidomych i Słabowidzących w Kręglach Klasycznych

21-25.06.2017 r., Puck

F – wynik finałowy, E – wynik z eliminacji

Kobiety

B1

1. Regina Szczypiorska („Morena” Iława) F 468 p. E 454 p.

2. Karolina Rzepa („Łuczniczka” Bydgoszcz) F 425 p. E 374 p.

3. Barbara Szypuła („KoMar” Piekary Śląskie) F 396 p. E 424 p.

B2

1. Jolanta Lewandowska („Pionek” Włocławek) F 600 p. E 654 p.

2. Jadwiga Rogacka („Pionek” Włocławek) F 598 p. E 608 p.

3. Maria Kieloch („Morena” Iława) F 590 p. E 556 p.

B3

1. Emilia Sawiniec („Hetman” Lublin) F 579 p. E 566 p.

2. Irena Curyło („Pogórze” Tarnów) F 578 p. E 559 p.

3. Monika Grzybczyńska („Omega” Łódź) F 568 p. E 561 p.

Mężczyźni

B1

1. Jan Zięba („Ikar“ Lublin) F 616 p. E 603 p.

2. Krzysztof Tarkowski („Hetman“ Lublin) F 444 p. E 398 p.

3. Stanisław Chmura („Podkarpacie” Przemyśl) F 375 p. E 373 p.

B2

1. Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) F 687 p. E 666 p.

2. Stanisław Fortkowski („Pogórze” Tarnów) F 674 p. E 650 p.

3. Władysław Wakuliński („Łuczniczka” Bydgoszcz) F 641 p. E 606 p.

B3

1. Albert Sordyl („Pogórze” Tarnów) F 710 p. E 681 p.

2. Zbigniew Strzelecki („Karolinka” Chorzów) F 685 p. E 670 p.

3. Daniel Jarząb („Tęcza” Poznań) F 668 p. E 688 p.

Wojciech Puchacz
aaa
warcaby
Warcabiści nad Wełtawą

W dniach 11-17 czerwca 2017 roku w Pradze odbył się 37. Międzynarodowy Turniej w Warcabach Stupolowych „Złota Praga”. Po raz pierwszy prestiżowe zawody nad Wełtawą zaliczono do cyklu Pucharu Świata, co jeszcze podniosło ich rangę.

W całej historii rozgrywanego od 1981 roku turnieju wystąpiło dotychczas 20 Polaków. Teraz do tej listy dopisanych zostało pięć kolejnych nazwisk – zawodników kadry Stowarzyszenia „Cross”. W „Złotej Pradze” zadebiutowali: Ewa Wieczorek, Mikołaj Fiedoruk, Józef Tołwiński (wszyscy „Victoria” Białystok), Leszek Stefanek („Hetman” Lublin) i Edward Twardy („Sudety” Kłodzko). Kierownikiem ekipy był Wacław Morgiewicz. Nasi warcabiści zaliczyli trzeci tak poważny sprawdzian w ciągu ostatnich 10 miesięcy. Wcześniej – we wrześniu 2016 – startowali w Karpaczu (Puchar Świata) i w Korbach (ME weteranów). I trzeba od razu powiedzieć, że praski występ okazał się z nich najlepszy.

W tym roku do Pragi przyjechali reprezentanci aż 14 krajów, w tym tak egzotycznych, jak Curacao, Surinam czy Chiny. Wyrównany został ustanowiony w 2010 roku rekord frekwencji (70 graczy), 28 osób legitymowało się tytułami Światowej Federacji Warcabowej (FMJD). Faworytami turnieju byli arcymistrzowie: Edward Burzynski (Litwa), Ewgenij Watutin (Białoruś) i Igor Kirzner (Ukraina).

Polacy mieli niskie numery startowe i rozstawieni zostali w dolnej połówce tabeli. W tej sytuacji w pierwszej rundzie (grano 9 rund systemem szwajcarskim) byliśmy skazani na pożarcie. Tymczasem nasi reprezentanci postawili przeciwnikom silny opór i zdobyli aż 4 punkty. Swe partie zremisowali: Edward Twardy z Chinką Hanqing Zhao (siódma zawodniczka MŚ kobiet), Józef Tołwiński z MI Vaclavem Kristą (9-krotny mistrz Czech), Leszek Stefanek z MF Jirim Syselem (24-krotny mistrz Czech) i Mikołaj Fiedoruk z Chińczykiem Zhiyong Xiongiem. Przegrała jedynie, ale po długiej walce, Ewa Wieczorek. Jej rywal, Chińczyk Wenlong Gao, zajął ostatecznie w turnieju znakomite szóste miejsce!

O drugiej rundzie Polacy chcieliby jak najszybciej zapomnieć. Wszyscy ponieśli porażki, Tołwiński uległ np. Ukraińcowi Oleksandrowi Żygalinowi po błędzie już w piątym posunięciu, a Stefanek w wyrównanej pozycji wpadł na kombinację z Francuzem Fidele Nimbi.

Kolejny dzień stanowił znakomitą okazję do podreperowania przez Polaków skromnego dorobku punktowego. W programie były dwie rundy, czyli 4 punkty do zdobycia. Tołwiński, Stefanek i Wieczorek obie swe partie zremisowali. Fiedoruk i Twardy dopisali sobie tylko po punkcie. W porannej partii Mikołaj nie sprostał Clemensowi Cruciusowi (Niemcy), a po południu Edek poległ w pojedynku z reprezentantką gospodarzy Petrą Duskovą.

W środę, 14 czerwca, zawody osiągnęły półmetek. Piąta runda stała pod znakiem derbowych gier pomiędzy naszymi zawodnikami. Edek podzielił się punktami z Ewą, a Józek z Leszkiem. Tylko Mikołaj musiał stawić czoła obcokrajowcowi. Niestety – nieskutecznie. Jego przeciwnik, Holender Bart Jonker, po dwóch remisach z Polakami (z Twardym i Stefankiem) uznał, że do trzech razy sztuka i... zainkasował dwa punkty.

W czwartek po raz drugi i ostatni odbyły się dwie rundy. Poranne gry przyniosły nam wreszcie pierwsze zwycięstwa. Tołwiński, Wieczorek, Fiedoruk i Twardy dosyć szybko powygrywali swoje pojedynki (tym razem z teoretycznie słabszymi rywalami) i tylko Stefanek męczył się blisko pięć godzin z Holendrem Fabianem Snijderem. Na szczęście zdołał wybronić remis w trudnej końcówce. Po południu swe partie zremisowali Wieczorek, Fiedoruk i Stefanek.
Tołwiński uległ Francuzowi Sabau, a Twardy nie sprostał 10-letniej Chince Qijuan Xue, która także wcześniej urwała już punkt Stefankowi. Po siedmiu rundach liderowali: Chińczyk Zhenyu Li i Ukrainiec Igor Kirzner (po 11 p.). Za nimi sześciu zawodników miało po 10 p. Z Polaków Tołwiński, Wieczorek i Stefanek zgromadzili po 6 p., a Twardy i Fiedoruk po 5 p.

W piątek po południu odbyła się przedostatnia runda. Pierwszej wygranej doczekał się wreszcie Stefanek, który pokonał 11-letniego Chińczyka Chen Zerui i tym samym przebił się przez „chiński mur”. Zwycięsko zakończył swój pojedynek również Tołwiński, który wygrał z... Bartem Jonkerem. Z perspektywy Polaków można więc powiedzieć: do czterech razy sztuka! Twardy zmusił do kapitulacji Czecha Martina Plesnivego, a Fiedoruk zremisował z Holendrem Reinoutem Slootem. Nie powiodło się tylko Ewie Wieczorek, która przegrała z Fidele Nimbi.

Przed ostatnimi partiami szanse na zwycięstwo w turnieju zachowało trzech zawodników: Watutin, Zhenyu Li i Kirzner (wszyscy mieli po 12 p.). Watutin grał z Zhenyu Li, a Kirzner z innym Chińczykiem Zhou Wei. Watutin zdołał pokonać swego rywala i zapewnił sobie triumf w całym turnieju. Powtórzył sukces sprzed 21 lat, bo poprzednio „Złotą Pragę” wygrał w 1996 roku.

Bohaterem polskiej ekipy został natomiast nieoczekiwanie Józef Tołwiński. W ostatniej rundzie miał najtrudniejszego rywala – MF Raoula Aliasa z Curacao, wieloletniego prezydenta Panamerykańskiej Federacji Warcabowej. Józek wyszedł z tej konfrontacji zwycięsko i w końcowej klasyfikacji uplasował się na bardzo dobrym 30. miejscu z 10 p. (+1). Dwa punkty zdobyła też Ewa Wieczorek dzięki wygranej z Holendrem Pietem Dijkstrą. Mikołaj Fiedoruk zremisował z Chen Zerui, a Edward Twardy z Francuzem Guerbertem. Porażką zakończył turniej Leszek Stefanek. W pojedynku z Niemcem Cruciusem długo bronił się w gorszej pozycji, a gdy ostatecznie zdołał doprowadzić do remisowej końcówki, wykonał ruch przegrywający.



37th Golden Prague – FMJD World Cup – pierwsza dziesiątka turnieju

11-17.06. 2017 r., Praga, Czechy

1. GMI Ewgenij Watutin – Białoruś 14 p.

2. GMI Igor Kirzner – Ukraina 13 p.

3. MF Zhenyu Li – Chiny 12 p.

4. GMI Wei Zhou – Chiny 12 p.

5. GMI Edward Burzinski – Litwa 12 p.

6. MF Wenlong Gao – Chiny 12 p.

7. MF Marino Barkel – Holandia 12 p.

8. MF Rob Geurtsen – Holandia 12 p.

9. MF Brion Koullen – Holandia 12 p.

10. MF Olga Fedorowicz – Białoruś 12 p.

Wśród kobiet triumfowała Olga Fedorowicz przed Viktorią Motriczko (Ukraina) i Poliną Petrusiovą (Białoruś).

Miejsca Polaków:

30. Józef Tołwiński 10 p. (3 zwycięstwa – 4 remisy – 2 porażki)

47. Leszek Stefanek 8 p. (1-6-2)

49. Ewa Wieczorek 8 p. (2-4-3)

53. Edward Twardy 8 p. (2-4-3)

57. Mikołaj Fiedoruk 7 p. (1-5-3)

Warto dodać, że wśród zawodników powyżej lat 60 Józef Tołwiński zajął 4. miejsce na 20 sklasyfikowanych! Wyprawę do Czech trzeba uznać za bardzo udaną, zarówno pod względem sportowym, jak i turystycznym. Warcabiści Stowarzyszenia „Cross” zebrali kolejne cenne doświadczenia w konfrontacji z pełnosprawnymi zawodnikami reprezentującymi wysoki poziom sportowy. Często urywali punkty znacznie wyżej notowanym rywalom. Tołwiński i Twardy wyraźnie poprawili swój światowy ranking. Również Ewa Wieczorek była zdecydowanie skuteczniejsza niż na ME weteranów w Korbach. Na swoim poziomie zagrali Fiedoruk i Stefanek. Nikt nie uniknął oczywiście błędów, ale w takim turnieju jest to praktycznie niemożliwe. Mogło być, rzecz jasna, lepiej, ale najważniejsze, że z każdym takim turniejem nabieramy pewności, iż stać nas na wyrównaną walkę ze znacznie bardziej doświadczonymi i utytułowanymi warcabistami pełnosprawnymi z całego świata.

Podczas tygodniowego pobytu nie zabrakło okazji do zwiedzania jednego z najpiękniejszych miast Europy. Sprzyjała temu nie tylko piękna, momentami nawet zbyt upalna pogoda, lecz również około 4 km drogi od miejsca naszego zakwaterowania (hotel Venezia przy ul. Sokolskiej) do miejsca rozgrywek (Tyrsuv Dum przy ul. Ujezd). Codzienne przemierzanie tego odcinka pieszo pozwoliło nam dokładnie zapoznać się z centrum miasta. Plac Wacława, most Legii czy most Karola znamy już niemal na pamięć. Co wytrwalsi zdążyli też zwiedzić Hradczany z pałacem prezydenckim i przepiękną, monumentalną katedrą Św. Wita, zamek Wyszehradzki czy wzgórze Petrin z największym (!) piłkarskim stadionem świata na Strahovie. Stadionem, który nigdy nie spełnił właściwie swej funkcji (odbywały się tam spartakiady, pokazy gimnastyczne i koncerty rockowe). Obecnie wpisany jest na listę zabytków. Na płycie o wymiarach 300 na 200 m Sparta Praga utworzyła siedem pełnowymiarowych treningowych boisk piłkarskich. Niszczejące trybuny mogły swego czasu pomieścić nawet 250 tysięcy osób! Obok znajduje się stadion im. Evzena Rosickiego, na którym w 1978 roku odbyły się lekkoatletyczne mistrzostwa Europy (to tu m.in. zdobyli złoto Bronisław Malinowski i męska sztafeta 4 x 100 m).

Mimo drobnych niedogodności związanych z naszym pobytem w Pradze uważam, że decyzja o wyjeździe kadry „Cross” nad Wełtawę była ze wszech miar słuszna, a udział w tak prestiżowym i silnie obsadzonym turnieju może przynieść naszym zawodnikom same korzyści.

Leszek Stefanek
aaa
kolarstwo
Mistrzowie na tandemach

W czerwcu miały miejsce dwa ważne wydarzenia kolarskie: XIX Międzynarodowy Wyścig Tandemowy o Puchar Prezydenta Miasta Poznania oraz mistrzostwa Polski w konkurencjach szosowych. Obie imprezy potwierdziły, że najsilniejszym klubem kolarskim w Polsce jest KKT „Hetman” Lublin, a jego największe gwiazdy – tandemy Iwona Podkościelna i Aleksandra Tecław oraz Marcin Polak i Michał Ładosz – są wciąż niedościgłe dla krajowych rywali.

Tegoroczny wyścig o Puchar Prezydenta Miasta Poznania odbył się już po raz dziewiętnasty. Tym razem składał się z trzech etapów. Pierwszy z nich rozegrany został na samochodowym Torze Poznań na dystansie 15 okrążeń dla kobiet i 20 okrążeń dla mężczyzn. Tor ma 4083 metry długości, 12 metrów szerokości, 14 zakrętów o zróżnicowanej trudności, jest płaski, ma asfaltową nawierzchnię wysokiej jakości. Ściganie się na tym obiekcie wcale nie jest łatwe, szczególnie przy wietrznej pogodzie, i wymaga zarówno dobrego przygotowania fizycznego, jak i wysokiego poziomu techniki.

Podczas pierwszego etapu najwyższymi kompetencjami kolarskimi wykazali się utytułowani zawodnicy kadry, którzy zdecydowanie zdystansowali swoich rywali. W wyścigu kobiet zwyciężyły mistrzynie paraolimpijskie z Rio de Janeiro Iwona Podkościelna i Aleksandra Tecław (KKT „Hetman” Lublin) z dużą przewagą nad duetem swoich klubowych koleżanek – Martą Stramek i Moniką Sawą. W kategorii mężczyzn najlepsi byli mistrzowie świata Marcin Polak i Michał Ładosz (KKT „Hetman” Lublin), którzy znacznie wyprzedzili Adama Brzozowskiego i Tomasza Balę (również KKT „Hetman” Lublin) oraz Przemysława Wegnera i Roberta Kiszkę („Razem” Poznań). Taka sama kolejność powtórzyła się na drugim etapie, którym była jazda na czas na dystansie 12 kilometrów, rozegrana na Poligonie Biedrusko. Zwyciężczynie Iwona Podkościelna i Aleksandra Tecław potrzebowały na przejechanie tego odcinka 16 minut i 39,770 sekundy, natomiast Marcin Polak i Michał Ładosz triumfowali z czasem 00:13:59,290, co dało im imponującą przeciętną prędkość 51,49 km/h. Trzeci etap – wyścig na Torze Poznań na dystansie 12 okrążeń (kobiety) i 15 okrążeń (mężczyźni) – był potwierdzeniem istniejącego układu sił i zakończył się identycznie jak dwa poprzednie, przez co nie był zbyt ciekawy. Skład na podium poszczególnych etapów i w klasyfikacji końcowej był taki sam, a emocje przeniosły się na rywalizację o dalsze lokaty. Szkoda, że poznański wyścig jest w ostatnich latach międzynarodowy jedynie z nazwy. Wygląda na to, że minęły czasy świetności tej imprezy, gdy na liście startowej pojawiały się czołowe zagraniczne tandemy. Pytanie brzmi, czy minęły bezpowrotnie? Poznań ma wiele atutów pozwalających na organizację międzynarodowych imprez kolarskich na wysokim poziomie, a jednym z ważniejszych jest dobra komunikacja z zachodnią Europą. Pozostaje mieć nadzieję, że przyszłoroczny, dwudziesty wyścig, okaże się godny swojego jubileuszu.

Końcówka czerwca zarezerwowana jest w polskim i międzynarodowym kalendarzu startów dla mistrzostw narodowych federacji w wyścigach na czas i ze startu wspólnego. Zawodnicy ZKF „Olimp” od kilku lat startują w mistrzostwach Polski organizowanych przez Polski Związek Kolarski, które gromadzą na starcie całą polską czołówkę kobiet i mężczyzn z kategorii junior, orlik (do lat 23), elita oraz niewidomi i słabowidzący. Wyścigi tandemów stały się stałym elementem tego najbardziej prestiżowego wydarzenia w krajowym sezonie startowym, co stanowi potwierdzenie naszych działań integracyjnych i pozytywnie wpisuje się w zalecenia formułowane przez Ministerstwo Sportu i Turystyki oraz Międzynarodową Unię Kolarską (UCI).

Tegoroczne mistrzostwa Polski odbywały się w Krokowej oraz w Gdyni i choć trasy zlokalizowane były niedaleko od morza, to przypominały tereny górskie. Wyścig tandemów na czas rozegrany został na dystansie 19,8 km na trasie z Krokowej do Kartoszyna i z powrotem, a jej najtrudniejszym elementem było dwukrotne pokonanie podjazdów w okolicy Sobieńczyc. Najdramatyczniejsze zdarzenie przytrafiło się Iwonie Podkościelnej i Aleksandrze Tecław, które zerwały łańcuch i część trasy musiały przebyć pieszo.

Kobiety

1. Iwona Podkościelna – Aleksandra Tecław (KKT „Hetman” Lublin) 38:58,89

2. Marta Stramek – Monika Sawa (KKT „Hetman” Lublin) 39:46,63

Mężczyźni

1. Marcin Polak – Michał Ładosz (KKT „Hetman” Lublin) 25:23,50

2. Przemysław Wegner – Artur Korc („Razem” Poznań) 26:34,91

3. Adam Brzozowski – Tomasz Bala (KKT „Hetman” Lublin) 29:08,63

Na ich szczęście na tym odcinku wyścigu przeważały zjazdy, co pozwalało na jazdę bez pedałowania i umożliwiło ukończenie wyścigu pomimo defektu. Nadrobiony wcześniej nad rywalkami czas wystarczył do zwycięstwa.

Drugą konkurencją zawodów był wyścig ze startu wspólnego o długości 20,5 km, rozegrany na rundzie Krokowa – Żarnowiec – Lubkowo – Kartoszyno – Sobieńczyce – Glinki – Jeldzino – Krokowa. Kobiety miały do pokonania trzy, a mężczyźni cztery okrążenia. Bardzo selektywna trasa i duże różnice w poziomie sportowym zawodników spowodowały, że peleton szybko podzielił się na małe grupki.



Kobiety

1. Iwona Podkościelna – Aleksandra Tecław (KKT „Hetman” Lublin) 1:35:12

2. Marta Stramek – Monika Sawa (KKT „Hetman” Lublin) + 08:59

Mężczyźni

1. Marcin Polak – Michał Ładosz (KKT „Hetman” Lublin) 1:51:47

2. Przemysław Wegner – Artur Korc („Razem” Poznań) + 03:37

3. Adam Brzozowski – Tomasz Bala (KKT „Hetman” Lublin) + 07:22

Czoło wyścigu początkowo stanowiły trzy najsilniejsze tandemy, lecz z upływem kilometrów i tutaj nastąpił podział. Najpierw od rywali odjechał duet Marcin Polak – Michał Ładosz, a następnie Przemysław Wegner i Artur Korc oderwali się od jadących z nimi Adama Brzozowskiego i Tomasza Bali. W ten sposób wyścig ze startu wspólnego upodobnił się do rozegranej dzień wcześniej czasówki, co potwierdzają poniższe wyniki. O trudach wyścigu świadczy fakt, że dwa silne tandemy klubu „Warmia i Mazury” Olsztyn: Piotr Urbanowicz – Dariusz Wojciechowski (ubiegłoroczni brązowi medaliści) i Piotr Kołodziejczuk – Roger Głowacki, które zajęły wysokie 4. i 5. miejsca, straciły do zwycięzców ponad 10 minut. Wyniki wyścigu w Poznaniu oraz mistrzostw Polski potwierdzają dobrą formę kadrowiczów, co napawa optymizmem przed zaplanowanym na przełom czerwca i lipca ich startem w Pucharze Świata w Emmen. Jednak zdecydowana supremacja czołowych tandemów budzi niepokój o stan zaplecza kadry. Z grona pretendentów do krajowej elity wyróżnić należy duet Piotr Leśniewski – Dariusz Janiak, reprezentujący „Razem” Poznań, który wykazuje duży entuzjazm oraz ambicje poparte zapałem do pracy. Może z grona czytelników „Crossa” wyłonią się kolejni kandydaci do kolarskiej kadry, którym marzy się udział w igrzyskach paraolimpijskich Paryż 2024?

Mirosław Jurek
aaa
wiadomości
Biegi



  1   2   3


©operacji.org 2017
wyślij wiadomość

    Strona główna